Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 26-02-2008, 11:35   #1
 
terry's Avatar
 
Reputacja: 0 terry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znany
[warhammer] stal jest zawsze zimna, twoja krew tylko gdy skrzepnie...

Uwaga uwaga Lord Artus w swej niezmierzonej dobroci ogłasza wszem i wobec wielki szermierczy turniej, którym chce uczcić swe pięćdziesiąte urodziny. Zwycięscy czeka nagroda w wysokości tysiąca złotych koron...

Kraina gdzieś na północnych ziemiach Imperium, gdzie w miasteczku Gurbung sprawuje od kilkudziesięciu lat swą władzę Lord Artus, bardzo, bardzo daleki kuzyn panującego nam Imperatora... I chyba tylko dzięki temu tak dobrze jest znany na ziemiach Imperium i jeszcze poza jej granicami ów turniej, gdzie spotykają się i potykają najlepsze miecze świata, a który odbywa się rok, w rok w urodziny tutejszego Lorda Artusa.


Wszyscy chętni, proszeni są o wpisanie na listę w ratuszu miejskim, oraz na wpłacenie wpisowego w wysokości dwóch złotych koron.


Ruch na Gurbungu ryneczku ustał w chwili wymówienia ostatnich słów herolda, a z pobliskiej karczmy wytoczyło się kilkudziesięciu zaciekawionych przejezdnych. Młody herold kontynuował swą przemowę:

Turniej rozpocznie się za sześć dni na przedpolach twierdzy Lorda Artusa. Uczestnicy turnieju będą tam dostawali posiłki oraz wszelką inną pomoc ufundowaną przez gildie Piekarzy...

Mówca zszedł z podwyższenia, na którym zwykle kaźni się przestępców.

Do miasteczka, Gurbung co dzień przybywał ktoś, kto spragniony bogactwa i sławy miał nadzieję i umiejętności by zmierzyć się z najlepszymi. Karczmy i noclegownie pękały w szwach, gości nie brakowało, patrole straży miejskiej z początku podwojone a teraz i potrojone pilnowały porządku, o który coraz trudniej było szczególnie w nocy. Zjawiły się różne bandy, grasantów, niedorostków, dzieciaków, którzy co noc pijąc okowitę „rozmawiając” i wymieniając się „argumentami” w rozmowie zakłócali spokój rdzennym mieszkańcom miasteczka. Co ranek znajdowano jakieś ciało w rynsztoku, co wieczór ludzie się dobrze bawili...

Dziewczyny z „Różowej pończoszki” miały, co robić, co prawda miały dobry
urobek, ale dawno tak nie „pracowały” w pocie czoła. Mężczyźni dzień w dzień szturmowali ich różową kamienicę, pokazując dziewczynkom, jacy to oni są twardzi i bojowi. Po kilku "wypadkach" Mama Szarla wynajęła kilku jeszcze wykidajłów by trzymali w ryzach, co waleczniejszych klientów...

Zajazd pod „Rozprutą beczką” to nie było dobre miejsce dla uczciwych dobrych ludzi, ale to było ostatnie miejsce, które oferowało jeszcze kilka suchych miejsc do spania.



Burbung...



