Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji z działu Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-02-2011, 11:14   #1
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
[warhammer 2ed.] Sesja dla nowicjuszy/warsztaty

Gruby żołnierz niezgrabnie wdrapał się na drewniane podwyższenie zbudowane na Placu Książęcym w Altdorfie. W ręce ściskał kawałek papieru, rozejrzał się po zgromadzonych na placu, a następnie rozwinął pergamin. Odchrząknął kilka razy, a następnie donośnym głosem zaczął przemawiać:

-Obywatele! Z polecenia samego Imperatora ogłasza się nabór na wojskowe przeszkolenie. Wiadomo, bowiem powszechnie, że czasy nie są bezpieczne, a każdy obywatel Imperium powinien umieć bronić swej ojczyzny. Każdy ochotnik powinien zgłosić się do biura komendanta straży miejskiej, gdzie zostanie zapisany do szeregu ochotników. Otrzyma zakwaterowanie i wyżywienie na czas szkolenia. Każdy otrzyma też żołd.
Podpisano: Komendant Garnizonu Straży Miejskiej – Wilhelm Hirtzel

Grubas zwinął kartkę, rzucił spojrzenie w kierunku słuchaczy, podrapał się po rzyci i zszedł z podwyższenia, oddalając się jedną z bocznych uliczek.

***

Z sobie znanych powodów, ogłoszenie żołnierza wydało wam się atrakcyjne. Postanowiliście niezwłocznie udać się do biura komendanta straży i dołączyć do ochotników.

Biuro mieściło się w garnizonie straży miejskiej. Była to potężna i masywna budowla otoczona wysokim murem. Wyglądała niczym niewielki zameczek w środku miasta. Przy bramach stali strażnicy i pilnowali, aby nikt niepowołany nie wszedł do środka. Słysząc, że chcecie zapisać się na wojskowe przeszkolenie przepuścili was i wskazali biuro komendanta. Do biura wchodziliście pojedynczo.



-Imię, rasa, wiek. – trzy komendy, które słyszał każdy wchodzący do biura komendanta. Przy dużym blacie siedział komendant, barczysty facet z długim wąsem, a zaraz obok niego chudy skryba notujący wszystkie informację. –No a teraz podpis, jeśli nie umiecie pisać to postawić znak „x”- odezwał się skryba podsuwając w kierunku przybyłego kawałek kartki z dużym napisem „Pactum” w tytule.-Następny- krzyknął komendant. Ledwo zdążyliście podpisać i już wypchano was za drzwi.

Dalej wszyscy byli kierowani do łaźni na kąpiel. Po kąpieli zakwaterowanie w barakach straży i posiłek we wspólnej kantynie. Tak minął pierwszy dzień. Chodziły słuchy, że od jutra zacznie się trening z bronią. Teraz jednak pora na przedstawienie się reszcie kompani, bowiem ochotników zakwaterowano w jednej sali, przemyślenia po przeżytym dniu i wreszcie sen.
 
Mortarel jest offline  
Stary 11-02-2011, 13:53   #2
 
Rhaimer's Avatar
 
Reputacja: 125 Rhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znany
Stojąc w dość dużym tłumie chętnych zebranych przed potężnym bastionem reprezentującym siłę miejskiej straży, Aegnor stał i ze zniecierpliwieniem czekał na możliwość dołączenia w jej szeregi. Motywem, który popchnął go do tej decyzji była chęć sprawdzenia samego siebie w walce i ciężkim, koszarowym żywocie. Szczęk oręża i zapach krwi towarzyszyły mu odkąd pamiętał. A zaczęło się od rzezi w małej, elfickiej wiosce... - iskra w oczach długowłosego zapłonęła na chwilę. Równie szybko zgasła. Dwa punkciki osadzone w oczodołach wodziły wzrokiem po murach garnizonu. Była w tym wzroku jakaś namiętność, podziw, szacunek dla siły jaką reprezentowała straż miejska, jaką reprezentował tym samym Altdorf. Elf nie cierpiał ludzi słabych, a takich z pewnością nie napotka, podczas swojej służby. Osłonięty szczelnie skórzaną kurtą podążył w kierunku biura komendanta. Do środka wezwany był jako jeden z pierwszych. Wchodząc, zachował maniery i kulturę wyniesioną z rodzimej wioski. Przywitał komendanta i jego skrybę, po czym ukłonił się na znak szacunku. Omiótł szybkim spojrzeniem całe pomieszczenie, po czym podszedł pewnym krokiem w stronę wąsatego mężczyzny. Stanął przed nim, dumnie wyprostowany:

- Aegnor, Elf, dziewięćdziesiąt pięć lat - odrzekł głośno i wyraźnie.

