Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-07-2019, 12:14   #421
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 63019 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Robin

Robin cofnęła się cicho i ponownie podeszła do karawany, jednak nie krzakami a tak, by już z daleka być widoczną. Ręce trzymała z dala od broni.
- Hej tam! - zawołała. Podeszła bliżej i zapytała:
- Nie mijaliście może Pana Sammera, kupca? Powinno go prowadzić kilku ludzi, mają muły.
Dopiero, gdy Robin stanęła na odległość konwersacji, jeden z mężczyzn, prawdopodobnie dowódca ochrony, podniósł rękę do góry i tym gestem zatrzymał karawanę.
- Zawrzyj mordę! – nie takiego przywitania Robin z pewnością się spodziewała – kurrrwa. To ja tu będę zadawać pytania, kurrrwa! – wywrzeszczał specyficznie akcentując przekleństwo. Kusznicy podnieśli broń celując w zaskoczoną kobietę, a dwóch mieczników zaczęło podchodzić do niej bokiem, tak by nie wejść w linię ewentualnego strzału. Haube uznała, że człowiek rozsądnie podchodził do ochrony karawany, nic tylko przyklasnąć. Zatrzymała się i czekała.
- Panowie zabiorą broń, a później pogadamy! - wyjaśnił krótko, co miało nastąpić w najbliższych chwilach dowódca ochrony. Robin oddała broń i strzały, rozmontowała łuk i czekała. - Dobrze, że posłuszna, kurrrwa, dobrze - podsumował, gdy mężczyźnie odbierali broń zwiadowczyni.
- No i teraz powie ilu was jest i gdzie żeście się zaszyli, kurrrwa – ton jego głosu był spokojny. - Odpowie prosto, zwięźle i uczciwie, jak nie chce zemrzeć przed drugim swym zdaniem.
- Jestem sama teraz. Z karawany Pana Sammera, z Kreuzhofen ruszyliśmy. Zbóje mieli wśród ochroniarzy swojego człowieka, dosypał czegoś do potrawki i większość posnęła. W nocy nas zaatakowano. Zginęło kilku naszych i kilku zbójów ale przegraliśmy. Zabrali pana Sammera, muły i towar. Poszłam za nimi, gdy tylko pochowałam przyjaciół. Reszta ocalałych poszła do domu. Jak trafiłam na Was to zaszyłam się tamój - pokazała miejsce z którego obserwowała wcześniej konwój - bo myślałam że to Wy jesteście nimi, ale zobaczyłam że nie, więc podeszłam zapytać. I ostrzec.
- Chopy, to tylko samotny mściciel! - krzyknął na pokaz z ironią w głosie. - Dobra, niepytana opowiedziała historię życia - kontynuował już do Robin spokojniejszym tonem - - taką głupią, że może i prawdziwa by była - uśmiechnął się. Niemniej jednak... gówno mnie obchodzi, więc nie pieprzy więcej niepotrzebnie, kurrrwa - wydawał się zgasić nadzieję, na jakąkolwiek konwersację. - Odpowie jeszcze raz, prosto… Ilu? Gdzie?- zaakcentował ostatnie dwa słowa.
- Ilu kogo? zbójów? nie wiem, ilu i gdzie, miałam nadzieję że wy mi powiecie. Kilku, nie więcej niż dziesięciu. Szli w tę stronę. Z mułami i porwanym panem Sammerem. A ja jestem tu niestety sama. Pięciu ocalałych z zasadzki którzy nie chcieli ze mną iść za zbójami wracają do Kreuzhofen, pewnie już w połowie drogi są - ograniczyła się tylko do odpowiedzi na pytania. Ale widać było że chce powiedzieć coś jeszcze, czekała jednak na pozwolenie.
- Was, kurrrwa! Twojej, kurrrwa, bandy. Baba nie chodzi to, kurrrwa, sama. Gdzie, kurrrwa, reszta! Znam te, kurrwa, numery, by odwrócić uwagę! Nie ze mną, kurrrwa, rozumiesz?!! - szef ochrony przestał być spokojny, a głos wskazywał, że 'rozmowa' w obecnej postaci zaraz się skończy.
- Ta, baba, chodzi tu, kurwa, sama, zawsze sama chodziła, nawet taką, kurwa, sobie robotę znalazła, żeby sama po lasach łazić! I było kurwa być dalej łowczynią u barona w Kreuzhofen, zamiast się na ochroniarza tropicielkę zapisać u Sammera i użerać teraz z innym ochroniarzem kiedy zbóje sobie radośnie spierdalają. Te numery też już znam. Nas też tak załatwili. Ranny zatruty kupiec na szlaku, niby że atak goblinów był. Wszyscy żeśmy go podejrzewali, a to jeden z wynajętych ochroniarzy nas podtruł. Też podejrzanego przesłuchiwaliśmy. Przyznał się, a jakże. I uraczył bajeczką. A to jeden z wynajętych ochroniarzy nas podtruł.
Też mam zacząć zmyślać ze strachu, żebyś się lepiej poczuł? Albo jestem najbardziej lojalną wobec bandy zbójów fanatyczką, albo mówię prawdę. Masz na karku karawanę, ryzykować nie możesz, rozumiem. Ale gdybym ja była waszym wrogiem to bym Was wystrzelała, a nie podchodziła pogadać. Bo strzelam dobrze, a gadanie mi nie wychodzi. Wyślij swojego tropiciela tam gdzie pokazałam, znajdzie połamane gałęzie i przygniecioną ściółkę tam skąd was obserwowałam. Albo, jeśli idziecie do Kreuzhofen, a pewnie tak, bo nas nie mijaliście to niedługo znajdziecie pobojowisko i groby, pokażę skąd zbóje przyszli, gdzie trzech ustrzeliłam i gdzie byłam, po śladach odczytacie co się tam zdarzyło. A gdzie moi, mówiłam. Wracają do Kreuzhofen. Mieli widać rację, żeby plunąć na zbójów i zadbać o siebie.