Artemis
Przybyłeś do Grubung dosłownie na chwilę przed zamknięciem bram, nie obyło się bez problemów przy „ocleniu towarów” jednak dobry sierżant nie sprawiał problemów po poczęstowaniu srebrem. Błąkałeś się trochę po mieście, na opłacenie wpisowego było już trochę za późno, ale przecież możesz zapłacić nazajutrz. Masz szczęście, kurewsko psie szczęście kolejna oberża, która jest pełna, kiedy już myślisz, że dziś znów się nie wyśpisz tak jak byś chciał, widzisz przed sobą szyld „Pod rozprutą beczką”. W środku było pełno ludzi, niektórzy opierali się o ściany, dzbany z piwem odstawiali na wąskie deski zawieszone przy ceglanych ścianach, wokół szynkwasu kłębił się tłum, wszystkie stoły z wyjątkiem jednego były zajęte. Bez wahania skierowałeś się do niego. Z ulgą usiadłeś na solidnej drewnianej ławie, półtoraka oparłeś o krawędź stołu. Byłeś zmęczony głodny i brudny, a do tego wszystkiego jeszcze chciało ci się piekielnie pić. Podszedł do ciebie po chwili jakiś pomocnik karczmarza:
Naprawdę będzie pan siedział przy tym stole? –zwrócił się do ciebie z powątpiewaniem
Tak. –odpowiedziałeś- Chciałbym zamówić dzban wina coś ciepłego do zjedzenia.
Chłopak spojrzał na ciebie na twoją twarz poczym wzruszył ramionami i odszedł usłyszałeś tylko mrukniecie, że zamówienie będzie wykonane... Po niedługim czasie zajadałeś się gulaszem wieprzowym z ziemniakami.
Guther miedzieobróbca
Siedzisz już tu drugi tydzień, zapijając cienkim winem, które tu serwują. Siedzisz wciśnięty w koncie, dziś znów ten stary buc karczmarz Fred ma ruch, pewnie się cieszy. Mijają godziny, zmrok już zapadł, a goście dobrze się bawią. W karczmie jest mały harmider i trochę zadymiona atmosfera, sam w tej chwili popalasz faje. Widzisz jak Fred rozmawia z jakimiś nowo przybyłymi targują się o nocleg myślisz, Fred zedrze kolejnych frajerów. Kątem oka widzisz, że do karczmy wchodzi kolejny gość w zakurzonym czarnym płaszczu.

Gdzieś o dzień drogi od Burbung

Liv von Aschendorf
Podróżowałaś już kilka tygodni, przebyłaś prawie całe Imperium. I czułaś, że jesteś już blisko. Zapadł zmrok a ty wciąż podążałaś na północ. W oddali zobaczyłaś jak jeden mężczyzna stawia czoła siedmiu grasantom. Podjeżdżasz powoli i z małym zdziwieniem stwierdzasz, że grasantów wcześniej było jedenastu, cztery ścierwa leża na drodze a jeden mężczyzna z wielkim mieczem trzyma na dystans zbójów broniąc swego konia...

Erich „Stark” Schuster
A było już tak pięknie ostatni nocleg przed Burbung, normalnie Urlyk pluje mi w twarz. Jedenastu gówniarzy spragnionych dobrej zabawy i mojego dorobku życia. Myśleli, że kilkoma groźbami i szabelkami wystraszą mnie. Grzeczne traktowanie na nic się zdało dopiero pierwszych dwóch śmiałków odesłanych do krainy Morra z wyprutymi flakami ich trochę otrzeźwiło. I w tym momencie zaczęły się trudności, kolejny trup pada u mych nóg. A banda zaczyna mnie okrążać... Szybki wypad, ostrze szerokim łukiem opada, a zanim w strugach krwi pada kolejny szczeniak. No cóż jeszcze kilku położę, ale wyjść z tego cało będzie wyczynem...
 

Ostatnio edytowane przez terry : 26-02-2008 o 16:15.
terry jest offline  
Stary 26-02-2008, 14:25   #2
 
Lord Artemis's Avatar
 
Reputacja: 140 Lord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znany
Artemis kończył posiłek. Odsunął pusty drewniany talerz na bok. Dolał sobie wina do kubka i zajmując wygodna pozycję popijał powoli i obserwował ludzi, a w szczególności pewną niewiastę. Karczma nie była szczytem marzeń i luksusów. Wręcz przeciwnie!!! Ale przyzwyczajony do biednego, czasem do bardzo skromnie prowadzonego trybu życia Artemis traktował to miejsce jak mały Raj. Jeszcze tylko łóżko! I będzie w niebo wzięty. Dopił wino... Nalał sobie następny kubek i wzrokiem poszukał chłopca, który podał mu jedzenie.

Miał dziwny ton głosu..- Artemis dopiero teraz skojarzył, co chłopiec do niego powiedział.- A czemu miałbym tutaj nie siedzieć??? Było wolne...

Dziwne... Faktem jednak było, ze w tej zapchanej po brzegi i śmierdzącej piwem karczmie był to jedyny całkowicie wolny stolik!! Zbieg okoliczności.- Pomyślał.
Jednak ostrożność i nieufność podpowiadały inaczej. Wojownik przysunął bliżej miecz, ciężki półtorak oparł się o jego nogę.... Na wszelki wypadek.

