Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-02-2020, 13:45   #1
 
Phil's Avatar
 
Reputacja: 44319 Phil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputacjęPhil ma wspaniałą reputację
[WFRP/2ed] Świnia, wiedźma i jej kochanek

- Hrabio, hrabio!

Hrabia Pfaffenberger zrezygnował z próby naciągnięcia nowych, najwyraźniej zbyt ciasnych butów do jazdy konnej.

- Cóż tam, mój drogi Richterze? Z pośpiechu i tembru głosu wnioskuję, że jesteśmy oblęgani przez hordę barbarzyńców, ogniem zajął się dwór, a w pożarze zginęła moja małżonka.

Stary zarządca przystanął na chwilę w progu, przytrzymał się futryny i złapał kilka głębszych oddechów.

- Pismo, panie hrabio!

- Od barbarzyńców? Porwali mi rodzinę i żądają okupu?

- Od Vosgarda Baera, hrabio, z Krote!

- Kogo? Skąd?
– Arystokrata grzebał już w skrzyni ustawionej przy łożu, w poszukiwaniu starego obuwia. Znoszonego, wytartego, ale ciągle wygodnego.

- Kapłana Taala, z wioski Krote, dwa dni drogi stąd, jeśli kto młody i pełen sił.

- Nie kojarzę. Ani kapłana, ani tego sioła.

- To wasze włości, hrabio, powinniście...

- Nie kojarzę, jak powiedziałem. Od tego mam ciebie, żebym nie musiał kojarzyć. Czego chce ojczulek z lasu?

- Wiedźma, panie hrabio! Złapali wiedźmę we wiosce! Ktoś zaginął, pewnie ona go...
– zarządcy zabrakło odpowiedniego słowa, ale Pfaffenberger z uśmiechem czekał na koniec zdania. – Zniknęła...

- Ona go... zniknęła?

- Trza wysłać inkwizytora, panie hrabio, kapłanów, łowców czarownic!


Wysoki, szczupły mężczyzna z siwiejącymi włosami zaczesanymi gładko do tyłu krytycznie spojrzał na stare, skórzane buty sięgające cholewkami niemal do kolan.

- I co jeszcze, zarządco? Po co łowcy, skoro wiedźmę już podobno złapano? Kapłan jest już na miejscu. Świętego Oficjum kłopotać nie będę na każde zawołanie zabobonnych wieśniaków.

Richter podrapał się po czubku łysiejącej głowy.

- Panie hrabio, jakiś czas temu ogłosiliście pobór. Rozkazy poszły też do Krote. Zbliża się czas zbierania podatków. Nie wypada... Nie będzie... Wieśniacy będą bardziej skłonni do współpracy i płacenia, jeśli zobaczą, że ich pan dba o ich bezpieczeństwo i nie ignoruje ważnych dla nich spraw.

Hrabia Radegund Oliver Thijman von Pffafenberger, pan na Pfaffenbergu i okolicznych włościach, gdzieś w lasach północnej części Imperium, wzniósł oczy ku niebu, zakładając rękawice z miękkiej, jeleniej skórki.

- Zajmij się tym Richter. Ja mam ważniejsze rzeczy na głowie. Polowanie, z daleka od Krote, Baera i wiedźmy. Nie sam, ciebie potrzebuję tu. Wyślij swojego najmłodszego, niech zdobywa doświadczenie. Ty pewnie przeżyjesz nas wszystkich, więc chłopak nieprędko przejmie twoje stanowisko. – Hrabia z grymasem niezadowolenia stał przed dużym lustrem w drewnianej oprawie, oglądając się to z jednej, to z drugiej strony. – I tę dziewkę, co mi bańki stawiała. Nie potrzebuję jej więcej, stary Haffens już czuje się lepiej i wrócił do swoich obowiązków, a jej zapłaciłem z góry za cały miesiąc. Niech się przyda na coś, wyglądała na sprytną.

- Panie hrabio... Mój syn, wędrowna cyruliczka? Do wiedźmy?

- Nie przerywaj.
– Szlachcic zaakcentował polecenie uderzeniem szpicruty w skórzany but. – Skoro to wieś, pójdzie też niziołek, ten od zwierząt. Poczuje się jak u siebie w domu.

- Ale...

- Cicho, Richter.

- Może być niebezpiecznie...

- O Sigmarze, dobrze, masz moje pozwolenie na wyciągnięcie jakiegoś ochotnika z garnizonu. Tak, z wyposażeniem. Czasy spokojne nam nastały, nie potrzebujemy takich sił. Żrą za dużo, jeśli dobrze zrozumiałem twój raport. Daj mi już spokój teraz, nie mogę pozwolić gościom czekać na siebie tak długo.

- Panie hrabio...
– zarządca nie poddawał się.

- Wyczerpujesz pokłady mojej cierpliwości, Richter. Co jeszcze cię kłopocze?

