Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Irlandia prenormańska<!-- google_ad_section_end -->
Irlandia prenormańska
Autor artykułu: Kelly
04-11-2008
Irlandia prenormańska

Każdy ma swój ulubiony okres dziejów czy krainę. Arango pisze ciekawe Artykuły o Dzikich Polach i Kozaczyźnie, natomiast ja wolę celtyckie krainy. Zdaję sobie sprawę, że informacje tutaj zawarte, będą miały średnią przydatność dla standardowego miłośnika RPG, ale są systemy, jak choćby Pendragon, przy których mogą wiele pomóc. Dodajmy jednak do tego arturiański setting GURPS-a, Ars Magicę, Wampira: Mroczne Wieki, niektóre uniwersa D&D, szczególnie opisane w Planescape, oraz Warhammer z Bretanią i Albionem mającymi korzenie w dawnych legendach celtyckich. Wychodzi więc, że od czasu do czasu informacje zebrane tutaj mogą się przydać graczowi, czy prowadzącemu. Jeżeli zaś, Szanowny Czytelniku, nie przepadasz za takimi klimatami, to cóż, może masz ochotę po prostu poczytać sobie kilka słów o tej owianej legendami krainie.

W opowieści "Leabhar Gabala" z XI wieku wspomniane jest, że na Irlandię dokonano pięciu najazdów (według "Mitologii Celtów" Jerzego Gąssowskiego). W owym czasie Zieloną Wyspę zamieszkiwali okrutni, koziogłowi Fomoraigowie. Nie był to jeszcze ląd ukształtowany, lecz cały stanowił płaską powierzchnię zwaną Sen Mag, czyli Starożytną Równiną. Dopiero pierwszy (lub według innych źródeł drugi) lud ukształtował doliny, góry, rzeki. Lud ów pochodził z Hiszpanii, a prowadził go Partholon, który po zamordowaniu swojego ojca musiał uciekać z kraju. Przybyli oni na wyspę w święto Beltaine, lecz nie cieszyli się długo nową ojczyzną. W inne Beltaine zaraza wybiła plemię Partholona i taki był kres pierwszego najazdu.

Druga fala najeźdźców pod przywództwem Nemeda również pochodziła z Hiszpanii. Tak jak i ich poprzednicy przybyli w Beltaine, pokonali Fomoraigów i zajęli się ukształtowaniem wyspy. Również tak samo sięgnęła po nich zaraza. Nie zginęli jednak wszyscy, lecz ci, którym udało się przeżyć okrutnie byli gnębieni przez Fomoraigów. Między innymi w święto Samhain zmuszeni byli oddawać dwie trzecie swoich plonów i dzieci. Pewnego dnia jednak uciemiężony lud zbuntował się i obległ stolicę swoich prześladowców. Stolicą Fomoraigów była trudna do zdobycia szklana wieża na wyspie Tor Inis. Buntownicy po oblężeniu zdobyli szklany bastion, a król Fomoraigów Connan poniósł śmierć. Ocalał jednak brat władcy, któremu udało się zorganizować ekspedycje odwetową, której rezultatem było zniszczenie całego zbuntowanego plemienia.

Trzeciego najazdu dokonały ludy Fir Bolg, spokrewnione z Fomoraigami, tak samo złe i okrutne, a przy tym nie dbające o kulturę i sztukę, jak ich irlandzcy kuzyni. Ich panowanie jednak przerwał kolejny najazd plemienia zwanego Tuatha De Dannan, czyli Plemię Bogini Danu. Przybyli do Irlandii zza morza przez Norwegie i Szkocję, a mgła wytwarzana magią ich druidów, umożliwiła im niewidoczne podpłyniecie do brzegów wyspy. W wielkiej bitwie pod Mag Tured pokonali plemię Fir Bolg, lecz nieszczęściem ich król Nuada stracił w walce z wojownikiem Strengiem rękę. Ponieważ dobra kondycja i całość cielesna królewskiego ciała stanowiła gwarancję powodzenia plemienia Nuada musiał ustąpić ze stanowiska, natomiast Tuatha De Dannan zawarli z Fomoraigami przymierze oddając im ćwierć Irlandii nazywanej odtąd Connacht i przyjmując ich wodza Bresa za swego władcę. Przez pewien czas obydwa ludy żyły ze sobą w pokoju pod wspólnym berłem i wydawało się nawet, że porozumienie dwóch dawnych wrogów to dobry pomysł. Okazało się jednak, ze Bresowi wiele brakuje do dobrego władcy.



Piękne wybrzeże Irlandii (ze strony Media Landscape - Ireland - European Journalism Centre)

Przede wszystkim był skąpy, co odzwierciedlało się w ucztach, na których niewiele podawano jadła i napoju. Bres, jako typowy Fomoraig, nie znał się również na sztuce, toteż nie cenił i nie wspierał bardów, poetów i muzyków. Ponadto gnębił jeszcze lud nadmiernymi podatkami, lecz można sadzić, że była to minimalna wina w porównaniu z dwiema pierwszymi. Toteż w sprawę włączono boskiego lekarza Dian Cechta i równie boskiego kowala Creidne, którzy wspólnie uleczyli Nuadę dając mu zamiast dawnej ręki nową kończynę ze srebra. Odtąd zwano go Argentlam, czyli Srebrnoręki. Bres został wygnany, a Nuada na powrót otrzymał tron.

Rzecz jasna Fomoraigowie nie pogodzili się z takim stanem rzeczy i wkrótce doszło do wielkiej bitwy pod Mag Tured. Tuatha De Dannan wiódł do boju młody Lug, choć Nuada również był obecny, natomiast Fomoraigów jednooki bóg Balor. Z początku Fomoraigowie zwyciężali, a sam Nuada poległ z ręki Balora. Oko wodza Fomoraigów miało bowiem tę własność, że swoim spojrzeniem niszczyło wszystko, na czym spoczęła jego źrenica. Lug jednak wpadł na znakomity pomysł i potężnym strzałem z procy wepchał oko w głąb czaszki tak, że aż wyszło z tyłu głowy i niszczyło samych Fomoraigów. W końcu w święto Samhain Plemię Bogini Danu odniosło zwycięstwo i nawet bogowie radowali się z niego. Cieszyła się również bogini Babd, która jednocześnie przewidziała w przyszłości upadek dzisiejszych zwycięzców.



Lugh, obraz Mauricio Herrery (za strony lugh by Mauricio Herrera - Fantasy art galleries at Epilogue.net - Fantasy and Sci-fi at their best)

Piątego wreszcie najazdu dokonali celtyccy przodkowie współczesnych Irlandczyków zwani Goidelami lub Milezyjczykami (od imienia księcia Mila). Oni również pochodzili z Hiszpanii i mścili się za zdradziecko zamordowanego przez Tuatha De Dannan Itha. Ith mieszkał w Hiszpanii i był synem tamtejszego króla Bregona. Stojąc na wysokiej wieży ujrzał odległe ziemie Irlandii i zapragnął tam przybyć. Gdy jednak Zjawił się na Zielonej Wyspie przez przypadek stał się świadkiem sporu o ziemię po jednym z zabitych wodzów. Poproszono go o arbitraż, z którego to zadania wywiązał się wspaniale. Nieopatrznie jednak głośno wypowiedział się o wspaniałości irlandzkiej ziemi i ludzie Plemienia Bogini Danu zabili go, by będąc za granicą nie zorganizował nigdy łupieżczej wyprawy. Sami ostatecznie pamiętali, w jaki sposób zdobyli tą ziemię wydzierając ją poprzednim właścicielom. Jednak wieść o śmierci Itha doszła do Hiszpanii i inny książę krwi królewskiej Mil zorganizował wyprawę odwetową. Jego wojska dotarły do Irlandii w Beltaine i wylądowały w Munsterze, po czym skierowały się w stronę Tary, pełniącej rolę stolicy. Tara leżała w Meath w pobliżu wschodniego brzegu, stąd wniosek, że Mil musiał przeciąć w poprzek prawie całą Irlandię. Tu rozpoczęły się rokowania i Plemieniu Bogini Danu udało się wymóc na Milu, że wraz z armią odpłyną z Irlandii na odległość dziewięciu fal, a potem niech robi co chcą i najwyżej miecz zdecyduje, kto będzie władcą wyspy. Goidelowie wsiedli na statki, lecz wtedy magowie Tuatha De Dannan sprawili swymi czarami, że ich okręty zostały daleko odrzucone od brzegu i być może zatonęłyby, gdyby nie czarownik Goidelów Amairgen, który stłumił wiatr i fale. Milezyjczycy znów wylądowali w Irlandii i w krwawych bojach przedzierali się w głąb lądu. Do decydującej rozgrywki doszło pod Tailtinem. Plemię Bogini Danu przegrało, po czym ci, którzy z niego przeżyli, postanowili wycofać się do swych podziemnych siedzib pozostawiając władzę nad wyspą przybyszom.