Artemis rozglądnął się zobaczył chłopca, który podawał mu wcześniej jedzenie... Zamachał na niego ręką i zamówił jeszcze trochę wina oraz poprosił pokój. Miał szczęście!! Chłopiec po otrzymaniu pieniędzy podał człowiekowi klucze, a po chwili przyniósł pełen dzban wspaniałego wina Wojownik schował klucz, po zapłaceniu chłopcu wciąż trzymał sakiewkę w rękach. Zaglądnął do niej i sprawdził swój stan pieniężny...Trochę się rozczarował, może nawet za bardzo, ale myśl o turnieju i możliwości wygranej dodała mu sił.

Nie jest za dobrze. Jednak jeszcze parę dni uciągnę. W ogłoszeniu pisali coś, ze gildia Piekarzy zapewni jedzenie, więc nie musze się przejmować żarciem... Gorzej z noclegiem...Bywało gorzej więcteraz też dam rade... Jakoś to będzie... – Pomyślał i pociągnął długi łyk wina.
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...

Ostatnio edytowane przez Lord Artemis : 26-02-2008 o 16:49.
Lord Artemis jest offline  
Stary 26-02-2008, 19:39   #3
 
to tylko ja's Avatar
 
Reputacja: 0 to tylko ja nie jest za bardzo znany
Guther
Niechętnie wychylił ostatni łyk tych breji co zwą winem. Prawdziwe wino można poznać po kolorze lub po zapachu ,a to tu zajeżdżało potem a barwę miało bardziej białą niż czerwoną. A przecież zamawiał czerwone Altdorfskie. Smak był podły ,niczym zgniłe winogrono zamoczone w stęchłej wodzie. Jednak wiedział ,że zamówi kolejny dzban a karczmarz i z niego zedrze miedziaki. Szybko przeliczył ,że w tym tempie do rozpoczęcia turnieju straci około 2 zk i 5 srebrników. Chętnie by siedział w innej knajpie ale takowe były zajęte przez szybszych przyjezdnych albo przez znajomków wyżej urodzonych jegomościów. Zwlekając z zamówieniem przejrzał kolejny raz pismo wydane przez urzędnika ratusza. Z ciężkim westchnieniem zwinął dwunasty raz przeczytany glejt upoważniający go do wzięcia udziału w krwawej jatce. Dopalając fajkę szukał wzrokiem osoby która by chętnie pogadała na jakieś mądre tematy ,niestety nikogo takiego nie zobaczył.
’’hołota i ćwoki ,zero przyzwoitości’’
Na pewno ktoś na pogaduchę by się znalazł ale On sam wolał zwalić na innych niż przyznać się ,że trochę się krępuje zagadać. Wytrzepał z fajki wypalony tytoń i schował ją to mieszka. Podrapał się po brodzie zapatrzony gdzieś w dal. Otrząsnął się.
‘’Jeszcze trochę siedzenia w tej zapiździałej norze a zwariuję, pierdole wychodzę’’
Głośno sapnął i powoli podniósł się z zydelka. Torbę zarzucił na ramię i zaciągnął pas. Poprawiając kurtkę wodził wzrokiem po pięknej pani co ją natura bogato obdarzyła a i Ona sama to podkreślała szerokim dekoltem.
-Ahhhh, to jest piękno – westchnął i wypowiedział te słowa dość głośno by usłyszeli najbliżsi goście rozprutej beczki po czym szybkim zdecydowanym krokiem wyszedł z karczmy. Tylko przelotnym spojrzeniem uraczył kolesia w czarnym płaszczu ,jednakowo szybko oceniając jego ekwipunek jak i naturę i cel przybycia. Po wyjściu z karczmy zwolnił i luźnym krokiem ruszył do innej oberży ,licząc na wolne miejsce.
’’nawet jeśli nic się nie znajdzie to spacer się przyda’’
 
__________________
wolność ... jest jak fikcja

Ostatnio edytowane przez to tylko ja : 26-02-2008 o 19:42.
to tylko ja jest offline  
Stary 26-02-2008, 21:58   #4
 