- Niechaj ci będzie żeś sama. Zobaczymy, zobaczymy... Pójdziesz z nami. Na szpicy i na muszce. Jeden dziwny ruch, jeden dziwny sygnał, a odstrzelę. Łatwo i szybko. - głos mężczyzny ponownie był spokojny. - Przeszukać i związać mściciela - wydał komendę swoim ludziom.
- Rozsądne środki bezpieczeństwa. To teraz, zgodnie z umową, moje pytanie: widzieliście ich? I, jeśli można wiedzieć, z kim rozmawiam? - zapytała Robin, nie stawiając oporu. Te tereny były niebezpieczne, gdyby była dowódcą karawany pewnie postąpiłaby podobnie. Zaczynała odkrywać w sobie zdolność do myślenia, a nie tylko emocjonalnego i impulsywnego działania. Być może dlatego, że nie bardzo miała inne wyjście. I nie chciała być podobna do tego wrednego, tfu, elfa, zachowującego się jak rozkapryszona księżniczka kiedy przegrał.
Reingard Reinhard - przedstawił się. - Zaufać ci mogę, ale zaufać ci nie mogę…Widzę jednak, że mnie rozumiesz - uśmiechnął się. - Jeśli mówisz prawdę, to właśnie ratuję ci życie. Jeśli nie mówisz, to pewnie też. Dla ciebie sprawa wygrana. Związać cię zwiążemy, ale jak się nic nie wydarzy warunki obiecuje godne, a i mój szacunek zyskasz, choć wiem, że może dla ciebie to niewiele znaczyć. Na pytanie ci odpowiem, nie widzę problemu. Mijaliśmy karawanę, tak. Nie odbyło się nic niepokojącego. Okazali wszelkie papiery, nie próbowali nas zaatakować, nic nie wskazywało, że są wspomnianymi zbójami. A ostrzegli nas właśnie przed zbójami tu grasującymi. Ostrzegli, hmm, dokładnie przed tobą. Najpierw mieliśmy trafić na ciebie, może jeszcze kogoś i miałaś nam sprzedać bajeczkę, jak to jesteście sami. I szczerze, nie obraź się, ale jeśli nawet mnie oszukali, nie obchodzi mnie to. Nie obchodzi mnie to co za mną, a to co przede mną. Zagrożeniem, choćby minimalnie potencjalnym, jesteś ty, nie oni - zakończył.
- No tak, mogłam się tego spodziewać… - mruknęła Robin. - Dziękuję za odpowiedź. Trudno, zrobiłam co mogłam, może i lepiej że na was trafiłam a nie na nich. Im szybciej dotrzemy do pobojowiska tym szybciej zobaczycie, Panie, że to oni Was nabrali, a nie ja - dodała i opisała dalszą drogę, jak umiała najlepiej.
- No tak… tyle że oni o pobojowisku też wspomnieli. I pewnie wiecie, kogo obwołali sprawcą… - spojrzał z lekkim uśmiechem na Robin.
- Dobra! Nie ryzykujemy dalszej drogi, Tu stajemy na noc! – zawołał do swojej grupy Reinhard. - Zbadać okolicę i rozbić obóz!
 
__________________
Z powodów osobistych i zawodowych moja aktywność na forum do połowy stycznia będzie ograniczona. Przepraszam za opóźnienia na sesjach.
hen_cerbin jest offline  
Stary 04-07-2019, 15:08   #422
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
*** Borys, Fay, Georg ***

Borys i Drago zgarnęli jeden z pakunków, następnie wraz z Georgiem i Fay ruszyli za olbrzymem. Hans nie zdobył się na to, popędził przed siebie nie oglądając się wstecz. Wielkolud zaprowadził ich do swojej jaskini. Wejście było tylko na tyle wysokie, że Hermann musiał się wczołgać do środka. Wewnątrz jednak było przestronnie, nawet dla wielkoluda. Z głównego pomieszczenia odchodziło parę odnóg, w które Hermann nie był w stanie się dostać.
- Tam być, chować się i denerwować Hermann! - wskazał na niewielkie i kręte wyjścia z pomieszczeń. - Małe! Zielone! Złe! - warknął wściekle. - Wy iść je ubić! Teraz. Dostać skarby. Potem!


*** Robin ***

Noc przebiegła spokojnie. Zgodnie z obietnicą Robin nie była traktowana źle. Dostała posiłek i miała na tyle wygód, na ile pozwalały wygód mieć związane ręce i ciągła obserwacja.

Kolejnego dnia ruszyli w drogę. Po południu dotarli w miejsce pobojowiska, o którym Robin wspominała. Zasadzki grupa Reingarda Reinharda nie zaświadczyła, nie zauważyli też nic podejrzanego, co z pewnością choć trochę musiało zwiększyć zaufanie do Haube. Niemniej jednak dowódca straży wciąż nie miał zamiaru wypuścić łowczyni.
 
AJT jest offline  
Stary 08-07-2019, 12:27   #423
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
*** Robin - Dnia 13 ***

Poprzedni dzień, jak i noc również przebiegły bez ekscesów. Wszystko to plusowało na korzyść Haube. Szef ochrony karawany dawał uwięzionej coraz więcej swobody, obarczał ją też coraz większym zaufaniem. W trakcie przestojów pozwalał jej nawet zdjąć z dłoni liny, a sam zasiadał z nią do posiłku.

Rankiem minęli wielkie zwalone drzewo, a Robin wskazała świeże ślady ogromnej istoty, która w okolicy musiała się znajdować. Karawana przyspieszyła, ale zachowywała wzmożoną uwagę. Gdy oddalili się od miejsca zagrożenia, zatrzymali się na odpoczynek. Po pożywieniu się ruszyli dalej.

***

- Uwaaaga! - krzyknał jeden z ochroniarzy, a tuż przed karawaną wylądował głaz. Chwilę później drugi wylądował, na ich szczęście ponownie niecelnie. Kamienie leciały od strony kamiennego wzgórza, na którym Raingard zauważył…
- Trooollle!!! Kurrrrwa!!! -


- Kusznicy do broni! Miecznicy przygotować się do odparcia ataku! Karawana nie stać w kupie! - wydał komendy. - Wzniecić ogień! Pręęędko!!! - krzyczał, gdy bestie zbiegały już kamiennym zboczem.

 
AJT jest offline  
Stary 08-07-2019, 22:43   #424
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 23888 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Borys rozejrzał się po kilku wylotach jaskiń.
- Weźcie broń strzelecką jak który się pokaże strzelamy. Hermalnie możesz nam pomóc i rzucić kamieniem lub zdzielić maczugą tych co wyjdą na zewnątrz? - Borys a w ślad za jego rozkazem Drago bacznie się rozglądali w poszukiwaniu zielonych pokrak. Drago powoli zaczął iść na wschód i chciał się wdrapać na pierwszą półkę skalną.
- Ja! Herman bić! - potwierdził olbrzym.

Georg cały czas miał złe przeczucia i pozostawał czujny. Był ciekawy co kryje zachodnia półka skalna do której się zbliżył, ale nie miał ochoty się tego dowiadywać kosztem rozdzielania się. Przygotował łuk do strzału i poszedł za Borysem.
Fay nie była przekonana czy chce kolejny raz ryzykować życie.
- A nie można ich dymem wykurzyć? Rozpalmy ognisko w jaskini czymś co daje dużo dymu i smrodu i poczekajmy, aż same wylezą.
- Jaskinia raczej nie ma drugiego wejścia.
- Panie Hermanie - spojrzała na olbrzyma - czy wiesz, którędy one wlazły?
- Nie ma sensu w ciemno wędzić całej jaskini, bo się podusimy. Trzeba sprawdzić gdzie siedzą - stwierdził Georg. - Umiesz się podkradać? - zapytał szeptem Drago - Ja zaglądnę do południowej odnogi, a ty zobacz tam - wskazał palcem na wschód.
- Kobieta mała nie palić dom Herman, bo Herman nie palić dom kobieta! - zagrzmiał olbrzym.
- Nie rozdzielajmy się to szaleństwo. Trzeba iść kupą i strzelać jak kogoś zobaczymy. Ci z przodu mogą z przyklęku żeby tym z tyłu nie zasłaniać.
- Jak tam chcecie - wzruszył ramionami Georg. - Może być po waszemu, ale jak dla mnie jeszcze jedna osoba powinna zostać tutaj i pilnować czy gobliny nie przebiegną z jednej odnogi do drugiej. Tak możemy ich gonić do usranej śmierci.
- Panie olbrzym - tym razem chłop skierował pytanie do gospodarza. - A ile ich jest tych zielonych? Niech pokaże tyle palców ile ich widział najwięcej. Wyłażą z któregoś korytarza czy ze wszystkich?
- Tam być i być tam - wskazał dwa korytarze przy nich. - Być tyle - pokazał całą swoją rozcapierzoną dłoń.
 
