Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 27-12-2007, 19:05   #1
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 104 Lotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znany
Smile Trudna Sprawa

Mark Hentrich obudził się. Znajdował się w bardzo ciemnym pokoju. Lampa naftowa zawieszona na łańcuchu, dawała dostatecznie dużo światła by móc zobaczyć inne istoty znajdujące się w pomieszczeniu. W koncie siedziały na podłodze dwa krasnoludy Snorri Rdzawa Pięść i Gordo Bheren. Obok Marka leżał Albrecht. Jednak na wprost siebie Hentrich zobaczył rzecz przerażającą. „Siedziały” tam zwłoki jakiegoś mężczyzny. Miał on całkowicie rozpruty brzuch. Z rany nadal sączyła się krew, która była także na podłodze obok zwłok. Mężczyzna wyglądał jakby umarł już wiele dni temu. Każdy z czterech panów miał stalowe łańcuchy na rękach i nogach i każdy był ubrany tylko w brudne majtki. Jedynie Mark był przytomny. Czuł przenikliwe zimno jakie panowało w pokoju. Ściany były murowane, a przez nie dochodziły do niego odgłosy fal. Nie pamiętał jak się tutaj dostał, ale na pewno nie z własnej woli. Lecz jego przemyślenia przerwał dźwięk kroków. Drzwi których wcześniej nie zauważył otworzyły się. Do środka wszedł pokraczny człowieczek prowadzący jeszcze jednego więźnia tak samo ubranego i skutego w łańcuchy, ale ten miał wetkniętą jakąś szmatę do buzi przez co nie mógł mówić. Człowieczek trzymał pochodnie, która rozświetlała cały pokój i jego samego. Był ubrany w brudne łachmany. Miał mała siwą brodę. Rozejrzał się po pokoju i zobaczył Hentricha. Był bardzo niski.
Rzucił Lilawandera, którego właśnie przyprowadził i podszedł do Marka.
- Jak dobrze, żeś się obudził pięknisiu z Reiklandu. O jak ja nie lubię Reiklandczyków. Tacy jesteście weseli. Tacy pogodni. A z czego tu się cieszyć?! Jesteście tacy boście nie zasmakowali cierpienia i bólu! Fu! Ale jeszcze zaznasz nieszczęścia gwarantuje ci to. – Powiedział człowieczek pochylając się nad Markiem. W blasku pochodni jego twarz była lepiej widoczna. Kiedy mówił odsłaniał swoje pożółkłe zęby miejscami nawet czarne. Miał wielki nos, odstające uszy, duże usta i brązowe, wyłupiaste oczy. Aż strach by było zobaczyć człowiek brzydszego niż on. – No, ale zanim cokolwiek zaznasz muszę pobudzić innych.
Podszedł do Albrechta i kopnął go w brzuch. Człowiek natychmiast obudził się z grymasem bólu na twarzy.
- Wstawaj klecho z Nordlandu! Pochodząc z takiej prowincji to powinieneś zostać łowcą albo cuś. Ale nie! Zachciało się czytać książki. Od tego ci się umysł zniszczy kolego. Wiem co mówię mój kuzyn Norbert od przeczytania jednej książki ześwirował! Znalazł taką opasłą książkę w lesie a że umiał czytać to ją przeczytał. Niszczycielskie Potęgi czy cuś się nazywała? No i po godzinie zwariował. Musieli my go oddać do szpitala dla pokręconych. Oto potęga książek. A fu!
Człowieczek splunął na ziemie i ruszył ku krasnoludom siedzącym w koncie.
- Ej owłosione, grubasy! Wstawać! Ruszcie te swoje pokraczne tyłki! Rany jak wy tymi tłustymi łapami możecie robić takie rzemieślnicze cuda. Nie rozumiem tego. Mój brat Waldek miał dobrą kuźnie. Wszyscy do niego przychodzili a to z czajnikiem a to z kilofem. Ale pewnego dnia przyjechał brodaty czort z Gór Krańca Świata i zabrał wszystkich klientów mojego brata. No i Waldkowa kuźnia splajtowała.
Oba krasnoludy obudziły się, zdezorientowane rozglądając się gdzie to się znaleźli. Człowieczek podszedł do Lilawandera, który był przytomny i pociągnął go za włosy.
- A to nasz ukochany drzewolub! Głupie elfisko próbowało szpiegować rezydencję mojego szefa używając tych swoich magicznych sztuczek. Ale my cię wyśledzili i złapali. Dlatego masz tą szmatę w tym swoim ryjsku. Mógłbyś wypowiedzieć jakieś zaklęcie i czmychnąć. Chociaż powiadajo, że bez tych swoich księg nie umiecie czarować. Fu! Nienawidzę was kłapouche maszkary. Siedzicie sobie na dupie w tych swoich lasach. A jak cza na bitkę pójść to też nie chcę się ruszyć. Ale tak samo jak panu pięknisiowi z Reiklandu dam ci powód do spuszczenia trochę tego sadła. Tak się namęczysz, że ci uszy oklapnął! O tak wy małe szczurki. Wydamy was Małemu Timowi. Będziecie ciekawą atrakcją dla jego cyrku. Kłapiąc o cyrku nie mam na myśli wielkiego namiotu z tuzinem tych idiotów poprzebieranych za clownów. Myślę raczej o gladiatorach i dzikich zwierzakach polujących na wasze żywota. O tak będziecie mieli co robić w najbliższych dniach. A ten trup. – Powiedział człowieczek wskazując na ciało mężczyzny. – Był strażnikiem miejskim. Chciał przeszukać ten magazyn bo w magazynie akurat się znajdujemy. No ale my nie mogliśmy pozwolić na odkrycie was. Nie dość, że skazaliby nas za więzienie ludzi to jeszcze pozbawiliby nas niewolników dla Małego Tima, a to by go rozsierdziło. Więc poszczułem go moim burkiem. Ale miał obiadek z jego wątroby.
Człowieczek skierował się do wyjścia.
- A właśnie. Nim odejdę popilnuje was trochu. Strażnicy mówili mi żeście strasznie darli mordę w nocy. Naprawdę jesteście głupi. Tutaj nikt was nie usłyszy. Ja sobie was popilnuje, a za chwile przyniosą wam jakieś żarcie. Ale nie myślcie sobie, że to jakie specjały bedo. Jakieś gówno z ulicy tyle tylko byście przeżyli.
Brzydal wyszedł. Po chwili wrócił z drewnianym taboretem. Postawił go na środku pokoju i usiadł sobie na nim.
- O tak fajnie zaczyna się ta przygoda dla was!
 
