Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-11-2017, 13:22   #1
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 5867 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
[WFRP 2ed.] Cz.6 - Grafitowi - Zwierzęta





ZWIERZĘTA


************************************************** ********




W Wildbaum spędzili dobrych parę tygodni. Potrzebowali odpoczynku, by zebrać siły i dojść do siebie po ciężkich wydarzeniach. Pomagało z pewnością w odpoczynku to, że byli traktowani przez miejscową społeczność jak bohaterowie, i za takich też mogli się uważać.

Zebedeusz był wyczerpany i fizycznie i psychicznie. Niesprawna prawa ręka, zmiażdżony bark, a do tego wstrząśnienie mózgu dawały wyraźny sygnał młodemu czarodziejowi, że musi odsapnąć na dłuższy czas. Otaczające go warunki ku temu sprzyjały. Oznajmił, że dołączy do towarzyszy już w Nuln, na ten moment nie miał zamiaru się z Wildbaum ruszać. Detlef wyglądał zdecydowanie lepiej. Nie potrzebował tyle czasu na regenerację, ale możliwość chwilowego odpoczynku zdecydowanie mu odpowiadała. Choć była to jedynie wieś, to sposób w jaki był traktowany, pozwalał czuć przynajmniej namiastkę wygód do jakich w przeszłości szlachcic przywykł. Wąsacz natomiast musiał się nieco zająć swoją wąsaczową karczmą, więc tam też spędzał większość dnia i nocy. Franc, jak to Franc… Jego od takiego odpoczynku i wolnego czasu, czyli innymi słowy nadmiaru alkoholu we krwi, aż głowa bolała. Jak i Wąsacz częstym bywalcem karczmy był, chociaż z nieco innego powodu. Tylko Ramirez i Imrak prędko udali się w dalszą drogę, nie zostając dłużej z resztą kompanii.

Ale ile można w jednym miejscu usiedzieć? Nie na tym przecież życie poszukiwacza przygód polegało. Nuln, które było już jedynie kilkanaście dni drogi od nich, czekało... Detlef, jako ostatni z bohaterów spod Taugegeberg przypomniał o tym, że w Nuln mieli być po paru tygodniach, a ten czas przy ich ostatnich przygodach znacznie się przeciągnął. Niemniej jednak wciąż pamiętał, gdzie mają się stawić i miał nadzieję, że Tilusch tam też wtedy będzie. Z resztą jeśli go nawet wtedy nie spotkają, to powoła się na jego nazwisko. Powinno wystarczyć, szczególnie, że nazwisko von Halbach wśród Grafitowych Płaszczy było z pewnością już znane.

Dlatego też, gdy dowiedzieli się o tym, że będzie okazja załapać się na transport wissenlandzkiej kampanii przewozowej od razu wykupili miejsca do miasta, które miało być obecnie celem ich podróży.


***


Oprócz nich w dyliżansie znalazł się także elf Raen z charakterystycznie wytatuowaną we wzory klanu Kitaari twarzą. Zawitał on w Wildbaum parę dni wcześniej, pragnąc jednak zaznać jak najwięcej świata, korzystając z okazji od razu wybrał się w dalszą drogę.

Obok niego zasiadł dumny osobnik tej samej rasy - Ellidar. Raen przypominał mu zachowaniem swojego zmarłego brata, a swymi opowieściami doprowadził do tego iż wojownik z klanu Kel'thra zapragnął mu towarzyszyć w mających i spotkać przygodach.

Dla kontrastu znalazł się tam również krasnolud Madock - były górnik w współwłaściciel kopalni miedzi z Gór Szarych. Poznając historię bohaterów spod Taugegeberg uznał, że zaoferuje im swoją broń. Słysząc ich dokonania oraz sprawy w jakie się angażują mógł mieć nadzieję, że pomogą mu natrafić na rudowłosego maga. Osobnika, którego miał wielką nadzieję w niedalekiej przyszłości odnaleźć i się z nim rozprawić.


