Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-07-2008, 01:29   #1
 
DrHyde's Avatar
 
[Warhammer - storytelling] - "Oblicze Zła"





"Oblicze Zła"











24 Vorhexen 2512 A.S.

Czarny dyliżans z symbolem kompanii "Armatnia Kula" wjechał szybko szlakiem nulneńskim na zatłoczoną Oldenhaller strasse. Miasto mimo póżnej godziny tętniło życiem. Potężny pałac Wielkiej Hrabiny Emmanuelle von Liebewitz Elektorki Imperium górował nad zabudowaniami Starówki. Pokryte złotem kopuły pałacu wyrastały ponad strzeliste dachy zdobione zmyślnym gontem, czerwoną dachówką i śniegiem, który dodawał uroku całości krajobrazu. Mężczyzna spoglądał nerwowo za okno podziwiając architekturę słynnego Klejnotu Imperium.

- Gdyby tylko wiedzieli... - powiedział sam do siebie, szybko urywając ze względu na pozostałych pasażerów, o których chwilowo zapomniał w zadumie.

Dyliżans powoli zwalniał, co było znakiem, że dojeżdżają na Reiks Platz i zaraz wysiądą. Przycisnął torbę podróżną do siebie i założył beret na głowę. Zatrzymali się. Zarzucił na siebie czarny płaszcz i otworzył drzwiczki. Śnieg poganiany mroźnym wiatrem uderzył w jego twarz. Oczywiste. Mógł się tego spodziewać. Uprzedzali go, że zimy w Wissenlandzie są srogie. Gęsty dym i zawierucha spowiły niebo nad jego głową. Ledwo zrobił krok do przodu i dopadł do niego jakiś mieszczuch z nulneńskim akcentem.

- Panie Schuffel?

- Bez nazwisk idioto!

- Przepraszam... - odezwał się mężczyzna.

- Idziemy. Byle szybko, bo nie mamy czasu.

Franz nie był przekonany co do jegomościa, który miał doprowadzić go do celu, ale nie miał wyjścia. Musiał się tam znaleźć migiem, inaczej cały plan szlag trafi. Ruszyli przez Hochweg i szybko odbili w jedną z północnych uliczek. Zaniepokojony sytuacją Schuffel rozglądał się nerwowo. Południowa część miasta gdzie dostrzegał zniszczone dachy, pokryte gontem i starą dachówką napewno nie była miejscem docelowym. Domyślił się, że za śmierdzącymi dokami, zza których wydobywał się gesty dym, już mniejszy niż w dzień, znajdują się słynne kuźnie Nuln i plebs. Przeszli obok kilku okazałych budynków, które zidentyfikował jako Uniwersytety. To dobry znak. Informator mówił, że będą tędy szli. Zatrzymali się przed wejściem do jakiejś bursy. Franz nie wiedział od czego miał dreszcze - od zimna, czy ze strachu... Lampy dawały mało światła. Część całkowicie zgasła.

- To...to... - nie mógł się wysłowić. - Jesteśmy już? - zapytał ze zdziwieniem. Rajfur wyciągnął z pod płaszcza coś, co wyglądało na wersję miniaturowej kuszy i wycelował w Schuffela.

- Witamy w Nuln... Idioto... - wystrzelił. Ciało Franza padło na ziemię...

***

25 Vorhexen 2512 A.S.

Śnieg sypiący ciągle od kilku dni, w końcu się uspokoił. Dzień rozpoczął się jak każdy inny. Na zatłoczoną dzielnicę Freimarkt ściągali handlarze i kupcy, aby rozpocząć pracę. W Schlagenmund warsztaty, zakłady, kuźnie i inne pracownie rzemieślnicze ruszyły pełną parą. Zabiegani ludzie zaczęli realizować plany dnia. W mieście gadało się tylko o jednym. O gościach, którzy mają przybyć do Nuln na spektakl i o samym spektaklu. Oczywiście głosy krytyki również padały z ust przeciwników przedsięwzięcia. Teatr komediantów i wagantów Foyera, który z niewiadomych przyczyn nagle stał się czołowym punktem rozrywki, jeszcze do niedawna był jedynie przeciętnym obiektem tego typu. Według plotek jakie można zasłyszeć w karczmach, w Nuln ma się zjawić Cesarski Plenipotent, który na mocy rozkazów samego Cesarza zamknie teatr i spektakl się nie odbędzie. Całe zamieszanie z wiadomych względów. Nie dosyć, że wystawiana sztuka ma nawiązywać do Przeklętego Czarnoksiężnika Konstanta Drachenfelsa słynnego Mordercy, to jeszcze Foyer współpracuje prawdopodobnie z Detlefem Sierck, co samo w sobie jest już niepokojące. Każdy wie jak ostatni spektakl Mistrza Detlefa się zakończył. Reiks Platz tętnił życiem. Śnieg w tym roku spadł obficie co wcale nie było pocieszające dla Gildii Robotników, ani dla kompanii przewozowych. Za to dzieci miały nie małą frajdę z tego tytułu. Kulki śnieżne latały niczym kule armatnie z Imperialnych dział, uderzając w głowy zabieganych pracowników i mieszczan.

Fabian von Eischendorff

Fabian w drodze do miejskich łaźni stanął przed rozłożystym wiązem Deutz i oglądał ogłoszenia. Słońce odbijało się w śniegu i raziło go w oczy strasznie, aż zaczął psioczyć pod nosem. Nagle dostrzegł dwa duże ogłoszenia. Wzrok przykuł przede wszystkim napis "Zaginął". Wyczuł w tym okazję zarobku.
__________________________________________________ _______________________

ZAGINĄŁ





Wczoraj wieczorem do miasta przybył jegomość Franz Schuffel.
Ostatnio widział go jeden z woźniców Kompanii Przewozowej "Armatnia Kula".
Potrzebni chętni do poszukiwań. Informacje, które mogą pomóc w poszukiwaniach mile
widziane. Za każdą informację i współpracę godziwa płaca.



Fritz Foyer

__________________________________________________ _______________________


Teatr Komediantów i Wagantów Foyera


Przedstawia

„Oblicze Zła”

W Noc Złowróżbnego Hexensnacht
największy spektakl tego roku
ręką Mistrza Foyera spisany
ukaże oblicze prawdziwego zła
Konstanta Drachenfelsa.


Cena biletu : 1o Koron Imperialnych

Bilet w loży : 5o Koron Imperialnych


__________________________________________________ _______________________

Mimo słońca mróz dawał się we znaki. Poczuł zimno na plecach. Ruszył z miejsca w kierunku miejskich łaźni, myśląc nad ogłoszeniem. Zagłębił się w tłoczną uliczkę prowadzącą na plac targowy i tym samym do miejskich łaźni, które znajdują się niedaleko. Czarny kot przebiegł mu drogę.

- Pech ... - usłyszał za swoimi plecami.

Odwrócił się momentalnie i ujrzał młodego mężczyznę niskiego wzrostem w ubraniu, które świadczyło o jego przynależności do Gildii Kupieckiej. Na wamsie wyszyty symbol gońca. Twarz pokryta bliznami i ropiejące usta były bardzo odpychające. Uśmiechnął się okazując brak jednego zęba.

- Niech pan uważa bo wypadki chodzą po ludziach... - po tych słowach ruszył do przodu i zniknął w tłumie nim Fabian się odezwał.

Carla di Olesi

- Ile razy mam Ci kurwa potwarzać bęcwale, że nie umiesz powozić chmyzie!

- Mówi się powtarzać...

- Ja ci kurwa dam potwarzać po mnie gówniarzu - woźnica złapał za bat i zdzielił młodego pomocnika w łeb. Cała scena była tak komiczna, że zgromadzeni przy ulicznym kuglarzu ludzie zwrócili się w ich kierunku. Carla spokojnym krokiem mijała zbiegowisko ludzi na Hochweg. Już w oddali dostrzegła patrol straży miejskiej, który przeciskał się do sprawców zamieszania. Powodem tego było zablokowanie drogi dla innych wozów i przede wszystkim dyliżansu kompanii przewozowej. Ktoś krzyknął w tłumie gapiów:

- Złodziej! Łapać złodzieja!

Zaczęło się. Cały tłum zakotłował się, aż strażnicy zanurkowali w śniegu. Carla odsunęła się na bok z nadzieją, że w końcu dojdzie na targ, żeby zrobić zakupy i w końcu coś zjeść. Nagle ktoś szarpnął ją za rękę. Małe dziecko. Chłopczyk niespełna ośmioletni w podartym ubranku, zziębnięty, brudny z potarganymi włosami. Popatrzył litościwie w oczy Carli.