Sztuki czytania i pisania nikt go nie nauczył, więc był teraz zły z tego powodu. Komendant reprezentował siłę i władzę, w odróżnieniu od skryby, któremu najemnik po prostu nie ufał. Nie rozróżniał liter widniejących na kartce, nie mógł poskładać je w większą całość, ale miał złe przeczucia. Mimo to podpisał niezgrabnym "X" na karcie, bo zgodził się na surowe warunki życia - jak na rekruta przystało. Szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia, bo nie mógł doczekać się kolejnego etapu na nowej drodze w jego życiu. Gdy wyszedł na korytarz, jakiś strażnik zaczepił go ruchem ręki, po czym pokierował gestem w stronę nieznanych mu pomieszczeń. Nieznanych jak nieznanych, bardziej były mu obce, choć elfy uważane były za rasę dostojną i raczej czystą. Korzystając z okazji, umył dokładnie całe swoje ciało czerpiąc przyjemność z możliwości używania ciepłej wody. Odświeżony, ruszył do baraku do którego został oddelegowany. Tam, nie chciał spoufalać się z nieznajomymi, a więc złożył jedynie swoje rzeczy na miejscu przeznaczonym do spania i powędrował w stronę kantyny. Ciepły posiłek chodził za nim od rana. Elf, w przeciwieństwie do obżartusów - krasnoludów i ludzi nie potrzebował wiele, by się najeść. Spożywając posiłek kątem oka obserwował innych rekrutów. Jacy byli, jak się zachowywali, czy trzymali dystans, czy też byli nastawieni otwarcie w stosunku do kolegów. Takie informacje okazują się być przydatne w późniejszych relacjach. Wracając trzymał się z dala od innych. Przez wzgląd na nieufność do innych istot wolał zachować dystans, niż miałby potem żałować swej zbytniej rozlewności. Wchodząc do baraku wraz z innymi poczuł się nieswojo. Każdy z nich wyglądał podejrzanie, miał szemraną przeszłość. Na pewno tak było. Nikt nie jest bez skazy. Wśród tej kompanii naładowanych agresją i energią mężczyzn, elf spostrzegł przedstawiciela swojej rasy. Na ten widok, kąciki jego ust lekko drgnęły.

"A już myślałem, że elfy schowały się w swoich lasach, czekając na lepsze jutro..." - westchnął, po czym podszedł do niego. Zachował jednak pewien dystans.

- Witaj, mój bracie. Zdaje się, że przyjdzie nam razem dzielić koszarowe losy. Me imię brzmi Aegnor, a Twoje? - ukłonił się i wyprostował. Był ciekaw odpowiedzi.
 
Rhaimer jest offline  
Stary 11-02-2011, 18:07   #3
 
Cartobligante's Avatar
 
Reputacja: 25 Cartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodze
„Moje nowe życie” pomyślał, dumnie wpisując pod paktem „Mortim”- swoje niedawno poznane imię. Kim był ten elf, który nawet swojej twarzy nie potrafił rozpoznać w odbicu wody. Jak się znalazł w Altdorfie? Skąd przybył.. nie wiedział tego i nikt nie był w stanie mu tego dotychczas powiedzieć.. no bo skąd. Idąc korytarzem, podczas kąpieli w kantynie co chwilę opowiadał swoją historię od tyłu, mając nadzieję, że wróci mu pamięć. Koszary, pakt, altdorfski plac, świątynia, mnich, komnata.. i nic więcej.. czarne sny.. Pojawiały się pytania czy dobrze zrobił zaciągając się tu.. ciepła strawa utwierdzała go w przekonaniu, że tak właśnie musi być. Usiadłw kącie na drewnianej podłodze kantyny. Żując swoją porcję żołnierskiej strawy nie zwracał uwagi na tych, którzy także wstąpili w szeregi imperialnej Armii. W ręku ściskał list.. jakby glejt do swego dawnego życia. Czytał go wiele razy ale także niczego sobie nie przypomniał.
W kantynie było gwarno i dopiero po chwili zorientował się, że ktoś coś do niego mówi. Już myślał, że ktoś go rozpoznał, że to dawny przyjaciel, który opowie mu kim jest i skąd pochodzi.. ale usłyszał jedynie jego imię . Nieco zawiedziony spojrzał ku wyprostowanej postaci stojącej nieopodal.
- Witaj Aegnorze!- Powiedział wstając z podłogi. Poprawił ubranie i przyglądając się wysokiemu elfowi odpowiedział.– Jeśli służbie Imperatorowi się poddałeś, to przyznaję, że razem dane nam ten zaszczyt nieść będzie. Jestem Mortim.-
Nie chciał od razu się zaprzyjaźniać. Wolał wysłuchać nowopoznanego, wyczuć jego charakter, intencje.. niż od razu opowiedzieć mu swoją historię. „Może coś słyszał o zaginionych, poszukiwanych elfach i przywróci mi pamięć?” Pomyślał już nieco optymistyczniej.
 
Cartobligante jest offline  
Stary 11-02-2011, 18:53   #4
 
R@ven_91's Avatar
 
Reputacja: 23 R@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodze
To dziś ten dzień.

Krótszy niż zwykle, niespokojny sen odszedł wraz z pierwszymi promieniami słońca, padającymi przez okno na twarz Lamberta. Młodzieniec zerwał się z posłania, przywdział błyskawicznie swój najlepszy strój i zszedł na dół, do niewielkiej kuchni, gdzie matka już od samego rana gotowała jadło. Zajął miejsce przy stole i w milczeniu jadł śniadanie. Przez głowę przelatywały mu setki myśli, bezładnie, niczym stado spłoszonych ptaków. Obrazy jego nie długiego jeszcze przecież życia. Czasy szkolne, włóczęgi kolegów w których on nigdy nie brał udziału z powodu dużej ilości pracy i przygotowywania się do terminu kupieckiego. Problemy ojca i jego wyjazd. Kłopoty finansowe. Pierwsza praca w karczmie... Nalana pijacka morda właściciela szynku, jego wielka jak bochen chleba łapa spadająca na głowę. Ciemność, proces, odszkodowanie. Chwilowe zabezpieczenie finansowe.

