Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 13-05-2009, 20:51   #1
 
Komtur's Avatar
 
Łotrowska Gawęda

Jesień w Nuln zaczęła się paskudnie. Ciągłe deszcze i mgły nadały miastu głęboki odcień szarości. Ludzie przeklinali pogodę, która utrudniała prowadzenie interesów. Jedynymi grupami zadowolonymi z aury byli karczmarze oraz wszelkiego rodzaju opryszki i złodzieje. Pierwsi cieszyli się że ich gospody są pełne klientów pragnących zagrzać się przy kufelku grzanego piwa lub miodu, natomiast drudzy radowali się gdyż pogoda zręcznie tuszowała ich bandycką działalność.

Edgar O'Shea

Kilka dni temu wynająłeś mały pokoik z niewielkim okienkiem na poddaszu rozpadającej się kamieniczki w dokach. Obskurne pomieszczenie, w którym spędzałeś prawie cały dzień wcale nie powinno nazywać się pokojem. Podziurawiony siennik stanowił całe łóżko, a drewniana skrzynia i kawałek deski tworzyły stół, przy którym usiąść można było tylko na drugiej skrzyni. Ten cudowny obraz dopełniało metalowe wiadro, które spełniało, w zależności od potrzeb rolę wychodka, lub zbiornika na wodę, która wlewała się do środka przez sporą dziurę w dachu przy każdym niemal deszczu. Z jakichś powodów nie opuściłeś jeszcze miasta, może myślałeś że sprawa przyschnie i wrócisz spokojnie do swego niecnego procederu, a może uwierzyłeś w stare powiedzenie, że "najciemniej jest pod latarnią" i opryszki Bauera nie znajdą cię gdy ukryjesz się w ich rewirze. Tak czy siak zostałeś, pełen nadziei że wszystko się jakoś ułoży. Aż pewnego wieczora, gdy piłeś w swym brudnym mieszkaniu podłe piwo z rozmarzeniem wspominając ciemne "ale" z rodzinnego Craigbeath, twoje myśli przerwało jakieś zamieszanie na klatce schodowej. Gdy uchyliłeś drzwi by sprawdzić co się dzieje zobaczyłeś kilku zbirów, którzy właśnie wspinali się po schodach w twoim kierunku.

Etan Serg

Wieczór dzisiaj był cudowny, deszcz, mgła idealny wręcz do oskubania jakiegoś frajera. Tym baranem do ostrzyżenia okazał się jakiś bogaty żak, który wychodząc do knajpy zostawił otwarte okiennice w wynajmowanym mieszkaniu. Zręcznie wspiąłeś się po rynnie, by już po chwili plądrować zawartość kufrów w pokoju. Łup nie był wielki, zaledwie 8 zk i złoty łańcuszek, ale wystarczy to na wiele dni normalnej egzystencji. Szybko zwinąłeś zdobycz, a następnie zwinnie zsunąłeś się po rynnie. Ledwo poczułeś grunt pod nogami, gdy kilka postaci wyłoniło się z pośród mgły, odcinając ci drogę ucieczki.

-Ładnie, ładnie, a kogóż my tu mamy? - usłyszałeś paskudny głos i poczułeś że masz spore kłopoty.

Garbacz Joanna

Wychyliłeś kolejną flaszkę krasnoludzkiej gorzałki i wcale nie rozjaśniło ci to umysłu. Wręcz przeciwnie zapomniałeś nawet nazwę tej portowej karczmy, w której właśnie siedzisz, nie mówiąc już o wymyśleniu jakiegoś planu pomszczenia śmierci kumpla. Gdy tak siedziałeś próbując zmusić szare komórki do większego wysiłku, do twojego stolika przysiadł się elf. Spojrzałeś na niego i od razu wnerwił cię jego ironiczny uśmieszek.

- No jak kolego - rzekł długouchy - los koleżków niczego cię nie nauczył? Nie lepiej było wynieść się z miasta, a teraz... No cóż, masz przerąbane.
 