- Krasnoludy, panie. Ciągle próbują wkupić się w łaski pana hrabiego.

- I co z tego?

- Któryś z nich mógłby dołączyć do wyprawy. To twardy lud, nie dają sobie w kaszę dmuchać.

- Sprytnie, Richter, sprytnie. Załatw to, ale najpierw każ gajowemu odtrąbić początek łowów i wysłać naganiaczy. Jeleń ma przebiec przed twarzą Carolusa Radenvenheima. Stary pijak i tak nie trafi, ale może jego synalkowi się uda.


Hrabia wyszedł, tak jak zapowiedział, na polowanie. Z daleka od Krote, Baera i wiedźmy.
 
__________________
Bajarz do wynajęcia. Warhammerophil.
Phil jest offline  
Stary 04-02-2020, 17:18   #2
 
theandrzej's Avatar
 
Reputacja: 0 theandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłość
Stary zarządca wbiegł niemalże z hukiem do jadalni dla zbrojnych. Z wywieszonym językiem łapał hausty powietrza podwędzając z najbliższego stołu wolno stojący kufel. Wlał zawartość do gardła, opróżniając naczynie tak szybko jak się zjawił. Kiedy już ostygł i zwrócił wszystkich uwagę tym niecodziennym wejściem, obwieścił, że hrabia potrzebuje ochotnika do ważnej misji na peryferiach jego włości. Odzewem był gromki śmiech i wszyscy zebrani po krótkiej chwili wrócili do swoich posiłków, odwracając wzrok od czerwieniejącego się Richtera.
-Ty w czepcu - zakrzyknął niemalże piszcząc - Widzę, że już jeteś po posiłku, więc zacznij się pakować. Za godzinę widzę Cię pod bramą w mundurze i rynsztunku. To rozkaz! - Po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami.

Adelbert dokończył piwo, rozegrał ostatnią partię kościanego pokera i udał się do swojej pryczy wspólnej sali. Przy jej końcu stała skrzynia z jego rzeczami, niewiele tego było. Miska, kufel i sztućce jeszcze z czasów poboru, koc który dostał od matki tuż przed opuszczeniem Klaukendorfu i worek w którym trzymał kostkę mydła, igłę, nici i napoczętą plecionkę od kolczugi, którą od kilku miesięcy obiecywał sobie dokończyć.

Spakował wszystko do marynarskiego tobołka, który leżał na dnie. Poprawił przyduży mundur w barwach hrabiego, oplótł trzykrotnie pas i odpowiednio umieścił saczek. Sztylet w pochwie zawiesił po swojej prawicy, zaś porządną lagę zaczepił rzemieniem o specjalną klamrę którą zmajstrował przy wizycie u kowala. Poszedł do zbrojowni upewniając się po drodze, że wszystko zabrał i zgarnął ze stoajaka halabardę.

Wyszedł na dziedziniec i udał się pod bramę rozmyślając nad zaistniałą sytuacją. W końcu los się do niego uśmiechnął na pewien sposób. Zawsze to coś innego niż służba wartownicza czy siedzenie w mesie i granie w kości. Najgorsze jednak to, że nie wiadomo o co staremu zarządcy mogło chodzić po głowie. Jeżeli będzie to kolejne nudne zajęcie, to Ranald mu świadkiem, że zabierze ostatni żołd i wróci do Klaukendorfu pleść kolczugi dla starego krasnoluda, przynajmniej lepszy miał z tego pieniądz.

Dotarł pod bramę i oparł się o nią, podparł się halabardą i poprawiał zwisający mundur. Był średniego wzrostu, chudy, żylasty i barczysty. Na jego szorstkiej twarzy wymalowane było znudzenie, ciemno niebieskie oczy wodziły od niechcenie po dziedzińcu. Pod czepcem skrywał krótkie ciemno brązowe włosy, których było coraz mniej przez poszerzające się zakola, które skrzętnie ukrywał pod czapką. Jakże byłby szczęśliwy gdyby zdobył działającą miksturę na porost włosów.

Zarządca w końcu pojawił się na placu wraz z kilkoma osobami. Komu w drogę, temu Ranald uszczupla sakiewkę, pomyślał i ruszył im naprzeciw poprawiając czepiec.
 

Ostatnio edytowane przez theandrzej : 05-02-2020 o 17:55. Powód: poprawiam, bo nie umiem
theandrzej jest offline  
Stary 04-02-2020, 18:52   #3
 
Umbree's Avatar
 
Reputacja: 27877 Umbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputację
Nie wiodło jej się w interesie ostatnimi czasy, więc choroba medyka Haffensa, który leczył hrabiego Pfaffenbergera była jak podarunek od losu. Wiedziała, że stary cyrulik wiecznie chory nie będzie, ale dzięki temu dorywczemu zajęciu i sobie trochę dorobi u hrabiego i być może tak mu się spodoba jej profesjonalizm, że ją zostawi na włościach. Może jako pomocnicę dla starego medyka? W końcu chłopina miał już swoje lata i niedomagał, a taka na przykład kilkumiesięczna praca u Pfaffiego, jak go nazywała w myślach mogłaby solidnie podreperować jej budżet i jednocześnie budżet jej rodzinnej lecznicy.