***


Kareta, którą podróżowali, była solidnym pojazdem Jeźdźców Wilków, dość znanych przewoźników z Nuln. Szczególnych wygód jednak nie mieli, gdyż ostatecznie w środku dyliżansu zasiadło sześcioro osób. Obecnie przemierzali wąski, biegnący w głębi lasu trakt. Nisko zwisające gałęzie szorowały po dachu i chłostały ściany powozu. Było już popołudnie, wiał przenikliwy, zimny, północny wiatr, od którego całe szczęście byli chronieni znajdując się we wnętrzu karocy. Patrząc przez okno, widać było że świszczący pomiędzy konarami wiatr, goni po niebie ciemne, burzowe chmury, które raz po raz przesłaniają blade, już niewyraźne słońce.

Na koźle siedział woźnica Burgolf, powożący parą solidnie zbudowanych ostlandzkich koni. Towarzyszył mu Gottlieb, konwojent, uzbrojony w kuszę i kord.

Powóz jechał całkiem szybko podskakując na nierównościach drogi, co nieco zmniejszało komfort podróży. Raz po raz było słychać ponaglające okrzyki woźnicy - Wiśta! Wiśta! - którym towarzyszył trzask bicza, dzięki czemu konie utrzymywały szybkie tempo.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 20-11-2017 o 13:46.
AJT jest offline  
Stary 20-11-2017, 19:45   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27485 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Odpoczynek...
To było coś, co się Detlefowi przydało. Odesłanie demona z powrotem do piekieł nie było rzeczą ani łatwą, ani przyjemną. Było czynem chwalebnym, niosącym sławę.
Co prawda Detlefowi nie zależało aż tak na byciu sławnym (sława zobowiązuje), ale pełne uznania spojrzenia panów, pań i panien (szczególnie te ostatnie...) były całkiem miłe.

Odpoczynek, a przy okazji parę interesów, w których sława pogromcy demona nieco pomogła. Tak więc udało się sprzedać Detlefowi nieco niepotrzebnego sprzętu - dwie rzeczy 'tubylcom', a kolczugę po orku - będącemu przejazdem mężczyźnie o nieco nietypowej budowie ciała.
I chociaż każdy wiedział, że w walce złoto się nie przydaje (rzucanie w przeciwników karlami było widowiskowe, lecz mało skuteczne), ale o jeśli kto miał pod ręką broń i zbroję, to kolejna nie była mu potrzebna. Po co więc wozić ze sobą kilogramy złomu, skoro zamiast tego można było wieźć dużo mniej ważącą sakiewkę...

* * *

Odpoczynek odpoczynkiem, ale Nuln wzywało.
Dlatego też Detlef przestał się napawać sławą i zaczął się zbierać do podróży. A że konia sprzedał dawno, dawno temu, zatem zamówił miejsce w dyliżansie Jeźdźców Wilków. Nie jechał sam, ale w dość zróżnicowanej, ale doborowej kompanii. Dlatego też miał nadzieję, że gdyby coś się stało po drodze (nie da się ukryć - nie tylko lasy, ale i prowadzące przez nie trakty nie należały do najbezpieczniejszych), miałby kto sobie poradzić z ewentualnymi niespodziankami.
 
Kerm jest offline  
Stary 21-11-2017, 20:46   #3
 
Komtur's Avatar
 
Reputacja: 10421 Komtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputacjęKomtur ma wspaniałą reputację
Dyliżans jechał szybko podskakując na wertepach. Jadący w środku krasnolud co chwila musiał poprawiać siedzącą pozycję. Krótkie nogi nie dawały mu oparcia na podłodze, co przy tych wybojach powodowało zsuwanie się z kanapy. Madock, bo tak nazywał się ów krasnolud, poza poprawianiem zadka na siedzisku co jakiś czas łypał spod łba (a raczej spod prymitywnego hełmu) na siedzące na przeciwko elfy. Nie odzywał się wiele, gdyż seplenił deczko, a czego czasem się wstydził. Tę wadę wymowy, podobnie jak zniekształconą twarz zyskał niedawno w wyniku traumatycznych przeżyć, czyli przez atak przebrzydłego rudego czarownika i jego bandy najmitów. Szczęściem spotkał kompaniję prawdziwych twardzieli i miał nadzieję, że ich towarzystwo pomoże w dokonaniu zemsty.
 
