Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-10-2007, 00:12   #1
 
Yoda's Avatar
 
Reputacja: 18 Yoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znanyYoda nie jest za bardzo znany
Post Mortem

Post Mortem




Akt I


Non omnis moriar

***

Woskowa świeca lada moment miała zgasnąć. Była wysoka może na dwa palce a dookoła niej rozprzestrzeniała się olbrzymia kałuża wosku. Ściany świecy zdobiły zastygle kropelki tworząc niepowtarzalną kompozycję. Niczym ściana w jaskini pełnej stalaktytów. Nagle leciutki podmuch powietrza zagroził świecy. Jednak wesoło tańczący płomień wciąż walczył, nie poddawał się.
Jasnoczerwone światło świecy wypełniało pokój ciepłą barwą. Metalowe okucia zakurzonych ksiąg odbijały promienie. Pokój wydawał się pusty. Choć nie. Zaraz za biblioteczką stała dwójka młodzieńców. Blondowłosy pochylał się nad czymś co jest lub było człowiekiem. Starzec leżący w łożu bardziej przypominał zwłoki niż śpiącego śmiertelnika. Jego pomarszczona i zapadnięta twarz nie zdradzała żadnych emocji. Długie ale rzadkie i mlecznobiałe włosy nadawały mu upiorny wygląd. Jedyną oznaką życia jaką dawał był ciężki, świszczący oddech.
Kruczoczarny odezwał się jako pierwszy
-Mistrzu, pomoc nadejdzie wkrótce. Musisz wytrzymać – mówił z prawdziwą troską. Posłał blondynowi porozumiewawcze spojrzenie. Towarzysz nieznacznie skinął głową i rzekł do starca z niezwykła mocą w głosie
-Już wkrótce Mistrzu.
Na te słowa starzec powoli obrócił swe oblicze ku swoim uczniom i spojrzał na nich. Za każdym razem gdy tak robił dwójce tych postawnych i odważnych młodzieńców przechodziły ciarki po plecach.
Te oczy…
Oczy których nie było.
Jedyne co po nich pozostało to puste oczodoły z wijącymi się larwami much…


***

Początek jesieni, Grenzstadt, Averland


Averland. Kraina biedy i głodu. Rządzona przez hrabinę Ludmiłłę von Alptraum choć w rzeczywistości prawdziwą władze ma rodzina von Kantorów. Ród ten od dawna zajmuje się wydobywaniem i obróbką rud metali z Gór Krańca Świata w czym konkurują z samymi Krasnoludami.
Grenzstadt miasto przy samej Przełęczy Czarnego Ognia sprawia wrażenie zapomnianej przez bogów - ale nie przez kupców. Tętniące życiem cywilizacja tworzy niezykły kontrast z tym co można znaleźć za bramą miejską.
Jesienny krajobraz Averlandu jest iście przygnębiający i pociągający zarazem. Szczególnie o tej porze. Opadłe i rozkłądające się liscie zalegają wszędzie tworząc różnobarwne głównie czerwone plamy. Jesienna roślinność w odcieniach czerwieni wydaje się jakby była cała skąpana we krwi a gołe konary drzew przypominają poskręcane z bólu potwory.
W takim oto miejscu przyjdzie wam – szóstce wybrańców - stoczyć bitwę jakiej jeszcze nie było. Bitwę w której nie ma armii ani dowódców.
Bitwę w której polem walki będzie wasza dusza…




Erica Reichert
-Proszę się udać do Grenzstadt w Averlandzie. Tam w karczmie U kulawego Matthiasa będzie czekał na ciebie niejaki Rince Tainefelt. On będzie miał dalsze instrukcje.
Te słowa usłyszałaś od służącego czekającego na zewnątrz świątyni. Podprowadził ci osiodłanego już konia i pomógł wsiąść. Następnie grzecznie się odkłonił i odszedł.
Droga była długa, ale minęła nadzwyczaj spokojnie. Gdy dotarłaś do Averlandu kraina ta wydała ci się miejscem zapomnianym przez bogów. Mijałaś mnóstwo zagłodzonych ludzi i wymarłych wiosek. W tym rejonie to jedzenie a nie metal choćby nawet najcenniejszy, było na wagę złota.
Dzisiaj przekroczyłaś bramy miasta Genzstadt. To był zupełnie inny świat. Świat bogatych kupców, biednych górników i buntujących się ludzi. Na każdym murze wisiał list gończy. Nie widziałaś jednak aż takiego głodu jak poza murami miasta. Stałaś rozmyślając i zastanawiając się gdzie znajduje się umówiona karczma. Postanowiłaś spytać najbliższego spotkanego człowieka. Los padł na śmieciarza, no cóż…