A ostatnio obwieszczenie na Placu Książęcym. Wojsko szuka ochotników. Przeszkoli i wypłaci żołd. Zawahał się przez chwilę... Warunki na pewno będą ciężkie. Trafi w grupę twardych, pewnych siebie zakapiorów, potrafiących zadbać o siebie. Takich ciągnie wojsko. A on po prostu nie chciał już być bezbronny, być popychadłem jak wtedy w karczmie. Wspomnienie zapiekło jak blizna którą ma na plecach do dziś po upadku na klepisko karczmy. Wątpliwości odeszły w jednej chwili. Lambert skończył śniadanie, pożegnał matkę i udał się do mieszczącego w garnizonie biura straży miejskiej.

Garnizon zrobił na młodzieńcu piorunujące wrażenie. Potężne mury, blanki, patrole strażników w mundurach i pod bronią. Emblematy Altodrfu na heraldycznej tarczy, proporce – wszystko to budziło podziw ale i obawy w sercu chłopaka. Kierując się przez masywne wrota w stronę biura komendanta przyjrzał się posturom i twarzom strażników. Większość z nich nosiła ślady ciężkiego, wojskowego życia, rygoru i dyscypliny. Część naznaczona były bliznami. Byli to ludzie surowi, ale w jakiś sposób szlachetni. Nie wszyscy jednak. Podchodząc bliżej biura, ustawiając się w dość pokaźnej grupie ochotników został potrącony przez mijającego go żołdaka. Grubego, prawie pozbawionego karku śmierdzącego piwem kafara o aparycji znamionującej intelekt na poziomie trzymanej w łapie halabardy.
- Z drogi, kurduplu! – zachęcające powitanie, świetnie. Starając się nie patrzeć na rozbawione twarze zgromadzonych przed biurem ochotników stanął na uboczu i czekał na swoją kolej.

W końcu przyszła kolej i na niego. W pomieszczeniu za biurkiem siedział wąsaty mężczyzna, obok niego zaś przywalony stosami dokumentów i gęsich piór niepozorny człowieczek z monoklem w prawym oku. Lambert nie zapomniał zasad dobrego wychowania wpajanego mu przez ojca. Stanął w przepisowej odległości od biurka, skinął głową komendantowi i skrybie i odpowiedział na zadane na wejściu pytania:- Lambert, człowiek, lat dwadzieścia, Sir.– formalna odpowiedź wywołała reakcję przełożonego garnizonu. Komendant podniósł oczy z nad papierów i uśmiechnął się lekko pod pokaźnym wąsem.
- Sposób wysławiania już macie prawie opanowany – powiedział niskim głosem. – Może mimo wszystko uda nam się zrobić z was żołnierza – dodał, krytycznie lustrując chuderlawego młodzika.
–No a teraz podpis, jeśli nie umiecie pisać to postawić znak „x”- odezwał się skryba podsuwając w kierunku Lamberta kawałek kartki z dużym napisem „Pactum” w tytule. ~ „Ngdy nie podpisuj umowy bez uprzedniego jej przeczytania”~ – ojciec powtarzał to Lambertowi wielokrotnie. Podsunięte „Pactum” było w istocie kontraktem, ustalającym wszelkie formalne aspekty szkolenia i wysokość żołdu. Lambert przeczytał szybko dokument i podpisał go. Wszystko wyglądało w porządku, umowa ustalała nawet kwestie uzyskania odszkodowania i zapomogi w razie trwałego uszczerbku na zdrowiu w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Chwilę później stał już w łaźni, czując jak ciepła woda zmywa z niego strach i zwątpienie. Postanowił złapać byka za rogi, popracować nad swoim charakterem. Nauczyć się bronić, zacząć znaczyć coś w środowisku, gdzie zdany był tylko siebie. Odświeżony i zakwaterowany w barakach, udał się wraz z resztą rekrutów do kantyny. W pomieszczeniu roiło się od ludzi – i nieludzi, jak szybko spostrzegł Lambert widząc kilka elfów, krasnoludów i niziołków. Obserwacja nie dostarczyła jeszcze zbyt wielu informacji. Ludzie zachowywali się przeróżnie – część rozmawiała w małych grupkach spożywając posiłek, część izolowała się od reszty, część kręciła się to tu to tam, ewidentnie nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca. Krasnoludy siedziały przy jednym stole, głośno kometując jakość posiłku i przechwalając się osiągnięciami, od czasu do czasu rzucając mało niewybredny żart o elfach. Te wolały trzymać się raczej na uboczu. Kątem oka Lambert dostrzegł dwóch z nich rozmawiających ze sobą w dziwnym śpiewnym języku, które niestety nie znał. Nizołki gdziekolwiek się pojawiały, wywołały mieszaninę lekkiej kpiny ale i znakomitego nastroju – ich wesołość była zaraźliwa. Odebrawszy posiłek Lambert skierował się do centralnego stołu, zajmowanego przez trójkę głośnych krasnoludów i niziołka, gdyż tam pozostało miejsce. Usiadł i spokojnie zaczął jeść, przysłuchując się żywej rozmowie krasnoludów. Jego przybycie jedynie na chwilkę przerwało wymianę zdań, powodując salwę śmiechu:
- Jeśli taką straż wystawiać będą ludzie, rychło grozi wam zagłada. Na łysy łeb trolla, chłopcze, nie lepiej Ci było zostać uczonym ? – uwaga nie wzruszyła Lamberta, który tylko uśmiechnął się grzecznie i rozpoczął swój pierwszy żołnierski posiłek. Jedząc nadstawiał ucha, starając się zorientować o czym mówią ochotnicy w kantynie, jakie mają oczekiwania, nadzieje. Posiłek, choć dużo gorszy od tego co gotowała matka nasycił Lamberta, dając uczucie przyjemnego ciepła rozchodzącego się w żołądku. Młodzieńcowi od razu poprawił się humor i zaczął z większym optymizmem rozglądać się wokół siebie. Nie chciał tracić czasu, może dowie się od kogoś czegoś ciekawego?
- Witaj, krasnoludzie – zagadnął tego, który dosadnie skomentował jego posturę – jestem Lambert, nowy rekrut. Wiesz może co czeka nas tutaj w najbliższym czasie? – zapytał, mając nadzieję, że krasnolud będzie wiedział coś więcej. W końcu w najlepsze rozmawiał już ze swoimi ziomkami, kiedy Lambert dopiero stawał w progu kantyny.
 