Tym bardziej zaskoczyła ją wizyta zarządcy Richtera, który obwieścił jej, że została wyznaczona do specjalnej misji w wiosce Krote przez samego hrabiego. Początkowo Elke miała zamiar odmówić, bo co się będzie gdzieś włóczyć, skoro masę roboty ma na miejscu, ale Richter delikatnie przypomniał jej, że wzięła od hrabiego zapłatę za cały miesiąc, a medyk Haffens wraca już do zdrowia, więc jej dalsze zabiegi nie będą potrzebne. Nie chciała zwracać tych pieniędzy, bo bardzo jej się przydadzą, zatem zgodziła się na tę całą wyprawę do Krote, chociaż nie zdołała za bardzo wypytać o jej cel, bo Richter po prostu zniknął z jej lecznicy, uprzedzając, że ma być gotowa na jutrzejszy poranek we włościach hrabiego.

Elke cały wieczór pakowała dobytek do plecaka, zastanawiając się, co może przydać się na takiej "misji". Nie zapomniała oczywiście swoich narzędzi i paru innych przydatnych rzeczy, przy okazji tak sobie myśląc, że to nie może być jakieś ciężkie czy poważne zadanie, skoro hrabia wysyła do wioski niedaleko prostą cyruliczkę. Może się kto pochorował? Jeśli tak, to pewnie Pfaffi stwierdził, że starego medyka nie ma co na wieś wysyłać i wybrał ją w zastępstwie. Tak sobie przynajmniej to tłumaczyła, a dokładnie wypyta, jak dotrze na miejsce.

Noc minęła jej spokojnie i szybko, więc rano zjadła skromne śniadanie, zarzuciła wypchany po brzegi plecak na plecy, złapała za okuty po obu stronach metalem kij, którym zamierzała w razie czego w gębę przyłożyć a procę i sztylet wetknęła za pasek. Tak przygotowana ruszyła pewnym krokiem do posiadłości hrabiego. Na miejscu okazało się, że nie tylko ją Pfaffenberger wysyłał do Krote, co było już dość zagadkowe i podejrzane. Oprócz niej miało tam jeszcze ruszyć czterech mężczyzn, w tym krasnolud i niziołek.

Sama była kobietą przeciętnego wzrostu, o całkiem ładnej buzi i czarnych, splecionych w warkocz włosach. Figurę miała kobiecą, choć biust ledwo wyróżniał się pod ciemnym ubraniem podróżnym i białą koszulą. Nosiła przylegające do zgrabnych nóg spodnie i wysokie buty, przez co prezentowała się całkiem kusząco, choć jej akurat nie w głowie było jakieś romansowanie.

- Nazywam się Elke... Elke Wimmer, jestem lokalną cyruliczką - powiedziała do pozostałych. - Wygląda na to, że będziemy razem podróżować, więc gdybyście mieli jakieś problemy zdrowotne, dajcie znać, jestem całkiem dobra w diagnozowaniu i leczeniu. Wiecie w ogóle, po co nas hrabia do tej wioski wysyła? Coś poważnego się stało?

Jeśli żaden z nich nie miał pojęcia, zamierzała wypytać zarządcę Richtera.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 05-02-2020, 21:17   #4
 
Ronin2210's Avatar
 
Reputacja: 12988 Ronin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputację
- Siad! - odezwał się niziołek i pies momentalnie klapnął siedzeniem na klepisko.
- Dobry pies - niziołek dał psu smakołyk i podrapał go za włochatym uchem.

Paszczak był wielkim psem, krzyżówką chyba wszystkich znanych ras i kilku nieznanych, nie można było mu odmówić jednak sprytu i siły, wilczur był wielki na tyle że Bulcbelly kilka razy próbował na nim jeździć, pies jednak mimo wielkich chęci i umiejętności właściciela w obłaskawianiu wszelkich stworzeń nie dawał zrobić z siebie kuca i kilka razy zrzucał z siebie niziołka, przez co ten otłukł sobie siedzenie.

Nagle drzwi do stajni otworzyły się z wyraźną irytacją otwierającego i przed Bulcbellym stanął zarządca.
- Hrabia potrzebuje twoich zdolności w pewnej misji - odezwał się bez wstępu czy przywitania co dotknęło niziołka, nie wypadało tak postępować w kontaktach z jakimkolwiek niziołkiem jeśli chciało się mieć jego dobrą wolę.

***

Bulcbelly jest dość rosły jak na niziołka, sięga przeciętnemu dużemu człowiekowi prawie do pępka. Głowę zdobią my popielate włosy, znak rozpoznawczy całej rodziny, od którego wzięło się ich nazwisko Szaraki. Spod krzaczastych brwi spozierają na wszystko bystre ciemnobrązowe oczy.