Esej opisujący historię wczesnej Irlandii zaczyna się od legendy. Czy jest to słuszne? Przecież tak naprawdę to nie wiadomo, czy te najazdy miały naprawdę miejsce. Być może. Być może Fir Bolg oznacza Belgów, o których wiemy, że częściowo przesiedlili się do Brytanii. Być może dotarli również do Irlandii, ale nie jest to pewne. Nie mamy również pewnych informacji o irlandzkich władcach. Wynika to miedzy innymi z charakteru dawnych szkół celtyckich nastawionych na przekazywanie wiedzy wyłącznie metodą zapamiętywania (choć Celtowie irlandzcy posiadali tzw. pismo oghamiczne). Nawet przyjmując, że sposób ten pozwalał na zachowywanie wspaniałych wspomnień, historii, walk, to niestety spowodował, że nam współczesnym brak jest materiału źródłowego. Musimy się więc opierać przeważnie na legendach spisanych już w późniejszym średniowieczu i niekiedy zniekształconych. Jakiekolwiek by one jednak nie były, wspominając o historii Zielonej Wyspy nie sposób od nich uciec i nieraz czytelnik zobaczy w niniejszym tekście odwołanie do jednej z tych dziwnych, niemalże nieprawdopodobnych opowieści.

Chcąc mówić o historii zacznijmy w sposób niezwykły: od geografii i przytoczmy parę istotnych szczegółów, które ułatwią nam potem orientację. Całkowita powierzchnia wyspy wynosi około 82 i pół tysiąca kilometrów kwadratowych, a sam teren jest bardzo zróżnicowany. Mamy tu góry (najwyższy szczyt to Corran Tauthail - 1041 m. n.p.m.), pagórkowate wyżyny i wreszcie niziny bardzo często podzielone bagnami, lasami i całymi ciągami niewielkich wzgórz zwanych drumlinami. Bardzo stary jest podział Irlandii na cztery wielkie prowincje: Ulster na północnym wschodzie, Connacht na zachodzie, Munster na południowym zachodzie oraz Leinster na południowym wschodzie. Do tego dochodzi jeszcze jeden region w samym centrum wyspy. To Meath, będąca często polem zmagań pomiędzy silniejszymi prowincjami, a jednocześnie ojczyzna pierwszej historycznej dynastii arcykrólów.

Irlandia jest wyspą, lecz geologicznie, jest wyspą od niedawna. Jeżeli cofniemy się do końca epoki lodowcowej, czyli jakieś 15 tysięcy lat dostrzeżemy, że znacznie niższy poziom wód powodował, że pomiędzy Irlandią a Brytanią istniała na wysokości Hybryd szeroka na wiele mil kładka. Z kolei Brytanię łączył z Europą bardzo szeroki pas lądu. Na kontynencie ciągnął się on od Niemiec do wschodniej części wybrzeża Francji i dochodził do południowo wschodniej części Brytanii. Prawdopodobnie tą drogą dostali się na Wyspy Brytyjskie pierwsi osadnicy; ewentualnie przekraczali oni wąskie cieśniny, bowiem około 8 tysięcy lat temu topnienie lodowca podwyższyło poziom mórz i Irlandia stała się wyspą. Człowiek epoki neolitu żył najpierw z łowiectwa i zbieractwa, a także, w coraz większym stopniu, z rybołówstwa, hodowli i rolnictwa. Znano podstawowe narzędzia, typu świder, igła, szydło. Używano kamiennej i kościanej broni oraz wytwarzano proste ozdoby. Osady ludzkie były w praktyce samowystarczalne, choć archeolodzy notują również pierwsze wymiany handlowe.



Zasięg cywilizacji celtyckiej w III wieku p. n. e. (ze strony Imageelts in III century BC.jpg - Wikimedia Commons)

Epoka brązu, i związane z nią poszukiwania złóż i umiejętność obróbki metali, rozpoczęła się na wyspie około 2000 lat p.n.e. i trwała prawdopodobnie aż do czwartego wieku p.n.e. Wtedy to do Irlandię dotarł nowy, znakomicie uzbrojony w żelazną broń lud, który odtąd zdominował tutejsze życie - Celtowie. Skąd napłynęli Celtowie irlandzcy? Nie wiadomo. Zapewne przybyli z Brytanii, lecz raczej była ona tylko stacją pośrednią. Jest możliwe, że domy ich przodków stały w Hiszpanii. Język irlandzki bowiem wywodzi się z innej gałęzi języków celtyckich niż te, które pojawiły się w Brytanii (jest to tak zwany język Q - celtycki, zawierający większą ilość form archaicznych, niż języki z grupy P - celtyckiej np. walijski i bretoński). Z drugiej jednak strony z Brytanią przez setki lat istniała wymiana ludności i to też zostawiło swoje ślady w dawnym nazewnictwie. Całkiem możliwe, że pierwszą celtycką kulturę, zwaną halszacką, przynieśli emigranci hiszpańscy, natomiast nowe elementy cywilizacji, zwane kulturą lateńską, wprowadzili osadnicy z Brytanii. Tak że problem pochodzenia pozostał na razie nierozstrzygnięty.

Główną instytucją celtyckiego życia zarówno w Irlandii, jak i na kontynencie, była fine, czyli szeroka rodzina obejmująca wszystkich krewnych w linii męskiej wywodzących się od jednego przodka w granicach sześciu pokoleń. Irlandzcy prawnicy (brehoni) bardzo zwracali uwagę na stopień pokrewieństwa, który był podstawą do wszelkich roszczeń. Najbliższą rodzinę zwano deirbfhine (geilfhine) i zaliczano do niej w linii męskiej danego osobnika, jego braci, jego dzieci, dzieci braci oraz przodków do pradziada włącznie, również wszystkich z braćmi. Poszerzając grupę krewnych do kuzynów w czwartym pokoleniu otrzymujemy taebfhine, a dodając kolejnych kuzynów indfhine. Całość kończyła się na pokrewieństwie dopiero w 17-tym pokoleniu! I w całym tym galimatiasie, który w polskim języku nie jest nawet do oddania, wzajemnych rodzinnych zobowiązań musiano się znakomicie orientować, gdyż one decydowały o relacjach międzyludzkich. Fine była nie tylko rodziną w naszym tego słowa znaczeniu, ale również jednostka gospodarczą i prawną. Dotyczyło to przede wszystkim posiadania tak zwanej ziemi wspólnej - fintiu. Poza rodziną człowiek znaczył jedynie tyle, na ile mocna była jego fine. Fine mogła zapewnić mu poważanie, ale jednocześnie odpowiadała za wszystkie jego występki. W przypadku dokonania zbrodni całą fine zabitego obowiązywała zemsta. Z drugiej strony można również było się zgodzić na eraic, czyli opłatę zadośćuczynną. W zasadzie powinien płacić ją morderca, ale zdarzało się, że taki osobnik uciekał. Wtedy płaciła za niego cała fine. W fine nie było dziedziczenia majątku przez najstarszych synów, a w przypadku braku synów spadkobierczyniami w nieco ograniczonym stopniu mogły być również córki (lecz nie żony). Nie było również dziedziczenia władzy w prostej linii. Fine rządziła starszyzna, a zwłaszcza osoba nazywana cenn fine, czyli jakby przewodniczący rady starszych. Kolejnym szczeblem społeczeństwa Irlandii było tuath, czyli plemię bądź królestwo. W Irlandii miało być ich ponad sto (a niekiedy wymienia się liczbę nawet dwa razy większą), co przy półmilionowej ludności na całej wyspie daje duże pojęcie o ich wielkości, a raczej małości. Również w tym przypadku o wspólnocie decydowała więź pomiędzy poszczególnymi fine, często oparta na pokrewieństwie.



Grupa rzeźb Gal zabijający żonę, znana też pod nazwą jako Gal Ludovisi, Muzeum Narodowe w Rzymie (ze strony votum attalosa)

Często było to zresztą mityczne pokrewieństwo polegające na wywodzeniu się od jednego legendarnego przodka, często jakiegoś herosa lub nawet boga. Najważniejszą osobą w plemieniu był król, przy czym podobnie jak w fine nie istniało proste następstwo tronu. Każdy członek królewskiego deirbfhine miał prawo być wybrany władcą (rigdamnae). Dlatego też, jeżeli jedna gałąź rodziny utrzymywała dłużej tron z ojca na syna pozostali członkowie królewskiego rodu mieli poważne powody do zdenerwowania. Groziło im wypadnięcie z deirbfhine, czyli obniżenie statusu i utrata teoretycznej możliwości panowania. Stąd w Irlandii niezwykle popularne były zamachy na monarchów. Śmierć króla przedłużała wprawdzie nadzieje krewnych na sukcesję, ale zarazem w prawie irlandzkim była straszną zbrodnią, której nie można było okupić przy pomocy eraic. Jednak ambicja pozostawał często ślepa na groźby prawa. Dlatego też królowie zabezpieczali się przed zamachami z góry wyznaczając następcę tronu (tanaise rig). Niekoniecznie był to syn, lecz przede wszystkim osobnik bogaty i wpływowy, który posiadał wielu klientów i duże wpływy w swoim tuath. Miał on wspierać króla, choć zapewne zdarzało się, że następca chcąc przyspieszyć swój awans, eliminował władcę.

Ponieważ tuath przeważnie składało się z hipotetycznych przynajmniej krewnych, to królowi należała się cześć nie tylko jako władcy, ale również posłuszeństwo, jako głowie rodu. Z drugiej strony władca był zobowiązany troszczyć się o swój lud. Troska ta posiadała dwa oblicza: magiczne i praktyczne. Pierwsze związane było z faktem, że król był niejako upostaciowaniem swojego tuath. Musiał być on bez blizn i kalectw, gdyż oznaczałyby one również skazy na samym plemieniu. Król miał obowiązek przodować w boju, uznawano go bowiem za wcielenie wielkiego przodka - założyciela plemienia. Nie mógł się więc zhańbić tchórzostwem. Wprost przeciwnie, bardzo często podczas walki królowie poszczególnych tuath rywalizowali ze sobą w dzielności i zręczności. Dowodzić jej trzeba było zresztą nie tylko w czasie bitwy lecz także w pojedynkach. Zresztą wśród celtyckich plemion tradycją było, że pojedynki władców mogły rozstrzygać spory między plemionami.

