Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-08-2008, 18:49   #1
 
Szarlej's Avatar
 
Ludzie, którzy wykonali prace, której nie musieli wykonać.

Benesburg mała wieś niedaleko Drakwaldu, tydzień konnej drogi do stolicy Imperium. Końcówka burg (oznaczająca zamek warowny) myli każdego podróżnika, zamiast dobrze zakonserwowanych murów i świetnie wyszkolonych żołnierzy można zobaczyć starą palisadę i grupkę chłopów. Aż zadziwiające, że wioska leżąca jedynie dwa dni drogi od lasu owianego tak złą sławą jeszcze stoi. No ale w końcu i na nią spadły kłopoty w postaci zwierzoludzi. Wójt zaczął poszukiwać śmiałków do ochrony i znalazł ich. A jaka to była barwna grupa.
Trzeba chyba zacząć od pierwszego śmiałka Kurta. Postawny ciemnowłosy mężczyzna, jak twierdzi były sierżant najemników siedział teraz w pokoju wójta. Przybył on wczoraj z rana i pił tzn. zapoznawał się z Magnusem.
Magnus, najemnik, który się osiedlił w wiosce i kierował pracami nad odnowieniem palisady siedział po lewej ręce wójta Heinricha. Trzydziestolatek dorównywał w barach swemu koledze po fachu, włosy nosił krótko ostrzyżone przy skórze.
Po drugiej ręce wójta siedziała drobna starsza kobieta. Ulrika również mieszkała we wsi od dłuższego czasu i zajmowała się leczeniem. To ona napisała plakaty, które było można znaleźć w okolicznych miastach i karczmach.
I to właśnie w jednej z tych karczm o sytuacji chłopów dowiedzieli się Alfred zwany Zieledymnym i Ashir.
Obie postaci był skrajnie różne i jedyne co ich łączyło to ponury nastrój. Obaj bohaterowie jako jedyni z klientów karczmy zgodzili się pomóc. No ale do rzeczy. Pierwszy był niziołkiem ale trochę niecodziennym, różnice zaczynały się w wyglądzie. Alfred był wysoki jak na standardy hobbitów i nie tak pulchny. Na sobie nosił pełną zbroję kolczą a do pasa miał przypasaną kuszę samopowtarzalną. Ashir poznał go jako człowieka a dokładnie niziołka lubiącego cisze i spokój, nie mógł wiedzieć, że to tylko jeden z wielu nastrojów hobbita.
Ashir pochodził z południa co od razu widać po jego karnacji. Nikt z obecnych nie mógł określić z jakiego kraju dokładnie pochodzi. No może nikt po za Karlem, który widział nie raz mieszkańców Tileji i wiedział, że człowiek stamtąd nie pochodził. Jedyne czego można było być pewnym to jego wyznanie, na szyi nosił znak Mora, bramę. Co ciekawe gdy się przedstawiał nie miał zagranicznego akcentu. No ale dość o tym zagranicznym człeku.
Rycerz siedzący na przeciwko wójta przedstawił się jako Karl Vogel, ubrany według najnowszej mody, czarny wams pod którym było widać białą koszule, nogi okrywały czarne spodnie. Za przybyłymi na korytarzu wisiał niebieski płaszcz rycerza.
Ostatnim a właściwie ostatnią wśród najemników jak z braku lepszego określenia można nazwać grupę ludzi i nieludzi była Natasza. Rudowłosa kislevitka, dowiedziała się o całej sytuacji w Eischendorff pobliskim mieście. Tam zobaczyła plakat napisany przez Ulrike:
"Poszukuje się dzielnych ludzi do obrony Benesburga przed zwierzoludźmi. Wikt i kwaterunek zapewniony, cały łup dla ochotników, możliwość osiedlenia się na stałe. Oczekuje się wszystkich do 15 Erntezeit w Benesburgu."
Tak oto grupa najemników siedziała na przeciwko wójta i go słuchała. Chłop był najwyraźniej speszony i często się powtarzał.
-Jak szanowni państwo zapewne już wiedzą w okolicy wioski grasują zwierzoludzie. No i oni puścili już z dymem jedną wioskę i chcem poprosić szanownych panów o pomoc. I...
Chłopowi przerwał Magnus.
-Pozwolisz drogi Heinrichu, że przekażę panom konkrety. Otóż jak szanowny wójta wspomniał w okolicy grasują chaośnicy. Poczyniliśmy już stosowne przygotowania, to znaczy naprawiamy palisadę i szkolę chłopów. Niestety mamy mało broni i sam nie jestem w stanie ich dobrze wyszkolić. Nie możemy dokładnie powiedzieć kiedy dotrą do nas i czy w ogóle dotrą. Miejskie garnizony tak jak i pan tych włości łagodnie mówiąc wypieli się na nas.
Chwilę się zastanowił i pociągnął z kufla, który stał przed wszystkimi. Piwo jak już się niektórzy przekonali było nawet dobre.
-To chyba wszystkie fakty o jakich pamiętam, chyba, że szanowna Ulrika ma coś do dodania albo Wy macie pytania.
W domu wójta zaległa krótka cisza.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline  
Stary 11-08-2008, 02:04   #2
 
