Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Turnieje rycerskie Cz. 1 - Nazwy i początki<!-- google_ad_section_end -->
Turnieje rycerskie Cz. 1 - Nazwy i początki
Autor artykułu: Kelly
03-03-2008
Turnieje rycerskie Cz. 1 - Nazwy i początki

Turnieje rycerskie należą do tych elementów średniowiecznego życia, które na trwale weszły do naszej wyobraźni. Wspaniali bohaterowie w stalowych zbrojach, wielkie rumaki i herbowe płaszcze to coś, co nieodwołalnie łączy się z średniowieczem. Jednak nie tylko historycy i badacze kultury zajmują się turniejami. Również bohaterowie powieści fantasy niejednokrotnie w nich uczestniczą, a, w przygodach role playing, GMowie nieraz stawiają przed drużyną wyzwanie, jakim jest właśnie turniej. By dobrze konstruować własne turniejowe przygody, by wiedzieć, co w nich się naprawdę działo, a co jest jedynie wytworem wyobraźni pisarzy, warto sięgnąć do prawdziwej historii. Możesz tam znaleźć wspaniałe pomysły do gier, bez względu na to czy jesteś prowadzącym, czy graczem.

Gry wojenne były uprawiane przez człowieka od czasów starożytnych we wszystkich niemal kulturach. Niewątpliwie, turniej rycerski czerpał pełną garścią z tego dziedzictwa przeszłości. Nadał im jednak własną, niepowtarzalna jakość i podniósł do rangi porównywalnej może jedynie z cyrkiem rzymskim i Olimpiadą grecką. Turniej był wielkim konglomeratem cech wywodzących się tyleż z wojennych zabaw, co z samego etosu rycerskiego. O tym właśnie, o rozwoju turniejów i ich późniejszym przeobrażeniu się w czysty spektakl mówi niniejszy cykl.

Turniej, jako zawody stricte wojskowe, miał być elementem treningu, przygotowaniem do prawdziwej walki na placu boju. Jednak rycerz, chcący stanąć z innymi mężami w szrankach, długo przygotowywał się szlifując własne umiejętności. Jednym ze sposobów takiego przysposobienia był behourd (bohort, buhurt). Kiedy patrzymy na turnieje współczesnych pasjonatów rycerstwa powiązanych w bractwa, to ich zawody można właśnie określić, jako behourd. Składały się na nie ćwiczenia typu trafienie w wieniec, czy przebicie „Saracena”. „Saracen” miał postać słupa, na którym znajdowała się ruchoma poprzeczna belka z tarczą. Odpowiednie trafienie kopią powodowało, ze belka z tarczą obracała się dając szarżującemu wolny przejazd. Do behourd jednak włączano coraz więcej rozmaitych konkurencji, w tym również walki toczone na stępione ostrza lub lance bez ostrego grotu. Wszystko to powodowało, że ostatecznie behourd stał się nieodróżnialny od turnieju, a samo słowo, poza Włochami, zaczęło wychodzić z użycia. Ostatecznie zastąpiło je francuskie „turnier” i pochodne, którymi odtąd określano walki rycerskie.



Walka z saracenem na turnieju współczesnym - III Serpelicka Biesiada Konna 8-9.09.2007

Należy przy tym zauważyć, ze oprócz Włoch, gdzie obowiązywała nazwa behourd, zawody rycerskie nie miały, na początku drugiego tysiąclecia naszej ery, jakiegoś odrębnego określenia. Sobory w Clermont i Reims z lat 1130 – 1131 nie nazywają zawodów rycerskich turniejami. Podobnie dzieje się na soborze w Lateranie w 1139 roku. Użyte zostają słowa: „ćwiczenia i zabawy, na których rycerze (milites) maja zwyczaj zbierać się i lekkomyślnie walczyć ze sobą.” Dopiero kanon 20 późniejszego o kilkadziesiąt lat soboru laterańskiego z 1179 roku zawiera słowo „turniej” (torneamenta), dodając, że tak właśnie pospolicie określa się „obrzydliwe ćwiczenia i zabawy” rycerzy. Zresztą jeszcze w XIII wieku kronikarz angielski Mateusz Paryski używał słów „conflictus gallicum” na określenie turniejów, co zresztą wskazuje na miejsce narodzin tej rozrywki. Natomiast „torneamentum”, to według niego spotkania z uzyciem lekkiej broni, zasadniczo tylko dla rozrywki. Czyli „torneamentum” kronikarza Mateusza bardziej przypominało behourd niż turniej par excellence.