Icarius jest offline  
Stary 11-07-2019, 09:38   #425
 
druidh's Avatar
 
Reputacja: 27829 druidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputacjędruidh ma wspaniałą reputację
- Mój plan jest taki - zaczął Georg - Idę w głąb jaskini. Jak zobaczę goblina to posyłam mu strzałę i uciekam, jak goblin mnie zobaczy to od razu uciekam. Wy tutaj czekacie i walicie do wszystkiego co wybiega i jest zielone. No chyba, że ktoś chce iść ze mną na drugiego bo jest na tyle szeroko, ale wtedy gobliny mogą się przestraszyć i nie pobiec za mną. Korytarze są za wąskie żebyśmy szli wszyscy razem i jest ryzyko, że ktoś komuś wpakuje strzałę w plecy. Poza tym cztery osoby zablokują wyjście i w razie odwrotu będziemy skazani na najwolniejsza osobę.
- Zgoda - powiedział Borys i wraz z Drago zajął dogodną pozycję strzelecką. Tak by mieć wylot tunelu na celowniku.
Georg ruszył pierwszy, uważnie stawiając krok za krokiem. Już po przebyciu krótkiego dystansu dostrzegł kolejną jaskinię. Przystanął na chwilę, nasłuchując czy ktoś się w niej znajduje. Nic nie słysząc wychylił głowę. Do pomieszczenie dochodziło jeszcze światło, ale było już zdecydowanie ciemniej, niż w głównej jaskini. Nie widząc zagrożenia wszedł głębiej. Pierwsze co zauważył, to trup człowieka. Można powiedzieć, świeży trup. Czyżby Georg i reszta nie byli pierwszymi “ochotnikami”, którzy mieli rozwiązać problem Hermanna?

Z wąskiego, niskiego, ciemnego wyjścia, które dostrzegł po drugiej stronie jaskini usłyszał piski, a po chwili wyleciała stamtąd chmara szczurów, było ich kilkadziesiąt.

Georg odczekał chwilę aby sprawdzić w którą stronę szczury pobiegną. Miał nadzieję, że ich celem będzie trup. Szczury jednak ominęły zwłoki i skierowały się w stronę wyjścia.
- Szlag! - przeklął i pobiegł w kierunku z jakiego przyszedł. Wypadł z korytarza i przywarł plecami do ściany zaraz obok wejścia. - Szczury! - krzyknął do towarzyszy ostrzegając ich przed nadciągającymi gryzoniami. Wszyscy odskoczyli gryzoniom, a te pędziły drogą to wyjścia. Łup! Łup! Tup! - Hermann nie lubić szczury - nie dobiegły…

- Coś z kierunku tamtego korytarza wyraźnie je wystraszyło - Georg wskazał szeroki korytarz na południu. - Tam gdzie byłem przed chwilą mamy pomieszczenie, a w nim świeżego trupa i niski korytarz. Za ciemno żeby iść dalej. Mogę albo sprawdzić tą wąską odnogę na północy albo możemy wziąć pochodnie i iść sprawdzic przed czym uciekały szczury. Możemy też wcześniej przy świetle obejrzeć co spotkało tamtego nieszczęśnika.
- Szczury mogły przepłoszyć gobliny. Zapewne je jedzą. Choć to nie pewnik. Zobaczmy ciało i sprawdzimy co nadciąga. Zachowajmy ciszę. Idziemy do póki mamy sensowne światło do strzału.
Fay nie lubiła szczurów. Nie dało się z nich zrobić ani zupy, ani gulaszu. Z tych samych powodów nie lubiła goblinów. Nic jednak nie mówiła głośno, tylko udała się niespokojnie za wszystkimi.
 
__________________
by dru'
druidh jest offline  
Stary 15-07-2019, 16:04   #426
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 63019 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
- Z nimi to już na pewno nie współpracuję - odezwała się Robin wyciągając dłonie do Reinharda, by rozciął krępujące je sznury. Ten uznał że w tej sytuacji każda osoba się przyda.
- Osły i uczeni do środka - rozcinając więzy mruknął tak cicho, że tylko Robin mogła go usłyszeć.

Łowczyni rzuciła się do swojego łuku i zaczęła pospiesznie mocować cięciwę do jego krańców. Palce wiedziały co mają robić, a uszy słuchały władczego i pewnego głosu szefa ochrony.
- Arnold, co z tym ogniem?! Reszta, rozproszyć się! Kusznicy, salwami, koncentrować ogień na bliższym! Ich nie można przestraszyć, ich nie można pokonać, je trzeba pozabijać.
Konie poza zasięg!
- dodał, a wtedy kupiec stojący obok odezwał się - Trzymać je, a porządnie.
- Panie Rayner, proszę trzymać się z tyłu. Gaston, przypilnujesz by naszemu pracodawcy włos z głowy nie spadł - rzekł spokojnie Reinhard. Jego ludzie poruszali się szybko i sprawnie. Miecznicy bez rozkazu wymienili broń z krótkiej na drzewcową, widać nie pierwszy raz walczyli z większymi od siebie.
Trolle przestały rzucać, a za to rzuciły się do ataku. Ale obrońcy i na to byli przygotowani.
- Formacja! - krzyknął Reingard, a choć Robin nie wiedziała jaką miał na myśli jego ludzie i owszem. Z luźnej formacji nagle wyłonił się porządek. Osłonięci ogniem na flance strażnicy ustawili się w linię, która miała zatrzymać trolle do czasu aż bełty zrobią swoje. Jeden z nich ukrył się z boku by móc zaatakować zajęte walką potwory od tyłu.
Kusznicy też byli sprawni, zdołali wypuścić dwie salwy zanim trolle dobiegły. Robin miała sporą stratę ze względu na konieczność przygotowania broni i wzięcia kołczanu, ale kiedy już była gotowa zamierzała nadrobić ją dzięki szybkostrzelności jej broni. Była w stanie wyciągnąć strzałę, wycelować i wystrzelić półtora raza szybciej niż kusznicy. I zamierzała to robić.
Przyklękła przy Reingardzie, napinając łuk. Wycelowała w oko trolla ostrzeliwanego przez kuszników i wypuściła strzałę zanim miał szansę powiedzieć, że to nie czas na popisy.

