Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 31-01-2008, 00:29   #1
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
Dziecię Chaosu

Mówili, że rozsiały ją dzieci rogatego szczura. Mówili, wszyscy, co do jednego, że maczał w tym palce jeden z bogów Chaosu, śmierdzący pan chorób, Nurgle. Mówili też, że to wina magów, którzy w zemście za katusze czynione na ich rodzaju rzucili klątwę na miasta i wsie. Chociaż powód był jak najbardziej prozaiczny, wszyscy uczeni uparcie twierdzili to samo, to wina ciemnych mocy. A czy ktoś pomyślał, czy ktoś na trzeźwo próbował zanalizować, co się stało, co było początkiem tej tragicznej w skutkach epidemii? Nie? No to posłuchajcie…

Rozdział I: Widmo Zarazy


Środek lata. Bezchmurne popołudnie. Vizeaya, miasto położone nad brzegiem zatoki Golfo De Bidouze, objęte kwarantanną.

*** Jeremił Zaćwilichowski ***

Już kilka dni siedzisz w mieście Vizeaya, z powodu kwarantanny, którą wprowadzono w tym mieście. Sytuacja ta powoli zaczyna cię irytować, ale karczma, w której wynająłeś pokój jest całkiem porządna i tania. Władze miasta zamknęły wszystkie bramy, a także zablokowały port. Wieści głoszą, że zaraza rozprzestrzeniła się w północnej części gór Iranna, i szybko przedostała się na niziny, zbierając niesamowite żniwo ludzkich dusz.

Z braku zajęcia zwiedziłeś pół miasta, i znasz je prawie tak dobrze, jak własną kieszeń. Trzeba przyznać, że gdyby nie tutejsze władze, oraz potężne podatki, zamieszkałbyś w takim miejscu. Estalia to całkiem urocze miejsce. Przechadzając się pomiędzy kamieniczkami, zwieńczonych czerwonymi dachówkami, dostrzegłeś coś ciekawego w zaułku..

O futrynę jednego z bocznych wejść domu opierała się kobieta. Miała smukłą twarz, i jasnobrązowe włosy, jednak nie wyglądała jak większość tutejszych kobiet, była… inna. Jest spojrzenie przypominało ci drzewa pokryte śnieżnobiałym puchem i kwiaty przebiśniegów. Zupełnie jak w twojej ojczyźnie.

*** Elizabeth Auguste von Fortenhaf ***

Znajomy twojego męża zwyczajnie zaginął, próbowałaś go odnaleźć, ale nic z tego. Szukając zajęcia w tym przeklętym mieście doświadczyłaś wiele cierpienia. Trudno było ci się odnaleźć w tym miejscu, z pewnością byś je opuściła, gdyby nie ta przeklęta kwarantanna.

Zatrudniłaś się jako służka u jednego z tutejszych kupców, wszystko szło wspaniale, dopóki przypadkiem nie stłukłaś jakiejś drogiej wazy podczas rodzinnego obiadu. Kupiec nawrzeszczał na ciebie, a także popchnął i uderzył w twarz, zachowywał się jak cham i prostak. Miałaś tego dość, i zwyczajnie wybiegłaś z domu. Nie masz żadnych perspektyw na życie, jedynie kilka koron w sakiewce, i dziwne przeczucie, że coś się niedługo odmieni.

*** Diego d’Epinosa ***

Szedłeś luźnym krokiem portową uliczką, ty także utknąłeś w Vizeayi. Odeskortowałeś swoją klientkę aż do Alquezaro, jednak kolejne zlecenie wymagało twojej obecności w Zaraguz, mieście po drugiej stronie łańcucha gór Irannskich. Jesteś tutaj od trzech dni, i nie wygląda na to, aby zniesiono kwarantannę w najbliższym czasie. Podczas podróży widziałeś skutki tej dziwnej choroby, gorączka, wymioty, rosnące wrzody ropne na całym ciele, a w końcowej fazie napady agresji i śmierć w wyczerpania. Co dziwne, miałeś nawet kilka okazji, aby zarazić się tą chorobą, jednak wychodziłeś z tego cało. Przykładem może być potyczka z zarażonymi banitami w okolicach miasta.

