Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 20-06-2018, 18:40   #11
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację
Dymitr patrzył w ślad za odchodzącą dwójką, upewniając się, że nie zwrócą albo nie zajdą ich z innej strony. Patrzył, w którą stronę odejdą. Potem zebrał rozrzucone przez drabów jabłka i schował do plecaka. Obrzucił ciężkim wzrokiem okolicę, sprawdzając, czy nikt inny nie planuje ich zaczepić.

- Zmywajmy się stąd - zwrócił się do dwójki towarzyszy.

Oddalili się szukając noclegu, a on nerwowo oglądał się ciągle za siebie.

* * *

- Hospodar, powiedzcie - zwrócił się do właściciela stajni, w której udało im się zdobyć nocleg. - Na targu było dwóch takich źle wyglądających typów, jeden wysoki człowiek, drugi paskudny krasnolud, co mu nos nie raz złamali. Męczyli jakąś babuszkę, co to jabłka próbowała sprzedawać. Co to za dwaj i czego od niej chcieli?

* * *

- Nie sądzę, aby Ci dwaj odpuścili - pokiwał w zadumie, siedząc wieczorem w stajni. - Wezmę ostatnią wartę, charaszo? - rzucił w przestrzeń przyglądając się jabłku, które zebrał na targu. Ledwie wypowiedział te słowa, gdy spostrzegł przypatrującego im się krasnoluda. Zerwał się na nogi, odkładając jabłko. Krasnolud go zauważył i schował się w alejce, ale Dima pobiegł za nim.
- Ej, szto Ty za jeden? - krzyknął za nim.
 

Ostatnio edytowane przez Gladin : 20-06-2018 o 19:55.
Gladin jest offline  
Stary 20-06-2018, 21:16   #12
 
Leokacy's Avatar
 
Reputacja: 240 Leokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie coś
Grisza rozluźnił się nieco dopiero gdy uznał, że pozostała dwójka jego towarzyszy jest już względnie bezpieczna. Odsunął nóż od pleców rzezimieszka, na których wyrastała niewielka czerwona plamka i momentalnie cofnął się kilka kroków - na wypadek, gdyby tamten jednak czegoś próbował. Na szczęście, zbir wraz ze swoim towarzyszem oddali się spiesznie. Grisza obserwował ich chwilkę, upewniając się, że nie wrócą.

Zatknął nóż na swoje miejsce, wytarłszy go uprzednio do czysta starą, pomiętą chustką, po czym ruszył w stronę umówionego miejsca, wybierając inną drogę niż kompani. - "Ostrożności nigdy za wiele." - pomyślał oglądając się nerwowo na wszystkie strony. Uspokoił się już nieco, a rysy jego twarzy złagodniały. Ale przeczuwał, że pozostanie w tej mieścinie na noc może nie być najrozsądniejsze.

Spotkanie przy stajni nastąpiło szybko, wszak Maylhof do dużych miast nie należał. Dymitr i Galina dotarli na miejsce trochę wcześniej, zdążyli już wdać się w rozmowę ze stajennym, której końcówkę usłyszał.

- Nic Ci nie jest? - rzucił może zbyt szorstko w stronę Galiny, starając się patrzeć jej w twarz, unikając przy tym niezdarnie skrzyżowania spojrzeń. Wciąż czuł się winny wobec niej za to, co zaszło w Vitevie, choć nie wracali do tych wydarzeń w rozmowach. Właściwie do tej pory za bardzo nie było ku temu okazji - walka o przetrwanie absorbowała wszystkie ich siły przez ostatnie miesiące. W tej chwili zaś, widząc jej zaczerwienioną twarz i unoszącą się wciąż w przyspieszonym rytmie pierś, przypominał sobie tamte sceny ze szczegółami. W końcu speszony odwrócił wzrok w stronę Dymitra, rozmawiającego ze stajennym.

- Potrafiłabyś rozpoznać, gdyby te jabłka były zatrute? - dodał półgębkiem ni to do siebie, ni do Galiny, przypatrując się plecakowi Dimy. Wiele myśli kłębiło się teraz w jego głowie, ale najsilniejsza póki co była myśl o odejściu z Malyhofu ("Majlyhofu? Majlofu? Jak to, u czorta, się wymawia?").