Jednak owo słowo nie było zarezerwowane wyłącznie dla samych zawodów rycerskich. Łączone je także z prawdziwą wojną, zwłaszcza w Hiszpanii. Występuje tam termin „torneo”, który, według kodeksu praw kastylijskiego króla Alfonsa X Mądrego, oznacza wypad jednej ze stron konfliktu, podczas oblegania zamku. Przy czym istotą torneo było to, że po walce rycerze wracali do swoich obozowisk. Torneo zostało tam nazywane manewrem wojskowym i twórca kodeksu zaznaczył, że nie należy go mylić z pojęciem „torneamenientos”, czyli turniejami rycerskimi, organizowanymi w innych państwach.

Prapoczątku turniejów, w rozumieniu rycerskich zabaw, można się dopatrywać w IX wieku n.e. Podczas spotkania dwóch władców karolińskich: Ludwika Niemieckiego w Karola Łysego w 842 roku zostały przeprowadzone gry wojenne. Było to symulowane starcie dwóch drużyn konnych wojowników, przypominające nieco wojskowe manewry. Czy był to turniej? Zapewne jeszcze nie, ale niektóre cechy owego widowiska: spektakl, udział wojowników, pokaz sprawności, odnajdujemy również w turniejach par excellence. Jednakże w całej tej imprezie nikt ani razu nie użył broni. Dwa oddziały konnych wojowników stanęły naprzeciwko siebie i wykonując różnorakie manewry niby się nawzajem zaatakowały, a potem zasymulowały odwrót na widok obydwu królów, którzy z włóczniami w rękach galopowali ich kierunku.

Dokumenty, które mówią o turniejach, jako o czymś pewnym, odnoszą się do wieku XI. Pierwszym z nich jest kronika Geoffreya Maslaterry z 1110 roku opisująca losy Normanów we Włoszech i na Sycylii. Między innymi jest tam wspomniane, że przy oblężeniu jednej z twierdz toczono pojedynki, w których walczyli mężni wojownicy obydwu stron. Działo się to w roku 1062. Drugim natomiast źródłem, częściej wspominanym w opracowaniach o średniowieczu, są „Kroniki Tours”. W jednej z nich zapisano:

W siódmym roku panowania cesarza Henryka i w trzecim roku panowania króla Filipa (1063 rok) zdarzył się zdradziecki spisek w Angers. W rezultacie został zabity Geoffe de Preuilly i inni baronowie. To właśnie Geoffe de Preuilly zaczął urządzać turnieje rycerskie.