Rince Tainefelt
To był zły dzień. A raczej noc. Machałeś łopatą z niezwykłą już wprawą. Praktyka robi swoje i czyni mistrza. Przed pracą sprawdziłeś okolice i nie zauważyłeś nikogo. Tym większe było twoje zdziwienie gdy poczułeś na plecach jak coś kłuje cię między łopatkami. Grobową cisze przerwał głos tajemniczego przybysza.
-Oj nieładnie, nieładnie. Ale to twój szczęśliwy dzień. Co powiesz na dzień amnestii w zamian za przysługę? A może wolisz stryczek?
Naturalnie wybrałeś dziwną ofertę nieznajomego. Obcy był dosyć przystojnym blondynem w zakrwawionym płaszczu. Przyznał że należy do Zakonu Całunu. Na początku bałeś się że jego propozycja będzie mocno niemoralna. Jednak okazało się że zadanie nie jest zbyt trudne i bynajmniej niecne. Jedyne co miałeś zrobić to pojechać do Grenzstadt i w karczmie U kulawego Matthiasa oczekiwać na ogoloną na łyso kobietę. Tam przekazać jej parę zdań które nieznajomy kazał ci powtarzać co najmniej 15 razy.
-Zapomniałbym. Nie radzę ci się migać lub nie dotrzeć na czas. Będziesz miał ogon. O to się nie martw. A moi koledzy nie są już tak łaskawi i pobłażliwi. –dodał na odchodnym. Obecnie siedzisz w tej zapyziałej karczmie już od tygodnia. Pieniądze się kończą a łysej kobitki jak nie było tak ni ma.


Julian Moltke
Twoje nogi instynktownie wracały w dobrze ci znane okolice. Okolice w których spędziłeś swoje krótkie dzieciństwo. Po drodze wstąpiłeś do Streissen. W karczmie Pod tłustym wieprzem spotkałeś pewnego jegomościa który przedstawił ci się jako Herbert Kringe – zamożny okoliczny kupiec. Po paru głębszych rozwiązał mu się języki i zwierzył ci się że ostatnio ubił świetny interes z rodziną von Kantorów tutejszych potentatów handlowych. Wkrótce otrzyma swoje towary za które jak twierdził do końca życia nie będzie musiał nawet myśleć. Jednakże potrzebuje ochrony z powodu zamieszek w mieście.
-Podobna w okolicach grasuje jakieś Bractwo czy inne cholerstwo. Szkodniki jedne! Dobrze zapłacę.
Kupiec pod wpływem procentów stawał się niezwykle hojny więc bez oporów skorzystałeś z okazji. Miałeś się dopytywać o dalsze instrukcje niejakiego Kulawego Matthiasa w Grenzstadt. Następnego dnia ruszyłeś w drogę podłączywszy się do karawany kupieckiej. Po drodze poznałeś niejakiego Eika i całkiem nieźle zaczęliście się dogadywać.
Dopiero co dotarłeś do Grenzstadt i razem z Eikiem skierowaliście swe kroki do wskazanej przez towarzyszy podróży karczmy. Po drodze o mało nie nadepnąłeś na ogon szaremu natrętnemu kotu który nie chciał ci się usunąć z drogi.