- Pse Pani... Kopsnie Pani sylinga?


Erich Zann

Szybkim krokiem podszedł do drzwi wejściowych na tyły Teatru Komediantów i Wagantów Foyera. Zapukał. Drzwi otworzyły się i w progu stanął barczysty mężczyzna w czarnym ubraniu nabijanym ćwiekami. Jego kanciasty pysk i krótko ścięte włosy dodawały mu "uroku". Erich przełknął ślinę z nadzieją, że nie powita go pięścią. Dryblas uśmiechnął się.

- Do kogo fircyku?

- Yyy ... Ten do Xaviera Teufelfeuera...

- Za mną.

Zann zrozumiał, że słownik osiłka ogranicza się do niewielu słów, jakich zapewne nauczył się na ulicy. Wszedł za nim do środka, kierując się przez załadowane kostiumami i sprzętem zaplecze na tyły sceny głównej. Weszli w wąski korytarzyk. Erich zastanawiał się czy mężczyzna się tam zmieści, ale jak widać umiejętność ową opanował do perfekcji. W końcu weszli schodkami na scenę, gdzie jeden z aktorów znany jako Xavier Teufelfeuer kontemplował w zadumie.




Xavier Teufelfeuer

- Ekhem... - dał o sobie znać Erich.

- O! Witaj przyjacielu. Dobrze Cię widzieć. Słuchaj tego. Zasłyszałem to od jednego z dramaturgów z dalekiego Albionu - podniósł czaszkę przed siebie. - Być, albo nie być - oto jest pytanie. Czy ciśnie mnie na sranie? Czy to brzucha mego wołanie? - Monolg przerwał worek z ziemią, który z trzaskiem padł z sufitu na deski sceny.

Eik Vangalar

Dyliżans kompanii "Armatnia Kula" wlekł się strasznie w okazałym śniegu. Eik zaczął powoli żałować, że nie jechał konno. Jednak myśl o mrozie i męczącej podróży w jego stanie psychicznym, nie była przekonująca. Całą drogę wysłuchiwał narzekań szlachcianki i dwóch miłośników dzieł sztuki, którzy spierali się o to, czy sztuka bretońska jest lepsza od tileańskiej. Aż zbierało mu się na wymioty od tej paplaniny. W końcu usłyszał zza okienka strażników, co oznaczało, że dotarł właśnie do Nuln. Sigmar się zlitował. Dzięki Bogom. To trwało sekundy. Dyliżans zatrzymał się gwałtownie i głowa Eika wylądowała w biuście szlachcianki, która z przerażeniem zaczęła krzyczeć w niebogłosy. Na zewnątrz rumor. Mało tego. Koła wpadły w poślizg i jeden z miłośników sztuki wylał większość zawartości butelki z winem wprost na Eika, który wyleciał pod wpływem gibania się dyliżansu przez drzwiczki na zewnątrz, wpadając wprost w zaspę śniegu. Wszędzie biegający ludzie. W oddali krzyk "Łapać złodzieja!". Nad głową Vangalara stanął jakiś łachmyta z tyczką, na której dyndało kilka szczurów. Uśmiechnął się okazując czarne zęby.

- Witamy w Nuln... - skwitował krótko.
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 05-02-2009 o 21:04. Powód: Redagowanie tekstu
DrHyde jest offline  
Stary 24-07-2008, 02:30   #2
 
Gwena's Avatar
 
Carla di Olesi zeszła z warty dobrze po północy. Mimo to gdy się obudziła rano - jak zwykle kilka chwil przed pobudką o 6, jej ciemnoszary mundur elewa Akademii Artylerii leżał idealnie złożony na taborecie. Nie pamiętała kiedy go zdjęła, ale 4 lata spędzone w wojskowych szkołach wyrobiło w niej pewne automatyczne odruchy.
Po chwili zdała sobie sprawę, że dziś zaczynają się 10 dniowe wakacje przed nowym rokiem i nie musi się zrywać na poranne ćwiczenia.

Jakby mało tego szczęścia wczoraj dostała list od przełożonego jej zakonu - Świętej Włóczni, że prawdopodobnie nie będzie w tym okresie potrzebna i starczy jeśli będzie na posterunkach w mieście informowała gdzie ją można znaleźć.

Mimo, że spędziła już prawie dwa lata w Nuln nigdy jeszcze nie dysponowała taką ilością wolnego czasu. Może pora na poznanie ciekawszych miejsc? Do tej pory całe jej tutejsze życie zamykało się w kręgu dzielnic Świątynnej i Uniwersyteckiej oraz - w okresach wakacji zwykłych imperialnych studentów - służby w rozmaitych, często ponurych miejscach w straży Myrmidii która wspomagała Straż Miejską. Na wspomnienie patroli we Wschodniej i Zachodniej dzielnicy jeszcze teraz przebiegł ją dreszcz. Nie, to nie były miejsca, które chciała odwiedzić w czasie wakacji.

Wstała, zaczęła rozważać następny problem. Właściwie nie miała w co się ubrać. W szafie miała kilka kompletów mundurów elewa - od roboczych po paradne i mundur kandydata-oficera zakonu. Gdy przyjechała tu z Tilei, matka zadbała o to by miała ze sobą kilka sukien, jednak dwa lata dodały jej wzrostu, a ćwiczenia dodały jej muskulatury. Może pora odwiedzić krawcową? Wzruszyła ramionami, i tak pewnie nic nie uszyje przed końcem wolnego. Zresztą czy umiałaby jeszcze poruszać się w sukni?

Po chwili zastanowienia wybrała mundur zakonny. Czerwony płaszcz ze złotym emblematem Bogini, czerwonoczarny kaftan, złoty napierśnik, czarne spodnie z lampasem były dość strojne by móc się wszędzie pokazać. Jak co dzień przypasała do boku rapier i lewak. Dłuższą chwilę walczyła z włosami - normalnie spięte w krótki warkocz, nie chciały się ułożyć puszczone luzem.

Zdawała sobie sprawę, że w takim stroju, będzie zwracać uwagę. Imperium nie przywykło do myśli - całkiem naturalnej dla Tileańskiej wyznawczyni Myrmidii - że kobieta może być zawodowym żołnierzem, a tym bardziej oficerem. W Akademii prócz niej były tylko dwie elewki i nieraz musiały sobie dawać radę z docinkami elewów. Cóż, to naprawdę był problem Imperialnych nie jej. A kose spojrzenia można było ignorować.

Gdy była gotowa, stwierdziła, że skorzystanie ze stołówki akademickiej nie byłoby dobrym początkiem urlopu. Pora zjeść coś naprawdę dobrego. W okolicach Reiks Platzu było pełno restauracji kuszących dobrym jedzeniem.

Ruszyła na miasto, mimo wczesnej pory już dość gwarne. Zanim doszła do placu drogę jej zablokował korek spowodowany przez kłócących się woźniców i sztuczny tłok wywołany przez obżynaczy mieszków. Zaczepił ją młody żebrak, nie był to dla niego dobry dzień - usłyszał: Zgłoś się do Akademii, zawsze przyjmujemy "dzieci armat" jeśli chcesz uczciwie zarobić. Gdyby była w mundurze elewa dzieciak ominąłby ją z daleka.

Chwilę później prawie u jej nóg wypadł z gwałtownie hamowanego dyliżansu młodzieniec zakopując się w zaspie. Gdy się zaczął podnosić, wyglądał jak brudny - w Nuln jest wszystko brudne - bałwan. Carla nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Po chwili zaczęła przepraszać biedaka za nieodpowiednią do sytuacji wesołość.
 