Komtur jest offline  
Stary 22-11-2017, 22:05   #4
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 9918 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Borys jechał dyliżansem na lekkim kacu. Nuln wielki świat ponownie go wzywał! Tak po prawdzie to Borys uznał, że dość kręcenia się po wioskach i miasteczkach. Małe było tam zapotrzebowanie na jakiekolwiek z jego talentów. W sumie czasami kogoś podleczył i sprzedał trochę ziółka. Na nic więcej miejscowych stać nie było z jego repertuaru. Zresztą karczmarz mógł mieć mu za złe ostatnią noc z jego córką. Wszak Anna na pewno mu nie miała nic do zarzucenia. Miał trochę towaru, monet i odwagi. Nie było co się przejmować niepowodzeniami z Alfdorfu parę lat temu.

W dyliżansie Borys rozglądał się za potencjalnymi klientami. W końcu nie byłby Borysem gdyby nie spróbował już teraz komuś czego wcisnąć... Tfu znaczy sprzedać. Bo Borys był co prawda szemraną jednostką, towar jednak robił pierwsza klasa. Potrafił przyrządzić coś na pobudzenie, wyluzowanie, troszkę halucynków. W zasadzie to czego klient potrzebował było w jego zasięgu. No pewnie nie wszystko, tego jednak Borys nie przyznawał nawet przed samym sobą. Patologicznie nie lubił nad sobą władzy. Owszem wspólnota interesów, sojusz, przyjaźń nawet.... Jak najbardziej. W końcu podleczyć potrafi i przeczyta list na handlu się coś zna. Kto by Borysa nie lubił nie? Droga jednak była długa i Borys zaczynał się nudzić. Uznał, że odpalenie ziółka wchodzi w grę przy jakiś posiłku i postoju. Nie będzie tu palił tak ostentacyjnie zapach był intensywny. Tu natomiast jakieś elfy, szlachcic ba nawet krasnolud. Ciekawa zbieranina. Patrzył przez okno i zacząć coś nucić pod nosem.
 
Icarius jest offline  
Stary 23-11-2017, 21:34   #5
 
malahaj's Avatar
 
Reputacja: 2639 malahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputację
Franc siedział w rogu karocy w ponurym nastroju. Nie to żeby coś go specjalnie smuciło czy martwiło, ot zwyczajnie zawsze miał taki nastrój. Szczeglinie na trzeźwo a teraz niestety był trzeźwy i jak zawsze w takich niezwykle rzadkich chwilach stwierdzał, że świat na trzeźwo jest strasznie chujowym miejscem. Spojrzał po swoich kompanach w podroży i utwierdził się w tym przekonaniu jeszcze bardziej.

- I chuj. -

Stwierdził filozoficznie, uznając, że czas jakoś zagaić rozmowę, bo się cosik nie kleiła. Tak jak się spodziewał błyskotliwa elokwencja przyciągnęła ku niemu spojrzenia towarzyszy podróży, którzy raz jeszcze mieli okazje ocenić rozmiar swego nieszczęścia.

