Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 29-02-2008, 15:57   #1
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny
[warhammer] Proroczy Sen



Leonard Constantine

Wędrując od osady do osady, najmując się do najróżniejszych zadań, mając za towarzysza swój miecz rozmyślałeś długo nad tym, dokąd tym razem zaniosą cie twoje nogi. Gościniec ciągnął się przed tobą, nadając kierunek twojej podróży. Nie wiedziałeś zbyt dobrze gdzie się znajdujesz. Ostatnią osadę zostawiłeś dwa dni marszu za swoimi plecami. Liczyłeś tylko na to, że niedługo ujrzysz nowe miejsce, w którym za twoje umiejętności, ktoś byłby skłonny Ci zapłacić.
Pogoda była piękna. Słońce świeciło wysoko na niebie, które usiane było puchatymi chmurkami. Okolica stawała się coraz bardziej zalesiona, aż w końcu gościniec całkowicie został otoczony drzewami. Przez ich korony prześwitywały wesoło promienie słońca, rozświetlając korony drzew swoim blaskiem. Wśród gałęzi wesoło szczebiotały ptaki.
Obydwie strony traktu obrośnięte były leśnym zielem i krzewami.
Podążałeś owym leśnym traktem, zastanawiając się jak długo potrwa podróż. Był właśnie środek dnia, stanowiłeś zatrzymać się na krótki popas, aby dać odpoczynek strudzonym nogom oraz przekąsić coś, by nabrać sił ku dalszej wędrówce. Siedziałeś właśnie na polanie, mając po swoje lewej stronie drogę, oparłszy plecy o pień sędziwego dębu, przyglądałeś się leśnej przyrodzie.
Kiedy właśnie zacząłeś uciekać wzrokiem ku koronom drzew, by przyjrzeć się ptactwu, które rozśpiewywało się nad tobą poczułeś silne uderzenie w głowę. Było ono na tyle mocne, ze natychmiast cię zamroczyło. Jednocześnie poczułeś silne szarpnięcie. Byłeś ogłuszony, jednak dochodził do ciebie bardzo głośny odgłos przypominający pisk. Twoje ciało było szarpane na różne strony, czułeś się jakbyś wirował w powietrzu. W pewnej chwili ciemność przysłoniła twoje oczy i niczego więcej nie pamiętasz.

Santiago Vasquez


Dorożka mknęła z dużą prędkością leśną drogą. Jej cel: Nuln, był jeszcze odległy o wiele dni jazdy. W duchu przeklinałeś, że nająłeś się do roboty. Kurczowo trzymając się elementów dorożki, tkwiłeś usytuowany na specjalnym podeście z tylu pojazdu. Twoje położenie było o tyle niewygodne, że na każdej nierówności pojazd podskakiwał a ty musiałeś jeszcze mocniej się go trzymać, aby z niego nie spaść. Po kilkugodzinnej jeździe ręce tak ci zdrętwiały, że niemal ich nie czułeś. –Jeśli tak ma wyglądać ochrona tego przeklętego wozu, to ja dziękuje za takie coś!- denerwowałeś się w głębi ducha, ale wiedziałeś jednocześnie, że jest to najszybsza droga do Imperium. Kiedy tak mijał Ci czas na podróży, ustawicznie uprzykrzany nierównością leśnej drogi, poczułeś, że twoje ciało ogarnia przyjemne ciepło. –Czyżby to słońce tak przyjemnie grzało mnie swoimi promieniami?- zadawałeś sobie pytanie. Po chwili jednak ciepło ogarnęło cię jeszcze bardziej, niemal w tej samej chwili uczułeś ogromną senność, której nie byłeś w stanie się oprzeć. Nie zdając sobie sprawy zasnąłeś, osnuty tajemniczą, przyjemną aurą. Miałeś sen, śniło ci się, że lecisz ponad lasem, unoszony jakby wiatrem. Zasnąłeś jeszcze głębiej i na tym kończą się wydarzenia, które pamiętasz.

Giles de Relian z Couronne

Noc minęła spokojnie, była piękna i pogodna, a księżyc jasno rozświetlał polanę, na której rozbiłeś obóz. Fiona- wnuczka wójta, która uratowałeś spała głębokim snem. Jednak ty postanowiłeś czuwać przy niej, na wypadek, gdyby jakiś mutant postanowił zawędrować do twojego obozu. Nie mogłeś pozwolić się zaskoczyć. Jednak noc minęła bez niechcianych niespodzianek. Nad ranem dziewczynka zbudziła się, początkowo przerażona twoim widokiem uświadomiła sobie, że chcesz jej pomóc. Wyruszyliście drogą przez las, w stronę Cormck. Dzień był niezwykle słoneczny, podróżowało się przyjemnie. Jednak nieprzespana noc dawała się we znaki. Odbiło się to na czujności i uwadze Błędnego Rycerza. Zbliżało się już południe, słońce prażyło niemiłosiernie, jednak cień rzucany przez korony drzew, dawał przyjazne schronienie, wszystkim, którzy chcieli pod nimi przysiąść. Tak też uczynił Giles z Fioną. Znaleźli całkiem przyjemną polankę, na której mogli odpocząć. Giles odwrócił na chwile wzrok w kierunku sakwy, w której znajdował się prowiant. Pochylił nad nią głowę, a kiedy odniósł ja znowu niemal upadł na ziemię ze zdziwienia. W odległości 3 metrów od niego ujrzał dwóch elfów, z łukami wycelowanymi prosto w jego pierś. Odruchowo chwycił za broń, jednak w tej chwili elfie głosy dobiegły go zewsząd. Rozejrzał się dookoła. Został otoczony przez spory oddział łuczników, każdy elf trzymał łuk gotowy do wystrzału. – Rzuć swój miecz człowieku, a ani Tobie, ani temu dziecku nie stanie się krzywda- Usłyszał wyraźny głos. Nie chcąc ryzykować i widząc swoje desperackie położenie Giles odłożył miecz. W tej samej chwili, wysoki, przyodziany w zwiewne szaty elf podszedł do niego wyciągając rękę ku nie mu.- A teraz śpij- rzekł dotykając ręką jego głowy, niemal natychmiastowo Giles padł na ziemie zmorzony głębokim snem.