R@ven_91 jest offline  
Stary 13-02-2011, 10:52   #5
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
Obudzono was następnego dnia z samego rana. Lekko niewyspani udaliście się do kantyny na poranny posiłek, po którym miał nastąpić trening.

Aegnor

Wspominałeś słowa jednego z rekrutów, podsłuchałeś je w czasie posiłku. Rekrut twierdził bowiem, że kontrakt, który dano wam do podpisania opiewał na 25 lat służby. Trochę Cię to zmartwiło, bowiem nie zamierzałeś pozostać tu na tak długo. Z tego co usłyszałeś, nie było możliwości rezygnacji. Ci, którzy rezygnowali traktowani byli jak dezerterzy, czekała ich śmierć przez powieszenie. Żołd wynosił zaś 2 złote korony miesięcznie.

Mortim

Straciłeś pamięć i nie mogłeś sobie przypomnieć niczego z własnej przeszłości. Mimo to trzeba żyć dalej, a służba w straży zapewniała i jedzenie, i dach nad głową, i żołd. Ciekawiła Cię tlyko cena jaką będziesz musiał za to wszystko zapłacić. Po spędzonej nocy strasznie bolały cię plecy. Twoje łóżko było bardzo niewygodne, co gorsza chyba przyjdzie ci się do tego przyzwyczaić.

Lambert

Przysłuchując się rozmową w kantynie, również doszły Cię słuchy o tym, że służba trwa w rzeczywistości 25 lat i praktycznie nie ma możliwości rezygnacji z niej. Do tego żołd wynosił zaledwie 2 złote korony miesięcznie, dla jednych mało dla innych bardzo dużo. Zagadałeś do krasnoluda, ten tylko spojrzał na ciebie groźnie mierząc wzrokiem twoją posturę: -Co nas czeka? Sądząc po twoim wyglądzie, to Ciebie z pewnością czeka szybka śmierć.- odrzucił z niechęcią.

Wszyscy:

Jeszcze zanim skończyliście jeść, jakiś strażnik wszedł do pomieszczenia i krzykiem obwieścił, że nowi rekruci mają zgłosić się zaraz po posiłku na plac musztry. Odbędzie się tam szkolenie w walce prowadzone przez starego Anzelma, weterana wielu bitew.

Gdy tylko zjawiliście się na placu, okazało się, że szkolenie lekko odbiega od waszych oczekiwań. Stary Anzelm był zalany jak bela i ledwo utrzymywał się na nogach. Siedział na ławeczce, oparty o mur, wypinając do przodu swój tłusty brzuch. Obok niego, pod ścianą stał stojak na broń. W pewnej chwili Anzelm odezwał się:

-No to tak, młokosy...hic! Dzisiaj nauczę was walczyć...hic! Macie sobie wziąć broń i ten tego, walić nią w te kukły..hic!- oznajmił wskazując na manekiny treningowe znajdujące się za waszymi plecami. -Byle mi walić ten tego w nie porządnie i z siłą...hic! No to już wszystko wiecie, a ten tego, walicie w kukły do obiadu..hic! Zero przerw, jak zobaczę, że ktoś nie wali to 10 dni karceru o chlebie i wodzie, a ja się tu powygrzewam w słonku..hic! - rzekł stary Anzelm i uciął sobie komara.

Runda walki:

1. Rzut na inicjatywę: Zr + 1k10. Ustala kolejność uczestników walki. Obowiązuje do końca starcia (postać z najwyższym wynikiem działa jako pierwsza, z najniższym jako ostatnia) przykład: Zr 35, rzut na inicjatywę 1k10=6: inicjatywa =41
2. Akcje w rundzie. W czasie jednej rundy walki można wykonać określone akcje. Dzielną się one na akcje zwykłe, akcje podwójne i akcje natychmiastowe.

-akcja zwykła to czynność nie zabierająca dużo czasu np. Dobycie broni, przejście kilku metrów lub zaatakowanie. Można wykonać 2 akcje zwykłe w rundzie np. Wycelowanie z kuszy (akcja) i wystrzelenie z kuszy (akcja)

-akcja podwójna to złożona czynność, która trwa tyle co 2 akcje zwykłe.Np. Szarża składa się z akcji "ruch" i akcji "atak". Wykonując akcję podwójną nie można w tej samej rundzie wykonywać innych akcji (oprócz natychmiastowych)

-akcja natychmiastowa to czynność zajmująca zaledwie chwilkę. W ciągu rundy można wykonać dowolnie dużo akcji natychmiastowych.