Angus McArthur's Avatar
 
Reputacja: 0 Angus McArthur nie jest za bardzo znany
Erich "Stark" Schuster
Już tylko siedmiu. Nieźle dziś idzie... - pomyślał Erich. - Może pora na zmianę taktyki? Tak, teraz inna zabawa.
Cały czas patrząc na przeciwników, Erich wycofał się powoli, aby odłożyć Victorię i odpiąć miecz, wysłużoną "jedynkę", i lewak od siodła. Zrobił to dosyć szybko. Napewno nie za wolno.
Nie chce mi się do Nich podchodzić, pewnie śmierdzą. Niech ruszą pierwsi. Byle szybko, bo mnie zima zastanie - pomyślał Stark, krzywiąc się w lekkim uśmiechu po czym zwrócił się do najbliższego rabusia.
- Ty, synu kozy, podejdź no tu, bo starcowi takiemu jak ja ciężko przejść taki kawał drogi jaki Nas dzieli. No podejdź już! Przecież nie gryzę... - po tych słowach Erich stanął w postawie bojowej, gotowy do ataku jak i do sparowania ewentualnego uderzenia przeciwnika.
No ile można czekać?! - pomyślał i tak rozdrażniony podróżnik. Przemyślawszy dalsze posunięcia i ewentualne konsekwencje, wiedział już co ma zrobić. Jak to miał w zwyczaju, postanowił zgnoić przeciwnika przed wejściem do królestwa Morr'a.
-Mam nadzieję, smarku, że pogadałeś sobie z mamusią ostatni raz. Chociaż zaraz. Przecież kozy nie potrafią mówić!!! A twój stary? Gdzie jest teraz? Chociaż... Nie mów! Łatwo znajdę gościa o imieniu DUPCZY-KOZA!!!
Ostatnie słowa Erich wypowiedział tak głośno, aby mogli to usłyszeć pozostali zbóje. Przysiągłby, że po "wyjawieniu" skłonności ojca jednego z agresorów, usłyszał chichot pozostałych...
- Gówno mnie obchodzi, co robiła Twoja babcia, dlatego nie przeciągam. GIŃ!!! - po tych słowach Erich skoczył w kierunku obrażanego zbója. Kilka kroków od Niego odbił się od ziemi, zrobił piruet i zaatakował. Bardzo finezyjnie - zamachnął się mieczem w prawo i wyprowadził pchnięcie lewakiem. Miał nadzieję, że kiedy zbój zasłoni się przed atakiem miecza, Stark wrazi mu lewak między żebra. Jeszcze nigdy nie spudłował...
Oby Ulryk był po mojej stronie. - pomyślał wiedząc, że nawet jeśli zabije tego młokosa, to ma przed sobą walkę z sześcioma innymi przeciwnikami. Zobaczymy...
 

Ostatnio edytowane przez Angus McArthur : 26-02-2008 o 23:24. Powód: Drobne błędy
Angus McArthur jest offline  
Stary 28-02-2008, 18:54   #5
 
skrzydlata mysz's Avatar
 
Reputacja: 0 skrzydlata mysz ma wyłączoną reputację
Liv von Aschendorf
Hmm... nie spodziewałam się dodatkowych atrakcji... – podekscytowała się w myślach dziewczyna - i to za nim dojechałam do miejsca mego przeznaczenia...
Liv wolno, lecz z zaciekawieniem zbliżyła się do walczących mężczyzn. Szermierka, to było coś, co naprawdę ją fascynowało. Gdyby nie zmrok, można by było dostrzec na jej licu rumieńce, które właśnie odkryła przeczesując pukle czarnych falujących włosów. Fechtunek nie był obcy temu kobiecemu ciałku. Szlachcianka pogłaskała nerwowo kark rumaka. Chyba będę musiała uratować tego człowieka, choć przyznać muszę, że nieźle sobie radzi. Ze mną jednak nie może się zapewne równać, więc moja pomoc będzie nieoceniona. Przykro jest myśleć, że nikt nie jest tak doskonały jak ja, lecz prawda o mojej idealności jest niezaprzeczalna.
- Przybyłam zaprowadzić tu porządek! – krzyknęła nie zastanawiając się długo. Po czym skierowała wzrok na dzielnego wojaka:
- Nic się nie bój, Ja Liv von Aschendorf zgniotę tych pędraków!
– splunęła aby dodać swojej osobie więcej animuszu po czym wydobyła miecz i ruszyła z kopyta...
 