- Nie, moja droga, zamiarów misji mi nie wyjawiono - skłonił się przed dziewczyną na modłę niziołczą omiatając dłonią włochate stopy.

- Jestem Bulcbelly Szarak, z tych Szaraków z Krainy Zgromadzenia, ale wszyscy nazywają mnie Szarakiem - uśmiechnął się serdecznie do dziewczyny.

- To Paszczak, mój wierny druh i towarzysz wielu podróży, nie bój się, gryzie jedynie na rozkaz - mówiąc to puścił oczko w jej stronę.
 
Ronin2210 jest offline  
Stary 05-02-2020, 22:03   #5
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 74257 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
Dobrze ubrany młody mężczyzna, najmłodszy syn zarządcy starający się wyglądać poważnie szedł... Wróć. Mężczyzna był dobrze ubrany, ale poznać to można było głównie po spodniach i porządnych butach. Skórzana kurta i hełm, miecz na biodrze, a sztylet na drugim... Gerhardtowi, synowi zarządcy Richtera było średnio wygodnie. Prowadząc konia za uzdę dotarł do swoich ludzi. No, do ludzi ojca. A właściwie to do ludzi Hrabiego. Ucieszył się bardzo widząc Szaraka i machnął mu przyjaźnie ręką. Niziołek na zwierzętach znał się jak nikt inny. Choć Ger jeździł konno całkiem przyzwoicie, jakoś nigdy nie zwrócił do tej pory uwagi co się robi, by wierzchowiec nadawał się do jazdy i nie chorował. Dociągnąć popręg, wytrzeć wiechciem suchej trawy z potu - to potrafił. Ale przypilnować by koń nie zeżarł czegoś co sprawi, że na drugi dzień brzuch mu spuchnie jak balon albo jak pozbyć się kamieni z kopyt bez zrobienia krzywdy... tego jakoś się nie nauczył nigdy.
Ucieszył się także na widok wojaka. Nie znał wszystkich żołnierzy Barona, ot, dostał kiedyś jakieś minimalne szkolenie jak pozostać przy życiu na tyle długo by inni zajęli się bandytami i jak im nie przeszkadzać. Podatków może ojciec nie zbierali tyle co w miastach, ale i tak zbóje na łup łasi byli. Zawsze w drodze była eskorta, a raz się przydała nawet. Do dziś Gerhardt ma pamiątkę na twarzy po zbóju, co wziął go na zakładnika i myślał, że dzięki temu odjedzie wolno. Tak, Adalbert (Ger przypomniał sobie imię ochotnika) może się przydać.
Ładna dziewczyna towarzysząca w podróży jest oczywiście powodem do radości przez sam fakt bycia ładną dziewczyną, ale panna Wimmer była też cyruliczką, co jej towarzystwo czyniło jeszcze cenniejszym.
Rozejrzał się. Kogoś brakowało. Ojciec mówili, że będzie ich piątka.
Tymczasem uścisnął dłoń Adalberta i skinął głową w kierunku Elke. Zadała pytanie. A Ger akurat znał odpowiedź.

- Krote to niewielka wioska dwa dni drogi stąd. Trzy, jeśli pogoda się popsuje. Tamtejszy kapłan Taala poprosił Hrabiego o pomoc, ponieważ ktoś zaginął, a co ważniejsze, ponieważ złapano tam wiedźmę. Przynajmniej tak twierdzi mój ojciec - uśmiechnął się - a że to on czytał pismo od Baera, wspomnianego kapłana, pewnie tak właśnie było.
- Zapewne właśnie w związku z tym Hrabia nas tam wysyła. Choć po prawdzie nie wiem co mielibyśmy tam zrobić. Przeprowadzić śledztwo, wydać i wykonać wyrok w imieniu Hrabiego?
- dokończył pytaniem - W sumie... - zawahał się - w sumie to możliwe.
 
__________________
Aktywność ograniczona.
Ostatni: kiedy dacie radę
Hakon, pi0t, Gob1in, Stalowy
hen_cerbin jest offline  
Stary 07-02-2020, 20:53   #6
Rozmowy przy kawce
 
Avitto's Avatar
 
Reputacja: 47058 Avitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputacjęAvitto ma wspaniałą reputację
Witających się ludzi z dystansu kilkunastu metrów obserwował Garil w towarzystwie swego ojca i brata. Ich rozmowa ograniczała się do pomruków aprobaty bądź zdecydowanych warknięć przywołujących do porządku.
Młody krasnolud dobrze wiedział, jakie oczekiwania rodziny na nim ciążą. Sam we własnej głowie dorobił sobie drugie tyle. Od dłuższego czasu brał udział w interesach prowadzonych przez klan z ludźmi hrabiego. Odkąd usłyszał polecenie starszego by wyprawił się do Krote zachodził w głowę z kim przyjdzie mu tę podróż dzielić i w jakim charakterze.