Wyjątki: postać nie może zadeklarować akcji "atak" lub "rzucenie zaklęcia" więcej niż raz na rudne.
Nie można podzielić przebiegu akcji podwójnej na dwie rundy.

Rodzaje akcji:

Atak wielokrotny (akcja podwójna)- postać może zadać tyle ciosów w jednej rundzie ile wynosi jej wartość Ataku. Trzeba dysponować co najmniej dwoma atakami żeby przeprowadzić akcję. Można wystrzelić kilka razy np. Z kuszy ale trzeba używać broni, którą przeładowuje się akcją natychmiastową, albo posiadać odpowiednią umiejętność.

Odwrót (akcja podwójna)- wycofanie się z walki wręcz i odejście na kilka metrów. Można się wycofać bez deklarowania akcji ale wtedy postać naraża się na atak w plecy, który jest atakiem dodatkowym przeprowadzanym jako akcja natychmiastowa

Przeładowanie (różnie)- zależy od rodzaju broni i umiejętności

Ruch (akcja)- postać może przejść kilka metrów, zasięg zależy od szybkości.

Wykorzystanie umiejętności (różnie)- zależy od umiejętności

Zwykły atak (akcja)- wykonanie pojedynczego ataku bronią białą lub strzelecką

No i dodatkowo: bieg (akcja podwójna), finita (akcja)- rozstrzygany jest na podstawie przeciwstawnego testu WW przeciwnika (jeśli postać, która wykonuje finitę wygra, to przeciwnik nie może parować ani uniknąć ciosu), szarża (akcja podwójna)- atak kończący szarżę wykonywany jest z modyfikatorem +10 do WW, użycie przedmiotu (akcja), Odepchnięcie (akcja) rozstrzygany na podstawie przeciwstawnego testu WW przeciwnika, wycelowanie (akcja), Ostrożny atak (akcja podwójna) -10 WW +10 parowanie i uniki; pozycja obronna (akcja podwójna) -20 WW dla przeciwnika; szaleńczy atak (akcja podwójna) +20 WW, ale w następnej turze nie można unikać i parować ciosów.

Parowanie (akcja)- przygotowanie się do zablokowania lub odbicia ciosu (test WW 1k100). Można sparować 1 celny atak w WW, nie można sparować ataku z zaskoczenia. Postać posiadająca tarczę/puklerz może parować w ramach akcji natychmiastowej.

Uniki (umiejętność)- jeśli postać jej nie posiada, nie może unikać ciosów.1 unik na rundę w ramach akcji natychmiastowej. Nie można jednocześnie parować i unikać tego samego ataku. Wykonujemy przez test umiejętności unik 1k100.

Atak

1. Rzut na trafienie 1k100, sukces jeśli jest niższy niż WW
2. Rzut na obrażenia broń biała jednoręczna: 1k10+ Siła; łuk 1k10+3 , kusza 1k10+4:


A teraz w praktyce, jeśli zaczynamy walkę to w poście zamieszczamy:
1. Rzut 1k10 na inicjatywę – tylko na początku walki
2. Jeśli atakujemy rzut 1k100 na trafienie i 1k10 na obrażenia.
3. Przestrzegamy liczby akcji.
4. Resztę robi za was MG
5. Jeśli się bronimy przez parowanie to rzut 1k100 na WW, jeśli przez uniki to 1k100 na test umiejętności, jeśli wykonujemy inną akcję wymagającą testu, to też 1k100.
Jeśli gracie w sesję storytellingową to zamiast rzutów ładnie opisujecie czynności postaci i liczycie na dobrą wolę MG. W storytellingu rzuty będą tylko w ważnych momentach np. Krytyczny moment walki


Zaatakujcie próbnie manekiny
 

Ostatnio edytowane przez Mortarel : 20-02-2011 o 10:14.
Mortarel jest offline  
Stary 13-02-2011, 11:43   #6
 
Cartobligante's Avatar
 
Reputacja: 25 Cartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodzeCartobligante jest na bardzo dobrej drodze
„Więc.. TO jest ta imperialna armia..” pomyślał odrobinę rozczarowany Mortim spoglądając na opartego o mur Anzelma. Pobudka w klasztorze świątyni była dla niego znacznie milszym doświadczeniem niż pierwsza noc w koszarach. Do późnych godzi nocnych w koszarach słychać było entuzjastyczne rozmowy nowych, żądnych krwi i przygody młodzieńcach, gdybania przestraszonych chłopców czy też narzekania na kuchnię imperialną nieco starszych rekrutów. Mortim rozejrzał się dookoła placu musztry.. nie myślał o ucieczce, chciał tylko sprawdzić jakie rzeczywiste konsekwencje miało by jego odsunięcie się w kąt i próba analizowania swojej przeszłości.

Leniwym krokiem, dla niepoznaki podjął jednak broń. „W końcu po to tu przyszedłem, spróbować nigdy nie zaszkodzi, jednak mam przeczucie, że lepiej władałbym jakimś łukiem.” Pytanie Anzelma nie wchodziło w grę. Jego chrapanie skutecznie doprowadziło do przerwania ćwiczeń przez mniej entuzjastycznie nastawionych, rozczarowanych po nocy rekrutów.