skrzydlata mysz jest offline  
Stary 28-02-2008, 21:20   #6
 
terry's Avatar
 
Reputacja: 0 terry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znanyterry wkrótce będzie znany
Artemis

Twoje rozmyślania przerwałeś z chwilą kiedy uświadomiłeś sobie, że głośne rozmowy zmieniły się nagle w szepty. Rozejrzałeś się dyskretnie, zobaczywszy jakie miny mają wszyscy wokół, zrozumiałeś że zmiana atmosfery ma coś wspólnego z tobą. Do tawerny weszło troje ludzi. Grubasek z wąsem i rozmierzwioną brodą, barczysty drab o mordzie strasznie pokancerowanej, oraz dość wysoki blondyn co chyba kulał...
- To jest nasz stół kurwa twoja mać! -ryknął barczysty drab na całą sale plując ci do resztek jedzenia i wylewając wino. No i znów się posrało... -myślisz próbując się odsunąć, ale już grubas stoi z twojej drugiej strony, a blondyna nie widzisz stoi gdzieś za tobą. Ciągle siedzisz... Ludzie udają że nie widzą co się dzieje i starają się być niewidzialni - śmiesznie to wygląda jednak cała ta sytuacja cię wcale, ale to wcale nie śmieszy.

Grunther

Wychodząc z karczmy minąłeś w wejściu trzech mężczyzn, drabów jakich tu wielu. Grubas cię szturchnął ramieniem w przejściu i sklął od razu. Ty na to nie zwróciłeś uwagi. Wyszedłeś w mrok wąskiej ulicy rozświetlanej dwoma pochodniami na jej końcach. Smród uderzył cię w nozdrza, ulica wydała ci się pusta. Chwile tak stałeś przyzwyczajając wzrok do skąpego światła i ruszyłeś. Przeszedłeś jedną ulicę i potem kolejną, doszedłeś do ciągu kamienic o niebo lepszej architektury, gdzie jedna się wyróżniała różowawą barwą fasady oświetlanej jedyną tutaj sprawną latarnią... „Różowa pończoszka”


Erich "Stark" Schuster

Zaskoczyłeś drabów zmianą oręża, odniosłeś dziwne wrażenie że jeden z nich nawet się odprężył. Zbóje a było ich siedmiu zaczęło cię okrążać. Zacząłeś ich bluzgać Jeden największy zaczerwieniał na twarzy na twe słowa.
Zamilcz psia jucho zaraz zdechniesz! -krzyknął, zaraz drugi się przyłączył - Podsmażymy cię kochanieczku za to coś zrobił naszym kamratom i w tym momencie rzucili się na ciebie jak sfora wygłodniałych psów. Zaparłeś się nogami i jeszcze zanim cię dostali ruszyłeś na nich ze śmiercią w rękach pomiędzy wirującą stal... I wtem usłyszałeś tenten kopyt, jakieś strzępy kobiecych słów wypowiedzianych w zapamiętaniu. I jeszcze zanim się zorientowałeś czterech drabów czmychnęło w pobliski las ile sił w nogach... Za tobą stał koń a na tym koniu siedziała kobieta ubrana po męsku na żołnierską modłę. W rękach trzymała stal godną szlachcica i właśnie koronkową chusteczką ścierała z klingi krew. Fortuna pluje mi w twarz, Ulryk zsyła wybawienie... pomyślałeś patrząc jak zahipnotyzowany.

Liv von Aschendorf

Wykrzyczawszy swoje słowa zaszarżowałaś. W mgnieniu oka byłaś już przy walczących. Stratowałaś pierwszego zbira który już miał zajść woja z tyłu. Kwik konia i odgłos mlaskania spod kopyt doszedł twych uszu. Lekko się wychyliłaś z siodła i usiekłaś kolejnego draba, tnąc go przez pierś. Mor ucieszy się z moich darów dziś. Ledwo chwila minęła, a było już po walce. Opadający kurz i ponad półtuzina trupów na leśnym trakcie. Rumak jeszcze tylko prychnął za umykającymi zbirami. Niezła ruchawka z tego była, ale zbyt krótkawa jak na mój gust. Przeszło ci przez myśl. Potem spojrzałaś na wojownika, który notabene wpatrywał się w Ciebie od dłuższej chwili. Widzisz, że walka, którą przed chwilą odbyliście z grasantami pozostawiła wyrwy w jego tunice i kolczudze, a po ramieniu leniwie ściekała krew żołnierza. Nieświadomy chyba tego, że ma ranę...
 