Gwena's Avatar
 
Stara kobieta siedząca na honorowym miejscu po prawicy wójta, ubrana - jak na wiejskie warunki - dość dobrze, a w każdym razie czysto i w niełatane rzeczy, przyglądała się uważnie przybyszom. Nie budzili do końca zaufania i było ich niestety tylko pięcioro, co razem z Magnusem dawało niezbyt pocieszającą liczbę sześciu osób w całym Benesburgu które umiały używać broni. Owszem Magnus usiłował przez ostatnie dwa miesiące nauczyć podstaw kilkunastu mieszkających tu chłopów i kilka chętnych kobiet, jednak na ćwiczenia ciągle brakło czasu. Przecież trzeba było naprawić ostrokół, a teraz, gdy jako tako go opatrzono, rozpoczęły się żniwa.
Niech Rhya się nad nami zlituje - pomyślała - nawet z tą szóstką jakie mamy szanse, skoro możemy ich wspomóc tylko kilkoma łukami i procami za całą broń mając widły, kosy, siekiery i motyki? Nie starczy ludzi do obsadzenia palisady, nawet i z taką bronią.
Otrząsneła się z ponurych myśli. Już dawno pogodziła się z tym, że nie przeżyje tego lata. Nawet jeśli uda się obronić Benesburg, zabiją ją kilka dni po zwycięstwie. Nie będzie uciekać. Była winna tym ludziom pomoc za gościnę jakiej jej udzielali przez ponad dziesięć lat i czuła się za stara na szukanie innego miejsca.

Panie Wójcie, sądzę, że zwierzoludzie nie ruszą nas póki żniw nie skończymy - jej alt był pełen spokojnej pewności siebie - One pracować nie lubią, więc poczekają, aż zeżniemy albo i nawet zwieziemy. I - przynajmniej początkowo - kura nie puszczą, co by ziarna nie zepsować. Mamy więc z tydzień czasu.
Chciałabym zaproponować, żeby dzieci, paru starych i kilka kobiet do Eischendorffu poszły, tu tylko przeszkadzać będą. W klasztorze miejsca do noclegu nie odmówią i dam im
- zamyśliła się na chwilę - 10 mikstur leczących. Aptekarz jak ostatnio byłam narzekał, że mało mu przyniosłam, a za to, co za nie dostaną z miesiąc przeżyją, zwłaszcza, że teraz lato, to i o pracę w polu łatwo, a i na pokrewieństwo niektórzy się powołać mogą.
Gdyby Panowie, znaczy Państwo
- poprawiła patrząc się na kislevitkę - odprowadzili je jutro o dzień drogi w kierunku miasta, nocą ochronili, to by sami już mogli do Eischendorffu bezpiecznie pojutrze dojść, a Państwo na pojutrze wieczór by byli z powrotem.

To rzekłszy sięgnęła po kufel i pociągnęła łyk piwa nie spuszczając spojrzenia z przybyszów.
 

Ostatnio edytowane przez Gwena : 11-08-2008 o 02:07.
Gwena jest offline  
Stary 11-08-2008, 19:47   #3
Banned
 
Młoda dziewczyna siedziała na ostatnim miejscu, na szarym końcu stołu. Przyjechała ostatnia, ale nie zawadzało jej to ani trochę. W życiu czasem trzeba się poświęcić dla nie swojej sprawy. Albo i konwoje ostatnio zmalały, lub też miały zbyt liczną straż. Za coś trzeba przecież żyć. Pech trafił, że miejsce, w którym przyjdzie jej pracować, bo tak to postrzegała, dalece różniło się choćby od najniższych standardów. Po prostu zapyziała wioska na największym zadupiu, otoczona przez zło z puszczy. Niezbyt optymistyczny scenariusz dla mieszkańców wioski, ale w końcu po to się zjawiła, by za marny grosz uratować nieznanych jej ludzi od złego.