Król powinien być również hojny. Przypomnijmy sobie "Leabhar Gabala" i króla Bresa, który przez skąpstwo stracił tron. Hojność zresztą stanowiła wspaniałą zaletę nie tylko władców, ale i zwykłych wojowników. Jak powiadano bowiem: hojność mogła wprawdzie przynieść chwilową ruinę, ale piętno skąpca pozostawało na całe życie. Zresztą obdarowany, szczególnie - jeśli był nim król, powinien odpłacić się w rewanżu jeszcze wspanialszymi prezentami. Kolejną cechę króla stanowiła płodność, będąca gwarancją płodności całego plemienia. W tej sprawie władca brał niekiedy udział w specjalnych obrzędach. Pozostałości tych celebracji obserwowano jeszcze podobno w XII wieku. Jak opisał Geraldus Cambrensis, król klanu Conaill dla zapewnienia szczęścia i tężyzny seksualnej swojemu szczepowi, podczas intronizacji odprawiał specjalny obrzęd, podczas którego współżył z klaczą. Częściej jednak władca symbolicznie zaślubiał boginię danego terenu.

Zdarzało się, że taka para - król i bogini była traktowana, jako jedyne prawdziwe małżeństwo. W takim przypadku król stawał się prawdziwym mężem wszystkich kobiet, a rzeczywiści małżonkowie istnieli niejako wyłącznie w zastępstwie. Taka sytuacja dawała szerokie możliwości prawne, jeżeli chodzi o rolę i uznanie dla dzieci nieślubnych. Przecież każde z nich mogło być tak naprawdę prawdziwym dzieckiem króla, a biorąc pod uwagę, że był on wcieleniem założyciela rodu, to nawet dzieckiem herosa, czy boga. Słynny cykl "Opowieści ulsterskich" opowiada o wielu takich dzieciach (czemu nie ma się co dziwić - i w mitach i w rzeczywistości w Irlandii panowała duża swoboda w doborze seksualnym partnerów, czego nie potrafiło wykorzenić przez wiele wieków chrześcijaństwo). Władcą Ulsteru stał się na przykład Conchobor (Conor), nieślubny syn królewny Nes i druida Cathbada. Legenda mówi, że Nes spytała przechodzącego druida o szczęście tej godziny. Cathbad odrzekł: "Jest ona szczęśliwą, gdyż poczniesz w niej króla". Królewna uwierzyła Cathbadowi i rozejrzała się wokół, a ponieważ nie znalazła innego mężczyzny, oprócz druida, właśnie jemu się oddała. Jak widać szybko im poszło i fakt niezalegalizowania związku Nes i Cathbada nie miał negatywnego wpływu na pozycję samego Conchobora. Również wątpliwe było pochodzenie innego herosa Cuchulainna. Urodziła go Deichtine, siostra wyżej wspomnianego Conchobora, natomiast według legendy ojcem mógł być sam słoneczny bóg Lug, który objawił się kobiecie we śnie. I zaakceptowano takie wyjaśnienie, przyjmując je za normalne. Również wspaniały Conla, który w wieku siedmiu lat stał się największym wojownikiem, wyłączając jedynie swojego ojca, był dzieckiem jednej nocy Cuchulaina i Aife. Mając takie oparcie w legendach nieślubne dzieci rzeczywiście mogły się uważać za osoby, w których może drzemać potencjalna boska lub przynajmniej królewska cząstka.

Omawiając sytuację dzieci nie można zapomnieć również o pozycji kobiet. Słyszy się niekiedy opinię, że kobiety celtyckie miały wiele praw i stały wysoko w hierarchii społecznej. Ty tylko częściowa prawda. Kobieta rzymska, a jeszcze bardziej grecka, były niezwykle ograniczane zwyczajami swoich narodów. W porównaniu z nimi kraje celtyckie rzeczywiście można uznać za siedlisko starożytnego feminizmu. Absolutnie nie oznaczało to jednak równości takiej, jak my to dzisiaj rozumiemy. Celtowie Cenili kobiety, lecz przydzielali im zazwyczaj role żon i matek. Zazwyczaj, to nie znaczy zawsze. Kobiety celtyckie były również druidkami, sędzinami i samodzielnymi królowymi. Takie jednak formy realizacji swoich ambicji przez kobiety należały do stosunkowo rzadkich przypadków. Miały panie jednak bardzo dużo do powiedzenia w sprawach majątkowych dotyczących własnych dóbr wniesionych przez siebie do gospodarstwa domowego. W przypadku rozwodu kobieta zatrzymywała całość swojego wiana plus wszystkie prezenty, które otrzymała od męża. W przypadku mężowskich długów niewiasty nie odpowiadały za jego zobowiązania.

Również nie traciły one nic ze swojego statusu, jeżeli na przykład mąż stał się przestępcą, czy uciekinierem. Nie należy jednak zapominać, że społeczeństwo irlandzkie ulegało zmianom. Zmniejszenie uprawnień kobiet prawdopodobnie było wynikiem wpływów antycznych. Ponadto zachodzi ogólna zależność: wzrost zamożności całego społeczeństwa pozwalał wyodrębnić klasę wyspecjalizowanych wojowników, którzy z racji swojej funkcji zyskują na znaczeniu. Tymczasem choćby ze względu na różnice anatomiczne i fizjologiczne kobiety wojowały rzadziej niż mężczyźni. Nie mniej w dawnych legendach aż roi się od walczących kobiet. Sięgnijmy znów do "Cyklu ulsterskiego" oraz "Tain Bo Cuailnge", czyli "Uprowadzenia stad z Cuailnge". Cuchulain uczył się sztuki walki od wieszczki Scathach, a prawo przespania się z Aife zdobył pokonując ją w walce, i to podstępem, gdyż w starciu face to face siły były wyrównane. Medb, żona Ailila chełpi się, że wszystkie swoje siostry przewyższała nie tylko urodą, ale i walecznością.

Przypuszczalnie więc rola kobiety w Irlandii powoli malała wraz z upływem czasu, w miarę wykształcania się patriarchalnego społeczeństwa wojowników. Jednak dla przedstawicieli antyku, którzy pisali o Irlandii pierwszego tysiąclecia nawet te ograniczone prawa stanowiły wstrząs. Dziwiono się na przykład, jak święta Brygida z Kildare może kierować damsko - męskim klasztorem. Kolejnym wstrząsem była wspomniana tradycja legendarnych wojowniczych niewiast. W każdym pokoleniu część Irlandek chciała je naśladować, a w niektórych przypadkach naśladownictwo owo było nawet wymuszane przez mężów i wodzów, co być może miało podłoże magiczne lub po prostu nawiązywało do rodowych tradycji. Zjawisko to znane było jeszcze w VII wieku. W roku bowiem 697 Synod w Birr przyjął tzw. "Lex innocentum", czyli "Prawo niewinnych", zwalniające kobiety z konieczności udziału w walce. Dokument ten jednocześnie przyjął niezwykle humanitarne prawa chroniące w przypadku wojny osoby nie mogące się bronić, a więc kobiety, dzieci, duchownych i starców, czym wyprzedził kontynent o 303 lata (podobne wezwanie wystosowano w roku 1000 w Poitiers we Francji). Przy czym należy pamiętać, że wewnętrzne walki pomiędzy królestwami były stanem permanentnym i inicjatywa biskupów pozwalała choć w niewielkim stopniu zmniejszyć ich okrucieństwo.

Kiedy czyta się o kobietach walczących można by pomyśleć, że to właśnie umiejętności bojowe decydowały o pozycji człowieka wolnego w irlandzkim społeczeństwie. Założenie to jednak byłoby błędne, gdyż o wszystkim decydował majątek. Wróćmy na moment do "Táin Bo Cuailnge". Cały poemat zaczyna się nie od przechwałek, jakich to nie dzielnych czynów dokonali główni bohaterowie utworu, ale od kłótni, kto jest bogatszy. Ailil wspomina w pierwszym zdaniu, że "dobrze jest być żoną bogatego mężczyzny." Medb zgadza się, ale powiada, że ona jest zamożna z domu. Tak od słowa do słowa rozpoczęła się kłótnia. W końcu obydwie strony postanowiły przeliczyć całość majątku każdego z nich (jak widać, pomimo ślubu majątek pozostawał rozdzielony i każda ze stron władała swoim). W końcu wygrał Ailil dzięki temu, że w jego stadzie znalazł się byk, jakiego nie posiadała Medb. Wprawdzie byka owego urodziła krowa należąca do jego żony, ale dumne zwierzę nie chciało podlegać kobiecie i uciekło do stad Ailila. Podobno po przegranej Medb była załamana, dowiedziała się jednak, że w Ulsterze, znajduje się byk jeszcze doskonalszy. Kiedy (przez głupotę zresztą jej posłów) nie udało się pożyczyć zwierzęcia, postanowiła zdobyć go siłą. Taka właśnie była geneza słynnej wyprawy po byka z Cuailnge.