Joseph Barnett

Zachodziłeś w głowę co takiego mogło się stać, że twój towarzysz podróży opuścił cię bez słowa. Miałeś tylko nadzieje, że nie spotkało go nic złego. Pośpiesznie ruszyłeś w kierunku wschodnim, myślałeś bowiem, że może uda ci się dogonić Gordona. W milczeniu poganiałeś konie do coraz to szybszej jazdy. Jednak po pewnym czasie zwierzę zaczęło odczuwać zmęczenie i musiałeś zwolnic. Gordona jednak wciąż nie było widać. Zaczynałeś tracić nadzieję , że uda ci się z nim zrównać. Twoje położenie nie wydawało ci się ciekawe. Będąc samemu otoczonym zewsząd przez las odczuwałeś pewien niepokój. Ile to bowiem słyszy się ostatnio o zbójcach grasujących na gościńcach i dzikich zwierzach. Podobno w głębinach lasu żyją również straszne stworzenia, które nieraz zapuszczają się ku uczęszczanym traktom, z nadzieją na łatwą zdobycz. No i nie wspominając już o elfach. Te to potrafią zajść człowieka w najmniej spodziewanym momencie. Kiedy tak rozmyślałeś nad tym, postanowiłeś baczniej przyglądać się temu, co znajduje się dookoła. Teraz każdy nawet najdrobniejszy ruch w poszyciu leśnym przyciągał twoją uwagę. Po pewnym czasie ze zdziwieniem zaobserwowałeś, że po jednej stronie drogi pojawiła się dziwna mgła, to co było w niej niezwykłego, to fakt, że okrywała niewielki obszar, nie większy niż powierzchnia niedużej izby. Po chwili zorientowałeś się ze owa mgła przemieszcza się. Byłeś bardzo zszokowany tym faktem, popędziłeś więc konia drogą z chęcią jak najszybszego oddalenia się od owego dziwnego zjawiska. Obejrzawszy się, ze zgrozą ujrzałeś, że mgła podąża za tobą i jest coraz bliżej. Nie mogłeś już szybciej jechać. Ostatnią rzeczą jaka pamiętasz jest to, iż mgła dogoniła cie i spowiła swoją nieprzeniknioną struktura. To była ostatnia rzecz, którą kojarzysz.

Abrahim Abn’Jazzir

Prześladowany przez zabobonną, chłopska tłuszczę schroniłeś się w Lesie Loren. Fakt, twój wygląd skłania ciemnotę do łapania za widły i gonitwy za Toba, jednak ciemnota ta nie jest aż tak głupia, aby zapuszczać się do puszczy, w której żyją elfy. Znalazłeś wreszcie spokój i wytchnienie. Mogłeś przestać uciekać i się skrywać. Ponieważ aktualnie jesteś niezależnym wędrowcem postanowiłeś udać się gościńcem w nadziei dotarcia do miejsca, w którym twoje umiejętności okażą się w cenie. Rozmyślałeś po drodze o wielu sprawach, jednak skupiłeś się głownie na myśli powrotu do ojczyzny. Na wspomnienia rodzinnego kraju pogrążyłeś się w marzeniach. Jak miło byłoby teraz przemierzać kraje południa, zamiast błąkać się po nieznanym kraju. Jednak cóż czynić, jeśli innego wyjścia nie ma. Jednak było wiele rzeczy, które w tym kraju zachwycały Abrahima. Szczególnie tutejsza przyroda i zwierzęta rozbudziły w nim ciekawość. A obserwacje nieba, dokonywane nocami wprawiały cię w zachwyt. Wszystko było tu odmienne niż w rodzinnych stronach. Wędrowałeś tak już od kilku godzin, a towarzyszące Ci myśli nie pozwalały Ci popaść w nudę. W pewnym momencie las przerzedził się, a nad twoją głową ukazało się błękitne niebo. Zapatrzony w nie w pewnym momencie poczułeś gwałtowne szarpnięcie, które całkowicie cię zaskoczyło. W mgnieniu oka wystrzeliłeś w powietrze jak z procy, widząc pod sobą oddalającą się drogę wpadłeś w osłupienie i przerażenie. Nagle silne uderzenie w głowę sprawiło, że była to ostatnia rzecz która pamiętałeś.

Garmir

Przemoczony, brudny i zziębnięty wyczołgałeś się z rowu na drogę. Nie pamiętasz w jaki sposób znalazłeś się w tym miejscu. Całkowicie opadłeś z sił, nie jadłeś od wielu dni, a twoje nogi odmówiły ci posłuszeństwa. Miałeś nadzieję, że twoje męki nie potrwają już długo. Przerażony sama Myśla tego co widziałeś dostawałeś drgawek. Majaczyłeś, wymachując rękoma nad sobą jakbyś próbował odganiać coś od siebie, wykrzykiwałeś najróżniejsze rzeczy. Opadły z sił i skrajnie wyczerpany zemdlałeś. Obdarty, w zniszczonym ubraniu leżąc tak na drodze czekałeś na śmierć, która być może przyniosłaby Ci ukojenie. Miałeś już dość uciekania. Leżąc tak nieprzytomny, usłyszałeś jakieś głowy. Zdawało ci się, ze to był sen. Jakieś fragmenty rozmów, przytłumione echem głosy, jakby zza ściany. Nie rozróżniłeś wiele z nich. Jednak głosy wypowiadające słowa wydały ci się bardzo piękne i szlachetne.
- …spójrz… biedak leży… tak na drodze… Patrz! Spójrz!... Wielkie nieba!... ten znak…ten amulet… to symbol Karak Norn.. musimy go zabrać… do siedziby.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Mamy już wszystkich, możemy ich rozbudzić… - głos rozległ się echem po komnatach.