Trolle widząc rozpalany ogień zawahały się i zmieniły trajektorię biegu.
- Strzał! - bełty z dodatkowej salwy uzyskanej dzięki temu trafiły w cielska troli. Sześć bełtów znalazło drogę do swoich celów. Stwory jednak niewiele sobie z nich zrobiły, kamieniste ciała odrzucały pociski zasklepiając swoje rany. Reingard ujrzał również strzałę wypuszczoną przez Robin, która zagnieździła się w barku stwora, kolejna tylko odbiła się od wielkiej maczugi.
- Formacja przygotować się do uderzenia! - padło kolejne polecenie. Wprawieni w bojach wojownicy w ostatniej chwili uskoczyli przed potężnymi, acz nieskoordynowanymi atakami. Trolle machały maczugami próbując potężnym ciosem zmiażdżyć swych oponentów. Wojownicy uskakiwali i dźgali je szybkimi natarciami. Wiele ciosów było celnych, wiele skutecznych, ale potwory zdawały się być niewrażliwe na ból, a ich ciała szybko regenerowały uszkodzenia. Walka była bardzo ciężka, wojownicy byli świadomi, że każdy błąd zakończy się ich śmiercią. Trolle, mimo zasklepiających się ran, coraz bardziej krwawiły. Po jednym z nich dało się poznać, że jego stan jest coraz cięższy. Oba były jednak nieustępliwe i ze wściekłością atakowały.

- No w końcu - odezwał się Reingard gdy jeden z pachołków przyniósł pochodnie. Wziął jedną, a z drugiej kazał odwinąć pas materiału nasączony dziegciem, pociąć na kawałki i zasugerował, by Robin owinęła nimi swoje strzały.
- Z bełtami się tak nie da, mechanizm kuszy na to nie pozwoli, a na tę odległość nie powinno to wpłynąć na celność. Ogień zapobiegnie regeneracji u trolli - dodał i sam włączył się do walki, zachodząc trolle od boku. Robin i pozostali strzelcy nadal koncentrowali ogień na ciężej rannym trollu. Poza kusznikiem mającym przykazane pilnowanie flanki i kupca.

Gdy sługa z Robin przygotowywali płonące strzały, wojownicy raz po raz dźgali dwa atakujące ich potwory. Stwory regenerowały się wolniej, niż nowe rany powstawały. Przeceniły swoją siłę, choć pewnie w ogóle się nad tym nie zastanawiały. Zobaczyły podróżujących ludzi, to zaatakowały, tyle z zastanawiania się… Reingard flankując trolle spostrzegł, że jeden z nich już pada, zaatakował drugiego. Przypalona bestia jęknęła z bólu, by następnie wyrzygać na atakujących kamienie. Jeden z ochroniarzy zawył z bólu, dostając kawałkami głazów, ale nic poważnego mu się nie stało. Pozostali uniknęli ataku. Kusznicy mieli ciężkie zadanie, nie ryzykując posyłali bełty nad walczącymi, żaden z nich jednak nie trafił mocno ruszającej się bestii. Śmiertelny cios drugiemu z potworów zadał dowodzący obroną karawany Reinhard. Potyczka, która mogła być ciężka zakończyła się szybko i sprawnie. Haube na własne oczy zobaczyła jak pracuje sprawna ekipa i w jaki sposób radzi sobie z problemami, ciężkimi problemami. Nigdy takich bestii nie widziała na oczy, była świadoma ich siły i niebezpieczeństwa jakie stanowiły, ale nie widziała przerażenia wśród współwalczących, jedynie profesjonalizm. I dzięki temu profesjonalizmowi tylko jeden członek karawany został lekko ranny. Żadnych strat więcej…

Robin odplotła cięciwę, schowała łuk i kołczan tam skąd ją wzięła. Poczekała na Reingarda. - A, czyli tak to się robi. Wyglądało tak prosto... U nas każdy sam sobie walczył, bez dowodzenia i bez pomysłu. Nawet zbóje byli bardziej zorganizowani. Eh… - powiedziała kiedy podszedł i podała mu dłonie do związania.
- Tropicielki aby nie potrzebujecie? Wiem, wiem… - dodała - Przeciw potworom to żadna próba lojalności czy prawdomówności. A i strzelanie pokpiłam okrutnie.

- Jesteśmy już niemal u celu... - stwierdził Reinhard. - i wybacz, ale nie chcę ryzykować. Wolałbym byśmy dotarli do miasta, jak szliśmy ostatnio. Dla ciebie to niedogodność, ale dla mnie i moich ludzi większa pewność. Strzelaniem zaś się nie przejmuj, twój stan i psychiczny i fizyczny mógłby być lepszy, a to duże znaczenie ma.
 
__________________
Z powodów osobistych i zawodowych moja aktywność na forum do połowy stycznia będzie ograniczona. Przepraszam za opóźnienia na sesjach.
hen_cerbin jest offline  
Stary 16-07-2019, 12:55   #427
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15184 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
Odpalili pochodnię, którą zabrała Fay i wrócili za Georgiem do jaskini z której właśnie uciekł z zamiarem obejrzenia martwego ciała. Trup znajdował się mniej więcej w połowie pomieszczenia. W jego ciało była wbita strzała, ale miał również zmiażdzoną czaszkę, a także inne obrażenia po uderzeniach. Wokoło jego ciała było sporo krwi, a jej ścieżka, wiodła od niewielkiego wyjścia z jaskini.

- Pewnie uciekał przed goblinami, ale dotarł tylko tutaj - stwierdził Georg. - Nic tu po nas. Chodźmy sprawdzić południową odnogę.

Borys zabrał ciało do głównej części jaskini. Pozbawiając zielonych potencjalnego posiłku. Ciało zrzucił na półkę niżej w głównej jaskini.
-Każdy się denerwuje jak zabierzesz mu obiad. - wzruszył ramionami w odpowiedzi na pytające spojrzenia.
- Herman tu nie chcieć takie trupy! Czemu mu tu rzucać i zostawiać?!! Brać powrotem! Ze sobą! - warknął olbrzym. Niektórzy za to widać denerwują się, jak ktoś przynosi im martwe zwłoki do 'pokoju' w którym mieszkają.
- To żarcie goblinów. Trzeba je usunąć. Może się wkurzą i wyjdą za nami. Wyniesiemy je na dwór jak z nimi skończymy. Dobrze Hermanie? - odpowiedział olbrzymowi o powodach wyniesienia tu zwłok.
- Wolisz, żeby gnił w tym korytarzu? - zapytał Georg. - Co byś zrobił jakby zaczął Ci w domu śmierdzieć? Sam byś go wyciągnął? Więc jak? - chłop czekał na decyzję olbrzyma.
- Tak - olbrzym chwycił ciało mężczyzny, podszdł do wyjścia z jaskini i wyniósł je na zewnątrz.

Drago natomiast wziął do ręki łuk i bacznie wypatrując zagrożenia udał się za Georgiem do drugiego, większego wejścia. Wbrew przypuszczeniom Fuchsa, nie miało ono innego wyjścia, poza tym, którym właśnie weszli. Potwierdzałyby to też słowa olbrzyma. Było ono podobnej wielkości, jak to niedawno odwiedzone, a w środku widzieli tylko porozrzucane, gliniane naczynia, które nie ocenili jako wartościowe. Na ścianach były wymalowane prymitywne rysunki przedstawiające goblinskich rolników. W pomieszczeniu poczuli dziwny zapach, nie potrafili jednak określić jakiego pochodzenia.
-Rozejrzyjmy się dokładnie. Zobaczymy co tak dziwnie pachnie. - Borys zaproponował dokładniejsze przyjrzenie się pomieszczeniu.
- We wcześniejszej jaskini jest kolejne przejście. Gdyby wrócić do pomysłu wykurzenia ich ogniem. Jaskinia jest już dalej od Hermana, wejście ciasno pojedyńczo korytarzem prosto W łapy goblinów jest słabym pomysłem. Ogień albo trzeba się na nich gdzieś zasadzić. Oni przyjdą do nas, nie my do nich. To musimy osiągnąć dowolną metodą. - podzielił się prostymi spostrzeżeniami.