Rudiger Pentari
Mieszkałeś już na tym niemalże krańcu ziemi od miesiąca. Okazało się że Johann von Schalufen ma znacznie większe wpływy niż ci się początkowo wydawało. Dowiedziałeś się jednak że ma na pieńku z rodziną kupiecką von Kantorów. Tak więc Averland to jedyne terytorium gdzie von Schlaufen nie ma nawet wstępu nie mówiąc już o jakiejkolwiek władzy.
Ta więc trafiłeś do Grenzstadt. Miasto jak każde inne. Choć tutejsze śmieci są bardziej wartościowe i częściej są z metalu. Ostatnio nawet znalazłeś piękny metalowy medalion w kształcie spirali. Ze też ludzie wyrzucają takie rzeczy!
Dziś ja co dzień razem z nieodłącznym Popiołkiem przeglądałeś kolejne sterty śmieci. Perfidnie uśmiechnięta twarz jakiegoś bandziora patrzył się na ciebie z listu gończego. Nie wiedziałeś jak się nazywał owy bandzior gdyż nie potrafiłeś czytać jednak sam nadałeś mu imię „Cholerny fircyk”. Chyba całkiem nieźle to do niego pasowało.
Przed chwilką przeszli obok ciebie (o mało nie zabijając przy tym Popiołka!) dwaj mężczyźni. Jeden był szatynem a drugi miał czarne włosy. Zaraz potem zaczepiła cię młoda kobieta w czarnych szatach.


Eik Vangalar
Znałeś Joachima Ziberheltzla od bardzo dawna. Poznałbyś go nawet z zasłoniętymi oczami. On co prawda przez większość czasu waszej znajomości był pijany jak bela lub zajęty paniami lekkich obyczajów ale przydatnych ludzi zawsze się pamięta i mile wspomina. Jednak do głowy by ci nie przyszło że to on jest nadawcą ogłoszenia w Nuln którego treść była następująca:
„Eskorta karawany pilnie poszukiwana! Wysoka płaca. Wymagania: trochę oleju w głowie i umiejętność machania mieczem. Zainteresowani niech zgłoszą się do karczmy U topielca.”
Postanowiłeś spróbować. Wymagania były śmiesznie małe a trochę grosiwa zawsze się przyda. Zdziwiłeś się bardzo widząc swego dawnego pracodawcę. Z początku obawiałeś się że zacznie ci wypominać wasze ostatnie spotkanie ale o dziwo o niczym nie wspomniał. Widocznie nic nie pamiętał. Po wstępnych kurtuazjach i wyśmienitej baraninie Joachim wyjaśnił na czym polega nowe zlecenie. Karawana wiozła sukna aż do Grenzstadt. „Trochę daleko” – pomyślałeś jednak płaca rzeczywiście była całkiem wysoka. A jako dodatkową zachętę otrzymałeś niczego sobie srebrny pierścień. Ruszyłeś wkrótce po waszej rozmowie. W miejscowości Streissen dołączył do was pewien Julian. Szybko znaleźliście wspólny język. Gdy tylko dotarliście do celu waszej podróży postanowiłeś towarzyszyć Julianowi w drodze do karczmy. I tak miałeś zamiar zajrzeć tam wcześniej czy później.


Joachim Vogel
Do Granzstadt przywiodła cię wizja pieniędzy i jedynie ona. Wolałeś już nie wracać w te okolice. Miałeś tu więcej wrogów niż przyjaciół których mogłeś zliczyć na palcach jednej ręki.
Jednak jakiś czas temu gdy już miałeś ruszać dowiedziałeś się od pochodzącego z Grenzstadt kupca że twój dziadek od strony matki odszedł do krainy Morra. Nie opłakiwałeś jego śmierci gdyż widziałeś go na oczy może z szalone trzy razy.
Staruszek nie bardzo przepadał za Twoim ojcem ale pieniądz jest pieniądzem. Jako jedyny spadkobierca dziedziczyłeś wszystko. Co prawda jeszcze nie wiedziałeś co twój rozrzutny dziadek mógł ci zostawić jednakże w liście napisano aby nie obawiać się zaległych długów gdyż zostały już uregulowane. Chęć zysku przemogła niechęć i obawę przed dawnymi waśniami. W końcu w tych czasach każdy miedziak się przyda.
Dopiero co przybyłeś do miasta. Obok ciebie przeszła dwójka strażników w czarno-żółtych mundurach dyskutująca o jakiś zamieszkasz za murami miasta
-Ten cholerny skurwysyn przyciąga do siebie coraz więcej ludzi. Mówię ci jak tak daje pójdzie to będzie wojna. To pewne jak to że von Kantorowie dali w łapę kapitanowi aby wysłał więcej patroli. Szkoda tylko że wysłał ich na pewną śmierć…
Dwójka oddalił się a ty stałeś przed drzwiami do karczmy U kulawego Matthiasa.