Także i tutaj jednak istnieją wątpliwości. Bowiem nie wiemy, czy Maslaterry opisuje osobne starcia, zorganizowane pomiędzy obrońcami, a napastnikami podczas przerwy w walce, czy też wspomina o pojedynku będącym częścią normalnej bitwy. Natomiast „Koniki Tours”, w których napisano ww. notkę, pochodzą z początku XIII wieku. Tymczasem „Kronika hrabiów Andegawenii” z pierwszej połowy XII wieku, datująca śmierć Geoffe de Preuilly na rok 1066, nie wspomina, że był on pierwszym organizatorem turniejów na tym obszarze. Możliwe więc, że kronikarz miasta Tours chcąc podnieść rangę danego turnieju, po prostu przypisał mu długą tradycję. Jakkolwiek było, z pewnością ani pan de Preuilly, ani normandzcy Hautevillovie, którzy zrobili wielką karierę w Italii i Lewancie, nie wymyślili turniejów. Była to prawdopodobnie idea, która narodziła się z potrzeby chwili. Wojownicy często w przeszłości wyzywali się na ubitą ziemię, aby dowieść swojej odwagi. Ba, czasem nawet, wzorem paladynów Okrągłego Stołu, stawali określonym miejscu składając propozycję stoczenia pojedynku każdemu napotkanemu rycerzowi. Wspomina o tym, między innymi, księżniczka bizantyjska Anna Komnena w swej słynnej „Aleksjadzie”. Dlaczegóż więc owych wyzwań i walk nie nagromadzić w jednym miejscu, ku chwale rycerzy i uciesze widzów? Pomysł był zaiste świetny, stąd od XII można datować gwałtowny rozkwit turniejów. Niewątpliwie łatwo dostrzec zbieżność okresu świetności turniejów z epoką gwałtownego rozwoju rycerskiej pieśni i poematu. Jest to całkowita prawda, bowiem obydwa elementy były związane z faktem zaistnienia nowego zjawiska, zwanego rycerskością. Więcej o samych rycerzach i rycerskości opowiada artykuł zatytułowany „Rycerze – mit, fantasy, rzeczywistość”, niemniej warto popatrzeć na turniej, nie jako osobne zjawisko, ale element całej kultury rycerskiej. Młodzi, szlachetnie urodzeni wojownicy zjeżdżali się w jedno, wyznaczone miejsce, tam w dzień ćwiczyli i porównywali swe umiejętności bojowe, a wieczorami udawali się na ucztę, by przy winie słuchać pieśni trubadurów o wyczynach dawnych bohaterów: groźnych dla wrogów i wielbiących swe damy. Ów, nieco romantyczny styl życia, znalazł rychło możnych protektorów. Należeli do nich władcy Flandrii, Szampanii, Bretanii, Akwitanii, królowie Anglii, również później panowie burgundzcy i możnowładcy innych krajów.



Pojedynek Ereica, ilustracja Alana Lee

Europa wschodnia była nieco opóźniona na tym polu. Pierwszym znanym turniejem na ziemiach polskich, a dokładniej śląskich, były zawody z 1243 roku zorganizowane przez awanturniczego księcia Bolesława Rogatkę wspomniane w „Księdze henrykowskiej”. Wiemy, że znakomity władca i pretendent do tronu z XIII wieku Henryk Probus lubował się w tego typu rozrywkach. Polacy brali nich udział również poza granicami kraju i choć byli tam cenieni, jako tędzy zawodnicy, to mimo wszystko należeli jedynie do odbiorców kultury, której źródło tkwiło na zachodzie Europy. Król Anglii Henryk, Henryk, hrabia Szampanii i Filip, hrabia Flandrii dali w XII wieku potężny impuls w rozwoju turniejów. Wszyscy zafascynowani kulturą rycerską, uwielbiający chansons de geste i powiązani rodzinnie osobą słynnej z romansów i lubieżności Eleonory Akwitańskiej, tak upodobali sobie turnieje, że były one w tym okresie organizowane niemal co dwa tygodnie, oczywiście o ile wierzyć dawnym kronikarzom.

Rycerze byli zachwyceni. Mogli pokazać swa dzielność, popisać się przed damami, zdobyć bogactwo i chwałę. Mniej zachwycony natomiast był kościół. Dziewiąty kanon soboru w owernijskim mieście Clermont z 1130 roku stanowił:

Z cała siła zakazujemy tych obrzydliwych i próżnych ćwiczeń i zabaw, które miejsce mają (nundinas vel ferias), gdzie rycerze zbierają się, aby okazać swoja sile i odwagę. Często bowiem tam i przypadki śmierci tam się zdarzają. Niebezpieczeństwo jest i dla duszy. Jeżeli ktoś w ich czasie polegnie, nawet gdy zażąda i dostanie pokutę oraz viaticum, nie może być przez księdza pochowany w poświęconej ziemi”.

