Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-01-2010, 21:28   #1
 
Vist's Avatar
 
Reputacja: 1032 Vist ma wyłączoną reputację
[WFRP 1.5] "Wróg mojego wroga jest moim wrogiem" W. Wróg


Przed oblicze Wielkiego Mistrza Strażnika Chwały Najświętszego Pana Naszego Sigmara.

W zgodzie z wolą waszej świątobliwości chcąc pozostać, wszystko to co podczas spytywania zaprzedaniec Karl Reinrich wyznał posłusznie piórem skryby mojego opisać kazałem.
Nasamprzód niech zapisane zostanie że Karl Reirnrich, do niedawna przywdziewający maskę uczciwego kupca nie tylko do wszystkich zbrodni, które ręką jego popełnione zostały przyznał się, ale podczas przesłuchania pomimo wszelkich starań jakich z mistrzem katowskim wspólnie dokładaliśmy skruchy nie okazał, złorzecząc okrutnie przeciwko Majestatowi Cesarza jak i bluźnierczy język swój przeciwko Bogom obrócił. W zeznaniach swych opisał tak, że wątpliwości nijakiej mieć nie można jak żonę swoją i trójkę dzieci swoich życia pozbawił, męcząc ich przed tym okrutnie. O powód pytany wpierw wyjawić go nie chciał ale potraktowany prętem żeliwnym w węgłach wprzód leżącym z krzykiem wyznał, że zrobił to na chwałę tego, którego z imienia wymienić nie zdołam w trosce o czystość duszy mojej a którego, co nie jest sekretem tacy jak on zgnilizny pełni odstępcy panem przemian tytułują. Dalej w trakcie pytania współpracy nijakiej nie chciał okazać i tylko dzięki kunsztowi mistrza Wilhelma wyznał, jakoby miał zostać wybrany przez tego którego, panem swoim nazywał i czynić miał tak, aby oddanie swe udowodniwszy, mocą miał być obdarzony, aby wolę tego któremu duszę swą nieszczęsną na wieczne umęczenie oddał pomóc zdołał i do upadku imperium i całej ludzkiej wspólnoty przyczynić się był władny. Pytany skąd wiedział co czynić musi z bluźnierczą pogardą odparł, że pan jego wybierać swe sługi do woli może i oprzeć się oni woli jego się nie zdołają.
Pełny zapis wyznań tego odszczepieńca, oraz spis nazwisk, które przy tym podał dołączam do listu tego, głęboko wierząc że wolę waszej świątobliwości wypełniłem.

Herman Pritzl z łaski Sigmara Komtur Nuln



Śmiejcie się o wy nieszczęśni z słów moich co je za proch macie. Śmiejcie się wy, którzy złotem i chucią zaślepieni nie widzicie jak łajno postępków życia waszego do szyi wam sięga. Śmiejcie się i radujcie, bo nie jest dane wam dojrzeć, co czai się w łajnach tego otchłani. Radujcie się brnąc dalej w kierunku, który choć dla was waszym własnym się wydaje, to w prawdzie waszymi grzechami przez plugawe bóstwa jest tyczony.


Fragment kazania dziada ulicznego, który szewcowi Gustawowi
w głowę zapadł a który potwierdzenie swe w całej
rozciągłości znalazł w momencie, gdy zamyślony szewc
otwartego wejścia do kanału nie zauważył i żywot swój
ściekiem ludzkich odchodów otoczony zakończył.

-----------------------------------------------------------------------------------------------