Komtur jest offline  
Stary 14-05-2009, 00:09   #2
 
xeper's Avatar
 
"Wyjechać czy nie wyjechać ?" – to pytanie po raz kolejny przemknęło przez nieco przyćmiony umysł Edgara. Przyćmiony dużą ilością podłego napitku, nazywanego przez obleśnego właściciela pobliskiego szynku, piwem, który Edgar właśnie popijał leżąc na cuchnącym, zawszonym sienniku. Woda rytmicznie kapała do podstawionego pod dziurę w dachu rdzewiejącego wiaderka. Kap, kap, kap...

Głowa Edgara osunęła się powoli na pierś a gliniany kubek wypadł z ręki i z głuchym łoskotem upadł na podłogę. Ciemna ciecz zaczęła znikać między deskami podłogi. Z kąta wyglądnął szczur i ostrożnie podszedł do kałuży piwa, którą zaczął obwąchiwać. Kap, kap, kap...

- Co? Co się dzieje? – jakaś zagubiona kropla spadła wprost na policzek śpiącego Edgara, wyrywając go ze snu. Rozglądnął się po pokoiku nieprzytomnym wzrokiem, szczur czmychnął z powrotem do swojego kąta. Edgar podniósł z ziemi pusty kubek i zaklął pod nosem. Całe piwo się wylało.

- Ach, Bogini. Ile bym dał za pintę albiońskiego ale – mruknął i powoli podniósł się z zamiarem udania się do wychodka. Daleko nie miał – rolę wychodka pełniło wiadro, do którego obecnie zbierała się woda. Kap, kap, kap... Mógł też odlać się przez okno, wprost na podwórko, na którym stara, bezzębna baba z uporem wartym lepszej sprawy starała się wyhodować marchewkę. Podszedł do okna i zaczął szarpać się z zacinającym się skoblem.

Nagle z zazwyczaj cichej klatki schodowej usłyszał jakiś łoskot i ciężkie kroki. Podszedł do drzwi i ostrożnie wyjrzał na zewnątrz. Po schodach, w kierunku jego „apartamentu” na poddaszu wspinało się kilku wyglądających na niezbyt rozgarniętych, ale bardzo silnych mężczyzn.

"O żesz... Co robić? To oni, znaleźli mnie... Bogini, ratuj... Uciekać, ale gdzie? Okno, przez okno! Na podwórze albo dachami. Chodu!" – przez głowę Edgara przebiegło tysiąc myśli, jednak nadal stał jak sparaliżowany i patrzył na zbliżających się zbirów. Oni też go zobaczyli i przyspieszyli. Musieli przejść jeszcze tylko kilka schodów i będą go mieli.

Edgar w końcu zerwał się i odskoczył w głąb pokoju. Znowu zaczął szarpać za skobel w oknie, który jak zwykle nie chciał ustąpić. Okno otworzyło się w momencie gdy mężczyźni wchodzili już do pokoiku. Edgar wskoczył na parapet, usiadł na nim okrakiem i opuścił się na rękach ku znajdującemu się kilka metrów niżej podwórku.
 
xeper jest offline  
Stary 14-05-2009, 17:59   #3
 
Aelin's Avatar
 
Etan zsunął się powoli po rynnie. Spojrzał na swoje poparzone ręce i stanął na ziemi.
,,A teraz wydam trochę moich ciężko zarobionych pieniędzy, zacznę może od piwa, gdzieś tu niedaleko powinna być kar..."

Nagle z pośród mgły wyłoniło się kilka postaci.
-Ładnie, ładnie, a kogóż my tu mamy? - słowa wypowiedziane przez nieznaną postać, rozbrzmiewały w głowie złodzieja. Nie rozpoznawał nikogo z obecnych, ale domyślał się z kim ma do czynienia.