Trzeba bowiem powiedzieć, że śmierć zbierała wtedy obfite żniwo. Podczas pierwszego oficjalnie zanotowanego turnieju we Flandrii 1095 roku zginął hrabia Henryk de Lowen. Ginęli i zostawali kalekami królowie i książęta, lordowie i prości rycerze. Aż 23-ech zginęło ich w 1406 roku w Darmstadt, w 1241 roku aż 80-iu w Neuss. Sama tylko niewielka Saksonia utraciła w 1175 roku aż 16-u rycerzy walczących w szrankach. W 1194 roku Gratz był świadkiem śmierci Leopolda V, władcy Austrii. W roku 1559 turniej pozbawił Francję osobę monarchy, Henryka II Walezjusza. Natomiast na turnieju zorganizowanym z okazji wesela saksońskiej księżniczki Kunegundy, panna młoda oglądała pojedynek, w którym poległ jej brat. Dla porównania, we francusko - angielskiej bitwie pod Bremules w 1119 roku zginęło zaledwie trzech rycerzy na dziewięciuset.



Bolesław Rogatka, obraz Jana Matejki

Możni uwielbiali walczyć w szrankach tak samo, jak i prości wojownicy i tak samo w nich ginęli. Jednak nie wszyscy pochwalali udział w turniejach szlachty wysokiego pochodzenia. Książę Bolesław Wysoki, syn Władysława Wygnańca, wyzwał podczas kampanii włoskiej prowadzonej przez cesarza Fryderyka Barbarossę rycerza wielkiej postury. Pokonał go wprawdzie, ale musiał się nasłuchać wielu wymówek od swojego cesarskiego kuzyna, który tłumaczył mu, że książę nie powinien narażać się w tego typu walkach. Natomiast, gdy na podparyskim turnieju w 1186 roku zginął syn angielskiego króla Henryka II Geoffroy, książę Bretanii, król Francji Filip August wymógł na własnym synu Ludwiku przysięgę, ze nigdy nie będzie walczył w turnieju. Również na turnieju w Dunstable w 1309 roku książęta i lordowie wystawili jedynie swoje drużyny, sami zaś, ze względu na powagę swoich urzędów, wstrzymali się od osobistego uczestnictwa. Zaś francuskiemu Karolowi VI Szalonemu papież Klemens VI wyrzucał, że bierze udział w turniejach nie zachowując właściwej powagi przystającej panującemu.

Widać, że turnieje nie mniej niż wojny, przerzedzały szeregi wojowniczej szlachty. Jednako, mimo rozsądnego tonu Kościoła, dosyć zgodnego z obecnym pojęciem sportu i rywalizacji, nie pasował ów głos do tamtej epoki. Chociaż zapewne osłabił pęd brania udziału w turniejach, to go całkowicie nie zahamował. Można zresztą przypuszczać, że niekiedy zdarzało się duchowieństwu przymykać oczy na turnieje. Pisarz z połowy XIV wieku Jan de Beca opisując ceremonię pasowania Wilhelma, hrabiego Holandii, w 1247 roku zamieścił w kronikach biskupstwa utrechckiego następujące słowa:

Po dokonaniu tego [przysięga i trzykrotne uderzenie mieczem w ramię] w tak uroczysty sposób, nowy rycerz po mszy, przy dźwięku trąb, przy huku bębnów i biciu cymbałów, stoczył z synem króla czeskiego trzykrotną walkę na włócznie, a po zakończeniu turnieju walką na nagie miecze, urządził wielkimi kosztami trzydniowe uroczystości ...”