Zarośnięta, brudna pijacka morda, brudne ciuchy, obłocony płaszcz i znoszone buty. Postawny mężczyzna śmierdział gorzałą na kilometr i wystarczyło zamienić z nim parę słów w bliskiej odległości, aby się upić samym śmierdzącym oddechem tego moczymordy. Z tego powodu, skryte podejście do jakiekolwiek istoty mające zmysł powonienia było w przypadku Maurera niemożliwe. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, wszak i tak nosił prawe pełną płytę a i skradać się nie lubił. Był na to zbyt bezpośredni, wolał od razu walić prosto między oczy. Najlepiej z garłacza, który najczęściej nosił przerzucony przez plecy a teraz spoczywał bezpiecznie w bagażach na dyliżansie. Tam też była i tarcza. Ze sobą do środka pojazdu zabrał bojowy młot, który teraz smętnie opierał się o drzwi karocy. Ciężki wzmacniany na końcu metalem trzonek regularnie upadał na podłogę pojazdu przy każdym wyboju, zmuszając do ucieczki z nogami resztę podróżnych. Ot, Franc oprócz wciągającej konwersacji zapewniał im też rozrywkę w czasie podróży, połączoną z zajęciami ruchowymi. Kurwa, to te Wilcy czy inne pchlarze powinni mu płacić za ten przejazd!

Za pasek wetknięte miał kilka sztyletów a między nogami mężczyzny zwiał zaczepiony o pasek spory rozmiarów rzeźnicki hak, prezent do jego najnowszego najlepszego przyjaciela, karczmarza z Wildbaum. Maurem miał w zwyczju dłubać sobie nim w zębach między posiłkami. Główna chlubą i w zasadzie jedyną rzeczą o jak dbał był Scyzoryk, wielki, dwuręczny miecz, na ogół przerzucony nonszalancko przez ramię. Teraz staranie zabezpieczony przed wilgocią spoczywał pieczołowicie schowany w bagażu na karocy. On i nieodłączna flaszka stanowił znaki rozpoznawcze Maurera. Nowi zdążyli już się przekonać, że rozmowy nie był a nagabywany zionął ciężkim, wyjątkowo czarnym humorem i defetyzmem. Mało kto chciał z nim tedy gadać, co i samu zainteresowanemu nie przeszkadzało. Jedna okazją, kiedy stawał się bardziej społecznie usposobiony, był hazard. Tu jednak okazywało się, że rozrywka była czysto jednostronna, bo Franc ogrywał wszystkich równo, więc po bliższym poznaniu i tego nauczyli się wystrzegać.

- Ma któryś jakąś gorzałę? -

Zapytał ochrypłym głosem pozostałych podróżnych. W sumie to pytał już ich o to cztery czy pięć razy, ale w końcu warto było spróbować. Przecież zawsze mogli o czymś sobie przypomnieć, czy coś. Pech chciał, że wyjeżdżając z Wildbaum nie zabrał ze sobą nic na drogę. No, to znaczy zabrał kilka flaszek, ale jechali już parę godzin, więc...

Ogólnie pobyt w tej zabitej dechami dziurze Maurer wspominał nad wyraz dobrze. Po całej tej chcemy z mutantami, demonami i inkwizycją jakby nie patrzeć został bohaterem. I słusznie! W końcu uciął łeb demonowi, prawda? Na raty bo na raty, ale jednak. Maurer skwapliwe korzystał ze swego statusu, dbając o to, aby nawet na moment nie pozostawać trzeźwym. Ba, nawet udało mu się coś wychędożyć! I to za darmo, co z jego aparycją, jest nie lada wyczynem. A dalej było jeszcze lepiej! Nie wiadomo jakim sposobem Franc dostał fuchę przeszkolenia lokalnych chłopów do walki, tak coby w razie kolejnego napadu umieli sobie jakoś radzić. Maurer nie widział, kto wpadł na ten tragiczny pomysł, ale był mu bardzo wdzięczny.

Co jak co, ale ta robota, to było coś dla niego! Nie dość, że całymi dniami chodził nawalony, to jeszcze totalnie za darmo, gdyż jego podkomendni robili co w ich mocy, aby nigdy nie trzeźwiał. Wystarczył jedna musztra, która przeprowadził w tym strasznym stanie... Do tego mógł jeszcze drzeć na nich mordę, rządzić się, motywacyjne kopać w dupska i po ojcowsku dawać po mordzie, kiedy uznał, że nie zachowywali się jak na żołnierzy przystało. A że nie byli żołnierzami, tylko chłopami... Taaaa, to był pięknie spędzony czas. A potem przyszła pora ruszać w drogę. Kto to w ogóle wymyślił i po chuja miał jechać do tego całego Nuln? Franc już totalnie nie pamiętał.