,,Za dużo ich, za dużo... Nie dam rady się przebić." - Etan szybko wyciągnął miecz z pochwy i zaczął mierzyć nim w przeciwników. Wiedział że nie da rady, ale dawało mu to trochę czasu na przemyślenie obecnej sytuacji.

-Chyba nie masz zamiaru walczyć. - jeden z oprychów uśmiechnął się paskudnie. - Schowaj lepiej broń.

-Zgoda. - burknął i schował miecz do pochwy, jednak zanim napastnicy zdołali cokolwiek zrobić, rzucił się w stronę rynny i zaczął szybko wdrapywać się na górę. Słyszał że ruszyli za nim, ale nie spojrzał w dół.

Po wejściu do pokoju zamknął za sobą okno i zabarykadował za pomocą stojącego niedaleko pogrzebacza, po czym rzucił się w stronę drzwi, te jednak jak się okazało można było otworzyć tylko kluczem.

,,Mam teraz przewagę w walce, ale prawdopodobnie podpalą tą ruderę jeśli ich nie wpuszczę. Cholera jasna..." - Etan wziął rozpęd i spróbował wyważyć drzwi. Po raz pierwszy... drugi... trzeci... ale niestety za każdym razem nie chciały ustąpić.

Pogrzebacz i szkło wylądowało na podłodze. Do izby wszedł jeden z oprychów, a zaraz za nim drugi. Złodziej zobaczywszy to, jeszcze raz ruszył ku drzwią...
 

Ostatnio edytowane przez Aelin : 15-05-2009 o 07:42.
Aelin jest offline  
Stary 14-05-2009, 21:43   #4
 
Bielon's Avatar
 
Garbacz Joanna

Nie podobała mu się ta knajpa i przez to właśnie w niej się zamelinował. Podła jama obrażała inne przybytki nazwą karczma. Mordownia pasowało by lepiej. Ze wstępem za okazaniem noża. Garbacza wpuszczono bez pytania. Nie dziwił się nikomu.

Siadł w kącie uprzednio zamawiając u oberżysty co miał najpodlejszego. Chciał się sponiewierać tak by popaść w zapomnienie. By zapomnieć o przyjacielu i tym co się z nim stało. I czemu. Jednak wewnątrz wciąż tlił się gniew. Inna sprawa, że za długo był na tym świecie w branży by się przejmować gniewem. „Pierdol gniew, bo cie zabije” radzono sobie w branży. Garbacz był tym, który w pierdoleniu osiągnął mistrzostwo. Choć sam osobiście uważał, iż to że wciąż żyje zawdzięcza temu właśnie, że na życiu zależało mu najmniej.

Podana mu okowita, zdaniem oberżysty krasnoludzka, śmierdziała i smakowała podle. Garbacz jednak pił ją solidnymi haustami popadając coraz bardziej w przyjemne odrętwienie. Nie zapomnienie, ale taki marazm. Marazm podczas którego przestaje się liczyć cokolwiek. Marazm z którego trudno było go wydobyć. Długouchemu się udało.

- No jak kolego - rzekł przysiadający się elf - los koleżków niczego cię nie nauczył? Nie lepiej było wynieść się z miasta, a teraz... No cóż, masz przerąbane

Garbacz obdarzył go spojrzeniem przelotnym skupiając wzrok na okowicie po raz kolejny. Zostało jej tak cholernie mało. Jednak wciąż było kilka łyków owych popłuczyn a Garbacz nie miał w zwyczaju marnować trunku. Nawet tak podłego jak ten. Dopił go solidnym łykiem nie zważając na to że trochę trunku spłynęło mu po brodzie. Po czym skinął na barmana a elfowi poświęcił teraz dłuższe spojrzenie, po czym przytaknął.

- Masz rację zasrańcu. Gówniana wóda, gówniana knajpa i gówniany rozmówca. Mam przerąbane. Ale się nie martw, po drugiej - Garbacz wziął od pomocnika karczmarza flaszkę i odkorkował ją zębami przerywając na chwilę - stracę zahamowania i zerżnę cię tak, że po chodzie przyjmą cię na każdą łajbę jako doświadczonego marynarza .Może to mi poprawi humor. Masz więc i ty swoją szansę. Wypierdalaj.

