Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Turnieje rycerskie Cz. 3. - W stronę widowiska<!-- google_ad_section_end -->
Turnieje rycerskie Cz. 3. - W stronę widowiska
Autor artykułu: Kelly
09-03-2008
Turnieje rycerskie Cz. 3. - W stronę widowiska

Pierwsze dwieście pięćdziesiąt lat turniejów w Europie to zazwyczaj zwykłe potyczki rycerskie na ograniczonym terenie. W 1285 roku Ludwik de Looz, hrabia de Chiny zorganizował turniej trwający cały tydzień. W poniedziałek i wtorek odbywały się pojedynki indywidualne. Środa, na skutek zranienia jednego z uczestników, była dniem przerwy. Natomiast od czwartku rozpoczęły się potyczki drużyn: francuskiej i flandryjskiej. Mimo długości trwania, turniej był pozbawiony elementów widowiska. Uczestnicy i widzowie skupiali się na czystej walce pozbawionej elementów teatru. Takie turnieje dominowały w XIII wieku, jednakże już wtedy niektórzy z organizatorów wprowadzali drobne elementy przedstawienia. W 1278 roku w Le Hemodbył się turniej oparty na wątkach arturiańskich. Uroczystości otwarła „królowa Ginewra” i jej „damy dworu”. Pań zresztą było w ogóle wiele, gdyż, podobnie, jak to miało miejsce w romansach rycerskich, każdy z uczestników musiał przyprowadzić damę. Pojawił się również wielki wojownik „Chevalier au Lyon”, który wcześniej „pokonał siedmiu rycerzy”. Owa siódemka zresztą przybyła również przyznając się do porażki i poddając „królowej”. Głównym powodem zjazdu rycerstwa było twierdzenie pewnej damy, która nie uważała rycerzy „królowej Ginewry” za najlepszych na świecie. Honor „władczyni” i „jej rycerzy” mogło oczyścić tylko pokonanie w pojedynku kawalera owej kłamliwej damy. Przedstawienie angażowało niemal wszystkich uczestników i ich towarzyszki. Każdy miał konkretnie wyznaczoną rolę.



15owieczna ilustracja z „Livre de Messire Lancelot du Lac

Tego typu widowiska z II połowy XIII wieku zapowiadały kierunek, w którym będą rozwijać się turnieje. Z czystego starcia turniej powoli przeobrażał się w teatr. Coraz więcej było wspaniałych strojów i dekoracji. Coraz częściej układano cały spektakl według założonej fabuły, zazwyczaj nawiązującej do jakiegoś znanego romansu. Już nie chodziło o to, by wyłącznie błysnąć umiejętnością władania bronią, lecz by olśnić widzów. Szczególnie dotyczyło to organizatora imprezy. Zaczęła się niezwykle liczyć koncepcja fabuły. Dobry pomysł potrafił nawet zatuszować braki finansowe. Bardzo długo wspominano na przykład turnieje organizowane w połowie XV wieku przez Rene, tytularnego króla Neapolu, księcia d’Anjou i Lotaryngii. Książę Rene, mimo, iż niezbyt zamożny (jak na księcia, oczywiście) słynął ze swojego gustu, wyobraźni i umiejętności organizacyjnych, a jego sława znawcy spraw turniejowych przyciągała rycerstwo. Rene zresztą dał się poznać również na niwie literackiej, jako autor szeregu dzieł, w tym„Traktatu o organizacji i przygotowaniu turniejów” i „Le Livre du Cuers d’Amours Espris” („Księga o sercu przez miłość pochwyconym”) ukazujących bogactwo rycerskiego życia, którego nieodłączną częścią były turnieje.