Mamy więc połączenie elementów świeckich i religijnych mimo, iż w XIII wieku turnieje były jeszcze zabronione. Inna rzecz, że w „Kronice hrabiów Andegawenii” opisana jest ceremonia pasowania Godfryda, hrabiego d’Anjou, z 1128 roku, a więc jeszcze z okresu przed soborem w Clermont, kiedy to turnieje zostały zakazane. Opis uroczystości obejmuje wspomnienie o wielkim turnieju, który trwał cały tydzień, natomiast nie ma żadnych odniesień religijnych. Jeżeli uogólnilibyśmy wnioski płynące z tych dwóch kronik, rozumowanie mogłoby wyglądać tak:
- rycerstwo staje się powoli czymś więcej niż tylko klasą konnych wojowników, rycerz, to ktoś, kto zostaje powołany do pełnienia swojej służby, także w sensie religijnym,
- turniej staje się coraz powszechniejszą rozrywką wśród rycerzy. Kościół, związany ze stanem rycerskim, siłą rzeczy wiąże się także z aspektami rycerskiego życia. Zjawisko takie występuje nawet w przypadku elementów uznawanych za grzeszne. Dodajmy do tego zmniejszanie się liczebności wypadków na skutek wprowadzania specjalnych zabezpieczeń i ustalania przepisów zwiększających bezpieczeństwo. Wyżej wymienione elementy są częścią procesu łagodzenia stanowiska duchowieństwa, który w końcu doprowadził do zniesienia zakazu organizowania turniejów.

Należy jednak zaznaczyć, że choć głównym powodem niechęci kościoła do tej formy rozrywki, był wysoki wskaźnik wypadków, to przecież wskazywano i na inne problemy. Jakub de Vitry wymienił w jednym z kazań siedem grzechów popełnianych przez uczestników turniejów:
- duma,
- zazdrość,
- nienawiść,
- gniew,
- chciwość,
- ostentacja,
- rozpusta.
Niewątpliwie, na turniejach działo się niejedno, lecz ich powszechność świadczy o tym, że przestrogi duchownych puszczano często mimo uszu. Niejeden rycerz opamiętywał się dopiero na łożu śmierci, jak to działo się przypadku opisanym przez kronikarza Mateusza Paryskiego. Wspomina on o rycerzu, który w ostatniej chwili krzyczał: „Biada mi, bo nazbyt lubiłem turnieje!”



Turniej rycerski, współczesny wizerunek

We Francji królowie do połowy XIV wieku zazwyczaj nie byli zwolennikami turniejów. Tu ich rolę spełniali prowincjonalni hrabiowie i książęta, jak wspomniani Henryk i Filip. Natomiast zdecydowanie turnieje popierali władcy Anglii, którzy wpadli na genialny pomysł wykorzystania ich, jako własnej tuby propagandowej. Na turnieje wszak przybywali najlepsi wojownicy, zamożni i ambitni, bądź biedni, ale żądni chwały. W rękach zręcznego monarchy, który zdobyłby ich poparcie, mogli stanowić niezwykle groźna broń. By to osiągnąć wtłoczono turnieje w pewien system. Ryszard Lwie Serce w roku 1194 wydał dekret, w którym ustanowił pięć oficjalnych miejsc turniejowych w hrabstwach Wilt, Warwick, Suffolk, Northampton i Nottingham (dwa miejsca). Patronował im sam władca, który potrafił niekiedy nawet wystarać się od papieża oficjalną zgodę i dyspensę dla uczestników takich turniejów. Przy czym rycerze byli obowiązani wpłacać 10 marek srebrem za uzyskanie pozwolenia na uczestnictwo, plus dodatkową sumę w zależności od majątku. Nie mniej, nie wszystkim odpowiadały te sztywne reguły. Dlatego tez rycerze angielscy często uczestniczyli w turniejach na kontynencie. Wprawdzie królowie Francji wydawali dekrety zakazujące organizowania turniejów, ale wielcy panowie niewiele z tego sobie robili. Stąd północ Francji, a także Niderlandy to centrum turniejowe Europy XII i XIII wieku.