Gwena jest offline  
Stary 24-07-2008, 13:42   #3
 
Szarlej's Avatar
 
Fabian von Eichendorff

Kamienica, dzielnica uniwersytecka
Fabian leniwie otworzył oczy. Ranek, zawsze się wcześnie budził, nawyk z służby i tułaczki po świecie. Usiadł na swoim wielkim, miękkim łóżku (po kilku latach na trakcie, każdy marzy o tym luksusie) i poszukał wzrokiem ubrania. Czarne z czerwoną podszewką robe leżało niedbale rzucone na stole, podobnie jak dublet (również czarno-czerwony, lewa strona czarna, prawa czerwona) i nogawice (tych samych kolorów). Na sam spodzie obecnie niewidoczna leżała koszulina dla odmiany biała. O stół stał oparty rapier jazdy, w przeciwieństwie do zwykłych rapierów tak popularnych wśród szlachty był on cięższy i służył w tym samym stopniu do cięć jak i do pchnięć. Szlachcic podszedł do stołu i zaczął się ubierać, na końcu przypasał sobie ostrze. Podniósł ze stołu pistolet do tej pory ukryty pod leżącym ubraniem i położył go koło drugiego pod łóżko. Niektórzy trzymali pistolety pod poduszką, niestety była do broń na tyle niezawodna, że potrafiła wtedy sama wypalić, co innego jak leżą pod łóżkiem. Fabian podszedł do ostatniego mebla szafy. Zwykłej, prostej ale wytrzymałej szafy. Jednak nie zajrzał do niej, podniósł łamacz mieczy i przypasał go symetrycznie do rapiera.
"Wypadałoby przejść się do łaźni a potem coś zjeść."
Jak pomyślał tak zrobił, wyszedł z mieszkania nie zaglądając do drugiego pokoju, przeznaczonego dla rzadkich gości.

Reik Platz, wiąz Deutz
"Ktoś zaginął. Interesujące, zawsze to jakaś kasa. Tylko kto to jest do Khorna Fritz Foyer? Mógłby zostawić gdzie go szukać. No ale nic, chłopaki na pewno będą wiedzieli."
Wzrok szlachcica przeszedł na ogłoszenie kontrowersyjnego spektaklu.
"Ciekawe czy mają jeszcze bilety? Trzeba pójść, tylko z kim? Ada bez przeprosin nie będzie chciała, zresztą nie mam zamiaru jej przepraszać. Było trzeba mnie nie zdradzać z tym dupkiem. Może Kati zabiorę, ostatnio tylko sie uczyła przed końcem studiów. Eh po co oni się tam tak męczą. No ale tak czy siak dodatkowa kasa będzie mile widziana. Sekundę, mistrz Foyer, Fritz Foyer! Może się odwdzięczy biletami w loży. To by było coś."
Fabian zadowolony perspektywą obejrzenia spektaklu i to z loży, szedł zamyślony. Co prawda zamyślenie nie pozwalało mu zapomnieć o pilnowaniu mieszka. Myśląc gdzie zaginiony aktor mógł zapić i ewentualnie zostać pchnięty nożem, prawie nie zauważył czarnego kota. Czarny kot zrobił to co zawsze robią czarne koty, no nie nie oddał moczu na środku drogi, nie nie usiadł i nie zaczął lizać się po intymnych miejscach, przebiegł drogę zamyślonemu Fabianowi.
-Żeby ciebie elfy dorwały i wydupczyły.
Mruknięcie pod nosem był tak ciche, że nikt nie mógł go usłyszeć. Nie chodzi o to, że Fabian był przesądny, on po prostu nie znosił kotów.
- Pech ... - usłyszał za swoimi plecami.
Obrócił się momentalnie i zobaczył kupca i to kupca wyraźnie nie dbającego o siebie. Fabian nie rozumiał jak człowiek może się tak zaniedbać.
- Niech pan uważa bo wypadki chodzą po ludziach...
I zniknął nim młody szlachcic wytłumaczył mu co myśli o przesądach i o ludziach w nie wierzących. Fabian tylko wzruszył ramionami i kontynuował marsz.

Dzielnica targowa, łaźnie
Szlachcic wszedł do znajomego budynku, od roku przychodził tu co najmniej raz w tygodniu. Wszedł do małego pomieszczenia gdzie przy biurku siedział uśmiechnięty staruszek i z nudów coś rzeźbił.
-Witam panie Tolzen. Dużo osób?
-Dzień dobry paniczu Eischendorff. Mało osób, komu w taką pogodę chciałoby się tu przychodzić. Pustki.
-Właśnie najlepiej przyjść jak jest chłodno, nie ma to jak ciepła kąpiel w chłodny poranek lub na odwrót chłodna kąpiel w ciepły poranek. Tak jak zwykle kąpiel w pokoju indywidualnym.
-Ależ oczywiście paniczu.
Fabian nauczył się na szlaku ważnej rzeczy, trzeba być miłym również dla osób niższych stanem. Nie przeszkadzało mu, że staruszek lubi sobie podglądać kąpiące się kobiety, póki są to kobiety. Zapłacił i zdał swoje rzeczy do przechowalni. Gdy się rozebrał był można go zobaczyć w pełnej okazałośći. Był wysoki i dobrze zbudowani jak wszyscy mężczyźni z jego rodziny. Blond włosy i zarost nosi starannie przystrzyżone. Jednak nie jego postura zwraca uwagę gdy stoi nagi a blizny. Klatkę piersiową przecina szrama zadana mieczem lub rapierem, w prawym ramieniu jest ślad po postrzale. Na plecah ma dwa ślady od pchnięcia, jeden sztychem miecz drugi czegoś mniejszego, pewnie noża. Jednak wszystkie blizny blakły przy uchu a dokładnie jego braku. Zamiast lewego ucha miał jedną wielką, brzydką bliznę. Położył górne odzienie pod ścianę i skierował się do wanny.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]

Ostatnio edytowane przez Szarlej : 31-08-2008 o 14:29.
Szarlej jest offline  
Stary 24-07-2008, 21:58   #4
 
Avaron's Avatar
 
Erich Zahn

Spadający worek poderwał tuman kurzu z desek sceny. Erich zamarł w pół ruchu wpatrując się w nagle pobladłego przyjaciela. Obaj jak na komendę spojrzeli w górę, lecz sklepienie tonęło w ciemnościach i niczego nie mogli dojrzeć. Między rzędami krzeseł w stronę sceny biegł już kierownik techniczny, a za nim podążała czereda pomocników. Xavier, którego bladość szybko przeszła w czerwień niebezpiecznie zbliżoną do purpury lżył starego ciecia z trudem łapiąc oddech:

- Ty... Ty niekompetentny, pseudointeligenty, zdziadziały sklerotyku z portowego zamtuza! To... TO mogło mnie ZABIĆ!! - Wrzeszczał aktor, mało co nie podskakując na wyprostowanych nogach. W końcu cisnął czaszką w zbliżających się do sceny ludzi i ujmując Ericha za ramię poprowadził go za kurtynę.

Zaczęli się przedzierać przez ciemne zakamarki kuluarów teatru Foyera. W ciasnych korytarzykach pełno było wszelakich teatralnych gratów: połyskujące fałszywym złotem i srebrem kostiumy, najdziwniejsze maski, zwoje lin i bele materiału, a wszystko brudne od wszędobylskiego kurzu. Ludzie biegali w tę i nazad pokrzykując na siebie co jeszcze zwiększało wrażenie zupełnego chaosu. Jak mawiał Xavier teatr przed przedstawieniem przypominał ogarnięty pożarem burdel. W końcu stanęli przed wąskimi, obdrapanymi drzwiami, do których ktoś całkiem nie dawno przybił tabliczkę głoszącą: "Garderoba Pana Xaviera Teufelfeuera - wstęp zakazany pod groźbą straszlywych komsekwency". Xavier otworzył drzwi i wszedł do środka. Niedbałym gestem zerwał płaszcz z ramion i rzucił go na brudną pościel małego łóżka, która to poruszyła się wydając z wydając z siebie jękliwe dźwięki.

Ach przyjacielu! - Rzekł z westchnieniem aktor rozwalając się na rozklekotanym fotelu stojącym tuż przed wielkim lustrem -Kocham teatr przed premierą! Ta ekscytacja, ta energia! Czujesz sztukę wszędzie wokół, ach! Czy mówiłem ci już, że teatr przed przedstawieniem...