***

Podzielił się zresztą tą myślą z kompanami jak tylko zostali sami i próbowali naradzić się nad tym, co powinni teraz czynić. Lecz nim zdążyli cokolwiek ustalić, rozmowę przerwał im niezbyt dyskretny obserwator. Grisza nie rozpoznał go. Znaczyło to, że albo krasnolud był sam i po prostu ciekawsko przyglądał się obcym, w związku z czym Dima poradzi sobie z nim bez trudu, albo jest ich więcej i wszyscy są w niebezpieczeństwie, na którego pastwę nie mógł i nie chciał zostawiać Galiny samej. Powiódł wzrokiem po okolicy wypatrując śladów zagrożenia, jak i najlepszego miejsca do obrony.
 
Leokacy jest offline  
Stary 20-06-2018, 23:21   #13
 
adsum's Avatar
 
Reputacja: 528 adsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnie
Galina ruszyła z Dymitrem w kierunku stodoły, w której podobno mieli znaleźć nocleg. Chłopak nieustannie oglądał się za siebie, co sprawiało, że atmosfera była dość napięta. Chcąc ją nieco rozładować, dziewczyna zaczęła niezobowiązującą rozmowę.

Dima, ładnie odwróciłeś uwagę tego łysego… Ociec powtarzał – wysoki jak topola a durny jak fasola! Prawda w tym jakaś być musi! – Trąciła zaczepnie towarzysza łokciem w bok i spojrzała badawczo na jego twarz, która jakby na ułamek sekundy się rozchmurzyła. – Ale mu przypierniczyłam, widziałeś? Ucho z dzbanka się tolka ostało… – powiedziała z nieukrywanym zachwytem w głosie i z chrupnięciem odgryzła kęs jabłka – …i jak sobie później grzecznie usiadł! – dodała po chwili, szczerząc zęby w uśmiechu, jaki nie gościł na jej twarzy od bardzo dawna.

Gdy dotarli na miejsce, radosny szczebiot ustał. Galina omiotła spojrzeniem okolicę i na powrót stała się czujna. Mimo wzmożonej uwagi nie dostrzegła jednak Griszy, który jakby się wyłonił z cienia. Wystraszyła się w pierwszej chwili. Spojrzała na niego karcąco, wciąż jeszcze łapiąc oddech. Gdy zainteresował się jej stanem zdrowia, odparła krótko: – Wsjo mam na miejscu, spokojny…. – Uśmiechnęła się lekko, machnęła lekceważąco ręką na wspomnienie ostatnich wydarzeń i przeniosła wzrok na brodatego intruza.

O, kolejny pokurcz… – Uśmiechnęła się do własnych myśli. – Ten nie wygląda tak paskudnie, sytuowany jakiś… – Odgryzła ostatni kęs jabłka i bezceremonialnie wyrzuciła ogryzek za siebie. – No i jak się spojrzał… – Odruchowo poprawiła ułożenie sukni przy dekolcie. – Ciekawe, czego chce…
 
adsum jest offline  
Stary 22-06-2018, 12:07   #14
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
- Paskudny krasnolud i wysoki człowiek? Pełno tu takich. I jednych i drugich. – Woźnica mówił prawdę albo był świetnym aktorem. – Ja tam nic nie wiem. Nocleg wam obiecałem, to i możecie się kimnąć na sianie do rana. Jeśli macie tyle miedziaków, na ile się ugadaliśmy. A rano się stąd zmyjecie, bo muszę tu porządki zrobić.

Taki też mieli plan, przespać się i ruszyć w drogę. Plany jednak – co dobrze już wiedzieli – rzadko trwają tak długo bez żadnych zmian. Wieczorne ich rozmowy przy najwyraźniej niezatrutych jabłkach przerwała wizyta bogato wyglądającego krasnoluda. Przyglądał im się z dala przez otwarte drzwi stajni, nim jednak Dymitr zdążył do niego dobiec, zniknął w cieniach bocznego zaułka. Młody Kislewita zaklął szpetnie, ale nie znał miasteczka na tyle, by gonić po uliczkach kogoś, kto najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę.

To zdarzenie zmusiło ich do ożywionej dyskusji. Nie wiedzieli kim był wieczorny gość ani jakie były jego zamiary. Potrzebowali odpoczynku we względnej wygodzie, ale nie byli pewni, czy mogą sobie pozwolić na ten luksus. Nim jednak zdążyli podjąć decyzję, drzwi stajni otwarły się, a do środka wślizgnął się kolejny krasnolud. Ten był czarny od stóp do czubka głowy. Miał ciemne ubranie, czarny, skórzany kaftan, a na głowie szopę kruczoczarnych włosów. Był tak owłosiony, że między brodą, wąsami, krzaczastymi brwiami i czupryną nie pozostawało wiele miejsca na gołą skórę. Zerwali się łapiąc za rękojeści broni, ale krasnolud położył palec w miejscu, gdzie pod gęstym zarostem powinny znajdować się jego usta, przykucnął i zdmuchnął płomień w ich lampie. Nagła utrata źródła światła spowodowała, że wokół zapanowała kompletna ciemność, a oni szarpnęli za miecze obawiając się ataku. Drzwi stajni skrzypnęły znów, a oni ujrzeli w świetle księżyca, jak ciemnowłosa postać wychodzi i zamyka drzwi za sobą.