Fantazję z przepychem, jak nikt inny potrafili połączyć ze sobą książęta kwiatu lilii linii burgundzkiej. Popatrzmy na jeden z organizowanych przez nich turniejów. Odbył się on 3 lipca 1468 roku w Brugii z okazji ślubu władcy Burgundii Karola Zuchwałego z angielską księżniczką Małgorzatą z Yorku. Zaślubiny miały wzmocnić sojusz angielsko – burgundzki skierowany przeciwko Ludwikowi XI z Francji. Znaczącym elementem uroczystości weselnych był wielki turniej, o którym sir John Paston pisał w liście do matki:

Ci, co z nim (przyp. z księciem) do pojedynków rycerskich stawali, aż po dzień dzisiejszy pięknie byli odziani i wyposażeni (jak też sam książę). Ubiór z jedwabiu wszystkim był strojny. Było i złoto, i srebro, i wszystko, co jubiler jest stanie uczynić. Nikomu na dworze księcia niczego nie brakowało, ani damom szlachetnym, ani panom dostojnym. Było i złoto, i perły, były ii drogie kamienie. Tak, jakby dostawali to wszystko na życzenie. Nigdy nie słyszałem, że tak tego wszystkiego tu wiele ... A co do dworu książęcego, panów szlachetnych, dam, i pań znamienitych, rycerzy, giermków i szlachty, to o podobnych cnotach, bogactwie i sile nie słyszałem nigdy, chyba tylko na dworze króla Artura.

Książę Burgundii, któż wie, czy nie najbogatszy monarcha (choć bez korony) owego czasu w Europie, chciał olśnić swojego sojusznika i można przypuszczać, że mu się to udało. Fabuła całego turnieju opierała się na opowieści o panu Florimoncie, zwanym Rycerzem Złotego Drzewa, służącym swym zbrojnym ramieniem Pani Sekretnej Wyspy. Pan Florimont ogłosił, że po długich podróżach dotarł do miejskiego rynku w Brugii i jest gotów bronić przez osiem dni złotego drzewa (specjalnie na tą okazję przygotowanego przez książęcą służbę). Rycerz, który chciał podjąć wyzwanie, podjeżdżał do drzewa, przy którym stali karzeł i olbrzym, po czym był zobowiązany trzykrotnie zastukać w specjalną barierkę. Wtedy ze znajdującego się obok namiotu wychodził herold pytający przybyłego, czego ów żąda. Rycerz się przedstawiał, deklarował chęć stoczenia pojedynku, po czym objeżdżał całe szranki. W tym czasie karzeł dął w róg, co było znakiem dla sir Florimonta, ze znalazł się chętny do skrzyżowania oręża. Obydwaj zawodnicy mieli walczyć, jak długo będą sobie życzyć damy, aczkolwiek nie dłużej niż pół godziny. Zwycięzcą miał być ten, kto skruszy więcej kopii.



Parada na współczesnym turnieju rycerskim

Okazało się, ze wstępne ceremonie turniejowe, pierwszego dnia po ślubie, przedłużyły się ponad planowany czas. Dlatego też owego dnia tylko jednemu rycerzowi, Adolfowi z Cleves, udało się rzucić wyzwanie. Po potyczce, wieczorem, przedstawiono widowisko stanowiące połączenie sztuki teatralnej i żywych obrazów. Między innymi zaprezentowano na nim zwierzęta egzotyczne: wielbłąda, leoparda i lwa. Szczególne miejsce zajmował leopard, jako symbol angielskiego państwa. Drugiego dnia sir Florimont pokonał trzech wyzywających go rycerzy, aczkolwiek dobre wrażenie na widzach zrobił również pan de Chateuguyon, któremu udało się skruszyć aż dziewięć kopii w osiemnastu najazdach. Wieczorne przedstawienie nawiązywało do mitów o pracach Heraklesa. Trzeciego dnia sir Florimont został pokonany przez Anthoine de Hellewin. Swoich sił chciał spróbować również Jean de Louxembourg, hrabia na St. Pol. Jednakże okazało się, że część jego zbroi uległa przed starciem uszkodzeniu i nie mógł stanąć do walki. Podczas wieczornej uczty książę Karol prezentował model swojego nowego zamku, a biesiadującym przygrywali trubadurzy przebrani za zwierzęta.

