Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 03-12-2010, 00:24   #1
 
Tasselhof's Avatar
 
Reputacja: 187 Tasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie coś
Warhammer 2.0 - "Hordy Tzeentch'a"

AKT I Bębny Wojny



„Wojna, mój boże, kochany młotodzierżco, nigdy nie przyniosła nam nic dobrego. Ani chwały, ani bogactwa, ani nawet krzty szczęścia i sensu. Zawsze polegała wyłącznie na jednym. Na rzezi. Wiem mój panie, że nie odkrywam przed tobą niczego nowego, niczego o czym byś nie wiedział, ale w tych mrocznych czas któż może nas wesprzeć jak nie ty? Nie proszę cię o wybawianie dla siebie, ale o wybawienie dla moich sióstr i braci, ich dzieci oraz przyszłości jaka przed nimi się otwiera. Czy naprawdę byliśmy tak żałosnym tworem, aby zasługiwać wyłącznie na taki los, pozbawiony jakiejkolwiek nadziei na jutro? Jeśli nie mój panie, jeśli wciąż jesteśmy dla ciebie cenni i nas kochasz, błagam cię i zaklinam na młot i złoto które tak ukochałeś, dopomóż nas i zbaw od końca wszelakiego. A jeśli mymi słowami zgrzeszyłem wobec ciebie i ująłem ci boskiej mocy, ukaż mnie, nie niewinnych ludzi i narody twego imperium.”


Ten koszmar trwał już od kilku miesięcy, pamiętacie jeszcze jak początkowe plotki dotarły do waszych uszu. Zjednoczone armie zielonych i pomazańców chaosu brzmiały jak niesmaczny żart, ot głupią plotkę mającą zasiać ziarno strachu w sercach ludu Imperium. Pamiętacie również jak krzyk gońca z północy przeszył nocną otchłań, niosąc echo słów o nadciągającym zniszczeniu i śmierci. Spakowaliście wszystko co było cenne dla was i nie przykute do dech chat i pomknęliście razem z setkami uciekinierów na południe. Potem wieści były coraz gorsze i bardziej dobijające. Najpierw klęska wojsk Imperatora na północnych wybrzeżach Morza Szponów i śmierć władcy. Szybko potem wieści, że nie umarli na południu znowu nie chcą grzecznie gnić w ziemi. Wszyscy brnęli do Altdorfu ostatniej nadziei Starego Świata. Wasza grupa jednak szybko zaczęła maleć, bezlitośnie w tyle zostawialiście, niedołężnych, starców i tych którzy już nie mieli sił. Wyścig szczurów był jasny, nawet mury stolicy nie pomieszczą połowy ludności Reiklandu, a co dopiero ponad połowy populacji Imperium. Jak bezlitosną zasadą okazało się kto pierwszy ten żyje, gdy dotarliście na brzeg rzeki Reik. Ta wezbrana bo ostatnich ulewach, rwąca i zdradziecka okazała się nie do przebrnięcia wpław. Łodzi było za mało, o wiele za mało, a przewoźnicy, te łachudry żądały za przewóz kosmicznych cen, mogli sobie na to pozwolić tylko najbogatsi. Każdy kto próbował się wedrzeć na i tak przepełnioną już łódź czy tratwę, smakował bełtów kuszników pilnujących przed przeprażonym tłumem. Przewoźnicy zazwyczaj wracali po pół dnia i zabierali kolejne partie, aż w końcu nie wrócili i zostawili ponad połowę uciekinierów ich własnemu losowi w tym także i was. Niezwykłym człowiekiem okazała się brat Konrad kapłan z Norlandu, który opłacił przewóz biednej rodzinie z dziećmi tracąc tym samym miejsce na łodzi. Tam się poznaliście nad brzegiem rozpaczy postanowiliście ruszyć wzdłuż rzeki byle tylko znaleźć jakiś most zagubioną tratwę czy cokolwiek. I tak dotarliście do wsi Wolfhaugeren.

