Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-08-2007, 20:20   #1
 
Yoda's Avatar
 
Reputacja: 18 Yoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znany
Tajemnica Schwarzdorfu

W Schwarzdorfie padało już od ładnych paru godzin. Ulice świeciły pustkami. Natomiast karczma Płonący Goblin wręcz przeciwnie. Zatłoczone pomieszczenie pełne było wesołych mieszkańców. Gdzieś jakiś pijak leżał pod stołem, gdzie indziej łaciaty terier sikał pewnemu niziołkowi na buty, w stoliku w kącie łysy staruszek z opaską na jednym oku wszczynał bójkę prawdopodobnie ze swoim rówieśnikiem a w całym tym zgiełku zręcznie lawirowała między stolikami blondynka o kręconych włosach i obfitych kształtach.
Być może powodem tego był cholerny ziąb jaki zawsze panował nocą w tych okolicach a może ludzie po prostu czuli się bezpieczniej siedząc w ciepłym budynku… Niby jak na razie potwór atakował tylko dziatwę ale kto wie czy szybko nie zmieni swoich upodobań kulinarnych…wczoraj znaleziono małą Heidi…koszmarny widok ale jeszcze gorsze były zrozpaczone oczy jej ojca…Trwa to już ze trzy pełnie i wygląda na to że jeszcze trochę potrwa…
Niby wszystko w karczmie wygląda normalnie ale po bliższej obserwacji można było zauważyć że wszyscy są trochę spięci i nerwowi, piwo w kuflach jakieś mętne a blondowłosa kelnerka z trudem ukrywa smutek. Jedynie karczmarz - muskularny krasnolud ze złamanym nosem i piwnymi oczami – zdawała się nie przejmować całym tym zgiełkiem i dalej z uporem maniaka „czyścił” kufle siarczyście spluwając na szmatkę i używając jej do polerowania naczyń. Nagle drzwi do karczmy otworzyły się i zimno wypełniło pomieszczenie. Do Płonącego Goblina wszedł już nie pierwszej młodości wysoki mężczyzna w czerwonym mundurze z dwoma młodszymi towarzyszami. Podszedł do blondowłosej i powiedział jej parę słów na ucho na co ona krzyknęła zrozpaczona: -Ale…ale on jest niewinny! On by nigdy tego nie zrobił!
Strażnik odparł tylko –Przykro mi Joano… i wyszedł z karczmy. Karczmarz podszedł do zapłakanej kobiety i powiedział czule –Idź do domu dziecinko, dzisiaj masz już wolne. No idź! Ja sobie poradzę. Odprowadził kobietę na zaplecze po czym z ciężkim westchnieniem rozejrzał się po sali. Napotkał wzrokiem stolik przy którym siedzieli jacyś nieznajomi. „I znowu będzie to samo” – pomyślał i zaczął iść w ich kierunku.

Johann Właśnie wychodziłeś ze swojego pokoju na piętrze. Przybyłeś przed paroma godzinami i pierwsze co zrobiłeś to położyłeś się spać. Teraz nadeszła pora by coś przekąsić. Schodząc schodami na dół usłyszałeś kobiecy krzyk i szloch. Rozglądałeś się za jakimś wolnym miejscem gdy zauważyłeś swojego sąsiada z pokoju obok który siedział sam przy pustym stole.

Berthold Mordragon Dopiero co skończyłeś pracę. Głupiutką dziedziczkę majątku grafa z Bogenhafen musiałeś odprowadzić pod same drzwi pałacu. Tak bardzo śpieszyłeś się do karczmy że potrąciłeś wychodzącego z niej kapitana strażników w Schwarzdorfie. Przeprosiłeś i wszedłeś. Tej nocy musiałeś się napić…

Giles de Relian Siedzisz w tej karczmie już od ładnych parunastu minut i mimo to nie zostałeś jeszcze obsłużony. Przybyłeś tu wczoraj późno w nocy i chyba jeszcze trochę tu posiedzisz. Nie tak łatwo wyleczyć kulawiznę u konia. Dzisiaj mają ruch jak w Altdorfie ale miałeś szczęście i udało Ci się zająć pusty stolik. Jednak już po paru chwilach z zadumy obudził cię męski głos z pytaniem czy można się dosiąść.

Rupert von Cadaver Przekroczyłeś próg karczmy przed paroma minutami. Widziałeś bardzo dokładnie całe to dziwne zajście choć cały czas rozglądałeś się kątem oka za jakimś wolnym miejscem. W końcu znalazłeś stolik przy którym siedziała tylko jedna osoba. Podszedłeś szybko bojąc się że ktoś cię ubiegnie.