Lotar jest offline  
Stary 27-12-2007, 20:49   #2
Banned
 
Reputacja: 0 Johannes Black nie jest za bardzo znany
Czego od nas chcesz, ofermo! Gorzko tego pożałujesz, inaczej byś gadał gdybyśmy się spotkali sam na sam w ciemnej uliczce! - sączę przez zaciśnięte usta do wstrętnego, śmierdzącego człowieczka. (zastraszanie test 1, Krzepa)
Czyżbyś był jedną z tych Marienburskich świń, o których tyle słyszałem? Podobno jesteście tacy odważni gdy jest was trzy razy więcej! Hah, doprawdy, godne podziwu. Ludzie z południa nie znają odwagi ani strachu, nie wiedzą, co to Chaos. - zaczynam mówić tak, aby ten gnój tego nie usłyszał.Szlag - łapię się za brzuch. Boli.
Zaczynam rozglądać się po pokoju. Nie zwracam uwagi na leżące czy siedzące postacie. Szukam broni, czegokolwiek, byleby nie walczyć z uzbrojonym przeciwnikiem gołymi rękami.
Czego od nas chcecie? - ponawiam pytanie, tym razem grzeczniej. Chcę sprawiać wrażenie uległego, by później móc zaskoczyć przeciwnika niczym zwierzoludzie nieświadomego podróżnika w lesie.
Jestem Reiklandzkim sie... strażnikiem cmentarnym. Nie umiem walczyć, więc nie będę stawiał oporu. Mark Hentrich, tak mnie zwą. Jeżeli masz choć trochę honoru powiesz mi, do czego jesteśmy wam potrzebni. Do czego jesteśmy wam naprawdę potrzebni - dodaję domyślając się, że nie o walkę o przetrwanie tu chodzi. (test 2, przekonywanie, Ogłada).

