lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji z działu Warhammer (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-warhammer/)
-   -   [Warhammer 2ed.] Niemartwi (http://lastinn.info/archiwum-sesji-z-dzialu-warhammer/17944-warhammer-2ed-niemartwi.html)

druidh 04-11-2018 16:10

Jeśli podzielić dwadzieścia cztery na dziesięć wychodzi około dwa i pół zombie na jednego żyjącego. Siła bojowa myślącego człowieka wraz z dowódcą wydawała się jednak większa, co oznaczało, że siły nieumarłych były mniej więcej dwukrotnie wyższe. Za każdą bandą nieumarłych stał jednak jakiś żywy, który miał swój cel w wyciąganiu ich z grobów. To dodatkowo ograniczało szansę na sukces.

Pozostało więc obserwować. Benedykta, przyglądnęła się uważniej co to za nieumarli, jak dawno zostali złożeni do grobu i w co byli wyposarzeni. Najlepiej stworzone zombie potrafiły poruszać się w zbroi, choć ich inteligencja nigdy nie wykraczała poza proste próby zaspokojenia nieustającego głodu. O głodzie zombie von Katafalk pisał krótko: "Przypomina to próbę zaspokojenia pragnienia przy pomocy karmelowego napóju aptekarza von Pembertona. Gasi on pragnienie jedynie na czas samego sporzywania trunku. Podobnie jest z głodem zombie. Najprawdopodobniej nie czują go tylko wtedy, gdy jedzą."
Scena przed oczami sieroty była jednak niezgodna z wiedzą podręcznikową. Zombie trwały w letargu zamiast zajmować się swoim głodem, w pobliżu nie było oznak nekromanty. Światło słoneczne nie powodowało, że zombie zmieniły się z powotem w zwłoki. Co więcej isoty te, były w stanie się ruszać i zabijać.To znaczyło, że mają do czynienia z potężną mocą, która potrafiła nawet przekształcać podstawowe zasady rządzące nieumarłymi. Pytanie ważne: jak dalece można było kontrolować te istoty. Wiedza o tym mogłaby dostarczyć istotnych detali, bo na razie mieli ich bardzo niewiele.

Podniosła z ziemi kamień i pokazała go elfowi. Następnie wskazała drzewo po przeciwnej stronie polanki. Czy zombie zareagują na dźwięk upadającego kamienia? Czy będą w stanie zidentyfikować tego kto rzucał? Z jaką prędkością się poruszają? Jak przemieszczają się grupowo? Wynik badania mógł dostarczyć ciekawych danych, był jednak ryzykowny. Wolała więc skonsultować to z elfem. Może miał własne pomysły, na przykład jak sprawdzić, czy nekromanta nie jest przypadkiem w pobliżu?

Kerm 04-11-2018 18:30

Dwadzieścia cztery.
Dwa tuziny.
Przypadek, czy kres możliwości tego, co przywołał te trupy do ponownego życie? A może przeklęty nekromanta lubił liczbę dwanaście? Jeśli tak, to dobrze, że przywołał ich tylko tyle, a nie tuzin tuzinów.
Pytanie tylko brzmiało, gdzie się ów nekromanta podziewa. Czy czai się gdzieś w pobliżu, by móc swoich 'podopiecznych' mieć na oku i kontrolować, czy też zostawił tę grupkę tutaj i wybrał się na poszukiwanie kolejnych truposzy, by je ożywić i zwiększyć liczebność swej 'armii'.

Eryastyr spojrzał na Benedyktę, po czym pokręcił głową. Następnie gestami zaproponował, by obeszli polanę dokoła i sprawdzili, czy czasem ktoś jeszcze się tu nie kręci.
Potem dopiero powinni postanowić, co zrobić z bandą żywych trupów.

