Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-11-2007, 19:07   #1
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
Oddech śmierci

Averland, wczesna jesień…

Gdzieś pod Branshaf, blisko gór krańca świata. Wszystko, co robiliście do tej pory było zaledwie przedsionkiem tego, co wasz czeka… ale na razie tego nie wiecie, nikt z was nie mógł przewidzieć co się stanie, ale to było nieuniknione. Gdybyście wiedzieli, z pewnością zdążylibyście uratować waszą misję i swoje karki.

ale stało się. Zawiedliście. Konfitury, które mielicie dowieść na czas zwyczajnie się potłukły na tej cholernej drodze. Prawie połowa starannie zakręconych słoików się potłukła, koło zwyczajnie się rozpadło, z braku żelaznej obręczy, która została w kawałkach gdzieś za wami. Jedno było pewne, truskawkowe były najlepsze, a wiśniowe smakowały jak... w ogóle nie smakowały, ale kto bym się tym przejmował. Macie spory problem na głowie, gdyż mieliście je dowieść przed nocą, a słońce powoli kończyło swój odwieczny kurs i powoli ustępowała pola swojemu mniejszemu bratu, księżycowi.

Zdecydowaliście się przyjąć tą nadzwyczaj nudną misję od pewnego niziołka w krainie zgromadzenia. Mieliście dostarczyć te rzeczy pewnemu kupcowi, Alfredowi Guttmanowi, który właśnie miał czekać na was w Branshaf. Nieszczęśliwy rzut monetą Ranalda przeszkodził wam w tym zadaniu, a nagroda mogła być całkiem spora. Nie wiecie sami, czemu tak dużo osób miało uczestniczyć w tym konwoju, i tak podczas tej drogi napadła was zaledwie banda zwierzoludzi, która natychmiast prysła, gdy tylko wkurzony krasnolud dał łupnia najbrzydszemu z nich. Nazywał się Grimm Gustavson, i był jednym z niewielu zabójców potworów, jakich w życiu mieliście okazję widzieć. Woźnicą został Skarbimir, człowiek, którego przeznaczeniem było zbierać ciężko zarobione grosze od podatników. Obok powozu na karym koniu stał Cohen, a z prawej strony na takim samym, Felix Fiegler, zielarz. Spotkaliście się podczas jakiejś burdy, gdy komuś nie spodobała się zapita morda krasnoluda. Sami nie wiedzieliście dokładnie, co się stało. Nagle napastnicy zaczęli padać jeden za drugim, a ostatnią rzeczą, jaką pamiętaliście była płonąca karczma na trakcie, oraz wasza czwórka gapiąca się, jak płomienie radośnie przeskakiwały na sąsiednie zabudowania. Nie mając tam nic do roboty, udaliście się w stronę krainy niziołków.

Tam w Lisiej norze zdecydowaliście się wspólnie zawieść towar ludzkiemu kupcowi, mimo, iż misja nie ciekawa, płacił 28 złotych monet i 9 srebrników od głowy, oraz zwrot kosztów, ubezpieczenie na wypadek śmierci i zapewniał prowiant. Jako zaliczkę dostaliście 2 złote monety od osoby i średnią sakwę miedziaków* na nieoczekiwane wydatki. Teraz jednak, gdy towar uległ uszkodzeniu, zastanawialiście się, czy moglibyście dostać chociaż połowę z tego, wszakże całkiem długo byliście już w podróży, a im bardziej jechaliście na wschód, tym mniej spotykaliście ludzkich osad. Ostatnia jaką minęliście była jakieś 4 staje** temu, a nie wiecie, co może być przed wami.

Las wokół was świszczał złowrogo, a droga, którą jechaliście wyglądała, jakby była oddana do użytku sto lat temu i zapomniana. Strasznie wyboista, z pewnością nie nadawała się na jazdę powozem. Przy drodze rosły gęsto różne krzewy, w większości iglaste, podobnie jak drzewa, chociaż zdarzały się wyjątki, o czym świadczył ogromny, zwalisty dąb, który królował po lewej stronie. Ani śladu życia. Cicho, jak u Morra, nie widzieliście po drodze nawet żadnych zwierząt, a ostatnie wycie wilków słyszeliście w krainie zgromadzenia, czyli spory kawał drogi stąd.

* około 60 monet
** - staj = 1.728 m
 

Ostatnio edytowane przez Revan : 28-11-2007 o 14:21.
Revan jest offline  
Stary 14-11-2007, 19:49   #2
Konto usunięte
 
Carnal Grief's Avatar
 
Reputacja: 3243 Carnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputację
Khazad zupełnie nie przejmował się tym, co stało się z wiezionym przez nich towarem, a nawet tym, czy otrzymają resztę wynagrodzenia czy nie. Akurat pieniądze były ostatnim powodem dla którego udał się w tę dziwną podróż z kilkoma człeczynami...