Zakończywszy przemowę Garbacz pociągnął z flaszy i zaczął ją spijać powolnymi łykami. Widząc że i elf obserwuje znikający trunek w napięciu.
 
Bielon jest offline  
Stary 15-05-2009, 18:07   #5
 
Komtur's Avatar
 
Edgar O'Shea.

Zeskok z takiej wysokości nie był prostą sprawą. Już w locie poczułeś, że jak wyjdziesz z tego bez szwanku to tylko dzięki uśmiechowi Ranalda. Zetknięcie z ziemią nie było katastrofą, chociaż nogi o mało co nie wbiły ci się do tyłka, a gruchnięcie na plecy pozbawiło cię na kila chwil oddechu to mimo tego wszystkie kości miałeś całe. Ledwie zebrałeś się w sobie, gdy zobaczyłeś wybiegających z budynku zbirów.

Etan Serg.

Wiedziałeś że jak teraz nie wywalisz drzwi to będzie po tobie. Wziąłeś rozbieg i ruszyłeś. W tym momencie drzwi otworzyły się i wpadłeś prosto na co najmniej zaskoczonego lokatora mieszkania, zwalając go prawie z nóg. Za sobą słyszałeś jakieś krzyki, ale nawet się nie obróciłeś. Sam nie wiesz jak znalazłeś się na dole i wybiegłeś prosto na ulicę.

Garbacz Joanna.

Elf zrobił skwaszoną minę i wstał od stolika. W karczmie zrobiło się dziwnie cicho. Długouchy podniósł rękę i jak za dotknięciem magicznej różdżki po jego bokach zmaterializowało się dwóch osiłków z bardzo nieprzyjemnymi pałami w rękach.
-Brać go - rozkazał elf wymierzając w ciebie palec.
 
Komtur jest offline  
Stary 15-05-2009, 19:33   #6
 
xeper's Avatar
 
Lecąc w dół, w stronę tonącego w błocie podwórka nie zdążył policzyć nawet do dwóch. Wylądował szczęśliwie na nogach, chyba tylko dzięki uśmiechowi Bogini. W momencie lądowania poślizgnął się jednak i z całym impetem wyrżnął na plecy, tonąc w błocie.

-Fucking hell – zaklął po albiońsku, gdy już odzyskał oddech. Niezdarnie zaczął gramolić się na nogi, jednak oślizgłe błoto nie ułatwiało mu zadania. Lekko oszołomiony po upadku podniósł się dopiero za drugim razem i ubłoconym rękawem kubraka otarł umorusaną twarz. W tym momencie usłyszał zbirów wybiegających na podwórko z budynku.

-Fucking hell – zaklął ponownie.
"Bogini ratuj mnie, marnego Twego sługę" – dodał w myślach, sądząc że samo klnięcie go nie uratuje. "Proszenie Bogini o pomoc raczej też nie. Nie w tej sytuacji... "– przemknęło mu przez myśl.
Otrzepał się i skoczył ku wąskiemu przejściu prowadzącemu na ulicę, wprost przez zagony marnie rosnących warzyw.

- Niech demony Chaosu cie dopadną, gobliński pomiocie – usłyszał krzyk wychylającej się przez okno staruchy, do której należała grządka. Zaraz za obelgą w jego stronę poleciała gliniana miska, która z głuchym mlaśnięciem wylądowała w błocie tuż przed pierwszym z goniących go zbirów.

"Nay, jakby tych wykidajłów Bauera było mało, to jeszcze ta wredna baba" – pomyślał i staranował kolejną grządkę.

-A wy psubraty, kozie syny wynosić się z mojego ogródka – najwidoczniej zbiry także tratowały grządki z marchwią. – Niech no ja was dorwę, szczurze wypierdki....