Natasza zasępiła się. Rozsiadła w krześle, z kuflem w ręku, a jej twarz utonęła w rudych lokach. Nogi, oprawione w porządne, skórzane jeździeckie buty, położyła na stole. Nie za bardzo wierzyła w to, co zrobiła. Porzuciła perspektywę łatwych łupów na trakcie, na rzecz tej przyszłej Gehenny. Dziewczyna zdjęła z szyi zieloną chustę, którą zwykła się chronić przed wiatrem i rozpoznaniem, i kapelusz z szerokim rondem. Była całkiem ładna, tylko ten kurz, który wyrysował widzialną granicę zaczynającą się od oczu wzwyż, gdy zdjęła chustę, trochę ją szpecił. Jak i całkiem długa, wąska blizna pod jej prawym okiem, której linia kończyła się gdzieś przy uchu. Wytarła twarz, a następnie brzegi kufla i uroniła łyk piwa, które wydawało się jej być lekko rozwodnione. No, ale to tylko raz przyszło jej pić prawdziwe krasnoludzie piwo, i od tamtego czasu wszystkie trunki wydaja się nie dorównywać khazadzkim pionierom w tej dziedzinie.

Odstawiła kufel na stół, poprawiła się. Powiodła swoimi fioletowymi oczyma po zebranych. Całkiem ładnie tu, wsiok i baba, dwóch rosłych najemników, ponury halfling, wystrojony rycerzyk i mężczyzna z południa, jak wnioskowała Kislevitka po jego karnacji. Swój wzrok zatrzymała dłużej na Kurcie, a gdy ich wzrok się spotkał, zamrugała do niego.

Dyskusja oscylowała na razie w tematach „O co chodzi?”, „Co się dzieje?”, i „Co zrobić, aby zadziałało, ale się nie rozpadło po drodze i nie wpadło do rowu?”, tak więc wolała się na razie nie odzywać. Głos zabrała dość stara kobieta, można by powiedzieć, zabytek. Z jej słów wywnioskowała, że w wiosce pełni rolę zielarki. Cóż, przynajmniej pomrą na byle biegunkę.

Dziewczyna chrząknęła.
- Uważam, iż to świetny pomysł! Wprost wspaniały, dlaczego więc by nie ruszyć całej wioski? Jeżeli sytuacja jest aż tak poważna, to nie ma co tutaj umierać. Rozumiem, nikt nie chce porzucić własnego domu, ale właśnie stoicie przed wyborem, albo rodzina, dom i pola, albo życie. Być może będzie trudno, nawet bardzo trudno, ale lepszy taki wybór, niż żaden. – odparła śmiało Natasza, z widocznym Kislevskim akcentem wypowiadając poszczególne słowa.
- I nie chce wójcie słyszeć, że to nie jest wyjście… – powiedziała znacznie ciszej, jednak tak, aby wszyscy słyszeli, już bez akcentu, ale za to z nutką groźby.
 
Revan jest offline  
Stary 12-08-2008, 14:36   #4
 
Kokesz's Avatar
 
- Doprawdy? - wtrącił Alfred. Niziołek siedział na krześle i trzymał oburącz kufel z piwem. Był nietypowym przedstawicielem swojej rasy. Wyróżniała go choćby kolczuga, którą miał w tej chwili na sobie. Nie nosił jej cały czas, a tylko wtedy gdy wymagała tego sytuacja. Zwykle nosił za miast niej kurtę w zielone i brązowe pasy zawiązaną na rzemyki. Na głowie pokrytej ciemnymi, kręconymi włosami miał nie dużą czapkę w szachownicę, kolorystycznie dobraną do kurtki. Kusza i proca przywiązana do pasa zdradzały, że nie był on ani złodziejem ani tym bardziej kucharzem jak wielu innych halflingów. Był wysoki, choć i tak siedząc na krześle nie sięgał nogami do posadzki.