Mark Hentrich jest dosyć niski, ma ledwo 166 cm wzrostu. Jednak jest barczysty co sprawia, że często ludzie mylą go z krasnoludem. Nosi długie, czarne włosy i krótką bródkę, co nadaje mu ludzkiego wyglądu. Wygląda na około 20 lat, chociaż ma za sobą 27 wiosen. Zazwyczaj na całym ciele nosi kolczugę, a na tym wszystkim czarne, arystokratyczne ubrania, chociaż nie wywodzi się ze szlacheckiego rodu. Jego włosy sięgają ramion, czasami zachodzą mu na twarz, zwłaszcza gdy ich nie uczesze. Nosi brodę, szeroką na 3 centymetry, długą na około 5. Ma także krótkie wąsiki wystylizowane jak u Katajskich cesarzy. Nie jest gruby, chociaż postawą przypomina krasnoluda, który za dużo czasu spędził w podziemnych twierdzach obijając się. Większość jego niemałego cielska stanowią mięśnie. Gdy tylko ma okazję, popisuje się swoją strzelbą oraz umiejętnością władania mieczem.
 

Ostatnio edytowane przez Johannes Black : 27-12-2007 o 23:39.
Johannes Black jest offline  
Stary 27-12-2007, 22:45   #3
 
Lumpy's Avatar
 
Reputacja: 15 Lumpy nie jest za bardzo znanyLumpy nie jest za bardzo znanyLumpy nie jest za bardzo znanyLumpy nie jest za bardzo znany
Na początku krasnolud był trochę zaskoczony. Rozglądnął się po pomieszczeniu. "Za jakie grzechy Valayo?" - pomyślał. Kiedy Reiklandczyk mówił do brzydala on szepnął do siedzącego obok niego krasnoluda:
Masz jakiś pomysł? Może tak jak zawsze? W łeb i dalej? Jest sam i chyba nie ma broni(test na spostrzegawczość). Co z tego, że jesteśmy w kajdanach? Wystarczy go ogłuszyć.
Sprawdził wytrzymałość kajdan (test na krzepę). Być może znajdzie jakiś ich słaby punkt lub jakoś uda mu się je otworzyć (test rzemiosła (kowalstwa)).
Jakie twe imię bracie? - pyta sąsiada.
 

Ostatnio edytowane przez Lumpy : 03-01-2008 o 11:29.
Lumpy jest offline  
Stary 27-12-2007, 23:30   #4
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 104 Lotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znany
Przygoda

- Gdybyśmy się spotkali w ciemnej uliczce nie miałbyś szans psie z nad reiku! – Zagrzmiał człowieczek rozwścieczony zuchwałą mową Marka. Podszedł do reiklandczyka i pokazał mu nóż wetknięty w pas. – Jak będziesz taki niegrzeczny to ten nóż odetnie ci to co chowach w tych brudnych majtasach.
Brzydal przez chwilę patrzył na Hentricha. I po chwili roześmiał się.
- Śmieszy mnie ta twoja teoria spiskowa. „Na pewno nie chodzi o walki na arenie” czy cuś podobnego żeś burknął. Tak mój przyjacielu rozgryzłeś mnie. Jak uzbieramy dużo ludu to zawieziemy was wozem oczywiście w tych kajdanach. Swoją droga to majstersztyk. Nie są może robione przez krasnali, ale i tak dobre. Macie skute i nogi i ręce, przy czym łańcuch od kończyn dolnych i górnych łączą się mniej-więcej na poziomie pasa. Łańcuch jest gruba jak tamte dwa krasnoludy razem wzięte. A tak poważnie to jest tak gruby że chyba ma średnice pół metra. No, ale nie ważne rozgadałem się. Tak więc przewieziemy was do takiego portalu. No rozumisz takiego magicznego i was tam wrzucimy. Tam bedzie taki demon no i bedziecie musieli go jako ubić. A wiesz gdzie ten portal jest? Za górami, za lasami w mojej dupie!!! – Roześmiał się człowieczek. – No, ale widzę, że aż palicie się do walki ten chcę się mocować z demonami, a tamten owłosiony wieprz siedzący w koncie myśli że może rozerwać moje łańcuchy. Mój drogi nie ma mowy żebyś ty je chociaż nadwyrężył. No ale dzisiaj zrobię sobie dzień dobroci dla zwierząt i nie skarcę cię.
Człowieczek wrócił na taboret. Pokój był malutki miał około 7-10 metrów długości każdej ściany. A każdy z więzionych ma 6 metrów do brzydala.
 