Spacerowałeś tak, mając nadzieję znaleźć jakieś wyjście z tej stacji, port wydawał się ku temu najlepszym miejscem. Jest tutaj wiele statków, jednak wszystkich pilnuje straż miejska, w dodatku wczoraj spalono kilka z nich, w ramach demonstracji prawa panującego w mieście. Nikt nie chce zostać zarażonym, dlatego nie można ani opuszczać, ani wjeżdżać do miasta, jedynie posłańcy i burmistrz mogą opuszczać to miejsce.

Zauważyłeś nieprzyjemną sytuację, pomiędzy drewnianymi budynkami, na środku wąskiej uliczki była grupka mężczyzn, na oko 6-7. Każdy z nich uzbrojony, każdy podchmielony. Stali w okręgu, jednak dopiero, gdy podszedłeś bliżej, zauważyłeś co się działo. W środku stał krępy i barczysty krasnolud, z rudą czupryną i bez jednego oka. Trzymał na dystans zapijaczonych marynarzy za pomocą topora, jednak był okrążony. Obrzucali go inwektywami na temat jego dziedzictwa, oraz niego samego. Nie podoba ci się to, nigdy ci się nie podobał typowy Estalijski rasizm wobec krasnoludów, które siedzą w podziemiach.

*** Thalgrim Aragruz Skragnisson Gurgarng ***

Wdałeś się w burdę, kolejną już. Nic innego w tym mieście robić nie można, a jedyne potwory to podobno w morzu siedzą, więc nie chciało ci się nosa wyściubiać z tej mieściny. A na bójki narzekać nie można było, ale jedynie w portowych karczmach, bo im głębiej w kierunku rynku, tym porządniej, i więcej straż. Ci ludzie, którzy jednak cię zaczepili nie mają pojęcia o „przyjacielskich” bójkach na pięści. Jest ich siedmiu, a każdy uzbrojony w kord. Szynkarz nie chcąc rozlewu krwi w swoim lokalu wyrzucił was na zewnątrz. W twoich żyłach płynie sporo procentów, jednak tobie to służyło, im nie. Mówią do ciebie po Estalijsku, nic nie rozumiesz, ale wiesz, że cię obrażają. Rozpłatałbyś ich z chęcią na kawałki, jednak czekasz na ich ruch. Wydaje ci się, że nie wiedzą kim jesteś. Tak jak większość ludzi w tym mieście. Wydaje ci się, że nigdy nie słyszeli o krasnoludzkich zabójcach, w dodatku myślą, że przewaga liczebna coś im da. Czy warto przelać ich krew?

*** Wulryk Person ***

Na rynku panowało poruszenie. Robotnicy przygotowywali podest, podejrzewasz, że wkrótce kogoś zetną, albo też burmistrz ma coś ważnego do powiedzenia na temat kwarantanny panującej w mieście. Z tego, co ci wiadomo, wynika, że miejscowi tak bardzo boją się uchodźców, których tłumnie widziałeś w drodze do miasta, że postanowili się odizolować od reszty. Od czasu do czasu jedynie kilka zbrojnych oddziałów wyjeżdża z miasta, a wracają na czele wozów, widocznie przygotowania idą pełną parą. Kwarantannę wprowadzono dwa dni temu, a jedynymi osobami, które protestują, są przyjezdni, a jest ich niewielu, nie licząc chłopów z okolicznych wiosek.

Zatrzymałeś się u miłej bibliotekarki, która ma swój sklepik niedaleko runku, w ciasnej uliczce. Trafiłeś tam całkiem przypadkiem, a Margarita zaproponowała ci spędzenie kwarantanny u siebie. Nie sądzisz, aby miała jakikolwiek związek z Chaosem, czy coś w tym rodzaju. Przejawia jedynie nikły talent do telekinezy, a w swoich zbiorach ma kilka interesujących tomów, w większości dotyczących historii magii. Wydaje się być miłą, trzydziestoletnią kobietą. Rzadko spotykane, ale ten kraj znacznie różni się od Imperium, także pod tym względem.

Sądzisz, że dzisiejsze wystąpienie burmistrza wyjaśni wiele spraw. Skoro miasto ma zamiar odizolować się od „zarażonej” reszty, to powinna przynajmniej wypuścić wszystkich przyjezdnych, a nie zamykać ich wspólnie z mieszkańcami.
 