Tych paru zwierdzoludzi spotkanych wcześniej to było za mało na krasnoluda, ale i każdy kto mu się bliżej przyjrzał mógł stwierdzić, że nie ma do czynienia z byle kim. Grimm był co prawda niski, mierząc niecałe sto pięćdziesiąt pięć centymetrów, lecz jego potężna sylwetka, szerokie bary i ramiona znacznie szersze od ud dobrze zbudowanego mężczyzny nadrabiały te zaległości. Wydawał się zbudowany prawie z samych mięśni. I raczej nie było to przesadą, gdyż w jednej z dłoni wielkości bochenka chleba, trzymał potężny, dwuręczny topór bojowy pokryty dziwnymi runami, który razem ze styliskiem miał wysokość samego krasnoluda. Na ogolonej głowie falował mu grzebień postawionych na sztorc, jaskrawo czerwonych włosów. Obrazu dopełniały tatuaże, które dość licznie pokrywały jego czaszkę i nagą pierś.

Każdy obserwator mógł zauważyć również dość liczne, chociaż niewielkie blizny, resztki jedzenia w potarganej i splecionej w dwa warkocze brodzie i kalafiorowate uszy.

Khazad rozsiadł się na wozie, kładąc sobie potężny topór bojowy na kolanach. Gdy na trakcie zrobiło się podejrzanie cicho uniósł go z łatwością jedną ręką, mimo że broń musiała ważyć tyle co dorosły człowiek. Rozglądając się swymi szalonymi oczyma po okolicy, rzucił do pozostałych:

- Miejcie się na baczności, człeczyny! - gruby, chrapliwy głos Grimma przerwał ciszę. - Za chwilę może być gorąco...

Sam pozostał nadzwyczaj spokojny i lekko ściskając stylisko topora oczekiwał wręcz aż trafi się ktoś, kto pozwoli mu wypełnić jego przeznaczenie. Nawet gdyby miał wędrować do samych Pustkowi Chaosu!
 
Carnal Grief jest offline  
Stary 14-11-2007, 20:59   #3
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
"I po pieniądzach" - pomyślał Skarbimir wspominając w jaki sposób stracili ładunek, który wieźli, bo to co jeszcze znajdowało się na wozie nie będzie raczej wiele warte. Znał wartość pieniądza i to bardzo dobrze. Właśnie dlatego ten nieszczęśliwy przypadek bardzo go zmartwił. Nigdy nie lubił tracić pieniędzy, zwłaszcza w taki sposób.

Siedział i trzymał lejce przed sobą. Był człowiekiem średniego wzrostu. Nie był siłaczem lecz był dobrze zbudowany. Włosy miał proste i czarne jak krucze pióra. Oczy ciemne i mogące przestraszyć nawet zmarłego. Posępny wyraz twarzy podkreślała mocna żuchwa i szeroki nos. Nie wyglądał na miłego i pomagało mu to w jego fachu.

Normalnie nie zajmowałby się wożeniem smakołyków, ale ostatnio nie mógł znaleźć wolnego etatu poborcy, a z czegoś musiał przecież żyć.

- Miejcie się na baczności, człeczyny! - gruby, chrapliwy głos krasnoluda przerwał ciszę. - Za chwilę może być gorąco...

Człowiek spojrzał za siebie na Khazada. Jeśli ktoś na niego napadał to byli to głównie wściekli wieśniacy, którzy nie chcieli płacić danin. Nie spotykał zbyt często w swoim życiu zwierzoludzi, jednak znał je dobrze bo przecież przez te bestie w młodości musiał opuścić rodzinny Kislev.

- Nie kracz krasnoludzie - powiedział spokojnie, choć wiedział, że ten las jest zbyt spokojny. - A tak w ogóle to przecież mamy ciebie więc nie my się czego obawiać. - Odwrócił się z powrotem i sprawdził czy ma przy sobie swoją buławę.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 20-11-2007, 14:09   #4
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
„Co ja tutaj robię przeklęta misja i pewnie już więcej pieniędzy nie zobaczymy, cholera”. Pociągnął głęboki łyk piwa z bukłaku i odrazu pomyślał o metalowej flaszce wypełnionej najlepszą krasnoludzką wódką. „Nie na służbie tak nisko jeszcze nie upadłem” pomyślał.