Nami 06-11-2018 08:27

Elsie trudno było ukryć zdziwienie, co nie zdarzało się zbyt często. Zazwyczaj stężała, zimna twarz i chłodne spojrzenie były zupełnie bez wyrazu i emocji. Rzadko kiedy coś ją zaintrygowało, a nawet gdy już tak się stało, to płomień w jej tęczówkach gasł szybko. Nikt bowiem nie był dla niej na tyle fascynujący, by zostać przy nim na dłużej. Również żadne miejsce nie było nigdy ekscytujące na tyle, aby czuć wewnętrzne ciepło.

Teraz jednak krucza kapłanka wydawała się być ożywiona. Krew płynąca w żyłach i serce, które zaczęło szybciej pracować, zalały jej skórę ciepłą barwą. Papierowa twarz choć wciąż jasna, stała się mniej szara zaś zaspane spojrzenie nabrało iskry podniecenia. Było to dla niej na tyle niezwykłe, że stojąc obok elfa chwyciła go za dłoń i ścisnęła nie kontrolując swojej znikomej siły, wbijając nieco paznokcie we wnętrze jego dłoni.

- To niezwykłe, Faeranduilu. Niezwykłe... - mruknęła z chrypką ekscytacji do elfa gdy poprzez dotyk zwróciła na siebie jego uwagę. Jej ciało jak nigdy wcześniej było nawet ciepłe, przez co dotyk nie przypominał już martwej dłoni. Ton głosu oraz spojrzenie wbite w rytualną scenerię również zdawały się posiąść niespotykaną dotąd energię i fascynację. Tak jak jeszcze do niedawna wydawało się, że zemdleje i zaśnie na środku holu, tak teraz mogłaby nie spać już nigdy.

Pociągnęła go ze sobą aby się nie rozmyślił, tak szybko by nie dać nawet chwili na namysł i podjęcie decyzji. Musieli dołączyć, musieli to zrobić.
Elsa była tak bardzo podekscytowana, że nie zwróciła uwagi na zadanie Haralda. Sądziła, że będzie po prostu stał i się patrzył, obserwował, strzegł by nikt nie zrobił jej krzywdy gdy będzie nieobecna podczas medytacyjnego transu.

Zasiadła wśród innych puszczając ściskaną dotąd dłoń elfa. Nie było trzeba jej dwa razy powtarzać, ani czekać na działanie. Zamknęła oczy, a jej klatka piersiowa uniosła się znacznie, gdy do płuc nabrała dużo powietrza. Gdy je wypuszczała, była już gdzie indziej. Czuła wiatr pod skrzydłami.


Kerm 06-11-2018 09:38

Nekromanty nigdzie nie było, podobnie jak i nie było kolejnej grupy truposzy.
Eryastyr zatrzymał się na chwilę.
- Trzeba powiadomić pozostałych i podjąć decyzję, co robimy - szepnął do Benedykty. - Wracamy do miasta, czy atakujemy. Zombiaki mają przewagę liczebną, a ich się tak łatwo nie zabija.

Phil 06-11-2018 10:03

Gdoc z Avitto
 
- Jak już się rozbierzesz, wypij to - powiedział brat Olgierd wskazując na cynowy dzbanek i kilka kubków leżące na podłodze. Harald w powietrzu wyczuł zapach ziemi. Próbował też przypomnieć sobie podobny rytuał, ale musiał przyznać, że nigdy o czymś takim nie słyszał. Powoli zajmował się kolejnymi paskami i sprzączkami zbroi. Ubrania pod pancerzem miał równie czarne. Naszyjnik w kształcie kruka wsunął za bluzę. Czekał na wyjaśnienia, które - jak miał nadzieję - rozjaśnią mu co nieco tę tajemniczą sytuację. Pytań miał sporo. Gdzie mieli iść, z kim mieli walczyć, dlaczego ściągali z siebie pancerze, co to za płyn znajdował się w dzbanku, który podnosił właśnie z ziemi razem z kubkiem...

Po wypiciu płynu poczuł się jak na sznurku. Niewidzialna siła stanowiła lekki opór ciągnąc go za rycerski pas w górę, gdziekolwiek nie próbował się ruszyć. Przemieszczał się zupełnie tak jakby przeciągał linę, na której drugim końcu stało trzech dziesięciolatków. Tymczasem brat Olgierd cicho wyjaśniał sytuację.