Czwartego dnia w szrankach zjawił się Niewolny Rycerz, który opowiedział o swojej niespełnionej miłości do pewnej damy. Okazało się jednak, ze jego pancerz nie spełnia wymogów turnieju, toteż nie mógł w nim wziąć udziału. Znakomicie się sprawił tego dnia natomiast Jaques de Louxembourg, który pokonał Rycerza Złotego Drzewa o jedną skruszoną kopię. W kolejnym dniu sir Florimont jeden pojedynek wygrał, jeden przegrał i jeden zremisował. Jednak atrakcja dnia były wieczorne pokazy teatralne, podczas których zaprezentowane walkę Hareklesa i Tezeusza z dwiema Amazonkami.

Szósty dzień był najobfitszy w wydarzenia. Wyzwanie synowi księcia Burgundii rzucił lord Scales. Obydwa panowie stawali już naprzeciwko siebie w szrankach rok wcześniej w Londynie. Po tamtym pojedynku jednak złożyli ślubowanie braterstwa, toteż wyzwanie podjął za księcia Adolf de Cleves. Udało mu się wygrać przewagą siedemnastu skruszonych kopii do jedenastu. Podobno sam pojedynek należał do najlepszych w turnieju, a obaj zawodnicy pokazali wielkie umiejętności. Niestety, jak wspomina w swoich „Memoires” Olivier de la Marche, tego dnia zdarzył się bardzo niefortunny i dość prozaiczny wypadek. Syn księcia Burgundii został kopnięty przez konia tak mocno, ze przez jakiś czas obawiano się, czy przeżyje. Nie przeszkodziło to jednak dalszym walkom, a i sam ranny nalegał na kontynuowanie turnieju.

Następnie widzowie ujrzeli kolejny z żywych obrazów. Wcześniej przygotowano na polu turniejowym kilkumetrowy model zamku z czterema wieżyczkami. W pewnej chwili wrota zamku się otwarły i widzom ukazał się konny rycerz w pełnej zbroi. Był nim hrabia Roussy, a sam zamek symbolizował Niebezpieczeństwo i Beznadzieję otaczające rycerza. Żeby uwolnić się od nich musiał on stanąć do pojedynku, co też się stało. Przez resztę dnia wyzwania przyjmował inny rycerz, Karol de Visan. Stoczył dwa pojedynki, ale obydwa starcia, przeciwko: hrabiemu Roussy i Jeanowi de Rochefey, przegrał.

Kolejnego dnia, w postny piątek, powstrzymano się od walk, jednak w sobotę starcia wznowiono. Wyzwania podejmował Filip de Poitiers, który spośród pięciu walk wygrał trzy. De Poitiers staną w szranki również w niedzielę, ale odniósł ranę już w pierwszej walce z panem de Contay. Dlatego też jego miejsce miał zająć markiz Ferrara. Niestety, markizowi rumak odmówił posłuszeństwa. Ostatecznie więc, jako przyjmujący wyzwania, w szranki wszedł ponownie de Contay. Przeciwko niemu stanął jeden z angielskich rycerzy, ale przegrał bardzo szybko. Tak mijała sobota, a tematem wieczornej zabawy był znów Herakles i jego prace.



Na znaczku Ludwik XI i Karol Zuchwały

Kolejnego dnia sam książę Karol Burgundzki rzucał wyzwania. Podjął je Adolf de Cleves, który zwyciężył w stosunku: jedenaście skruszonych kopii, do ośmiu. Po tej walce rozebrano barierki na środku turniejowego pola i rozpoczęło się starcie dwóch drużyn rycerskich składających się z dwudziestu pięciu wojowników każda. Najpierw zaszarżowano kopiami, a potem poszły w ruch miecze. Podobno rycerze tak się zapamiętali w boju, ze walczących musiał osobiście rozdzielać sam książę.

Kolejne wydarzenie nawiązywało znów do przygód sir Florimonta. Była to kolejna inscenizacja. Przygotowano na brugiijskim rynku trzydzieści ogrodów otoczonych złoconymi płotkami. W centrum każdego ogrodu rosło pozłacane drzewko. Opodal nich zbudowano makietę wieloryba, przy którym panie przebrane za syreny śpiewały pieśń. Dekoracje te stanowiły tło do zaprezentowania walki pomiędzy rycerzami, a olbrzymami.