Zbudziliście się wszyscy w przestronnym pomieszczeniu. Początkowo chwilowo zdezorientowani, powoli dochodziliście do siebie. Wszyscy leżeliście na takich samych łóżkach, zaś wasze ekwipunki i rzeczy podręczne leżały przy was. Pomieszczenie, w którym się znajdowaliście było sporych rozmiarów. Posadzka wykonana była z marmuru, a ściany z alabastru, zdobionego ornamentyką roślinną i zwierzęcą. Strop wsparty był na sześciu kolumnach. Przez duże, łukowate okna promienie światła wpadały do wnętrza komnaty, rozświetlając ją wesołym światłem. Z zewnątrz dobiegały was śpiewy ptaków, szum wiatru, szemranie wody. Drzewa przyjaźnie chyliły gałęzie ku oknom, zaglądając przez nie do środka sali.
Na końcu sali znajdowały się potężnych rozmiarów drzwi. były one dwuskrzydłowe, wykonane z drewna. Całe pokryte zdobieniami i płaskorzeźbami, głownie motywowane roślinnością i naturą.
Łóżka wasze znajdowały się przy ścianach naokoło sali, nie pamiętaliście, jak to się stało, że wyładowaliście w tym pomieszczeniu. Przecież to niemal istna komnata pałacu, a wy zwykli zjadacze chleba, położeni w tak istnie królewskim miejscu, zastanawialiście się, kto was tak ugościł. Rożne pytania przychodziły wam do głowy. Najważniejsze chyba to: Co ja tu robię? Jak się tu znalazłem? Kim są ci pozostali? I gdzie do cholery w ogóle jestem?.

W pewnej chwili w oddali dało się słyszeć kroki, które z każdą chwilą zbliżały się coraz bardziej. Było niemal pewne, że postać ta zmierza w waszą stronę. Echo niosło odgłosy jej kroków wśród marmurów.

Nagle kroki ucichły. Jednak cisza nie trwała długo. Ogromne drzwi komnaty delikatnie drgnęły. Powoli uchylając się wydawały charakterystyczne skrzypienie. Wreszcie otwarły się całkowicie, a po ich drugiej stronie znajdowały się trzy postacie. Wysokie, szczupłe, misternie odziane, niezwykłej urody. Ku waszemu zdumieniu były to elfy.




-Witajcie, cieszę się, że możemy się widzieć. Nie bójcie się niczego, gdyż jesteśmy dla was przyjaciółmi, a dom w którym jesteście jest do waszej dyspozycji. Wybaczcie także sposób w jaki zostaliście tu sprowadzeni. Mam nadzieje, że żaden z was nie ucierpiał przy tym.- Postać znajdująca się pośrodku swoich towarzyszy rzekła do was te słowa, z przyjaznym uśmiechem na twarzy.

Moje imię to Shalannan-, przedstawił się elf- Natomiast to jest Prulynn– wskazał na elfa po swojej prawej stronie- A to jest Elroar - wskazał na elfa znajdującego się z jego lewej strony.

Sprowadziliśmy was tu, ponieważ potrzebujemy waszych mieczy i umiejętności. Jeśli jesteście zainteresowani to wprowadzę was w szczegóły. Wybaczcie, że tak niespodziewanie i od razu mówię o tym, ale czas nas nagli. Proszę dlatego też, abyście natychmiast odpowiedzieli czy zamierzacie przyjąć naszą propozycje i nam służyć. Bądźcie pewni, że czeka was za to sowite wynagrodzenie, rzecz jasna mówię tu o złocie. Proponuję abyście od razu przedstawili się i powiedzieli coś os sobie, jednocześnie zaznaczając, czy godzicie się na moja propozycje jeśli macie jakieś pytania zadawajcie je teraz. Natomiast co do waszej roli, powiem wam wszystko, jeśli wyrazicie swoją zgodę.
– Rzekł to w kierunku ludzi, w bardzo miły i uprzejmy sposób, po czym zwrócił się do jedynego krasnoluda w towarzystwie.

Ty zaś nie masz wyboru, pozostaniesz tutaj, gdyż jesteś nam niezbędny, pod żadnym pozorem nie możesz opuścić tego miejsca bez naszej zgody.- tym razem jego głos był chłodny i pozbawiony emocji.

Teraz oczy elfów utkwiły się w waszych osobach, wyraźnie oczekiwali na odpowiedź.



[MEDIA]http://www.trpg.pl/dane/downolad/trpg_temat4.mp3[/MEDIA]
 
Mortarel jest offline  
Stary 29-02-2008, 17:38   #2
 
Bulny's Avatar
 
Reputacja: 129 Bulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znanyBulny wkrótce będzie znany
Ciemnoskóry mężczyzna podniósł się rękami z łóżka. Ból po uderzeniu w głowę niemiłosiernie dawał o sobie znać, lecz poza tym nie pozostawił żadnego wyraźnego uszczerbku na jego zdrowiu. Człowiek kilkoma gestami ręki przeczesał krótko przystrzyżone, kręcone włosy w poszukiwaniu guza, aczkolwiek nic nie znalazł. Potem rozejrzał się po komnacie widząc leżące postacie. Pewnie są tacy jak wszyscy. Na wszelki wypadek nie będę się odzywał - pomyślał, po czym podniósł z łóżka swoje dobrze zbudowane ciało i zamierzał podejść do okna.

Był wysokim mężczyzną. Wysportowanym i elastycznym. Miał czarne włosy, oraz dokładnie przystrzyżoną czarną bródkę. Jego skóra miała odcień jasnej czekolady. Gdy wstał poprawił błękitną, okrywającą jego ciało tunikę, i nałożył na głowę mały turbanik służący mu jako nakrycie głowy. Bez niego nigdzie się nie ruszał. Potem schylił się do stolika zakładając na szyję złoty wisior zakończony symbolem półksiężyca i znów rozejrzał się wokół, podziwiając przepiękne, misternie wykonane mury oraz posadzki tego miejsca. Niegdyś czytywał również o elfickich dziełach i budowlach, aczkolwiek książki nie zdołały przedstawić nawet setnej części prawdziwej potęgi dzieł, na które teraz spoglądał.
- Arcydzieło architektury. - szepnął, pełen zachwytu pod nosem. - Przepiękne.