Zajazd wabił z daleka. Unoszący się w powietrzu zapach pieczonego nad ogniem mięsiwa wędrował wokół, przyspieszając krok pieszych i wprawiając w ruch batogi i ostrogi reszty. Ciągły i monotonny widok lasów przylegających do traktu urozmaiciła palisada i szeroko otwarte w zapraszającym geście wrota. Przekraczając je każdy, bez wyjątku pozostawiał za sobą stan nużącego skupienia i niepokoju.
Chłopcy stajenni krzątali się po podwórzu jedni oporządzając konie i prowadząc je do stajni inni pomagali woźnicom w ich obowiązkach. Pozostali szybko zmierzali ku drzwiom gospody.
Kilkanaście ciasno ustawionych ław, wokół nich zydle, przy ścianie na wprost od wyjścia wyszynk, za nim krępy niski właściciel, pozdrawiający kolejnych podróżnych uniesieniem reki, trzymającej szmatę do wycierania glinianych kufli. Obok palenisko z rusztem a na nim wolno obracający się sprawcy ssania w żołądku każdego, kto właśnie przekroczył próg, kilka powoli dochodzących kawałków baraniny. Wszystko to i kilka rzeczy ukryte za okalającymi izbę ścianami dla wielu było by tylko jednym z wielu zajazdów który akurat znajdował się dzień drogi od Weissbrucku , pięć od stolicy. Ale nie dla tych którzy, byli tu dziś lub będą jutro. Dla nich to było bezpieczne, suche, ciepłe i oferujące strawę schronienie a to wystarczająco dużo, gdy jest się na trakcie.
Dlatego było dość tłoczno gwarno i wesoło. Prawie wszystkie ławy były zajęte. Towarzystwo było różne. Byli i kupcy zmierzający na festyn do Bogenhafen, byli zbrojni, którzy dbali o ich bezpieczeństwo jak i ci którzy ważyli możliwości tychże, rozmyślając o szansach ulżenia kupieckiej sakiewce. Nie zabrakło też chłopów, którzy jak wszędzie czuli się jak u siebie, pod warunkiem że było wystarczająco dużo piwa i okowity. Jedną z ław zajmowali strażnicy dróg, którym akurat tutaj wypadł przestój a którzy samą obecnością tonowali nastroje. Im bliżej zmierzchu gospoda była zapełniona coraz szczelniej. Choć dziwnym trafem jeden ze stolików tuż przy wejściu wciąż pozostawał wolny…..
 

Ostatnio edytowane przez Vist : 17-01-2010 o 22:06.
Vist jest offline  
Stary 17-01-2010, 11:04   #2
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Niesforne jasne loki opadały na czoło, ekwipunek raczej nie wskazywał na to by halling miał być jakimkolwiek poszukiwaczem przygód. Rozmiar brzucha w przyrównaniu do innych członków jego rasy budził wręcz skojarzenia z anoreksją. Tupik nie był chudy, ale o dziwo gruby także nie był. Ubrany był jak kupiec, wygląd ma nienaganny, podążający za ostatnim krzykiem mody oraz wygodą.

Fikuśne i kolorowe dodatki, falbanki, chusteczki, nawet kilka kolorowych wstążek przywiązanych na wzór mody w Kislevie. W Bretonii do ostatnich krzyków mody należał wełniany berecik który i na hallingu znalazł swoje miejsce. Przy boku miał przywieszoną podręczną torbę z listami i ziołami, zaś przy pasku zawieszoną miał procę, wraz z sakiewką ołowianych kulek i krótki miecz. Gdy szykował się do walki, skrywał swój berecik pod metalowym hełmem, takie połączenie sprawiało, że i hełm nosiło się wygodniej a i berecik bezpieczniej. Co prawda właśnie nie szykował się do walki, ale w karczmie różnie bywa, więc przezornie trzymał swój hełm przy sobie.

Bigos z piwem nie należał może do najwykwitniejszych połączeń, ale głodnemu halflingowi w talerz się nie zaglądało. Zresztą musiał nieco przyprawić gulasz, bo widać było po smaku że kucharz to człowiek. Nie to, żeby ludzi nie umieli gotować, owszem potrafili, ale nie umieli wydobyć całej esencji smaku z potrawy, nie znali się na łączeniu potraw tak aby wzajemnie dopingowały doznania smakowe. Gdyby porównać jedzenie do drewna - to ludzki kucharz byłby drwalem, a halfliński byłby rzeźbiarzem. Nie ściąłby tylu drzew co człowiek, nie nakarmił tyle pysków ( choć gdyby za zadanie postawić kucharzom nakarmienie jak największej ilości osób, to Tupik był pewny że halflingi znów byłyby górą) , za to drewno które przeszłoby przez jego ręce stanowiłoby majstersztyk rzemieślnictwa. Gdyby jedzenie jakie wytwarzają halflingowie dałoby się jakoś magicznie utrwalić, to Tupik był pewny, że do tej pory powstało by jakieś muzeum poświęcone kalflińskiej sztuce kulinarnej.