****


Konrad i Samphenion

Gdy tylko dotarliście do nadrzecznej wioski zrozumieliście, że jedynym miejscem, w którym można szukać ratunku jest dworek szlachecki. Oczywiście podobnie jak i wioska był opuszczony i otwarty na oścież, pozostawiony przez właściciela na pastwę chaosu, który nadciągał nie ubłaganie. Plan był prosty poszukać jakiejś łodzi czy czegokolwiek, aby przeprawić się przez rzekę. Most został zburzony przez wojsko aby uniemożliwić wojskom nie przyjaciela łatwe przedarcie się przez wodę. Wy dostaliście w przydziel do przeszukania dziedziniec oraz podwórze budynki przystające do dworu w nadziei na znalezienie jakiegoś środka transportu. Dwór znajduje się na wyspie okalanej przez rzekę i prowadzi do niego wąski drewniany most. Po lewej od wejścia stoją stajnie i przybudówki służby świecące teraz pustkami, po prawej jest wejście do ogrodu równie okazałego co dwór. Macie co przeszukiwać, a ciemne wieczorne niebo z północy już przeziera poświatą czerwieni, jaką jarzy się armia nie przyjaciela. Nie pozostało wam wiele czasu.

Bardin, Kreter i Drax

Wy macie za zadanie splądrować domostwo w poszukiwaniu resztek jakichś kosztowności i żywności, która wam się z pewnością przyda w tych ciekawych czasach. Jednak już od momentu wejścia do budynku możnych wiedzieliście, że niewykonalnym jest wszystko sprawdzić w tak krótkim czasie jaki wam został dany. Budynek składał się z wielu większych lub mniejszych pomieszczeń, jak dobrze wnioskowaliście kuchnia i spiżarnia musiały znajdować się na parterze, zaś izby sypialne właścicieli na pierwszym piętrze. Czasu jednak zbyt mało, abyście mogli we trzech sprawdzić razem jednocześnie obydwa piętra. Do tego musieliście być czujni i pilnie wysłuchiwać znaku od Butcha.

Butch

Dostałeś do roboty to co Niziołki robią najlepiej, czyli kwaterę w krzakach nie opodal mostu z widokiem na główny trakt i pozostałą część wioski. Czaty, zapewne nie pierwszy raz piastowałeś to stanowisko, nie mniej zdawałeś sobie powagę z tego jak wiele od ciebie zależy, mały i nie widoczny człowieczek skryty po pierzyną liści, teoretycznie nie do zauważenia gołym okiem. To była gwarancja bezpieczeństwa reszty kompanii. Znak w razie nie bezpieczeństwa był jasny. Zagwizdać przeciągle na dwóch palcach. Z lat dzieciństwa to uwielbiałeś i nie sprawiała ci ta sztuka żadnego problemu. Wystarczyło cierpliwie czekać na resztę.

Załącznik nr.1 Mapka Wsi


 

Ostatnio edytowane przez Tasselhof : 11-12-2010 o 13:10.
Tasselhof jest offline  
Stary 03-12-2010, 15:07   #2
 
Samphenion's Avatar
 
Reputacja: 33 Samphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodze
Kretyni, pomyślał Samphenion. Zburzyli most, aby zapobiec rzezi wiosek położonych za rzeką, a jednocześnie wystawiają innych ludzi na niebezpieczeństwo zostawiając ich bez żadnego sposobu dotarcia na drugi brzeg.

Nie, nie kretyni, poprawił się w duchu, raczej niegodziwcy niemający sumienia, nieznający słowa litość.

Elfowi i jego towarzyszowi wyglądającemu na kapłana przypadło zadanie przeszukania wysepki, na której znajdował się dworek w poszukiwaniu łodzi, która pomogłaby im bezpiecznie przedostać się na drugi brzeg. Samphenion kiwnął sigmarycie ręką i ruszył szybkim krokiem w stronę dworku. Nie mieli czasu do stracenia, gdyż horda była coraz bliżej.