Edgar (dojdzie później)
 
__________________
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein

Problemy z komputerem i Internetem – przepraszam wszystkich. Wkrótce się odezwę.
Yoda jest offline  
Stary 17-08-2007, 21:17   #2
 
Mordragon's Avatar
 
Reputacja: 42 Mordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodze
Po odburknięciu kapitanowi strażników, Berthold dość powoli i ostrożnie wkroczył do karczmy.
Początkowo blask światła sprawił, że delikatnie przymrużył oczy i stanął niczym w amoku, by przyzwyczaić wzrok, a i również węch. „Kolejna z jednych zapyziałych dziur” – pomyślał zanim jeszcze dokładnie zdołał obejrzeć całe te towarzystwo i ogólnie panujący zamęt. Pomimo tego, że Berthold miał chwilowe problemy zaakceptowaniem Płonącego Goblina to oczy osób siedzących w karczmie – chodź mętne i nie pierwszego piwa czy miodu – mogły ujrzeć średniego wzrostu i średniej postury młodzieńca, niewyróżniającego się zbytnio od innych imperialnych podróżnych w jego wieku. Twarz dosyć smukła i wąska zdobiła maleńka bródka pod ustami i grzywka przesłaniająca niedbale czoło. Jego kruczoczarne włosy ułożone w nieładzie zakrywała niewielka czapka uwieńczona piórkiem.
Ciało Bertholda zdobiła skórzana kurta, trochę zużyta i zniszczona, ale wyglądała na dobrze pełniącą swoją rolę. Przez plecy miał przewieszony łuk i kołczan; u jednego boku do pasa był przytwierdzony nieduży może estalijski miecz, a u drugiego bicz…. Wyglądem przypomina zwykłego młodego podróżnika, który albo uciekł z domu, albo znudziły mu się nudne czasy żaka na uniwerku w Altdorfie.
Pomimo tego, że wzrok powinien się już przyzwyczaić, to Mordragon stał chwile nieruchomo. Oczy jego skupione na pobliskiej ścianie – jakby mogły dojrzeć coś ciekawego,- wytrącił dopiero widok idącego w stronę stolików, czym prędzej zatem udał się do jednego z nich, tego najpustszego. Zauważył szybko stolik gdzie siedziały tylko dwie osoby:
- Można? - spytał bardzo powoli. Nie czekając na odpowiedź usiadł, wszakże takie pytanie powinno się traktować jako retoryczne. W oczekiwaniu na karczmarza siedział spokojnie, nie wadząc nikomu. Wpatrzony w podłogę, jakby szukał czegoś lub jakby chciał się odizolować, siedział nie zważając na stolikowych współtowarzyszy.
„Może być dzisiaj ciężko o spokój… cicho!.. ten krasnolud nie poderżnie mi gardła….” – pomyślał. Na razie nie musiał martwić się o pokój czy nocleg, nawet nie przejmował się koniem, którego zostawił w pobliskiej stajni, wszakże to dopiero będzie jego pierwsza butelka…. Jeszcze wszystko może się zdarzyć.
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!