Jego uwagę przykuły duże okna. A raczej to co się za nimi działo. Już podchodził do jednego z nich, gdy do sali weszły trzy postacie. Pomagając ojcu na uniwersytecie często czytał przeróżne książki dotycząca różnorakich ras oraz krajów. Bez problemu skojarzył trzy osobistości z elfami. Wiedział też, iż w niektórych częściach imperium ludzie darzą tą rasę taką samą nienawiścią, jak przybyszy z dalekiego południa. Być może udałoby mu się znaleźć z nimi wspólny język.

- Witam was czcigodne elfy. - rzekł kłaniając się - Wiele o was czytałem i słyszałem, aczkolwiek dopiero teraz mam okazję na żywo zobaczyć przedstawicieli waszej wspaniałej rasy.

Gdy - jak mniemał - gospodarze tego miejsca przedstawili się on odwdzięczył się informacjami o sobie.
- Nazywam się Abrahim Abn'Jazzir. Syn Hannana Abn'Jazzira. Przybyłem tutaj w poszukiwaniu zajęcia, aczkolwiek Ci, ograniczeni umysłowo, ludzie nie sięgają myślą tak daleko, by uważać mnie za normalnego człeka.

Człowiek z zainteresowaniem wysłuchał monologu elfa. Był on pierwszą osobą, która oferując mężczyźnie pracę nie patrzy na jego wygląd, sposób ubioru i zachowania. Wszystko wyglądało dość podejrzanie, gdyż trzeba było odpowiedzieć jeszcze przed otrzymaniem konkretów dotyczących misji. Abrahim jednak nie zastanawiając się długo odpowiedział:
- Skoro Ormazd postawił mi na drodze tak ważne osobistości, na pewno miał w tym jakiś cel. Być może miejsce to zostało stworzone tylko po to, bym do niego trafił, i przekonał wszystkich iż jestem tak samo istotą myślącą, jak każdy z nas. Zgadzam się więc, choć chciałbym wiedzieć więcej o tym, co mamy dla was zrobić.
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)
Bulny jest offline  
Stary 29-02-2008, 18:15   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 28768 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Joseph z wolna otwierał oczy, nie do końca wiedząc, czy na pewno chce to zrobić. Ostatnie, co pamiętał, to jazda przez las...
Usiadł i rozejrzał się.
Wpadające przez duże okna i odbijające się w marmurowej posadzce światło pozwalało bez problemów dostrzec wszystkie szczegóły bogatych zdobień ścian.
To pewnie sprawka tej dziwnej mgły - pomyślał, przypominając sobie nagle rozpaczliwą ucieczkę przed ścigającym go obłokiem.
Sądząc po wystroju sali i po sposobie przeprowadzenia akcji nie porwali go zwykli rozbójnicy. Świadczyły o tym również wszystkie leżące obok niego rzeczy - na oko w komplecie.
Mimo wszystko sytuacja nie wyglądała najlepiej, o czym świadczyły miny kilku osób, znajdujących się na takich samych łóżkach.
Widać nie ja sam nie wiem, skąd się tu wziąłem - a myśl ta w dziwny sposób go pocieszyła.
Wstał i przeciągnął się, by rozprostować nieco zdrętwiałe kości. Wtedy można było zauważyć, że jest wysoki i szczupły. Długie blond włosy opadały mu na ramiona. Na lewym policzku widoczna była niewielka blizna.
Pomieszczenie, w jakim się znajdował, było mu całkowicie nieznane.
Jego wzrok przyciągnął dość niezwykle wyglądający człowiek, z zaciekawieniem oglądający salę.
Zanim zdążył kogokolwiek o cokolwiek spytać bogato zdobione drzwi otworzyły się z charakterystycznym skrzypnięciem. Byłoby co najmniej dziwne, gdyby nie spojrzał w tamtą stronę.
Starannie ukrył zaskoczenie, jakie go ogarnęło na widok trójki dostojnych elfów wkraczających do sali. Uważnie wysłuchał tego, co miały do powiedzenia, a gdy Abrahim skończył mówić powiedział:
- Joseph Barnett, najemnik.
O mały włos dodałby "o czystej tarczy", co z pewnością wywołałoby zdziwienie.
- Człowiek - dodał zgoła niepotrzebnie.
Spojrzał na elfy, jakby zastanawiając się, co dalej powiedzieć.
- Sądząc po sposobie, w jaki nas, mnie przynajmniej - poprawił się - sprowadzono, to raczej nie wyglądacie na takich, którzy potrzebują pomocy. Ale jeśli to prawda i przyda wam się ktoś w miarę sprawnie władający orężem, to jestem do dyspozycji. W końcu od czego są poszukiwacze przygód i bogactw.
Uśmiechnął się.
- Pod warunkiem - dodał - że nie chodzi jakieś zabójstwo na zlecenie. Coś takiego mnie nie interesuje.
Nie sądził co prawda, że elfy mogłyby mieć na myśli zwykłe morderstwo, ale wolał się upewnić.
- Jeszcze jedno... - kontynuował. - Wjechałem do Lasu w poszukiwaniu mego towarzysza. Wiecie może coś o nim?
 
Kerm jest teraz online  
Stary 29-02-2008, 20:51   #4
 
Maciass0's Avatar
 
Reputacja: 94 Maciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znanyMaciass0 wkrótce będzie znany
*** W drodze

1 Załącznik

Przemoczona, brudna i zziębnięta postać krasnoluda wyczołgała się z rowu na drogę. Wstała i od razu upadła na kolana, dało się zauważyć że stan krasnala jest bardzo ciężki. Wygłodniała i śmierdząca postać próbowała się podnieść ale nieskutecznie, wciąż bolące ciało ściągało go na dół do ziemi, ale trzeba było iść dalej, krok za krokiem. Całe cielsko humanoida bujało się na boki, stwarzając coraz to większe szanse na upadek. Oczy strasznie bolały, piekły, a obraz stawał się coraz bardziej niewidoczny, zamazany.