Lotar jest offline  
Stary 27-12-2007, 23:45   #5
Banned
 
Reputacja: 0 Johannes Black nie jest za bardzo znany
Wyglądasz mi na porządnego człowieka... Jak mam Ci mówić? - pytam uprzejmie strażnika - Jeżeli mogę spytać, ile płacą Ci za więzienie nas? Nie to, żebym chciał Cię przekupić czy coś, ale sam zastanawiałem się nad taką karierą. - mówię, udając zaciekawionego. (przekonywanie, test 1)
Rozglądam się wtedy, gdy strażnik na mnie nie patrzy. Szczególnie zwracam uwagę na nasze kajdany, a także drzwi. Chcę oszacować, jakie mamy szanse przeciwko tym kajdanom i tym drzwiom. Szukam także innych dróg ucieczki.
A teraz przejdę do meritum... To znaczy do sedna - powiedział prędko, ubiegając strażnika - Masz coś mocniejszego? Może rum? Piwo? Ah, widzę, że masz wspaniałą broń. Dziesięć cali, na oko. Ładna rękojeść. Ile kosztował jego byłego właściciela?
 
Johannes Black jest offline  
Stary 28-12-2007, 00:49   #6
 
lopata's Avatar
 
Reputacja: 50 lopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodzelopata jest na bardzo dobrej drodze
Dochodząc do siebie staram się przypomnieć jak to się stało, że tu trafiłem? Nie obchodzi mnie nikt w tej sali poza tym szczurzym łajnem które śmie nazywać się jakimś strażnikiem nas. Burcze bezustannie do siebie niezważając na to czy ktokolwiek coś zrozumie z tego bełkotu. Chcę tylko przemyśleć kilka spraw.

-To na pewno te podstępne trawojady mnie tak urządziły. Niech ja dostane swój młot, jak nie rozwale pierwszego napotkanego szyszkojada, jak nie rozwale mu łba, że aż mózg mu się wyleje to się nie poczuje dobrze. Podstępne drzewołazy.

Gadając wciąż do siebie spoglądam na coś co zwać się chce krasnoludem. Cośco do mnie przemawia. Gniew który we mnie wzbiera z powodu wspomnień jest nieopisany. Wciąż do nikogo się nie odzywając gadam do siebie.

-Bogowie. Chcecie bym szukał jeszcze gorszego brudasa do ubicia. Może ten wypłosz jest moim celem? Czy właśnie mam umrzeć tu i teraz, bez swojej broni i zakuty w kajdany. W inny sposób nie możecie mnie ukarać!

Emocje nie mogły we mnie się utrzymać na wodzy. Wrzeszcze na całe gardło:

-Tylko tyle! To wszystko na co Was stać!

Wracając do swojego dalszego rozważania sytuacji swoim basistym głosem dalej burcze do siebie:

-Może to test opanowania? Moijego opanowania. To za dużo na mojągłowe. Już czuje jak mnie nawala łeb.

Robie grymas jeszcze bardziej wykrzywiając swoją twarzi tak pokraczną bez tego. Na otrząśnięcie spluwam w dowolnym kierunku. Mało mnie obchodzi jeśli sam się opluje. Dość głośno potem odkrzykuje i myśle dalej, o ile gadanie do siebie można nazwać myśleniem.

-AAAAAGGGGGGRRRRRRR!!! Niech tylko chwyce za trzon swego młota, niech tylko chwyce....Ten brudas działa mi już na nerwy. Od pierwszego ziarenka opadającego z klepsydry wkurza mnie. Rozerwe brudasa na strzępy. Wielki mędrzęc się znalazł. Gada i gada, a by się zamknął to by powietrze zaoszczędził do łapania oddechów. I tak już ten tutaj zburaczały podstępny kłapołuchy-Spluwam ponownie jeśli to możliwe w kierunku elfa-Tfuuu. Zaczynam myśleć jak ten brudny szczur. O czym to ja myślałem...aaa tak...ten podstępny zabiera mi powietrze...ten noo- Staram się wymyśleć szybko jakiś epitet jakiego jeszcze nie użyłem wobec elfa.-łajnojad.

Nie zważając na to co mówił strażnik szamocze się z łańcuchami szukając gdzieś słabego punktu. Prostuje i napinam mięśnie nóg a następnie dociągam ręce do siebie tak by spróbować zerwać łańcuch łączący ręce i nogi. Nie zważam na ból, który jest nieodłącznym elementem mojego nędznego życia. Po kilku nieudanych próbach staram się rozerwać łąńcuch pomiędzy nogami i rękoma. Cały czas przy tym sapie i nie patrząc na ból krzycze ile pary w płucach by zagłuszyć w głowie choć odrobine głos rozsądku, mówiącego, że metal rani moje nadgarstki i kostki.
 