Fay odsunęła od głowy pochodnię i pociągnęła nosem. Zapachów z kuchni to nie przypomniało. Zastanawiała się, czy nie jest to zapach czegoś co się rozkłada, ale raczej nie. Zapach był dziwny, ciężko jej było nawet określić jaki. Wydawało się nawet, jakby się zmieniał.
- Jeśli gdzieś jest przejście na zewnątrz ciąg powietrza powinien zmienić kierunek dymu z pochodni. To możemy sprawdzić. Jeśli przymocujemy dwie pochodnie do długich drągów możemy nieść przed sobą oświetlając teren samemu pozostając niewidocznym. Albo spróbujmy zorganizować jakąś ochronę, za którą schronimy się idąc do przodu.
Przynajmniej w nas nie strzelą.
- Nie może być ich zbyt wiele. Inaczej spróbowali by się pozbyć olbrzyma.
-Powiedz co mamy robić z chęcią pomogę. - Borys zaoferował pomoc w realizacji pomysłów Fay.

Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona:
- Aaaa… no tak - nie przyszło jej do głowy, że ktoś może uznać jej pomysły za dobre.
- Jak pieczesz coś w nocy przy ognisku, to jeśli jest odpowiednio mocne widać tylko to co jest przed nim, a tego co za nim nie.
- Proste - jej głos odzyskał energię, kucharki przed obiadem - Olbrzym załatwi nam ze dwa długie solidne kije, które obedrze z gałęzi. Połączymy dwie tarcze, albo może coś tu znajdziemy. Pochodnie przywiązujemy do drągów i idziemy powoli w głąb korytarza.
- Pierwszy trzyma tarczę i pochodnię, za nim człowiek z włócznią i pochodnią, potem jeszcze jedna włócznia i na końcu… łuk?
- Mogę iść pierwsza, bo do niczego innego i tak się nie nadaję.*
- Pójdę z panną Fay z przodu. Wezmę Halabardę i w razie kłopotów jej pomogę o ile bez problemu uderzę zza jej pleców. Proszę stanąć przede mną muszę to sprawdzić nie wygląda to na łatwe a bez tego będzie pani bezbronna z przodu. - Drago starał się być użyteczny i chciał sprawdzić czy faktycznie w takim szyku da się sensownie walczyć.
Fay pokiwała głową.

- Gobliny widzą w ciemnościach. To nie będzie problemem? - podrapał się po głowie Borys. - Ja z kuszą będą szedł. Strzelam tak sobie ale walczę jeszcze gorzej.
- Widzenie w ciemności, a widzenie co jest za zapaloną pochodnią to niekoniecznie to samo. Musimy coś zaryzykować, a czekanie tutaj chyba na niewiele się zda.
- Jeśli ich oczy po prostu dostosowują się do braku światła jak u zwierząt, to jak zapalimy pochodnię to powinni mieć takie same ograniczenia jak my.
- A jakby zbudować z koców osłonę od naszej strony tak żeby dym tu nie szedł a dalej umieścić spore ognisko w przejściu. Dym ich nie zmusi do działania? Jak usłyszymy kogoś w korytarzu, kto chce gasić… to koce na dół i strzelamy. Tylko nie wiem czy dostatecznie duże ognisko możemy rozpalić. Zresztą czym miałyby gasić wody chyba nie mają.
- Jak kocem odetniesz ciąg to dym pójdzie w górę i wypełni korytarz, a potem jak opuścisz koc to wszystko walnie nam po oczach i nas łatwo zabiją - Georg podał w wątpliwość pomysł. - Nie mam ochoty narażać dupy, ale proponuję poprzednią taktykę. Idę pierwszy i nasłuchuję, jak dojdę do następnego pomieszczenia to wrócę po was, ruszymy do przodu ze światłem i następne korytarze tak samo będziemy sprawdzać.
 
__________________
Walls of stone do not a fortress make. But they're not a bad start.
Raga jest offline  
Stary 18-07-2019, 14:34   #428
AJT
 
AJT's Avatar
 
Reputacja: 13723 AJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputacjęAJT ma wspaniałą reputację
*** Robin - Dzień 16 ***


Dotarli do Kreutzhofen bez kolejnych większych przeszkód. Był już wieczór, kiedy zbliżali się do miasta. Reinhard zatrzymał się przy Robin, poprosił by wyciągnęła przed siebie ręce i rozwiązał jej więzy.
- Nie zgłosimy oskarżeń na twój temat do straży. Uważam, i mam taką szczerą nadzieję, że były bezpodstawne. Możemy rozstać się tutaj, możesz wrócić z nami do miasta. Wybór twój. Jesteś wolna... Ja przepraszam za niedogodności i za to, że nie uwierzyłem w twoją wersję. I choć tego żałuję, kolejny raz uczyniłbym tak samo. Cenię ciebie, twoje zaangażowanie i odwagę. Na prawdę Cieczyły mnie te ostatnie dni, jakie spędziłaś z nami.
 

Ostatnio edytowane przez AJT : 22-07-2019 o 10:34.
AJT jest offline  
Stary 19-08-2019, 00:14   #429
 
Icarius's Avatar
 
Reputacja: 23888 Icarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputacjęIcarius ma wspaniałą reputację
Opuścili obecne pomieszczenie i udali się do kolejnego niezbadanego jeszcze. Nie zdecydowali się do realizacji planu Fay, Georg ruszył więc sam kolejnym korytarzem. Był on wąski, ale był w stanie iść w nim wyprostowany. Pochodnia została u Fay, ale nie była potrzebna, bo gdy zaczęło być w korytarzu ciemno z jednej strony, to z drugiej zaczynało się już rozjaśniać. Zobaczył wyjście do kolejnego pomieszczenia. Nasłuchując niczego nie usłyszał, wychylił więc głowę. Zobaczył na środku palenisko (nie używane raczej od długiego czasu, musiało być pozostałością starych mieszkańców), na które spadał z góry snop coraz ciemniejszego, zewnętrznego światła. Spojrzał do góry i ujrzał komin skalny.

[IMG] https://static.polskieszlaki.pl/zdje...kowickie-7.jpg [/IMG]

Rzucił okiem po reszcie pomieszczenia. Był w nim bardzo stary, potargany hamak, a także stary stół i półka. Wszystko było bliskie rozpadowi.

Z jaskini było jedno kolejne wyjście. Z początku szerokie, ale wraz z dystansem zwężające się.

Georg wrócił do pozostałych.
- Nasz olbrzym nie był chyba pierwszym mieszkańcem tej jaskini - stwierdził dołączając do towarzyszy. - Chodźcie dalej. Sprawdzicie dokładniej następne pomieszczenie, a ja w tym czasie kolejny korytarz - zaproponował wykonując zachęcający gest ręką.