Ferdiad i Medb, obraz Gary’ego Bonnera (ze strony | Paintings/Illustrations/Portraits BA/Hons)

Majątek był jednak ważny nie tylko w mitach, ale również, w większym nawet stopniu, w rzeczywistości. Bogactwo stanowiło bowiem o honorze. Od ceny honoru wyrażonej w majątku zależały na przykład należne mu odszkodowania. Nie można było również zawrzeć transakcji większej, ani składać przysiąg, czy obietnic ponad swój majątek. Wreszcie, człowiek bogaty, o ile należał do szlachty, mógł posiadać klientów (prawo deis). Tworzyli oni swoisty system wasalny, choć nieco inny od panującego w średniowiecznej Europie kontynentalnej. Jednym rodzajem klientów, byli tzw. saer - cheili. Pochodzili oni włącznie spośród wolnych rolników, a często drobnej szlachty. Posiadali oni własną ziemię, lecz pożyczali od swego seniora bydło. Wypasali je u siebie, a panu płacili spore daniny oraz tworzyli także jego orszak. Z kolei tak zwani daer - cheile oprócz opłaty za bydło, ponosili dodatkowo koszty utrzymania pana i jego orszaku przez pewien okres w roku (pomiędzy Nowym Rokiem a ostatkami) i wnosili dodatkowe opłaty oraz wykonywali niektóre czynności służebne. Po spłaceniu w całości pożyczonego bydła wszelkie zależności wasalne ustawały. Każdy szlachcic starał się w miarę możności mieć wielu posłusznych klientów i dzięki tej sile wpływać na losy swojego tuath. Z drugiej strony w rozmaitych przypadkach losowych tylko patronat możnego pana pozwalał na przykład starać się o odszkodowania, czy po prostu chronić przed zemstą innych.

Tuath niekiedy była najwyższą forma państwowości. Tak się jednak zdarzało dość rzadko. Przeważnie jedne tuath podlegały innym, silniejszym i zarządzanym przez bardziej rzutkich władców. W takich przypadkach owym silniejszym monarchom płacono trybut, a w zamian on rewanżował się darami i zazwyczaj nie wtrącał się do spraw wewnętrznych szczepu. Tytulatura Irlandii szczegółowo rozróżniała owych królów najniższego rzędu i tych wyższych. Władca pojedynczego tuath nosił stopień ri tuaithe, nadkróla kilku tuath zwano ri tuath, wreszcie władca prowincji nosił miano ri ruirech lub ri coicid. Weźmy dla przykładu Ulster VIII wieku. Królestwa Ulaid, Bairrche, Leth Cathail, Ui Echnach, Dal mBuinne, Dreco Chein i trochę innych tworzyły nadkrólestwo Dal Fiatach. Z kolei Dal Fiatach wraz z innymi nadkrólestwami, z których najważniejszymi były Dal nAraidi i Ui Echach Cobo tworzyło państwo Ulster. Władca któregoś z wyżej wymienionych nadkrólestw zazwyczaj był również ri coicidem Ulsteru. Podobnie działo się również w innych prowincjach.

W XVI wieku jeden z mnichów ustalił, że Goidelowie dotarli do Irlandii mniej więcej jedno tysiąclecie p.n.e. Archeologia nie potwierdza tego wniosku. Przypuszcza się, że Celtowie przypłynęli na zieloną Wyspę około roku 350 p.n.e. lub ewentualnie trochę wcześniej, jednak z pewnością nie przed wiekiem piątym. Legendy podają, że pierwszymi królami zostali Eber i Eremon, którzy podzielili pomiędzy siebie północ i południe, zostawiając niewielkie skrawki pod rządami kuzynów. Podobnie jak Helena Trojańska, tak i tutaj kobieta, żona króla Ebera (powodowana chęcią posiadania) sprowadziła na Irlandię wojnę. Eber jednak zginął i Eremon został niekwestionowanym królem całej wyspy.

Mity wymieniają wielu późniejszych królów. Należy do nich Ollam Fodla, Doktor Mądrości. Należał on do kategorii "dobrych władców". Nie tylko dbał o lud rządząc godnie i rozważnie, ale do niego należał na przykład podział kraju na regiony, w których ustanowił miejscowych zarządców. On ufundował specjalną Szkołę Nauki, on wreszcie zaczął zwoływać co trzy lata na wzgórzu Tary wielkie zgromadzenie wszystkich wybitnych osobistości Irlandii w celu naradzania się nad problemami ojczystej ziemi. Królem wybitnym była również pierwsza milezyjska kobieta na tronie Macha Mong Ruath (czyli Macha o Rudych Włosach), córka Aed Ruadha panująca według tradycji od 377 do 331 roku p.n.e., czyli w okresie rzeczywistego przybycia Celtów do Irlandii. Założyła ona między innymi pierwszy irlandzki szpital.

Mity wspominają również o Conchoborze (Conorze) MacNessie, królu Ulsteru. Władca ten znany był z wielkiej admiracji dla bardów, których chronił i wspomagał, jak tylko mógł. Szczególna jednak śmierć go spotkała. Oto został kiedyś trafiony małym pociskiem podczas ścigania złodziei bydła w ten sposób, że kulka weszła mu w głąb czaszki. Jednak opiekujący się królem lekarz nie zdecydował się na wyjęcie twierdząc, że kulka jest w takim miejscu, iż królowi nic nie grozi, byle się tylko nie denerwował. I tak przeżył Conor MacNessa 7 lat, gdy pewnego dnia zgasło słońce, a niebo przecięły świetliste smugi błyskawic. Mędrcy wyjaśnili zdziwionemu królowi, że to przez Rzymian, którzy właśnie ukrzyżowali człowieka, jakiego jeszcze nigdy nie było na ziemi i nie będzie. Słysząc tą wieść Conor wpadł we wściekłość i niestety, spełniło się to, o czym mówili lekarze, nadmierne emocje spowodowały śmierć władcy. Nawiązanie w legendzie do Ukrzyżowania oznacza, że Conor zmarł w 33 roku n.e., a nieszczęsne trafienie miałoby miejsce w roku 26 n.e.

Mit łączy Conora z Cuchulainem, największym bohaterem Ulsteru i Irlandii oraz z Medb z opowieści "Tainie Bo Cuailnge", którzy również mieli być postaciami z I wieku n.e. O czynach Cuchulaina mówi wiele legend. Zabijał całe tabuny wojowników, a ponad stu królów legło z jego ręki, walczył samotnie z całymi armiami, a jednocześnie był prawdziwie honorowy i przyjazny, o ile ktoś wyciągał do niego rękę. Podczas wielkiej wyprawy Medb na Ulster w zasadzie sam Cuchulain powstrzymuje jej armię. Jednocześnie walka nie przeszkadza mu w utrzymywaniu bliskiej znajomości z Fergusem, jednym z wodzów wrogich wojsk. Podobnie, jak Achillesowi, przyobiecano mu wielką sławę połączoną z krótkim życiem, co według jego zdania, układem było niezwykle korzystnym. Również Medb jest kobietą niezwykłą. Oprócz szalonych ambicji, posiada również wybitny umysł, zdolny do niezwykłej przebiegłości i perfidii (między innymi sprowokowała walkę Cuchulaina z jego bratem mlecznym Ferdiadem). Sama jest zdolnym taktykiem i doskonałym wojownikiem, a przy tym posiada wielką urodę. Istna irlandzka walkiria.

Kolejnym legendarnym władca był Conn Sto Bitew, nazwany tak od olbrzymiej ilości potyczek, które stoczył o Irlandię z Cathari Morem. Zginął zamordowany, a tron objął Conaire II, siostrzeniec poprzednika, zapewne dzięki poparciu braci swej matki, gdyż pretensje do tronu mógłby jeszcze rościć Art., syn Conna. Conaire II jest słynny nie tyle dzięki swoim rządom, co wyczynom potomków, którzy założyli pierwsze bazy Irlandczyków w Szkocji. Mieszkańców Zielonej Wyspy nazywano wtedy Scoti i z biegiem lat miano to przeszło na owych osiedleńców. Synem Arta i zarazem jednym z najsłynniejszych arcykrólów Irlandii stał się Cormac. Wywalczył tron w wielu bitwach z ulsterskim władcą Fergusem i dla Zielonej Wyspy był tym, czym dla Izraela Salomon - wybitnym budowniczym, politykiem, wodzem, mędrcem, protektorem sztuki.



Wzgórze Tary, stolica celtyckiej Irlandii (zdjęcie z 2007 March A Student of History)

Żegnając się z wielkim Cormacem MacArtem wkraczamy powoli w świat królów historycznych. Niewątpliwie takim władcą jest Niall od Dziewięciu Zakładników, wielki władca z V wieku n.e. Był najstarszym synem arcykróla Eochaida Muig Medona z Meath. Za czasów swojego panowania nie tylko ujarzmił opozycję innych władców, zawsze skorych do wzniecania wewnętrznych waśni, ale wielokrotnie wyprawiał się do Szkocji, Brytanii i Francji, ramię w ramię z Piktami (po tym, jak wcześniej ich pokonał) walcząc przeciw powoli opuszczającym wyspy legionom rzymskim. Na jednej z takich wypraw zginął, nie z ręki wroga, ale przez zdradę swoich. Ród Nialla jednak pozostał przy władzy z tytułem króla Tary (leżącej we wschodniej części wyspy na granicy Meath i Leinsteru), która od wieków była uważana za centrum polityczne Irlandii (a zarazem za centrum druidyzmu). Jak wprawdzie oceniamy to dzisiaj, tytuł ten miał bardziej znaczenie religijne, niż polityczne, ale stanowił jeden z wyrazów potęgi Ui Neillów, jakie to miano przybrali potomkowie legendarnego władcy.

