Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-06-2007, 21:13   #1
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Na smoka!!

Lato w tym roku nadchodziło bardzo opieszale. Złośliwi twierdzili, że zapomniało o nas.
Miało panować już od półtora miesiąca a tu ani ciepła, ani słońca nie było widać. Pomimo tego, że było dopiero wczesne popołudnie, wieś tonęła w szarej mgle. Ani jeden promyk słońca nie przedarł się przez grubą zasłonę chmur. W obozie na polanie tuż za wioską, panował spokój. Wszyscy poruszali się w ślimaczym tempie, zbierając swoje tobołki i zasypując ogniska obozowe piaskiem. Dziś przed południem doniesiono o kolejnej napaści bestii i krótko po tym dano rozkaz do wymarszu. Co prawda rozkaz brzmiał „natychmiastowy wymarsz”, ale nikt niemiał już ani sił, ani nastroju. Tak pewnie będzie do momentu, aż któryś z dowódców nie przyjdzie, aby pogonić hołotę. Wszyscy dowódcy i oficerowie siedzieli teraz z karczmie „Pod źdźbłem trawy”- jedynym miejscem w wiosce gdzie dawali suche łóżko, ciepłą strawę i grzane piwo. Podobno mieli rozprawiać o sposobie na smoka, a prawda była pewnie taka, że grzali dupy przy kominku i klepali córki karczmarza po jędrnych pośladkach.
Od strony wioski gnał jeden z woźniców – Jaduel i darł się w niebo głosy trzymając jedną ręką podarte portki:
- Szybko!! Pośpieszcie się ludziska! Wyznaczyli kogoś, co ma mieć na nas baczne oko. Chcą jeszcze przed nocką wyruszyć! Mają podłe nastroje nasze dobrodzieje!- Skutek był natychmiastowy, w jednej sekundzie wszyscy zaczęli zwijać obóz w wielkim pośpiechu.
Chwilę później dało się dostrzec grupę idącą od karczmy. Jeden człowiek wysoki i potężnie zbudowany, brzęczał pełną zbroją płytową, obok niego w długiej niebieskiej todze szedł pewnie mężczyzna w średnim wieku. Nieco z tyłu przebierał szybciej nogami krasnolud z zarzuconym na ramię toporem i torbą z narzędziami. Szli w zamyśleniu do momentu aż któryś zdecydował się przerwać milczenie i rzekł…
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
Stary 01-07-2007, 10:51   #2
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Ktoś musiał ich ostrzec - powiedział krasnolud patrząc na w pośpiechu zbierających swoje rzeczy ludzi. - Może to i dobrze... - Krasnolud przebierał nogami jak szybko potrafił by nadążyć za dwoma towarzyszami. Khazad miał długą brunatną brodę, nie nosił hełmu, ale z każdym jego ruchem cicho dzwoniła kolczuga ukryta pod skórzanym kaftanem. Niósł oparty o ramie topór. Topór ten miał pojedyncze ostrze, a na samym ostrzu widniały tajemnicze runy i roślinne motywy.
Bogrim, bo tak miał na imię Khazad, przyłączył się do tej wyprawy by okryć się chwałą i sławą. Jednakże po wielu dniach pościgu coraz słabiej wierzył w dogonienie skrzydlatej bestii. Te wrażenie potęgował w nim widok zmęczonych i zniechęconych ludzi, który roztaczał się przed nim.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 01-07-2007, 16:21   #3
 
Mazurecki's Avatar
 
Reputacja: 54 Mazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodzeMazurecki jest na bardzo dobrej drodze
-Idę o zakład, że to jeden z woźniców który siedział pod karczmą. - powiedział głębokim basem Valles. Niech alarmuję, wyręczy nas. My tylko zabierzemy się za co bardziej opornych.
Szedł długim krokiem z Bogrimem i Aslainem w stronę obozowiska. Jego wzrost pozwalał na stawianie tak długich kroków, że niski krasnolud musiał niemal biec za nim. Zawsze był wielki.
Przez ciemne, lekko rozczochrane włosy zaczynała wyglądać nikła siwizna. Jego jasna twarz budziła zaufanie, wszystko w nim, od czubka głowy, przez ciemne oczy, po cholewy jego ciężkich butów, budziło zaufanie. Nawet zmarszczki, które zaczynały pojawiać się na jego czole i skroniach, wyglądały na poczciwe. Przypominał dobrotliwego barona, który, za stary na wyprawy ze zbójeckimi hulajpartiami, osiadł na bujanym fotelu w wiejskim dworku, by wieść spokojne życie. Efekt psuł nieco wojenny rynsztunek, nijak nie pasujący do obrazu poczciwca. Miecz przy boku, pełna płytowa zbroja, tarcza, przewieszona przez plecy, z wymalowanymi Trzema Krukami - jego herb klanu - to wszystko sprawiało, że podświadomie wszyscy unikali zadzierania z nim.
Tak jest, zbierać się, lenie! - zawołał w stronę obozu.
 