Kislevczyk sie zgodził i pomaszerowali do następnego pomieszczenia. Borys wziął się za przeszukiwanie półki a następnie poszukiwanie w całości pomieszczenia skrytek lub czegokolwiek godnego uwagi. Może starzy mieszkańcy coś tu ukryli? Zaglądał uważnie za każdy mebel, sprawdzał ściany opukując je i dokładnie macając powierzchnię wzdłuż nich.

Ani Borys, ani Fay, nie znaleźli żadnej skrytki. W półkach były jedynie stare naczynia, które podobnie jak wcześniej, nie oceniali jako wartościowe. Za półką Borys odkrył jeszcze coś, co wyglądało, jak mini grabie. Po chwili ponownie poczuli specyficzny zapach, tym razem był on inny i Fay go rozpoznała, przypominał jej... rozmaryn…Tylko nie potrafiła zlokalizować jego pochodzenia.

W tym czasie Georg szedł nowym korytarzem. Z każdym krokiem, z każdym zakrętem który odbierał źródło światła, było coraz ciemniej, aż całkowicie zrobiło się przed jego oczami czarno.

Fuchs nie dał za wygraną. Rozłożył ręce na boki tak żeby palcami dotykać ścian. Postawił ostrożnie stopę do przodu i wytężając słuch ruszył dalej. Z tego co wiedział, żadne zwierzę nie było w stanie widzieć w kompletnej ciemności, a gobliny nie powinni się wiele od nich różnić. Wierzył, że gdzieś tam musiało znajdować się legowisko i jakieś źródło światła. W razie niebezpieczeństwa po prostu się odwróci i wyczuwając rękami korytarz ucieknie do towarzyszy. Wszystko jednak zaczynało wskazywać, że się pomylił. Przez dłuższy czas szedł powoli, trzymając się ścian. Kręty korytarz raz robił się węższym raz szerszy, by najwyraźniej dotrzeć do jego końca, nie mógł kontynuować dalszej drogi.
Georg stwierdził, że musiał czegoś nie zauważyć. Odwrócił się i wrócił do swoich towarzyszy.
- Doszedłem do końca korytarza i nic nie znalazłem. Mogłem coś przeoczyć, ale jest tam za ciemno i nic nie udało mi się nic wymacać. Trzeba pójść z pochodnią - zaproponował.
- Dodatkowe pochodnie są w tobołku przy wejściu. Tak sobie myślę, że tam gdzie szczury uciekły pewnie siedzą. Trzeba trochę gałęzi i drzewa na ziemi położyć. Tak wyścielić tym. Pochodnie jedną rozpaloną przy wejściu zostawić. Gdybyśmy wiali to się to wszystko podpali. Trzeba tylko olejem jakimś to polać. Żeby szybko się zajęło.
- Tam nadal może być przejście, ale małe, podobne do tego w sali z trupem i dlatego go nie wyczułem. Mogą próbować tamtędy uciekać - ostrzegł Georg.
- Weź jedną z tobołków przy wyjściu. Zresztą zabierzmy stamtąd ze dwie. Potem sprawdzisz to przejście. Jeśli masz rację możemy je jakoś zablokować.
- W porządku - potwierdził Georg. - Możesz mi pomóc? - skierował pytanie do Fay. - Nie mam na tyle rąk - uśmiechnął się bezradnie. - Wrócimy do tamtego korytarza. Weźmiemy pochodnię i halabardę na wszelki wypadek, bo w tym korytarzu nie ma dobrych miejść na strzał, a jak znajdziemy jakieś przejście to spróbuję ustawić tam pułapki.
Georg wrócił, tym razem zaopatrzony w źródło światła. Dotarł razem z Fay do miejsca, w którym zatrzymał się wcześniej. Nie było tam żadnego małego przejścia, którym gobliny mogły uciekać, wręcz przeciwnie korytarz wyglądał, jakby był celowo zasłonięty. Był tam nadrzucony wielki głaz, obsypany mniejszymi, żeby właśnie przejścia, nawet najmniejszego, nie było.
- Przynajmniej wiemy, że nic nam nie grozi z tego kierunku - stwierdził w kierunku dziewczyny. - Przyłóż dla pewności pochodnię do szczelin czy jest jakiś strumień powietrza.
Jeśli nie to wracamy do Borysa i ustalamy co robić dalej.
Wracając do sali głównej Fuchs zatrzymał się i skierował swoje kroki w prawo, aby rzucić okiem co kryje sala na północy. Jednak poza szybkimi oględzinami nie miał na razie ochoty na nic więcej. Było tam kolejne większę “pomieszczenie”, w którym dostrzegł kilka porozrzucanych, przestarzałych mebli.

Fay wróciła do pomieszczenia i zajęła się obwąchiwaniem.
- Zapach nie bierze się znikąd. Coś lub ktoś musi tym pachnieć. - nie utrzymywałby się w tym miejscu bez źródła, takowego jednak nie znalazła.
Niedokładnie tak sobie to wyobrażała. Pachniało zwykle coś. Skoro tym razem nie dało się określić “tego czegoś” to Fay zaczęła być zaniepokojona. Zaczęła więc przyglądać się meblom, szukając na nich świeżych śladów oraz innych oznak niedawnej aktywności?
- Ktoś tu jest lub był bardzo niedawno - powiedziała głośno.
- Dzień dooobry - dodała w przestrzeń - przepraszamy za najście. Sąsiad z jaskini obok jest trochę zaniepokojony i poprosił nas o pomoc.