Dania ciotki Frenegildy jak na przykład naleśniki smażone na krasnoludzkim spirytusie - których siła działania, nie gorsza była od szklaneczki whyski zaś smak i efekt czuć było nawet od tygodniowego naleśnika. Udziec barani, który sam rozpływał się w ustach - oczywiście wymagało to wielu procesów w tym uprzednie trzymanie go w piecu w odpowiedniej temperaturze i odpowiednio długo. Nie zastosowanie się do receptury ( osiągniętej po latach eksperymentów) powodowało, że kęs rozpadał się , ale na talerzu a nie w ustach, albo tez był tak twardy, że w ogóle rozpaść się nie chciał.

Halfling myślał więc o naleśnikach swojej ciotki, jego myśli często błądziły na temat jedzenia, chyba, że akurat wrodzona ciekawość dostrzegła inny obiekt zainteresowania. Siedząc tak sobie przy jedynym wolnym stoliku, popijając piwo i podjadając gulasz ( przyprawiony smakował już o niebo lepiej ) obserwował co dzieje się w karczmie. Przysłuchiwał się plotką, wreszcie czujnie obserwował tych którzy zamierzali się do niego dosiąść. Co w tak zatłoczonej karczmie było zapewne tylko kwestią czasu...
 
Eliasz jest offline  
Stary 18-01-2010, 14:05   #3
 
szyszaka's Avatar
 
Reputacja: 145 szyszaka ma wyłączoną reputację
Wszedł do karczmy z taką pewnością siebie, że pozadzroscił by mu niejeden Heros, bohater dziecięcych opowiadań. Stanął, rozejrzał się po izbie, zaburczał pod nosem widząc tłum gości i ruszył w stronę wyszynku nie szczędząc łokci. Jego wygląd zdradzał kilkudniowa wędrówkę, ubłocone buty, spodnie i skórzany kaftan skrywający masywne ramiona. Ruda broda i długie wąsy były w nieładzie, ale mimo to często głaskał je z wielką dumą malującą się wtedy na twarzy. Nie był jednak zmęczony, w żywych, czarnych oczach widać było chęć przygody.

Zblizył się do kontuaru, przywitał karczmarza i poprosił o piwo, głos mial niski i niewyraźny, z powodu długich, krzaczastych wąsów wydobywał sie jakby z puszczy. Oparłszy sie o lade, rozglądał sieę w poszukiwaniu przedstawicieli Ludu Gór, z którymi mógłby wymienić sie plotkami zaslyszanumi na szlaku. Przez moment jego spojrzenie utkwiło w małym dziecku w „fikuśnym” ubraniu siedzącym przy wolnym stole. Przeskakiwał kolejna po twarzach gości, zastanawiając się, tak jak w innych, mijanych karczmach czy to tu zacznie się jego Legenda. Może tu zarobi pierwszy grosz, który będzie mógł przeznaczyć na swój zakład. Bezowocne dni na szlaku nie zachwiały, jeszcze, jego postawa i wciaż podażał za marzeniami licząc na odrobinę szczęścia.

Nie znajdując żadnego krasnoluda, skierował się w stronę wolnego miejsca. Podchodząc zdał sobie sprawę, że ten kogo brał za dziecko jest halflingiem. Jego ręka odruchowo skierwowała się w stronę sakiewki.
Grzmotnął piwem o blat ławy, wylewając przy tym sporą ilość trunku, wyburczał pozdrowienie w stronę niziołka i usiadł z brzękiem topora przewieszonego przez plecy. Rozpiął pas z wytłoczonym kuflem na klamrze i, co nieprawdopodobne, zamyślił się.
 