Do Benesburga przybył dzień wcześniej. Był tu jedynie dla pieniędzy. Brakowało mu ich, a przecież jeszcze nie osiągnął swojego celu. Jednakże czy był to jedyny powód? Może znalazłby bardziej dochodowe zajęcie. Tego chyba on sam nie wiedział. Zapewne podświadomie chciał pomóc innym tak, jak pomagał gdy był jeszcze strażnikiem pól. Tego jednak nie mógł wiedzieć nikt poza nim, a on sam przynajmniej nie zdawał sobie z tego sprawy.

- Skoro uważasz, że powinni się stąd wynosić, to po co tu jesteś? - zwrócił się do Nataszy. - Pewnie jedną z pierwszych ich myśli o zwierzoczłekach jest ucieczka. Jak mniemam nie jesteś pierwszą, która wpadła na ten pomysł. - Przerwał na chwilę dając czas wszystkim na przetrawienie jego słów.

- Co osiągną uciekając? - kontynuował. - Czy to uratuje ich na prawdę? Czy ucieczka niebezpieczną drogą, przez lasy pełne rogatych bestii jest rozwiązaniem? Będą mieli do czego wracać? Zwierzoludzie mogą się tu osiedlić, a oni pozostaną bez niczego. Wierzysz, że mają dosyć złotych monet by kupić nową ziemię. Może łudzisz się, że jakiś szlachcic zlituje się nad nimi i podaruje im ziemię w dzierżawę?
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
Stary 13-08-2008, 01:57   #5
 
Avaron's Avatar
 
Czarnowłosy roześmiał się cicho, usta krzywiąc w iście wilczym uśmiechu. Zbliżył się do niziołka i z góry w oczy jego spojrzał. Dziwne to były oczy bo choć ciepłej orzechowej barwy to jednak bił od nich chłód taki, że aż człowieka wstrząsało gdy w nie patrzył. Rzekłbyś w otchłań spoglądasz, której dna nie widać.

-Niziołku zbyt łatwo szafujesz ich życiem i... - Głos na chwilę zawiesił i mimowolnie medalion na szyi koniuszkami palców dotknął, a w końcu powiedział. - Śmiercią... Do nich należy ten wybór czy tu oddadzą ducha, czy szukając lepszego żywota w świecie. Jedno wszak jest pewne i nie zmienne i tak przyjdzie po nich Kruk...

Pod ścianę się cofnął skończywszy mówić i pod ścianą tą na jakimś zydelku przysiadł. Zdawało się, że zamilknąć już chce gdy ciszę jaka zapadła po poprzedniej przemowie znów jego głos przerwał. Tym razem ton jego był rzeczowy, a nawet i oschły jakby obudziła się w nim natura żołnierska:

-Widział w ogóle kto te bestie? Zwiad jakiś czynił? Skąd wiecie, że właśnie na was się zamierzają, a nie na inne sioło, które dwa dni temu mijałem?

Promień światła nieśmiało przez ciemną salę wójtowego domu się przebił od na wpół zamkniętych okiennic i na śniadą twarz południowca padł. Wyraźnie dostrzec wszyscy mogli jego ostre rysy, zmrużone od nagłej jasności w wąskie szparki oczy i gęstą kędzierzawą czuprynę. Jakby kto chciał to i nabijaną stalowymi guzami brygantynę by dostrzegł z ciemnej skóry i dwie rękojeści wieńczące wygięte półksiężyce długich ostrzy.
 
__________________
"Co będziemy dzisiaj robić Sarumanie?"
"To co zwykle Pinki - podbijać świat..."
by Marrrt
Avaron jest offline  
Stary 13-08-2008, 19:19   #6
 
John5's Avatar
 
Karl spojrzał ponuro po zgromadzonych w pomieszczeniu osobach. Widok ten bynajmniej nie poprawił mu humoru. Teraz szansa na pomyślną obronę Bannesburgu poczęła się rysować w jeszcze ciemniejszych barwach.

Nie ma ludzi, nie ma miejsca, nie ma wyposażenia… Czy w ogóle możliwe jest odparcie ataku w miejscu takim jak to? Jedno jest pewne nie obędzie się bez ofiar, o ile oczywiście wieśniacy nie opuszczą wioski, ale z tego co widzę na to akurat się nie zanosi. I kto jest do dyspozycji? Niziołek i tych dwóch mężczyzn jak się zdaje wiedzą jak walczyć, ale co do reszty to nie mam pojęcia na ile ich zdolności mogą się okazać przydatne. Ech gdyby tylko był tu Marco wraz z choćby tuzinem lancknechtów sprawa miałaby się zupełnie inaczej.