Obserwując wojownika wiele można się o nim dowiedzieć.
Cohen wygląda na dwudziesto trzy latka. Jest rosłym coś ponad metr osiemdziesiąt i dość postawnym mężczyzną. Choć nie imponuje może szerokością barów to na pierwszy rzut oka widać, że w żadnym wypadku nie można go określić jako słabeusza. Ubrane ma wysokie buty jeździeckie wykonane z twardej, błyszczącej skóry i sięgające prawie pod kolana. Na szyi ma coś zawieszone na łańcuszku, lecz mało, kto widział te skarby młodzieńca. Na koszuli ma założoną skórzaną kurtę i dopiero na niej długą kolczugą, która kiedyś sięgała mu prawie do kolan, ale została przerobiona tak, że ściągnięte rzemieniami dolne części ciasno przylegają do jeździeckich spodni na nogach Cohena, ale osłaniają tylko zewnętrzną część ud, a z tyłu kolczuga została wycięta tak, że osłania Cohena dopiero od linii pleców. Wygląda to może trochę dziwacznie, ale dopiero, gdy Cohen wsiądzie na konia widać, o co chodzi. Siedzi wygodnie w siodle, z tyłu osłonięty przez łęk siodła i juki, a uda przylegające do boków konia, nie potrzebują ochrony od wewnątrz. Na głowie nosi prosty hełm. Gdy go zdejmuje jego krótkie brązowe włosy przypominają ptasie gniazdo i dopiero po porządnym zmoczeniu można je jako tako ułożyć. Jego twarz, chociaż wyschnięta i spękana od zimna i wiatru, wciąż zachowała młodzieńcze rysy i jest raczej przyjemna dla oka. Nos, mimo iż prawidłowo zrośnięty nosi ślady dawnego złamania. Na wąskich ustach, rzadko pojawia się jakikolwiek grymas, tylko od czasu do czasu nikły, jakby trochę cyniczny uśmiech. Gęsta linie ciemnych brwi nad prawym okiem rozdzielona jest wyraźną blizną. W jego ciemno-brązowych, trochę zapadniętych oczach widać odbicie dawnych zmartwień i smutków, patrząc w nie czuje się jakby patrzyło się w głąb studni, ich spojrzenie wydaje się być obojętne. Najczęściej skupiane są na jakimś obiekcie trzymanym przez Cohena lub po prostu na jego dłoniach, ale wystarczy jakikolwiek dźwięk lub ruch, aby zwróciły się w jego stronę. Cohen nie panuje nad tym i tylko, kiedy się skupi jest je w stanie przed tym powstrzymać. Najczęściej ukrywa, więc oczy w cieniu kaptura swojego grubego płaszcza. Za pasem opinającym w pasie kolczugę tuż obok sakiewki nosi długi puginał lewą stronę obciąża miecz. Swój miecz dwuręczny "Grot" nosi na oddzielnym pasie zależnie od okoliczności: gdy siedzi na koniu to przytroczony pod siodłem, a gdy pieszo to albo na plecach albo w trzymając w dłoni.

Po zaspokojeniu pragnienia sięgną po kusze leżącą do tej pory na kolanach i sprawdził czy aby nie należałoby jej ponownie rozładować i załadować. Doszedł jednak do wniosku, iż jeszcze godzinę jeszcze wytrzyma.

- Miejcie się na baczności, człeczyny! - gruby, chrapliwy głos krasnoluda przerwał ciszę. - Za chwilę może być gorąco...

- Nie kracz krasnoludzie - powiedział spokojnie Skarbimir. - A tak w ogóle to przecież mamy ciebie, więc nie my się, czego obawiać.

- Niby nic, ale za długo jest spokojnie nie chce mi się wierzyć, iż droga cały czas będzie tak spokojna, mógłbyś, chociaż uważać jak powozisz i po zapłacie cholera. – Zwrócił się do powożącego Skarbimir’a.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 20-11-2007, 21:00   #5
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Niby nic, ale za długo jest spokojnie nie chce mi się wierzyć, iż droga cały czas będzie tak spokojna, mógłbyś, chociaż uważać jak powozisz i po zapłacie cholera. – Cohen zwrócił się do powożącego Skarbimira.

- Nie zgłosiłem się na ochotnika - ripostował poborca. - Tak po prostu wypadło. Chciałbym dodatkowo zaznaczyć, iż nie jestem woźnicą i nieczęsto siedzę w tym miejscu. A tak poza tym to mogłeś łapać słoje, to może by się nie pobiły - dodał z uśmiechem. Chwilę milczał wpatrując się przed siebie. - Ta cisza zaczyna mnie denerwować.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 21-11-2007, 12:29   #6
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
- Nie zgłosiłem się na ochotnika - ripostował poborca. - Tak po prostu wypadło. Chciałbym dodatkowo zaznaczyć, iż nie jestem woźnicą i nieczęsto siedzę w tym miejscu. A tak poza tym to mogłeś łapać słoje, to może by się nie pobiły.

- Gdybym miał coś do ciebie już byś szukał zębów na drodze tak ogólnie wkurwiony jestem na tego dusigrosza, który sobie ubzdurał taki transport.