Gdy rodzic z ukontentowaniem szarpnął ostatni raz za przewieszoną przez ramię Garila sakwę stwierdzając, że dobrze się trzyma pożegnali się. Krasnolud uściskał ojca, brata i rozeszli się w przeciwnych kierunkach.
Idący Garil wyglądał bardziej ludzko niż ktokolwiek w klanie. W tłumie młodych krasnoludów był najwyższy - za co jego matka winiła jedzenie hodowane przez rolników hrabstwa, w którym krasnoludy tymczasowo się osiedlili.
- Tylko bogowie wiedzą, jakie w tych bagniskach okolicznych potwory się legną, to i strawa podrzędna - wyrokowała następnie dodając, że po powrocie w góry “jagnięcina wróci do diety, aż młodemu broda zgęstnieje”.
Faktycznie, ciemnobrazowy zarost Garila dopiero się wysypywał. Krasnolud starał się wyglądać pośród pobratymców - nosił więc dłuższe włosy, które wiązał z tyłu głowy.

- Wyrok w jakiej sprawie? - Zapytał gdy dotarł do grupki ludzi, łapiąc ostatnie zasłyszane słowa.
- Jestem Garil Jotunnson - przedstawił się.
Pobieżnie zlustrował towarzyszy. Poczuł się niezupełnie przygotowany do drogi patrząc na obwieszonych przedmiotami ludzi. U jego pasa dyndała jedynie latarnia, reszta zmieściła się w tobołku. Nie bez satysfakcji zauważył też, że był chyba najlepiej w tym towarzystwie ubrany.
 
Avitto jest offline  
Stary 09-02-2020, 22:28   #7
 
hen_cerbin's Avatar
 
Reputacja: 74257 hen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputacjęhen_cerbin ma wspaniałą reputację
- Tak, tak, jesteście ludźmi hrabiego! - Richter senior tracił już cierpliwość, tłumacząc wszystko od nowa. - Macie przeprowadzić śledztwo, dostarczyć dowody na wiedźmowatość wiedźmy i znaleźć zaginionego poddanego naszego pana! Czego tu nie rozumiecie? No już, już, bo nie zdążycie do zajazdu przed nocą.
- Kto zaginął? - Zapytał krasnolud krótko i rzeczowo.
Nie nawykł do gonitwy za mrzonką a do wykonywania jasnych poleceń.
- Tego w liście nie było. Ojciec Vosgard wszystko wam powie.
- To jak powie, to się ruszmy, nie ma sensu tu sterczeć, skoro zarządca nie obsypie nas zbytnio odpowiedziami na nasze pytania - powiedziała Elke. Zastanawiała się, czy hrabia nie miał lepszych ludzi do tej roboty, czy po prostu śledztwo miało być tak prowadzone, żeby nie zostało doprowadzone do końca. Na razie nie zamierzała się tym przejmować.Skoro wzięła pieniądze, za punkt honoru postawiła sobie wywiązanie się z zadania najlepiej, jak umie. Chociaż na śledczą to ona pasowała jak świni siodło.
- Jak dla mnie możemy ruszać, Paszczak by się wybiegał na trakcie - odezwał się niziołek, chciał by jego przyjaciel dobrze rozprostował łapy.
- Ojciec Vosgard czeka na nas na miejscu - podpowiedział kobiecie Ritter junior, by nie dyskutowała. Ojciec tego nie lubił. Zwłaszcza, że jak się staruszek zeźlił… Gerhard nie zamierzał opisywać kompanom jak to w jego dzieciństwie pas bywał w robocie, ani tego, że ojczulek na starość zrobił się może nieco słabszy ale za to bardziej zgryźliwy. Miał nadzieję, że obejdzie się bez tłumaczenia, że zarządca posiadłości może na różne sposoby uprzykrzyć życie nie tylko synowi, ale i innym.
Polecenia były zresztą na tyle oczywiste, jasne i zwięzłe, że nie było na co czekać. Posłuchałaby kiedyś rozkazów Hrabiego. W najlepszym razie “Ritter, zrób tak żeby było dobrze”. Ger krótko i z szacunkiem pożegnał się tedy z ojcem, z pomocą Szaraka zapakował zapasy do juków i wsiadł na konia. Był gotów do drogi.
- Piękny konik, dobrze się nim zajmę Panie Gerhardzie - odezwał się rozczesując grzywę konia.
- Zieeeew… to ja pójdę przodem - rzucił Adelbert.
Krasnolud, nie zaczepiając nikogo, podjął marsz w ślad za jeźdźcem.
Elke nie pytając więcej o nic, ruszyła za towarzyszami. Przez głowę przelatywały jej przeróżne myśli, ale póki co wolała nie dzielić się nimi z tymi ludźmi. Może jeszcze będzie czas.
Poza zasięgiem wzroku ojca i mieszkańców podgrodzia zsiadł z wierzchowca, nie widząc powodu by go męczyć. I zaproponował, by co cięższe rzeczy przepakować do juków, po co się wszyscy mają męczyć.