Rycerz zaprzestał w końcu tych bezowocnych rozmyślań i wrócił uwagą do tego co działo się w sali, uważnie przysłuchując się temu co do powiedzenia mieli inni. Po chwili lekko uśmiechnął się i ironią w głosie odrzekł na słowa południowca.

- A pobliska wioska zgorzała podpalona ręką nieuchwytnego podpalacza… Nad tym, ze to dzieło zwierzoludzi nie ma co dłużej deliberować. Kłótnie między nami też potrzebne nam nie są, jesteśmy tu pomóc nie by siać jeszcze większy zamęt. Pomysł aby kompletnie opuścić wioskę jest raczej niedorzeczny. Jeśli plony przepadną to śmierć i tak zawita w te progi, lecz tym razem będzie ona dużo bardziej powolna i bolesna. Głód jest gorszy niż potwory, on zabija w ludziach duszę i wszelki rozum. - Karl na chwilę przerwał, po czym spojrzał w stronę starki i kontynuował - Co do tego aby opuścili osadę starcy i dzieci, to nad tym trzeba się zastanowić. Jeśli zostaną zaatakowani po drodze, to żadna obstawa nie zda się na wiele. Tutaj z kolei każda para rąk jest ważna, jeśli nie do walki to do przygotowań do niej...
Jednak teraz chciałbym się czegoś innego dowiedzieć. Ilu jest w wiosce zdolnych do walki ludzi? Czy palisada jest w jakimś miejscu wyjątkowo słaba lub silna i wreszcie ile jest chat w wiosce?


Mężczyzna spojrzał na stojący przed nim kufel piwa, po czym odsunął go zdecydowanie i zwrócił swe spojrzenie w stronę Magnusa, najwyraźniej domagając się odpowiedzi.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej
John5 jest offline  
Stary 14-08-2008, 01:56   #7
 
Oktawius's Avatar
 
Kurt siedział bezczynnie przez krótki monolog Magnusa, leniwie oceniał przydatność w walce kolejno zgromadzonych. Jedynie troje poza nim zdawało się być osobami które wiedzą jak posługiwać się mieczem.
"Ehhh, gdybym nie był takim idiotą wcześniej... parę lat temu, nie musiałbym siedzieć teraz tutaj... a pewnie popijałbym piwo w karczmie... w sumie pewnie nie był bym tym kim teraz jestem.. W sumie czy to tak źle? Posrany świat.. i prawa nim rządzące..." komentował w myślach zapatrzony w przestrzeń. Obudziło go spojrzenie kobiety, która zamrugała do niego. Ten też zamrugał ale dwojgiem oczu i to ze zdziwienia prędzej.
"Niech to szlag... my tutaj mamy się zając opcją bronienia tej wiochy, a tej się na flirty zebrało? " Już chciał być zgryźliwy i powrócić do wcześniejszego zachowania, ale powstrzymał się ... i uśmiechnął się uprzejmie... a przynajmniej na tyle ile potrafił.
Jego twarz była spokojna, nie naruszona przez blizny. Jedynie żywe były oczy, które łapczywie spoglądały na wszystko, chcąc zauważyć jak najwięcej i zapamiętać ile się da.
Gdy Magnus skończył,chciał zadać pytanie, ale uprzedziła go jakaś starsza babcia. Po jej niedorzecznych propozycjach, chciał to skomentować, ale znowu wyprzedziła go inna osoba. Bo jej tonie stwierdził że nie należy ona do kobiet lubiących kompromisy i porozumieć się z nią będzie ciężko... Gdy kalkulował sobie to w głowie, zapomniał się i gdy chciał coś powiedzieć , już głos zajął Niziołek, który okazał się z kolei pyskaty.
"Oj, a z tym też ciężko będzie....", a za wychowanie niziołka już miał się brać jakiś dziwny czarnowłosy człowiek. Też niezbyt miły...
Jedynie niby rycerz okazał się na dość konkretny i zadał pytania które nurtowały Kurta już od samego początku.
"W sumie teraz to nie mam nawet po co się odzywać, a popatrzę sobie na te zbiegowisko dziwne" . Jak pomyślał tak zrobił, a najwięcej uwagi przykuła ta stara kobita... Dziwne skojarzenia z nią w roli głównej napływały mu do głowy...
 