Po zakończeniu pokazu przydzielono nagrody. Pana na Argel wyróżniono za stoczoną walkę, natomiast księcia Karola zza cały turniej. Władca Burgundii jednak nagrody nie przyjął, przypadła więc ona bratu królowej Anglii Johnowi Woodville’owi. Poniedziałek miał być dniem kończącym turniej, jednakże ze względu na wielki zapał uczestników zawody przedłużono. Niestety, nie mamy relacji z owej nadprogramowej części.

Burgundczykom starali się dorównać arcyzamożni książęta włoscy. Wspaniałe widowiska urządzali w latach 1460-1480 florenccy Medyceusze zwracający jednak chyba bardziej uwagę na olśnienie widzów przedstawieniem, niż samą walką. Wiadomo z opisów, że niektórzy uczestnicy turnieju w 1475 roku mieli na sobie po kilka kilogramów pereł, przy czym nigdzie nie jest napisane, że stawali w jakiekolwiek szranki. Bogactwo strojów zresztą w ogóle wyróżniało turnieje południa Europy. Popatrzmy na przykład na turniej z 1469 roku zorganizowany przez Wawrzyńca Wspaniałego (Lorenzo Medyceusza). Uroczystości owe odbywały się z powodu ślubu Wawrzyńca z Rzymianką Clarice Orsini. Panna młoda była całkiem niebrzydka i pochodziła ze znakomitego rodu. Jej rodzina posiadała wielkie majątki w Królestwie Neapolu. Jednakże we Florencji istniał zwyczaj, iż przedstawiciele arystokracji żenili się wyłącznie z córkami miejscowych rodów toskańskich. Orsini byli dla cudzoziemcami i ślub Clarice bardzo oburzał Florentyjczyków. Wawrzyniec doskonale wiedział, co to znaczy zwrócić przeciwko sobie obywateli. Wszak jego rodzina wielokrotnie wcześniej bywała skazywana na wyganiane lub więziona mocą uchwały rządzącej Signorii. Wprawdzie Wawrzyniec teoretycznie sprawował nad nią kontrolę, zdawał sobie jednak sprawę, że posiada wielu wpływowych wrogów, którzy wykorzystają przeciwko niemu niezadowolenie prostych mieszczan. Wspomniany turniej był swoistym rodzajem przekupstwa, gdyż Włosi tej epoki uwielbiali wszelkie widowiska. By uczynić go jak najwspanialszym, jak najbardziej niezapomnianym pamięci widzów i uczestników Wawrzyniec wydał na koszty organizacyjne aż 10000 dukatów, sumę naówczas zawrotną.

Turniej Wawrzyńca, zasadniczo, jak każdy włoski, miał być z założenia widowiskiem i choć zdarzały się wypadki, jak ten, w którym Federigo de Montefeltro stracił oko, ogólnie przypominał współczesne parady. Wspaniały strój miała Lukrecja Donati, królowa omawianego turnieju. W znakomite ubiory i paradne stroje ubranych zostało osiemnastu młodzieńców z świetnych rodów florenckich odgrywających rolę rycerzy. Jednakże wszystkich przyćmił sam organizator. Sięgnjmy w tym miejscu do biografii autorstwa Christophera Hibberta „The Ride and Fall of the House of Medici”:

Miał na sobie (Wawrzyniec) tunikę z białego jedwabiu obszytego purpurą, na niej aksamitną opończę I jedwabną szarfę, usiana haftowanymi różami, niektóre z lekka wyblakłe, inne w pełnym rozkwicie, z rzucającym się w oczy mottem wyszytym perłami: LE TEMPS REVIENT. Perły lśniły też na czapce z czarnego aksamitu obok rubinów i dużego diamentu okolonego piórem ze złotych nici. Biały rumak Lorenza, w czapraku z czerwonobiałego aksamitu obszytego perłami, był darem od króla Neapolu. Miał tez drugiego konia, bitewnego, którego podarował mu książę Borso d’Este z Ferrary. Książę Mediolanu sprezentował mu zbroję. Na środku tarczy błyszczał duży diament. Hełm wieńczyły trzy długie, niebieskie pióra. Na sztandarze widniała dewiza w postaci wawrzynu – część gałązek przywiędłych, a część olśniewająco zielonych, z mottem wyszytym perłami, tym samym, które widniało na szarfie.”