- Dobrze. Działamy w ten sposób: nasi bracia i siostry dzięki mocy modlitwy wyszukują zagrożenia w okolicy. Gdy je znajdują, wkraczamy my. Dzięki mocy tego naparu przeniesiemy nasze dusze we wskazane miejsce. Efekt jest bardzo krótki, dlatego nie wstrzymuj miecza ni nóg w biegu. Odesłaliśmy dziś do ziemi ponad setkę ożywieńców. Nie wiadomo jeszcze ilu czarowników nas oblega. Z bardziej przyziemnych spraw: przeniesionej duszy nie można zranić zwykłą bronią. Gdyby się jednak zdarzyło, że przeciwnik dysponował będzie zaklętym orężem… Jest z nami brat infirmierz, tylko powrót do rannego ciała jest bolesny.

Harald poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie rozumiał do końca magii, a teraz miał znaleźć się w centrum zaklęcia i zostać zamieniony w jakąś zjawę. Najeżona kolcami kula kołysała się lekko na końcu łańcucha, gdy poprawiał uchwyt zaciskając mocno kolejne palce prawej dłoni. Przełknął ślinę.

- Tarcza? - spytał, nie będąc pewnym, czy może wziąć ze sobą jakąś ochronę.

- W postaci eterycznej nic poza unikiem nie ochroni cię przed ciosem. Będziesz jednością ze swą bronią i każdy w nią wymierzony cios dosięgnie ciebie - odparł Olgierd pozostawiając Haraldowi ocenę sytuacji.

- Coś jeszcze powinienem wiedzieć? - Rycerz kołysał się lekko, przestępując z nogi na nogę.

- O mobilizujących armię książętach Sylvanii słyszałeś? Rozbijamy ich od tygodni. Tylko tylu nas zostało, reszta poluje w Lesie Głodu. Kilkoro już zostawiło tam ciała. A tu taka niespodzianka, ktoś ożywia martwych pod naszym nosem i to całymi zastępami. Postaraj się więc wrócić bezpiecznie do ciała, a będziesz miał o czym rozmyślać.

Olgierd brzmiał, jakby zamiana w eteryczną istotę i przeniesienie się gdzieś daleko było oczywistością nie wymagającą dokładniejszych wyjaśnień, Harald podarował sobie więc kolejne pytania. Poruszał wargami zmawiając modlitwę do Morra o dobrą śmierć, a serce waliło mu coraz szybciej.

Nagle od strony modlących doszły podniesione głosy. Wszyscy nadstawili uszy, ale to Olgierd po chwili skomentował.

- Fałszywy alarm.

Kilka oddechów później okazało się, że osąd Ola był przedwczesny.

Asmodian 06-11-2018 13:26

Z udziałem Avitto, Nami.
 
Kruki zawisły na wietrze nad niewielką półką po lewo od wysokiego szczytu. Nagle szczyt zaczął się oddalać. Miało się wrażenie, jakby ziemia pod kruczym stadem zaczęła się przesuwać. Ptaki musiały gwałtownie obniżyć pułap, lecz siła wiatru wypychała je w górę. Tracili ziemię z oczu.
Elf skupił się, wyrównując oddech i lekko rozpostarł ramiona, starając się wczuć się w skórę ptaka. Siłą wyobraźni widział już swoje skrzydła, a w nozdrzach poczuł zapach wiatru i wilgoci z mijanych strzępów chmur. Poruszył rękoma delikatnie, zmieniając ułożenie skrzydeł i zanurkował w dół, podążając w ślad za resztą stada, ku ziemi. Elsa nie była bierna, skupiając zmysły w nowym, mistycznym ciele, przez co pragnęła podarować opatowi większe pole widzenia. Poszukiwania w ten sposób były znacznie łatwiejsze niż spacerowanie po cmentarzu i okolicznym lesie. Mimo to nowe doświadczenie potrafiło nieco rozkojarzyć czasami kapłankę.