Tak. Mówiłeś... - Zahn urwał tamtemu w pół słowa. Stał tyłem do swego znajomka rozglądając się po garderobie. Jego uwagę cały czas zwracała poruszająca się od czasu do czasu zawartość łóżka artysty, lecz dobre wychowanie nie pozwalało o to zapytać. W końcu Zahn poprawił dla fasonu pas, obciążony rapierem, z lekka przekrzywił beret w kolorze jaskrawej żółci, zerknął w lustro uważniej przyglądając się swemu odbiciu, a w końcu wspierając się łokciem o brudną ścianę powiedział: - Po prawdzie to przychodzę właśnie w sprawie przedstawienia drogi Xavierze. - Zamilkł w pół słowa by zza rękawa wydobyć kilka zwitków pożółkłego pergaminu - Widzisz przyjacielu sprawa dotyczy tych oto wekselków, które wystawiłeś gdyśmy ostatnio grali. Ja oczywiście wiem, że zapłacisz i żadnego innego nie jestem pewien tak jak ciebie drogi Xaierze, ale... - Tu bakałarz przerwał obdarzając swego gospodarza jednym z tych tak dobrze znanych przez nadobne niewiasty uśmiechów godnych idącego w zaloty wilka. - Ale wolałbym, byś zapłacił przed premierą. I nie idzie tu o to, że ci nie wierzę jak już wspomniałem, lecz o to, że może po premierze nie będziesz w stanie tego zapłacić... - Na uniesioną w niemym pytaniu brew przyjaciela ponownie odpowiedział uśmiechem, a w końcu rzekł - Wiesz przecież jakie plotki krążą po mieście. To przedstawienie nie jest najlepszym pomysłem i ludzie mówią, że może się źle skończyć. Słyszałem nawet, że ten cesarski wysłannik nie tylko teatr ma zamknąć ale i wszystkich związanych z tym przedstawieniem, więc skoro i tak miałeś mi zapłacić to po co kusić los? Przecież gdybyś trafił do lochu na pewno ciężko by ci na sercu było z tym, że nie zwróciłeś mi długu, a tak miałbyś za murami szczęśliwego przyjaciela, jednego z najlepszych znawców prawa w Imperium - To mówiąc Erich mrugnął do pobladłego z nagła aktora i jeszcze szerzej się uśmiechając zapytał - Jak więc będzie drogi Xavierze, hę?
 
__________________
"Co będziemy dzisiaj robić Sarumanie?"
"To co zwykle Pinki - podbijać świat..."
by Marrrt

Ostatnio edytowane przez Avaron : 01-09-2008 o 23:00.
Avaron jest offline  
Stary 25-07-2008, 17:30   #5
 
Lorn's Avatar
 
Eik Vangalar

- A jednak życie nie jest wcale takie złe. – pomyślał krótko z twarzą wtuloną w biust młodej szlachcianki. Nie zdążył jednak zawrzeć dłuższej znajomości, gdyż powóz przekręcił się nagle w poślizgu i obrócił w poprzek drogi, a siła odśrodkowa rzuciła Eika na drzwi, które pod naporem uderzenia 250 funtów, rozpadły się na kawałki, wyrzucając go na zewnątrz. Dzięki temu Eik przy akompaniamencie niekontrolowanego krzyku, przeleciał z całym rynsztunkiem nad częścią ulicy i wylądował na poboczu w śnieżnej zaspie
– Sigmar dał, Sigmar zabrał. Widocznie miała być to tylko przelotna znajomość. Tfu! Śnieżek. – zreflektował w myślach. Leżał tak krótką chwilę pobrzękując pancerzem i próbując wstać. Był postawnym mężczyzną mierzącym 6 stóp i jeden cal wzrostu, co przy wadze prawie 200 funtów (nie licząc pancerza) czyniło z niego dość dobrze prezentującego się osiłka (pod warunkiem, że prezentacja nie odbywa się w śnieżnej zaspie). Jeden rzut oka na jego długi miecz i topór przypięte do pasa, wystarczył, by zauważyć, że wyszły spod ręki świetnego rzemieślnika, a człowiek, który je nosi najwyraźniej zna się na rzeczy.
Tymczasem wszędobylskość tutejszych kobiet, już nagrodziła jego nieplanowany popis fanfarą śmiechu.

Opanowując śmiech dziewczyna zatkała usta i próbowała coś powiedzieć. Pierwsza próba była znowu nieudana. Wreszcie wydusiła z siebie.
- Wybacz Panie me maniery, Pański sposób pojawienia się całkowicie mnie zaskoczył. - mówiła starannym „Reikiem”, jednak w jej głosie zauważalny był śpiewny, obcy akcent z południa.
- Tandeta! - powiedział do siebie z myślą o drzwiach, wyciągając twarz z zaspy. Po czym wstając, otarł jednym gestem twarz ze śniegu. Drobiny lodu powoli topniały na jego ciemnych włosach, gdy jego zielone oczy lustrowały już od stóp do głów stojącą przed nim młodą, piękną i rumieniącą się kobietę, odzianą w mundur zakonu Myrmidii.
Eik napiął po żołniersku odzianą w nulneńską kolczugę pierś, by zatrzeć to niemiłe wrażenie poprzedniej prezentacji i krótkim ukłonem pozdrowił towarzysza broni. Z twarzy wyglądał mniej więcej na 25 lat. Na skórzane spodnie założone miał stalowe nagolenniki ze znakiem Sigmara, a pod szyją przewiązaną czerwoną chustę.

- I marny woźnica - zgodziła się panna. - Pewnie mu się do karczmy spieszyło.
- Oczekujesz może na kogoś z tego powozu oficerze? -
zapytał wprost, aczkolwiek grzecznie, mając nadzieję, że odpowiedź będzie przecząca.
- Och! nie, przedarłam się przez ten tłum z nadzieją na śniadanie w dobrej karczmie. Zresztą, choć wysiadłeś tutaj, to nie jest ostatni przystanek dyliżansu. Jak więc bym mogła tu na kogoś czekać?
- Dla mnie jest już ostatni! Wszak tu wszędzie jest jak w domu. –
uśmiechnął się z zadowoleniem, spoglądając po znajomych budynkach i ulicach.
- Faktycznie, chyba dalej pojazd póki co nie pojedzie. Cóż ciekawy powrót do domu - całowanie ziemi na przywitanie. Musze to zapamiętać.
- A jednak miłym jest to w śniegu lądowanie. –
zażartował - Zachęcam, warto spróbować. Czasem można dzięki temu trafić na niezwykle miłe powitanie, a może nawet poznać kogoś.
- Dobra pora roku ... proszę sobie wyobrazić jesienne kałuże. Jak wrócę do domu może spróbuję, tyle, że u nas śnieg bywa raz na kilka lat.
- Eik Vangalar, do usług. –
rzekł z nawyku w żołnierskim stylu.
- Carla di Olesi, mnie również miło. Zapewne chciałby Pan po takiej śniegowej kąpieli szybko do domu się udać i przebrać w czyste rzeczy.
- Miejmy nadzieję, że jakoś przeżyję ten dyskomfort.
- Czego i Panu życzę -
rzekła z uśmiechem. - A teraz wybaczy Pan, ale tam - wskazała na drugi koniec placu - czeka mnie wspaniałe śniadanie.
- Śniadanie, hmm… to jest właśnie to, czego mi trzeba. –
powiedział z apetytem, jakby coś właśnie poruszyło trafnie struny jego kulinarnej wyobraźni.
- Cóż, w tamtej karczmie kucharzem jest Niziołek i gwarantuję, że można tam dostać coś, co nie jest owsianką ani kaszą. - oba te słowa wypluła z siebie z wyraźną niechęcią.
- Miło mi było poznać Panią, Carlo di Olesi, życzę smacznego i nie zatrzymuję dłużej. – pożegnał ją pogodnie. Kobieta kiwnęła sztywno głową, po żołniersku i ruszyła na ukos przez plac w kierunku karczmy.
- Na pewno nie przywykła Pani do towarzystwa zwykłych najemników przy śniadaniu. – dodał ciszej za odchodzącą, zabierając resztę swoich rzeczy z wozu. Kobieta usłyszała jednak rzucone w powietrze słowa, zatrzymała się i obróciła.
- Ale pod warunkiem, że nie będziemy mówić o Akademii Artylerii, chętnie zjem w Pańskim towarzystwie.
- Umowa stoi! –
rzekł, gotów z całą surowością przestrzegać powyższej zasady i podał jej dłoń, jak to się zwykle czyni podczas zawierania umowy.
- Przynajmniej nikt się nie przysiądzie już do stolika, a mógłby to być ktoś tak nudny, jak kupiec zbożowy.
Wymieniwszy ze sobą mocny uścisk dłoni, ruszyli razem ulicą, przez plac w kierunku wspomnianej gospody. Po drodze, przechodząc pod dębem ogłoszeniowym kobieta zwróciła uwagę na ogłoszenie teatralne.
- Ostatnio wszyscy o tym mówią. Nie wiem, czy będzie to ciekawe przedstawienie, ale przy takich cenach biletów pan Foyer zostanie bogatym człekiem.
- Wiem jak znacznie lepiej ulokować złotą koronę –
odparł z dezaprobatą dla sztuki, w ogóle nie zdradzając zainteresowania wiszącymi tam ogłoszeniami.
- Hmmm może i racja, choć może to być sensacja sezonu. Ale też się nie wybieram.
W reszcie dotarli na Reiks Platz, gdzie znajdowała się, prowadzona przez Niziołka gospoda, „Nulneńskie przysmaki”, która podobnie jak inne na Reiks Platz nie należała do najtańszych.
- Dobry wybór, dobra gospoda. – pochwalił swoją towarzyszkę Eik, wchodząc do środka.
Sala w karczmie, jak na ta porę dnia, była już dość zapełniona, ale jeszcze kilka wolnych stolików się ostało.
Carla zdjęła płaszcz i zostawiła go w szatni, a następnie skierowała się do stolika stojącego w rogu Sali, pod ścianą. Eik poczekał na nią przy szatni, po czym trzymając się z tyłu także dotarł stolika, gdzie oprócz plecaka łuku i kołczanu opartych o krzesło, położył na stole rękawice i hełm.