Na wysepkę prowadził wąski, drewniany most. Elf powoli, acz zdecydowanie pokonał go i rozejrzał się po okolicy, na której stał. Dworek, ogród i stajnie były ciemne i puste. Gdyby nie wrodzona zdolność widzenia w świetle gwiazd Samphenion musiałby zapalić magiczny ogień, czego wolał nie robić w obecności kapłana, gdyż ten mógłby posądzić go o praktykowanie zakazanej magii.

Ale elf to elf. Ponad połowa zdrowych elfów posiadała zdolności magiczne, lecz niewielu decydowało się szkolić w którymś z imperialnych kolegiów, a na pewno żaden, z tego co wiedział, nie praktykował „zakazanej” magii.

Samphenion zwrócił się do towarzysza:

- Proponuję, byśmy się rozdzielili. Ja obejdę wyspę dookoła i sprawdzę, czy czasem ktoś nie zostawił zacumowanej łodzi. Ty mógłbyś sprawdzić stajnie i ogród wewnątrz muru. Mamy mało czasu, a ten plan wydaje mi się najwłaściwszy, ale zrobisz jak będziesz chciał . Jeśli nic nie znajdziemy to chociaż sknocimy coś z drzwi, albo desek podłogowych.

Uśmiechnął się do kapłana i nie czekając na jego reakcję ruszył żwawszym krokiem wzdłuż linii brzegowej. Wolał iść na powietrzu, gdyż bał się wchodzić do ciemnych i opuszczonych budynków, czy chodzić po strasznym i ogromnym ogrodzie, którego nie zaplanowała natura, lecz człowiek.

Samphenion starał się niczego nie przeoczyć. Przeszukiwał krzaki i bystrym okiem przeczesywał wodę, w której mogła kołysać się kilka kroków od brzegu łódź.

To zajmie wieki, pomyślał, w dodatku mogły tu już być jakieś zbiry i wszystko rozkraść i poniszczyć. Ale nic, zawsze jest nadzieja…
 
__________________
Oto jest pięść moja, zna ją świata ćwierć! Kto ją ujrzy z bliska, ujrzy swoją śmierć!

Ostatnio edytowane przez Samphenion : 03-12-2010 o 16:21.
Samphenion jest offline  
Stary 04-12-2010, 12:48   #3
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Dudnienie jego kroków przypominało najazd wojowników oddanych chaosowi, gdy w swoich ciężkich pancerzach przechadzali się po brukowanych uliczkach zdobytych i podbitych osad i miasteczek. Choć podobnie jak tamci plugawcy dzierżył ciężką, śmiercionośną broń, to jednak z jego strony nie można było spodziewać się morderczego szału i atakowania każdego w zasięgu wzroku. Szedł pewnym siebie krokiem, dumnie i butnie jak na Sigmarytę przystało. Jego nieco podarta szata kapłańska powiewała wraz z ciepłym wiatrem nadciągającym z wschodu. Jego zadanie było proste. Wraz z Samphenionem mieli poszukać jakiejś łodzi, jakiegokolwiek środka transportu na drugi brzeg rzeki.

Każdy spieszył się w swojej misji mając na uwadze nadciągające wojska ciemności, które chciały zetrzeć w proch i miał rdzennych mieszkańców Imperium. On jednak emanował dziwnym spokojem, powtarzając każdemu kto prosił o radę aby nie ubolewać nad śmiercią bliskich, gdyż teraz czeka ich już tylko wspaniały los pod okiem wspaniałego Sigmara. Powtarzał, że śmierci nie należy się obawiać, gdyż jest ona naturalną koleją rzeczy, zapisaną w kartach przyszłości, przez samego Młotodzierżcę i jeśli jego wolą jest przyjąć do swego królestwa kolejnych wiernych to tak się stanie i nikt nie będzie w stanie zmienić tego losu. Spory młot, który dzierżył z zasady oburącz zapewniał towarzyszącym mu wieśniakom i mieszczanom dziwne poczucie bezpieczeństwa mimo iż każdy miał świadomość, że jeden kapłan na nic się zda w walce z dziesiątką orków, czy zwierzoludzi.