2 Załącznik

Kołysanie się krasnoluda mogłoby wydawać się bardzo śmieszne jeśli ktoś nie wiedziałby co się stało w przeszłości tego stworzenia. Ręce piekły, skóra parzyła, brak wody i jedzenia wykończyło krasnoluda. I wtedy znowu to przyszło.... Najpierw była ciemność..... Obraz się zawężał, stawał się coraz to bardziej straszniejszy i przerażający.....

4 Załącznik

..... aż znowu To nastało.....

3 Załącznik

Krzyk, niewyobrażalny pisk przeszedł przez głowę krasnoluda, prawie ją rozerwał, Garnir złapał się za nią, zaczął się miotać, biegać w koło i rzucać na ziemi.
Widział ogień, krew, chaos i śmierć, rozpłakał się z bólu targającego jego ciało, nie było ratunku..... i zemdlał.......


Przebudził się cały czerwony i zmiażdżony przez ogromny ból, usłyszał słowa:
- …spójrz… biedak leży… tak na drodze… Patrz! Spójrz!... Wielkie nieba!... ten znak…ten amulet… to symbol Karak Norn.. musimy go zabrać… do siedziby.
Zobaczył tylko rozmazany obraz i upadł na ziemię przyciskając głowę do matki która go wychowała....

5 załącznik

*** W Pałacu

Garnir podniósł się z łóżka, zobaczył, że jego ubrania są czyste, chociaż nadal się czuło unoszącą w powietrzu woń odchodów i pomyj. Jego broda jest brązowa i przepasana za pasem. Tunika była wraz z dubletem na swoim miejscu, czyli na ciele, lecz były czystsze niż parę dni temu. Goniec spojrzał na swoje buty, otworzył oczy, miał nowe buty

*To gdzie są stare z odpadniętą podeszwą*- pomyślał.

Krasnolud rozejrzał się po komnacie, była ogromna a 6 kolumn przypominało mu dom... Oczy krasnala rozszerzyły się, ale uczucie ataku wspomnień pękło jak bańka mydlana.
Garnir uśmiechnął się i pomyślał:
*Wreszcie mogę odpocząć, magia tego miejsca chroni mnie przed złymi myślami i wizjami*

Garnir złapał się za brzuch, pomacał i pomasował.

*Nie czuję głodu, choć nic nie brałem do ust, zaczynam się bać...*- dodał w myślach
Słysząc kroki prowadzące wprost na nich Garnir szybko złapał za swoją kuszę, ale pomyślał:

*Jakże bym mógł skrzywdzić moich uzdrowicieli mego życia*

i szybko zrezygnował ze swoich planów. Przygotował się na spotkanie z gospodarzami. Jednak zanim weszli, Garnir przedstawił się innym współudziałowcom w tym spotkaniu:
- Jestem Garnir i przepraszam, że możecie czuć odór ode mnie, mam złą przeszłość. Nie odbierajcie mojej osoby źle, myślę, że gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach polubilibyście mnie.

Nagle do komnaty weszła trójka elfów. Garnir uderzył ręką w kolano:
*Wiedziałem!, skubańce*- pomyślał.
Podeszli do nich i wyjaśnili całą sprawę, krasnolud nie chciał przerywać elfom, dlatego gdy skończyli powiedział:
- Jestem wdzięczny żeście wzięli moje życie w wasze ręce, lecz nigdy więcej tego nie róbcie, ponieważ nasz lud jest źle nastawiony na waszą społeczność. Jednak jak to mówią "Tonący brzytwy się chwyta" czy jakoś tak. - Gdy skończył ukłonił się, tak jak go wykształcono, z gracją i odpowiednią etyką. Słuchał uważnie ich dalszej wypowiedzi. Gdy usłyszał, że jest im potrzebny za wszelką cenę, uważał się za docenionego, lecz niespodziewanie zemdlał...... I upadł na posadzkę jak głaz spadający z góry.
 

Ostatnio edytowane przez Maciass0 : 29-02-2008 o 21:47.
Maciass0 jest offline  
Stary 29-02-2008, 23:30   #5
 
Ghuntar's Avatar
 
Reputacja: 13 Ghuntar nie jest za bardzo znanyGhuntar nie jest za bardzo znanyGhuntar nie jest za bardzo znany
Santiago miał sen, ciepłe słońce grzało mu plecy, leżał w stogu siana wpatrzony w wzgórze winnicy. Pomiędzy winoroślami w promieniach słońca tańczyła czarnowłosa Cataline.
-Bellawyszeptał
W tym właśnie momencie przewrócił się na bok.
"Niech to szlak co za sen, gdzie ja do diaska jestem".
Wygramolił się z czystej i pachnącej pościeli, już dawno nie spał w tak przygotowanym łóżku, pamiętał jak mama szykowała mu pościel, zawsze pachniała. Przemykały mu w głowie tabuny wspomnień, twarz matki, ojca i Hektor z szyderczym uśmiechem, w tym samym momencie zacisnął pięści tak mocno że w komnacie można było usłyszec strzelające kości. Usiadł na łóżku i sięgnął po rapier, odetchnął z ulgą, nie mógł sobie wyobrazic, straty swjego skarbu. Pogładził dłonią wygrawerowany napis na głowni rapiera "Esteban Ganador".
Położył rapier na łóżku i zaczął się ubierac, przy okazji obserwując swoich towarzyszy w tym dziwnym i pięknym miejscu. Jego uwagę przyciągnął dziwnie wyglądający mężczyzna o jeszcze bardziej cudzoziemskim wyglądzie niż on sam.
Santiago wyprostował się przypinając do pasa swój rapier. Był wysoki, miał długie ciemno brązowe włosy i niebieskie oczy. Na jego twarzy widniała pamiątka po jakimś dawnym pojedynku, blizna rozpoczynała się na lewej brwi i kończyła na kości policzkowej. Paskudne cięcie o mały włos pozbawiło by go oka. Odgarnął włosy z twarzy, ujawniając cudzoziemskie rysy twarzy, ozdobionej starannie przystrzyżoną kozią bródką, w nosie błyszczał mu okrągły kolczyk. Ubrany w szykowną koszulę z szerokim sznurowanym kołnierzem, skórzane spodnie sznurowane po bokach, wysokie buty i skórzany kaftan.
Właśnie miał ruszyc w kierunku okna gdzie stał dziwny jegomośc w turbanie na głowie, kiedy zaskrzypiały drzwi. Widok trzech cudnie wyglądających postaci wrył go w ziemię. Wysłuchał uważnie całej przemowy, po czym wykonując głęboki pokłon połączony z wykonanym dostojnie wymachem kapelusza z szerokim rondem i zielono czerwonymi piórkami powiedział z charakterystycznym akcentem.
-Santiago Vasquez, szermierz estalijski, do usług, z przyjemnością przyjmę jakieś dobrze płatne zajęcie, pod warunkiem, że nie będzie to vieje na tylnej ławeczce pocztowej coche m de punto. Strasznie trzęsie.
Wizja napełnienia już prawie pustej sakiewki i do tego możliwośc nauczenia się jakichś nowych technik władania bronią białą, brzmiała zaiste wspaniale.
 