Ziemia pozostała w oddaleniu, lecz teren pod skrzydłami nie przestał się przemieszczać. Las po prawej zbliżał się a wraz z nim wilgoć i chłód. Elsa była pod wrażeniem widoków. Ciężko jej było jednak zachować koncentrację, gdy nie skupiała myśli na misji, tylko na tym, co właśnie przeżywa. Miała wrażenie, że jej elfi przyjaciel radzi sobie lepiej. Pragnęła mu dorównać. Rozłożyła czarne skrzydła czując przyjemny, chłodny wiatr pod piórami.
Faeranduil był w swoim żywiole. Magowie niebios, astromanci i wróżbici. Niebo było dla nich polem, na którym pracowali, i z którego czerpali swoją moc. Elf wręcz czuł zapach piór istoty, w którą przyszło mu się wcielić, słyszał łomotanie niewielkiego serduszka, a wzrok skupiał mu się na kształtach, które dla istot tego rodzaju były albo potencjalnymi ofiarami, albo czymś, czego należało unikać. Instynktownie wyczuł ciężar piór wychwytujących wilgoć z otoczenia, jakby przeczuwając zbliżające się kłopoty.

Pod skrzydłami, wyłoniwszy się zza stromej skarpy, ukazał się niedawno odwiedzony przez elfa i dwójkę morrytów siegfriedhofski cmentarzyk. Krukom udało się ustabilizować lot i obniżyć pułap. Panna Mars skoncentrowała się na widokach, jakby sama pragnęła dojrzeć coś podejrzanego. Szybko jednak zaniechała skupienia się na sobie i oddała swe oczy znachorowi.Elf podziwiał znajome widoki. Wydawały się takie niewielkie w porównaniu z ogromem nieba. Elf złapał jakiś podmuch, który umożliwił nieco spokojniejszy lot i leciał, wydawało mu się obok towarzyszącego mu stada.

Mimo tego na obserwowanej powierzchni nie pojawiły się żadne niepokojące rzeczy lub zjawiska. Do uszu czarujących dotarł cichy pomruk. Wydał go z siebie opat. Zaczął się również lekko trząść. Sugerowało to ciche stukanie palców o kamień. Choć nieco zaniepokoiło to Elsę i lekko wybiło z rytmu, starała się wciąż trwać w skupieniu.
Faeranduil wyczuł wahanie człowieka, wydając ostrzegawczy i dopingujący opata okrzyk, jednak z jego gardła wyleciało jedynie charkotliwe krakanie. Elf zdziwił się tą reakcją, bo w odpowiedzi reszta stada zakrakała również, i to było zadziwiające uczucie.

Elf okupił swoje wysiłki bólem w skroniach. Udało mu się pikując zahaczyć o czubki wysokich sosen. Faeranduil tak zatracił się w swojej kruczej postaci, że nie spostrzegł jak pikując, wpadł prosto między drzewa. W ostatniej chwili, jakby w przebłysku powracającej świadomości poderwał się do lotu, choć czarne pióra prysnęły, zerwane z jego brzucha.

Z czujnej obserwacji wyrwał modlących się rozbłysk niebieskiego płomienia na cmentarzu. Nim zdążyli zmienić kierunek lotu ich oczom ukazało się na powrót piętro budynku z czarnego kamienia. Wyraźnie zmęczony i poruszony opat usiadł na kamiennej płycie. Zbielałymi dłońmi przytrzymywał się jej krawędzi.
- Dziś na cmentarzu spróbuje ponownie. Nie odpoczywamy, szukamy dalej - zakomunikował spokojnym ale stanowczym głosem podczas gdy przeor przesunął kamyk na odpowiednie miejsce rozłożonej na blacie jedynego stołu mapy.
Faeranduil, którego czoło zroszone było perlistym potem jedynie kiwnął głową, oddychając coraz spokojniej, w miarę jak trans mijał.