Ostatnio edytowane przez Mordragon : 18-08-2007 o 20:29.
Mordragon jest offline  
Stary 18-08-2007, 15:28   #3
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 685 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Johann powoli schodził w dół schodami, po drodze rozglądając sie za wolnym miejscem, jedyne jakie zauważył było przy stoliku człowieka z sąsiedniego pokoju. Blask świec powodował, że jego skóra wyglądała złotawo jego kruczoczarne włosy wyraźnie odcinały się od jego cery. Zazwyczaj nosił na sobie kolczugę, hełm i nogawice, Ale teraz zostały one w zamkniętym pokoju, podróżował w nich tak długo, że pozbycie się ich na chwilę było miłą odmianą. Na rękach nosił rękawice z zielonej skóry i pierścień z zielonym kamieniem.
Postanowił, że weźmie swój miecz, nie było to jakieś wyszukane ostrze, ot wypróbowany niejednokrotnie długi miecz. Błysk przy pasie zdradził, jeszcze jedną broń były to noże do rzucania. Nigdy nie przepadał za łukiem i kuszą, zbyt długo trwało zakładanie cięciwy, nożem można rzucić błyskawicznie, jedyną wadą jest jego mały zasięg.
Johann skierował się w stronę stolika sąsiada zastanawiając się czemu w karczmie o tej porze jest tak cicho. Nie widział nawet jednej pijanej osoby.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej
John5 jest offline  
Stary 19-08-2007, 20:00   #4
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Giles od dłuższego czasu siedział przy stole, lecz jeszcze nie został obsłużony. W innym wypadku zirytowałoby go to bardzo, ale w tej chwili myśli jego błądziły daleko. Rozmyślał nad tym jak się znalazł w tym zapomnianym przez bogów miejscu. Rozmyślał nad tym jakież to zadanie miała dla niego Pani w tej niegościnnej krainie. Wizje, które w pierwszej części wyprawy kierowały jego krokami zdarzały się coraz rzadziej. Przypomniał mu się historia sir Gorfyka de Miraj, jego wizje też były w pewnych częściach wyprawy w Krainy chaosu niewyraźne zawsze jednak zwiastowało to nadchodzące kłopoty. Kłopoty zresztą już zaczęły go nękać. Najpierw nie zdążył na miejsce zbiórki wojsk zmierzających przeciwko armii Arhaona. Potem jego Firno okulał na tych okropnych imperialnych drogach. „Cholera jak nic kilka dni mi tu zejdzie strawić zanim się to wyleczy” pomyślał z frasunkiem zsuwając czepiec kolczy na szyję. Stali bywalcy z ciekawością przyglądali się zafrasowanemu młodzieńcowi. Przed nim na stole leżał długi miecz, który co jakiś czas obracał w zamyśleniu. Odziany był w kaftan kolczy, pod którą miał skórzaną kurtę. Zielone zamyślone oczy młodzieńca lustrowały karczmę nie zatrzymując się nigdzie dłużej wzrokiem. Wtem do młodzieńca podeszli w krótkim odstępach czasu dwaj podróżni. Pierwszy widząc, iż młodzieniec zamyślony nie odpowiada przysiadł się do stołu. Giles usłyszał dopiero pytanie drugiego.
- Ależ oczywiście siadajcie przepraszam was za me zachowanie alem zamyślił się. Jestem Giles de Relian, ale widzę, iż karczmarz ku nam zbliża się. Mam do pogadania z tym jegomościem. – to mówiąc podniósł się za stołu kciuki założył za szeroki rycerski pas obciągając go w dół.
- Gospodarzu, a cóż to za obyczaje u ciebie panują, nie przerywaj mi jak mówię – widzą, iż karczmarz szykował się do wypowiedzi.
- Cóż to ma znaczyć żeby goście musieli czekać na obsługę, no co za obyczaje nie przerywaj mi jak mówię – młodzieniec, aż zrobił się cały czerwony z oburzenia słysząc nieporadne próby karczmarza przerwania jego tyrady.
- Mógłbym jeszcze zrozumieć gdyby chodziło o byle, jakiego chłopskiego chmyza, ale taki traktament wobec pasowanego szlachcica, uważaj abym nie kazał cię oćwiczyć pachołkom miejskim. No dobrze nie przepraszaj już popraw się i natychmiast podaj mi dzban wina najlepszego, jakie masz i gulasz, ale biegusiem.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 19-08-2007 o 20:57.
Cedryk jest offline  
Stary 19-08-2007, 21:03   #5
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 56 Manji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodze
Rupert von Cadaver

Do karczmy Płonący Goblin wszedł młody człowiek, dośc wysoki, szczupły. Długie, czarne włosy miał upięte w koński ogon, jego czujne zielone oczy szybko obadały wnętrze, po czym gdy znalazł siedlisko szybko skierwał tam swe kroki. Poruszał się szybko, krokiem sprężystym. Ubrania skórzane, typowe dla ludzi lasu. Lecz przy lewym boky wisiał rapier, a raczej odmiana pałasza łudząco przypominająca rapier. Kolejną bronią był łuk, przewieszony przez plecy. Płaszcz był zwiniety.

-Rupert von Cadaver jestem. Widzę, że wyborne towarzystwo przy tym stole zasiada. Uśmiechnął się.

Czekał na dalszy rozwó wypadków. Miał wiele czasu.
Spogladając w płonący ogień w kominku, wspomnienia powróciły.
Znów widział płonące chaty, czuł smród spalonych ciał. Zamknął oczy lecz wciąz to wszystko widział, ba, nawet słyszał jęki konających. Próbował się ze wszech sił starac ukryc emocje. Lecz co bystrzejszy obserwator mógł dostrzec lśniące od łez oczy Ruperta.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.
Manji jest offline  
Stary 19-08-2007, 23:13   #6
 