Ich pierwszą zdobyczą stał się Ulster, w którym ustanowili szereg swoich państw. Natomiast na południu dwie silne prowincje: Leinster i Munster, stawiały zdecydowany opór. Leinster wydawał się słabszy, toteż w tamtą stronę głównie płynęły żądania hołdu i trybutu z bydła od kolejnych władców Tary. Według dawnych układów pan Leinsteru miał tytuł ri coicida, a więc posiadał najwyższy stopień wśród królów. Nie musiał więc nic płacić nikomu, toteż roszczenia Ui Neillów odrzucał. Z kolei ci próbowali potraktować Leinster, jak nieposłusznego wasala. Wojny o tą prowincję trwały setki lat, bo też setki lat trwała w Tarze jedna i ta sama dynastia. Potężny Munster początkowo z zadowoleniem obserwował ową rywalizację, w końcu jednak dążenie Ui Neillów do supremacji zaniepokoiło również władców z dynastii Eoganacht, władających tą prowincją. Eoganacht dzieliła się na szereg gałęzi (Eoganacht Locha Lein, Eoganacht Glendamnach, Eoganacht Raithlinn, Eoganacht Caisil i inne), z których królowie mieli prawo objąć rządy na Cashel - stołecznym grodzie Munsteru. Rzecz jasna Munster składał się z wielu królestw i wiele dynastii teoretycznie miało prawo do stanowiska najwyższego władcy prowincji, jednak przewaga Eoganacht którzy potrafili zazwyczaj jednoczyć się w potrzebie, powodowała, że tylko oni obejmowali tron. Ciekawe jest to, że choć Munster najpóźniej przyjął chrześcijaństwo stał się jednym z najważniejszych jego ośrodków w całej Irlandii. Doszło wręcz do niespotykanej sytuacji, gdy królowie Cashel piastowali jednocześnie urząd biskupa, bądź opata. Ich potęga była tak wielka, że niektórzy cudzoziemcy uznawali panów Cashel za najpotężniejszych w całej Irlandii. Z drugiej jednak strony to samo pisano o Ui Neillach. Muirchu, twórca dzieła "Żywot św. Patryka" w VII wieku pisze o Tarze, jako o stolicy Irlandii, a jej władcę Loeguire'a nazywa imperatorem. Można więc przyjąć, że w okresie od VI do VIII wieku istniały na Zielonej wyspie dwa główne, w miarę stabilne ośrodki władzy.



Skała Cashel, stolica dynastii Eoganacht (ze strony Ireland Pictures - Traveler Photos of Ireland, Europe - TripAdvisor)

Eoganacht musiał po okresie ignorowania wzrastającej potęgi Ui Neillów zareagować, gdyż żądanie hołdu również zostało skierowane w jego stronę. Królowie Cathal mac Finguine w VIII wieku i Feidlimid mac Crimthainn w wieku IX toczyli ostre walki z władcami Tary. Ui Neillowie zdołali jednak odeprzeć władców Munsteru. Było to tym łatwiejsze, że wiek IX to już epoka najazdów Wikingów. Wielkie zamieszanie i przestrach pomagały silnym, toteż wykorzystując zaangażowanie wielu królestw w obronie przed najazdami skandynawskich wojowników Mael Sechnaill I z południowej gałęzi Ui Neillów ogłosił się arcykrólem Irlandii. Pokonał on władcę Ulaid (pozostałości z dawnego Ulsteru, przez podziałem tej prowincji przez potomków Nialla), władcę Osraige w Leinsterze, wreszcie najechał Munster biorąc zakładników z całej prowincji (co stanowiło normalną irlandzką praktykę, a to w celu zapobiegania ewentualnemu buntowi). Ui Neillowie zdobyli przewagę, lecz zbyt rozbieżne były interesy prowincji i zbyt wielkie ambicje poszczególnych królów, by władcy Tary automatycznie byli uznawani za arcykrólów. W istocie walki o tron ciągle trwały i, o ironio, ciągłe wewnętrzne wojny, zakończone zostały dopiero w wyniku normańskiej okupacji wyspy.

Ui Neillowie zmienili polityczny obraz kraju, ale w czasach Nialla przybył na Zieloną wyspę ktoś, kto wręcz dokonał znacznie większej rewolucji obalając dawny pogański porządek, a tworząc nowy chrześcijański. Oczywiście mowa o św. Patryku, który swoją działalność misjonarską rozpoczął, według niepotwierdzonych do końca legend, w roku 432. Praca św. Patryka i jego następców: św. Finniana, świętej Brygidy, św. Kolumbana Starszego, św. Endy, św. Kolumbana Młodszego i wielu innych irlandzkich świętych, biskupów, mnichów i księży miała olbrzymi wpływ nie tylko na Irlandię, ale i całą Europę. Jak oceniają niektórzy, tylko włos dzielił nas od wtórnego barbarzyństwa i tym włosem, który stał się zalążkiem odnowionej cywilizacji byli właśnie irlandzcy kapłani i zakonnicy. Ich działalności zostanie poświęcony odrębny tekst, natomiast tu dostrzeżmy integracyjną rolę klasztorów w Irlandii. Zielona Wyspa była bowiem krajem bez miast. Stolice, jak Tara i Cashel, to zaledwie grody władców. Nic więc dziwnego, że zgromadzenia zakonne skupiające niekiedy powyżej stu osób stały się prężnym ośrodkiem życia: religijnego, naukowego, ale i niekiedy politycznego, jak dowodzą tytuły władców Munsteru, będących jednocześnie opatami. Wprawdzie nie były to fortece typu kontynentalnego, jak Monte Cassino, ale raczej przypominały polski Biskupin, lecz w nich tak samo głoszono Ewangelię, przepisywano relikwiarze, iluminowano księgi, zastanawiano się nad żywotami świętych, a nawet (jak podaje historyk angielski Beda Czcigodny) studiowano łacińska poezję. Mieszkający przy klasztorach artyści swoim kunsztem zdobili ołtarze i naczynia liturgiczne. Tu panowało życie, podczas, gdy niektóre przynajmniej grody, przy których klasztory sytuowano, powoli traciły na ważności.

Zmieniony został również układ stosunków społecznych. W dawnych społeczeństwach celtyckich istniał podział na cztery warstwy wolnej ludności: druidów, szlachetnie urodzonych, wolnych obywateli (rolników posiadających ziemię, zresztą szlachta tak naprawdę trudniła się również rolnictwem), rzemieślników (stan obejmował tylko niektóre zawody np. lekarza, kowala, harfistę) i wreszcie niewolnych. Druidów nie wolno nam utożsamiać z rolą kapłana. Owszem pełnili oni również funkcje religijne, ale także stanowili klasę mającą swoje przywileje całkiem świeckie np. związane z funkcją na dworach. Druidem zostawało się z racji urodzenia, jednak w innych warstwach zdolny człowiek mógł wynieść się ponad swój stan. Irlandzka maksyma "Is ferr fer a chiniud" mówi, że człowiek bywa lepszy od swego urodzenia. Św. Kolumban Młodszy w jednym z pism do papieża wspomniał, że "w Irlandii nigdy nie liczy się pozycja człowieka, lecz jego zasady". Wielki święty i apostoł Europy trochę przesadził w ocenie swoich rodaków, lecz prawdą jest, że nawet uzdolniony niewolny wykonujący zawód kowala, lekarza, czy harfisty stawał się niekiedy człowiekiem wolnym, a przynajmniej jako takiego określało go prawo. Wraz z chrześcijaństwem warstwa druidów zniknęła. Ostatni król otaczający się druidami i korzystający z ich porad Diarmaid zginął w VI wieku. Jednak zagłada ta nie polegała na fizycznej likwidacji całej warstwy, lecz stopniowo druidzi przekształcali się w wojowników, bardów, a niekiedy również w kler, który zaczął zajmować ich miejsce. O ile św. Patryk przybył do Irlandii w wieku V, a Diarmaid żył w VI to znaczy, że koegzystencja druidów i chrześcijan trwała przeszło 100 lat. Zresztą sam Diarmaid również miał wśród swoich przyjaciół chrześcijan, a nawet dostojników Kościoła, choć z niektórymi był skłócony.

Św. Patryk również ostro sprzeciwiał się niewolnictwu. Ponieważ sam spędził młodość w kajdanach wiedział doskonale, co to znaczy być niewolnikiem. Szczególnie znane są jego głośne protesty przeciwko braniu jeńców wojennych i czynieniu niewolnikami ludzi wolnych. I znów powiodło mu się, jeszcze za jego życia handel niewolnikami zdecydowanie osłabł, a niedługo potem zaniknął całkowicie.