__________________
"...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..."

Ostatnio edytowane przez lopata : 28-12-2007 o 01:01.
lopata jest offline  
Stary 28-12-2007, 12:14   #7
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 104 Lotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znany
Smile Odpowiedź

- No wisz, nie mogę ci zdradzić swoje imienia. Co jakby tu psy wpadły? Kłapiąc o psach mam namyśli milicję jakbyś nie znał żargonu. Może i bym uciekł przez tamten zsyp na węgiel. - Powiedział człowieczek wskazując na małe. drewniane drzwiczki, które znajdowały się na lewo od Albrechta. Były zamknięte na kłutkę, która wyglądała na dość solidną. - No ale ty powiedziałbyś moje imię psom i bym musiał uciekać. A ja nie mogę zostawić mojej mamusi. Chorowita jest rozumisz? A co do pracowania tu to nie masz szans. Przykro mi, ale twoja przyszłość to branża niewolnika.
Człowieczek popatrzył na Marka z litością. Jednak po chwili skierował swoje kroki do dwójki krasnoludów.
- Wy jesteście równie śmieszni co tamten piękniś. Jeden chce wyrywać łańcuchy niczym ucieczka z Alkatraz, a drugi "Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa". Ta ponoć wyście takie lokomotywy wymyślili. Kupa żelastwa na parę jak te wasze żyrokopety. Samie i dyszy węgla w to z tonę trzeba wpakować, żeby to sie przynajmniej o krok ruszyło. Mój sąsiad Herbert. Wielki podróżnik mówił, że używacie tego do podróżowania pomiędzy tymi swoimi twierdzami. A mówiąc o twierdzach. Kisicie się w nich nasiąkając chaosem, a później jak wychodzicie to prawdziwe dzikusy z was są. Ale jedno mi się w was podoba. Nienawidzicie tych drzewolubów tak samo jak ja. No, ale jakby żadne z was głupie małpy nie zauważyło to tymi łańcuchami jesteście też przykuci do ścian.
Człowieczek spowrotem usiadł na taborecie.
 

Ostatnio edytowane przez Lotar : 28-12-2007 o 18:59.
Lotar jest offline  
Stary 28-12-2007, 12:41   #8
Banned
 
Reputacja: 0 Johannes Black nie jest za bardzo znany
Domyślam się, że mój los jest już przypieczętowany. Ale Twój? Na północy, w Altdorfie, Middenheim, w Imperium, nawet w moim rodzinnym Schopendorfie, jest dużo pracy. Łatwa praca, dobry zarobek. A jak się przyfarci, to i lepsza robota. Dużo zarobić, a się nie narobić. Proste. A mówisz o strażnikach. Myślisz, że wydałbym kogoś, kto może mi pomóc? A co do Twojej mamy. Jak ciężko jest chora? Nie da rady przetrwać pięciu dni podróży? Niemożliwe! A jak spotkacie jakiegoś czarodzieja, maga życia! A to jest pewne w tych stronach, to będziecie uratowani. E, krasnale, opanujcie się. W ten sposób sobie nie pomożecie. - ściszył głos tak, aby krasnoludy go usłyszały. - A teraz, żebyśmy mogli łatwiej się porozumiewać... Jak mogę do Ciebie mówić? Nie chodzi mi o imię. Jakiś przydomek, cokolwiek. - zagajam ponownie do strażnika. Przyglądam się lepiej kłódce i drewnianym drzwiczkom. Poszukuję wzrokiem jakiegoś przedmiotu, który dałby radę przebić je na wylot. (Przeszukiwanie, inteligencja). Jednocześnie nasłuchuję, czy nikt nie nadchodzi. Byłoby głupio, gdyby ktoś mnie przyłapał na próbie przekonania strażnika.
 