Ostatnio edytowane przez Revan : 31-01-2008 o 01:24.
Revan jest offline  
Stary 31-01-2008, 01:00   #2
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 129 Bulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znany
- Ach, prześliczne miasto. Te piękne uliczki, wspaniałe budynki. Opowieści snute mi za młodu właśnie stały się prawdą. Ładnie tu. Tylko jak zwykle brakuje śniegu. - Mruczał wesoło pod nosem wysoki mężczyzna ubrany w czarny płaszcz. Przy pasie miał przypiętą zdobioną pochwę z sejmitarem, oraz tubę na mapy. Już z daleka przypominał wyglądem obieżyświata. Dość zamożnego. Szedł pewnym krokiem przez miasto przyglądając się jego architekturze oraz miejscowej florze. Wszystko to mocno go ekscytowało. Myślał że w swoim życiu był już wszędzie, lecz takiego miejsca nie widział jeszcze nigdy w życiu.

Gdy przechadzając się zauważył kobietę stojącą w bocznej uliczce od razu stanął przytupując podeszwami skórzanych, wysokich butów. Jej nietutejsza uroda szybko rzuciła mu się w oczy. Można powiedzieć iż niewiasta natychmiast oczarowała go swoim wdziękiem. Obrócił się w bok, robiąc uśmiech i podszedł do niej starając się wywrzeć jak najbardziej pozytywne wrażenie. Stanął w niewielkiej odległości do niej po czym zdjął kapelusz odsłaniając długie, proste blond włosy zapięte w kitę przez metalową klamrę oraz przystojną twarz pokrytą dokładnie przystrzyżonym zarostem. Potem rzekł szarmanckim tonem:
- Witaj o piękna pani. Widzę żeś nietutejsza. Skąd pochodzisz jeśli wolno zapytać? No i oczywiście jakież to powody sprowadzają Cię w te strony. - Nie czekając na odpowiedź dopowiedział jeszcze - Taki kwiat jak ty nie powinien stać w tym ciemnym miejscu. Chodź o pani wyjdziemy na główną ulicę i porozmawiamy spokojnie. - Po czym szybkim ruchem obrócił się wykonując gest mający na celu zaproponowanie drogi oraz przepuszczenie kobiety przodem. - I powiedz mi jeszcze jeżeli możesz, czemu tak siedzisz sama tak koło domu? Coś Cię trapi?
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)

Ostatnio edytowane przez Bulny : 31-01-2008 o 01:06.
Bulny jest offline  
Stary 31-01-2008, 13:13   #3
 
Macharius's Avatar
 
Reputacja: 116 Macharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znanyMacharius wkrótce będzie znany
Krasnolud wpatrywał się wściekły w człeczyny które go otaczały. Banda przeklętych tchórzy! Żaden krasnolud nie ośmieliłby się zaatakować tylko dla tego że miał przewagę liczebną nad wrogiem. Toż to hańba na całe życie. Gdyby którykolwiek z jego braci zrobił coś tak głupiego i tchórzliwego to natychmiast musiałby udać się do świątyni Grimnira, przebyć rytuały i zostać Zabójcą.

Z drugiej strony... Thalgrim przyjrzał się człekom. Cherlawe toto. Ocenił i splunął na bok. Cherlawe. Jakby się głębiej zastanowić to szanse są prawie równe, gdyby doszło ich jeszcze ze dwóch to powinny być równe całkowicie. Krasnolud nie znosił tego kraju. Mało znali tu jego lud i byli pełni dziwnych uprzedzeń. Na dodatek warzyli piwo całkowicie do dupy. Kiedyś, lata temu narzekał na piwo człeczyn z Księstw Granicznych które to człeczyny wcześniej przybyły tam z Imperium. Tamto było sikaczem. A to? Gdyby tutejsze piwo nazwać szczynami trolla to była by pochwała.

- No chodźcie cherlawe łajzy! - wrzasnął wściekły - Chcecie prawdziwej walki? Chcecie krwi to chodźcie a nie będziecie się czaić! Tchórzliwe ścierwa, pomioty snotlinga! - krzyczał w reikspielu. W końcu to człecza kraina i trzeba stosować człeczą mowę którą się zna.

Krasnolud wciąż zdumiony był bronią Estalijczyków, jakiś badziewny mieczyk. Imperialni przynajmniej potrafili stworzyć w miarę nadającą się do walki broń ale toto? Jednooki nie wyobrażał sobie jak z takim badziewiem można iść na jakiekolwiek pole walki.

Krew się w nim gotowała, był gotów uderzyć natychmiastowo każdego kto wykonałby ruch jawnie świadczący że chce go zranić. Splunął jeszcze raz i warknął.
 