Jednak nie tylko tam rycerze stawali w szranki. Wspomnieliśmy o turniejach w Polsce, a wiemy także o turniejach niemieckich. Magdeburg był na przykład świadkiem niezwykłego zakończenia turnieju. Oto organizatorzy, jako nagrodę dla zwycięzcy przeznaczyli najpiękniejszą z miejscowych prostytutek. Rozesłali listy zaproszeniowe po okolicznych ziemiach. Nim jednak doszło, co do czego, jeden z zamożnych kupców przekonał ową dziewczynę do zmiany stylu życia, dał jej posag i wydał za mąż. Nagroda więc zniknęła całkiem niespodziewanie, a ową opowieść zanotował w latach 1281-1282 kronikarz Magdeburga Bruno von Schonebeck. Inny turniej w Norymberdze z 1290 roku był znany z tego, że zginał na nim książę Ludwik, syn władcy Bawarii. Od drugiej połowy XIV wieku turnieje odbywały się niemal rokrocznie we Frankfurcie, Kolonii, Monachium i w wielu innych miastach.

W Polsce rycerskie starcia zorganizowano między innymi z okazji uroczystości koronacyjnych Elżbiety w 1303 roku i Kazimierza Wielkiego w 1333 roku. Specjalny turniej przygotowano również na wielki zjazd monarchów w Krakowie w 1364 roku. Oprócz króla Polski, byli tam również obecni: cesarz Karol, władcy Danii, Cypru, Węgier, a ponadto dziewięciu książąt, elita panów świeckich i duchownych. Nie zostawali w tyle Włosi, Hiszpanie, a nawet Skandynawowie. Stopniowo gorączka turniejowa zaczęła opanowywać całą Europę. W XIV wieku w zasadzie turnieje są wszędzie. Organizowano je z okazji wesel, zaręczyn, narodzin, zwycięstw, koronacji, zjazdów etc. Każda okazja zdawała się dobra do rycerskiej zabawy w szrankach. Przyczyniło się do tego z pewnością zniesienie w 1316 oku przez papieża Jana XXII ekskomuniki na biorących udział w turniejach. Przy całej niechęci do tej instytucji Kościół zdał sobie sprawę z trudności walki z czymś, co stanowiło element kultury danej epoki. Z drugiej strony również owo zniesienie było spowodowane zdecydowanym spadkiem śmiertelności uczestników. Zaczęto bowiem stosować odmienne, niż na wojnie wyposażenie. Włócznie i miecze miały być stępione, reguły fair play zachowane, wzrosła liczba sędziów. Ponadto samym celem pojedynczego starcia nie było już zwalenie przeciwnika z rumaka, ale strzaskanie kopii na jego tarczy. To wszystko powodowało, ze potyczki rycerskie nabrały bardziej charakteru gry, niż rzeczywistego starcia. Rzecz jasna, wypadki się dalej zdarzały, ale stanowczo rzadziej niż jeszcze sto lat wcześniej. Złota era turniejów nadchodziła.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 662
Reputacja: 5590
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 1, średnia: 100%

Narzędzia artykułu

  #1  
Arango on 03-03-2008, 20:46
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Na razie nie pokuszę się o ocenę tego artykułu z jednej przyczyny.
Brak tu rzeczy PODSTAWOWEJ, jeśli ktoś bierze na warsztat jakikolwiek temat związany z historią.

Zródeł.

Dlaczego to ważne ?

Ano dlatego chociażby :
Kelly : Aż 23-ech zginęło ich w 1406 roku w Darmstadt, w 1241 roku aż 80-iu w Neuss.

Wojciech Zabłocki "Cięcia prawdziwą szablą" :W turnieju w Neuss, pod Kolonią zginęło w 1251 roku 60 rycerzy.

