Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-02-2008, 12:31   #1
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 129 Bulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znany
Stary, gdzie mój okręt?!

Nastał kolejny dzień. Wieś Suddenfolk znajdująca się nia zachodzie Imperialnej prowincji – Nordlandu. Jak zwykle o tej porze tętniła już życiem. Rybacy szli niosąc zapasy pożywienia przed wypłynięciem w morze, kobiety krzątały się skupując przeróżne towary oraz rozmawiając ze sobą. Z oddali dało się usłyszeć zgrzyt piły cieśli, a zarazem szkutnika. Karczmarz właśnie wystawiał pustą beczkę po piwie przed drzwi, a dzieci bawiły się beztrosko dokuczając mu. Grupka miejscowych szykowała przeróżne dekoracje. Kwiaty potrzebne do wieńców, oraz części wystruganych z drewna kordelasów walały się po uliczkach. Na środku stał wielki słup przewiązany wstążkami koło którego najwyraźniej miały odbywać się tańce, gdyż ziemię wokół niego pokrywały drewniane deski ułożone na kształt parkietu. Miejscowi cyrkowcy szykowali kostiumy oraz rekwizyty do jakiejś inscenizacji. Wszyscy byli rozbawieni i szczęśliwi. Wszyscy, poza paroma osobnikami:

Arthur Valdor

Lodowate morze wyrzuciło Cię na brzeg nieopodal małej rybackiej wioski. Cały przemoczony i zmarznięty oparłeś się rękami piaszczystej plaży wypluwając z ust słoną wodę. Po chwili otrząsnąłeś się i podniosłeś chwiejnie na nogi. Widok wsi był całkiem przyjemny, po tym co przeżyłeś na morzu w duchu dziękowałeś Sigmarowi za to, że pozwolił Ci przejść przez to piekło i postawić stopę na suchym lądzie.

Mieszkańcy wsi ciągle wlepiali w Ciebie swoje oczy. Niektórzy litując się nad Tobą, inni bojąc się, a na twarzach niektórych miał czelność pojawić się nawet uśmieszek, choć wskazywał on bardziej na współczucie niż rozbawienie całą sytuacją. Po chwili przyglądania się miejskiej krzątaninie pomyślałeś, że można by przejść się do miejscowej karczmy, której szyld – ogon ryby - widziałeś już stąd, choć była na drugim końcu zabudowań. Zapewne znajdzie się tam ciepły kąt, by osuszyć stare ubranie, zjeść porządny posiłek i zdrzemnąć się po przeżyciach na morzu. Potem poszukasz jakiejś roboty, w końcu z czegoś trzeba żyć. Może ktoś tutaj będzie wiedział coś na temat pracy.

Brat Johann

- Teraz potrzebny jest mu spokój. Niech dużo odpoczywa i je. Niedługo powinien nabrać sił. – Powiedziałeś, myjąc ręce w drewnianej misie z wodą. – Po ukąszeniu nie będzie mógł chodzić przez parę dni, ale potem noga się rozrusza. – Dodałeś potem wycierając się w czystą szmatę.
- Ach dziękuję miłościwy panie! Bardzo dziękuję! - Wykrzyknął karczmarz omal nie rzucając Ci się do stóp – Nie wiem w jaki sposób mam się odwdzięczyć – Słowa człowieka były miodem dla Twoich uszu. Uwielbiałeś, gdy po dobrze wykonanej „robocie” wszyscy byli szczęśliwi i dziękowali. Jak zwykle wystarczały Ci jedynie słowa podzięki, i gdy karczmarz zaproponował pieniądze grzecznie odmówiłeś. On jednak nalegał, byś przenocował i wyżywił się w jego gospodzie, w ramach odwdzięczenia się za opatrzenie jego syna pogryzionego przez psa. Myśl o kolejnej nocy spędzonej na dworze już Ci zbrzydła, więc skorzystałeś z oferty.

Gospodarz powiedział, że możesz spać w pokoju na górze, i żebyś wcześnie rano wstał, gdyż nazajutrz jest święto „Wielkiego Stortebeckera” na którym musisz się zjawić. Szybko poszedłeś do pokoju na górze. Było tu całkiem przytulnie. W rogu stało łóżko z rozłożoną pościelą. Koło niego była mała szafka nocna, na której stała świeca, a po drugiej stronie pomieszczenia stało drewniane biurko z paroma szufladkami. Złożyłeś dokładnie ubranie oraz ekwipunek, położyłeś je na krześle, a sam poszedłeś spać na wygodnym łóżku. Było tu dużo lepiej niż na trakcie. Ach, jak dawno nie spałeś w ciepłej pościeli. Już praktycznie zapomniałeś jakie to uczucie. Byłeś tak zmęczony że usnąłeś od razu, gdy tylko Twoje oczy się zamknęły.