__________________
Wolę chodzić do studia niż na nie po prostu,
palić piątkę do południa niż mieć ją na kolokwium.

511409
Oktawius jest offline  
Stary 14-08-2008, 10:24   #8
 
Szarlej's Avatar
 
Gdy Natasza skończyła mówić atmosfera stała się gęsta i nieprzyjemna. Zarówno wójt jak i Magnus byli w mniejszym lub większym stopniu wyprowadzeni z równowagi, no w przypadku Magnusa lepiej było powiedzieć wkurwiony. Lekko poczerwieniał i już chciał jej odpowiedzieć, już wstawał gdy odpowiedział niziołek. Odetchnął i napił się piwa.
Alfred właśnie mocował się ze spojrzeniem Ashira, niziołek już nie raz widział taki wzrok, wzrok ludzi, którzy widzieli za dużo śmierci. Może nawet sam miał taki wzrok?
Wójt i najemnik przypatrywali się jak ochotnicy dzielą się na dwa obozy, pierwszy proponował ucieczkę, drugi obronę. Wreszcie rycerz zadał konkretne pytania, tak jak podejrzewał odpowiedział Magnus.
-Mamy osiemnastu ludzi zdolnych do walki, z czego trzy kobiety. Piątka była kiedyś w armii jednak służyli tam raczej za mięso armatnie więc wiele nie potrafią. Obecnie palisada jest najsłabsza przy wschodnim wejściu. Ciągle pracujemy nad bramą. Jesteśmy też w trakcie budowy wieży przy zachodniej bramie, tej skierowanej w stronę drakwaldu. Na szczęście mamy tu stolarza. Mamy coś koło czterdziestu budynków. Co do pomysłu Ulriki to popieram, jednak wszyscy nie mogą wyruszyć jako ochrona. Ja proponuje abym został ja, Kurt i pan Volgel, jako, że mamy doświadczenie w szkoleniu. Reszta niech odeskortuje kobiety i dzieci. Rozważaliśmy już całkowity wyjazd i zrezygnowaliśmy z tego. Nikt nie przyjmie tak dużej ilości chłopów, o tyle o ile na jakiś czas, któraś świątynia przygarnie grupkę kobiet i dzieci to tylko na krotki czas. Zresztą jak panowie rozważnie zauważyli jeżeli opuścimy te ziemie to umrą z głodu lub zostaną żebrakami.
Najemnik zwilżył usta piwem.
-Co do uzbrojenia są to głównie łuki, włócznie i topory chociaż kilka mieczy też się znajdzie. Udało nam się nawet kupić cztery tarcze. Niestety chłopi nie potrafią walczyć, tylko kilku zna się na strzelaniu. A co do śladów to tak zostały znalezione, zresztą jak szanowny Karl zauważył dwóch wiosek nie podpalił podpalacz, podobnie podpalacz nie zabił mieszkańców. Ominę szczegóły bo nie którzy mogliby nie wytrzymać.
W tym momencie wpił wzrok w Natasze.
-A co do tego na którą wieś się kierują jak mamy to stwierdzić? Spytać się ich. Panowie chaośnicy, raczycie ominąć naszą wieś? Tak mam zrobić.
Już wiedzieliście, że to Magnus podejmuje tu w głównej mierze decyzje co do obrony. Tylko Ulrika i wójt byli zdziwieni, że najemnik, który do tej pory ograniczał się do rad, teraz tak śmiało poczyna.
 
__________________
[...]póki pokrętna nowomowa
zakalcem w ustach nie wyrośnie,
dopóki prawdę nazywamy, nieustępliwie ćwicząc wargi,
w mowie Miłosza, w mowie Skargi - przetrwamy [...]
Szarlej jest offline  
Stary 14-08-2008, 12:08   #9
 