Miecz dobrze leżał w dłoni. Mortim przyjrzał się nieruchomemu, prosto stojącemu manekinowi. Objął miecz całą dłonią i ustawił gardę. (ruch) Powoli zbliżył się do nie reagującego na nic przeciwnika. Nagle poczuł w sobie taki przypływ adrenaliny i wściekłości spowodowany chęcią wyładowania się, ucieknięcia choć na chwilę od dręczących go myśli o swoją przeszłość i (atak zwykły) zaatakował manekina, jakby to jego obwiniał za utratę pamięci.
Klinga bez jakichkolwiek problemów rozcięła manekinowi imitację jego lewej ręki. „Coś jednak potrafię”. Uśmiechnął się do siebie dumnie.

Inicjatywa [Rzut w Kostnicy: 10] + Zr = 53
WW [Rzut w Kostnicy: 5]
Obrażenia [Rzut w Kostnicy: 10]
 

Ostatnio edytowane przez Cartobligante : 14-02-2011 o 20:49.
Cartobligante jest offline  
Stary 14-02-2011, 21:54   #7
 
Rhaimer's Avatar
 
Reputacja: 125 Rhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znany
Spotkanie pomiędzy elfami wiało dystansem. Zarówno Aegnor jak i nowo poznany Mortim zdawali się wyczuwać charakter i intencje drugiego, przenikając ciała na wskroś, zimnym wzrokiem, by zagłębić się w czeluściach duszy. Spojrzał na elfickiego kolegę raz jeszcze. Wyglądał nietęgo. Ubranie pozostawione w nieładzie oraz miejsce w którym jadał pozostawiało wiele myśli w umyśle Aegnora. Przez chwilę zastanowił się i doszedł do wniosku, że długouchy rekrut z którym przyjdzie dzielić mu koszarowe losy ma za sobą niezbyt różową przeszłość.

- Witam Cię Mortimie. Jestem rad, że w tym szarym tłumie osiłków widzę przyjazną twarz - przemówił w języku eltharin, tak, by przypadkiem któryś z zebranych w kantynie nie odebrał wrogo jego słów. Pierwszy dzień w szeregach straży miejskiej przebiegł spokojnie. Między dwoma elfami nie wywiązała się jakakolwiek nić sympatii czy też przyszłej przyjaźni. Przedstawili się sobie, i na tym etapie stanęła ich znajomość. Po skończonym posiłku udali się do pokoi sypialnych. W milczeniu podążali do łóżek, by następny dzień przybliżał ich do jak najwierniejszej służby ku chwale Imperium. Ludzie i krasnoludy byli bardziej otwarci, zwłaszcza, że któryś z nich przemycił beczkę piwa z kantyny. Rozmowom i pijackim dowcipom nie było końca. Mimo tego, elf zasnął dosyć szybko. Spał z kuszą przy boku, by w razie czego, któremuś nie zachciało się głupich żartów. Broń doskonale odstraszała takich dowcipnisiów.

Ranek powitał go słońcem. Promienie słoneczne padały na łagodną twarz najemnika. Bez oporów wstał z łóżka i wykonał serię ćwiczeń, jak miewał w zwyczaju. Kondycję należało regularnie poprawiać. Nie zważał na wzrok innych, po prostu robił swoje. O Mortimie też jakby zapomniał. Niczym horda zniewolonych i pozbawionych jakichkolwiek chęci do dalszego życia istot, wszyscy ruszyli na śniadanie, które co jak co, ale było paskudne. Dawno nie jadł tak obrzydliwej brei.
Z uwagi na brak chęci oglądania tego co jadł, przysłuchiwał się rozmowom, plotkom i ciekawostkom. Jedna z nich szczęśliwie dotarła do granic jego słuchu i pozwoliła na zasianie ziarna niepewności w elfickim sercu.
Był najemnikiem. Nie lubił przebywać w jednym miejscu zbyt długo, zwłaszcza, gdy żołd jest niski, a jedzenie bez wyrazu. Dlatego też wzburzył się na wieść, że prawdopodobnie każdy z przebywających w kantynie osób podpisała na siebie wyrok, który brzmiał co najmniej jakby skazywał ich na przymusową służbę za karę.
Przez moment, w jego głowie błysnęła myśl o pryśnięciu z tego miejsca, ale na chłodno przeanalizował fakty. Był realistą i wiedział, że jeśli to zrobi to ściągnie na siebie uwagę wszystkich władz w Altdorfie. Nawet jeśli coś skłoni go do ucieczki, to za daleko nie pofrunie ze względu na ilość strażników miejskich. By dokonać dezercji, potrzebował więcej osób, o ile nie całej grupy rekrutów. Jego charyzma nie była najwyższych lotów. Wziął też pod uwagę uprzedzenia międzyrasowe. Ciężko będzie podburzyć kogokolwiek, chyba, że staną ramię w ramię walcząc w słusznej sprawie. Nerwowo postukiwał palcami o blat stołu. Jednego sprzymierzeńca miał już w garści. Był nim Mortim. Komu jak komu, ale Aegnorowi raczej zaufa.
Gdy skończył śniadać, rzucił niedbale sztućce i wyszedł na zewnątrz. W trakcie spaceru na plac musztry myślał o Anzelmie. Weteran, więc musi być nieskromnej postury, a i doświadczenie bitewne mieć bogate. Miast tego zobaczył obraz staczającego się dziada, równego tym, którzy błagają o jałmużnę na placach niemalże każdej zamieszkanej miejscowości.
Aegnor odwrócił wzrok pełen obrzydzenia, jakby patrzył się na gnijące truchło. Wielkie, opasłe brzuszysko nie mieściło się w żadnej kategorii estetycznej. Na polecenie weterana wielu bitew - Anzelma, podszedł do stojaka z bronią i powziął najporządniej wyglądającą kuszę, a do niej parę bełtów. Kochał tę broń. Pogładził delikatnie drewnianą powierzchnię, po czym sprawdził ostrość amunicji. Nie zważając na głupie komentarze ich nauczyciela, stanął parę metrów od kukieł i z pozycji stojącej skorzystał ze zdolności jaką był strzał mierzony. Mając nakreśloną trajektorię lotu bełtu, wystrzelił w stronę najbardziej oddalonej kukły.