__________________
Czy ja lubię poziomki?
szyszaka jest offline  
Stary 18-01-2010, 14:28   #4
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Halfling wyraźnie ucieszył się z towarzystwa. Nie umknął mu gest chroniący sakiewkę, jaką wykonał krasnolód. Był już przyzwyczajony, że jego rasę kojarzy się głównie z jedzeniem i złodziejaszkami. Nie tego się obawiał, bardziej obawiał się ludzi. Poczynając od oprychów na szlachcie kończąc, tacy nie mieli oporów przed wyrzuceniem halflinga, przed odebraniem mu miejsca czy obrażaniem go. Po ludziach najczęściej można się było spodziewać kłopotów. Krasnoludy były inne, może ze względu na podobny wzrost i płynące z tego te same prześladowania? Może z powodu honoru, który nie pozwalał im się pastwić nad słabszymi? Halfling dlatego ucieszył się z towarzystwa zamyślonego krasnoluda, zamyślenie wskazywało przynajmniej na jakis poziom inteligencji, a jeśli halfling obawiał sie czegos bardziej niż ludzi, to chyba tylko czyjejś głupoty.

- Może fajkę? zapytał krasnoluda który się przysiadł, nie wypadało mu przedstawiać się , gdyż to nie on się przysiadał, no ale by przełamać impas wyciągnął zapasową fajkę po czym zaczął nabijać ją mieszanką tytoniu i halflińskiego ziela. O ile zapasowa fajka była prosta w swej budowie, o tyle fajka halflinga miała rzeźbienia modelujące ją na głowę smoka. Wiedział, że generalnie krasnoludy lubią tytoń, nie był jednak pewny czy ten konkretny ma ochotę na zwykły tytoń czy też może halfliński. Uznał jednak, że odrobina jego ziela poprawi smak i działanie fajki, niezależnie od upodobań częstowanego.
 
Eliasz jest offline  
Stary 18-01-2010, 15:33   #5
 
szyszaka's Avatar
 
Reputacja: 145 szyszaka ma wyłączoną reputację
Zamyślony, krasnolud w pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na halflinga. Dopiero ruch niziołka przywrócił go do rzeczywistości. Gdy zobaczył wyciągniętą w swoją stronę fajkę pojął sens jego słów.
- Mmmm – zaburczał.
Nigdy nie palił tytoniu, a zapach, który unosił się nad fajką świadczył, że nie był to zwykły tytoń. Jednak nie potrafił odmówić niziołkowi.
- Chętnie – zaszeleścił i wziął podaną fajkę. Zaciągnął się. Głeboko.

Gdy doszedł do siebie po napadzie kaszlu, ocierając łzy spływające po policzkach oddał fajkę, z wyraźnie zawstydzoną miną. Śmiechy wokół niego jeszcze do końca nie umilkły.
- To, ekhm ekhm, bardzo dobry tytoń, mój mały, ekhm, przyjacielu, ekhm - ukłonił się w stronę halflinga.
- „Nigdy więcej” pomyślał, wypijając piwo do dna.
Jednak ten przyjazny gest obudził w nim chęć rozmowy. Wyciągnał szorstką dłoń w stronę niziołka – Jestem Guini, syn Gunnara, z twierdzy, ekhm, Karak-Dun.
 
__________________
Czy ja lubię poziomki?
szyszaka jest offline  
Stary 18-01-2010, 17:04   #6
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
Halfling uśmiechnął się serdecznie widząc krztuszącego się krasnoluda. Zapewne nie palił on wcale, gdyż taki widok spotkał Tupika po raz pierwszy. Nie śmiał się jednak z krasnala, raczej okazywał swą sympatię, tym bardziej z powodu zapalenia przez osobę która wcześniej nie próbowała halflińskiego ziela. Jego bóstwo zresztą liczyło zapewnie na to, że halfling będzie przysparzał mu wyznawców... Miał nadzieję, że po buszku ogarnie krasnoluda przyjemny stan euforii i zadowolenia, jaki zwykle towarzyszył paleniu halflińskiego ziela. Szczególnie wobec tych którzy pierwszy raz wciągali w płuca narkotyczny dym.