Rano karczmarz obudził Cię mówiąc byś zszedł na śniadanie, gdyż przygotował przepyszną jajecznicę, która nie może wystygnąć…

Jack SeaHawk

Życie zbiega jest trudne. Szczególnie tutaj w Imperium. Po trzech miesiącach podróży dobrnąłeś w końcu do karczmy, gdzie chciałeś nająć się jako żeglarz na statek. Wszystko byłoby na dobrej drodze, gdyby nie to, że nazajutrz rano okręt marynarki zniknął, a żołnierze zostali na lodzie. Według Ciebie Sigmar doskonale pokarał wojaków za opilstwo i nieuwagę.

Z niemożności znalezienia sobie jakiegoś zajęcia wyruszyłeś więc dalej. Po paru dniach drogi, z samego rana dobrnąłeś do mieściny zwącej się Suddenfolk. Postanowiłeś więc i tutaj poszukać szczęścia. W oczy od razu rzuciły Ci się jakieś przygotowania. Najwyraźniej we wsi miał się odbyć jakiś festiwal. Stanąłeś obok karczmy „Ogon Dorsza” przyglądając się jak jakaś wędrowna trupa urządza na środku ulicy przygotowania do przedstawienia. Jeden z aktorów kończył właśnie strugać drewniany topór, a dwóch pozostałych mierzyło stroje żołnierzy armii imperialnej. W budynku za nimi panowała krzątanina. Po chwili jednak obróciłeś się widząc karczmarza, wystawiającego właśnie pustą beczkę przed drzwi.
– Witam wędrowcze – Rzekł przyjemnym głosem gospodarz - Wejdź i rozgość się. Ja za chwilę przyjdę i przyjmę zamówienie…

Sigfryd L'Domeneck

Szedłeś ścieżką między pięknymi łąkami. Kwiaty budziły się do życia po zimowej przerwie, a zwierzęta dopiero co wyrwane ze snu zimowego biegały szukając pożywienia. Ty jednak nie byłeś w humorze, żeby zajmować się takimi sprawami.
- Banda zawszonych rasistów - kląłeś po drodze – Wątpią w moje umiejętności, tylko dlatego że mam delikatnie ciemniejszy kolor skóry od nich? Mam nadzieję że moje prośby do Mannana o sztormy dla nich się spełnią.
Żaden kapitan którego dotychczas spotkałeś nie chciał nawet słyszeć o Twoich umiejętnościach gdy zobaczył na własne oczy Twoje Arabskie pochodzenie. Tutaj w imperium nikogo nie obchodziło że, nie dość iż jesteś pokornym sługą Mananna i członkiem Zakonu Albatrosa, to jeszcze jednym z najlepiej wykwalifikowanych nawigatorów na kontynencie. Próbowałeś już kilka razy zawsze pocieszając się tym że bóg mórz ma dla swojego wyznawcy większą misję niż nawigacja na statkach kupieckich. Na pewno los, który jest Ci pisany przewiduje szlachetniejsze czyny.

W każdym razie nie załamując się porażkami brniesz dalej w poszukiwaniu kapitana, który w końcu zatrudni Cię jako nawigatora. Idąc do kolejnego portu zahaczyłeś jednak o małą rybacką mieścinę – Suddenfolk. Ludzie, w niej mieszkający, przygotowywali się właśnie do jakiegoś święta. Postanowiłeś zatrzymać się tutaj na kilka dni, by uzupełnić zapasy i przyjrzeć się z bliska obchodom dnia, który jak się dowiedziałeś zwie się Dniem Stortebeckera. Dziś odbywały się ostatnie przygotowania. Obchody miały się zacząć pełną parą. Jeden z kmieci pokierował Cię, byś póki co przeczekał poranek i posilił się w karczmie „Ogon Dorsza” – jedynej gospodzie w wiosce. Tam też skierowałeś swoje kroki…
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)