Ghuntar jest offline  
Stary 01-03-2008, 06:10   #6
Marchosias
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
*Słabo... Głód... Muszę...*

Pod ścianą leży mężczyzna, odwrócony plecami do całej reszty. Widać tylko poły brązowego płaszcza, grube, szare spodnie, ciężkie buty oraz ciemnobrązowe włosy, sięgające do karku.
Lekko drży, gdy powoli podnosi się z łóżka, by siąść na jego krawędzi. Opadające na twarz włosy zasłaniają widok twarzy, jednak widać teraz miecz przypięty przy pasie oraz skórzaną rękawicę na prawej dłoni. Koszulę ma prostą, typową, w kolorze nudnej szarości.
Gdy odgarnia lewą dłonią włosy, widać stalową rękawicę, którą na niej nosi. Wygląda na starą, jednak na dobrze trzymającą się, pomimo wieku.

Twarz mężczyzny jest jak porcelanowa maska, wydaje się twarda i gładka w dotyku, z mocno zaznaczonymi krawędziami. Oczy ma prawie jednolicie czarne, osadzone w wyrazistych oczodołach.
Skóra jest porysowana obok prawego oka, co wygląda na szramy. Usta wykrzywione w nieznikającym z twarzy, bez wyrazistym uśmiechu.

-Jestem... las... - mężczyzna szepcze coś do samego siebie, po czym zaczyna się lekko bujać w przód i w tył – jedna dawka...
Reszta nie zdaje się mieć większego sensu, gdyż są to niepowiązane ze sobą w logiczny sposób słowa.
Gdy elfowie wkraczają do sali, ten zrywa się na równe nogi, stając niemal na baczność, po czym odpręża się i na powrót spoczywa na łóżku.

*Tylko nie elfy... Oni mi na pewno nie powiedzą, gdzie jestem...*

Mężczyzna wysłuchał w względnym skupieniu tego, co mieli do powiedzenia, po czym posłuchał trzech ludzi, z czego co najmniej dwóch dziwnych oraz jednego krasnoluda.
Wstał, ukłonił się nisko, po czym rzekł
-Jam jest nieznajomym, którego możecie zwać, jak tylko wola zapragnie. Z przyjemnością przyjmę propozycję. Gdyż groszem nie pogardzę – przestał mówić na chwilę, masując się po brodzie – chociaż chyba musiałbym być szalonym, by w ciemnotę uderzać i zgadzać się na niewiadome.

Podszedł trochę w stronę elfów
-Łaskawi będziecie, panowie czystej krwi, by podzielić się informacjami na temat tajemniczej misji? Coś zabić, wyplenić, spalić, ocalić?
Przez cały czas szeroki uśmiech nie znika z ust człowieka, który wpływa na tonację wymawianych słów, odbierając im powagi.
 
 
Stary 02-03-2008, 17:41   #7
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 5009 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację


„Elfy skąd. Elfy w Lesie Loren, czyżby to był ten enigmatyczny Leśny Lud służący Pani Jeziora” – tyle zdążył pomyśleć Giles, zanim czarodziejski sen go zmorzył.

*****

Powoli budził się z ze snu. Szybkim gwałtownym ruchem podniósł się z łóżka. W sali nie spostrzegł dziewczynki tylko czterech mężczyzn i jednego krasnoluda. Po chwili weszło troje przedstawicieli Leśnego Ludu. Giles podszedł szybko do nich.

- Gdzie umieściliście Fionę. Zapewniam, iż ona nie ma żadnych umiejętności magicznych.Muszę odwieść ją do ojca. W ogóle jestem oburzony, od kiedy to Leśny Lud jest bezradny niczym dzieci. Tak to wypełniacie wolę Pani jeziora i jej poddanej Czarodziejki, a waszej pani dopuszczając, aby w Lasach Loren grasowali kultyści i mutancie, odprawiając swoje sabaty.

Zielone oczy młodzieńca pałały gniewem, nerwowym ruchem odrzucił długie, blond włosy, wpadające mu do oczu. Na jego nieco pucułowatej twarzy wystąpił rumieniec, jaki zwykł był się pojawiać, gdy Giles był mocno wzburzony. Za oknami, co było dziwne, wszak był dzień, ozwał się wilczy zew.

Usłyszawszy propozycję Leśnego Ludu Giles zasępił się.
„Mam zadanie do wykonania, ale to może być misja zlecona przez samą Panią, takim się nie odmawia, na honor.”

- Co będzie z dzieckiem, podjął byłbym się waszego zadania, ale ktoś musi odwieść Fionę do rodziny, wszak wszystko trzeba po kolei dokonywać. Ach gdzie moje maniery, przez wzburzenie zapomniałem się przedstawić. Giles de Relian z Couronne w Bretonii, Rycerz Pani Jeziora.