Yoda's Avatar
 
Reputacja: 18 Yoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znany
Karczmarz podszedł do stolika przy którym siedziało trzech młodzianów o kruczoczarnych włosach i jeden blondyn który właśnie wściekał się na właściciela tego przybytku. Krasnolud przeczekał z miną starego woja aż młodzian się „wykaże”. Nie ma to jeszcze chyba z 20 lat a mówi jakby był samym Imperatorem. Ale każdy klient nawet ten najbardziej upierdliwy to trochę złota w sakiewce. Gdy młodziki skończył karczmarz odezwał się uprzejmym głosem choć widać było że go sporo kosztuje aby nie trzepnąć przemądrzałego blondasa
-Witam panów w moich skromnych progach. Zwą mnie Drumin Krzywonosy. – skłonił się lekko i zwrócił się do Gilesa -Nie wiem panie jakie obyczaje panują tam skąd przybywasz ale u nas niegrzecznie jest lekceważyć gospodarza w jego własnym domu. –muskularny krasnolud ze złamanym orlim nosem pod którym miał czarną brodą zaplecioną w dwa warkocze wyglądał groźnie a jego piwne oczy iskrzyły się jak dawniej gdy był młody i tępił zielonoskórych.
Z gulaszem nie będzie problemu ale z „biegusiem” może być pewien - powiedział przez zaciśnięte zęby. –Z winem i innymi alkoholami też mogą być problemy-zwrócił się do wszystkich -Panowie wybaczą ale chwilowo mogę zaoferować jedynie sok klonowy, wodę albo…bimberek roboty Jednookiego Bruna, tutejszego rybaka.-dodał trochę ciszej.
Widząc że blondas chce coś powiedzieć bynajmniej miłego dodał -Hola, hola panowie! Wcale mi nie do żartów. Cztery dni temu Victor…znaczy się Jego Wysokość Victor von Orslem wprowadził chwilowy zakaz sprzedawania alkoholu. Z powodu żałoby…Widzicie panowie dziwne rzeczy się u nas dzieją… Ale dajmy spokój tym sprawom. Dosyć ludzie mają w dzisiejszych czasach zmartwień by jeszcze cudzych słuchać. –spojrzał lekko na Ruperta, chyba tylko karczmarz zauważył jego łzy –To co panom przynieść? Gulasz raz i co jeszcze?
 
__________________
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein

Problemy z komputerem i Internetem – przepraszam wszystkich. Wkrótce się odezwę.
Yoda jest offline  
Stary 19-08-2007, 23:46   #7
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 685 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Johann z ciekawością spojrzał na krasnoluda, widział on już wiele takich jak on. Gdy są młodzi prowadzą awanturniczy tryb życia, a ci którym się poszczęści; ci którzy przeżyją i uzbierają trochę grosza, otwierają karczmy takie, jak ta. Z doświadczenia wiedział, że lepiej ich nie drażnić, pozornie niegroźni, lecz w walce okazywali się groźnym wrogiem, dla wielu zbyt groźnym.

Spokojnie sir Giles'ie ten tu karczmarz z pewnością nikogo nie chciał znieważyć, po prostu w karczmie jest zbyt wiele osób by wszystkich na raz obsłużyć. Jestem pewien, że podszedł do nas tak szybko jak tylko było to możliwe. A prawda nie przedstawiłem się jestem Johann, jestem najemnikiem. Panie Rupercie niech pan siada, po co stać? Miejsca powinno dla wszystkich wystarczyć.

Powiedziawszy to zwrócił się do karczmarza:

Zakaz alkoholu powiadasz panie? Hmm ciekawe. Więc poproszę również gulasz i do tego ten sok klonowy. Ale o co chodzi z tą żałobą, o jakie dziwne rzeczy ci chodzi? Jeśli możesz opowiedz mi o co w tym wszystkim chodzi bardzo mnie zaciekawiłeś.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej

Ostatnio edytowane przez John5 : 20-08-2007 o 02:23.
John5 jest offline  
Stary 20-08-2007, 09:06   #8
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
- Odwołujecie się do praw gościnności mości krasnoludzie. Przypomnę ci jedno z nich zły to gospodarz, co gości swych ignoruje. No nie przerywajcie mi, może uraziłem was grubym słowem, za co przepraszam. No już więcej o tym nie mówmy. Johann jak zauważył dobrze mówiąc, iż nie znam jeszcze waszych obyczajów. – to mówiąc Giles zasiadł z powrotem za stołem poprawiając pas.
- To już po części wiem, dlaczego w tej gospodzie widzę tylko dwa rodzaje ludzi, nie dopitych i zalanych. A przecież to gospoda ludzie mieszkańcy miasta przecież przychodzą się napić, a tu legalnie nie mogą się napić. - z łobuzerskim błyskiem przymrużył oko. – No jest bimberek – dodał ciszej.
- Nie zwróciłem wcześniej na to uwagi, bo strudzonym wielce po ciężkiej drodze, zapragnąłem wypić dzban wina, a tu słyszę zakaz, jaki wprowadzono. Cuzesz to za desperacja nakłoniła władcę tych terenów do takiego edyktu. Przecie działa to na jego niekorzyść chłopi zamiast rolę uprawiać piją. Toż to może w perzynę obrócić jego dziedzinę jeśli chłopi nie będą na polach robić. Ojciec mój na swych ziemiach zakazał sprzedaży i pędzenia bimbru i wódek, jak kto spragniony ma wybór piwo i wino. Musicie widzieć mości Rupercie, że wino dobre jest na troski, złe fluidy i trawienie, a nie ma lepszych nad wina z Couronne. Mus to mus. Skoro nie ma, co się lubi, pod gulasz tego soku klonowego, bom szczerze mówiąc jeszcze nie próbował. Mówcie jakaż to tragedia zmusiła waszego pana do takich dramatycznych kroków. - zwrócił się z pytaniem do karczmarza.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 20-08-2007, 09:55   #9
 
Mordragon's Avatar
 
Reputacja: 42 Mordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodzeMordragon jest na bardzo dobrej drodze
Berthold spokojnie wyczekał, aż nadto energiczny blond-młodzieniec wypowie, co ma wypowiedzieć. Wszakże różnica wieku nie była między nimi pewnie duża, ale Mordragon był o wiele spokojniejszy i bardziej cichy. Woli słuchać niż mówić, a jest czego słuchać. "Co to za zakaz!! jak tak można żyć" - pomyślał - "Trzeba odpocząć i jak najszbciej się wynieść, cisza!!, ten rozwydrzony blondym nie podpali karczmy" - uśmiechnął się delikatnie kącikiem ust, zadowolony z tego, że nikt nie może odczytać jego myśli i że jak narazie myśli same nie wychodzą z jego ust.
- Poproszę soku klonowego pana Bruna i gulasz, jeśliś łaskaw karczmarzu- wypowiedział spokojnie jakby zastanawiał się nad każdym wypowiedzianym słowem. Odsunął troche krzesło od stołu, usiadł do niego bokiem. Jedną ręką podtrzymywał głowę, drugą zaczął się bawić jakimś frenzelkiem wystającym z jego koszuli. Wzrok jego skupiony - jakby nad myślami - ostał się na brudnej podłodze, uszy natomiast wyczulone i gotowe nasłuchiwały wszystkiego co go otaczało.
 
__________________
Gdybym nie odpisywał przez 2 dni.. plsss PW:)
-"Na horyzoncie widzisz szyb kopalni"
-"Co to za rasa szybko-palni?"
Czego pragnie eMdżej?!

Ostatnio edytowane przez Mordragon : 20-08-2007 o 09:59.
Mordragon jest offline  
Stary 20-08-2007, 19:53   #10
 
Manji's Avatar
 
Reputacja: 56 Manji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodzeManji jest na bardzo dobrej drodze
Rupert uśmiechnął się lecz usmiechem wymuszonym. Odtroącił złe wspomnienia, które co noc go dręczyły, a czasem i na jawie.
Usiadł odkładając broń na bok, tak aby sięgnąc w razie potrzeby ale aby nie zawadzała podczas jedzenia.

-Każdy mości panie Karsnoludzie ma swe zmartwienia, lecz nie wszyscy są skoży aby nieśc pomoc innym. Straciłem wszystko co mi cenne i wszystkich bliskich. Teraz jedynie służąc Morrowi mogę kupic sobie wstęp przez bramy ku spotkaniu z nimi. Życie już dawno straciło dla mnie wartośc. A jedynie dobrymi czynami bramę Morra można otworzyc. Przeto opowiadaj co trapi tutejszych mieszkańców. Głos był mocny, pewny siebie, dobitny.

Jego oczy wciąż były wpatrzone w ogień. Twarz nie zdradzała najmniejszych nawet emocji. Jedynie oczy, które lśniły i płonęły.

-Jesli to nie problem to poproszę gulasz i do tego jakieś warzywa oraz sok klonowy.

Powiedział już nieco roztargnionym głosem.
 
__________________
Świerszcz śpiewa pełen radości,
a jednak żyje krótko.
Lepiej żyć szczęśliwym niż smutnym.

Ostatnio edytowane przez Manji : 20-08-2007 o 20:18.
Manji jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:49.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166