Ostatnio edytowane przez Bulny : 02-02-2008 o 13:14.
Bulny jest offline  
Stary 02-02-2008, 13:57   #2
 
Atanael's Avatar
 
Reputacja: 80 Atanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znany
Arthur nie wiele myśląc, a jeszcze mniej mogąc, chwiejnym krokiem zbliżał się do karczmy. Klnąc przy tym pod nosem, wykręcał poszczególne części swojego ubioru, niegdyś pewnie będącego szykownym mundurem imperialnym. Nie rozglądając się zbytnio, przebył puszcze zabudowań i wszedł do karczmy.
Może i warto by było rozmyślać nad jakąś pracą i środkiem utrzymania, ale nie to teraz było w głowie cudem ocalonemu żeglarzowi. Mając na szczęście, jakieś drobne oszczędności, które przetrwały wędrówkę przez morze, podszedł do karczmarza.
-Potrzeba mi strawy i pokoju...
Nie był zbyt elegancki. Jego ciężki drgający głos, dawał po sobie poznać, niewiarygodne zmęczenie. Rzucił sakwę na blat karczmarza, nie zastanawiając się nawet ile miał w niej pieniędzy, bo wiedział, że zaraz zemdleje i jak nie z głodu to z wycieńczenia już nie wstanie...
Zasiadł przy jednej z ław jak najbliżej kominka, bądź innego źródła ciepła.
 
__________________
Amatorzy zbudowali arke noego a profesionaliści Titanica...
Atanael jest offline  
Stary 02-02-2008, 21:22   #3
 
Maciass0's Avatar
 
Reputacja: 452 Maciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetny
Słysząc głos karczmarza Jack odwrócił się, człek sprzedający piwo zapraszał go do środka miłymi słowami.
-Potrzeba mi odpoczynku, strawy, więc wejdę do środka- powiedział Seahawk. Ostatni raz spojrzał na aktorów i ruszył w stronę karczmy. Przechodząc przez próg strzepał z płaszcza "kurz podróży" i wytarł o drewniany stopień karczmy buty.
- Panie karczmarzu, można za chwilę prosić o jakieś jedzenie? Głodnym, a i usiądź ze mną porozmawiać. - Rzucił jeszcze za sobą.
Jack usiadł przy stole, rozgościł się, swój plecak położył pod nogami, a ręce ułożył na stole. Ludzie będący w karczmie zobaczyli człowieka zmęczonego długą podróżą... Seahawk jest dość wysoki, o posturze silnego człowieka. Jack ma na sobie kaptur (szaro-zielony) zakrywający jego twarz, płaszcz jest w nie najlepszym stanie, wiele razy był już cerowany i zszywany.
Gdy karczmarz podchodzi przyjąć zamówienie:
- Poproszę jakąś zupę i może specjalność zakładu, z góry mówię że ma być dobrze doprawione - odpowiedział Jack
Wędrowiec rozgląda się po karczmie w czasie gdy jego posiłek jest przygotowywany, patrzy na wystrój itp.
"No to odpocznę"
 
Maciass0 jest offline  
Stary 03-02-2008, 14:26   #4
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5150 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
[MEDIA]http://dumaeg.googlepages.com/Nassau.mp3[/MEDIA]


Sigfryd L'Domeneck szybkim krokiem wkroczył do karczmy. Wiedział, iż w końcu los się musi odmienić, nawet w tym kraju gdzie wyznają wiarę we wcześniejszego wyznawcę Urlyka.
„Cóż to za przedziwny kraj, myślałem, iż chociaż kapitanowie wiedzą, czym jest gniew Mananna, a przebłagać go może tylko jego kapłan, nie wystarczy modlitwa przed wypłynięciem. Z pewnością rejsy, w które wypłyną nie będą szczęśliwe i przyniosą straty zamiast zysków. Niekoniecznie Pan Mój zatopi ich łajby, ale jest wiele sposobów, aby przynieść pecha w interesach. Zepsuty towar i chora, umierająca załoga, dodatkowo głodująca to bunt. Głupcy ci zakończą swój żywot w objęciach Mananna i trafią prosto do Morra.”

Karczma była mała, tak mała jak spodziewał się w takiej dziurze. Przy stole, znajdującym się przy ogniu dostrzegł człowieka suszącego doszczętnie przemoczone odzienie.
„Pechowiec, który poznał, czym jest gniew Mananna.”