Nie zgadza sie rok ani liczba zabitych. Jeśli mówimy oczywiście o tym samym turnieju. Ale jak mam to sprawdzić, skoro nie wiem skąd zaczerpnąłeś swoje wiadomości ?

Następny przykład.
Kelly : Turniej, jako zawody stricte wojskowe, miał być elementem treningu, przygotowaniem do prawdziwej walki na placu boju. Jednak rycerz, chcący stanąć z innymi mężami w szrankach, długo przygotowywał się szlifując własne umiejętności. Jednym ze sposobów takiego przysposobienia był behourd (bohort, buhurt). Kiedy patrzymy na turnieje współczesnych pasjonatów rycerstwa powiązanych w bractwa, to ich zawody można właśnie określić, jako behourd. Składały się na nie ćwiczenia typu trafienie w wieniec, czy przebicie „Saracena”. „Saracen” miał postać słupa, na którym znajdowała się ruchoma poprzeczna belka z tarczą. Odpowiednie trafienie kopią powodowało, ze belka z tarczą obracała się dając szarżującemu wolny przejazd. Do behourd jednak włączano coraz więcej rozmaitych konkurencji, w tym również walki toczone na stępione ostrza lub lance bez ostrego grotu. Wszystko to powodowało, że ostatecznie behourd stał się nieodróżnialny od turnieju, a samo słowo, poza Włochami, zaczęło wychodzić z użycia. Ostatecznie zastąpiło je francuskie „turnier” i pochodne, którymi odtąd określano walki rycerskie.

Jeszcze raz Zabłocki :
Rożróżniano tjost lub turney - walkę dwu konnych rycerzy i buhurt lub turnier - walkę drużynową.

Jak widać i tu nieco rozbieżności. Domyślam sie, ze korzystałeś z jakiegoś opracowania i naprawdę aż prosi się o podanie tytułu.

Co do reszty to tak już pisałem w komentarzu do przyznawanych wcześniej reputacji. Tekst napisany, ciekawie, z dużą ilością wiadomości. Nie nuży pseudonaukowym stylem, czyta się ten art przyjemnie i "lekko".
Tylko te nieszczęsne zródła.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Kelly on 03-03-2008, 21:52
Oczywiście, już ją zamieszczam, przynajmniej tą podstawową i zaznaczam, że nie ma tutaj najmniejszej rzeczy, która nie miałaby podstawy w źródłach. Nie czytałem opracowania pana Zabłockiego, a pewnie szkoda, bo tekst mógłby podać kolejne fakty, no, ale czerpałem z kilku innych źródeł.
Bibliografia:
Jean Flori, "Rycerze i rycerstwo w średniowieczu", Rebis 2003
Jean Flori „Rycerstwo w średniowiecznej Francji” Volumen i Mado 1999
Richard Barber, "Rycerze i rycerskość", Bellona 2003
Franciszek Kusiak "Rycerze średniowiecznej Europy łacińskiej", PIW 2002

Przykładowo, kwestia zabitych na turnieju w Neuss na str 257 książki Kusiaka
Ostatnio edytowane przez Kelly : 03-03-2008 o 21:59.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Arango on 03-03-2008, 22:05
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Między Bogiem a prawdą, Zabłocki zajmuje się historią turniejów marginalnie ( w jednym z rozdziałów tylko), chodziło mi jedynie o przykład, że jednak "podparcie" tekstu bibliografią jakoś tak... no na pewno nie szkodzi nigdy. Mamy wtedy zródło kontra zródło, a ułatwi też życie każdemu kto będzie chciał ten materiał wykorzystać.

No i teraz mogę już spokojnie wystawić ocenę.

Kelly czekam na następne części i mam nadzieję, że Twoje plany nie ograniczają się tylko do tematów jakie dotąd zaprezentowałeś.

A tu znalazłem taki oto obrazek (nie mam pojęcia jak znalazł się w pomocach do "Deus le volt")

Ostatnio edytowane przez Arango : 04-03-2008 o 00:31.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166