Więcej Edgar nie słyszał. Przecisnął się między murami dwóch przyległych kamienic i wypadł na ulicę. Stanął w miejscu i szybko rozglądnął się na prawo i lewo. „Gdzie teraz?” pomyślał starając się przywołać w myślach obraz okolicy i wybrać optymalną drogę ucieczki. „Byle szybko... bo zaraz mnie dopadną!”
 
xeper jest offline  
Stary 15-05-2009, 21:46   #7
 
Bielon's Avatar
 
Garbacz Joanna

Spojrzał przeciągle na dwóch zbirów, którzy wyleźli zza pleców elfa. Spojrzał ponownie na flaszkę i z wyrzutem na karczmarza. Doszedł do wniosku, że albo skurwiel dodawał do okowity czegoś, albo jemu samemu już rzuciło się na mózg. Albo też osiłki znów takie wielkie nie były, skoro wcześniej kryły się za plecami elfa.

-Brać go - rozkazał elf wymierzając w niego palec. Garbacz skończył właśnie flaszkę i nie namyślając się długo cisnął nią wprost w pysk zadowolonego z siebie długouchego. Oprychy z pałkami ruszyli ku niemu. Węsząc łatwą zdobycz.

- Przyszliście tu … sami? – zapytał z niedowierzaniem wstając i wyprostowując swoją potężną sylwetkę. Ogromne mięśnie grały pod jego przyodziewkiem wypełniając ubranie i pęczniejąc pod nim sugestywnie. Garbacz pochylił głowę, która zdawała się wyrastać wprost z pleców z powodu nadmiernie rozrośniętych mięśni karku. Potężne ramiona, których grubość przewyższała grubość uda przeciętnego robotnika, zwisały swobodnie wzdłuż ciała. Pozornie bezwładnie. Pierwszy z oprychów, który skoczył go „brać” przekonał się na własnej skórze, co znaczy nie docenić przeciwnika. Potężny cios jego pałki powinien był roztrzaskać głowę Garbacza, ale został zbity przedramieniem. W odpowiedzi Garbacz skoczył do zwarcia i przypierdolił gnojowi z byka zalewając tamtego krwią. Oprych odskoczył charcząc i plując posoką a Garbacz przez ułamek chwili święcił chwilę tryumfu. Drugi z osiłków wykorzystał okazję i jego cios wylądował na czaszce Garbacza.

Tyle, że trafił w sumie na najtwardsze miejsce na ciele Garbacza.

- Ktoś jeszcze chce mnie kurwa brać?! – warknął powoli odwracając się ku drugiemu z napastników tak, by nie stracić z widoku długouchego. Chłopaki przestały go bawić. Nie wiedziały co to grzeczność. Nie pozwalały mu pić.
 
Bielon jest offline  
Stary 16-05-2009, 10:12   #8
 
Aelin's Avatar
 
,,Biegnij... biegnij... szybciej!"
Etan biegł ile sił w nogach. Gnał go wielki strach, oczyma wyobraźni widział co go czeka gdy zostanie pojmany. Wypadł na ulicę, szybko się rozejrzał i pobiegł w stronę wąskiej uliczki. Nie zatrzymując się nawet na chwilę kluczył wśród zaułków, a za nim niczym psy gończe, gnali napastnicy.

W pewnej chwili wpadł na niziołka wychodzące zza rogu i wywalił się na brukowanej drodze. Szybko wstał, lecz trwało to na tyle długo, że zdążył podbiec do niego jeden z oprychów i złapać za rękę. Złodziej jednak zdzielił go szybko wolną ręką i ruszył dalej.

,,Co mnie podkusiło żeby tu wracać. Mogłem udać się do Marienburga, może tam miał bym trochę spokoju. Psia krew! Co mnie podkusiło aby tak zarabiać na życie, trza było zostać cyrulikiem..."

Kiedy bandyci na chwilę stracili Etana z oczu, ten wślizgnął się przez jakieś wąskie okienko do czegoś co wyglądało jak piwnica. Śmierdziało tu strasznie, wokoło piszczały szczury, ale napastnicy ominęli go.