La processione dei Magi, obraz Benozzo Gozzoli, na którym jest uwidoczniona rodzina Medyceuszy, doskonale przedstawiający włoskie parady owego wieku

Tak wspaniały pokaz olśnił kochających przepych Florentyjczyków i wybaczyli Medyceuszowi ożenek z cudzoziemką. Jednakże nie tylko władcy ubierali barwne stroje. Także arystokracja, a nawet ubożsi mieszczanie zakładali barwne kostiumy. Popularne były ubiory z innych kultur np. tureckiej. Często posługiwano się również strojami zakonników i zakonnic. Niektóre z kolei przypominały współczesną sztukę awangardową typu: nagi człowiek owinięty zwojem papieru z księgą nad głową. Do ich projektowania przyczyniali się najwybitniejsi artyści włoscy. Nawet Leonardo da Vinci miał swój udział w ubiorach dziesięciu dzikusów, za których byli przebrani podwładni Galezzo Sanseverino podczas imprez towarzyszących podwójnemu ślubowi Beatrice d’Este i Anny Sforzy w Mediolanie 1491 roku.

Na widowiskowość zwracano uwagę również w Hiszpanii. Popatrzmy na przykład na turniej zorganizowany w 1428 roku przez księcia Henryka w Valladolid. Książę kazał zbudować na placu cała fortecę z ostrokołem, i czterema basztami. Ostrokół z kolei otaczała mniejsza palisada z dwunastoma wieżyczkami. Z ich okien wyglądały bogato wystrojone damy. Z kolei wewnątrz ostrokołu zbudowano fortecę z pięcioma wysokimi wieżami: jedną w centrum, a pozostałymi po bokach. Przed fortecą wzniesiono dzwonnicę i kolumnę, na której stał wyrzeźbiony gryf dzierżący sztandar. Do fortecy droga prowadziła pomiędzy dwiema wieżyczkami, przy których wzniesiono łuk z napisem: „To jest brama do niebezpiecznej i wielkiej przygody.”

Jeżeli rycerz chciał podjąć wyzwanie musiał przybyć pod fortecę. Wtedy pojawiała się jedna z dam wyjaśniając mu, że nie może pójść dalej, chyba, że zgodzi się stoczyć walkę z jednym z obrońców fortecy. Oczywiście przyjezdny rycerz odpowiadał, iż jest gotów, a wtedy następował pojedynek. W turnieju tym brał udział król Nawarry i wielu rycerzy. Król, na wspaniałym koniu, którego rząd był zdobiony metalami szlachetnymi, skruszył nawet kilka kopii. Tudzież książę Henryk, główny organizator. Jednakże podczas jednego z najazdów książę został poturbowany i ogłuszony, a jeden z jego giermków został nawet tak mocno ranny, że wyzionął ducha kilka godzin później.

Nie tylko sam turniej umożliwiał pokazanie się z jak najlepszej strony. Również wyjazd czy szczęśliwy powrót stanowiły okazję, do zaprezentowania swojego szyku i bogactwa. Marcelin Deforurneaux w dziele „Życie codzienne w czasach Joanny d’Arc” tak opisuje wyjazd możnego rycerza na turniej:

Gdy Saintree po raz pierwszy opuszcza Paryż, aby stoczyć walkę, przeciąga ulicami stołecznego miasta we wspaniałym orszaku. Poprzedzane przez czterech trębaczy i dwóch doboszów idą cztery wielce piękne i bardzo potężne rumaki bojowe, a każdego wiedzie dwóch konnych pachołków. Następnie jadą trzej rycerze z czternastoma końmi, dziewięciu giermków z dwudziestoma końmi, starszy herold z dwoma końmi oraz heroldzi Turenii i Luzytanu z czterema końmi. W orszaku rycerza znajdują się również: kwatermistrz, kowal i płatnerz, dalej osiem koni jucznych, cztery dla Jeana i cztery dla jego towarzyszów, a ponadto jeszcze dwunastu sług na koniach. Zarówno ludzie, jak i konie noszą barwy Saintrego i jego dewizę.”