Kapłańskie insygnia na piersi, wykute w napierśniku dodawały mężowi dostojności, choć wcale nie był wysoko postawionym, czy szlachcicem z urodzenia. Piastował jednak funkcję ważną dla ludu i nikt mu tego nie mógł odebrać, nawet parszywi zielonoskórzy, czy wysłannicy chaosu.
Plan jego kamrata był prosty i dobry. Szukać by znaleźć. Co jak co, ale strachu czy lęku Brat Konrad nie czuł od dawna, to też skinął tylko półelfowi głową i ruszył na przód w kierunku stajni, mając zamiar zbadać budynki raczej pobieżnie, nie tracąc czasu. Wszak choć śmierci się nie obawiał ani boju z przeciwnikiem, to jednak wiedział iż wyczekują go pozostali z nadzieją na cud, którym byłoby odnalezienie łodzi jakiej czy tratwy.
-Spraw panie abym nie zawiódł tych nieszczęśników i aby wiara w twoją łaskę stała się jeszcze silniejsza niż jest obecnie.- zwrócił się do Młotodzierżcy o pomoc w poszukiwaniu.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 08-12-2010, 00:31   #4
 
pteroslaw's Avatar
 
Reputacja: 73 pteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znany
Kreter szedł, miał nadzieję spotkać zielonoskórych, wiedział jednak, ze ma na to niewielkie szanse, przynajmniej w tym miasteczku. Jego rude włosy były niezwykle widoczne, zwłaszcza, że miast zwyczajnej fryzury nosił wysoki czub. W gotowości trzymał swój topór dwuręczny. Na jego ostrzu widniała runa, nikt kto nie władał językiem krasnoludów nie rozpoznałby tejże runy, była to runa Alaryka Szalonego, oprócz runy jeszcze jedna rzecz wyróżniała ostrze topora, metal z którego był zrobiony, najlepszy krasn9oludzki Gromnil. Kreter poszedł na wojnę w poszukiwaniu śmierci, jednak na razie jej nie znalazł.

Miał przeszukać dom. Kreter spojrzał na pozostałą dwójkę i powiedział:
-To ja idę zlokalizować spiżarnie, jak będą tu orkowie pojawię się pierwszy. Jak znajdę coś ciekawe, jak piwo to usłyszycie.

Kreter wszedł do jednego z pomieszczeń, na jednej z półek znalazł kufel pociągnął z niego, to co było w środku smakowało całkiem nieźle, było to piwo, na półce było jeszcze kilka takich kufli. Kreter zawołał więc:
-Chodźcie no tu, znalazłem coś!
 
pteroslaw jest offline  
Stary 09-12-2010, 17:53   #5
 
Kiep_oo's Avatar
 
Reputacja: 12 Kiep_oo nie jest za bardzo znanyKiep_oo nie jest za bardzo znanyKiep_oo nie jest za bardzo znany
"Jak oni mogli przydzielić mi tak niewdzięczne zadanie? Nie chciało się samemu siedzieć pod liśćmi w błocie to wybrali najmniejszego... I skąd im w ogóle przyszedł do głowy pomysł, że niziołek zna się na tym najlepiej? To, że jesteśmy mali o niczym jeszcze nie świadczy..."