Macharius jest offline  
Stary 31-01-2008, 13:24   #4
 
Efcia's Avatar
 
Reputacja: 2989 Efcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputację
Elizabeth stała tak przez chwile w bezsilnej złości łykając żal. Po czym wyprostowała się. Uniosła dumnie głowę. Poprawiła włosy i ubranie, wszak trzeba jak najlepiej prezentować się. Już miała pójść wprost przed siebie gdy z zamyślenia wyrwał ją głos jakiegoś mężczyzny. Odwróciła do niego swoją twarz, krzyżując na piersi wąskie dłonie o arystokratycznie długich palcach. Jej twarz o łagodnych rysach i pełnych ustach możnaby uznać za urodziwą, gdyby nie paskudna blizna na prawym łuku brwiowym. Z jej dumną postawą kłóciła się bura i pospolita suknia, jaką nosiły służki w kupieckich domach.Obok niej leżał sporej wielkości wór.Długo przyglądała mu się swoimi szarymi oczami. Nawet lekko uśmiechnęła się na początku.
Cóż za czarujący człowiek, pomyślała. Taki szarmancki. Z pewnością uratował wiele kobiet z rąk paskudnych bandytów. Zupełnie jak Aristide d'Évreux w "Wyjątkowej Damie". Zaplotła na palcu kosmyk lśniących, brązowych włosów. W jej umyśle już, już pojawił się obraz odjeżdżającej w siną dal pary, gdy nagle bezwiednie potarła bliznę. Uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Szlachetny panie!! - odezwała się do mężczyzny po kislevsku. Już cisnęło jej się na usta, że nie zwykła rozmawiać z nieznajomymi... Jednakże w jej obecnej sytuacji, cóż to za różnica, czy będzie sterczeć tu pod domem tego chama i prostaka czy pójdzie do rynku z tym, wyglądającym na miłego i poczciwego, mężczyzną.Uśmiechnęła się ponownie.
-Owszem. Nie pochodzę stąd. Moja ojczyzną jest Kilsev.- Dalej ciągnęła w tym języku. - A jeśli pomożesz mi z tym, - wskazała na wór - to chętnie z tobą pójdę z przed domu tego groszoroba!!
Jej twarz wykrzywił grymas pogardy, gdy spoglądała dom, w którym jeszcze do niedawna pracowała.
- Pytasz mnie cóż mnie trapi?? To samo co innych przybyszów. Chcę się stąd wydostać. Jakoże niezwłasnej woli trafiłam do tej krainy. Chcę się stąd wydostać i wrócić do Polotska, do swych włości.
Tu na chwile rozmarzyła się.
-Ale, ale. Zapomniałam o dobrych manierach. Jestem Elizabeth von Fortenhaf-Stroganow. - Rzekła dumnie. - A ty, mój panie??
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny
Efcia jest offline  
Stary 31-01-2008, 14:53   #5
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 129 Bulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znany
Jeremił uśmiechnął się, odsłaniając śnieżnobiałe zęby, gdy niewiasta do niego przemówiła. Ochoczo wziął worek, zarzucając go na plecy i przysłuchiwał się uważnie jej słowom. "Nie dość że z mojego kraju, to jeszcze szlachcianka" - pomyślał. Na pytanie zadane przez kobietę odpowiedział gładko w ojczystym języku Elizabeth:
- Jam jest Jeremił Zaćwilichowski - Szlachcic i obieżyświat. Miło mi spotkać bratnią duszę na tak dalekim zachodzie. Pochodzę z okolic Milkavali i Krakjunova, miałem tam niegdyś wieś, ale to już przeszłość. - zamyślił się na chwilę, i przyjrzał kobiecie. Jej blizna i ubranie wskazywały, że los damy obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zupełnie jak los mężczyzny, tyle że w przeciwną stronę.

Otrząsając się z zamyślenia rzekł:
- Jakiż nikczemnik zostawił skazę na tak ślicznej twarzy? Niegodziwiec winien zostać poćwiartowany za tak haniebny czyn. - Po czym dodał jeszcze z oburzeniem. - I jak się nazywa ta świnia, która kazała pani z Kislevu nosić szaty służby? Jego morda też powinna zostać solidnie obita.