- O, Nochal, gdzie ciebie bogowie niosą o tej porze? Widziałeś Jorgena, w stajni pusto, a mnie trzeba jego wozu na jutro. – Głos był wyraźnie słyszalny przez ściany zbite z drewnianych desek.

- Zawrzyj się, Wungiel. – Znali ten chrapliwy głos, słyszeli go tego dnia na targowisku. – Szukam trzech Kislewczyków. Cycata panna i dwóch szmaciarzy. Będzie nagroda, jak dasz znać.

- Pewnie Nochal, jak tylko zobaczę cycki i szmaty, odezwę się.

Rozmowę zakończyło głośne splunięcie, a potem usłyszeli oddalające się i cichnące tupanie podkutych buciorów. Drzwi stajni znów się otwarły, a do środka zajrzał ciemniejszy od nocy krasnolud.

Znajdźcie magazyn pana Sigridsona. Od targowiska kierujcie się na świątynię Sigmara. Tylko tak, żeby miejscowi was nie widzieli.

Drzwi skrzypnęły po raz ostatni, a oni zostali sami.
 
Phil jest offline  
Stary 22-06-2018, 14:28   #15
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację

Masz babo placek! - sarknął Dymitr. - Ze spania nici! Trzeba było tak szybko babuszce pomagać? Postraszyli by ją i puścili. Teraz wszyscy wiedzą, że tu jesteśmy... Ciekawe tylko, czy to nie pułapka jakaś, żeby nas po nocy wywabić, i dopaść gdzieś na boku. Te krasnoludy po ciemku widzą, ale my nie. Jak myślicie? Idziemy spać? Idziemy do magazynów? Czy dajemy dyla i tyla nas w tej mieścinie widzieli? Najbezpieczniej byłoby rano do magazynu pójść, ale jak to zrobić, żeby miejscowi nas nie widzieli?

Dima na moment przerwał.

- Gdybyśmy szli - zadumał się - to chyba w odstępach od siebie. Gdyby pułapkę jakąś szykowali, żeby tylko jedno mogli, a nie wszystkich na raz schwytać. Ale tak, żebyśmy się wzajemnie w ciemności mogli dostrzec. Wy tu się zastanówcie, a ja rozejrzę się po okolicy, czy ktoś tu się nie kręci.

To rzekłszy narzucił na siebie ubranie podróżne, żeby bardziej w noc się wtopić i wyszedł na zwiad wokół zabudowań, nóż trzymając w ręce.
 
Gladin jest offline  
Stary 24-06-2018, 21:03   #16
 
adsum's Avatar
 
Reputacja: 528 adsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnie
– Placek to bym zeżarła, ale nie mam… – Galina odburknęła do Dymitra i rozłożyła bezradnie ręce – …i Ty też nie masz, i on też nie ma. – Wskazała niedbałym gestem Griszę.
Nic nie mamy poza odrobiną przyzwoitości, Dima, i dzięki temu babuszka jeszcze jakiś czas pokuśtyka po tym łez padole – powiedziała poważnie, dziwnie refleksyjnie jak na wieśniaczkę z zapadłej dziury w Kislevie.

Nu, a poza tym… – zmarszczone w skupieniu brwi sugerowały kolejną złotą myśl – to mamy jeszcze przesrane! – dodała po chwili i trąciła Dymitra łokciem w bok, śmiejąc się donośnie, tym razem nie pozostawiając wątpliwości co do swej proweniencji.

Gdy Kislevici zaczęli dyskutować jak najlepiej przedostać się do magazynów, usadowiła się wygodnie w kąciku i zaczęła leniwie rozmasowywać stopy. – A ten cały Sigridson – gderała pod nosem – to będzie musiał troszkę poczekać, bo jestem… – Nie wiadomo kiedy usnęła skulona. Chwilę później rozległo się głośne chrapanie.
 
adsum jest offline  
Stary 25-06-2018, 22:04   #17
 
Leokacy's Avatar
 
Reputacja: 240 Leokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie cośLeokacy ma w sobie coś
Grisza ledwo zdążył chwycić oręż nim krasnolud zgasił lampę, pogrążając wszystko w ciemnościach. Oczy nie zdążyły nawet przyzwyczaić się do mroku, gdy słowa krasnoluda wybrzmiały, a skrzypnięcie uchylonych drzwi i blady prostokąt księżycowej poświaty oznajmiły jego odejście. - "Nie powinienem w ogóle dopuścić takiej możliwości..." - powtarzał w myślach zły na siebie, gdy zajmował pozycję przy drzwiach oczekując rozwoju wydarzeń. Dosłyszane w toczonej na zewnątrz rozmowie imiona starał się zapamiętać jak najlepiej. Nie wiadomo kiedy mogły się przydać - wszak wyglądało, iż wplątali się w coś poważniejszego.