- Ja zaś nazywam się Tupik "Grotołaz", pochodzę z małej wioski pod Middenhaim...

Myśl o twierdzy w górach przywiodła halflinga dość szybko do tematu kopalń i jaskiń.

- Macie pod twierdzą kopalnie i jaskinie? Chodziłeś tam kiedyś mości Guini? Bo wiesz to moja fascynacja, hobby, któremu się oddaje w wolnym czasie, pomiędzy dostarczaniem przesyłek. Opisałem już jedną opuszczoną krasnoludzką kopalnie, lecz mój przewodnik po kopalniach, grotach i jaskiniach jeszcze daleki do ukończenia... Nie wiesz przypadkiem co nieco na ten temat?
 
Eliasz jest offline  
Stary 18-01-2010, 19:49   #7
 
szyszaka's Avatar
 
Reputacja: 145 szyszaka ma wyłączoną reputację
-Kopalnie. Tak. Wydobywamy najlepszą rude w Starym Świecie. - jak każdy krsnolud, który stąpał po tej ziemi był przekonany, że to jego klan wydobywa "najlepszą rude na świecie" - Taak mój mały przyjacielu. Jednak muszę cię rozczarować bo nie zaglądałem tam za często. Bo ja, musisz to wiedzieć, jestem..., hm byłem, raczej będę piwowarem.
Zdał sobie sprawę, że jak na małomównego krasnoluda mówi całkiem sporo. Niestety język najwyraźniej sprawy sobie nie zdał i kontynuował.
-Tak przyjacielu, kiedyś, w każdej karczmie jak ta, w każdej gospodzie i szynku będą stały antałki z wybitą cechą mojego browaru. Guini-Es. - zamilkł, wpatrzony przed siebie
 