Kapłan rozejrzał się, niedaleko pechowca do jedzenia zbierał się jakiś podróżny. W zbieraninie rybaków i drobnych kupców wydawał się on najbardziej oczywistym towarzyszem posiłku. Podchodząc do przybysza odrzucił poły płaszcza tak, aby był widoczny symbol z jego tuniki i medalion wiszący na szyi.

- Witaj. Sigfryd L'Domeneck wybraniec Mananna z L’Anguille. Można się przysiąść panie, bo większość z tych – machną przy tym reką wskazując na salę – nie będzie ciekawymi kompanami do rozmowy.

Nie czekając na odpowiedź zaczął się sposobić do zajęcia miejsca.
Oparł swój trójząb o ścianę karczmy, zdjęty hełm odłożył na stół i zsuną misiurkę, spod której wyrwały się na wolność niesforne, sztywne, czarne włosy. Odpiął też niebieski płaszcz, wtedy wszyscy obecni mogli zobaczyć, iż pod nim miał cienką tunikę przykrywającą pełną kolczugę. Poluźnił też pas, aby wygodniej się siedziało.

Zatrzymał przechodzącą obok dziewkę.

- Jakąś pieczeń, zupę rybną no i od razu podaj mi dzban najlepszego piwa. - Poczym klepną je w rozłożyste siedzenie – tylko się pospiesz kochana.

Rozejrzał się po sali jeszcze raz. Przygładził wąsy i brodę, jak to miał w zwyczaju, zanim odezwał się znowu.
- A cóż to za los przygnał jakie wiatry, nie słyszałem jeszcze twego imienia, do tej zabitej dechami i śmierdzącej dorszem dziury, o której najwidoczniej zapomnieli wszyscy bogowie, a bynajmniej ludzie zapomnieli o bogach i swoich powinnościach wobec nich.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 25-03-2008 o 23:48.
Cedryk jest offline  
Stary 03-02-2008, 21:22   #5
 
Darnock's Avatar
 
Reputacja: 39 Darnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodzeDarnock jest na bardzo dobrej drodze
Podziękował karczmarzowi za obudzenie go, rozejrzał się i gdy wyjrzał za okno przeklął się za swoją niefrasobliwość. Słońce już od dobrej godziny wznosiło się nad horyzontem. A on jeszcze miał dużo do zrobienia. Poranne modlitwy same się nie odprawią.
Wtedy przypomnial sobie o tym nieszczęsnym Unterwaldzie, trzeba będzie się spotkać z kapłanem Shallyi w najbliższym mieście, tamtejsza sekta prawie go zabiła gdy już ponad tydzień temu zjawił się by nieść pomoc potrzebującym. Jednak i tym razem bogini zesłała mu pomoć. Szkoda że ten człowiek nie przeżył, bo wtedy mógl by mu podziękować.
Ale zaraz, chyba miał coś zrobić, po tym jak ostatnim razem zgubił się w lesie, często gubił wątek. Ach, święto „Wielkiego Stortebeckera”., nie znał miejscowych legend, ale podejrzewał że ma to coś wspólnego z dziedziną Pana Mórz.
W każdym razie trzeba było się pośpieszyć, dawno nie jadł nic ciepłego. A jajecznoca, cóż to był prawdziwy rarytas. Jednak z bogini nie można sobie kpić, zmówił modły w skróconej wersji, bo z karczmarzem nie chciał mieć na pieńku. Ubrał się, następnie przemył twarz w zimnej, wczorajszej wodzie i ogolił się, to że jako mnich składał śluby czystości nie oznaczało że ma zachowywać się jak dzikus. Następnie zebrał rzeczy i zszedł na dół, z zasady nie ufał karczmarzowi, zwłaszcza że nie mówił na jak dlugo ma zostać.
-Przepraszam, mości gospodarzu, jednak z bogów nie można sobie kpić, musiałem odprawić modly.
Po czym zasiadł do przepysznego śniadania, w rogu, skromnie oddalony od wzroki gapiów. Dla tych ktorzy zwrócili na niego uwagę, brat Johan jest raczej niewysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną w średnim wieku. Jego ogoloną twarz zdobią nieliczne posiwiałe rude włosy. A jego fioletowe oczy bacznie zlustrowały pomieszczenie. Bystrzejsi zauważą poszarpane ucho prześwitujące przec sięgajće do ramion, równo obcięte włosy. Na jego prawej ręce znajduje się wytatuowany gołąb Shallyi, a jego szaro-niebieski habit dla obeznanych w teologii świadczy o przynależności do zakonu podległemu bezpośrednio kultowi tej bogini, przez lud zwani Braćmi Życzliwymi, a przez nielicznych uczonych wspominana jest nazwa Braci Medycznych, jednak mało kto jej używa.