Nikt jej jednak nie odpowiedział. Borys widział pewne sprzeczności. Z jednej strony było czuć coś lub kogoś. Z drugiej meble nie nosiły śladów niedawnego bytowania. Ani nie widać było śladów czyjejś bytności. Kislevczyk zaczął się jednak temu dokładniej przyglądać. Pozostawał też czujny. Drago widząc poszukiwania pozostałych zaczaić się blisko wylotu korytarza która nie prowadziła do olbrzyma. Skąd mogły nadejść gobliny. Trzymał miecz w ręku przycupnął by nie mógł być łatwo dostrzeżony i czekał. Reszta była jego zdaniem straciła czujność. On ich ochroni jak oni chronili jego.
- A nie prościej byłoby zablokować ten korytarz tak jak tamten poprzedni? - zapytał Georg pozostałych. - Połamanie i podpalenie tych mebli nie jest w sumie takim złym pomysłem. Ale jeśli już trzeba tu włazić - wskazał na mały korytarz. - To sprawdźmy chociaż dokładnie wszystkie pozostałe pomieszczenia w jaskini i poszukajmy przy okazji czegoś co się może przydać.
- Maluchy!! - usłyszeli gromki krzyk, a zaciśnięta pięść uderzyła w skałę, tuż przed prowadzącym grupę do kolejnego pomieszczenia, Georgiem. - Hermann pokazywać, gdzie małe upierdliwce. Tu i tu. Wy pokazywać też. Tu! A teraz wy łazić tu, tam i tu i tam! Wy leźć tam, gdzie Hermann ma problem. Hermann nie głupi już! Widzieć i wy nie zwiedzać jaskinia! Wy iść, iść i wracać z zielone głowy. Inaczej Hermann znaleźć następne pomocniki! - olbrzym najwyraźniej był już zdenerwowany przedłużającym się rozwiązaniem jego problemu.
Fuchs aż podskoczył gdy pięść olbrzyma uderzyła w skałę. Przestraszył się, ale to nigdy nie powstrzymywało go przed próbą osiągnięcia celu. Fay natomiast podskoczyła całkiem na poważnie. Pisk przerażenia nie wydobył się z jej gardła tylko dlatego, że zadławiła się śliną, która stanęłą jej w gardle. Zaczęła za to kaszleć.
- Panie olbrzym! - zawołał Georg gdy uspokoił się na tyle, żeby wydobyć z siebie głos. - W tamtym pomieszczeniu korytarz jest zawalony i żadne upierdliwce tam się dostać nie mogą. W tamtym pomieszczeniu jest mały ciemny korytarz i tam zaraz pójdziemy. My nie wejdziemy, tam gdzie olbrzym może sprawdzić pomieszczenia sam, ale jak zostawimy gdzieś otwarty korytarz to upierdliwce tam się mogą schować i wrócić jak my stąd pójdziemy. Olbrzym tego chce? Jak tak to pójdziemy tylko tam gdzie wskazał i zrobimy tylko to co chce.
Olbrzym rządzi i decyduje.
- Oni tu i tu! - powtórzył się olbrzym. - Nie tam! - wskazał pomieszczenie na północy.
- I tam na pewno nie ma? - Georg wskazał korytarze na półce na zachodzie. - Jak olbrzym pewny to zrobimy tylko to co olbrzym chce - stwierdził chłop i odwrócił się do niego plecami kierując do sali na południu, jaka została im do sprawdzenia, ale idąc na tyle powoli żeby dać Hermanowi czas do namysłu.
- Mówi do Hermana, jakby gupi był! Przecie Herman mówi, że nie ma.
- Herman nie głupi tylko duży i nie wszędzie zobaczy - odpowiedział Georg nie zatrzymując się i nadal idąc tam gdzie olbrzym wskazał. - To, że upierdliwce jeszcze tam nie wychodzić nie znaczy, że nie ma tam korytarza. Tam może być daleka droga i upierdliwce woleć wyłazić tylko tu, ale jak my załatwić sprawa tutaj to one móc wyłazić tam.

- No dobra - powiedział Georg stając wśród towarzyszy w sali przed niskim korytarzem. - To idę sprawdzić tą drogę. Jak tylko coś usłyszę lub zauważę to wracam do was. Jeśli korytarz jest krótki i po drugiej stronie będzie czysto to zastukam trzy razy pałką w skałę i przejdziecie za mną. Jak jest długi to wrócę i przejdziemy wszyscy razem, a przodem pójdzie ten co najlepiej walczy.
Drago przez dłuższą chwilę siedział w kuckach. Z zasłoniętymi uszami i ciągle mamrocząc pod nosem.
-Tylko niech nas nie zabija, tylko niech nas nie zabija. Ja pójdę, pójdę na tych zielonych czy gdziekolwiek on chce. Pójdę! - powtarzał. Po dłuższej chwili wstał i zajął swoją pozycję przy wylocie korytarza był jednak wyraźnie roztrzęsiony.

Georg przygotował łuk do strzału i przymocował pałkę do pasa. Kilka strzał trzymał w lewej dłoni, aby móc szybciej wypuścić kolejną. Ruszył ostrożnie korytarzem starając się nie wydawać żadnego odgłosu. Przykucnął i wszedł do korytarza będącego na końcu jaskini. Po przejściu kilku kroków wyczuł, że podłoże z jaskiniowego zmieniło się na wykonane ludzką, a może goblinią, ręką. Ściany również były wygładzone, tę część jaskini z pewnością wykonali już wyspecjalizowani budowniczy. Trafił na rozwidlenie. Patrząc w lewo widział prosty korytarz, który znikał w ciemności, aczkolwiek wydawało mu się, że na jego końcu może być jakieś pomieszczenie. Patrząc za to w prawo również widział ciągnący się korytarz, ale z jednej z jego odnóg docierało słabe źródło światła. Patrząc prosto ocenił, że przejście jest zawalone. Nie był w stanie więcej dostrzec, bo ani na ścianach nie było źródeł światła, ani też takiego źródła sam nie miał.

Georg poluzował cięciwę. Trzymając tylko lewą ręką łuk ze strzałami, prawą sięgnął do pałki przy pasku. Trzykrotnie uderzył nią w ścianę korytarza przywołując towarzyszy, a następnie znowu przytoczył pałkę do paska i napiął łuk.
Grupa ruszyła zatem do Georga bez zbędnej zwłoki. Nasłuchując i pozostając w gotowości.
- Sprawdźcie wschód tam przy zablokowanym korytarzu, ja przypilnuję ten korytarz - Georg wyszeptał wskazując poświatę w oddali.
- Nie rozdzielamy się - wyszeptał Borys. - Prowadź do poświaty, tam pewnie siedzą.
- Jak tam chcecie - powiedział Georg jednocześnie wzruszając ramionami i ruszył ostrożnie w kierunku oświetlonego korytarza.
Światło pochodni trzymanej przez Fay rozświetliło korytarz. Za prowadzącym ich Georgiem dotarli do rozwidlenia. Po prawej mieli małe pomieszczenie, po lewej, skąd dochodziło światło, większe. W tym większym były zapalone dwie pochodnie. Nie było w nim nic więcej, ale prowadziły z dniego dwa kolejne wyjścia. Nie słyszeli żadnych odgłosów zielonoskórych.
- To może się tak ciągnąć w nieskończoność - szepnęła - Pewnie stąd przychodzą. Gdybyśmy zawalili ten korytarz nasz przyjaciel miałby spokój.
- Myślałem o tym - powiedział Borys. - Pozostaje pytanie czym?
- Rękami naszego kolegi. Zajmie mu to kwadrans, nie? Możemy się rozejrzeć, czy to nie jakiś nieskończony korytarz. Kto buduje takie tunele w środku niczego?
Georg nie znał odpowiedzi na pytanie więc nawet nie starał się odpowiedzieć. Tknięty przeczuciem skierował się do wschodniej odnogi właśnie odkrytej sali.
-Nasz kolega nie potrafi przejść nigdzie dalej niż główna sala. Musielibyśmy go przekonać do zasypania tych dwóch pierwszych wejść. Nie wyglądał na skłonnego do negocjacji. - odpowiedział Kislevczyk. - Choć oczywiście możemy spróbować.
Fay wzruszyła ramionami.
- Możemy się jeszcze ostrożnie rozejrzeć. Jak wrócimy sprawdziłabym, gdzie prowadzi drugą odnoga. Potem mogę pogadać z olbrzymem. Lepiej z nim gadać niż zagłębiać się w te ciemności szukając źródła niebezpieczeństwa.
 