__________________
"Sousa kanashimi wo yasashisa ni
Jibun rashisa wo chikara ni
Kiminara kitto yareru shinjite ite
Mou ikkai! Mou ikkai!"

Ostatnio edytowane przez Mazurecki : 01-07-2007 o 21:15.
Mazurecki jest offline  
Stary 01-07-2007, 23:32   #4
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 85 Lorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znany
Aslain

- Wydawanie poleceń najemnikom zostawiam w waszej pieczy, – Powiedział mężczyzna o wyglądzie południowca. - ale jeżeli chcielibyście znać moje zdanie, to powiem, że zmęczony żołnierz, to niesprawny żołnierz. Jeżeli ci ludzie mają jutro stawić czoło smokowi, powinni do tego czasu dobrze wypocząć i nabrać sił.
Jego śniada cera mogła sugerować, że czuł się tutaj obco. Białe zaczesane do tyłu włosy, spięte dużą srebrną klamrą, wykonaną zgodnie z kunsztem arabskich mistrzów oraz biała jak mleko krótka broda skręcona w kłębki i supełki, dodawały mu wieku, choć rysy twarzy i zielone oczy zdradzały po uważniejszym przyjrzeniu się, że nie ukończył jeszcze nawet 30-tu lat. Aslain miał nieco ponad 5 i pół stopy wzrostu, co przy dość niewielkiej wadze i szczupłej sylwetce czyniło z niego nie rzucającego się w oczy mężczyznę. Zwykle nosił długą, zwiewną, błękitną togę obszytą magicznymi formułami. Długie, szerokie rękawy skrywały nieduże dłonie ozdobione trzema pięknymi pierścieniami. Szyję jego zaś zdobiły różnej maści wisiory i amulety zawieszone na rzemieniach – zazwyczaj skryte pod togą. Za pas z błękitnego jedwabiu miał wsunięty jedwabny wachlarz z jednej, a żelazną różdżkę z drugiej strony. Na stopach nosił lekkie, miękkie wygodne buty z koźlęcej skóry.
Idąc niósł w lewicy laskę Niebiańskiego Collegium (prosty drewniany kij, zdobiony magicznymi znakami, okuty miedzią, z małą lunetką zamontowaną na szczycie), prawicę zaś opierał na rękojeści wspaniałej, srebrnej, arabskiej szabli.
 

Ostatnio edytowane przez Lorn : 02-07-2007 o 12:15.
Lorn jest offline  
Stary 02-07-2007, 19:42   #5
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
Krasnolud próbował nadążyć za ludźmi i rozglądał się wokół. Patrzył na krzątających się żołnierzy i zastanawiał się nad słowami maga. Żołnierze istotnie wyglądali nie najlepiej. Na ich twarzach Bogrim nie zauważył radości spowodowanej widokiem inspekcji.
- Nikt nie mówił, że będą wciąż odpoczywać - burknął po chwili ciszy. - W końcu za coś im płacą. Jeśli są zmęczeni to niech do matek wracają. - To powiedziawszy splunął na ziemię.
- Gdyby tu byli moi kamraci, to pokazaliby tej hołocie jak się ściga takie stwory. - Inżynier ubolewał nad tym, że wśród wszystkich oddziałów nie ma chociaż jednego oddziału Khazadów. Na początku pościgu za smokiem próbował uświadomić szefowi tej wyprawy, że nie wynajęcie choćby jednego oddziału krasnoludów jest błędem. Przecież, jak Bogrim argumentował, jego rodacy jak nikt inny znają się na zabijaniu takich bestii. Popierał to licznymi opowieściami, ale na nic to się zdało. Ubolewał nad tym przez dłuższy czas i przy każdej niemal sposobności przypominał innym o tym fakcie. Teraz jednak już się z tym pogodził, co nie oznacza, że nadal uważa to za największy błąd w organizacji tej wyprawy.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 07-07-2007, 00:38   #6
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
Obozowisko wciąż spowite było mgiełką. Zmusiło to ich do obejścia polany w około, aby upewnić się, że każdy wykonuje należycie swoją pracę. Cała trójka z ulgą przyjęła chłodne, orzeźwiające powietrze. Było ono o wiele bardziej miłe ich naturze, niż stęchły smród karczmy, na który byli skazani od poranka.
Zadanie, które im przydzielono z całą pewnością nie przysporzy im przyjaciół. Wojownicy, których mijali, obrzucali ich spojrzeniami, których nie powstydziłby się bazyliszek. Zmęczeni i zniechęceni ludzie, mrucząc coś pod nosem, zabierali się do pracy na ich widok. Zbite grupki szepczące coś między sobą, rozchodziły się. Wokół unosiła się aura spisku. Na pewno nie jednemu z nich przyszło na myśl przerobienie tego oddziału na bandę zbójecką. Wojownicy o mniejszej ambicji, na pewno zadowalali się myślą o dezercji. Morale całego oddziału były niebezpiecznie niskie i malały z dnia na dzień.
Dowódca oddziału Sirgiein de Rouzjel zdawał się nie zauważać tego. W gruncie rzeczy po części przyczynił się do takiego stanu. Ani razu nie pofatygował się, aby spędzić trochę czasu z najemnikami. Otaczał się tylko gronem swych doradców i oficerów. Tłumaczył to słowami: ”Nie będę się zadawał z pospólstwem.”