terry jest offline  
Stary 28-02-2008, 22:34   #7
 
Angus McArthur's Avatar
 
Reputacja: 0 Angus McArthur nie jest za bardzo znany
Erich "Stark" Schuster
Ulryk jest dziś bardzo dowcipny! - pomyślał Stark patrząc na kobietę na koniu. Postanowił zagadnąć, ale nie bardzo wiedział jak.
- Emm... Waćpanna, tentego, nieźle se radzi z fechtunkiem! - bąknął niepewnie w stronę niewiasty. - Ale samotna kobieta, nawet potrafiąca walczyć nie powinna wędrować po lesie. Zwłaszcza tak bogato ubrana. Toż to prawdziwa pokusa dla chłystków takich jak Ci! - tu wskazał trupy rozbójników.
Nie do końca wiedział jak rozmawiać z kobietami, zwłaszcza szlachciankami, a na taką owa niewiasta wyglądała. Miał tylko nadzieję, że kobieta nie okaże się samolubną i wywyższającą się damulką. Nagle coś go tknęło.
- Cham ze mnie, ale nie nawykłem do rozmów. Zatem, ehm, czy mogę poznać Waćpanny imię? - szampierz postanowił zachować resztki etykiety i kultury. Może się nie zbłaźnił...
 
Angus McArthur jest offline  
Stary 28-02-2008, 22:41   #8
 
Lord Artemis's Avatar
 
Reputacja: 140 Lord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znanyLord Artemis wkrótce będzie znany
Gdy tylko Artemis zdał sobie sprawę z tego, ze w Karczmie jest za cicho oderwał się od rozmyślań... Paru mieszkańców popatrzyło na niego jednak szybko odwrócili wzrok... Trzech mężczyzn... Wyglądali na „miłych”, zwłaszcza jeden z dość mocno zmasakrowana twarzą... A żeby było weselej skierowali się w stronę samotnie siedzącego wojownika...

-To jest nasz stół kurwa Twoja mać!- Ryknął jeden z nich w stronę Artemisa.

No i znów się posrało!!

Artemis był otoczony i chociaż sytuacja była co najmniej irytująca zachował stosunkowy spokój... Jedynie lekko wydęta żyła na skroni ukazywała napięcie jakie kłębiło się w Artemisie....

- Panowie... Spokojnie!!!- Rzekł Artemis do stojącego przed nim szpetnego człowieka- Dopiero co przybyłem do miasta.... Poza tym stół był wolny i nigdzie nie pisze, że jest czyjś.... Zaraz zwolnię stół...

Katem oka przyglądnął się grubasowi... Oceniał szanse, barczysty jak dąb mężczyzna stał przed nim... Za sobą czuł obecność Blondyna...
Mam was, -Pomyślał- Zatańczycie tak jak ja wam zagram... Grubas będzie powolny, nie ma, co... Zbyt duża waga... Ten z pokancerowanym ryjem chyba ma problem z parowaniem ciosów skoro dał się tak oszpecić, trzeba tylko znaleźć lukę... Blondyn chyba kulał??? Tylko Kurwa, na którą nogę?!

Artemis nie był tchórzem... Umiał walczyć... Nie docenili go!! Stoczył wiele walk i przyjął parę mocnych lekcji... Nie był byle pierwszym wieśniakiem, który płaszczyłby się teraz i błagał o życie... Nie był tez jakimś niedoświadczonym leszczem, co to da się łatwo załatwić.... O nie!!!!! Przybył tutaj na turniej... Aby walczyć...