Gdy usłyszał problem który trapi kobietę powiedział przyjaźnie:
- Wiesz pani. Niech każdy mówi za siebie. Owszem, gdy jestem zamknięty gdzieś na dłużej czuję się strasznie. Ale to miejsce jak na razie bardzo przypadło mi do gustu. Tylko spójrz na tutejszą architekturę. W naszych rodzimych stronach trudno o takie budynki. - zrobił kwaśną minę i dopowiedział sarkastycznie - Taa... W moich stronach trudno już o jakiekolwiek budynki

Mężczyzna poprawił jeszcze wiszący na jego plecach wór, przepiął tubę z mapami na drugą stronę pasa, popatrzył na Elizabeth z uśmiechem i wykonał gest zapraszający na tzw. "spacer pod rękę", w końcu to dama.
- Chodź już stąd o pani. Jest wiele ciekawszych miejsc od tego w którym teraz stoimy. Zapraszam na małą przechadzkę po uroczych zakątkach miasteczka.

- Swoją drogą. Elizabeth - piękne imię. Bardzo rzadkie w naszych stronach, lecz to tylko nadaje mu uroku. - Dodał.
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)

Ostatnio edytowane przez Bulny : 31-01-2008 o 15:29.
Bulny jest offline  
Stary 31-01-2008, 16:34   #6
 
Efcia's Avatar
 
Reputacja: 2989 Efcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputacjęEfcia ma wspaniałą reputację
Czy on porównał Saszę do tej swołoczy, u której zmuszona była pracować?? Pomyślała z lekkim oburzeniem Lili. Pytanie o bliznę pominęła milczeniem.
- Ta świnia odpowiedzialna za moja obecna sytuację zowie sie losem. Trudno będzie jej obić mordę. - Dodała z lekkim rozbawieniem.
No nie mogę. Rozmyślała w duchu. Porównał go do tego nędznego kmiota. Do tego lisa farbowanego, który myśli, że jak nauczy się trochę dobrych manier, to go na salony wpuszczą.
Po czym chwyciła mężczyznę pod rękę.
-A jakież urocze zakątki posiada to miasto?? - Zapytała na wpół ironicznie.
Szarmanckie zachowanie Imć Jeremiła sprawiło, że kobieta poczuła sie jak prawdziwa dama. Taka z tych bretonskich romansów, co to zaczytywała się nimi w młodości. To poprawiło jej trochę humor.
-Po prawdzie, urodziłam się w Impreium i stąd moje nietypowe jak dla Kilsevu imię. Ale większość życia spędziłam w Kislevie, u podnóża Gór Krańca Świata.
Być może dzisiejszy dzień nie jest taki zły, uśmiechnęła się w duchu.
Szła obok wysokiego mężczyzny i łaskawszym okiem spoglądał na to miasto.
 
__________________
- I jak tam sprawy w Chaosie? - zapytała.
- W tej chwili dość chaotycznie - odpowiedział Mandor.

"Rycerz cieni" Roger Zelazny
Efcia jest offline  
Stary 31-01-2008, 16:43   #7
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 31635 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Dość wysoki, szczupły mężczyzna, poruszający się z gracją wytrawnego szermierza, od czasu do czasu poprawiał ciemne, rozwiewane wiatrem włosy. Jego opalona twarz świadczyła o częstym pobycie na świezym powietrzu. Na pozór zachowywał się całkien beztrosko, ale jego stalowe, przenikliwe oczy bacznie lustrowały okolicę.
Brązową, skórzaną kurtkę i i tego samego koloru spodnie uzupełniały wysokie buty za skóry węża. Opasujący biodra szeroki pas był spięty ozdobną klamrą, zaś biegnący przez ramię i pierś pendent zapinany był klamrą z białym rumakiem – symbolem Estalii. Wiszący przy lewym boku rapier, oraz tkwiący przy prawym boku tileański puginał świadczyły o tym, że mężczyzna nie tylko słowami jest w stanie bronić swoich racji.
Zza pasa wystawała rękojeść bogato zdobionego pistoletu.