Butch leżał w swojej kryjówce i pochłonięty narzekaniami na decyzję jego kompanów, bawił się cienkim patyczkiem, którym dźgał biegające wkoło mrówki. Pozycja, w której przyszło mu spędzić kilka (lub nawet kilkanaście) najbliższych godzin nie należała do najwygodniejszych, toteż niziołek nie przyzwyczajony do tak spartańskich warunków wiercił się niemiłosiernie. Dźganie mrówek patyczkiem przestało już go bawić, podobnie jak układanie domku z chrustu i grzebanie bez celu w suchych liściach. A Butch, jak na prawdziwego niziołka przystało, gdy nie miał co robić wyciągał fajkę i na niej skupiał całą swą uwagę. Tak więc, automatycznym już ruchem dłoni, odpakował paczuszkę z wonnym, korzennym tytoniem, nabił nim fajkę, po czym zapalił zapałkę i przyłożył do główki. Po chwili rozżarzony tytoń zaczął wydzielać rozchodzący się wszędzie miły dla nosa dym, który przyniósł Butchowi spokój, rozluźnienie i chwilę relaksu. Prawdopodobnie jedną z ostatnich na podczas tej wyprawy.

Pogrążył się w rozmyślaniach o domu, braciach i rodzicach. Zapach i smak fajkowego dymu zawsze przypominał mu rodzinną wioskę, lasy, pola. Wszystkie wspomnienia z młodości powróciły... Buszowanie po polach kukurydzy, turlanie po zboczach pagórków - to wszystko, na czym spędził najmłodsze lata swojego życia. Zarówno on, jak i jego bracia. Senność dość skutecznie tłumiona przez niewygodną pozę, nadeszła razem z fajkowym dymem i ociężałe powieki Butcha zamykając się i otwierając na przemian, w końcu przeważyły i zamknęły się na dobre...

Głowa z cichym szelestem spoczęła na poszyciu, a fajka wypadając z dłoni, potoczyła się prosto na suche liście...
 

Ostatnio edytowane przez Kiep_oo : 09-12-2010 o 17:54. Powód: mała poprawka kosmetyczna ;]
Kiep_oo jest offline  
Stary 13-12-2010, 23:05   #6
 
Tasselhof's Avatar
 
Reputacja: 187 Tasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie coś

Samphenion

Dźwięk rzeki opływającej wyspę był naprawdę kojący dla twoich uszu, szybko jednak zorientowałeś się, że nie jest to Reik a prawdopodobnie jedno z jej dorzeczy i płynąc razem z nurtem na pewno dotrze się do głównego koryta. A stamtąd przecież był już tylko krok na drugi brzeg i szansa na przeżycie. I wtedy dostrzegłeś swymi bystrymi oczyma to czego tak szukałeś, małe za pruchniałe molo i przywiązaną do niego maleńką łódeczkę, problem był w tym, że wam wszystkim będzie ciężko się zmieścić tam razem. Wyglądała na solidną, a do sterowania jej najprawdopodobniej służy długi drewniany kij, kilkumetrowy. Wtedy nagle rozległ się krzyk Butcha.

Konrad

Wędrując ciemnymi ścieżkami ogrodu mogłeś stanowczo potwierdzić, że właściciele tego miejsca nie byli biednymi szlachcicami. Ogród był wyłożony ścieżkami z białego równo ciosanego kamienia i wszystkie cztery zbiegały się razem w centralnym punkcie tego pięknego miejsca, uwieńczonego fontanną. Ta przedstawiała cztery kobiety, które trzymały przechylone dzbany, z których kiedyś prawdopodobnie leciała woda. Teraz całość była zaniedbana i porośnięta delikatnym mchem, co prawda nie była jeszcze zapuszczona, ale kolejne dwa miesiące zrobią swoje, no chyba że wcześniej horda zniszczy to miejsce. Nagle dostrzegłeś w cieniu coś malutkiego, na co prawdopodobnie nigdy nie zwrócił byś uwagi gdyby nie fakt, że wydawało to dźwięk. Po bliższym przyjrzeniu się, dostrzegłeś, że była to pozytywka z wyrytym herbem rodowym. Prawdopodobnie zabawka dla dziecka, zamówiona u jednego z cieśli z Altdorfu. Taki prezent wskazywać mógł, że właściciele włości z pewnością mieli córkę. Twe rozmyślania przerwał krzyk Niziołka.