[Grafika pochodzi z deviantart, mapkę krainy znjadziecie w komentarzach]
 
__________________
Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein

Problemy z komputerem i Internetem – przepraszam wszystkich. Wkrótce się odezwę.
Yoda jest offline  
Stary 28-10-2007, 12:27   #2
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 685 John5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwuJohn5 jest godny podziwu
Joachim stał przed wejściem do karczmy. Był wysoki i barczysty, czarne włosy ścięte miał tuż przy skórze w taki sposób, że w mroku można było go uznać za łysego. Z szyi zwisał mu żelazny medalion opadając na pierś ubraną w ćwiekowaną kurtę. Dopiero co przyjechał do miasta i myślał co powinien zrobić jako pierwsze. Konia zostawił w stajni nieopodal bramy płacąc stajennemu za tydzień z góry. Sprawdził, czy pistolet i rapier są na swoich miejscach, w takich miejscach rzeczy miały zaskakującą zdolność do zmiany właścicieli jeśli się ich nie pilnowało. W zamyśleniu spojrzał na sygnet tkwiący na palcu. Stwierdził, że woli odrobinę zaczekać, odpocząć i dowiedzieć się, gdzie mieszkał jego dziadek. Widział go zaledwie trzy razy i to krótko. No ale cóż pieniądz to pieniądz nieważne jak zdobyty. A on potrzebował kasy, jak każdy zresztą. Z ciekawością podsłuchał o czym rozmawiali przechodzący obok strażnicy.

"Ciekawe o kim gadali? Ha! Czyżby szykował się kolejny przewrót? Jak tak dalej pójdzie to z tej cholernej prowincji nie zostanie kamień na kamieniu!"

Spojrzał jeszcze na szyld po czym energicznie wszedł do środka.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej
John5 jest offline  
Stary 28-10-2007, 20:32   #3
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 85 Lorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znany
Eik Vangalar

Udział w wyprawie dobrze mu zrobił. Przestał myśleć o przeszłości, zastanawiać się nad pytaniami „Co by było, gdyby…”, żałować tego co minęło. Nie dawał po sobie poznać, co mu ciąży na sercu. Nie miał na to teraz czasu. Był skupiony na swojej robocie. Zaangażował się mocno w to, czego się podjął i było mu z tym dobrze. Podróż wymagała uwagi, czujności. Dobra płaca nigdy nie jest za darmo, dobrze to wiedział. Kryje się za nią większe niebezpieczeństwo i większa odpowiedzialność.
Od Streissen, gdzie poznał Juliana, dni popłynęły szybciej. Często rozmawiali ze sobą w czasie podróży, nie rzadko znajdując wspólne tematy i porozumienie. Człowiek ten wydawał się mieć głowę na karku, a wymiana z nim myśli, nie pozostawiała pustki w głowie.
Życie Eika, najemnika Altdorfskich oddziałów, nie było nudnym, monotonnym, białym szumem mijających dni. Krew i stal utkały w nim wiele ciekawych historii, czasem nawet zbyt strasznych, by mówić o nich w towarzystwie.
W ten sposób, w dobrej atmosferze dotarł do celu podróży, gdzie, wraz z towarzyszem, postanowił przepłukać gardło z podróżnego kurzu w pierwszej, napotkanej gospodzie. Nie zapomniał jednak lekcji z życia i nie zamierzał poddać się czarowi butelczyny.

Jego twarz była już trochę zarośnięta, nie golił się od ponad tygodnia; ciemne włosy zmierzwione i przyprószone kurzem drogi, ale jeszcze na tyle krótkie, że nie przeszkadzały pod hełmem.
Przekroczył próg mordowni, z nadzieją na dobry posiłek, napitek i gorącą kąpiel. Odrzucił do tyłu, za ramię, prawą połę swojej szarej peleryny odsłaniając zwisający przy pasie długi miecz w czerwonej pochwie i sztylet. Lewą ręką ściągnął z głowy hełm, a prawą zdjął pleców krótki łuk, po czym pobrzękując kolczugą przeszedł kilka kroków i bez słowa zasiadł przy jakimś częściowo zajętym już stole. Następnie przesunął się w głąb siedziska robiąc miejsce Julianowi.
Eik mierzył ponad 6 stóp, więc jak na człowieka był wysokim mężczyzną, do tego dobrze zbudowanym. Gdy siadał na ławie, dociążony dodatkowo metalowym pancerzem, skórznią i bronią, drewno jęknęło, a samotny mężczyzna siedzący na jej drugim końcu niemal podskoczył.
 