Pogrążeni w myślach, nawet nie zauważyli, kiedy zatoczyli krąg wokół obozu. Wszystko wyglądało na to, że za dwie godziny oddział będzie gotowy do drogi. Ich rozmyślania przerwały krzyki kobiety:
- Gdzie się kurwa z tym pchacie?! To nie na ten wóz debile! Wozy z żywnością stoją tam! Chcecie, aby połowę oddziału wybiła zaraza?! Pieprzeni amatorzy!!
Młoda niewiasta stojąc na wozie, wymyślała coraz to nowe i oryginalniejsze wyzwiska, którymi obrzucała tragarzy. Chcąc nie chcąc wszyscy w około dowiedzieli się o jej podejrzeniach odnośnie prawości zawodu ich matek, babek i prababek. Każdy z pachołków, utkwiwszy spojrzenie w ziemi, zabrał swój pakunek i bez słowa ruszył we wskazanym kierunku. Nikt nie dałby sobie tak nawtykać, ale każdy już znał Nari Weils. Wielu na własnej skórze przekonało się, że zadzieranie z nią kończy się w najlepszym wypadku upokorzeniem.
Zeskoczyła z wozu i posłała zuchwały uśmiech swym obserwatorom. Zaczesała palcami swoje długie, rdzawe loki w kuc z tyłu głowy i obwiązała je rzemieniem. Zabrała się za zaprzęganie koni. Szło jej to niezwykle sprawnie i szybko. Zgrabna panna ubrana była w skórzany strój podróżny. U boku nosiła zdobiony, jednoręczny miecz, niepasujący do ubioru ani tego, czym się zajmowała. Krążą pogłoski, że włada nim znakomicie, chociaż jeszcze nikt tego nie widział. Nie ulegało najmniejszym wątpliwościom, że była najładniejszą przedstawicielką płci pięknej w tym obozie. Nie było to piękno mistyczne, nie miało w sobie nic z Elfa. W każdej wsi można było spotkać, choć jedną tak urodziwą dziewczynę, piękną w swojej prostocie. Jej porywczy charakter dodawał całości nieco pikanterii.
Zrobiła parę kroków w stronę nowo przybyłych i powiedziała:
- Całe szczęście, żeście się zjawili. Bałam się, że zwijanie obozu zejdzie do nocki. Dopiero od paru chwil przyłożyli się żwawiej do roboty. Wcześniej wszyscy poruszali się w tempie kulawego osła. – powiedziała rzucając pogardliwe spojrzenie w stronę obozu.
- Zastanawiam się, co z tym smokiem? Istnieje on naprawdę czy to tylko bujda? – zapytała z nutka ironii.
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.
Kmil jest offline  
Stary 07-07-2007, 12:59   #7
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Wciąż dochodzą do nas słuchy, że bestia ta wsie pali i ludzi wyrzyna - powiedział zbliżając się do kobiety. Zbliżając się do niej przyglądał się jej dokładnie. Jej uroda nie robiła na nim żądnego wrażenia. W ogóle uroda żadnej ludzkiej kobiety nie robiła wrażenia na Bogrimie. Widząc miecz wiszący przy jej pasie zapytał wskazując na miecz:
- Potrafisz tego użyć? - Naprawdę ciekawiło go to czy posiada ona takie umiejętności. Nie spotkał jeszcze żadnej złotowłosej, która potrafiłaby dobyć miecza, oczywiście pomijając kobiety krasnoludów. Umiejętności tych drugich były mu znane bardzo dobrze. Sam na własnej skórze przekonał się o nich, gdy dopiero uczył się walki wręcz. Tamta Khazadka na imię miała Auda. Temperament miała porywczy jak sztorm na morzu rozbijający statki o przybrzeżne skały. Bogrim już nie pamięta w jaki sposób podpadł dumnej Audzie, ale doskonale pamięta jakie cięgi dostał w pojedynku do jakiego doszło między nimi. Fakt faktem Bogrim nie potrafił w tedy jeszcze poprawnie władać toporem, jednak nie zmniejsza to podziwu jaki wyniósł on z tej walki dla szermierczych umiejętności Audy.
- Dobrze spotkać kogoś kto jeszcze nie myśli o dezercji - rzekł nie czekając na odpowiedź dziewczyny na jego wcześniejsze pytanie. - Powiedz to u się dzieje. - Rozejrzał się wokół spoglądając na wozy i ludzi zebranych przy wozach.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 09-07-2007, 01:28   #8
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 85 Lorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znany
Aslain