Gwena's Avatar
 
Stara przyglądała się mówiącym nie zdradzając po sobie żadnych emocji. Nawet gdy usłyszała Nataszę ograniczyła się tylko do uważnego spojrzenia na mówiącą. Gdy wszyscy zamilkli zdeprymowani po wypowiedzi Magnusa oparła się wygodnie na krześle i zaczęła:
- Naprawdę nie armia na nas idzie. Dwa lata temu gdy spalono dwie wioski dokonało tego koło dwudziestu zwierzoludzi. Wiem dokładnie, bo przyszedł do nas wówczas Rawandil - elf co w jednej z nich mieszkał. Nie było go w czasie napadu, ale potem tropy obejrzał. Niestety pół roku temu go zabili w lesie. Ja sama często po lasach chodzę, zioła zbierając i byłam w spalonych niedawno wioskach. Nie jestem myśliwym, ale wielu śladów nie widziałam. Również smolarze co w okolicy mieszkali do niedawna mówili, że przybyli wprawdzie nowi zwierzoludzie, ale nie wielu. Tyle, że na ludzi strasznie zażarci.
Jeden z myśliwych - Albrecht, możecie z nim porozmawiać, mieszka w chacie obok, natknął się niedawno na ich obóz - były ślady jak mówi po pięciu normalnej wielkości ogniskach. Mówi, że to znaczy ze ich nie więcej niż trzy dziesiątki.
Może jest więcej niż jedna taka banda, ale nic jak dotąd nie wskazuje na to.
Tak więc -
tu spojrzała na Nataszę - uciekać przed nimi? Wszyscy ludzie w Imperium się za murami Middenheim mają skryć i z głodu zemrzeć bo paru wrogów się pokazało?
Co innego małe dzieci i kobiety przy nadziei. Gretchen za dwa tygodnie rodzić będzie, Solveg i Wertha też już niedługo. A i wy wolelibyście pewnie co by na murach Wam dwulatki nie biegały. Droga do Eischendorffu póki co bezpieczna - wszak właśnie ją przebyliście. Zresztą sama pójdę nad ranem zobaczyć jak dzieci Rhyi się zachowują. Jak będą spokojne to znaczy, że chaośników nie ma w okolicy i będzie można bezpiecznie pójść.
- Jeszcze do tego co Magnus mówił. Mamy osiemnaście osób w pełni sił, ale przeca jest wiela otroków, co wartę objąć mogą albo i kamień z procy cisnąć, a starzyk wrzątek wylać da radę.


Ulrika zamilkła i złożyła dłonie na podołku.
 
Gwena jest offline  
Stary 17-08-2008, 09:40   #10
 
Kokesz's Avatar
 
Alfred słuchał z uwagą dyskusji. Nie zareagował na uszczypliwe uwagi południowca. Nie chciał wdawać się w kłótnię z jakimś obcokrajowcem. Przyjrzał się mu jednak dokładnie. Wyglądał on na doświadczonego przez życie. W jego ciężkim jak głazy wzroku dostrzegał coś co mogło ich obu połączyć. Byli tak inni, tak od siebie różni, a mimo to coś ich łączyło. Może podobne doświadczenia, może podobny cel, który prowadził ich przez ścieżki życia i pozwalał zapomnieć o bolesnej przeszłości. Niziołek nie wiedział tego. Nie był pewny swych przypuszczeń. Aczkolwiek mieli przed sobą kilka dni wspólnej pracy i jego wrodzona ciekawość nakazywała mu poznać tajemnicę Ashira.

Gdy Ulrika ucichła mieszkaniec Zgromadzenia zwrócił się do wszystkich.
- Łuki przydadzą się najbardziej. - wyjął z przypiętej do pasa niewielkiej saszetki fajkę i woreczek z zielem. Nabijając fajkę mówił dalej: - Tych osiemnastu ludzi w polu nie ma najmniejszych szans ze zwierzoludzdźmi. Mówię to choć wszyscy to wiemy. Dlatego mym skromnym zdaniem to broń strzelecka i miotana będzie odgrywać główną rolę.
Po chwili namysłu słowa skierował do Ulriki.
- Ten myśliwy, o którym wspomniałaś jest jedynym myśliwym w wiosce? Tacy ludzie najczęściej potrafią dobrze strzelać, nie tak jak niziołki, ale lepiej niż przeciętny człowiek. Czy potrafi on zastawiać pułapki na zwierzynę? - Zadał kolejne pytanie nie dając czasu na odpowiedź na pierwsze. - Dobrze byłoby zastawić pułapki w okół wioski by przed atakiem zwierzoczłeków trochę ich osłabić. Przed słabszą częścią palisady można wykopać wilcze doły. Zaskoczy to te bestie i może padnie kilka sztuk.

Skończył i podniósł fajkę do ust. Podszedł do kominka i wyjął ostrożnie z niego rozżarzone drewienko, by rozpalić fajkę.
 
__________________
Nic nie zostanie zapomniane,

Nic nie zostanie wybaczone.
Księga Żalu I,1
Kokesz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:52.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172