Kreter i Bardin

Przeszukiwanie domu wiele nie przyniosło, choć zabójca olbrzymów znalazł dwa pętka suszonej kiełbasy leżące w spiżarni, kawał wędzonego indyka i udziec jakiejś dziczyzny, do tego dwa i pół bukłaki wina co wyraźnie poprawiło mu humor. Bardin był mniej zadowolony, na górze w sypialni znalazł dwa ciała leżące w kącie i trzymające się za dłonie. Były już w daleko posuniętym rozkładzie i wszędzie gdzie tylko mogły wierciły się białe i tłuste robaki. Smród był nie do zniesienia, jedyne co się zachowało jako tako to były kosztowne szaty w jakie odziana była dwójka, do tego z pewnością para. Jedna z ofiar nosiła niegdyś zapewne białą suknię z bufiastymi rękawami, druga typowe szlacheckie ciuszki. Co było przyczyną śmierci, na obecny stan było ciężko ustalić. Po za tym w domu nie było niczego co reprezentowało by jakąś większą wartość. Budynek wyglądał na spustoszony. Kilka poprzewracanych mebli i zdarte zasłony, oraz dziury w ścianach, zapewne po wyrwanych złotych świecznikach. Zaraz po tym jak kończyliście przeszukiwanie domu rozległ się krzyk kompana stojącego na czatach. Widzieliście jak z domu wybiega jeszcze Drax pędząc ile sił w kierunku, z którego dobiegł krzyk.

Butch

Niziołek skakał po moście dudniąc stopami i wrzeszczał jak opętany, cały krzak z tyłu za nim płonął podobnie do jego rękawa. Wymachiwałeś prawą ręką starając się ugasić płomień, niestety czynność ta przyniosła ci tylko odwrotny skutek od zamierzonego. Koszula na całej ręce zajęła ci się ogniem więc jedynym ratunkiem dla ciebie było wskoczenie do wody co też uczyniłeś. Skacząc z mostu stłukłeś sobie okrutnie tyłek gdyż dno było bliżej niż się spodziewałeś na szczęście dla ciebie ogień zgasł. Odetchnąłeś z ulgą i wtedy dopiero w blasku płonącego krzaku dostrzegłeś pędzącego w waszym kierunku jeźdźca na szarym wychudzonym koniu. Pędem wpadł na pomost i zaczął szukać pustym wzrokiem na wskroś przeplatanym paniką żywej duszy. Jeździec był wychudzony równie podobnie jak jego koń, nosił zwykły skórzany pancerz bardzo z użyty i brudny. Przez bark przełożoną miał małą torbę. Dostrzegł w końcu Niziołka leżącego po pas w wodzie, spełzł z konia i podczołgał się do krańca pomostu.
- Z jakiej jesteście dywizji, panie?
Spytał patrząc na Niziołka z nadzieją.
 
Tasselhof jest offline  
Stary 16-12-2010, 18:24   #7
 
Samphenion's Avatar
 
Reputacja: 33 Samphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodzeSamphenion jest na bardzo dobrej drodze
Wzrok Sampheniona podążył wzdłuż spróchniałego mola, by zatrzymać się na małej, zakotwiczonej łódce dryfującej przy brzegu.

- Tak jest! – krzyknął – Trochę mała, ale dla chcącego nic trudnego.

Zaczął się zastanawiać jak poupychać towarzyszy do łupiny i kto będzie kierował, gdy usłyszał krzyk Butcha. Ciarki przeszły półelfowi po plecach. Chwilę się zastanowił, po czym ruszył pędem w stronę dworku. Miał zamiar znaleźć kapłana, by wraz z nim pobiec na odsiecz niziołkowi. Sigmaryta mógł zniechęcić potencjalnych napastników do ataku, a Samphenion wolał uniknąć otwartego starcia.