Carla usadowiła się pod ścianą, tak by mieć oko na całą salę, a Eik usiadł obok, zwrócony twarzą w kierunku drzwi. Po chwili jeden z mężczyzn biegających z tacą pomiędzy stolikami przyjął od nich zamówienie.
- Pan jest mieszkańcem Nuln? - zacząła ponownie Carla.
- Owszem i jestem z tego dumny.
- Cóż każdy ponoć własne miasto chwali... Mnie by się Nuln bardziej podobało, gdyby słonce czasem przez te dymy mogło się przebić. Brakuje mi tu naszego słońca i morza. –
rozmarzyła się na chwilę dziewczyna.
- Żarty żartami, ale ja naprawdę uważam, że to wspaniałe miasto.
- Tak, przynajmniej niektóre dzielnice. O innych, póki mam urlop wolę zapomnieć. -
zgodziła się częściowo urocza wyznawczyni Myrmidii.
- To jest właśnie urok tego miasta, ten dym, hałasy dobiegające z kuźni, wystrzały armat i gwar dzielnicy handlowej. A Pani oficer tymczasowo, czy już na stałe w Nuln?
- Uczę się, nie jestem jeszcze oficerem, a na stałe… nie sądzę, pewnie dostanę przydział w ojczyźnie. Ale jak to w zakonie, idę tam gdzie każą.
- Owszem, ale tak milej brzmi, oficer Carla di Olesi.
- Jeszcze rok przede mną w Akademii.
- Cóż to jest… rok, minie jak splunąć. Ani się obejrzysz... Pani obejrzy, przepraszam, a już minie.
- Pewnie tak. Cóż ciekawe gdzie dostanę przydział... A Pan gdzie służył?
- U kapitana Albrechta Mitzera, a później u Otta Bamhauera. Mieliśmy pod zaciąg czasem nawet ponad setkę ludzi. Tępiło się to i owo. Wszystko, za co dobrze płacili. U nas to rodzinne, ja, moi bracia, ojciec, wszyscy siedzimy w tym fachu. Od pokoleń w zasadzie.
- Ponoć w imperium macie problemy z tym co żyje w lasach. Podobnie, jak my z piratami i południowcami. Cóż, służba w nieregularnych jednostkach jest specyficzna. Wiele i szybko trzeba się tam nauczyć. Nie jeden dobry żołnierz od tego zaczynał.
- Ponoć... tak powiadają –
uśmiechnął się, nie sądząc by ktokolwiek mógłby mieć, co do tego, jakieś wątpliwości - Ale prawda o lasach jest dziesięć razy gorsza niż im się zdaje.

Rozmowa toczyła im się miło i tak od słowa do słowa, w końcu śniadanie zniknęło ze stołu.

- Nie uwierzy Pan, ale po dwóch latach w Nuln zamierzam pierwszy raz zwiedzić miasto korzystając z urlopu. W życiu koszarowym chyba najbardziej brakuje domowego jedzenia, dlatego swoją krótką wolność postanowiłam zacząć od śniadania. - powiedziła Carla odkładając sztućce.
- Dobry początek dnia. – pochwalił ten zacny pomysł Eik i w reszcie syty rozsiadł się na krześle.
Chwilę później płacili już rachunek, powoli szykując się do wyjścia.

- Cóż dziękuje za towarzystwo przy śniadaniu, a teraz chyba pochodzę po mieście i zobaczę, jak to jest być cywilem i mieć dużo wolnego czasu. Może Pan jakieś atrakcje by mi polecił, jako mieszkaniec tej metropolii? - dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby nie do końca umiała znaleźć się w nowej sytuacji, jakby zupełnie nie wiedziała, co począć ze swoim wolnym czasem.
- Jest jeden sklep w dzielnicy kupieckiej "Łuki Grimmana", w którym robią najlepsze łuki i strzały w Nuln. – powiedział, ledwo powstrzymując się od śmiechu - reszta to lipa.
- Łuki strzały… dobra rzecz, ale nie na zajęcie podczas urlopu.
- No cóż, nie można mieć czasu na wszystko
- Cóż, może się cel jaki sam znajdzie w trakcie spaceru po mieście, faktycznie można i po sklepach pochodzić.
Dziękuje raz jeszcze –
powiedziała wstając od stołu.
- I ja dziękuję Pani Carlo. W sumie, też mogę tak powiedzieć, że jestem na urlopie. Właśnie odszedłem ze służby u Bamhauera… mniejsza o powody. – dodał wstając również i ucinając temat – Powodzenia!
- Może w takim razie zechce Pan towarzyszyć mi w przechadzce po mieście, skoro Pan też nie ma co robić.
- W sumie czemu nie, jak to się mówi, „bądź moim gościem”. Pokażę Pani to moje miasto. Żeby dostrzec niektóre rzeczy, trzeba tu przeżyć 20 lat. Na pewno szkoda Pani na to, aż tyle czasu.
- Będę wdzięczna... dotąd poznałam je od najgorszej strony, doki, zaułki, kwartały ost i west, port i ludzie którzy tam żyją. A nawet kanały. Może Pan pokaże mi tą lepszą część bym zdołała polubić Nuln…
- Służba nie drużba co… każde miasto ma swoją ciemniejszą stronę. To ma na przykład Czwarty kwartał.
- Na pewno, choć im większe, tym ta strona jest ciemniejsza... A Nuln małe nie jest. Cóż w takim razie „do spotkania”, jak Pan załatwi swoje sprawy...
- Wszystkie moje sprawy są już gruntownie załatwione. –
wszedł jej pośpiesznie w słowo.
- A bagaż...
- Bagaż owszem, po drodze odstawię go do domu. Możemy ruszać.
 

Ostatnio edytowane przez Lorn : 25-07-2008 o 19:13.
Lorn jest offline  
Stary 17-08-2008, 18:39   #6
 
DrHyde's Avatar
 
Fabian von Eischendorff

Łaźnie miejskie zimą to zdecydowanie jedno z dwóch najcieplejszych miejsc w Nuln – drugim jest łoże w sypialni Hrabiny von Liebewitz. Stary Jakub Tolzen uśmiechnął się, do wychodzącego z gabinetu Fabiana. Zza sporej kotary wyłonił się mężczyzna w czarnym mundurze ze złotymi wstawkami i małym herbem Nuln. Wyciągnął z kieszeni złotą koronę i zaczął ją obracać między palcami.

- Dobrze się Pan spisał. Nie chcielibyśmy, żeby komuś stała się krzywda Panie Tolzen – mężczyzna miał tak poważny wyraz twarzy, że stary Jakub czuł pot oblewający jego czoło. Przełknął ciężko ślinę i odstawił figurkę. Drewniana rzeźba przedstawiała nieukończonego gołębia.

- Myślicie, że tak łatwo można... - staruszek nie dokończył.

- Stul pysk – wyciągnął sztylet zza paska i równie szybko rzucił go wprost w gardło starca. Krew zachlapała stół i drewnianą figurkę. Po chwili ciało opadło na ziemię. Mężczyzna wyciągnął sztylet z gardła martwego Jakuba, ubrał płaszcz i wyszedł z gabinetu.