- Do stu demonów za darmo, głowy nadstawiać nie zamierzam a pewnie będzie chciał nam całą wypłatę potrącić. Mógł sam powozić i pilnować swojego wozu. Zawracamy do wsi póki jesteśmy od niej o rzut kamieniem. Swoją drogą niezły z tego kupca idiota sam towar puszczać, teraz po Burzy jak tyle transportów ginie. Do diabła nie dam jakiemuś pokurczowi paść się nasza krwawicą. Sprzedamy sami wszystko więcej zarobimy. – poczym pociągnął z bukłaka solidny łyk piwa i głośno czknął aby przerwać ciszę, która zapadła po jego wypowiedzi.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 21-11-2007, 17:57   #7
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Racją jest, że może tak być - powiedział Skarbimir. - Ale czy dostaniemy cokolwiek jeśli wrócimy do tego niziołka co nam zlecił tą parszywą misję. Wydaje mi się, że zapłata czeka na nas w Branshaf u tego Alfreda Guttmanowa, który ma odebrać te powidła. - Mówiąc te słowa człowiek ciągle wpatrywał się w drogę przed siebie. Perspektywa nie otrzymania chociaż części zapłaty nie napajała go optymizmem. Jednakże nie wiedział co robić. To co powiedział mogło być słuszne, ale równocześnie Cohen też mógł mieć rację.

- W takim razie podejmijmy jakąś decyzję - odezwał się po chwili ciszy i jednocześnie zatrzymał wóz. - Ja jestem za dalszą drogą do Branshaf.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 21-11-2007, 20:26   #8
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
- Nie rozumiesz mnie sprzedaż tego towaru przyniesie nam i tak zysk choćby biorąc pod uwagę sam wóz i konie jasne a pieniędzy za straty na pewno nie uświadczymy. Nie mam zamiaru nadstawiać więcej głowy jak nawet fachowego woźnicy nie najął do powożenia i który by odpowiadał za ładunek. – powiedział paskudnie uśmiechając się Cohen.

- Wyglądasz na kupca, czyli powinno to się udać. Pieniędzy do podziału też będzie więcej.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 21-11-2007, 20:39   #9
Konto usunięte
 
Carnal Grief's Avatar
 
Reputacja: 3243 Carnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputacjęCarnal Grief ma wspaniałą reputację
Khazad już od kilku dobrych chwil przysłuchiwał się temu, o czym rozprawiają podróżujący z nim ludzie. Trzymając broń w pogotowiu, wciąż czujny i skupiony na lustracji okolicy, nie zabierał głosu, gdyż nie sądził by było to potrzebne. W końcu gdy odezwał się ten człeczyna Sakrbimir i zaproponował dalszą podróż do Barnshaf, a następnie Cohen, krasnolud w końcu raczył spojrzeć na nich swym szalonym wzrokiem i rzekł:

- Mnie obojętne gdzie pojedziemy. - rzucił oschle do towarzyszy. - Jeśli kiedyś spotkaliście już na swej drodze kogoś takiego jak ja, wiecie chyba że dla mnie pieniądze nie mają żadnej wartości... Gdzie ustalicie tam z wami pojadę...

Przez chwilę khazad miał nawet zamiar powiedzieć im żeby się zamknęli wreszcie bo zdradzają ich pozycję, ale postanowił zachować to dla siebie. W końcu w tych lasach mogło siedzieć licho, które pozwoliłoby mu wypełnić własną misję. A tej okazji rosły Grimm nie mógł przepuścić...
 

Ostatnio edytowane przez Carnal Grief : 21-11-2007 o 20:42.
Carnal Grief jest offline  
Stary 22-11-2007, 12:39   #10
 
Kokesz's Avatar
 
Reputacja: 530 Kokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnieKokesz jest jak niezastąpione światło przewodnie
- Doskonale wiem, iż monety nie interesują takich jak ty Grimmie. - Skarbimir rzekł do krasnoluda i po chwili dodał - Jednakże zawsze lepiej znać zdanie wszystkich obecnych. A jeśli chodzi o to powiedziałeś Cohenie - zwrócił się do wojownika, - to rozumiem co miałeś na myśli, lecz nie chciałbym za jakiś czas, gdy ten Alfred Guttmanow zorientuje się, że towar do niego nie doszedł, zobaczyć gdzieś na słupie listu gończego z moim nazwiskiem. - Mówił poważnie tak by nikt nie mógł się pomylić, że żartuje. Z racji swojego zawodu miał wielu wrogów w całym Imperium. Ściągał podatki we wszystkich dzielnicach kraju i na pewno znalazłoby się wielu taki, którzy donieśliby na niego lub też przynieśliby jego głowę strażnikom nie tylko dla pieniędzy, ale też dla satysfakcji.

- Dlatego - ciągnął dalej - bardziej niż sprzedanie ocalałego towaru i wozu przemawia do mnie już powrót do tego niziołka.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166