Miasto byłoby bardzo miłe. Prawie jak rodzinne strony... Gdyby nie to, że wszyscy siedzieli tu jak w klatce... Nawet port, na który właśnie spoglądał, wielkie okno na świat, nie stanowił furtki prowadzącej ku wolności. Oddziały straży i resztki statków, których kapitanowie widocznie nie chcieli podporządkować się prawu, stanowiły informację jasną dla każdego. Nawet głupca, którym nie był.
Rzecz jasna, gdyby się uparł, mógłby się stąd wydostać. Aby przedostać się przez mury nie trzeba było skrzydeł. Starczyłaby solidna lina i ciut szczęścia. A złoty klucz otwierał wszystkie wrota. Na razie jednak nie chciał uciekać się do takich metod.
Choroby, za którą stały - jak zwykli gadać ludzie - najrozmaitsze ciemne moce, na razie się nie obawiał. Może należał do tych grupy tych, których choroba się nie imała. A może miał szczęście, tak jak podczas spotkania z tymi zarażonymi banitami.
Wzdrygnął się nieco na wspomnienie twarzy, na których wypisane było szaleństwo. Jedno z przekleństw związanych z chorobą... Zabić, bez względu na wszystko...
Odpędził nieprzyjemny obraz i ruszył dalej. Wąska uliczka, prowadząca z portu w stronę centrum miasta, nagle okazała się zablokowana.
Diego skrzywił się, słysząc rozbrzmiewające wyzwiska, których adresatem był rudy, jednooki krasnolud.
"Przeklęty rasizm" - pomyślał.
Nie rozumiał takiej postawy. I nigdy mu się nie podobała.
- Od kiedy to kundle atakują wilka - słowa wypowiedziane z czystym, estalijskim akcentem przecięły powietrze. - Sporządziliście już testamenty i pożegnaliście się z rodziną? Tak się boicie zarazy, że wybraliście szybszą śmierć?
Diego z szyderczym uśmiechem obserwował gwałtowną reakcję marynarzy.
- Hej, jednooki - zawołał, tym razem w języku Imperium. Spodziewał się, że zarówno krasnolud, jak i marynarze zrozumieją przynajmniej większość słów.
- Dawno się nie widzieliśmy... Pomóc ci? Jak w Szarych Górach? Ramię, przy ramieniu...
Miał nadzieję, że krasnolud nie okaże niepotrzebnego zdziwienia.
I że marynarze uciekną. Wolałby nie przelewać niepotrzebnie krwi. Ale nie zawahałby się nawet przez moment...
- Pokażemy tym szczurom, gdzie raki zimują?
W dłoniach Diega błysnęły obnażone ostrza, a uśmiech zniknął z twarzy. W tym momencie przypominał polującego drapieżnika.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 31-01-2008 o 19:41.
Kerm jest offline  
Stary 01-02-2008, 16:47   #8
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5150 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Wulryk był wściekły, iż zatrzymał się w tym przeklętym mieście.
„Cholera zawsze szukają osłów ofiarnych, ale ma to też dobre strony” pomyślał wspominając miłe chwile spędzone w nocy z Margaritą.
Szczelniej okrył się płaszczem zasłaniając swój kolegialny strój. Chociaż wątpił, iż znajdzie się ktoś w tym mieście, który potrafiłby rozpoznać barwy czarodzieja kolegium płomienia. Pod płaszczem oprócz zwyczajowej czerwono żółtej tuniki miał ukryty miecz i pas wypełniony komponentami do czarów. Przez atmosferę panującą w mieście przestał też farbować na czerwień swoje włosy. Włosy podtrzymywała żółto czerwona opaska za którą wetknięte było niebieskie pióro jakiegoś ptaszydła z Lustrii. Na szyji można było dostrzec apszkę. Oczy też mogły go przywieść do zguby niektórzy wierzyli w przesądy związane z różnokolorowymi oczyma. Tym bardziej, iż lewe piwne nieco zezowało, tylko prawe zielone patrzyło bystro w przód.

Rozglądał się właśnie za swoim służącym Pipem. Długo nie mógł dostrzec go gdyż wyglądał jak niziołek i łatwo znikał w tłumie.

- Pip gdzie jesteś do cholery, jak zwykle idziesz i się gubisz.
- Już jestem panie – usłyszał na dwóch poziomach odbierania mag.
- Poszukaj jakiegoś sprzedawcę pasztetów i zakup, tylko sprawdź czy aby świeży i prawidłowo sporządzony. Postrasz go, że jak będzie niedobry w smaku przyjdę i osobiście wypruje mu flaki. Będę tutaj czekać może czegoś ciekawego się dowiem.

Gdy już Pip zniknął już z wzroku maga Wulryk więc wysłał do niego jeszcze jedno przesłanie.