Zanim banita dobiegł do dworku zauważył jakąś osobę wybiegającą na dziedziniec. Samphenion dotarł do domostwa. Stanął w drzwiach i krzyknął:

- Niziołek ma kłopoty!

Po czym pobiegł w stronę ogrodów krzycząc w stronę, w której mógł być kapłan. Samphenion nie wiedział, czy człowiek badał w tym momencie stajnię, czy ogrody. Zdecydował się pobiec przodem. Zdjął łuk z pleców i nałożył cięciwę. Napiął delikatnie i puścił, by sprawdzić, czy leży odpowiednio. Z radością usłyszał czysty brzęk cięciwy, więc nałożył nań strzałę. Zarzucił kaptur na głowę i w ciszy pobiegł w stronę posterunku niziołka, chowając się za krzakami i ścianami budynków.

Gdy był już prawie u celu zauważył jeźdźca zsiadającego z konia. Samphenion przykucnął. Napiął łuk, gotów do strzału, jeśli nieznajomy maiłby złe zamiary. Celował w nogi, aby w razie potrzeby móc zatrzymać człowieka. Podróżny schylił się i przemówił do ziemi, na której stał. A może był to Niziołek?

- Tylko zrób coś głupiego, a faktycznie podróżował będziesz tylko i wyłącznie konno.

Samphenion starał się cokolwiek usłyszeć i jak najwięcej zobaczyć ze spotkania. Prawdopodobnie nie był to rozbójnik. Oni nigdy nie podróżowali samotnie. W dodatku jeździec wyglądał na przestraszonego i zmęczonego. Ale półelf wolał nie ryzykować, dlatego poprawił pozycję na nieco wygodniejszą i z lekko napiętym łukiem czekał na rozwój sytuacji lub sygnał jednego z towarzyszy.
 
__________________
Oto jest pięść moja, zna ją świata ćwierć! Kto ją ujrzy z bliska, ujrzy swoją śmierć!
Samphenion jest offline  
Stary 18-12-2010, 13:55   #8
 
Nefarius's Avatar
 
Reputacja: 16497 Nefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputacjęNefarius ma wspaniałą reputację
Rozglądał się uważnie, poszukując czegokolwiek co mogło się przydać uciekinierom. Czas grał na ich niekorzyść, jednakże spiesząc się z przeszukiwaniem mógł coś przeoczyć a to równało się niemal ze śmiercią. Kapłan rozglądał się dookoła, lecz tak na prawdę nic nie przykuło jego uwagi na tyle by skupił na tym wzrok na dłuższą chwilę. Dostrzegł grającą pozytywkę. Braciszek schylił się i złapał delikatny i kruchy przedmiot w opancerzoną w stalową rękawicę dłoń. Pozytywka była bardzo elegancka i od razu można było zauważyć, że nie jest to własność osoby o przeciętnym majątku. W swoim życiu słyszał o kilku magnatach, którzy sprawiali członkom rodziny prezenty wartości nie raz całego dobytku rodziny z niższej klasy społecznej. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, lecz po chwili spoważniał, gdy usłyszał głos jednego z kompanów niedoli.

Wartkim krokiem ruszył w stronę, z której dobiegał go ostrzegawczy krzyk. Bojowy młot delikatnie drżał w dłoni, jakby obawiał się iż znów będzie zmuszony rozłączyć czyjąś duszę od ciała. Konrad nie biegł. Zbyt szybko by się zmęczył w ciężkim pancerzu, jednak jego energiczny krok, był wystarczający by rozbrzmieć po całym dworku. Gdy dotarł na miejsce jego oczy ujrzały szczupłego męża na wygłodzonym i zmęczonym już koniu, który cudem uniknął niechybnej śmierci w brzuchu swego pana i jego kamratów (jeśli takowych posiadał). Człek był jakim gońcem, a przynajmniej tak myślał kapłan. Opuścił głowicę młota, nadciągająca walka zdawała się być tylko wymysłem, jego wyobraźni. Na całe szczęście.
-Opuść łuk przyjacielu. To chyba jeden z naszych.- rzekł spokojnym tonem do Sampheniona.
-Jakie wieści przynosisz panie i skąd przybywasz?!- rzekł dość głośno, a przynajmniej na tyle aby osobnik na wierzchowcu mógł go usłyszeć.
 