Kolejnym elementem wpływu chrześcijaństwa na Irlandię była zmiana nauczania. Dawne szkoły bardów opierały się wyłącznie, prawdopodobnie ze względów magicznych, na przekazach ustnych. Irlandzki bard chcąc awansować wewnątrz ichniejszej był wręcz zobowiązany znać na pamięć określoną liczbę poematów. Jak podaje "Crith Gablach" istniało siedem stopni bardowskich, które można było osiągnąć w dwunastoletnim procesie kształcenia:

- fochluc - osiągany w drugim roku studiów. Nazwa wywodziła się od giętkiej i wiotkiej łodygi przetacznika zwanego fochlacan,
- mac fuirmid - zdobywany w trzecim roku, gdyż "zasadzano go (fuirmithir), by uczył się sztuk",
- dos -w czwartym roku nauki, od słowa dos oznaczającego młode drzewo,
- cana -w piątym roku (cana - młode zwierzę),
- cli - w szóstym roku studiów (od słowa sleith - filar podporowy),
- anruth - w dziewiątym roku nauki, słowo to oznacza "szlachetny strumień",
- ollamh - profesor, najwyższy tytuł otrzymywany po dwunastu latach nauki.

Przy czym zdarzało się, że niektóre szkoły przyjmowały inną tytulaturę. Podobne stopnie istniały również w szkołach duchownych. Natomiast sam tytuł "ollamh" oznaczał mistrza bez sprecyzowania funkcji. Mógł być ollamh kowalstwa, ollamh prawa etc. Szkoła łacińska bazowała na słowie pisanym, mniej siłą rzeczy ulotnym. Po pewnym czasie obydwa kierunki korzystały wzajemnie ze swoich metod. Szczególnie dużo zawdzięczamy obecnie faktowi, ze szkoły bardów zaczęły uwieczniać swoje dzieła na pergaminie. Wprawdzie rodzime pismo oghamiczne posiadało w Irlandii długą tradycję, lecz najwięcej źródeł pisanych tym sposobem dotrwało do naszych czasów z V i VI wieku.

Należy również stwierdzić, że poza krótkim epizodem z VI wieku, stosunek Kościoła do bardów i dawnych sędziów był ogólnie życzliwy. Ów wspomniany epizod wiązał się prawdopodobnie z próbą wypędzenia bardów (być może próbą niedoszłą, a z pewnością nieskuteczną), ale zakończony został w 575 roku układem w Druim Cett. Za wstawiennictwem św. Kolumbana Starszego (czyli nawet w irlandzkim Kościele zdania musiały być w tej sprawie mocno podzielone), który na zjazd specjalnie przybył z Iony i otwarcie stwierdził, że bez bardów Irlandia przestałaby być Irlandią, poeci powrócili z wygnania. Legenda mówi, że po wygłoszeniu mowy przez św. Kolumbana Starszego aż 1200-u bardów wdarło się na salę obrad radośnie śpiewając na jego cześć. Ponadto uregulowano wtedy funkcjonowanie szkół świeckich ustanawiając całkiem nowoczesny system oświaty. Szkołom, które nie miały stałego miejsca pobytu przyznano specjalne siedziby, a koszty ich utrzymania ponosiły miejscowe klany. W każdej z prowincji miała się znajdować jedna główna szkoła i kilka mniejszych. Powszechność dostępu do wiedzy była również jednym z postulatów św. Kolumbana. Opracowano od nowa program nauczania. Jego głównym autorem miał być ard - ollamh (główny bard Irlandii) Dallan Forgaill (ok. 540 - 590 r.). Tak przynajmniej wspominają podania, które nie koniecznie muszą wyrażać w pełni rzeczywistość. W każdym razie w Irlandii nawet w klasztorach często pobrzękiwały harfy wędrownych bardów opowiadających zamierzchłe legendy. Irlandczycy mimo przyjęcia chrześcijaństwa zachowali umiłowanie do tradycyjnej sztuki. Pamiętajmy, że bardowie często śpiewali o czynach dawnych, w których brali udział bezpośredni, czy legendarni przodkowie opatów, czy biskupów. A czyż każdy z nas nie słuchałby z przyjemnością pieśni mówiącej z jak wspaniałego i historycznego rodu się wywodzimy?

Pojętny naród irlandzki czynił również błyskawiczne postępy w mowie łacińskiej. O ile jeszcze język św. Patryka jest dosyć szorstki i niewyrobiony, to pisma św. Kolumbana Młodszego dają nam pojęcie o niezwykle wysokiej kulturze literackiej tej osoby. Operuje on łaciną nie tylko z wielką swobodą, ale i z wdziękiem. Na podniesienie walorów językowych z pewnością wpływ miały rzesze skrybów, którzy cierpliwie przepisywali i wspaniale iluminowali masy ksiąg, jak również literatów, którzy tworzyli rzeczy nowe.



Stronica Księgi z Kells (ze strony Images of Ireland)

Rozbudowa klasztorów wiązała się również z aspektami gospodarczymi. Nowe ośrodki, w których nie tylko modlono się, ale przede wszystkim pracowano, oznaczały więcej żywności i bogactwa dla wszystkich. Nie tylko zresztą mnisi osiedlali się w klasztorach, ale także ludzie świeccy spragnieni Słowa Bożego i wiedzy. Zresztą do samych zakonów garnęły się masy ludzi bez względu na klasę społeczna. Byli wśród nich niewolnicy, czy rzemieślnicy, ale także wojownicy i druidzi. Znakomicie urodzoną panną była na przykład św. Brygida. Zresztą z samych pism św. Patryka dowiadujemy się, "jak cudownie i z wielka ochotą synowie i córki królów stają się mnichami i dziewicami Chrystusa." Życie klasztorne stało się pełną alternatywą, co w cywilizacji ciągłej przemocy i niemal nieskrępowanego życia erotycznego było sukcesem niezwykłym.

Niestety, wspaniały rozwój Irlandii został przerwany w wieku IX, a raczej już pod koniec VIII. W 795 roku klasztor na wyspie Iona (u wybrzeży Szkocji) założony przez Kolumbana Starszego został splądrowany przez hordę Wikingów. Na Ionę wrócili oni jeszcze 7 i 11 lat później mordując kilkudziesięciu mnichów, niszcząc i rabując ozdobne relikwiarze, ołtarze, ozdoby. Po tej wizycie opat Cellach zdecydował o powrocie do Irlandii. Zakonnicy otrzymali od rodu Ui Neillów ziemię w Kells. Na szczęście dzicy wojownicy północy nie byli zainteresowani jakimiś księgami i dzięki temu dzisiaj możemy podziwiać wspaniałość cudownie zdobionego Ewangeliarza z Kells, który być może był już wykonany lub zaczęty na Ionie. W tym samym roku co Ionę Wikingowie najechali na Lambay, Skelling i inne klasztory, zarówno te położone na wybrzeżu, jak i te zbudowane bardziej w głębi lądu.

Pierwsze wielkie floty Skandynawów pojawiły się u brzegów Irlandii w roku 837. Wikingowie przestali już zwyczajnie rabować, teraz ich celem było przejmowanie ziemi, zakładanie miast i kolonii. Zaraz po przybyciu, zgodnie ze swoimi zwyczajami, okręty zwane "długimi łodziami" lub "drakkarami" wyciągano na ląd i otaczano palisadą. Pierwsze takie umocnione osady powstały w czwartej dekadzie IX wieku: w Lin Duachaill (dzisiaj Annagassan) oraz u ujścia rzeki Liffey. Druga osada z biegiem lat stawała się coraz większym targowiskiem, potem miastem, a potem pod nazwą Dublin przejęła rolę stolicy Zielonej Wyspy od Tary.

W odparciu najeźdźcy przeszkadzały Irlandczykom, jak zwykle, wewnętrzne waśnie. Rywalizacja Eoganacht i Ui Neillów oraz rodów leinsterskich, które nie chciały wyrzec się niezależności były przyczyną niezdolności do zorganizowania jednolitego dowództwa obrony wyspy. Największe waśnie pomiędzy dynastiami przypadły właśnie w okresie nasilenia najazdu Skandynawów. W tym okresie szczególnie można wyróżnić za aktywność wspomnianego już Feidlimida, króla - biskupa z Cashel. Jego atak na Ui Neillów prawdopodobnie spowodował zniszczenie większej ilości kościołów niż akcje Wikingów. Oczywiście ci ostatni korzystali na całym zamieszaniu nie tylko grabiąc słabo broniony kraj, ale również wynajmując swoje miecze irlandzkim władcom. Z całej tej awantury ostatecznie zwycięsko wyszli Ui Neillowie, którzy ostatecznie w 908 roku pod Belach Mughna (Leinster) zniszczyli siły królów Cashel. Flan Sinna, król Tary pokonał w wielkiej bitwie siły króla - biskupa Cormaca mac Cuilennaina. Po tej klęsce dynastia Eoganacht nigdy już nie zdołała się podnieść. Jednak, co ciekawe, Eoganachtowie przetrwali do dziś, a dokładniej jedna z ich gałęzi MacCarthy Mor. Wprawdzie pod koniec XVII wieku rodzina była zmuszona wyemigrować do Francji, ale powróciła po odzyskaniu przez Irlandię niepodległości. Teraz dysponuje oszałamiającym rodowodem w linii męskiej sięgającym 51 pokoleń (!), aż do króla Eaghana Mor z II wieku n.e. Powstało w X wieku również nowe, silne, choć niewielkie Królestwo Dublina, założone przez pirackiego wodza Olafa, prowadzące szeroko zakrojoną działalność handlową z Brytanią i kontynentem.