R.I.P.
Frater Johan
 

Ostatnio edytowane przez Darnock : 19-02-2008 o 20:50.
Darnock jest offline  
Stary 03-02-2008, 23:53   #6
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 129 Bulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znany
Karczmarz podszedł do Arthura. Człowiek miał może około pięćdziesiątki. Nie można było powiedzieć iż był gruby, aczkolwiek widać było że gdy rodzice dawali jeść nigdy nie odmawiał. Słuszna postura. Tak... To dobre określenie. Na głowie miał wielkie zakole, a resztki włosów były koloru kruczoczarnego. Nosił zwykłe ubranie na którym zawieszony był usmolony fartuch. Ciągle miło się uśmiechał odsłaniając ubytki w uzębieniu. Potem wziął jakąś wielką, pustą beczkę i zaczął taszczyć ją przed budynek.

Po wystawieniu pojemnika wszedł do środka, kazał miło SeaHawkowi chwilę na siebie poczekać, a potem poszedł na górę. W tym czasie Jack miał okazję przyjrzeć się pomieszczeniu. Było duże. Sama główna sala miała wielkość małej chaty. Na przeciw wejścia stało palenisko przy którym suszył ubranie jakiś przemoczony człowiek. Siadł przy stole oczekując na karczmarza, gdy po chwili podszedł do niego mężczyzna. Był ciemnej karnacji i miał kręcone włosy, a jego szaty zdobiły symbole Mananna - Boga Mórz. Człowiek zamówił coś do jedzenia od kelnerki, po czym klepnął ją w siedzenie. Kobieta już miała odwinąć mu drewnianą tacą, lecz gdy zobaczyła że z góry schodzi właściciel przyjęła zamówienie i odeszła. W tym czasie Sigfryd nawiązał rozmowę.

Gospodarz wszedł za ladę wyciągając jeszcze ciepłą jajecznicę i stawiając ją na stole. Po chwili dało się zobaczyć człowieka - wyglądającego na mnicha - który zszedł z góry i podszedł do jedzenia. Stanęli przez chwilę obok siebie nawiązując krótką konwersację:
-Przepraszam, mości gospodarzu, jednak z bogów nie można sobie kpić, musiałem odprawić modly.
-Modły ważna rzecz. Żałuję, iż tak zapracowany człek jak ja czasem nie ma czasu porozmawiać z bogiem. A teraz przepraszam, gdyż robota wzywa.
Potem karczmarz wziął stołek i postawił go przy stole SeaHawka kładąc na niego porcję przepysznej jajecznicy.
- Tak więc czegóż chciałeś dobry człowieku. - Rzekł mężczyzna - Przepraszam, że musiałeś tyle czekać aczkolwiek mam urwanie głowy.
Ludzie rozejrzeli się po karczmie, lecz zobaczyli jedynie trzy osoby poza nimi.
- Muszę przygotować piwo i jedzenie na dzisiejsze święto. Ludzie jak zwykle wychleją mi pewnie całe zapasy, aczkolwiek zyski z tego są ogromne, więc mogę harować jak wół wraz z mą córką Hagrittą. - Powiedział poczciwy człowiek wskazując na kobietę właśnie podającą tacę z jedzeniem słudze Mananna.

Lilawander

Twoja podróż trwała bardzo długo. Na każdym kroku zgłębiałeś tajemnice zycia ludzi. Badałeś ich zachowania, potrzeby, słabości. W drodze spotkałeś wiele rozmaitych osobowości. Ich rasa jest dziwna. Czasem spotkasz miłego pomocnego człowieka, z którym można w normalny sposób porozmawiać, tylko po to żeby po kilku krokach zostać napadniętym przez bandę zbójców. Zachowania niektórych pozostawiają wiele do życzenia. W każdym razie twoja podróż na szczęście nie obfitowała w takie niespodzianki. Po jakimś czasie drogi doszedłeś do małej wioski. Ludzie których mijałeś mówili, iż nazywa się ona Suddenfolk. Co prawda większość z nich patrzyła na Ciebie - jako na elfa - z obawą, lecz niektórzy byli całkiem przyjaźnie nastawieni. Po godzinie marszu ujrzałeś w oddali zabudowania. To na pewno ta mieścina. Skierowałeś swoje kroki w tamtą stronę...
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)