__________________
Czy ja lubię poziomki?
szyszaka jest offline  
Stary 18-01-2010, 20:05   #8
 
Baczy's Avatar
 
Reputacja: 1128 Baczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumnyBaczy ma z czego być dumny
Kilka ostatnich dni nie należało do najprzyjemniejszych. Nathan nie lubił uciekać. Właściwie, to pierwszy raz tak na poważnie to robił. Nie sądził, że w przeciągu najbliższego roku będzie musiał opuścić Altdorf, a już na pewno nie na długo. Teraz jednak wiedział, że szybko o nim nie zapomną...
Robota była banalna. Pewien szlachcic- naciągacz oszukał pewnego nędzarza- naciągacza. Oszukany nie czuł się komfortowo, czemu z resztą trudno się dziwić. Nie chodziło o sam towar, który zamiast czystym opium, był w 90-ciu procentach opium. Chodziło o brak szacunku do starszego stażem kolegi po fachu. Nędzarz-naciągacz chciał, żeby ktoś uświadomił szlachcicowi jego błąd tak, by ten nigdy więcej nie miał szansy go popełnić. Redips podjął się zadania i upozorował wypadek. W końcu, upadki z wysokości wprost na głowę się zdarzają. Niestety, okazało się, że ten cwany szlachcic był kochankiem córki burmistrza. Gdy burmistrz dowiedział się o tym, chcąc uszczęśliwić swą pociechę, kazał powęszyć wokół sprawy. Dziewczyna powtarzała, że nie ktoś musiał go zabić i nie chciała słyszeć, że było inaczej. Potem już poszło z górki, znalazł się ktoś, kto widział jak szlachcic zostaje wyrzucony z okna, znalazł się też ktoś, kto nabąknął niby przypadkiem, że "mógł to być ten, no, 'Pająk' ", i, wreszcie, znalazł się ktoś, kto wiedział gdzie ów 'Pająk' obecnie mieszka. Jedynie wyuczona czujność uratowała chłopaka od złapania i niechybnego wyroku. Zdołał uciec ze stolicy, pozostawiając za sobą, oprócz trupa szlachcica, pięciu rannych strażników, trzy ranne (czyli w zasadzie martwe) konie oraz spaloną stajnię straży miejskiej. Przedostał się na zachodni szlak i maszerował nim z zamiarem dostania się do Bogenhafen, a stamtąd... Kto wie? Może tam zostanie, może znajdzie inne mniejsze miasto, a może wyruszy na południe, do Nuln? Nie spodziewał się pościgu, udało mu się niepostrzeżenie wymknąć z miasta, pewnie będą przez najbliższy miesiąc przetrząsać najgorsze dzielnice, ścieki i tym podobne miejsca. A niech im to na zdrowie wyjdzie, uodpornią się chłopaki.
To był już czwarty dzień podróży. Mimo całej swojej pewności siebie, Nathan podróżował brzegiem lasu, wzdłuż drogi, a w zajazdach starał si nie rzucać w oczy. Tak było i tym razem. Średniego wzrostu mężczyzna wszedł do karczmy lekkim, sprężystym krokiem, zsuwając kaptur z głowy. Rozejrzał się wokoło, było strasznie dużo klientów, między innymi strażników dróg... Było to mało prawdopodobne, ale straż w Altdorfie mogła mieć jego rysopis, nie mógł ryzykować. Dyskretnie pozbył się więc obwiązujących głowę długich szarf i wcisnął je do sporej torby przerzuconej przez ramię. Roztrzepał czarne, sięgające ramion włosy, które teraz zabawnie rozchodziły się na boki. Twarz miał nieogoloną, kilkudniowy zarost dodawał mu powagi i dobrze współgrał ze spokojnym i chłodnym spojrzeniem błękitnych oczu. Blisko wejścia zauważył jedyne wolne miejsce, obok dwóch karłów: krasnala i nizioła. Pewni mógłby się też wepchać między strażników, ale, zważając na okoliczności, nie byłoby to zbyt rozważne. Podszedł więc do szynkwasu i stonowanym, lekko zachrypniętym głosem zamówił grzane wino, udo barana, który właśnie przysmażał się na rożnie, oraz bigos. Ciepły posiłek dobrze mu zrobi.
Po chwili oczekiwania, trzymał już w dłoniach duży talerz, na którym znajdował się dymiący posiłek, oraz duży puchar parującego wina. Zerknął jeszcze raz, czy przy "niskim stoliku" nikt nie zajął wolnych miejsc. Na szczęście, nadal były wolne. Podszedł więc i usiadł, odsuwając krzesło nogą. Spojrzał na wychudzonego halfinga i rudobrodego krasnoluda. Pierwszy miał bardzo ładną, zdobną fajkę z motywem smoka, a drugi duży topór bojowy, tak ukochany przez tę niską i żylastą rasę. Skinął głową obu mężczyznom na "dzień dobry" (chociaż nie był pewien, czy niziołek był już mężczyzną, czy jeszcze młodzieńcem), zdjął ciągle wiszącą na ramieniu torbę i po położeniu jej obok krzesła, zajął się jedzeniem. Na wierzchu jego lewej dłoni dało się widzieć dziwny tatuaż, coś jakby węzeł zawiązany na złotym sznurze, pnący się za rękaw. Jadł wolno, przeżuwał dokładnie. Nie to, co niektórzy przybywający ze szlaku osobnicy. Co któryś kęs popijał małym łykiem wina, nie pił łapczywie. Cały czas obserwował osobników znajdujących się w karczmie, ciągle też nasłuchiwał. Kto wie, czego dowie się dzisiejszego wieczoru?
 