Po odczekaniu chwili złodziej wyszedł i ruszył przed siebie rozglądając się czujnie.
,,Chyba ich zgubiłem. A teraz przeidę się do jakieś karczmy, jak zamierzałem na początku. Muszę tylko uważać żeby znowu się na nich nie natknąć..."
 
Aelin jest offline  
Stary 19-05-2009, 23:32   #9
 
Komtur's Avatar
 
Edgar O'shea.

Na Boginię cóż to był za bieg. Postronnym mogłoby się wydawać że wcale nie dotykałeś ziemi. Sprint przez podwórka, skoki przez płoty, slalom między wozami, robiłeś wszystko by zgubić drani i pewnie udałoby ci się to, gdyby nie brak znajomości topografii miasta. Dopadli cię w ślepej uliczce. Broniłeś się co prawda jak wilk, ale przewaga była po stronie napastników. Jeden z tych bandziorów zdołał zajść cię od tyłu, przez chwilę poczułeś okropny ból, a potem ogarnęła cię ciemność.


Etan Serg.

Przez całą drogę byłeś czujny niczym kot i bez przeszkód dotarłeś do najbliższej karczmy. W jej pobliżu, czy to z powodu dobiegającego z niej hałasu, czy może głębszych niż gdzie indziej cieni, twa rozwaga nie pomogła ci i dałeś się zaskoczyć napastnikom. Czterech drabów wyskoczyło nagle z ukrycia i za nim zdążyłeś sięgnąć po broń, powalili cię i skopali prawie do nieprzytomności. Jak przez mgłę pamiętasz że cię gdzieś wlekli, a potem straciłeś świadomość.

Garbacz Joanna.

Chociaż wytrzymałeś uderzenie pałką to jednak ten cios cię lekko zamroczył. To wystarczyło elfowi by wyprowadzić szybkie kopnięcie w krocze. Ból zwalił cię na kolana, a pałki osiłków na twoją głowę i po chwili ległeś nieprzytomny na podłogę.

Hermes Grim

Nie długo cieszyłeś się zarobioną prawie bez wysiłku kasą. Wracając z gorącego spotkania z dziewką wszeteczną do karczemnego pokoju, spotkałeś ohydnego lumpa, który przyczepił się do ciebie prosząc o drobniaki. W czasie gdy próbowałeś go odepchnąć, ktoś zaszedł cię od tyłu i walnął prosto w ciemię. Przez chwilę zrobiło się bardzo jasno i nie pamiętasz nic więcej.

Deckard Werth

Kolejna robota zapowiadała dość obwite zyski. Jakiś kupiec zaproponował ci przewóz drogiego bretońskiego wina. Ucieszony udałeś się do umówionego magazynu, ale tam zamiast ładunku czekała na ciebie banda oprychów. Za nim zwaliłeś się na podłogę, ostatnia myśl przemknęła ci przez głowę:
"To się doigrałem."

Dzielnica Smrodliwa. Gospoda "Pod kuternogą", podziemia. Wszyscy.

Obudziło was nagłe zimno, ktoś chlusnął na was wiadro wody. Świadomość powracała do was powoli z każdą chwilą potęgując uczucie bólu, jakby ktoś przepuścił was przez młyńskie tryby. Gdy oprzytomnieliście wystarczająco by wasze zmysły mogły normalnie funkcjonować, zdaliście sobie sprawę że leżycie na kamiennej podłodze powiązani niczym barany. Szczupły mężczyzna o czarnych długich włosach przechadzał się przed wami, a gdy zobaczył że odzyskujecie świadomość zatrzymał się. Spojrzał na was i odczekał jeszcze chwilę, aż oprzytomniejecie zupełnie i rzekł.