***

Sprawa z wiedźmą wydawała się prosta, gorzej będzie z odnalezieniem zaginionego. W końcu skoro kapłan, przedstawiciel drugiego filaru władzy oskarżył kogoś o bycie wiedźmą to znaczy, że nią była. Bo jakże to tak, złapać i wypuścić, podważając zaufanie maluczkich do szlachty, duchowieństwa i bez mała całego systemu Imperium? Prosta droga do anarchii. Poszukiwania zaginionego mogą pójść gorzej. Hrabia P. nie był złym panem jak na szlachcica. Póki ludzie płacili podatki i nie wtrącali się w Jego życie był gotów na zrewanżowanie się tym samym. Sprawy swoich poddanych, o ile nie przeszkadzały mu w polowaniach i okazjonalnym dupczeniu służących ignorował. Jeśli chłop zaginął to trudno, w lasach są w końcu wilki, a mógł i po pijaku wpaść do stawu i się utopić. Ale jeśli uciekł z wioski to niedobrze. Hrabia mógłby się zeźlić. A tego nikt nie chciał. Cóż, w papierach porządek będzie, powiedział sobie Gerhardt.
 
__________________
Aktywność ograniczona.
Ostatni: kiedy dacie radę
Hakon, pi0t, Gob1in, Stalowy

Ostatnio edytowane przez hen_cerbin : 10-02-2020 o 23:16.
hen_cerbin jest offline  
Stary 13-02-2020, 15:52   #8
 
Ronin2210's Avatar
 
Reputacja: 12988 Ronin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputacjęRonin2210 ma wspaniałą reputację
To nie była typowa misja, a skład wybrany do jej realizacji był jeszcze mniej typowy. Tym niemniej, skoro hrabia wydał im takie polecenie poprzez swego zarządcę, nie dyskutowali długo. Syn zarządcy, towarzyszący im w podróży, wyjaśnił zresztą, że nie miałoby to sensu. Hrabia Pfaffenberger był jaki był.

***

Podróż do wioski trwała kilka dni, w tym czasie syn zarządcy okazał się bardziej ludzki niż jego ojciec, pozwolił przewieźć toboły na swoim koniu dzięki czemu wszystkim było o wiele przyjemniej podróżować.

Na postojach Bulcbelly szkolił swojego psa, rzucał mu przeróżne komendy i przyglądał się jak psiak stara się je czasem wykonywać. Paszczak za każdą dobrze wykonaną komendę dostawał kawałek suszonego mięsa, więc jego umysł był skupiony na ich wykonaniu.

Ujrzeli wreszcie sioło ze szczytu niewysokiego wzgórza. Rozciągał się stamtąd widok na dwadzieścia może chałup rozrzuconych bez ładu i składu po okolicy. Wokół widać było niewielkie pola pszenicy, ziemniaków i kapusty. Między budynkami biegały kurczaki, a na jednej z łąk pasło się spokojne stado owiec. Od zachodu wioskę opływał wartki strumień, po stronie wschodniej dolinkę zamykał gęsty las, urywający się gwałtownie, tworzący jasną granicę między puszczą, a polami i łąkami.

Szli od południa, pierwszym budynkiem, postawionym zaraz za linią drzew, była niewielka kapliczka. Bielona wapniem, z jelenim porożem zawieszonym nad drzwiami.
- Wygląda na to, że czczą tu Taala - powiedziała, podchodząc do kapliczki. Przyjrzała się jej, skinęła głową, a potem omiotła wzrokiem okolicę.
Adel odmówił na prędko pod nosem modlitwę do boga przyrody, prosząc go skromnie o dziczyznę. Oczywiście obiecując, że odda ku jego czci należną mu ofiarę.

- Nie dziwne to, wszak głównym przedstawicielem kasty kapłańskiej ma tu być sługa, bądź ojciec, zależnie od miejscowej nomenklatury, Władcy Zwierząt.
Bulcbelly nie wyznawał ludzkich bogów, lecz rozsądek nakazywał okazanie im szacunku, omiótł więc wzrokiem kapliczkę i skinął głową z uznaniem na znak dobrej woli, widział czasem że duzi ludzie tak postępowali przechodząc przed podobnymi miejscami.
- Paszczak, daj głos! - odezwał się w stronę swojego czworonożnego przyjaciela.
- Chyba nie ma sensu się tutaj jakoś długo zatrzymywać, prawda? - Elke spojrzała na pozostałych. - No chyba, że chcecie albo macie potrzebę, to wtedy jasne, nie ma sprawy.
Sama wolałaby już dotrzeć do tej wioski, ale może któryś z jej towarzyszy podróży wyznawał Taala i chciał spędzić przy kapliczce trochę czasu.
- Nie mitrężmy, znajdźmy tego hierarchę czym prędzej - zgodził się z cyruliczką Garil, na odchodne omiatając wzrokiem obiekt sakralny. Szarpnął za drzwi.
- Zamknięte? - Zdziwił się.
- Pewnie w wiosce mają klucz do kapliczki - Elke wzruszyła ramionami. - Może nie chcą, żeby obcy im się kręcili w środku. Albo ukryli tam jakieś zwłoki i nie chcą, żeby ktoś znalazł. Dopóki śmierdzieć nie zaczną - rzuciła żartobliwie do towarzyszy. - Chodźmy już, nie ma co tracić czasu.
- Zgadzam się, ruszajmy - odparł niziołek.