Lorn jest offline  
Stary 29-10-2007, 19:15   #4
 
Judeau's Avatar
 
Reputacja: 64 Judeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znanyJudeau wkrótce będzie znany
Averlandzka jesień była czarowna. Młody chłopak z uśmiechem przyglądał się z końskiego grzbietu opadającym, czerwono-wielobarwnym liściom. Wodził zmęczonymi, choć pogodnymi oczyma za porywanym podmuchami wiatru tęczowym listowiem. Uważny obserwator zauważyłby w jego czarnych jak węgiel oczach balast doświadczeń i lat, którego ktoś tak młody mieć nie powinien. Kilka blizn zdobiło dłonie i twarz nie będąc jednak w stanie skazić jego chudej, niepozornej i sympatycznej osoby groźbą człowieka wojny – sługi Morra.
Miecz poszczękiwał cicho u pasa, przewieszona przez siodło tarcza zasłaniała jedną z nóg, a z juków wystawał rękaw zapakowanego naprędce kaftana kolczego.
Julian był zbrojnym, choć przez jego wygląd mało kto dawał temu wiarę. Częsty i głupi błąd, z którego Julian zwykł korzystać kiedy tylko nadarzyła się okazja. Oh, jak niepozornie wyglądał jadąc obok swojego nowego kompana – wielkiego Eika...
Julian lubił jesień, jej kolory, szczypiący skórę chłód, ten lekki spokój, gdy natura powoli układała się do snu. Brakowało mu tylko śpiewu ptaków. Tak kochał ich piosenki. Krakanie wron i huczenie puszczyków nigdy nie mogło mu zrekompensować pustki po słodkich trelach, unoszących się nad polami. Cóż. Nie można mieć wszystkiego. Uśmiechnął się lekko, naciągając z powrotem kaptur, zwiany z głowy nagłym podmuchem wiatru i zanucił cicho...

Szary, brudny kot zasyczał na niego i podniósł grzbiet. Julian lekko drgnął zaskoczony, cofając nogę i nachylił się
- Hej, mały przyjacielu, czemu stroszysz na mnie sierść? Przestraszyłem cię? Ty mnie nie mniej... – kot, prychnął i odszedł pospiesznie – Nie polubił mnie chyba... – Julian odprowadził kota rozbawionym wzrokiem
- Hej, Eik, poczekaj. – przyspieszył kroku zrównując się z towarzyszem.
Po chwili siedział już w ciepłym pomieszczeniu przy dębowym stole oczekując na rozgrzewający trunek.
- No to co teraz, Eik? Jesteś wolny? – mruczał, znużony podróżą, opierając żuchwę o dłoń – Bo mówiłem ci, mam tutaj robotę w ochronie... Jak się zgłosimy do Kulawego Matthiasa to może uda się coś i dla ciebie załatwić. Potrzebują mieczy, a płacą nieźle, więc, jeśli byś chciał... – uśmiechnął się znad kufla i popatrzył na towarzysza bystrym, wzrokiem...
 
__________________
"To bez znaczenia, czy wygrasz, czy przegrasz, tak długo jak będzie to WYGLĄDAŁO naprawde fajnie"- Kpt. Scundrel. OotS

Ostatnio edytowane przez Judeau : 29-10-2007 o 20:07.
Judeau jest offline  
Stary 29-10-2007, 19:59   #5
 
Arillio's Avatar
 
Reputacja: 0 Arillio nie jest za bardzo znanyArillio nie jest za bardzo znanyArillio nie jest za bardzo znany
Rince Tainefelt