Od tych wspomnień (a może od podskakującego na wybojach powozu) zrobiło mu się niedobrze, wiec wychylił łeb przez okno i puścił soczystego pawia. Po wszystkim obtarł gębę rękawem i rzucił jeszcze zamyślone spojrzenie na efekt swej działalności, który mimo jego starań częściowo trafił jednak do środka powozu.

- Hmmm, nie przypominam sobie, żebym to jadł... -
 
malahaj jest offline  
Stary 23-11-2017, 23:52   #6
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 4532 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Przesunął palcami po liściach mijanej gałęzi. Głowa, oparta o jakieś pakuły wśród których znajdował się m.in jego łuk, kiwała się sennie w takt kół. Jednostajny trzask bicza i skrzypienie osiek działało usypiająco. Smaganie przez liście mijanych gałęzi stało w kontrze do tego wszystkiego, uniemożliwiając sen. Nadal uważał, że był to jednak lepszy sposób podróży niż zaduch małej karocy. Zwłaszcza, że czuł go nawet na dachu wiec nie chciał sobie wyobrażać jak mogło być wewnątrz. Był w końcu dzieckiem lasów więc gdzie miał czuć się najlepiej jak nie pośród drzew i jego mieszkańców? Nie był to co prawda Athel Loren ale nawet tutaj dało się wyczuć swoistą duchową czystość. To był jeden z powodów dla którego nie śpieszyło się mu do tego całego Mulm czy jakoś tak.
Jak na razie świat zewnętrzny go zawiódł. Mijane po drodze wioski były pełne w najlepszym razie dziwaków i nudnych chłopów, ale często trafiali się po prostu bezduszne prostaki nie akceptujące niczego co różni się od nich choćby kształtem uszu. Ufał jednak Raen’drelowi. Obiecał podążać za nim do końca drogi przeznaczenia. Podróżowali ze sobą od Athel Loren już całkiem spory kawałek razem. Teraz zaś przyłączyli się w podróży do tych człowieków i konusa. Nigdy nic dobrego nie rodzi się z konszachtów z brodaczami!
A on chciał się po prostu rozkoszować śpiewem ptaków oraz zapachem świeżych listków. Zerknął na wymiotującego przez okno człowieka
Przynajmniej dopóki mam jeszcze okazję”
 
__________________
you will never walk alone

Ostatnio edytowane przez Noraku : 23-11-2017 o 23:58.
Noraku jest offline  
Stary 25-11-2017, 07:43   #7
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 5867 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
A wóz pędził i pędził. Mimo, że tego nawet Mauer nie zauważył, gdy puszczał przez okno pawika, niemal nie oberwał wystającym konarem. Sekundy dzieliły go od przetrącenia zapijaczonej łepetyny. Widzący to kątem oka Gottlieb był rozdarty, gdyż nie wiedział, czy pouczać Meuera, czy nie. Z jednej strony mogli mieć zarzyganą karetę, z drugiej zaś strony zbryzganą krwią...
- Schowajże pan tą głowę! Utracisz! - zadecydował.- Wytrzymajcie, wyjedziem z lasu i się zatrzymamy - dodał po chwili konwojent.

***

Ledwo co skończył mówić, a olbrzymi wstrząs targnął całym wozem. W środku nastał chaos i rozgardiasz. Nie wiedzący kompletnie co się dzieje pasażerowie, zaczęli latać, to na siebie nawzajem, to na ściany, niczym niewielkie szmaciane kukiełki. Przez rumor obecny wewnątrz dyliżansu dało się słyszeć tylko przeraźliwy kwik koni, trzask łamanego drewna i jęki uderzających się o siebie ciał.