Ruszyli, w niedługim czasie docierając do pierwszych zabudowań. Wieśniacy przyglądali im się z ciekawością, bez widocznej wrogości, ale i bez wylewnych powitań. Ostrożność zawsze była w cenie, nawet w czasach pokoju. Gdzieś w centrum wioski widać było niedużą karczmę, z głową lisa wymalowaną na szyldzie wiszącym obok drzwi.
 
Ronin2210 jest offline  
Stary 18-02-2020, 08:23   #9
 
Umbree's Avatar
 
Reputacja: 27877 Umbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputacjęUmbree ma wspaniałą reputację
- Jak myślicie, gdzie znajdziemy kapłana? - Zastanawiał się Garil na głos jednocześnie rozglądając się wkoło.
Powoli drążyła go ciekawość. Co lub kto miał okazać się powodem ich przybycia?
- Myślę, że można zapytać w karczmie. Kto wie, może będziemy mieć szczęście i tam go zastaniemy?- Elke wskazała skinieniem głowy nieduży budynek z szyldem. Ruszyła w tamtą stronę spokojnym krokiem, jednocześnie rozglądając się po okolicy uważnie, ale nie przypatrując się zbyt nachalnie lokalnym.
Bulcbelly szedł luźnym krokiem przez wioskę, pogwizdywał ulubioną melodyjkę i machał przyjacielsko do miejscowych, a szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Adel rozglądał się uważnie patrząc na ręce tutejszych. Wątpił w to, że ktoś ośmieliłby się ich napaść, ale różnie to bywało na prowincji.
- Sprawdźmy zatem, co podają w tym miejscu. Piwa bym się napił - rzucił Garil i zapraszającym gestem skinął na towarzyszy a gdy dotarli do drzwi oberży przytrzymał im drzwi w sposób podpatrzony u ojca.
- Dziękuję, Garilu. - Elke uśmiechnęła się do niego ciepło i weszła do środka z pozostałymi.

Od wejścia w nozdrza wbiły im się zapachy alkoholu i pieczystego. Znaleźli się w przestronnej, pogrążonej w delikatnym półmroku głównej sali zastawionej długimi ławami, a przy kilku z nich zasiadali rozmawiający ze sobą i popijający piwo goście. Za szynkiem znajdującym się w głębi pomieszczenia kręcił się jakiś mężczyzna, najpewniej właściciel, a po prawej ujrzeli schody prowadzące na górę. Ścianę po lewej znaczył spory kominek, w którym leniwie pełgał delikatny ogień. Goście przybytku tylko na chwilę posyłali im zaciekawione spojrzenia, po czym wracali do swoich rozmów i zajęć. Wyjątkiem był staruszek o siwiuteńkich włosach, lekko zgarbiony nad swoim kuflem z pianą ściekającą po jego ściance.

Niziołek podszedł do szynkwasu i położył na nim kilka miedziaków - Kufel piwa dla mnie i miska polewki dla mojego przyjaciela, od razu powiem że jest bardzo grzeczny i tresowany, a jak coś to po nim posprzątam - odezwał się drapiąc Paszczaka za uchem.
- Poproszę kubek mleka, bądź zimnej wody, jeśli to nie problem - powiedziała, gdy niziołek skończył. Rozpytywanie o kapłana pozostawiła mężczyznom, jednocześnie rozglądając się od niechcenia po sali. A nuż zauważy coś wartego uwagi?
- Piwa dobrodzieju, byle ciemnego - rzekł Adel kładąc na ladzie kilka miedziaków po czym oparł się o nią uważając, żeby nie zahaczyć o sufit halabardą. Obserwował otoczenie w oczekiwaniu na trunek.

Gdy inni kupowali jedzenie i szukali kapłana, Gerhardt rozpytał o sołtysa. Grzeczność wymagała by się przedstawili miejscowej "władzy". Nawet jeśli będzie to ciemny chłop, miał u miejscowych posłuch i szacunek, a jego i ich współpraca znacząco ułatwią misję. Zapewnienie sobie jego współpracy było więc ważne. Nim jednak dowiedział się czegoś o głównej osobie we wsi, podszedł do niego przyglądający im się wcześniej starzec, z jakby lekko zdziwionym wyrazem twarzy.
- Czy wy… Czy was… przysłał hrabia?
- A i owszem przyjacielu
- odezwał się serdecznie Szarak znad kufla piwa.
- Z kim mamy przyjemność? - zapytał Gerhardt.
- Jestem ojciec Vosgard - odpowiedział tamten. - A wy kim jesteście?
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 26-02-2020, 20:38   #10
 
theandrzej's Avatar
 
Reputacja: 0 theandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłośćtheandrzej ma wspaniałą przyszłość
- Z kim mamy przyjemność? - zapytał Gerhardt.