Icarius jest offline  
Stary 05-09-2019, 16:22   #430
 
Raga's Avatar
 
Reputacja: 15184 Raga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputacjęRaga ma wspaniałą reputację
Otaczała ich cisza, całkowita cisza. Georg postanowił wejść do nowego pomieszczenia, a za nim ruszyli pozostali. Gdy wykonał parę kroków, niepokojąca cisza zamieniła się w niepokojące gardłowo-piskliwe okrzyki, a zza rogów obu wejść, wyskoczyło po trójce goblinów. Były uzbrojone w niewielkie tarcze i trzymały niewielki mieczyki.
Borys nie myśląc wiele wycelował i strzelił z kuszy do najbliższego goblina. Cofając się lekko w korytarz z którego przyszli, kątem oka dostrzegł, że chybił. Georg również, niewiele myśląc, złożył się do strzału. Chwilę potem grot poszybował w kierunku najbliższego mu goblina, lekko rozszywając skórę na jego zielonoskórym ramieniu, a on sam razem z Fay pobiegł w kierunku z którego przyszli.

Wszyscy ruszyli do korytarza z którego przyszli. Wyjście nie mieściło całej czwórki, tylko ledwo dwie osoby, i to też idące, a nie biegnące. Powstało małe zamieszanie. Drago czekał, aż Borys ucieknie, Goerg musiał go mijać. Rozpędzające się gobliny nie miały problemu ich dopaść.

Zdążyli się odwrócić, by przyjąć ich natarcie, jednak przewaga małych, ruchliwych, wrogów była zbyt duża. Mieczyki nie były ostre, cięcia nie były głębokie, ale ilość szybkich ataków powodowała, że ubrania Fuchsa i Kutzera zaczęły zabarwiać się na czerwono. Długo swej pozycji z pewnością nie utrzymają.

Fay tylko kątem oka oceniła, czy da radę strzelić w kierunku goblinów. To jednak było trudne, zwłaszcza dla kogoś kto nie władał łukiem zbyt dobrze. Do tego obawiała się intuicyjnie jednego... że zaraz goblinów będzie więcej, wybiegających z każdego odgałęzienia jakie udało im się zobaczyć. Mruknęła więc tylko:
- Szybko - i wycofała się za zakręt obrzucając wzrokiem korytarze.
Dla wzmocnienia swoich słów dziewczyna złapała Borysa za rękaw i pociągnęła w swoim kierunku.
- Gdzie?! - krzyknął Georg opuszczając łuk i sięgając po pałkę przy pasku. - I tak nas dorwą w korytarzach. Na nich! - dodał przyjmując pozycję obronną.

Borys miał chwilę zawahania. Gdy Georg krzyknął był gotów oddać kolejny strzał z kuszy. Walczyć, być może zginąć. Gdy Fay pociągnęła go za rękaw rzucił się z nią do ucieczki. Bez źródła światła byli tylko karmą dla goblinów. To ona podjęła decyzję nie on. Tak będzie sobie wmawiał. Georg kupił im cenną chwilę. Drago gdy zobaczył, że Borys z Fay uciekają rzucił się biegiem za nimi. Kislevczyk widział w tym zajściu pewną bezduszną analogię. Dosłownie dzień temu to on pociągnął za sobą Fay do ucieczki. Mógł dołączyć do ludzi broniących się przy szańcy wybrał jednak pewniejszą metodę na przeżycie. Strzelał jednak jeszcze wtedy pomagał walczącym. Dziś Fay zrobiła dokładnie to samo. Miała węższy wybór walczyć i być może zginąć lub wiać. Ktoś oddawał, życie by oni mogli żyć. Odważni… żyją krócej.

- Chędożone tchórze - Georg mruknął pod nosem i zalała go fala wściekłości.
Chłop wykorzystał moment kiedy ostatni z uciekinierów, których uważał do tej pory za towarzyszy, zniknie w korytarzu i również przesunął się w jego kierunku blokując drogę goblinom.

Plan był prosty i trudny zarazem. Odczekać wystarczająco długo aż tamci bezużyteczni ludzie zejdą mu z drogi i przecisną się przez niski korytarz jakim się tutaj dostali, a potem co sił w nogach pobiec w tym samym kierunku. Z tego co pamiętał wystarczy trzymać lewą dłoń na ścianie i wejść w pierwszą odnogę korytarza.

Schody zaczęły się od samego początku.Gobliny rzuciły się do ataku i nie chciały odpuścić. Georg wymachiwał pałką na lewo i prawo, a od czasu do czasu dźgał nią w atakujących. Nie była to walka, była to desperacka próba wykorzystania przewagi zasięgu i uniemożliwienie ataku zielonoskórym. Wszystko szło gładko do momentu aż mężczyzna zaczął się męczyć i jego ruchy stały się wolniejsze. Dwa gobliny doskoczyły jednocześnie i nie było żadnej szansy na uniknięcie obu ataków. Jeden z nich ugodził boleśnie Georga w żebra. Na szczęście nowo przysposobiona skórzana kurta zatrzymała większość impetu ciosu. Chłop cofnął się o krok z grymasem bólu na twarzy. Gobliny zamarły na chwilę jak drapieżniki tuż przed rzuceniem się na zwierzynę. Georg znał to spojrzenie. W tej samej sekundzie odwrócił się na pięcie i rzucił do ucieczki.

- Job twoja mać! - powiedział Borys - gdy wszyscy dobiegli w bezpieczne miejsce. Nie było słychać i widać pościgu goblinów więc przestał celować z kuszy w wylot jaskini. - Słuchajcie nie damy rady. Jesteście ranni nam tym i na trupach się znam. Mam zamiar to wykorzystać. - podszedł do Drago i zaczał pozorować jego wygląd na jeszcze bardziej dramatyczny niż jest i to pomimo ciężkich ran. Nim podszedł do Georga, który dyszał oparty o ścianę pomieszczenia z zamkniętymi oczami i dłonią przyłożoną do boku, wyciągnął goblińskie uszy. Dokładnie pięć par. Istny znak od Sigmara. - Tak to prawdziwe goblińskie uszy. Nie wygramy tego starcia nie ma na to szans. Trzeba użyć fortelu. Jesteście poważnie ranni wyglądacie na takich co stoczyli ciężki bój. Pokazujemy uszy mówimy, że to goblińskie… bo naprawdę są goblińskie. I próbujemy się stąd wydostać gadką. Może nam Olbrzym uwierzy. Ja nie widzę lepszej szansy żeby przeżyć. Jakieś obiekcje? I tak wiem, że zwialiśmy i masz do nas żal. Zajebali by tam nas w tej walce. Nawet gdybyśmy wygrali ty byś tego nie dożył. Teraz mamy szansę. - zakończył balsamista i spojrzał też wymownie na Fay. Kobieta miewała dobre pomysły i może miała coś do dodania.

Georg był wściekły. Widać to było jedynie w napiętych mięśniach jego żuchwy zaciskającej zęby. Wpatrywał się w Borysa z jednym otwartym okiem i uspokajał oddech. W miarę jak ten mówił, Georg patrzył na niego, ale tak jakby wcale nie słuchał tego co mówi. Jakby myślami był gdzieś daleko. Z każdym słowem złość znikała z twarzy chłopa, a na samym końcu na jego twarzy pojawił się jego charakterystyczny uśmiech.
- Jeśli dzięki temu w końcu dojdziemy do Kreuzhofen, to rób co uważasz za słuszne - odpowiedział w końcu dając do zrozumienia, że jednak słuchał.
 
__________________
Walls of stone do not a fortress make. But they're not a bad start.

Ostatnio edytowane przez Raga : 07-09-2019 o 22:29.
Raga jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169