Nim na dobre rozgościli się znów w magicznej rzeczywistości gwałtowny rozbłysk daleko przed dziobami przywołał ich uwagę. Nim zgasł przybliżyli się doń nieznacznie stabilizując lot. Znaleźli się bezpośrednio nad zajmującym olbrzymią powierzchnię lesie. Niebieski płomień płonął mniej więcej w połowie pomiędzy traktem z Siegfriehofu a cmentarzem. Elsa nie czuła się jednak dobrze, zupełnie jakby bednarz zaciskał jej wokół głowy stalową obręcz. W przypadku Faeranduila odczucia przypominały zaciskające się imadło. Ktoś zakrakał. Kilkadziesiąt metrów dalej w las coś się poruszyło.
- Wytrzymajcie, dobrze nam idzie. Olgierd, wchodzisz - wysapał opat przez zaciśnięte zęby.
Elf mruknął, kiedy krew puściła mu się z nosa. On jednak tylko delikatnie potrząsnął głową, kontynuując trans, skupiając wpierw uwagę kruka na wykrytym kilkadziesiąt metrów w głębi lasu ruchu i kierowany gwałtownymi ruchami skrzydeł,pofrunął w swojej kruczej postaci prosto nad te drzewa, uważnie wypatrując podejrzanych śladów. Elsa nie zostawała z tyłu i nie miała zamiaru się poddać. “Wytrzymam póki Pan tego pragnie”, przeleciało jej przez myśl i poszybowała w kierunku ruchu, jaki odnaleźli.

Nagły podmuch wiatru poderwał krucze stado wyżej, znosząc je także lekko ku miasteczku. Ktoś jęknął, a pozostałe dźwięki sugerowały, że osunął się na posadzkę. Dwa kruki spadły w leśną gęstwinę. Ostatnim rzutem oka pozostałe zidentyfikowały podejrzany ruch. Dwóch mężczyzn wymachiwało do siebie rękoma.
Czar się rozproszył. Opat ignorując ból doskoczył do leżących bez przytomności ciał. Ona i on, mimo odwrócenia na plecy, nie wrócili do siebie. Znikąd pojawił się dzwoniący flakonami infirmierz i przejął opiekę nad dwójką kapłanów.
- Każdy z was widział tych mężczyzn, oznaczcie na mapie przeora ten punkt kamykami. Olgierd, ty i dwóch. Dwóch kolejnych wyznacz na wartę na cmentarzu, pójdą z Mormiłem jak tylko nieco odpocznie.
Gdy opat skończył wydawać polecenia zwrócił się w przyjacielskiej konfidencji do przeora obejmując go ramieniem. Wyraźnie przy tym dyszał. Usiadł na podsuniętym przez przeora stołku i rozmawiali chwilę.

Po krótkim odpoczynku opat wstał i rozejrzał się po izbie. Kapłani uczestniczący w modlitwie odsunęli się pod ściany. Rozcięty łuk brwiowy, sińce pod oczyma i krwawiący nos elfa, którego widział pierwszy raz w życiu.
- Wołać szafarza. Koce i wino - obwieścił.

druidh 07-11-2018 00:38

Dziewczyna przygryzła wargę i kiwnęła głową.
- Niewielkie szanse na zwycięstwo. Trochę większe na ucieczkę - szepnęła - Ale ktoś i tak ich użyje przeciwko nam - ponownie podniosła kamień.
- Rzućmy na drugi koniec polanki. Jeśli są w letargu nie zareagują. Jeśli są gnane głodem ruszą tam gdzie kamień uderzy. Jeśli ktoś je kontroluje, pójdą tam skąd kamień wyleciał. Jeśli reagują na ruch lub dźwięk, tak czy inaczej nie wiemy gdzie pójdą, gdy je tu zostawimy. A jeśli ktoś je kontroluje, całe miasto jest już teraz w dużym niebezpieczeństwie... albo ostrzeż strażników, wracajcie, ja rzucę kamieniem i pobiegnę za wami - wpatrzyła się w elfa.