__________________
A na sektorach, śląski koran, spora sfora fanów śląskiej dumy, znów wszyscy na Ruch katować głosowe struny!
Nefarius jest offline  
Stary 21-12-2010, 00:52   #9
 
pteroslaw's Avatar
 
Reputacja: 73 pteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znanypteroslaw wkrótce będzie znany
Kreter przeszukiwał dom, nie znalazł jednak nic co przykułoby jego uwagę, no może oprócz tego piwa, ale to już było wspomnienie. Razem ze swym kompanem wszedł do pokoju w którym ściskały się dwa trupy, zapach był okropny, ale nie umywał się do smrodu trolla, albo krasnolud miał już tak zniszczony węch, że nie widział różnicy. Zabójca olbrzymów splunął na podłogę, po czym spojrzał na kompana i spytał:

-Masz tu tak zamiar się gapić w te trupy czy może łaskawie poszukasz czegoś przydatnego?

W tym jednak momencie rozległ się krzyk, Kreter dobył topora,

-Walka!- Zakrzyknął po czym wybiegł na zewnątrz.

Już po chwili znalazł się w miejscu w którym powinien być niziołek, tyle, że go nie było, albo się tak dobrze zakamuflował, lub stało się coś innego, albo to tylko krasnolud go nie widział.

Krasnolud rozglądał się, ale nie widział żadnego nieprzyjaciela, mogły to być gobliny, przebiegłe skurczybyki. Kreter nie miał talentu do zapamiętywania, nieważne czy były to imiona, czy rady w stylu "nie dotykaj". Nic więc dziwnego, że nie pamiętał imienia niziołka. W końcu krzyknął:

-Hej, panie niziołek, gdzieś jesteś? Powiedz no coś!
 
pteroslaw jest offline  
Stary 25-12-2010, 20:13   #10
 
Kiep_oo's Avatar
 
Reputacja: 12 Kiep_oo nie jest za bardzo znanyKiep_oo nie jest za bardzo znanyKiep_oo nie jest za bardzo znany
Chłodny jesienny wiatr, przenikał do samego szpiku kości... Niziołek nie był przyzwyczajony do skakania po lodowatym strumieniu i gaszeniu pożaru na własnym rękawie mimo, że nie jedno już przeszedł w trakcie swojego burzliwego dzieciństwa. Wdrapywanie się jednak po wszystkich skałach pagórkach i wzniesienia było jego specjalnością.

Szybko więc znalazł się z powrotem na moście by czym prędzej przywitać przybysza, jak na prawdziwego przedstawiciela jego gatunku przystało.
- Witamy szanownego pana! Pan się niczym nie przejmuje, koniem zajmiemy się odpowiednio, a i wikt i opierunek dostaniecie - mówiąc to, biegał dookoła osłupiałego wędrowca, jednocześnie przeglądając juki konia, zaglądając do kieszeni toreb i innych schowków pomimo protestów oburzonego przybysza. - Ooo... Fajeczka... Mmm i tytoń... A tutaj... Same śmieci... Tutaj nic... - zupełnie nie przejmując się nieśmiałymi protestami, penetrował wszystkie schowki w najlepsze. Do momentu, gdy znalazł małą tubę na zwoje. - A to co panie kierowniku? Dokumenty? Listy? Coś ważnego, bez dwóch zdań...

Po czym odpiął gwałtownie złota klamrę. Pergaminy posypały się na ziemię i część momentalnie została rozwiana przez wiatr. Spojrzał nieśmiało na oburzony wyraz twarzy człowieka.
- Ojej...
 
Kiep_oo jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169