***

Będący na dachu dyliżansu Ellidar tylko dzięki swojej elfiej zręczności i spostrzegawczości chwilę wcześniej rozpoznał niebezpieczeństwo. W poprzek drogi zauważył ułożone w nienaturalny sposób liście.
- Stóóóó... - zaczął krzyczeć, by w ostatniej chwili wzbić się w górę wyskakując z pędzącego w pełnym tempie wozu. Z ledwością chwycił grubą gałąź, i z ogromnym trudem się na niej utrzymał. Poczuł olbrzymi ból w ramionach, rzuciło całym jego ciałem, jednak ostatecznie mu się udało i resztę tragicznej sytuacji obserwował z góry.

***

Kareta tkwiła z połamanymi przednimi kołami w głębokim rowie. Od razu było znać, że wykopany on został celowo, a jego część nadal była przykryta zamaskowanymi gałęziami i trawą. Obok dyliżansu leżał jeden z zaprzęgowych koni. Krew i wnętrzności wypłynęły z rozoranego połamanym dyszlem brzucha. Drugi miał nienaturalnie powykręcane nogi i wciąż rzęził w agonii. Rżenie było coraz cichsze, wciąż oddychał, jednak z pewnością nie było już dla niego nadziei.

Woźnica Burgold leżał między elementami dyliżansu z potwornie zmasakrowanym ciałem. Jego towarzysz Gottlieb natomiast wylądował w zaroślach na skraju drogi. Ściskał kurczowo swoją kuszę patrząc przed siebie.

***

Z wnętrza dyliżansu zaczęli powoli wychodzić obolali pasażerowie…
 
AJT jest offline  
Stary 25-11-2017, 14:25   #8
 
malahaj's Avatar
 
Reputacja: 2639 malahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputacjęmalahaj ma wspaniałą reputację
Franc właśnie zaczął zastanawiać się, co do niego mówi ten dziwny typ, kiedy świat zaczął wirować. W sumie nie było to dla niego nic dziwnego, bo tego typu doznania zdarzały mu się już wielokrotnie, jednak tym razem nie było ku temu dobrego powodu, w postaci przyjemnie szumiącego w żyłach alkoholu. O ile normalnie Maurer uznawał to zjawisko za całkiem ciekawe i fascynujące, to na trzeźwo było co najwyżej bolesne. Ot, jeszcze jednej dowód na to, że świat na trzeźwo nie był miejscem do życia.

- O ty chuju jebany! Obyś se kuta w drzwiach przytrzasnął! -

Wiązanka nie było skierowana do nikogo konkretnego. Raczej do świata jako całości, lub tego, który nim tak kręcił. Franc nie zaprzątał sobie przy tym głowy czy owa tajemnicza istota jest w posiadaniu wspomnianego przyrodzenia i ma gdzieś w okolicy jakieś drzwi, których mogła by użyć do spełnienia jego życzenia. Cóż, każdy wznosi modły jak umie i w intencji jaką uważa za słuszną.

Cholerny młot pierdolną go w czaszkę w skutkiem czego broczył krwią jak zarzynany prosiak. Na szczęście dla kogoś o jego profecji jedna rana więcej nie znaczyła nic szczególnego i przeszedł nad tym do porządku dziennego. Ot, jak potem będą pytać skąd ma te paskudną bliznę na czole, to powie, że to demon, nekromanta lub inne smoczysko. Jak zawsze. Pozytywnym aspektem było to, że jak zwykle, gdy ktoś mu dał po ryju, wybudził się na dobre i jego myśli zamiast skupiać się na poszukiwaniu kolejnej flaszki, zaczęły krążyć wokół poszukiwania kolejnego czerepu do strącenia.