Mag słyszał już nie raz o dumie i hardości krasnoludów, zatem uśmiechnął się tylko do siebie pod nosem, na taką reakcję właściciela topora. Przebijająca się w słowach Khazada zaciekłość, wyrażana w każdej wypowiadanej sylabie, potwierdzała to wszystko, czego kiedykolwiek doświadczył w kontaktach z tą ciekawą rasą. Odmienność poglądów nie skłoniła go jednak do podjęcia dyskusji. Zależało mu wyłącznie na powodzeniu misji, a sposób traktowania najemników i pracowników taboru, było daleko poza jego prywatną sferą zainteresowania. Cel był jasny i wspólny – zabić smoka, a że cel uświęca środki, pozostałe kwestie miały dlań charakter drugorzędny.
Kiedy dotarł do obozu jego oblicze było chłodne i bez emocji tolerował ponure spojrzenia żołnierzy.
Był tu obcy dla wszystkich, zachowywał więc dystans w kontaktach z innymi. Poza tym nie stało się jak dotąd nic, co by wzbudziło w nim uczucie sympatii do kogokolwiek. Raz jeden został przedstawiony dowódcom oraz pozostałym doradcom, jako „Mistrz Aslain, magister magii z Niebiańskiego Collegium w Altdorfie”.

Magowie nigdy nie byli pożądanymi kompanami do żołnierskich rozmów. Zwykli ludzie zwracali się do niech wyłącznie w ostateczności, wtedy, kiedy już naprawdę musieli, zazwyczaj kierowani obawą przed ich magią lub strachem przed czymś z zewnątrz.
Zła sława magów, będąca wynikiem zamierzchłych polowań na czarownice, czarnoksiężników sprzysiężonych z mrocznymi bogami, działań nieobliczalnych magów wojennych oraz porywczych i często wręcz agresywnych magów Ognia, rzucała cień na całą resztę adeptów magii, nastrajając do nich nieprzychylnie większą część prostych ludzi. A tam, gdzie strach i obawę udało się ostatecznie przełamać pozostawał zawsze respekt do tej podejrzanej kasty uczonych.

Stąd też, nikt bez ważnego powodu, nie zawracał Aslainowi głowy zwykłymi pytaniami, woląc zawsze skierować się z nimi do innych, „normalnych” doradców hrabiego. Jeżeli jednak już ktoś zdecydował się zwrócić się z czymś do maga, nigdy nie zapominał o właściwej tytulaturze. Skoro sam Hrabia Sirgiein de Rouzjel nazywał maga – Mistrzem Aslainem, okazując mu w ten sposób szacunek, nikt nie próbował postępować w tej kwestii inaczej.
W ciągu całej podróży nie licząc rozmów z dowódcami i pozostałymi członkami Rady, tylko kilka razy zwrócono się do niego, a pierwszą z tych osób była właśnie ta, pewna siebie kobieta, Nari Weils, której podniesiony głos rozlegał się właśnie po całym obozie.
Tym razem, kiedy woźnica zwróciła się do nowoprzybyłych, wyraźnie nie skierowała swoich słów do maga, a przynajmniej tak zostało odczytane jej poufałe zachowanie. Aslain, mimo jej niewątpliwej urody, a była ona kobietą równie piękną, co wulgarną, minął ją bez słowa i podszedł zdecydowanym krokiem do tragarzy, zostawiając z nią swoich towarzyszy. Słowo „zaraza”, jakie usłyszał z ust Nari, zaintrygowało go na tyle, że osobiście zdecydował się sprawdzić istotę awantury.
- Co tam macie w tych pakunkach? Czy, aby na pewno wiecie, co z tym zrobić? – powiedział stając tragarzom na drodze do wozów.
Następnie, kiedy otrzymał odpowiedź udał się do wozu Nari i zajrzał do środka, próbując wytłumaczyć sobie jej impulsywne zachowanie.
 