-Nie wszyscy wiecie kim jestem, więc się przedstawię. Jestem Hans Bauer. Zadarliście ze mną czy to okradając mnie, czy działając na moim terenie bez mojej zgody i właściwie powinienem się was pozbyć w dość okrutny i widowiskowy sposób. Znajcie jednak moją łaskawość. Pozwolę wam żyć, ale musicie coś dla mnie zrobić - tu zrobił krótką pauzę by dotarły do was jego słowa- Porwiecie córkę zamożnego kupca Klausa Holma i przetrzymacie ją w bezpiecznym miejscu do czasu aż nie karzę jej wam wypuścić. Kupiec ten ma dwie córki, jedna z nich jest świrnięta, więc porwiecie tylko tę zdrową. Do kupca wyślecie też list z żądaniem tysiąca błysków za zwrot córki. Macie na zorganizowanie tego dwa tygodnie, dostaniecie też sto koron na wydatki. Jak się dobrze sprawicie to was nie zabiję i jeszcze dorzucę coś w nagrodę, a jak spartolicie to czeka was czapa. I nie radzę robić mi żadnych numerów, a zwłaszcza mówić komukolwiek o moim udziale w tej sprawie bo tak was urządzę że będziecie błagali o śmierć. To wszystko, a teraz won z mego lochu.

Gdy Bauer zakończył monolog w podziemiach pojawili się jego ludzie, którzy wynieśli was na tyły karczmy. Tam zostaliście rozwiązani i zwrócono wam wasze przedmioty. Jeden ze zbirów wręczył Edgarowi sakiewkę.

-No tylko nie przepijcie wszystkiego - zaśmiał się oprych - A teraz won psubraty.
 
Komtur jest offline  
Stary 20-05-2009, 00:11   #10
 
Raincaller's Avatar
 
"Wpakować się w szambo po uszy i to na własne życzenie" - jedynie tego pokroju myśli przemykały przez głowę Deckarda. Był zły i rozgoryczony, bo jakżeby inaczej? Najpierw zrobił interes życia na dzięki skradzionym Bauerowi rzeczach, a zaraz po tym dostał kolejne złote zlecenie. Parę chwil dzieliło go od opuszczenia tego gównianego Nuln. Teraz chcąc, nie chcąc musiał zabawić tu dłużej...

Deckard poprawił kaptur i delikatnie wyciągnął ręce ku górze, chcąc rozprostować obolałe kości. W tym momencie wyraźnie dało się zauważyć. iż był on dość wysokim i przyzwoicie zbudowanym mężczyzną. Chowając w dłoniach twarz przetarł obolałe oczy i odgarnął opadające mu na twarz czarne włosy. Masując opuchnięte nadgarstki zmierzył wzrokiem swoich nowych kompanów. Żaden z nich nie budził jego zaufania. Zresztą, był pewien, że po ich głowach krążyły podobne myśli. Każdy z nich miał grzeszki na sumieniu, nie warto było ich rozgrzebywać. Czasem niewiedza jest skarbem.

- No tylko nie przepijcie wszystkiego. - zaśmiał się oprych - A teraz won psubraty.
Gdy człowiek Bauera zniknął z pola widzenia Deckard uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Nie wiem jak wy panowie, ale w moim mniemaniu głupotą byłoby nie napić się czegoś mocniejszego stojąc przed wejściem do gospody. Zresztą, myślę, że nie zaszkodzi jak dowiemy się o sobie nawzajem czegoś więcej. - po tych słowach ruszył w kierunku drzwi do karczmy. Po chwili zatrzymał się i obróciwszy się na moment dodał. - A... byłbym zapomniał, jestem Deckard. Moje nazwisko nie nosi znamion szlachetnego rodowodu, więc nie wypada się nim chwalić.

"Po uszy w szambie... Przynajmniej na dno nie pójdę sam."
 
__________________
"Tylko silni potrafią bez obawy śmiać się ze swoich słabostek." - W.Grzeszczyk

Ostatnio edytowane przez Raincaller : 20-05-2009 o 00:17.
Raincaller jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172