Musiało to wyglądać pięknie i podniośle. Zaznaczmy przy tym, że grupa przybocznych Jeana Saintree wcale nie była nadzwyczajnie liczna. Wiemy z zapisków Gilberta z Brugii, że drużyna hrabiego Flandrii na jednym z turniejów w 1125 roku liczyła 200-u rycerzy. Przewyższały ją drużyny księcia Austrii i margrabiego Istrii w 1224 roku w Friesach. Obydwie liczyły po 300-u rycerzy. Czy to możliwe? Kronikarze podają nieraz kosmiczne liczby uczestników. Podobno na turniej w 1184 roku w Sangi-sur-Marne przybyło aż trzy tysiące uczestników, a w innych potyczkach, organizowanych z okazji pasowania synów cesarskich w 1184 roku wzięło ponoć udział dwadzieścia tysięcy rycerzy. Zapewne ta ostatnia liczba jest grubo przesadzona, lecz pozostałe leżą całkowicie w granicach możliwości. Wyjazd na turniej takiej grupy rycerstwa, której towarzyszyło mrowie giermków i sług, musiał wyglądać niezwykle imponująco i wspaniale. Zapewne działał na wyobraźnię ludzi, napawał ich dumą i szacunkiem, przypominając jednocześnie siłę, którą dysponował suzeren.

XV wiek można uznać za okres największego rozkwitu turniejów. Rycerze dalej odgrywali decydującą rolę na polach bitew i mogli na turniejach ukazywać swoją sprawność we władaniu tradycyjna bronią, a jednocześnie istniały już wspaniałe oprawa tworzące z turniejów niezapomniane widowiska. Schyłek XV wieku to bujny rozwój nowych sztuk prowadzenia wojny, w których ani kopia, ani ciężka zbroja nie były już przydatne. Turnieje, jako element kształtowania umiejętności bojowych, stopniowo zanikały. Jeszcze niektórzy władcy, jak angielski Henryk VIII, francuski Franciszek I, czy cesarz Maksymilian podtrzymywali zwyczaje turniejowe. Jednakże były to wyjątki. Turniej powoli pozbył się elementu rycerskiej walki i stopniowo przeobraził w pełne przepychu widowisko nie mające nic wspólnego z dawnymi pojedynkami w szrankach.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 662
Reputacja: 5590
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

  #1  
Arango on 02-12-2008, 00:52
Udało mi się znaleźć ilustracje dwóch przepięknych hełmów turniejowych i po prostu nie mogłem sobie odmówić przyjemności umieszczenia ich tu.

xxx
Ostatnio edytowane przez Arango : 02-12-2008 o 00:55.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Kelly on 02-12-2008, 07:05
Szczególnie ten lewy. Biorąc pod uwagę wielkość poroża, to małżonka tego pana musiała być całkiem wesołą osóbką.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Arango on 02-12-2008, 19:05
A ślusarz we wsi zdolny. Albo pan rycerz pas cnoty z dwoma kluczykami kupił

Ale musisz przyznać że piękne jednak chociaż hełm z takim stelażem sobie na głowę wsadzić Ciekawe jak one wygłądały PO turnieju ?
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Adr on 02-12-2008, 20:38
Te hełmy służył raczej jako ozdoby i spełniały funkcję reprezentacyjną. Jak wiadomo powszechnie nasi przodkowie lubowali się w zbytku. Podejrzewam, że tego typu hełmy były używane wyłącznie w celu zrobienia wrażenia. Wątpię by używano ich w czasie walki.

Ale trzeba przyznać, że zdjęcia wyszukałeś przednie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Arango on 02-12-2008, 21:01
W walce nie, ale na turnieju ?

Prawy ma podpis tournhelm, lewy na 90% jestem pewien, że jest pokazany w "Gawędach o broni i mundurze" Szymona Kobylińskiego jako hełm nawet używany w bitwach, ale glowy za to nie dam. W tym przecież zdobnictwo hełmów to istne "rokoko"
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166