Fabian wszedł i zamknął odruchowo drzwi. Zawsze korzystał z tego pomieszczenia. Pokoje indywidualne w łaźni były dobrym pomysłem. Zdecydowanie ułatwiały odpoczynek. Coś jednak było nie tak. Von Eischendorff rozejrzał się po podłodze i zauważył damski gorset. Przecież nie zamawiał służki... Wyciągnął odruchowo rapier. W powietrzu wyczuwał damskie perfumy, ale w wannie stojącej pod ścianą nikogo nie dostrzegał. Powoli ruszył do wanny rozglądając się po pomieszczeniu. Przecież tu nie ma jak się schować. Nagle zauważył coś w wodzie, a raczej kogoś. Kobieta była w połowie naga i niechybnie martwa.



martwa Josie Liess

Reszta ubrań leżała w dalszej części pomieszczenia. Fabian szybko ją zidentyfikował. To Josie Liess – młoda i ambitna aktorka z Reiklandu, która chciała zrobić karierę w nulneńskim świecie teatru.

Erich Zahn

Mina Xaviera nie była ochocza. Starał się jednak zachować twarz i szybko zaczął się tłumaczyć.

- Oczywiście, że zapłacę. Wszystko mam na koncie u Oldenhallera. Dobrze, że się zjawiłeś Erich... Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio w teatrze. Odkąd rozpoczęliśmy prace nad nowym spektaklem, zginęło kilka osób. Niby zbieg okoliczności, ale ja w takie zbiegi okoliczności nie wierze. To wszystko za bardzo się klei w całość. Dwa tygodnie temu, gdy wychodziłem z teatru, ktoś mnie śledził. Szybko się zorientowałem i uciekłem. Gonili mnie przez pół miasta. Ludzie mają rację, to przez ten przeklęty spektakl, który pewnie pochłonie jeszcze nie jedną ofiarę. Ty znasz ludzi Erich, może ktoś coś wie. Zaczerpnij języka. Wieczorem spotkamy się w „Rubasznym Maxie”. Teraz możemy podejść do Banku Oldenhallera.


Monolog Xaviera dosyć szybko rozwiał wątpliwości towarzysza. Erich już w drodze do teatru zauważył, że ktoś go obserwuje, ale musiał się upewnić. Może to ma jakiś związek z tym co mówi poeta? Jego domysły niestety sprawdziły się w pełni. Bynajmniej nie było to pocieszające. Nie wiedział tylko, czy ta dwójka ma coś wspólnego z ostatnimi „zbiegami okoliczności”. Adwersarze stali naprzeciw tylnego wyjścia z teatru. Oparci o mur przyglądali się dokładnie wychodzącym osobom. Mężczyzna z zielonym beretem na głowie wyglądał na bardziej rozgarniętego i niechybnie inteligentnego – w miarę własnych możliwości. Biała koszula z purpurowym kołnierzykiem ewidentnie odznaczała się od reszty brązowego, zniszczonego i brudnego stroju. Wolnym ruchem położył prawą dłoń na rękojeści miecza i z kamiennym wyrazem twarzy szturchnął łokciem towarzysza. Rozczochrany obwieś momentalnie wyciągnął nóż i uśmiechnął się okazując kilka czarnych zębów. Erich poznał go, lecz nie mógł sobie przypomnieć imienia i nazwiska. Z pewnością typek ubrany w czarno – żółty strój z purpurową opaską był jednym z ulicznych cyrkowców, którzy czasami dodatkowo zarabiali na wyciąganiu monet z kieszeni naiwnych podróżnych.





uliczne zbiry

Nagle ich wzrok utkwił na Xavierze i Erichu. Sytuacja nie rysowała się najlepiej. Na szczęście plac teatralny był dosyć spory, ponieważ zatrzymywały się tutaj wozy ze sprzętem i robotnicy siłą rzeczy musieli mieć sporo miejsca do rozładunku. Plac gwarantował dwie strony ucieczki. Ze względu na to, że naprzeciw wyjścia znajdowały się stajnie i składziki, można było uciekać w prawo lub lewo. Na lewo wejście do Ogrodów Pamięci, gdzie można w miarę szybko zgubić pościg, a na prawo wyjście na niezbyt tłoczną Schatten strasse, ale za to często uczęszczaną przez straż i wojsko. Rozczochrany oprych zrobił krok do przodu. Jak na złość plac opustoszał.

- I co teraz gołąbeczki?! – odezwał się brzydal.

Carla di Olesi i Eik Vangalar

Miasto im bliżej południa tym bardziej zapełnia się różnymi ludźmi. Carla i Eik po obfitym śniadaniu opuścili przybytek i skierowali się w głąb tłocznego Reiks Platz. Sytuacja na Hochweg została opanowana, chociaż wozy, które blokowały przejazd, uszkodziły kilka straganów, czego efekty do tej pory są widoczne na bruku. Ze wszystkich stron dało się słyszeć nawoływania straganiarzy, zachwalających swoje towary. Gdzieś w głębi zabiegany urzędnik wyzywał kobietę, która bez pardonu wylała na niego z okna pomyje. Dzieci ładowały na prawo i lewo śnieżnymi kulkami niczym z imperialnych armat, obierając za swój cel tych dobrze ubranych i straż miejską. Ogólny gwar niesamowicie utrudniał rozmowę, przez co Carla i Eik musieli niemalże do siebie krzyczeć. Gdy beztroska rozmowa dwojga nowopoznanych rozkwitała, wprost w twarz wojownika padła śnieżna kulka, a na końcu placu dało się słyszeć paniczny krzyk:

- Uciekajcieeeee! – i banda spanikowanych, małych łapserdaków momentalnie zniknęła gdzieś w tłumie.

Ewidentnie ten dzień nie należał do tych szczęśliwych dla Vangalara, co też można było wywnioskować z twarzy rozbawionej do łez Carli. Całej sytuacji dopełnił starszy mężczyzna, który uderzył w Eika. Najemnik już miał wybuchnąć złością, lecz zamarł. Starszy mężczyzna był tak blady jakby zobaczył ducha, a może nawet samego Wielkiego Mutatora. Postrzępione ubranie ewidentnie było wyrobem cenionego krawca, lecz aktualnie nie wyróżniało się pomiędzy resztą miejskich łachudrów i żebraków. Jego twarz była wychudzona, wysokie czoło, niedbały zarost i resztki włosów na łysej głowie dopełniały całości godnego politowania wyglądu. Staruszek wyciągnął zaciśniętą pięść i niepostrzeżenie wsadził jej zawartość w dłoń Eika.

- Strzeż się cienia! - wykrzyczał.

Carla zauważyła, że mężczyzna ma na plecach rany od biczowania. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, mężczyzna niczym opętany wbiegł w tłum, kierując się na Wielki Most Nuln.
Carla usłyszała głosy w tłumie.

„ ... Czy to nie ten z ogłoszenia? ... To chyba ten zaginiony. ... Powiadomcie straż. ...”


Clem von Darnock

Duże sypialnia na piętrze przypominała aktualnie wysypisko śmieci w Nuln. Zapach kaca i nocnych igraszek unosił się w powietrzu. Promienie słoneczne leniwie przebijały się przez oszronione okno do środka. Podłoga ozdobiona ubraniami męskimi i damskimi przypominała zakład krawiecki. Nagle w szybę uderzyła kulka śniegu. Clem otworzył oczy i poczuł okropny ból głowy. Drugą rzeczą, którą poczuł był smak młodej piersi – coś wspaniałego o poranku jak sam uważał. Młoda niespełna 17 letnia Elena Wassermann, córka Quintusa jednego z osobistych doradców Albrechta Oldenhallera, leżała naga w całej swej okazałości w łożu von Darnocka. Jej ciało wprawiało Clema w onieśmielenie. Pełne usta, delikatny nosek i długie rzęsy – każdy szczegół jej ciała badał wzrokiem o poranku. Już na trzeźwo. Dobrze, że jej uroda nie gaśnie o poranku. Clem odetchnął z ulgą, odgarniając z jej twarzy kosmyk kręconych czarnych włosów, które sięgały ramion. Nakrył ją kołdrą. Młody szlachcic wstał i podszedł do okna. Podniósł nocnik z podłogi. Wyobraził sobie jak zimno musi być teraz na zewnątrz. Otworzył okiennice i wylał szczochy z nocnika na ulice. Mroźny wiatr wdarł się do pomieszczenia.

- Niech Pan zamknie to okno ... – odezwał się szeptem głos zza jego pleców. Męski głos.

Clem gwałtownie obrócił się do drzwi. W końcu jest Panem domu. Kto śmie wchodzić bez pukania i to do sypialni! Oburzenie na twarzy wymalowało się równie szybko co przerażenie.