Ostatnio edytowane przez Lorn : 10-07-2007 o 19:44.
Lorn jest offline  
Stary 20-07-2007, 01:13   #9
 
Kmil's Avatar
 
Reputacja: 36 Kmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodzeKmil jest na bardzo dobrej drodze
- Ha! Mości krasnoludzie! Pokaż mi tylko jakąś bestię do ubicia, a na własne oczy zobaczysz jak władam tą bronią. – powiedziała zuchwale biorąc się pod boki i szczerząc swoje białe zęby. - Co do obozu, to od teraz wszystko pójdzie gładko. Słońce powinno jeszcze być wysoko jak ruszymy. Niestety, nastroje naszej kompanijni, nie są za ciekawe. Ja myślę, że jeszcze dzionek, góra dwa i zacznie się dezercja, albo coś jeszcze gorszego. Wielu z tych wojowników zaznało już życia awanturnika i rewolta to dla nich nie pierwszyzna. – mówiąc to bacznie obserwowała swoich zwierzchników. Momentami zerkała też na maga, który w między czasie zdążył dowiedzieć się od nieco wystraszonych i uległych tragarzy o zawartości ich pakunków. Składało się na nie w większości pieczywo i nie, co warzyw, głównie kapusta. Odkrywszy płachtę wozu i zajrzawszy do środka, Aslain zachłysnął się nieprzyjemnym zapachem wydzielanym przez załadunek. Smród ten przywodził na myśl bardzo nieświeże mięso. Jednak, pewności nie miał, gdyż jedyne, co dostrzegł w pół mroku to zarys dużych beczek powiązanych linami. Gdy odwrócił się od wozu, trafił na jej spojrzenie. Wpatrywała się w niego swoimi jasno-migdałowymi oczyma pozbawionymi strachu, wyrażającymi hardość jej ducha.
- Padlina – powiedziała wyprzedzając jego pytanie. – Dotarła dzisiaj nad ranem, na rozkaz naszego dowódcy, barona. Ja tam się nie pytałam. Nie moja sprawa. Chociaż mnie to wygląda na przynętę. A co pan myśli Mistrzu Aslainie? – zapytała.
 
__________________
Pośród ludzi stoję ,
Lecz ludzie dla mnie drogi nie wydepczą
I nie z ich myśli idą myśli moje.

Ostatnio edytowane przez Kmil : 20-07-2007 o 01:16.
Kmil jest offline  
Stary 20-07-2007, 17:58   #10
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Pewnie tak - powiedział Krasnolud nie czekając na odpowiedź maga. - Lepiej dorwać tą bestie gdzieś na szczerym polu, by móc ją okrążyć niż walczyć z nią w jakiejś pieczarze.
Bogrim uśmiechną się lekko do dziewczyny. Polubił ją za jej charakter. Zawsze było dobrze mieć w kompanii osobę, która nie nudziła się zbyt szybko długimi wyprawami. Nawet jeśli była to kobieta.
- Wydaje mi się, że jakoś się zbiorą jeszcze dziś - rzekł zwracają się dwóch towarzyszy inspekcji. - Trzeba nam już chyba wracać i złożyć raport.
Tak naprawdę to poczuł się głodny i chciał wracać by móc się posilić. Nigdy nie lubił głodować. Uważał, że na głodniaka nie da się walczyć. Oczywiście bywają sytuacje gdy o jadło jest trudno, ale jeśli można to trzeba napełnić brzuch. W tedy ramię jest silniejsze i zbroja lepiej leży, no i umysł jaśniejszy. Głód nigdy nie był przyjacielem Bogrima, dlatego z niecierpliwością czekał na reakcję towarzyszy.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166