__________________
– ...jestem prawie całkowicie przekonany, że Bóg umarł.
– Nie wiedziałem, że chorował.
Baczy jest offline  
Stary 18-01-2010, 21:40   #9
 
szyszaka's Avatar
 
Reputacja: 145 szyszaka ma wyłączoną reputację
Z zamyślenia wyrwał go głos Tupika, który opowiadał mu o piwie ważonym na wsi.
- Eh - zaburczał i pokiwał z politowaniem głową nad pomysłami niziołka. Miód, przyprawy.
- Oczywiście że mam swoje recepty i napewno nie ma w nich Twoich szalonych składników. Ha! Powiem ci co jest potrzebne by stworzyć prawdziwy trunek. Chmiel i woda oczywiście ale najważniejszymi skladnikami są... - i tu zamilkł widząc zbliżającego się człowieka. Napewno nie wzbudzał on zaufania i nie miał zamiaru dzielić się przed nim swoimi sekretami. I tu zdał sobie sprawe, że chciał wygadać się również przed Tupikiem. Mimo przyjaznego nastawienia halflinga, to był jego sekret na sukces.
- "Cholerny tytoń" - pomyslał i spojrzał z wyrzutem na niziołka. Nie mógł jednak rozłościć się na tą uśmiechniętą, romarzoną osobę. Wyglądał trochę jak papuga, którą stary Dreg trzymał w swoim kantorze. Kolorowy i rozgadany.

Guini miał nadzieje, że człowiek minie ich stolik ale nie, usiadł na wolnym zydlu, witając się skinieniem głowy. Krasnolud opowiedział zdawkowym ukłonem. Jego nieufność wzrosła jeszcze bardziej gdy zobaczył wytatułowany dziwny symbol na dłoni i miarowe, powolne ruchy.

Spojrzał na niziołka próbując dać mu do zrozumienia, że dokończą tą rozmowe innym razem.
 
__________________
Czy ja lubię poziomki?

Ostatnio edytowane przez szyszaka : 19-01-2010 o 04:55.
szyszaka jest offline  
Stary 19-01-2010, 09:39   #10
 
Eliasz's Avatar
 
Reputacja: 1777 Eliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłośćEliasz ma wspaniałą przyszłość
- No nie mów - halfling rozdziawił usta krztusząc się przy okazji dymem.

- Piwowar to świetna fucha, powiedz masz jakieś tajne przepisy na warzenie piwa? Nie na tyle tajne by nie móc podzielić się z kustoszem, oczywiście w sekrecie, w zamian za chmm... przepisy kulinarne, może niezbyt Cię zainteresują, ale oferuję pomoc w degustacji trunku i poradach smakowych. Z moją znajomością ziół i przypraw i z twoją wiedzą o piwie, moglibyśmy stworzyć cud miód piweńko.

Halfling rozmarzył się na moment, kolejne buszki z fajki tylko sprzyjały takim planom i snuciu fantazji. Nie to że nie chciałby uczestniczyć w tym co mówił, ale jakoś niespecjalnie wierzył, żeby naprawdę przyszło im stawiać browar...może kiedy się obaj dorobią? Kto wie?

- Pamiętam jak u nas na wsi robiono piwo, co prawda byłem wtedy jeszcze smarkiem więc nie pamiętam co i jak się przyrządzało, ale pamiętam składniki, bo w nich buszowałem. Była oczywiście woda w beczkach, miód, i pełno przypraw ziołowych - pamiętam z nich chmiel i jałowiec, no i z tego co wiem obecnie potrzeba jeszcze drożdży. I masz pyszne miodowe piwo z ziołami. Halfling uśmiechnął się rozmarzony wspominając swojskie piwo ze wsi. Żadne inne tak mu nie smakowało, ale z czasem przywykł już do goryczy i popłuczyn serwowanych w przydrożnych karczmach.

Krasnolud nie podzielił się jednak sekretem z uwagi na człowieka który się dosiadł. Ten nie wiedział czemu ale przez moment spotkał się z niezadowolonym grymasem Tupika, tak jakby sprzątnięto mu sprzed nosa złoty talerz. Nie przejmował się tym jednak długo. Kopalnie, zamieszkałe, czynne kopalnie nie specjalnie interesowały Tupika. Nie było w nich jak zwiedzać, bo krasnoludy ciągle go przepędzały. Mógł sobie pozwolić jedynie na eksploatację nieczynnych kopalń...no ale to już zupełnie inna historia.
 
Eliasz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:59.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169