Avitto 08-11-2018 21:32

Gęstwina pełna żywych trupów

Poinformowany o wynikach zwiadu Benedykty i Eryastyra sierżant zupełnie spoważniał.
- Dla nas to nowość jest, choć może to dziwnie brzmi. Nie sami nieumarli, nie nie. Ale w dzień? Kapłani swymi modłami nigdy nie dopuścili ich tak blisko, w dodatku w ciągu dnia.
Nie wypowiedział na głos tego, co z oczu strażników można było łatwo wyczytać. Skoro zawsze nad nimi czuwali, gdzie są teraz? Czyżby klasztor został opuszczony? Zdecydowanie opowiedział się jednak za oddaleniem się od gęstwiny.
- Dwóch ruszy do kapitana z raportem, reszta pozostaje tu na czatach. Wybierz elfie co wolisz - oznajmił uprzejmym tonem sierżant. Ten rozejrzał się dookoła ale ani Benedykty, ani Słowika nie było w pobliżu.

Dziewczyna oddaliła się cicho i szybko. Zawładnęła nią ciekawość. Ponownie podeszła zombie bez trudu. Smród był obezwładniający mimo zasłonięcia nosa dłonią. Z rozmysłem rzuciła kamień by ściągnąć uwagę truposzy w jedno miejsce. Te zignorowały stukot i ostateczny plusk, z jakim skała wpadła w kałużę błota. Wydawały się zupełnie pozbawione zewnętrznej kontroli. Nie marnując czasu popędziła z powrotem do reszty. Badanie dało zaskakujący efekt ale czy musiała się nim dzielić?


Klasztor Boga Snów

Olgierd powrócił za kontuar po wysłuchaniu opata.
- Ubierzcie się - zwrócił się do kobiety i mężczyzny siedzących blisko siebie. - Schodzicie z Mormiłem na cmentarz.
Tamci zaczęli się przygotowywać, choć wstali z podłogi wyraźnie obolali.
- Jesteście najbardziej wypoczęci, pójdziemy w pierwszej kolejności - powiedział Olo obracając się do Haralda i Leona z pełnymi kubkami w dłoniach. - Pijcie. Przeor zaraz przyjdzie.

I przyszedł. Jego twarz była pokryta czarnymi piórami a oczy połyskiwały w świetle nie dość jasnym, by odkryć szczegóły tej maskarady. A gdy niskim, gardłowym głosem zaintonował słowa rytuału Elsę i Faeranduila nagły podmuch wiatrów magii mentalnie wgniótł w zimną ścianę. Ścianę, która zdawała się nie ulegać żadnemu naporowi. Jej chłód dawał przyjemną ulgę i przynajmniej chwilowo oddalał ból głowy.
W ten właśnie sposób Harald w zupełnej ciszy opuścił ciało, które bezwładnie upadło na posadzkę. Zaraz też zajął się nim oraz braćmi infirmierz. Ułożywszy bezduszne ciała na cienkich pledach zwilżył im usta tajemniczym płynem po czym wrócił do rannych kapłanów. W międzyczasie szafarz postarał się o koce i napitek. Zgodnie z wolą opata rozdano kubki i ustawiono gąsiorek na stołku.


Jeszcze głębiej w las

Targany w pasie z niewyobrażalną siłą Harald momentami zamykał oczy. Miał wrażenie, jakby stał nagi na potężnym wietrze. Wiatr co chwilę niósł inny rodzaj opadu i tak podczas krótkiej podróży poza ciałem odczuł śnieg, deszcz i dwukrotnie grad. Przez chwilę czuł się też jak pocierany o porowaty, polny kamień. Do miejsca, do którego podróżowali nie było daleko ale dzięki dodatkowym doznaniom podróż duszy dłużyła się.
Gdy rzeczywistość powróciła do normalności a grunt na powrót znalazł się pod nogami Harald nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś poszło nie tak. Wokół było zupełnie cicho. Na domiar złego rycerz widział świat w odcieniach szarości. Las zdawał się być najstraszniejszym z mrocznych miejsc. Leona i Olgierda nie było w pobliżu.
Harald rozejrzał się ponownie opanowując narastające emocje. Między drzewami ktoś uciekał. Zbyt szybko jak na truposza, jednakże szkolenie rycerza nie skupiało się na rozpoznawaniu i unieszkodliwianiu ożywieńców. Zaraz jednak okazało się, że to dwie ludzkie sylwetki uciekały przed dwoma tuzinami innych o pokracznych ruchach. Harald był pewien, że jak dotąd nie został dostrzeżony.
Mylił się. Coruja wędrowała tym lasem w kierunku północnym od bardzo długiego czasu. Zwykła pomagać wędrowcom w potrzebie. Dwóch mężczyzn uciekających przed dużą grupą umarlaków zdecydowanie potrzebowało pomocy i zapewne ruszyłaby z nią od razu. Lecz wtedy na jej drodze stanęła połyskująca błękitem, półprzezroczysta zjawa. Pojawiła się znikąd plecami do niej. Wisiała kilka centymetrów nad ziemią.
Elfka w panice przywarła do pobliskiego drzewa. Dopiero gdy złapała głębszy oddech opanowała się. Wciąż jednak wiele się działo.