Herb hrabstwa Dun Laghaire - na tarczy herbowej dostrzegamy okręt Wikingów, którzy załozyli miasto Dublin (teren Dun Laghaire był niegdyś częścią hrabstwa Dublin), korona oznacza historyczne związki z królem Laoghaire, który zbudował tu pierwszą osadę, ponadto znajdujemy również symbole dębów - znak dąbrów, które rozciągały się w tym hrabstwie. Napis pod herbem głosi: "Z przystani do gór" (zdjęcie z County of Dun Laoghaire-Rathdown - Wikipedia, the free encyclopedia)

Najazdy oznaczały przyhamowanie rozwoju kultury i sztuki. Mnisi wywozili co cenniejsze inkunabuły, relikwie do klasztorów w głębi lądu, a gdy i one nie mogły zapewnić im bezpieczeństwa - na kontynent. Przecież w Niemczech, Włoszech, we Francji istniało szereg zgromadzeń zakonnych założonych przez św. Kolumbana młodszego i jego uczniów. Stały się one naturalnym miejscem przechowywania tego, co najcenniejsze i dlatego też na przykład część wspaniałych dzieł irlandzkich rzemieślników możemy oglądać w Italii. Nie mniej jednak można zanotować również pewne aspekty rozwoju. Dotyczył on przede wszystkim budownictwa, w którym dawny budulec, czyli drewno, zaczął być wypierany przez kamień. Około roku 900 powstał na przykład kościół św. Kevina w Glendalough. Z X wieku pochodzą znane nam z podręczników do historii słynne krzyże kamienne, czasem pięknie rzeźbione, jak Krzyż Muiredacha z Monasterboice wzniesiony około 923 roku. Nowy wiek X to nowe najazdy. Tym razem ich głównym celem stał się Munster. W 914 roku Wikingowie założyli bazę w Waterford a kilka lat później w miejscu nazywanym obecnie miastem Limerick.

Nieco lepsza sytuacja panowała na północy, gdzie potężni Ui Neillowie przynajmniej częściowo zahamowali łupieżczą działalność Wikingów, a nawet zyskali nad nimi pewną kontrolę. Na południu jednak po rozgromieniu dynastii Eoganacht nie było siły, która przeszkadzałby kraść i rabować do woli. Dopiero druga połowa wieku X przyniosła zmianę. Małe tuath Dal Cais zaczęło się błyskawicznie rozrastać pod mądrymi rządami króla Mathgamaina i wkrótce po odbiciu Cashel z rąk Eoganacht w 964 roku stał się najpotężniejszym władcą prowincji. Niedługo potem pobił wikingów z Limerick i splądrował ich miasto, biorąc ponoć olbrzymie łupy. Mathgamain poległ w 976 roku, ale jego politykę z jeszcze większym powodzeniem kontynuował młodszy brat Brian Boruma (Boru), którego przeznaczeniem było wejść do galerii największych władców Irlandii.



Naszyjnik z Broighter (ok. 50 n.n.e.) znaleziony w hrabstwie Derry

Równie znakomicie radzili sobie Ui Neillowie. Królowi Tary Maelowi Sechnaillowi, który koronował się w 980 roku, w tymże samym roku udało się pokonać dużą armię Wikingów, a rok później zdobyć sam Dublin. Miasto zostało mocno zniszczone, a na jego mieszkańców nałożono olbrzymią daninę. Z wyjątkiem jednej wielkiej bitwy (pod Clontarf) po tych klęskach przybysze ze Skandynawii nie odegrali już znaczącej roli w dziejach Zielonej Wyspy. Zostawili jednak trwały ślad w postaci nowych miast, monety, która po raz pierwszy była na zielonej Wyspie bita właśnie przez nich i nazewnictwa. Nawet słowo "Irlandia" jest pochodzenia norweskiego. Dawniej nazywano ją Eriu, Scotia lub (pod takim mianem widnieje w Wojnie Galijskiej Cezara i w listach św. Patryka) Hybernia. Z języków nordyckich pochodzą nazwy miast: Wicklow, Waterford, Wexford, a nawet obecna prowincja Leinster, która wcześniej nosiła nazwę Lagins - tir (Kraj Laginów).

Jak za dawnych czasów naprzeciwko siebie stanęły więc dynastia północna Ui Neillów i królowie Munsteru. Ponadto, jak zwykle, istnieli jeszcze władcy Leinsteru, którzy zaczęli coraz bardziej korzystać z pomocy Wikingów. W roku 999 pod Glen Mama Brian Boru zwyciężył Leinster i sprzymierzonych z nim Dublińczyków, a w trzy lata później jego zwierzchnictwo nad ziemiami północy uznał dotychczasowy arcykról Mael Sechnaill panujący od 980 roku. Rzecz jasna owo uznanie wyższości nie oznaczało zniszczenia potęgi Ui Neillów, jednak po raz pierwszy od wielu lat arcykrólem Irlandii został ktoś spoza ich rodu. Stolica Ui Neillów Tara była zawsze postrzegana, jako siedziba naczelnego wodza Irlandczyków i symbol władzy nad wyspą. Teraz miało to ulec zmianie. Następnie Brian Boru podporządkował sobie ostatecznie ludy północy. Mael Sechnaill podczas swoich rządów nieco poluzował okazywanie swojej zwierzchności nad Ulsterem. Prawdopodobnie w związku z ciągłymi walkami z Wikingami i Munsterem. Nowy arcykról jednak nie tolerował takiej sytuacji, lecz podjął w latach 1002 i 1005 wyprawy w celu wymuszenia respektu dla swojej siły. Oczywiście skutkiem tych wypraw było tradycyjne wzięcie zakładników z dobrych rodów, co miało gwarantować ich posłuszeństwo. Po tym została tylko jedna jeszcze prowincja, której władcy śnili o niezależności - Leinster. Jego król Mael Morda ponownie sprzymierzył się z Wikingami z Dublina, którzy dodatkowo wezwali na pomoc swych rodaków ze Skandynawii. Dla wszystkich była to szansa uniezależnienia się od nowego władcy Irlandii, który chciał rządzić całą wyspą.

Widząc koncentrację sił nieprzyjaciela w Dublinie władca Tary Mael Sechnaill wezwał na pomoc Briana Boru. Ten więc wyruszył ze swoimi siłami. Decydujące starcie zostało stoczone 23 kwietnia 1014 roku pod Clontarf i jest to jedna z najważniejszych bitew w irlandzkiej historii. Brian odniósł świetne zwycięstwo, a potęga Wikingów została zniszczona już ostatecznie. Jednak sam arcykról również zginął, a także jego najstarszy syn i mnóstwo munsterskiej szlachty. Młodsi synowie Briana nie mieli zdolności ojca i władzę nad całą wyspa objął ponownie Mael Sechnaill. Niewątpliwie ten arcykról by znakomitym politykiem, który do perfekcji opanował umiejętność czekania na sprzyjające okazje. Potrafił uznać potęgę Briana Boru, rzeczywiście przewyższającą jego, a w zamian za to ten pozostawił mu władztwo Tary. Po bitwie pod Clontarf znów na najwyższym tronie zasiadał Ui Neill aż do śmierci w 1022 roku.

Jednak dość krótkie panowanie Briana Boru pokazało, że nie tylko Ui Neillowie mogą być arcykrólami. Teraz każdy władca prowincji mógł ubiegać się o to zaszczytne stanowisko. Taką osobę, która bazując wyłącznie na zasobach swojego państwa próbowała osiągnąć tron arcykróla nazywano ri co fresabra. Po Maelu Sechnaillu od roku 1022, do inwazji normańskiej prawdopodobnie Irlandią kierowało ośmiu władców:

- Donnchad, syn Briana Boru,
- Diarmait, syn Maela z Leinsteru,
- Toirdelbach Ua Briain z Munsteru (z rodu Briana Boru),
- Muirchertach Ua Briain z Munsteru (z rodu Briana Boru),
- Domnall Ua Lochlainn z rodu Ui Neillów,
- Toirdelbach Ua Conchobor (O'Conor) z Connachtu,
- Muirchertach Ua Lochlainn z rodu Ui Neillów,
- Ruadri Ua Conchobor (O'Conor) z Connachtu.

Nie wszyscy oni posiadali jednak tytuły arcykrólów, bywały okresy wspólnych rządów, jak również długie czasy, w których nikt nie był arcykrólem. Dlatego zazwyczaj historycy uznają lata 1022 do 1072 (panowanie Donnchada i Diarmaita) w ogóle za okres bezkrólewia. Przyjmując jednak z zastrzeżeniami wyżej wymienioną listę władców dostrzegamy, że wśród tej ósemki jest trzech potomków Briana Boru, dwóch Ui Neillów, a poza tym Leinsterczyk i dwóch z Connachtu. Szczególnie istotni wydają się władcy z Connachtu. Toirdelbach i Ruadri to ojciec i syn, a w dodatku obydwóch osobników można było zaliczyć do wybitnych osobowości. Istniała więc realna szansa założenia dynastii królewskiej typu kontynentalnego. Jednak władcy Leinsteru nie byliby sobą, gdyby w przypadku wewnętrznych konfliktów nie szukali pomocy u cudzoziemców. Wcześnie byli sprzymierzeńcami Wikingów, a teraz wygnany król Leinsteru Diarmait oddał Irlandię w poddaństwo Henrykowi II, królowi Anglii.