- Jestem ojciec Vosgard - odpowiedział tamten. - A wy kim jesteście?

- Bulcbelly Szarak, z tych Szaraków z krainy Zgromadzenia i mój wierny przyjaciel Paszczak - słysząc swoje imię pies podniósł wielki łeb znad miski.

- Elke Wimmer, cyruliczka - przedstawiła się czarnowłosa.

- Gerhardt Richter. Wasze pismo, ojcze, pozostawiło kilka pytań. Może później będzie okazja porozmawiać w mniej publicznym miejscu? - dodał zarządca junior.

Adel delektował się piwem. Jego mundur dawał jednoznaczną odpowiedź - nie widział potrzeby przedstawiania się.

- Garil z klanu Jotunnson, mieszkaniec Pfaffenbergu.

Kapłan Taala przesuwał wzrok po ich twarzach w miarę przedstawiania się kolejnych osób.

- Spodziewałem się… No tak, hrabia - starzec westchnął tylko. - Mogłem się spodziewać. No dobrze, posilcie się po podróży. Hans będzie tu miał gdzieś miejsce dla was. Skoro chcecie rozmawiać bez osób postronnych, zapraszam do kapliczki, będę tam na was czekał.

Krasnoludowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Chwilę wcześniej spostrzegł, ile oberżysta skasował Adelberta za napitek. W mig oszacował lokalne ceny i wspinając się na wyżyny kultury zamówił posiłek i piwo na dalszą drogę, targując się przy tym jak nakazywały dobre obyczaje. Karczmarz może nie znał tych obyczajów, albo po prostu nie był przyzwyczajony do prób obniżania cen.

- Dobrze, panie… - chyba nie był też pewny, z przedstawicielem jakiej rasy ma do czynienia - krasnoludzie. Dla was i waszych przyjaciół dam upust, w końcu w ważnym celu przyjechaliście.

Elke odprowadziła kapłana wzrokiem, a gdy zniknął z zasięgu wzroku, spojrzała po kompanach.
- No tak, sądził, że hrabia wyśle tu pewnie kogoś bardziej kompetentnego, niż nasza zbieranina. Oczywiście bez urazy, sama zastanawiam się, co ja tu robię. Gdybym tylko nie wzięła pieniędzy z góry za opiekę nad Pfaffim, echhh... - Westchnęła. Rozejrzała się leniwie po sali, a potem podeszła do szynku i do zamówionego wcześniej mleka domówiła kaszę z chlebem. Warto było mieć pełny brzuszek przed rozmową z Vosgardem. Może nie będzie tak źle, trzeba było myśleć pozytywnie.

- Miły dziadek z tego kapłana, jak dla mnie to dobrze będzie go wysłuchać i może czegoś dobrego się napić - dodał Szarak gdy kapłan zniknął im z oczu za drzwiami karczmy.

- Gdzie znajdziemy sołtysa… - zająknął się Gerhardt - eee, właściwie jak macie na imię? - zapytał oberżysty.

- Karl, młody panie - odpowiedział karczmarz, kładąc na stół zamówione wcześniej napitki. - Sołtys? To będzie pan Oppenkrote, mieszka o tam, w największej chałupie na brzegu wsi.
Palec niemal oskarżycielsko wskazywał na przybliżony kierunek, w którym rzeczonego sołtysa można by szukać.

- Karczmarzu, macie gnata wołowego na zupę? - Szarak położył na ladzie dwa miedziaki, kupi Paszczakowi dużą kość to ten się ucieszy i czymś zajmie.

- A nie ugryzie mnie aby? Albo kogoś innego? Na groźnego wygląda… Kość przyniesę, albo lepiej uwiążcie to bydlę.

- Pan się nie boi, jak ugryzie, to pomoc od razu jest na miejscu - powiedziała żartobliwie Elke i poklepała dłonią plecak. - Cyruliczką jestem, jakby jakieś problemy były, to pomogę. A z tym pogryzieniem, to żartowałam, proszę nie brać tego do siebie.

- Paszczak to bardzo ułożony pies, tresowany i usłużny - dodał Szarak. - No, kostka dla ciebie przyjacielu, bądź miły dla pana gospodarza.

Stary Karl nie wyglądał na całkowicie przekonanego co do swojego bezpieczeństwa w pobliżu wielkiego psa, ale kość w niedługim czasie przyniósł.
 
theandrzej jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169