Kerm 09-11-2018 13:46

Liczba tych, co mogliby się zmierzyć z umarlakami, zmniejszała się z każdą chwilą. Dwóch wojaków pobiegło z wiadomościami do dowódcy, Benedykta i Słowik zniknęli. Czy zatem próba wyeliminowania nieumarłych mogła się zakończyć powodzeniem?
Było to co najmniej wątpliwe, dlatego też Eryastyr postanowił cierpliwie poczekać na przybycie posiłków... lub też na chwilę, gdy umarlaki podejmą jakieś działania.

druidh 10-11-2018 00:37

Obserwowała lot kamienia z uczuciem pewnej ulgi. Tak jakby nosiła ten kamień w sobie i nareszcie mogła się go pozbyć. Chwilę potem na jakiś czas zamarła. Obiecała sobie, że ruszy się szybko do ucieczki, jednak tego nie zrobiła. Czekała na ruch dokładnie tak samo jak stojące przed nią zombie czekały na jakiś znak. Nic się nie poruszało, ale w jej głowie obrazy zderzały się ze sobą, rozkładały i spotykały ponownie. Zupełnie jak w dziwnej zabawce, którą sierociniec otrzymał od jednego z kupców. Otrzymał razem z jego bękartem. W zabawkę niczym w lunetę patrzyło się pod słońcem, a każdy ruch przemieszczał różnokolorowe szkła tworząc przedziwne wzory. Ani zabawka, ani bękart nie przeżyli zimy. Benedykta przeżyła dzięki ruszającym się obrazom w głowie, które podpowiadały jej co i jak ma zrobić.

Wreszcie drgnęła. Najpierw ostrożnie, ale z każdym krokiem coraz szybciej, tak, że gdy dotarła na miejsce postoju straży nieomal wpadła na elfa.
- Rozumiesz? - szepnęła i złapała go za rękaw, żeby go odciągnąć od strażników - Rozumiesz?
Była winna coś elfowi, a strażnikom na razie nic, a Benedykta wiedziała, że coś za nic to kiepska transakcja, na której rzadko kiedy można się wzbogacić.
- Coś mi się stało w nogę. Możesz na nią popatrzeć? - wgapiła się w niego szeroko otwartymi oczami - Tam usiądę - i wskazała oddalony od strażników pniak.

- One czekają. Ktoś je zgromadził tam, żeby przyprowadzić kolejne, a potem zrobić przy ich pomocy COŚ złego - kiwnęła głową, dla podkreślenia swoich słów. - Trzeba mieć dużą moc, żeby zrobić coś takiego. To nie są zwyczajne zaklęcia. Znaczy to, że będzie ich tu więcej. Ktoś tu przyjdzie, a mój osioł… znaczy miasto jest w niebezpieczeństwie. Nie jesteśmy w stanie określić kiedy to się zdarzy. Może zaraz. Wyciąga ich grupami, najpewniej z bagien. Nie mamy z nim wielkich szans tutaj - zakończyła patrząc na elfa jakby oczekiwała, że teraz on znajdzie jakieś rozwiązanie.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:59.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169