Myślę, ze uznam to za mały trening... Ostatecznie jeżeli nie oni to Ja!!! raz kozie śmierć...- Rzekł w myślach i uśmiechnął się paskudnie... Krew zawirowała w żyłach...Artemis po chwili odezwał się do łotrów:
- Z drugiej strony nie wyglądacie mi na takich, co łatwo odpuszczą.. Więc....- Mówiąc to Kopnął nogą w stół tak, że ten poleciał w nogi brzydala,zarazem odbił się razem z krzesłem w tył- w stronę blondyna. A przy okazji szybko skonstruowanej akcji w locie złapał miecz i ciął nim na oślep w stronę grubasa... Uderzył plecami o coś twardego co głośno jękło... Coś trzasło.... Kość blondyna czy tylko noga od stołka??
 
__________________
Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...

Ostatnio edytowane przez Lord Artemis : 28-02-2008 o 23:29.
Lord Artemis jest offline  
Stary 03-03-2008, 19:19   #9
 
to tylko ja's Avatar
 
Reputacja: 0 to tylko ja nie jest za bardzo znany
Guther
Z zadowoleniem przyjął zmianę architektury budynków jak i ulic ,po których zdecydowanie pewniej się chodziło niźli po ubitym śliskim błocie gdzie każdy krok mógł by tym ostatnim. Bardzo powoli idąc przyglądał się robocie rzemieślników. Światło było słabe ale nawet przy tak nikłym oświetleniu potrafił dostrzec buble w wykonaniu.
’’Bardzo piękny bal okapowy … ciekawie zakończony gulik … Ten rzygulec powinien być ustawiony bardziej w bok przy odpowiednim kolanku wyglądał by dalej ładnie a woda by nie zalewała pięknych pań wracających nocą … kurwa! Gdzie on miał mądre drzewo?! Poziom jest poziomem a nie kurwa koniszem … widać ,że woleli gówna zamiast zaprawy używać te dachówy zaraz wylecą ,debile! … gdzie Ten naciągacz miał oczy to wole oczko jest spierdolone’’
Z takimi uwagami powoli wędrował w głąb bogatszej dzielnicy. To uśmiechał się to czerwień na twarzy pojawiała się w złości co do wykonawców. Żaden z dachów które mijał nie ostał się bez podsumowania. Napawał się tymi widokami jak i dźwiękami nocy : gdzieś tam zaszczekał pies ,gdzie indziej słychać było chędożącą się parkę a w oddali huczne odgłosy bawiących się ochleji. Nagle w jednej chwili zatrzymał się i wciągnął powietrze.
-ooo ja chędorze
Jego oczom ukazała się wspaniała budowla ,kamienica na pewno jakiegoś znaczącego waszmościa. Fasada była zdobina w kolorowe freski które dzięki rękom sztukatorów delikatnie wystawały poza tynk ,drzwi wejściowe zdobiła doskonale obrobiona framuga z dębiny ,przedstawiała podobnie jak freski wierzby delikatnie gnące się pod zefirkiem. Maszkarony posadowione nad każdym z oszklonych okien drwiły z obserwatora i groźnie szczerzyły swe długie kły. Do tego każdy z nich usadowiony był w innej pozycji. Dach – cudo. Na ten mansardowy dach inwestor zdecydował się ,i słusznie , na łupek. W kryciu staro-imperialnym nie potrafił znaleźć żadnego błędu a przecież ten tym pokryć nazywany jest królem pokrycia dachowego. Już spatynowana miedz zdobiła wole oka ,z pewnością te miedziane gzymsy wymagały ogromnego nakładu pracy ,przy tym wszystkie idealnie się zgrywały na zakończeniach i perfekcyjnie wtapiały się w kalenice. Na każdym wysokim kominie znajdowała się czapka . A stożkowe wieżyczki po obu stronach kamienicy były kryte miedzianą łuską. Na iglicach tych wież dumnie trzepotały flagi w niebiesko białe pasy z młotem na środku.
-Na Sigmara! Toż to arcydzieło musze się dowiedzie kim był ten fachowiec ,a i osobiście zerknąć na kruczki przy samej obróbce
Bez zawahania podszedł do drzwi. Przyjrzał się zdobionej kołatce ,ewidentnie przypominała goargorulca mającego chęć na dłoń która będzie miała zamiar zakłucic spokój domowników. Mimo to chwycił i energicznie uderzył kilka razy ,całkowicie zapominając o tym ,że słońce już dawno zaszło i teraz majaczą dwa księżyce.
 
__________________
wolność ... jest jak fikcja
to tylko ja jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166