„Zakup też jakiegoś porządnego piwa dla nas”.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 01-02-2008 o 16:55.
Cedryk jest offline  
Stary 01-02-2008, 22:43   #9
Banned
 
Reputacja: 0 Revan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znanyRevan wkrótce będzie znany
*** Diego i Thalgrim ***

- Patrzcie, kto to przyszedł. – odwrócił się do ciebie jeden z nich, z krzywą czapeczką, kozią bródką i czerwoną twarzą. Jak nic, są pijani. Przyglądał ci się dobrze.
- Toż to ten, jak mu tam… No ten szermierz, co rapierem potrafi świeczkę ściąć, aby płomień się palił dalej. Co cie, bratku, skłania to pomocy temu psu? – przybliżył się do ciebie, trochę chwiejnie. Zionęło od niego gorzałką. W tym czasie drugi marynarz obrócił się w twoją stronę.
- Twój przyjaciel panie, to ostawim go. Jednak ja bym takiego co rychlej wydał, wszyscy wiedzą, że przez tych plugawych nieludzi ta zaraza jest. To tak, jakby się z diabłem bratać, abo co. Ostawimy jednak, bo nie chcemy zwady. – ten wyglądał na mniej pijanego, i bardziej rozsądnego. Zagwizdał do swoich, i wszyscy ruszyli uliczką, którą tu przybyłeś, prosto do portu.

Kilka okiennic okolicznych chat otwarło się, po chwili z zaułka wyszedł jakiś dziadek, podpierający się laską i co rychlej poszedł w swoją stroną pod groźnym spojrzeniem krasnoluda. Widziałeś jego zawiedzoną twarz, krasnoludy z pewnością kochają bitki, czy to na pięści, czy to na topory.

- Nie trzeba było się wtrącać, człowieku. – odparł w staroświatowym. – Jednak, mimo wszystko, dzięki. Nie chodzi o to, że bałem się tych zapijaczonych szczurów, zwyczajnie nie podobają mi się tamte typki w kolczugach. – odwróciłeś się, i ujrzałeś, jak z zakrętu, za którym zniknęli marynarze, pojawiło się kilku ludzi w kolczoch zbrojach, w żółtych tunikach z godłem miasta, rybą w dziobie pelikana. Mieli też tarcze pomalowane na żółto, również z godłem, i miecze. Z pewnością kogoś szukali.

- Lepiej chodźmy, strażnicy o tej porze bywają aż nadto aktywni. – rzucił krasnolud.
- Przy okazji, jestem Thalgrim Aragruz Skragnisson Gurgarng, ale mów mi Thalgrim. – dodał z dumą wymawiając swoje miano, mrugając jednym okiem.

*** Wulryk Person ***

Przypadkiem usłyszałeś rozmowę kilku strażników przechodzących obok. Z rozmowy wywnioskowałeś, że odbędzie się dzisiaj wieczorem egzekucja, z wystąpieniem rządcy miasta. Po kilkunastu minutach zauważyłeś pod swoimi nogami swojego chowańca, z małym antałkiem piwa, kilkoma sztukami pasztetu i pękiem kiełbasy, a raczej jego połową, gdyż Pip zdążył trochę zjeść.
- Będziemy tutaj tak stać? Kupiec, u którego byłem, chwalił się, że nakapował na jakiegoś nieludzia, a niziołki lubi, bo mu jedzenie gotują. Chodźmy do Margarity. – zaproponował. Mogłeś jednak kontynuować spacer mieście, podobało ci się, ciepły klimat służył temu kraju. Także architektura była miła dla oka. Dachy były pokryte czerwoną dachówką, kamieniczki wysokie, ze zdobionymi ścianami w prostokątne, i półokrągłe wzory i linie.

Na podest robotnicy ustawiali właśnie gilotynę, widać będą ścinać kogoś ważnego. Był ustawiony przy niskim murku, który odgradzał urwisko, przede wszystkim, żeby nikt nie wypadł, a także nie zasłaniał kojącego widoku morza. Można też było zobaczyć z niego niższe dzielnice, a tym port. Nigdy tam jednak nie byłeś, była to przede wszystkim uboga dzielnica.