Ostatnio edytowane przez Bulny : 04-02-2008 o 00:32.
Bulny jest offline  
Stary 04-02-2008, 01:21   #7
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1585 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
W istocie, elf w ciągu wielu lat podróży zdołał poznać całą masę ludzkich i nie tylko charakterów. Żywo w pamięci rysowały mu się postacie, z którymi wspólnie walczył z chaosem jeszcze dawno temu gdy w początkach swej podróży zawędrował do klasztoru Sigmarytów.

Elf miał smukłą sylwetkę, gdyby mu się dokładnie przyjrzeć to wręcz chudą. Działo się tak niezależnie od tego ile jadł. Nie potrafił już nic z tym zrobić. Jednak długi płaszcz, z kapturem luźno zwieszonym na plecach nie pozwalał za dobrze przyjrzeć się budowie ciała elfa. Co więcej wytrawni obserwatorzy mogliby dostrzec iż cień wokół elfa zdaje się ściągać do niego, utrudniając tym bardziej szczegółowe przyjrzenie się efowi.

Lilawander miał długie siwe włosy, jechał na rumaku stworzonym za pomocą zaklęcia. Dzięki temu nie przejmował się o byt wierzchowca, znikał gdy skończyło się długie działanie czaru lub na życzenie maga. Przy boku miał miecz i łuk, były bardziej dla niepoznaki, taki samotny podróżnik musi się przecież czymś bronić, jeśli nie miałby miecza i łuku, to byłby elfem dziwolągiem z góry podejrzanym o uprawianie magii lub innego paskudztwa.

Lilawander nie był jednak osamotniony w podróży, towarzystwa dotrzymywał mu jego wierny sokół – Chowaniec Agram, którego życie z pomocą magii było nad zwyczaj wydłużone. Nawet w nocy choć przy świetle gwiazd i księżyca potrafił z oddali wykryć zagrożenie, sam bezpiecznie unosząc się w powietrzu.

Suddenfolk tak nazywała się wieś do której przyszło mu zajechać. Ogon ryby radośnie powiewał na szyldzie, złowróżbnie wieszcząc wszelkim pływającym rybim stworzeniom. Jako elf morski smakował w rybach, tym chętniej wszedł do wnętrza. Koń chwilowo został na zewnątrz, na wypadek gdyby szybko trzeba było uciekać.

Wszedł do środka, rozglądając się po wnętrzu nim domknął drzwi. Jak zwykle od razu ściągał spojrzenia, co jest naturalne w gospodach, a przy jego wyglądzie i sokole na ramieniu tym bardziej. Podszedł do karczmarza przyglądając się kolejnej mozaice nietypowych postaci. Czuł mrowienie na plecach, jak zwykle gdy w dziwny sposób napotykał zróżnicowaną bandę która w krótkim czasie zacisnęła więzy i ratowała świat w ten czy inny sposób. Czasem heroicko a czasem całkiem przyziemnie.

- Witaj karczmarzu, proszę o strawę rybną, przyrządź to z czego jesteś najbardziej dumny, to w czym z chęcią się chwalisz swoimi kulinarnymi umiejętnościami. Życzyłbym jednak sobie by było to coś z ryb lub innych morskich przysmaków, dawno nie jadłem takiej strawy i dorzucę coś ekstra jeśli się postarasz.


Na zachętę na stole wylądowała srebrna moneta , którą wyszukał z sakwy zapełnionej w większości miedzią. Cenne pieniądze miał dobrze ukryte w ubraniu i innych schowkach.


- Nalej mi jeszcze na spróbowanie najlepsze wino i piwo jakie masz. To co bardziej mi zasmakuje zamówię w większej ilości.


W zależności od gatunku i smaku, ilość ta wahała się między jednym kuflem a bukłakiem, o czym już karczmarz wiedzieć nie musiał.

- Chciałbym też kilka surowych ryb, dla mojego sokoła. Oraz pokój lub chociaż łóżko na nocleg.
 