Grenzstadt - mruknął do siebie i jeszcze raz rozejrzał się po karczmie. Siedział w miejscu które pozwalało mu mieć na oku całą salę. Nie zwracał na siebie uwagi. Jego szczupła sylwetka nie wyróżniała sie z tłumu, a poszarpane prawe ucho nie było czymś, co wzbudzałoby wielkie zainteresowanie. W izbie panował gwar. Przy kilku stołach toczyły sie zaciekłe dysputy. Paru wędrowców nabierało sił przy suto zakrapianym posiłku. Stali bywalcy, których dobrze już rozpoznawał, kręcili się podchmieleni po gospodzie, z radosnym krzykiem witając schodzących się kompanów. Ponownie przyjrzał się wszystkim, lecz nie znalazł tej na którą czekał.
Pokręcił głową z rezygnacją i pochylił sie nad kuflem ale - jednym z ostatnich na jaki było go stać. Pociągnął kilka łyków i otarł usta. Kropelki złocistego płynu zniknęły z jego nieogolonej twarzy. Było duszno. Zawinął rękawy porządnej, podróżnej koszuli, a nogi w ciężkich skórzanych butach z Reiklandu rozprostował pod stołem. Przeczesał dłonią krótkie, jasnobrązowe włosy i przymknął oczy. Pogrążył się w niewesołych myślach. Przypomniał sobie ukłucie ostrza, które poczuł owej feralnej nocy między łopatkami. W tej samej chwili podskoczył niemal na siedzisku, wyrwany z zamyślenia przez dryblasa siadającego na drugim krańcu ławy. Rince otworzył powieki i spojrzał swymi ciemnymi oczami w jego kierunku. Niestety, ani osiłek, ani jego chuderlawy towarzysz nie wyglądali na kobiety. "Kurwać... nie są nawet łysi" - pomyślał.
 
__________________
łapać mg!

Ostatnio edytowane przez Arillio : 07-12-2007 o 18:45.
Arillio jest offline  
Stary 29-10-2007, 22:48   #6
Andregor
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
W jednej z uliczek Grenzstadt nie daleko zachodniej bramy przy której zawsze był największy ruch siedział jeden z śmieciarzy. Zgarbiony mężczyzna którego twarz przykrywają lepiące się z brudu czarne włosy, sięgają mu do ramion i niemal zupełnie przysłaniają twarz, właśnie skończył poszukiwania i triumfalnym gestem wyciągną ku górze metalowy medalion przypominający spiralę.-Widzisz Popiołek? To dopiero szczęście, medaliony i pierścionki łatwo się sprzedaje- Gdyby się mu przyjrzeć można dostrzec iż na prawym ręku ma bliznę, nie wyglądała za sympatycznie ale w pełni się zagoiła i nie była aż tak dokuczliwa. Ubranie podarte i brudne, i nie dopasowane. Ubrany był w koszulę, do tego stopnia zabrudzoną że ciężko powiedzieć jaki pierwotnie miała kolor, teraz była szara i ubrudzona błotem, na to grubszy płaszcz. Co prawda kieszenie podarte i nic tak schować się nie da a i po guzikach śladu nie ma ale za to ciepły. Poza tym, cień kie dziurawe spodnie i buty nie do pary.

Zadowolony z znaleziska usiadł pod ściana jednego z domów i przyciągną worek z rzeczami do siebie. Zaczął nerwowo obracać głowa a to w jedną a to w drugą stronę opierając się na worku.-Popiołek? Gdzie jesteś?- powiedział cicho niby sam do siebie. W końcu zauważył swojego pupila, czyścił sobie futerko z boku, jednak katem oka zauważył ze ktoś idzie prosto na zwierzaka. Naprawdę nie wiele brakowało, Popiołek prychną, zwracając tym na siebie uwagę, na szczęście został dostrzeżony i nic mu się nie stało, nastroszył jeszcze tylko sierść. Jegomość zatrzymał się i przykucną a następnie powiedział coś do kota lecz Rudiger nie usłyszał co, Popiołek prychną po raz ostatni i podbiegł do Rudigera. –Co tam? Musisz bardziej na siebie uważać, to ruchliwa ulica- powiedział spoglądając rozbawiony na kota .Podniósł worek i zaczął się zastanawiać gdzie teraz się udać? „może sprzedać już to co znalazłem? Teraz karawana jaka przyjechała to i na targowisku tłok… ?”

Oparty plecami o ścianę spojrzał w górę, słońce świeciło ale zimno mimo wszystko trochę doskwierało, odprowadził jeszcze wzrokiem nieznajomego z którym puszek miał już przyjemność się zapoznać. „Wygląda na sympatycznego, ale Popiołek go chyba nie polubił” Popiałek usiadł obok i zaczął czyścić sobie futerko.
 