- Tylko bez gwałtownych ruchów. I cicho. Nie chcemy przecież obudzić damy. – mężczyzna wyciągnął małą kuszę niewiadomo skąd. Dopiero po chwili Clem zauważył, że jest ona przypięta skórzanym paskiem do nadgarstka. Strój przeciwnika nie krępujący ruchów był cały czarny. Szlachcic widział już podobne stroje na włamywaczach. Jednak ten był inny. Bardziej szykowny. Całość nakryta czarną peleryną z żółtą podszewką. Twarz zakryta płócienną maską. – Teraz milcz i słuchaj uważnie bo już się nie powtórzę. Za chwilę wleje do kielicha na szafce trójtlenek arsenu inaczej mówiąc arszenik. To silna trucizna gwarantująca śmierć w odpowiedniej dawce. Następnie naleje tam wina. Gdy wyjdę podasz ten kielich swojej kochance. Jeżeli tego nie zrobisz chłopcze, to niech Bogowie maja Cię w swojej opiece.

Mężczyzna powoli zaczął wykonywać omówione czynności, nie spuszczając z celownika Clema. Gdy skończył powoli wycofał się do drzwi.

- Twój sługa bronił się dzielnie... Życzę miłego dnia Panie von Darnock. – wyszedł po cichu zamykając drzwi.
 

Ostatnio edytowane przez DrHyde : 05-02-2009 o 21:00. Powód: Usunięcie fragmentu dla Manniego i redagowanie tekstu
DrHyde jest offline  
Stary 17-08-2008, 19:21   #7
 
Szarlej's Avatar
 
Fabian von Eichendorff

Detektyw z ulgą zrzucił robe, dublet i koszule. Już zaczął się mocować z pasem podtrzymującym broń gdy zobaczył gorset. Fabian nie miał zwyczaju zamawiać służek, zresztą w okolicy nikogo nie było. Cicho wyjął rapier i podszedł najciszej jak potrafił do wanny. Czarno włosa piękność leżała tam bez ruchu. Kontrolnie sprawdził puls, i tak znał rezultat. Odłożył rapier i delikatnie zbadał ciało kobiety. Odgarnął jej włosy z twarzy i zamarł, tą twarz widział nie raz na deskach teatru.
"Ktoś zabija aktorów, już wiem co się stało z zaginionym."
Pobieżna kontrola odkryła ślady po duszeniu.
"Coś tu nie gra, człowiek gdy jest duszony szamocze się a tu nie ma rozchlapanej wody. Jakby ktoś ja tu włożył po uduszeniu, na to wskazuje też halka. Siniaki są dziwne. Strzały z procy? Musiała sama tu wejść. Myśl Emil, myśl. Ktoś mógł wytrzeć, ręczniki! Ale to zaraz. Siniaki powstały jakby od wewnątrz, trucizna albo magia. Trucizny tak nie działają a nikt by nie marnował magii na aktorkę. Zaraz, ślady są wokół szyj, jakby miała obrożę, która się sama zacisnęła."
Detektyw wstał i podszedł do ręczników, suche.
"Nie ma też jej ubrania po za gorsetem. Piździ jak w górach, czyli była na pewno ubrana."
Fabian podszedł do stosu ubrań i je założył, na koniec schował rapier do pochwy, zamiast tego wciągnął łamacz mieczy. Rękę z ostrzem schował pod robe, wyszedł na zewnątrz.
"No, no, nieźle. Ktoś zabił starego Jakuba. Na całe szczęście dla mnie bardziej konwencjonalnie. Pchnięcie w szyje."
Detektyw delikatnie podniósł głowę starca.
"Sztylet lub nóż, mieczem nie wygodnie operować w pomieszczeniu, do tego klinga jest szersza. Pchnięcie, nie cięcie."
Szlachcic schował swoją klingę i wyszedł na zewnątrz, od razu uderzył do chłód. Miał szczęście patrol straży złożony z dwóch halabardników, dwóch strażników i sierżanta przechodził koło łaźni. Fabian szybko podszedł do sierżanta i się przedstawił.
-Fabian von Eichendorff.
Ściszył głos tak aby przechodnie go nie słyszeli.
-W łaźni znalazłem dwa trupy, może tam wszystko opowiem. Jeżeli pan chce mogę wejść jako pierwszy lub jako ostatni jak i zdać broń przed wejściem.
Zrobił jak zdecydował sierżant i pokazał im oba trupy na koniec zaczął mówić.
-Przyszedłem tu jak co tydzień, o czym może reszta obsługi zaświadczyć, Jakub jeszcze żył, pogadaliśmy chwilę ja wszedłem tu sie wykąpać. Znalazłem ciało kobiety. Sińce zrobiły się jakby od wewnątrz, ofiara była duszona jednak na całej powierzchni szyj jakby obroża się jej zacisnęła. Brak wody na podłodze wskazuje, że ofiara nie mogła bądź nie chciała się bronić. Tak wygląda na pierwszy rzut oka, jednak nie ma też śladów po za moimi, ktoś mógł je wytrzeć, ręczniki nie są mokre więc mógł użyć odzienia denatki, którego brakuje. Gdy wyszedłem Jakub nie żył, został pchnięty nożem lub sztyletem. Uprzedzam zarzut, nie mogłem tego zrobić. Handlarze widzieli jak nie dawno wchodziłem. nie zdążyłbym zabić dwóch osób.
Fabian bardzo uważnie obserwował twarze strażników.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Ilu do tej pory aktorów zginęło i ilu miało takie dziwne siniaki?
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]

Ostatnio edytowane przez Szarlej : 31-08-2008 o 14:31.
Szarlej jest offline  
Stary 23-08-2008, 12:01   #8
 
Manni's Avatar
 
Alvenarle Vorion

Alvenarle zrobiła duże oczy na swojego Mistrza. Najpierw taka cisza a następnie lawina słów... Spojrzała na kominek i na niewielkie wiry czerwonego wiatru wokół płomieni gwałtownie rosnące lub malejące wśród ognia zamyślając się na chwilę.
- Mistrzu... A co z innymi kolegiami. Cmentarze to rola Kolegium Ametystu, a Kolegium Cienia wszędzie wtyka swój nos... Co jeżeli nie tylko ja będę badać tamtą sprawę od stroni Wiatrów?
Wstała nabijając sobie małą, damską fajkę ziołami które palił jej mistrz, a od niedawna także ona sama. Zapaliła ją od świeczki zaciągając się lekko. "Zakaz czarów publicznie... i ciekawe jak mam to badać". Tą myśl zachowała jednak dla siebie, ale w końcu miała być oficjalnie wysłanniczką gildii w Nuln, jak oni sobie to wyobrażają?
- Postaram się zbadać sprawę, ale jeżeli epicentrum jest w tym teatrze, to być może będę musiała rzucić kilka zaklęć... w ostateczności oczywiście...
Alvenarle uśmiechnęła się sama do siebie rozważając słowa Mistrza... "Zabraniam Ci otwartych konfrontacji z siłami Chaosu, których mogła byś nie pokonać.". Przecież to wcale nie muszą być otwarte konfrontacje, i skąd mam wiedzieć co zdołam pokonać dopóki z tym nie zawalczę... Alvenarle uśmiechnęła się jeszcze szerzej, zaciągając się raz jeszcze fajką. Siedziała w milczeniu oczekując na odpowiedź swojego Mistrza.
 
__________________
"If you want to know where your heart is,
look where your mind goes when it wanders"

Ostatnio edytowane przez Manni : 31-08-2008 o 22:50.
Manni jest offline  
Stary 23-08-2008, 16:18   #9
 
Avaron's Avatar
 
Erich Zahn

Uśmiech słodki jako ten miód i maliny na ustach Ericha się pojawił. Dłoń na ramieniu trupio pobladłego Xaviera położył i z lekka się zataczając krok w przód chybotliwy uczynił szeptem cichym i sykliwym swemu towarzyszowi oznajmiając:

-Jak się zacznie leć po wykidajłę... - Urwał szybko i jeszcze jeden krok ku opryszkowi postąpił by zatrzymać się w bezpiecznej odległości od jego zardzewiałego majchra.