*** Elizabeth i Jeremił ***

Spacerowaliście brukowaną uliczką w dół miasta, w kierunku morza. To miasto wcale nie było takie złe. Zwłaszcza, że było waszym więzieniem. Z naprzeciwka, waszą drogą szedł oddział straży miejskiej, można było to poznać dzięki żółtym tunikom, które nosili na lśniących kolczugach. Środkiem kolumny wlekli jakąś postać, szczelnie owiniętą płaszczem, twarz zasłaniał całkiem obszerny kaptur. Przechodnie ustępowali z trwogą, posyłając złe spojrzenia w kierunku więźnia. Szybko przeszli, a uliczka znów wypełniła się przechodniami. Doszliście do małego ryneczku, w średniozamożnej dzielnicy. Trzeba wam wiedzieć, że miasto było podzielone według statusu społecznego. W środku na wniesieniu był główny plac, to była najbogatsza dzielnica kupców, i mieszczan. Niedaleko prawej strony murów znajdował się ratusz, a wokół niego ważne instytucje, i to była dzielnica urzędnicza. Na południu miasta, a więc na wprost od bramy głównej znajdowały się dzielnice średniozamożnych kupców i mieszczan, lewa część miasta była nazywana dzielnicą przybyszów, to jest ta, w której się właśnie znajdujecie. Z kolei większa północna część miasta to port, wraz z dzielnicą, tutaj mieszkali najubożsi mieszkańcy miasta, a także imigranci, szulerzy, złodzieje. Miejsce cieszyło się złą sławą, jednak strażnicy panują nad portem. Przynajmniej tak się wydaje, gdyż z powodu niezadowolenia spłonęło wczoraj kilka magazynów.

Na ryneczku w dzielnicy przybyszów swoje kramy rozmieścili wędrowni kupcy, reklamowali najróżniejsze rzeczy, od biżuterii, po dzikie zwierzęta, aż do rzadkich przedmiotów z dalekich krajów. Miejsce było nadzwyczaj kolorowe, a gdzieniegdzie można było zobaczyć żółtą postać strażnika, więc było tutaj całkiem bezpieczniej. Karczma Jeremiła mieściła się kilka uliczek na południe od tego miejsca.
 
Revan jest offline  
Stary 01-02-2008, 23:23   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 31635 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Spokojnym spojrzenie odprowadził marynarzy. Ostrza zniknęły, jakby nigdy ich nie było.
"Czasami sława się przydaje" - pomyślał, z cieniem zadowolenia. Kolejna jej porcja nie była mu potrzebna. Przynajmniej nie w tej chwili...
Wyciągnął rękę do krasnoluda.
- Diego d'Epinosa - przedstawił się. - Ale wolałbym, byś mówił do mnie Diego.
Podobnie jak krasnolud używał staroświatowego, języka w którym bez problemów mogli się porozumieć. Z krasnoludzkiego znał tylko kilka wyrazów, które, jak sądził, nie bardzo nadawały się do powtórzenia w towarzystwie...
Spojrzał w stronę, z której wyłaniał się oddział straży.
- Oto przykład chodzącej sprawiedliwości. I chodzących kłopotów. Masz rację - znikajmy stąd.
Pociągnął za sobą nie opierającego się krasnoluda.
- Wiem - wrócił do słów krasnoluda - że te szczurki nie sprawiłyby ci kłopotu. Przynajmniej bezpośrednio. Ale w dzisiejszych czasach...
Wyraz twarzy Diega stał się ponury.
- Pewnie nie wiesz... Każdy 'nieludź' - skrzywił się, wymawiając to słowo - to przedstawiciel mrocznych sił, wcielone zło, sprawca i siewca zarazy, gwałciciel, zboczeniec i co tam jeszcze sobie dopowiesz...
- Źle się dzieje - kontynuował - i potrzebni są winni. A kto jest pod ręką?
Pytanie było retoryczne i jako takie odpowiedzi nie wymagało.
- Jak tylko ktoś krzyknie 'bić nieludzi', to zrobi się gorąco. Zły czas wybrałeś na wizytę w złotej klatce.
Spojrzał przez ramię, czy czasem strażacy nie podążają za nimi i odrobinę przyspieszył kroku.
- Zajrzyjmy do jakiejś zacisznej karczmy, Thalgrimie - zaproponował.
Był ciekaw, gdzie zatrzymał się jego tymczasowy towarzysz. Ale bez względu na wszystko był pewien, że jeśli zostanie ogłoszone 'wielkie polowanie', to nie będzie tam bezpiecznie. W zasadzie nigdzie nie będzie bezpiecznie, jako że człowiek 'nieludziowi' wilkiem się stanie...
- Trzyma cię coś w tym pięknym mieście, poza zamkniętymi bramami, rzecz jasna, czy może zaczynasz myśleć o jakiejś zacisznej kopalni w odległych górach? - spytał.
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166