Druga wizyta krasnoluda nie była już zaskoczeniem. Wysłuchał go w milczeniu, nie zdradzając nawet swej pozycji. Nie było ku temu potrzeby - Wungiel najwyraźniej był tylko posłańcem...

- Czasem pierw się uczyni, a dopiero potem pomyśli. - rzekł Grisza, gdy już zostali sami, a oddalające się kroki ucichły. - Nie ma co nad rozlanym mlekiem debatować, jeno nad tym co czynić dalej... Jedni nas szukają, drudzy wiedzą gdzie jesteśmy. Najwyraźniej mają do nas jakiś interes, inaczej gotowi nas wydać. Zajedno czy ruszymy teraz czy rankiem, wedle mnie. Pewnie nas obserwują, czy nie dajemy dyla, gotowi wołać Nochalowych kmiotków... - powiódł znużonym wzrokiem po wnętrzu stajni - Wypocznijmy nieco. Wyruszymy przed świtem. Chyba widziałem po drodze ową świątynię. - zadecydował i dodał do ruszającego na patrol Dymitra - Wezmę pierwszą wartę.

Gdy drzwi zamknęły się za Dymitrem, zbliżył się do śpiącej Galiny i, podsunąwszy jej nieco siana pod głowę, otulił ciepło pledem. Był jej wdzięczny za to co zrobiła dla babuszki na targu. Po raz pierwszy od bardzo dawna przypomniał sobie, co to znaczy być człowiekiem, odczuwać troskę o innych. Wyciągnął rękę, by pogładzić towarzyszkę po czole i policzku, jednak cofnął ją w ostatniej chwili. Uśmiechnął się do siebie ironicznie i, wróciwszy pod drzwi stajni, rozpoczął swoją wartę.
 
Leokacy jest offline  
Stary 26-06-2018, 14:05   #18
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
Miejscowe rzezimieszki najwyraźniej nie zamierzali odpuścić. Stajnia mogła nie być już bezpiecznym schronieniem. Dymitr sprawdził okolicę, wykorzystując każdą możliwą kryjówkę czy cień, ale nie spostrzegł niczego podejrzanego. Ci, którzy ich szukali, robili to już pewnie w innej części Maylhof. Gdy wrócił, Galina spała już w najlepsze. Popatrzył na Griszę, który wzruszył jedynie ramionami. -Wyruszymy przed świtem. – Wejścia do stajni pilnowali na zmianę całą noc. Drugi raz nie chcieli dać się zaskoczyć.

Godzinę przed wschodem słońca byli już gotowi. Mroki nocy jaśniały już lekko, gdy przemykali cichymi uliczkami śpiącego miasteczka. Nie widzieli żywej duszy, jedynym świadkiem ich skradania się był biało-szary kocur liżący łapę na parapecie jednego z mijanych okien. Minęli opustoszały o tej porze targ, potem niedużą świątynię z symbolem młota wyrzeźbionym nad drewnianymi, dwuskrzydłowymi drzwiami i dotarli wreszcie do jedynego miejsca tętniącego życiem o tej porze. Z zaułka przyglądali się ukradkiem niskiemu, długiemu budynkowi o brudnych, żółto-szarych ścianach i zakratowanych oknach. Przy otwartej bramie wjazdowej, prowadzącej jak sądzili na wewnętrzne podwórze, kręcili się krasnoludowie. Część z nich rozładowywała stojący przy bramie wóz zaprzężony w dwa woły. Każdy brał ciężki wór na ramię, jakby był wypełniony pierzem. Zauważyli też wśród nich znajomego już Wungla. Ten jedynie pokrzykiwał na pozostałych poganiając do pracy. W odpowiedzi dostawał jedno przekleństwo za drugim, ale nie wydawał się zwracać na nie uwagi.

Zdecydowali się wreszcie i ruszyli w kierunku magazynu. Czarnowłosy szybko ich spostrzegł i pokazał palcem na bramę za sobą.