Powiódł wzrokiem po zebranych.
„Arab, widziałem już w L’Anguille, jak byłem w sprawach mego brata w tym porcie. Ciekawe, co robi tak daleko w głębi lądu. Krasnolud, no fakt, jedzie od niego pewnie też i pod wiatr, ale lepszych zbrojmistrzów i płatnerzy ze święcą szukać. No i ten ze szramą, niechybnie wariat, co tu się na Panią dzieje, gdzie nasi Rycerze Próby. Wszystko to jest strasznie dziwne i podejrzane.”
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie.
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 02-03-2008, 22:35   #8
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 425 Mortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetnyMortarel jest po prostu świetny


Troje elfów z uwagą wysłuchiwało waszych odpowiedzi. Kiedy przekonali się, że większość z was byłaby skłonna zaakceptować ich propozycje, na ich twarzach pojawił się tajemniczy uśmiech. Na widok krasnoluda, który zemdlał, jeden z nich udał się w jego stronę, a następnie pochylił się nad nim, bacznie mu się przyglądając.
W końcu jeden z nich rzekł:
- Witamy was serdecznie Abrahimie, Josephie, Garnirze, Santiago, Leonardzie i Ciebie Gilesie. To zaszczyt gościć takie osoby pod naszym dachem. Pozwólcie Panowie, że najpierw udzielmy wam odpowiedzi na wasze pytania, a następnie przejdziemy do sedna sprawy.- zaznaczył na wstępie elf.
- Panie Josephie, zadanie, które Wam chcemy zlecić, na pewno nie przyniesie na was hańby morderstwa. Wręcz przeciwnie, spadną na was chwała i zaszczyty. Oczywiście zostaniecie również sowicie wynagrodzeni. Jeśli zaś chodzi o Pańskiego towarzysza, nie dalej jak kilka godzin temu opuścił on Las Loren, nasi zwiadowcy donieśli, że udał się na wschód w kierunku Gór Szarych. Chciałbym również zaznaczyć, że wasz sen trwał trzy dni.
Jeśli zaś panie Gilesie, jesteś ciekaw co też stało się z dzieckiem, które panu towarzyszyło, zdaje mi się ze na imię jej Fiona, gwarantuje że jest ona bezpieczna. Znajduje się ona w tymże domu, zapewne bawi się teraz w ogrodzie. Jednak nie będzie miał pan czasu, aby odwieźć ją do rodziców. Proszę polecić nam, dokąd trzeba odprowadzić dziewczynkę, a ma pan moje słowo, że bezpiecznie zostanie tam przewieziona.-
Odpowiedział bardzo miło elf
Co zaś się tyczy kultystów i mutantów, w każdym nawet najbardziej strzeżonym miejscu pojawiają się te przeklęte istoty. Fakt, że dotarły aż do lasu Loren, łączy się nieodzownie z zadaniem, które zamierzamy wam powierzyć. – elf dodał to wyraźnie ściszając głos.

W tym momencie machnął reką w powietrzu, a kiedy tylko to uczynił okna zasłoniły się nieprzeniknionym czarnym dymem, a w całej komnacie zapanowały ciemności. Jednocześnie z końców jego palców błysnął snop iskier, rozsypując się ku sufitowi, do którego przymocowany był wielki, złocony, świecowy żyrandol. Iskierki wesoło pobiegły ku niemu, zapalając świece. Komnata była oświetlona nikłym ich blaskiem. Tymczasem elf, który nachylił się nad krasnoludem, szepnął kilka słów, a następnie dotknął jego czoła. Krasnolud zbudził się, lekko oszołomiony, lecz w pełni sił.

- Wszystko dobrze?- Zapytał z uśmiechem elf, po czym wstał i oddalił się do swoich towarzyszy.

Elf, który przedstawił się, jako Shalannan zabrał głos:

- Możliwe, że dotarło do waszych uszu, iż ostatnio miały miejsce przedziwne wydarzenia. Jeśli nie, słuchajcie uważnie moich słów, bo nie będę ich powtarzał.
Kilka lat temu miało miejsce bardzo wielkie zachwianie w strukturach dzielących nasz wymiar od domeny chaosu. Podejrzewamy, że otwarły się demoniczne wrota, przez które na nasz świat dostają się istoty mroczne i potężne, oraz wyzwalane są moce, które zachwiały całą równowagę wiatrów magii. Mogliście się o tym przekonać, kiedy sprowadzaliśmy was tu za pomocą na pozór bezpiecznego czaru. Cześć z was została jakby to wyrazić, poturbowana…
– zrobił małą pauzę - „tak to jest dobre słowo”- pomyślał - …poturbowana przez chaos, który dostaje się do naszych czarów. Sądzimy, że źródło i miejsce, z którego wydobywa się chaos jest niedaleko stąd. Inaczej nie byłoby to tak silnie odczuwane. Domyślamy się, że demoniczne wrota zostały otwarte w Karak Norn, górskiej twierdzy krasnoludów. Los chciał, że znaleźliśmy ocalałego, który być może rzuci trochę światła na to, co się ostatnimi czasy działo w Karak Norn- tu elf wyraźnie wskazał na Garnira. Chcielibyśmy, żebyście zbadali tą sprawę. Będzie to misja niebezpieczna, jednak zapłata za nią, będzie rekompensowała wasze ryzyko. Wybraliśmy was, ludzi, gdyż chcemy, abyście udali się do Karak Norn. Elfy nie są tam mile widziane, a człowiek zostanie przyjęty przez tamtejszych gospodarzy dużo bardziej życzliwie. Jednak ostrzegam was, w górach może być teraz niebezpiecznie, kto wie czy Karak Norn jeszcze istnieje. Zwiadowcy wysyłani przez nas w Góry Szare nie wracali…- tu przerwał na moment wypowiedź, o czym kontynuował - Wszelkie informacje odnośnie drogi, miejsc i wydarzeń powinniście uzyskać od Garnira. Jeśli zdecydowaliście już, że weźmiecie udział w wyprawie, to wybierzcie spośród was także osobę, która będzie wam przewodziła. Wszelkie pytania zadawajcie teraz. Później będzie już za późno. Chcemy żebyście wyruszyli natychmiast. Na zewnątrz czekają już wasze konie, otrzymacie także od nas wóz, na którym będą mogły się poruszać osoby, które nie mają swoich wierzchowców, jak i również będziecie mogli przewozić na nim swój ekwipunek. Możecie przejrzeć także dokumenty, które udało nam się zebrać w czasie naszego dochodzenia. [dokumenty są niczym innym, jak tekstem, który został przedstawiony w rekrutacji do sesji]. Wybaczcie nam to, że stawiamy was niemal przed faktem dokonanym, ale trzeba działać w wielkim pośpiechu…