Jeszcze szerzej się wyszczerzył choć zdawało by się to już nie możliwe i tak oto do tamtych mówić począł tonem mocno bełkotliwym:

-W miasto idziemy drodzy panowie na wino i dziewki mamy smak! Chwała naszemu pięknemu miastu, chwała powiadam, że takie piękne i tyle możliwości radosnego spędzenia czasu daje! - Tu przerwał beknął donośnie usta w wielce dworski sposób przysłaniając zdobną w pierścienie dłonią, a gest ten tak mocno nim zachwiał, że aż równowagę stracił z lekka się kolebiąc na. -Jak zatem będzie dzielni obwiesie z nulnijskiej ulicy? Zaprowadzicie spragnionych rozrywek ludzi do wodopoju wszelkiego szczęścia? To jest prowadźcie zaraz do burdelu! - Zakończył ostrym tonem rozkazu, a wzrok jego ostry wbił tego jegomościa, który przed nim z nożem stał.

Czekał tylko na to by ten zakłopotane spojrzenie wbił w swego przełożonego. A gdy tylko tak się stanie zdobny trzewik Ericha z zaskakującą szybkością pomknie ku skrytej w spodniach męskiej dumie obdartego napastnika, a niby to przez przypadek oparta na boku dłoń bakałarza wyrwie na wolność cienkie ostrze, pięknej roboty rapiera, który to cały czas obciąża Erichowy pas...
 
__________________
"Co będziemy dzisiaj robić Sarumanie?"
"To co zwykle Pinki - podbijać świat..."
by Marrrt

Ostatnio edytowane przez Avaron : 01-09-2008 o 23:01.
Avaron jest offline  
Stary 24-08-2008, 12:07   #10
 
Maciass0's Avatar
 
Clemuś von Darnock

Clem von Darnock


Sytuacja dla szlachcica, nie była zbyt korzystna, przecież już było tak dobrze. Wczorajszą noc zapamięta jako cudowną z młodą szlachcianką. Teraz po nastraszeniu go przez
włamywacza – truciciela, Clem stanął pod wielką niewiadomą. Miał wybór, dwie drogi którymi wytyczy ścieżki swojego życia. Musiał wszystko przemyśleć w głowie. Siedział na łóżku a w ręku trzymał kielich z zatrutym winem. Trzeba było działać, albo nie kochać się namiętnie do rana.

„ Teraz moje dalsze drogi będą wytyczone według jednej gwiazdy. Mam ją zabić czy nie? Oto jest pytanie. Nie zabijając jej ściągnę na siebie gniew półświatka przestępczego Nuln. Już kiedyś z niego wyszedłem, nigdy więcej nie mam zamiaru tam wrócić. Wiele lat, wiele dni, nerwów i płaczu zostawiłem tam, czym teraz pogardzam. Dlatego nie warto nawet o tym myśleć. Jednak czuję, że ta zła część świata i tego miasta może mnie ścigać, bo będą wiedzieli że to nie ja ją otrułem. Niestety, ale zginąłbym po pierwszym miesiącu ucieczki. Wszędzie mają swoich informatorów, wpływy sięgają dalej niż się wszystkim wydaje. Nawet w tym siero...”

Długie rozmyślanie przerwała jego nocna kochanka przewracając się na drugi bok. Była bardzo piękna, jej krągłe pośladki i stożkowe piersi uwydatniały jej urodę. Młodziutka, sprawna kobieta miała zginąć z jego ręki.

„Natomiast jak ją zabiję, będę miał na karku cały szereg straży miejskiej, wytyczone oskarżenie za zabójstwo, otrucie i inne świństwa których nie chcę zrobić. Żądni zemsty bracia i ojcowie Eleny Wassermann, mogą mnie ścigać przez wieki aby dopełnić misji zaspokojenia swojego pragnienia. Chyba, że dowiedzą się, że będzie inaczej...”

******

12 Pflugzeit 2379 r.

Zgodnie z ekspertyzą i przeprowadzonymi badaniami nad 20 słownie: dwudziestoma dziećmi ze slumsów wyciągniętych na nową drogę ponad 60 procent nie zmieniło swoich przyzwyczajeń, nawyków i celów w życiu, dochodzenia do bogactwa w różny sposób, nawet przez zabójstwo. Zalecana jest eksterminacja niektórych lokacji slumsów Aldorfu, dla lepszego życia ogółu ludności. Według kolejnych badań taka operacja, dawałaby około 50 procent spadku przestępczości. Notatki z badań wykonano przez głównego naukowca imperialnego Josepha Hopenflowera z polecenia Imperatora w ramach programu zwalczania kradzieży, rabunków i morderstw w klasach niższych.

Nigdy zaleceń nie wykonano...


***

„Tak, nadszedł czas na działanie.” – pomyślał Clem von Darnock.
Zaczął od najgorszego co mógł zrobić, od morderstwa. Wziął poduszkę, na której się kochali namiętnie wczoraj i zakrył mocno jej twarz, przycisnął ją do łóżka. Zbudzona nie wiedziała co robić, wierzgała, jednak mięśnie Clema skrępowały jej ruchy. Bardzo piszczała, ale knebel który powstał z poduszki stanowił dziwny jazgot. Szlachcic postąpił źle, jednak jeśli miał przeżyć następne dni musiał to zrobić. Ciało młodej Eleny opadło, aby więcej się już nie ruszać na wieki. Potem rozlał część zatrutego wina do swojego kieliszka i kieliszka kochanki. Wziął oba kieliszki na środek pokoju i z ogromną mocą rzucił o ziemię. Szkło roztrzaskało się, a napój rozlał się. Spojrzał na pokój, po przeciwnej stronie łóżka stała szafka z ubraniami. Wyjął ciepłe ubranie na zmianę i na cieplejsze dni przewiewne szaty. To będzie na długą podróż. Płaszcz też się przyda i chustka do zakrycia twarzy. Szafkę przewalił na ziemię. Drewno gruchnęło ciężko. Na stoliku nocnym położył kartkę z szybko napisanym listem.

Mangust Stinger 23 Vorhexen 2512 A.S
Drogi Manguście, niestety nie mogę Ci oddać tych pieniędzy, które pożyczyłem od ciebie. Mam nadzieję że dasz mi odpowiednią ilość czasu na zebranie funduszy. Próbuję jakoś radzić sobie w tych trudnych czasach. Jestem zbyt młody a nie mam żadnych przyjaciół w świecie luksusu, dopiero robię pierwsze kroki. Ty byłeś pierwszy, który mógł mi pomóc. Dziękuje z góry.

Clem von Darnock


Spojrzał ostatni raz na pokój, walka widocznie musiała być tu ciężka, zgwałcona kobieta, a potem uduszona, albo na odwrót, szafka list, barłóg na łóżku. Idealnie.
Teraz zszedł na dół do holu, gdzie leżało martwe ciało sługi Clema von Darnocka. Oczy miał otwarte a w ręku szablę na szybko wyciągniętą znad kominka. Bardzo dobrze, walczył z intruzami. Drzwi lekko otwarte, nie zamknięte, oparte o futrynę, nie domknięte. Wbiegł na półpiętro, złapał za przeszkloną szafkę z naczyniami, mocno ją pociągnął do siebie, ta upadła z trzaskiem.

„Intruz wpada, widzi sługę, który chce z nim walczyć, ja uciekam z Eleną na górę widząc intruza. Sługa przegrywa pojedynek, włamywacz wpada na schody, lecą na niego naczynia. Jednak unika ceramiki jak ognia dlatego udało mu się zrobić odskok. Elena chroni się w pokoju wraz ze swoim ostatnim obrońcą. Zamyka... o właśnie”

Wbiegł na schody, zamknął drzwi i zaczął z całej siły kopać w zamek. Jako że nie był zamknięty na klucz puścił szybko robiąc dość dużą dziurę, szlachcic wskoczył do środka pokoju i włożył kluczyk do zamka. Przekręcił.

Teraz widać że było zamknięte a ten kopnął i przeszedł do środka.”

Clem zbiegł na dół, zabierając z pokoju ubrania, wbiegł do kuchni, wziął pieniądze i jedzenie. Ubrał się mocno. Jeszcze powywracał część szuflad, pozdejmował obrazy ze ścian.

Mhm, mam nadzieję, że teraz szukano pieniędzy.”

Wyszedł tylnymi drzwiami zostawiając je otwarte z pieniędzmi, troszkę jedzenia miał schowane w kieszeniach. Resztę ważnych rzeczy schowane miał w skrytce w kominku w salonie. To były dokumenty, akty własności, klejnoty i ważne listy. Miał nadzieję, że wróci tu niedługo
 

Ostatnio edytowane przez Maciass0 : 01-09-2008 o 18:04.
Maciass0 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:32.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172