Johannes Black jest offline  
Stary 28-12-2007, 14:48   #9
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 5121 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Albrecht stał na wzgórzu. Słońce oświetlało jego twarz. Jego zbroja była czerwona od krwi potwora którego właśnie pokonał. Wiatr rozwiewał jego ciemnobrązowe, długo do ramion włosy. Jego ciemnobrązowe oczy wyrażały radość. W jego stronę szedł burmistrz miasta, niosąc w rękach nagrodę. Wręczył ją Albrechtowi, po czym uderzył go w brzuch.
Nagły ból wyrwał go ze snu. Otworzył oczy wszystko było zamazane. Po chwili widział już wszystko wyraźnie. Siedział w jakimś zatęchłym lochu. A przynajmniej tak to wyglądało. Ręce i nogi miał skute łańcuchami i przyczepione do ściany. Jakby z oddali doszedł do niego głos oprawcy.
Rasistowska świnia. Gdybym tylko miał wolne ręce
Albrecht wiedział że to tylko czcze pogróżki. Nie należał do typu wojowników. Zauważył innych więźniów, w tym dwóch krasnoludów i elfa. Wiele słyszał i czytał o tych rasach, ale nigdy nie widział, żadnej na własne oczy. Przez pierwsze parę sekund wpatrywał się w nich jak urzeczony. Szybko się zreflektował i zaczął się zastanawiać co zrobić. Czytał, że wystarczy jakiś mały metalowy przedmiot by otworzyć takie kajdanki. Rozejrzał się po podłodze dookoła w poszukiwaniu czegoś, co umożliwiło by mu uwolnienie się z kajdan.
( test na spostrzegawczość). Jeżeli coś takiego zauważył, to sięga po ty gdy ich oprawca wyszedł po taboret.
Albrecht słuchał jednym uchem co gada strażnik. Walka na arenie nie mogła być gorsza od jego paplaniny. Z trudem zmielił przekleństwo w ustach, wiedząc że to nie pomoże. Było mu trochę zimno w głowę. „Klecha” westchnął. Chciałby mieć takie piękne, długie włosy, jak w swoim śnie. Zamiast tego jego czoło zdobiła z dnia na dzień większa łysina.
Jeden z jego towarzyszy prowadził dialog ze strażnikiem. Najwyraźniej próbował go przekonać, by go puścił. Dobra taktyka, ale ze swojej książki wiedział, że rzadko skutkowała.
Właśnie. Gdzie jest moja książka. Moje rzeczy. – pomyślał Albrecht. Poczekał aż jego towarzysz powie co ma do powiedzenie.
-Co się stało z naszymi rzeczami? – spytał strażnika niezwykle szybko, wyszczekując słowa. Mimo wielu lat nauki nie mógł się pozbyć tego Nordlandzkiego stylu mówienia.
 
__________________
you will never walk alone

Ostatnio edytowane przez Noraku : 28-12-2007 o 20:21.
Noraku jest offline  
Stary 28-12-2007, 19:27   #10
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 104 Lotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znanyLotar wkrótce będzie znany
Smile

- Oj pięknisiu widać nie znasz dróg Imperium. Pełno dziur i zbójów. Czasem to są idioci próbujący szczęścia. Ale co jak to będą profesjonaliści? Albo jakie zwierzoludzie lub inne pokręcone stwory. No, ale i to nic! Strach pomyśleć jakie zastępy wysłałby za mną mój szef jakby się dowiedział, że go zdradziłem!!! A co do imienia to nazywaj mnie... Piękny. O tak to przezwisko pasujące do mnie...

- Co się stało z naszymi rzeczami? – spytał Albrecht strażnika niezwykle szybko, wyszczekując słowa. Mimo wielu lat nauki nie mógł się pozbyć tego Nordlandzkiego stylu mówienia.

- Spokojnie psorze. Wasze rzeczy są schowane u nas. Są bardzo bezpieczne w naszych rękach. Może za dzień, albo dwa opchniemy je komuś. Ale nie martw się nie pozwolę by twoje drogocenne książeczki zostały sprzedane. Będą robiły za podpałkę w moim piecu! Czy taki los twoich lektur ci odpowiada? Bo jak nie to...
Paplaninę człowieczka przerwało pukanie do drewnianych drzwi. Piękny wyjął zza pasa nóż, przykładając palec do ust dając znak więźniom aby siedzieli cicho i ostrożnym krokiem podszedł do drzwi. Nacisnął klamkę, otworzył drzwi i zerknął kto to pukał.
- O wreszcie żarcie przyjechało.
Do pokoju weszła zakapturzona postać z tacą na której znajdowały się drewniane miski z parującą cieczą.
- Mmm co dzisiaj mamy w menu? – Zapytał się z ironią w głosie człowieczek biorąc jedną z misek i wąchając ją. – A to kapuśniak!!! Smacznego życzę drodzy więźniowie.
Zakapturzony, chudy mężczyzna podał wszystkim miski i poczekał przy drzwiach. Cały był ubrany w czerń.
- Po co tu jeszcze sterczysz? – Zapytał Piękny.
- Szef kazał mi przynieść miski po tym jak zjedzą. – Powiedział mężczyzna niskim głosem.
- No to poczekaj za drzwiami!
- Szef kazał mi pomóc ci w pilnowaniu ich.
- No to dobra. Słyszeliście przyszli gladiatorzy? Żreć bo kolega czeka na miski!!!
 
Lotar jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:17.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166