Ostatnio edytowane przez Eliasz : 04-02-2008 o 12:43.
Eliasz jest offline  
Stary 04-02-2008, 19:32   #8
 
Maciass0's Avatar
 
Reputacja: 452 Maciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetnyMaciass0 jest po prostu świetny
Seahawk patrzył bacznie na człowieka o innym pochodzeniu niż pozostali, właśnie usiadł obok Jacka, przedstawił się, na pewno nie zapamięta jego imienia, bardzo długie.
"Co on tu robi, ciekawe...."
-Witaj drogi przybyszu, nie wiem z jakiego kraju pochodzisz, ale chyba nie masz złych zamiarów, jestem Jack Seahawk, pragnę zaciągnąć się na jakąś łajbę i podróżować po wielkich wodach, a ty jak sam mówisz o sobie jesteś wybrańcem Mannana, zacny to cel w życiu, nauczać innych, opowiedz mi o sobie i swoim życiu.-

W międzyczasie kiedy Sigfryd opowiada Jackowi historię, ten dyskretnie przerywa mu i woła karczmarza:
-Mój drogi karczmarzu, jajecznica wygląda smakowicie, ale przynieś mi jeszcze coś do picia.
Jack wrócił do rozmowy z Sygfrydem, jego historia go zaciekawiła.
 

Ostatnio edytowane przez Maciass0 : 04-02-2008 o 20:15.
Maciass0 jest offline  
Stary 04-02-2008, 23:28   #9
 
Atanael's Avatar
 
Reputacja: 80 Atanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znanyAtanael wkrótce będzie znany
Arthur dochodząc powoli do siebie, spojrzał na karczmarza, który do niego podszedł.
-Jak będzie z tym posiłkiem, od kilku dni nic nie jadłem.
Przemówił tym razem brzmiąc już o wiele dostojniej. Wstał od pieca, starając się odwzajemnić, wiecznie towarzyszący karczmarzowi uśmiech, jednak w jego stanie wcale nie było to takie proste. Zbliżył się do stolika, przy którym dwójka osobników prowadziła rozmowę. Zbliżył się stanowczo do kapłana, noszącego insygnia pana mórz i przyklękając, nieuprzejmie przerywając rozmowę odezwał się do niego.
-Chciałbym, odwdzięczyć się Manannowi, za uratowanie mi życia na morzu, będę ci wdzięczny kapłanie za pomoc.
Spuścił delikatnie głowę czekając na reakcję kapłana. Nie był on zbyt religijnym człowiekiem, przynajmniej aż do dziś, gdzie prawda jest oczywista. Tylko dzięki łasce bogów dziś znajduje się na lądzie, choć wcale za nim nie przepada i zamierza jak najszybciej go opuścić. Wpierw jednak, uznał za stosowne, wnioskując po zachowaniach innych marynarzy, odwdzięczyć się wszechpotężnemu władcy wód, który darował mu życie.
 
__________________
Amatorzy zbudowali arke noego a profesionaliści Titanica...
Atanael jest offline  
Stary 05-02-2008, 00:16   #10
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1585 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Elf powiódł wzrokiem za człekiem dopominającym się o swój posiłek. Gdy zobaczył, iż ten klęka przed kapłanem Mananna, zaniemówił z wrażenia.

- Witaj o szanowny kapłanie Mananna. Me oczy radują się Twoim widokiem, gdyż dawno już odkąd wyruszyłem z rodzinnych stron, nie napotkałem wyznawcy a co dopiero kapłana boga którego i ja wyznaję.

Ukłonił się głęboko po czym kontynuował.

- Nazywam się Lilawander i będę zaszczycony móc także wysłuchać Ciebie panie, aby i me uszy radowały się wielce. Dawno już nie słyszałem opowieści morskiej czy religijnej związanej z bogiem, którego czcimy. Wpierw jednak pozwól zaoferować sobie trunek, abyś nie mówił o suchym gardle.

- Jeśli mógłbym też prosić o błogosławieństwo… minęły już lata odkąd ostatni raz kapłan Mananna udzielił mi błogosławieństwa, a że chciałbym by moje losy w przyszłości znów związały się z morzem, myślę, że takie błogosławieństwo przybliży mnie do celu. Oczywiście przyjmij też panie datek dla sługi Mananna, skromny lecz płynący z serca.


Elf czekał na przyzwolenie i reakcję kapłana, jeśli gotów był przyjąć datek, niezależnie od błogosławieństwa, elf wręczył mu dwie złote korony.
 
Eliasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 17:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166