 
Stary 29-10-2007, 23:26   #7
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany


Podczas tej podróży smutek ani razu nie znikł z twarzy kapłanki. Te opustoszałe wioski, ci ludzie… ta kraina zdawała się nigdy nie widzieć chleba, ni wody. Erica mijała po drodze całe rodziny, szukające pracy za garstkę zboża. Bardzo przytłaczający obraz Averlandu, ale po burzy Chaosu prawie każdą prowincje dotykał teraz problem głodu.

- Grenzstadt… - mruknęła pod nosem, nakładając na głowę czarny kaptur. – U kulawego Matthiasa… – zsiadając z konia, wzięła lejce i błądząc tak ulicami miasta, z niesmakiem patrzyła na wystawne kramy kupców, podczas gdy poza murami szalała plaga głodu. ”Powinni się wstydzić, jednak takich jedynie Morr będzie mógł sądzić sprawiedliwie… a on ma czas.” – pocieszyła się w myślach.

Miała coraz bardziej dosyć tego miejsca, te tłumy ludzi, nikt nie patrzył na drugiego, po prostu szedł przed siebie torując sobie drogę łokciami. Chciała się odgryźć, gdy jakiś dzieciak dźgnął ją łokciem, ale wnet się powstrzymała. Przytuliła się bardziej do konia i szła dalej. Była dosyć niska, a ten zaduch coraz bardziej powodował ogarniającą ją ciasnotę. Z trudem łapała oddech…

Wtem znalazła się w małej uliczce, na szczęście mało uczęszczanej. Czuła znaczącą ulgę, ale teraz jej jpowinnością było odnalezienie tego Rinca… postanowiła spytać o karczmę najbliższego człowieka, który okazał się być śmieciarzem… cóż, dużo ludzi zarabia w taki sposób, każdy się stara przetrwać w tym świecie. Włożyła jedną rękę do kieszeni habitu w poszukiwaniu mieszka, była pewna, że ten człowiek będzie chciał coś w zamian za udzieloną pomoc.

- Echem… – chrząknęła znacząco, obszerne czarne szaty wcale nie zdradzały jej płci. Była niską, dwudziestoletnią kobietą, o twarzy naznaczonej piegami. Człowiek nie mógł widzieć jej łysej głowy, gdyż miała założony nań całkiem szeroki kaptur. Podniosła nikle kąciki ust, lekko się uśmiechając.
- Czy mógłby mi pan powiedzieć, gdzie znajduje się karczma… U kulawego Matthiasa, tak, właśnie tak. Jeszcze nigdy nie byłam tutaj, i czuję się lekko zagubiona… oczywiście odpowiednio ci wynagrodzę za taką informację. – uśmiech zniknął z jej ust, a z kieszeni wyjęła kilka miedziaków, w taki sposób, aby nie umknęło to oczom śmieciarza.
 
Revan jest offline  
Stary 30-10-2007, 09:51   #8
 
Lorn's Avatar
 
Reputacja: 85 Lorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znanyLorn wkrótce będzie znany


Eik Vangalar

- Nie śpij, bo Cię okradną! – rzucił krótko, zerkając na wyrwanego z drzemki sąsiada.
Położył hełm na ławie przed sobą, łuk zahaczył na kolanie i począł ściągać rękawice do oczekiwanego posiłku.

- Póki co, nic nie wiem o tym, żebym był zajęty, ale dla świętego spokoju porozmawiam jeszcze z Joachimem. – odparł bez namysłu.
- Kufel piwa i smażone mięsiwo! – zakrzyknął do przechodzącej obsługi i ponownie skierował swój wzrok na Juliana.
- Byłoby to co najmniej dziwne, gdyby zaplanował podróż tylko w jedną stronę.
Jestem z nim umówiony na rozmowę za godzinę lub dwie, a do tego czasu chciałbym coś zjeść, napić się i wziąć gorącą kąpiel. –
dodał po chwili, nie mogąc już doczekać się spełnienia swoich małych pragnień.
- Jak go znam, zanim zorganizuje towar, zanim stąd ruszymy, chłopina obleci wszystkie najlepsze lokale i zabawi się trochę. Lekko licząc, zejdzie mi tu poczekać z tydzień. – zaśmiał się na wspomnienie, jak ostatnimi razy spędzał z nim wieczory i poranki. - Wiesz już, kogo i przed czym masz ochraniać?