- Szybciej psie syny! Nie dostajecie wypłaty za spacery!

- Wal się na ryj, Wungiel! Som byś wzion worek na plecy! Spierdalaj!
– Chór głosów rozbrzmiał natychmiast, żaden z tragarzy nie zmarnował okazji na mniej lub bardziej ostrą reakcję.

Niezrażony krzykami pracowników wprowadził ich na dziedziniec, potem tylnymi drzwiami do magazynu pełnego skrzynek i worków, a tam otworzył jeszcze drzwi do małego kantorka.

- Widział was kto? – Nie czekał nawet na odpowiedź. – Lepiej, żeby nie. Tu będziecie bezpieczni, ale nie wychodźcie stąd, nikt z obcych nie powinien was tu widzieć. Pan Sigridson spotka się z wami później.
 
Phil jest offline  
Stary 26-06-2018, 14:46   #19
 
Gladin's Avatar
 
Reputacja: 20959 Gladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputacjęGladin ma wspaniałą reputację
Dymitr spojrzał się na czarnowłosego. Chciał się zapytać, po co to wszystko. Czemu nie mogli po prostu wyjechać w nocy. Kilka razy nabierał tchu, żeby rozpocząć i tyle samo razy rezygnował. Pewnie wszystkiego się dowie w swoim czasie i tak. Poczekał, aż krasnolud wyjdzie.
Pierwsze co zrobił, to sprawdził czy z kantorka da się wyjść: czy drzwi się otwierają, czy są tu okna, albo stryszek, a może jakaś klapa w podłodze. Następnie przez szpary i szczeliny obserwował, co się dzieje na zewnątrz.

- Głodny jestem - powiedział ni to przepraszająco, ni informująco do towarzyszy, gdy zaburczało mu w brzuchu. - Może mają tu coś do zjedzenia? Rozejrzę się.

Gdy już przeszukał pomieszczenie, postanowił wyjrzeć na zewnątrz. Nie widział i nie słyszał nikogo. Znalazł jakiś stary worek, do którego wrzucił swój plecak, okrył się szczelnie płaszczem podróżnym, zarzucił wór na plecy i garbiąc się ostrożnie wymknął się do magazynu.
 
Gladin jest offline  
Stary 27-06-2018, 14:45   #20
 
adsum's Avatar
 
Reputacja: 528 adsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnieadsum jest jak niezastąpione światło przewodnie
Galina szła przodem wraz z krasnoludem, nie zwracając zbytnio uwagi na otoczenie i ewentualne zagrożenia. Była przekonana, że Grisza i Dima pomyślą o tym za nią. Ona z kolei postanowiła pomyśleć za nich o czymś zgoła innym.

Wungiel, gołąbeczku złoty, wiem, żeś bardzo zabiegany, ktoś musi pilnować tego motłochu, ale czy przypadkiem nie znalazłoby się coś do jedzenia i picia? – szepnęła brodaczowi, odgarniając jeden z czarnych kosmyków w miejscu, w którym powinno być ucho, po czym posłała mu prześliczny uśmiech.
Nie chciałabym się pozbywać swoich rozkosznych fałdek. – Jakby na potwierdzenie swych słów przesunęła dłonią wzdłuż boku i poklepała się z przesadną czułością po dobrze zaokrąglonym biodrze. Pochwyciwszy zainteresowanie czarnowłosego, z ciężkim westchnieniem, wskazała kompanów i dodała:
– A chłopaki chudzinki takie, ledwo zipią, zobacz, kulasami przebierają niemrawo, jak nieumarlaki jakie… Z głodu wsjo!


Na rzyci nie umiesz usiedzieć, Dima! Może Wungiel nam co przyniesie co jedzenia… – rzuciła do Dymitra, ale ów już wymknął się z kantorka. Machnęła więc tylko ręką i wzruszyła ramionami.

Czas dłużył się niemiłosiernie, przysiadła więc w rogu i bezmyślnie rozplatała i zaplatała warkocz, nucąc pod nosem przaśne przyśpiewki. Jedna była o niej samej:
Nogi jak antałki
Jak wór z mąką biust
Modrej barwy oko
Cudny wykrój ust

Któren na nią spojrzy
To bystro omdlewa
Kiedy tchu nabiera
Pjetarda Wroncewa!

Spozieraj, wybieraj
Kiedyś taki woj
Jak faluje bistro
U niej gors balszoj

Gdy ci sjerce stanie
Wiedz – to nie jej wina
Na chłopa tak działa
Krasiwa Galina!
 

Ostatnio edytowane przez adsum : 02-07-2018 o 15:44.
adsum jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169