- Wypierdalać! -

Warknął i tym razem było to wyraźnie skierowane do reszty pasażerów powozu. W łapsko chwycił młot, z którego wciąż zciekała jego własna krew i pomagając sobie nogą zaatakował już i tak naruszoną ścianę powozu. Deski jęknęły, posypały się drzazgi i po chwili ścianka nadawała się tylko na opał. Rozjuszony Fran wypadł na zewnątrz od razu sięgając drugą dłonią po zawieszony u pasa rzeźnicki hak. Od razu zaczął rozglądać się za zagrożeniem, jednocześnie rzucając spojrzenie na bagaże i starając się zlokalizować jego rzeczy. Przede wszystkim Scyzoryk, garłacz i tarcze. Spodziewał się zasadzki, bo wozy same z siebie nie wypadały z prostej drogi w ten sposób. Zwierzoludzie, bandyci, orkowie czy jeszcze co innego. Wszytko jedno. Byle miało łeb do ścięcia.
 
malahaj jest offline  
Stary 25-11-2017, 16:24   #9
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 27485 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Dyliżansem trzęsło niemiłosiernie, a landara pędziła tak szybko, jakby chciała nadrobić opóźnienie kilkunastu dni... Detlef wnet zaczął się zastanawiać, czy prędzej trafią do Nuln, czy też może zajadą wprost do Ogrodów Morra.
Na dodatek w tak barwnej kompanii, że warta ona była osobnej opowieści, będącej dziełem wytrawnego barda.
Z drugiej strony musiał przyznać, że podróż dyliżansem była znacznie szybsza, niż per pedes, jakim to określeniem jego wielce wykształcony kuzyn określał przemieszczanie się na piechotę.

Długo się podróżą nie nacieszył, chociaż zwać jazdę radością byłoby tylko i wyłączne przesadą. Lepsza jednak była jazda niż to, co się stało, gdy dyliżans się zatrzymał, wcześniej nie zwalniając.
Na Detlefa zwaliła się znaczna część współpasażerów, oraz znaczna część podręcznego bagażu... i zdecydowanie nie była to dla niego przyjemność, chociaż postanowił podziękować bogom, że podróż nie zakończyła się jeszcze gorzej.

Trzymaj złoto blisko siebie, a broń jeszcze bliżej. Tak mawiał dziadek Detlefa, a rodzinne, na ucho powtarzane plotki głosiły, iż dzięki przestrzeganiu tejże zasady (nawet w łóżku) szanowny staruszek dożył swoich lat.
Detlef, przynajmniej jeśli chodzi o wspomnianą zasadę, szedł w ślady swego przodka. Z tego też powodu nie tylko szpadę, ale i kuszę miał pod ręką. Tak jakoś nie wierzył, że kłopoty już się skończyły, więc miast iść w ślady Franca i wyjść przez rozwaloną ścianę spróbował otworzyć lewe drzwi dyliżansu.
Stawiły opór i nie do końca się otworzyły, ale jakoś dało się przecisnąć.
Pierwszy poszedł plecak Detlefa, potem on sam, z kuszą w dłoni. Nieszczęścia chodzą parami, a on wolał być gotów na kolejne.
 
Kerm jest offline  
Stary 25-11-2017, 18:27   #10
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 9918 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Borys nie wahał się ani chwili. Jak tylko oprzytomniał zobaczył, że ma dość dużą ciętą ranę na boku. Najwyraźniej o coś zahaczył. Dyliżans miał wypadek. Stary Świat i Borys nie uznają przypadków. Zabrał swój plecak i wyskoczył na zewnątrz. Ten duży gość wywalił drzwi i zaczął się rozglądać Borys również.... w drodze w pobliskie krzaki. Do tego gościa z kuszą w ręku z załogi dyliżansu.

Dziura, martwy koń, martwy woźnica perfidna zasadzka. Ścisnął mocniej miecz który niezdarnie wydobył i czekał na rozwój wypadków. Na szczęście miał za współtowarzyszy zgraję zabijaków! Szlachcic wyglądał na doświadczonego człeka, ten od drzwi to bandzior pierwszej wody. Do tego dwa elfiaki i krasnolud! Teraz nic tylko przyczaić się i przeczekać. Potem z miną profesjonalisty opatrzeć rannych lub uciekać gdyby mocno przegrywali.
 
Icarius jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166