- Tymczasem nie zaszkodzi jak szepniesz Kulawemu, że masz ze sobą dodatkowo, dwa szybkie miecze gotowe pod zaciąg. –
klepnął Juliana po przyjacielsku w ramię.
- Ile to będzie według Ciebie, kiedy płacą nieźle? – zapytał ciekaw, czy tutejsze stawki dorównują tym, które zwykł przyjmować.
 

Ostatnio edytowane przez Lorn : 30-10-2007 o 13:41.
Lorn jest offline  
Stary 30-10-2007, 15:29   #9
Andregor
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
Zaczepił go pewien osobnik, w czarnych szatach i z kapturem przysłaniającym twarz, zdawał się być bardzo tajemniczy lecz kiedy przemówił dało się słyszeć kobiecy głos. Jednak po co kobieta miała by się tak ubierać? Może żałoba po stracie bliskiego? Zaoferowała zapłatę w zamian za doprowadzenie do karczmy „U kulawego Matthiasa” –Zaprowadzę, jak będę wiedział z kim rozmawiam- Rudiger wstał, wykonał lekki ukłon –Jestem Rudiger, możesz zdjąć kaptur i zdradzić swe imię? A te kilka miedziaków możesz sobie zatrzymać i tak bym cię zaprowadził- Spojrzał wyczekująco oczekując reakcji, starał sobie jednocześnie przypomnieć gdzie owa karczma się znajdowała, było ich tu kilka, nie był pewien czy stała przy południowej części miasta czy centralnej. Po chwili namysłu przypomniało mu się ze to było w centralnej, tam tydzień temu znalazł ten płaszcz, już w tedy był w kiepskim stanie, jeden z gości najpewniej po pijaku zapomniał go zabrać a tak zniszczonego już nawet nie szukał tylko kupił nowy. Popiołek usiadł obok Rudigera i wpatrywał się na przemian w niego i tajemniczego gościa z kapturem, w końcu jednak jego wzrok przystaną na obcym.
 
 
Stary 30-10-2007, 23:41   #10
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany


Ericę zaskoczyła uprzejmość człowieka, zmieszana nie wiedziała, co odpowiedzieć. Ogarnęła kaptur jedynie na wysokość czoła, aby nieznajomy mógł widzieć jej twarz.
- Jestem Erica..– odparła niepewnie, uśmiechając się troszkę wyraźniej. – Wybacz mi, nie chciałam cię urazić. – pośpiesznie cofnęła rękę z garścią monet do kieszeni, to był zbędny gest.

Naprawdę myślała, ze nie pójdzie tak łatwo, wielu biednych ludzi nawet za mało istotne informacje chcieli jałmużny. Nie dziwiła im się, wszakże ciężko takiemu człowiekowi zarobić na chleb, a każdy człowiek zasługuje na zaspokojenie choćby tych najbardziej podstawowych potrzeb. Czasem myślała, że pomagając biednym i chorym, nawet jako kapłanka Morra, pomagała swojemu bogu w jakiś sposób zachować harmonię. Dzięki temu mógł mieć więcej czasu, aby sądzić sprawiedliwie. Jednak mimo, iż pomoc takim ludziom była działką kapłanów Shayli, Erica czuła w sobie taką potrzebę, dzięki temu mogła wyrazić siebie, to co czuje i myśli, wcale nie uważając przy tym, ze narusza czyjeś kompetencje. Uważała za to, ze każdy człowiek, nie ważne czy świecki, czy duchowny, ma obowiązek nieść pomoc bliźniemu. Wtedy żyło by się lepiej, o wiele lepiej…

Nieznajomy przedstawił się jako Rudiger.
- To jak, zaprowadzisz mnie teraz do tego meijsca, Rudigerze? – wciąż pragnęła jak najszybciej wykonać swoją misję. Im szybciej, tym więcej czasu pozostanie na inne zadania zlecone przez jej przełożonych, a im więcej dobrego, bogowie się cieszą.
 

Ostatnio edytowane przez Revan : 30-10-2007 o 23:44.
Revan jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:38.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166