W tym miejscu elf skończył swoją mowę. Uważnie odczytując, z twarzy zebranych, reakcje na swoje słowa.

__________________________________________________
_________________________________________________
Uwaga moi przyszli bohaterowie teraz opiszcie swoją reakcję na słowa, wasze odczucia, na to co usłyszeliście, możecie również zadać kilka pytań, ale pamiętajcie, że musicie działać jak najszybciej, jeśli chcecie pomóc. Jeśli któryś z was pragnie zostać przywódcą wyprawy, niech wygłosi mowę, dlaczego to powinien być właśnie on. Shalannan wybierze najodpowiedniejszą osobę. Jeśli zaś nikt nie chce sam zostać przywódcą, Shalannan wybierze osobę na podstawie swojego własnego gustu.

Garnir proszony jest o to, aby jego odpowiedź była na końcu (jako 6sta) Jeśli któryś z graczy będzie miał do Ciebie pytania, odpowiesz na nie w swoim poście.
 
Mortarel jest offline  
Stary 03-03-2008, 11:00   #9
Marchosias
 


Poziom Ostrzeżenia: (0%)
*Skąd oni znają moje imię? Co to za czarcie sztuczki?*
Uśmiech powoli znikał z twarzy Leonarda, powoli będąc zastępowanym przez niepokój.

*Oni nie wiedzą... Nie wiedzą, że magia pochodzi od chaosu? Każdy ich fałszywy, plugawy ruch prowadzi nas prosto do zguby! Banda wariatów!*
Powoli zaczęły docierać do niego inne słowa, wypowiedziane przez jednego z elfów. Słowa, które wprawiały w panikę każdego, kto igrał z losem, tak jak Leonard.
Zaczął nerwowo przeszukiwać kieszenie, wyraźnie czegoś szukając. Coraz bardziej się denerwował, jego ręce nerwowo drgały.

*Trzy dni...! Trzeci dzień bez... Muszę znaleźć! Gdzie to jest! Muszę!*
Gniewnym wzrokiem objął wszystkich zebranych w sali, po kolei, poczynając od elfa, kończąc na krasnoludzie. Nie zastanawiał się teraz, kim jest dziwnego kolorytu skóry jegomość, czy też o co chodzi z krasnoludzkim problemem.
Miał coś innego na głowie, co nie pozwalało mu normalnie funkcjonować.

*Ktoś to zabrał... Rozszarpię te elfy, jeśli to ich sprawka...*
Złapał się za głowę, odchylając ciało do tyłu. Przez chwilę tak stał, po czym szybko opuścił rękę i spojrzał na elfy.
-Zwróćcie mi moją własność – mówienie wyraźnie sprawiało mu problem – korzeń... muszę mieć korzeń!
Ostatnie słowo prawie wykrzyczał, by nagle zamilknąć. Kąciki ust drgały, dając poznać wciąż narastający niepokój. Znów zaczął się lekko uśmiechać.

Wyciągnął rękę, wskazując palcem na jednego z elfów
-Nie będę z wami współpracował, jeśli macie zamiar się kryć i spiskować za naszymi plecami. Nie kierując nóż moją stronę. Możecie się pozabijać, czy cokolwiek nie macie zamiaru robić, ale nie ważcie się tykać mojej własności!
Prawie rzucił się z pięściami na elfa, jednak udało mu się opanować. Coraz silniej wdychał powietrze, nerwowo rozglądając się po wszystkich.
 

Ostatnio edytowane przez Marchosias : 03-03-2008 o 11:02. Powód: Ups. Nie takie znaki.
 
Stary 03-03-2008, 13:53   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 28768 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację


Joseph bez słowa komentarza wysłuchał tego, co elfy miały do powiedzenia. I chociaż walka z Chaosem nie była celem jego życia, to propozycja odbycia takiej wyprawy całkiem przypadła mu do gustu. Nie potrzebował nawet czytać tamtych dokumentów, by się zdecydować...
Zanim jednak zdążył cokolwiek rzec, sytuacja w pomieszczeniu uległa pewnej zmianie.
Człowiek, który nie chciał podać swego imienia, początkowo rozpaczliwie szukający czegoś po kieszeniach, zaczął wykrzykiwać coś na temat jakiegoś korzenia...
*Korzeń?* - powtórzył w myślach Joseph - *On żre jakieś świństwo?*
Uważnie obserwował zachowanie człowieka, którego, jak można było wywnioskować drogą eliminacji, elfy nazwały Leonadem.
*Jeden kandydat mniej na przywódcę. A może i na wyprawę...* - pomyślał.
Gdy Leonard skończył, Joseph powiedział:
- Skoro nie mam żadnych zobowiązań, to bez problemu mogę wziąć udział w tej misji.
Zastanowił się przez moment.
- Nie sądzę - stwierdził - bym nadawał się na przywódcę. Tych gór nie znam, poza tym zwykle odpowiadam tylko za siebie. Do kierowania grupą ludzi nie jestem przyzwyczajony...
Powiódł wzrokiem po przyszłych towarzyszach.
- Może pan de Relian? Jako rycerz ma chyba doświadczenie w tej dziedzinie...
 
Kerm jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166