1. Rzut na inicjatywę -> [Rzut w Kostnicy: 41]

2. Rzut na trafienie -> [Rzut w Kostnicy: 12]

3. Rzut na obrażenia -> [Rzut w Kostnicy: 13]
 
Rhaimer jest offline  
Stary 19-02-2011, 14:11   #8
 
R@ven_91's Avatar
 
Reputacja: 23 R@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodzeR@ven_91 jest na bardzo dobrej drodze
Dziś po raz pierwszy miał dostać do ręki broń.

Plac musztry nie napawał Lamberta optymizmem. Krzątający się po nim nowi rekruci sprawiali wrażenie takich, którym nie obcy był ciężar trzymanej w ręku broni. Kilku łysych osiłków rechotało paskudnie, wymachując ćwiczebnymi maczugami. Lambert miał nadzieję, że chociaż zaanonsowany wcześniej weteran Anzelm okaże się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, który być może oschle ale dokładnie wytłumaczy nowym, co i jak.

Tutaj też zawiódł się srodze. Weteran okazał się być tłustym dziadem siedzącym na ławce, który przerywanym czkawką głosem kazał atakować stojące na środku manekiny, i który potem po prostu zasnął oparty o ścianę. Żadnych wyjaśnień, ćwiczeń z podstaw walki, tylko zagrożenie karcerem i odgłosy chrapania, przebijającego się nawet przez zgiełk placu.

Lambert niepewnym krokiem podszedł do najbliższego stojaka, wziął wyglądający na najlżejszy zardzewiały krótki miecz i podszedł do pierwszej kukły. Mimo niewielkich rozmiarów miecz był zaskakująco ciężki. Chłopak ujął go trochę niezgrabnie w prawą dłoń, zrobił wymach, potem jeszcze jeden i jeszcze jeden, przyzwyczajając ramię do ciężaru broni. W końcu nadeszła ta chwila. Patrząc na manekina, składając się do ciosu widział twarz pijanego karczmarza, który pobił go przed laty... Nigdy nie będzie już bezbronny.

Ciął, wkładając w uderzenie całą swoją wolę i zapiekłą nienawiśc. Mimo faktycznego braku wyszkolenia, miał nadzieję, że zda ten test...

Rzuty:

Inicjatywa [Rzut w Kostnicy: 47]
Trafienie [Rzut w Kostnicy: 19] (WW postaci = 30)
Obrażenia [Rzut w Kostnicy: 8]
 
R@ven_91 jest offline  
Stary 20-02-2011, 10:42   #9
 
Mortarel's Avatar
 
Reputacja: 3654 Mortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputacjęMortarel ma wspaniałą reputację
Kiedy ćwiczyliście z manekinami, na plac treningowy weszło trzech rosłych osiłków. Byli oni barczyści i postawni, odziani w kolcze zbroje i uzbrojeni w ostre miecze prezentowali się zarówno groźnie jak i imponująco. Emanowała od nich siła i sprawność, z takimi wojownikami nikt nie chciałby mieć do czynienia. Kiedy przechodzili przez plac, stary Anzelm obudził się. Gdy ich ujrzał krzyknął:

-O! Dobrze, że was widzę… hic! Gruner, Boris, Eber! Komendant ma dla was robotę… hic! To znaczy, jest jakieś tam gdzieś bydle… hic, które zżera naszych ludzi… hic, no i trzeba tam już wysłać najlepszych.. hic! To znaczy was, bo już dziesięciu zżarło. Komendant wam wytłumaczy, no, bo ja miałem tylko znaleźć jakichś ludzi, to was znalazłem… hic! – Krzyknął bełkocząc.
-No ale najpierw- dodał z uśmiechem- pójdziecie mi do „Tłustej Przepióreczki” po dzban piwa! Byle migiem, bo jak komendant przyjdzie, a was nie będzie to dziesięć dni karceru… hic! – wrzasnął Anzelm, strażnicy tylko pokiwali głową z uśmiechem i ruszyli w strony bramy wyjściowej z koszar. Jeden krzyknął na odchodnym: - Tak jak zawsze Anzelm, nie minie kwadrans i wrócimy, spokojna głowa!

Zignorowaliście zajście i kontynuowaliście trening, kiedy nagle na dziedzińcu pojawił się kapitan.

–Anzelm!- krzyknął.

-Tak jest! Na rozkaz. – odpowiedział mu stary.