Spuścizna najazdów Wikingów szczególnie mocno uwidoczniła się w irlandzkim Kościele. Spalone klasztory, świątynie, zabijani mnisi i księża - to spowodowało braki kadry duchownych i poważnie ograniczało możliwości niesienia Dobrej Nowiny. Stąd notowano zaprzestanie przyjmowania sakramentów, zaniechanie płacenia dziesięciny, nie przestrzeganie praw kościelnych. Niestety, również samo duchowieństwo ogarnęło w owych trudnych latach rozprężenie. Jednak początek nieco spokojniejszego okresu (bardzo względnie spokojniejszego, gdyż wewnętrzne waśnie kwitły w najlepsze) panowania Briana Boru zapoczątkował odnowę w Kościele. Przykład czerpano z kontynentu. Klasztor Cluny na całą Europę promieniował nowymi prądami monastycyzmu. Echa tego nurtu dotarły najpierw do Brytanii, a później do Irlandii. W wieku XI istotnym stało się również to, że społeczność potomków Wikingów zamieszkujących największe miasta stała się chrześcijańska. Właśnie ta społeczność już od początku swego nawrócenia zwracała się nie do duchownych irlandzkich, ale do Canterbury. Stamtąd też przyszli reformatorzy całego Kościoła Zielonej Wyspy. Pierwszymi z nich byli Mael Isa Ua hAinmire (od 1096 roku biskup Waterford wyświęcony przez św. Anzelma z Canterbury) i Gilla Espaic (od 1106 biskup Limerick). Gilla Espaic, którego również mianowano legatem papieskim opracował plan nowego podziału na diecezje i projekt dokładnego ujednolicenia liturgii. W działaniach tych również wspierał go usilnie Cellach Ua Sinaig, najpierw opat w Armagh (na początku bez święceń zresztą), a później już biskup Armagh, który uważany był za prymasa. W 1111 roku synod w Raith Bresail (Cellach mu współprzewodniczył, razem z arcykrólem) wyróżnił w Irlandii 24 stolice biskupie. Było to niemało i stanowiło wyraz istotnej wagi chrześcijaństwa w Irlandii. W tym czasie na przykład wszystkich biskupów w Polsce (większej niż Irlandia i ludniejszej) dałoby się policzyć na palcach u rąk, a i to nie trzeba by było używać wszystkich.

Następcą Cellacha w reformowaniu Kościoła stał się św. Malachiasz (Mael Maedoc), który w 1142 roku sprowadził do Irlandii cystersów. W sprawach przemian wśród duchowieństwa odbył on między innymi podróż do Rzymu i spotkał się z papieżem. Już po jego śmierci (w 1148 roku w Clairvaux podczas drugiej podróży do Rzymu) na synodzie w Kells w 1152 roku dokonano kolejnego podziału Zielonej Wyspy na 4 arcybiskupstwa (Armagh, Cashel, Dublin, Tuam) i 36 biskupstw. Zjazd biskupów rozpoczął pracę 6 marca, a już 24 marca legat papieski kardynał Paparo zatwierdziwszy postanowienia synodu wyjechał do Rzymu, by powiadomić papieża o odnowie w irlandzkim Kościele. Niektórzy historycy wnoszą, że raport kardynała Paparo został sfałszowany, gdyż na jego podstawie papież Hadrian udzielił Henrykowi II Plantagenetowi, królowi Anglii pozwolenia na zajęcie wyspy. Jednym z argumentów miało być właśnie doprowadzenie Irlandczyków do chrześcijaństwa, co samo w sobie było nonsensem. W każdym razie, choć reformy Kościoła irlandzkiego zaczęły się później niż na kontynencie, pokazały, że chrześcijaństwo na Zielonej Wyspie bardzo mocno się zakorzeniło, a samo duchowieństwo jest zdolne do sanacji. Miecz najeźdźcy przerwał jednak wszelkie próby utworzenia w Irlandii samodzielnego państwa i samodzielnego Kościoła. Pierwsi Normanowie angielscy wylądowali na irlandzkim brzegu w maju 1169 roku, a sam Henryk II przybył na Zieloną Wyspę dwa lata później odbierając hołd lenny od irlandzkich królów.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 662
Reputacja: 5590
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
94.2%94.2%94.2%
4.71
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Głosów: 7, średnia: 99%

Narzędzia artykułu

  #1  
Yarot on 06-11-2008, 00:05
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%
Rzeczowo, fachowo i przyjaźnie dla czytającego. W zasadzie jest to lektura na co najmniej dwa czytania z uwagi na dużą ilość nazw (nazwy i imiona celtyckie czasami brzmią jak sam bluźnierczy Cthulhu ) Sam kiedyś wykorzystałem w sesjach kilka postaci z tego kręgu kulturowego jak boginę Badb czy Briana Moru. Dobrze się to czytało i mam ogromny szacunek do takiego sposobu przedstawienia Irlandii. Pewnie dało by się napisać więcej (szczególnie o bardach czy druidach), ale pewnie i na to przyjdzie czas.
I mała uwaga z początku tekstu odnośnie WFRP - chodzi o Bretonię jako państwo. Bretania jako taka nie istnieje, ale to już chyba faktycznie czepiactwo.
Całość to wzorowy przykład na fantastyczny felieton. Stąd ocena. Oby więcej takich.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Kelly on 06-11-2008, 06:31
Dziękuję za opinię. Jeżeli miałbyś ochotę na bardów, przypominam linki do artykułów:

W tajemniczym świecie bardów, Cz. 1
http://lastinn.info/felietony/5408-w...ow-cz-1-a.html

W tajemniczym świecie bardów Cz. 2
http://lastinn.info/felietony/5470-w...ow-cz-2-a.html

Bardowie Walii
http://lastinn.info/felietony/6228-bardowie-walii.html

Natomiast co do druidów
Druidzi
http://lastinn.info/felietony/5315-druidzi.html

Tematyka ta jest poruszona także częściowo w kilku innych (Prawem i lewem, Narodziny i dzieciństwo w celtyckim świecie, Cysorz to ma klawe życie ) poświęconych sprawom celtyckim, które zamieściłem na LastInn.
Natomiast co do większej ilości poruszanych spraw. Planuję kolejny artykuł z kręgu wczesnego iryjskiego chrześcijaństwa oraz kolejny o nazewnictwie.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Yarot on 06-11-2008, 23:00
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:96%
Tak właśnie sądziłem, jak przejrzałem pozostałe felietony. Wiedziałem, że już coś o tym czytałem tutaj. Zaraz wpadam do czytelni
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Niles Elmwood on 13-11-2008, 06:48
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:100%
Nareszcie udało mi się przeczytać felieton do końca. Jestem pod wielkim wrażeniem. Pierwszą moją myślą, gdy zacząłem czytać był wniosek, że albo autor studiuje, albo skończył studia wybitnie humanistyczne, a to jest owoc jego ciężkiej pracy akademickiej, którą się dzieli na forum. Myliłem się jednak we wszystkim, oprócz faktu, że to kawał dobrej, rzetelnej roboty. Moją słabościa jest Irlandia, lecz bardziej ta współczesna, także wdzięczny jestem za takie fajnie opracowane kompendium źródeł. Styl rzeczywiście bardzo przystepny. Najlepiej czytało mi się wstęp z mitologią. Później troszeczkę trącało nadmiarem faktów i przyznam, że musiałem rozkładac czytanie na kilka podejść. Niemniej nie obniża to oceny i ogólnego wrażenia, bo bez tych informacji czasami może mało wciągających, przekaz byłby znacznie zubożony. Myślę, że materiał bardzo przydatny dla każdego miłośnika fantasy, zważywszy, że sam Tolkien, czerpał także inspiracje z mitologii i kultury Celtów.
Z ciekawości zapytam. Szykuje się może w przyszłości felieton o Norsach ?
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Kelly on 13-11-2008, 07:30
Jest mi niezwykle przykro, ale to nie moje dziedziny. Znaczy, znam je trochę, ale na pewno nie na tyle, żeby pokusic sie o felieton na odpowiednim poziomie. Rzecz jasna, nie znaczy to, ze nic nie przygotowuję, bowiem wykańczam artykuł na temat nazewnictwa Irlandii, który może się przydać do własnoręcznego tworzenia światów role playing. Dziekuję za tak pozytywna ocenę.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
kitsune on 13-11-2008, 14:04
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:100%
Jak zwykle wysoki poziom usług . Merytoryka powala, a styl ułatwia przyjęcie informacji. Wbrew tem, co piszesz na początku, artykuł uniwersalny. Niewiele jest światów fantasy bez celtyckich nawiązań.

Pozdr
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Arango on 13-11-2008, 17:24
Felietony Kellego stawiają naprawdę wysoką poprzeczkę dla chcących im dorównać w tym dziale.

Cieszę się że w końcu udało mi się znaleźć czas by go przeczytać. O stronie merytorycznej się nie wypowiem, bo po prostu kuda mi tam do Twojej wiedzy.

Co do przydatności zgadzam się w pełni z Kitsem. Sam jutro (jak szef pozwoli) pędzę na kampanię która rozgrywa się na wyspie (wymyślonej przez MG) w pobliżu Irlandii ćwierć wieku po inwazji Klaudiusza na Anglię. Więc wiadomości np o Conorze są jak znalazł Nie mogę się więc zghodzić z ich małą przydatnością. :P

I oczywiście musze wspomniec o jeszcze jednej rzeczy w artykułach Kellego. To umiejetność doboru ilustracji. Naprawdę urzekają. Podobno kto raz był w Irlandii nie może do końca życia już pozbyć się tesknoty za nią. Jestem w stanie uwierzyć.

Dziękuję również o wspomnieniu o mej skromnej osobie we wstępiu tekstu.

Pozdrawiam
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166