-Znalazłeś ludzi, o których cię prosiłem?

-Tak, to znaczy, ten tego, no oni są… Jakby to powiedzieć…- Anzelm zmieszał się, najwyraźniej nie chcąc powiedzieć, że wysłał ludzi po trunek do najbliższej oberży.

-To znalazłeś, czy nie!
– krzyknął podirytowany komendant.

-Tak jest! – odparł wystraszony Anzelm. – Tam są, rozgrzewają się do walki!- wskazał ręką na was, prawdopodobnie dlatego, że akurat byliście w zasięgu wzroku. –To, to ich wybrałem.

-Oni? Przecież to nowicjusze!

-No tak, ale trenowałem z nimi i nadzwyczaj dobrze radzą sobie z bronią. Jeden z nich nawet zbił moją fintę!- skłamał Anzelm.

-No coś takiego! – zdziwił się komendant. – W takim razie dobrze, ty wiesz lepiej. Ej wy! Chodźcie za mną!- wydał rozkaz kapitan. Co mieliście zrobić, odmówić rozkazu? Poszliście za nim.

Po drodze kapitan opowiedział wam jak wygląda sytuacja.

-No to tak, w dokach, nocami, ostatnio zaczęli ginąć ludzie, znajdowaliśmy ich martwych. Ich ciała były strasznie okaleczone i co gorsza często na w pół zjedzone. Wysłaliśmy tam oddział straży, żeby zbadał sprawę, ale nic. No to najęliśmy tropicieli. Okazało się, że ślady krwi i umiejscowienie zwłok prowadziły do jednego z bocznych wylotów kanałów miejskich. Najwyraźniej siedzi tam jakieś bydle i nocami wyłazi stamtąd, aby zabijać. Wysłaliśmy tam dziesięcioosobowy oddział, ale nikt z nich nie wrócił. Tak, więc poślemy tam was, jako oddział specjalny.
- W tym miejscu komendant zrobił pauzę i zmierzył was wzrokiem. –Idźcie teraz coś zjeść, odpocząć, czy co tam chcecie. Za dwie godziny w zbrojowni odbierzcie uzbrojenie. Powiedźcie, że jesteście od zadań specjalnych to wydadzą wam, co chcecie. To tyle. Wracam do swoich obowiązków, w razie, czego zwracajcie się do Anzelma, on dowodzi akcją. – komendant spojrzał na was wymownie. –Wyruszacie pod wieczór z Anzelmem. No to, żegnajcie.
 
Mortarel jest offline  
Stary 23-02-2011, 20:53   #10
 
Rhaimer's Avatar
 
Reputacja: 125 Rhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znanyRhaimer wkrótce będzie znany
Odprowadzając wzrokiem bełty wystrzeliwane z kuszy, napotkał trzech nieznanych mężczyzn. Wyglądali na "grube ryby". Budzili podziw i respekt, a to przez swoje mięśnie, które były rozbudowane do granic możliwości. W walce jeden na jeden elf nie miałby z nimi najmniejszych szans.
W celu sprawdzenia wyników swoich strzałów, podszedł bliżej kukieł nie spuszczając ani na chwilę wzroku z grupki nowo przybyłych. Wyrwał gwałtownie bełty z poszarpanych kukieł, po czym wrócił na miejsce.
Aegnor przez chwilę zamarzył, żeby miast Anzelma, ich trenerem lub trenerami była ta trójka. To byłby prawdziwy zaszczyt móc odbierać nauki od tak doświadczonych strażników.
Poznając ich imiona, najemnik z politowaniem patrzył na wielkie brzuszysko ich dotychczasowego trenera. Rzygać mu się chciało.
Słysząc o nieznanym potworze zabijającym ludzi, poderwał się z natłoku emocji. Na początku zdradził się zbyt emocjonalną reakcją, lecz potem uspokoił nerwy, by nikt tego nie zauważył.Widać było, że osiłki mają szacunek do Anzelma, jednak z drugiej strony wiedzą, że stary mógłby robić za ich worek treningowy.

Gdy na plac zawitał komendant, elf wyprostował się majestatycznie i dumnie, jak na świeżego rekruta przystało. W duchu, Aegnor cieszył się z nieporadności Anzelma.
"W końcu! Nareszcie przejrzą tego staru..." - urwał w połowie, widząc jak ich nauczyciel wskazuje ich na misję. Otworzył usta, a jego oczy o mały włos nie wyskoczyły z oczodołów, gdy dowiedział się, że on jako jeden z nowych i świeżych żołnierzy wyrusza do tego tajemniczego zadania.
Po skończonej odprawie, elf wykorzystał cenne chwile spędzone na poligonie i oddał parę strzałów, z różnych odległości, we wszystkich możliwych pozycjach tj. stojącej, kucającej i leżącej. Ta ostatnia była bardzo trudna ze względu na ograniczoną możliwość manewrowania kuszą. Jednak te potwory nie będą czekać, czy Aegnorowi będzie wygodnie, tylko ruszą, by go zabić. Po skończonym treningu, rzucił krótkie "Do zobaczenia" w kierunku Anzelma i poszedł do swojej kwatery. Po dość męczącym dniu, postanowił zdrzemnąć się w swoim baraku przez te dwie godziny. Po krótkiej, aczkolwiek wspaniałej drzemce, udał się do zbrojowni.
 
Rhaimer jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169