Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Historyczne
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Astronomia i kalendarz Celtów<!-- google_ad_section_end -->
Astronomia i kalendarz Celtów
Autor artykułu: Kelly
17-03-2009
Astronomia i kalendarz Celtów

Jeśli przejrzymy pisma antycznych literatów od Strabona, poprzez Cezara, Diodora, Hipolita, Cycerona, Pliniusza aż do Tacyta i Pomponiusza Meli odnajdziemy nich informację, że celtyccy druidzi posiadali rozległą wiedzę astronomiczną. Pomponiusz Mela wspominał o ich obserwacjach gwiazd i znajomości "rozmiarów i kształtu ziemi oraz ruchów ciał niebieskich". Dodaje również wzmiankę o znajomość wpływu księżyca na przypływy morza, co świadczyłoby o bardzo nowoczesnym podejściu do tego problemu. Wprawdzie świat, o którym wspomina Mela, podobno miał przypominać dysk, co odbiega nieco od współczesnych danych, jednak pogląd ten nie wyróżnia się niczym negatywnym na tle ówczesnych opinii. Hipolit z kolei uważał, że celtyccy druidzi "potrafią przepowiedzieć niektóre zdarzenia dzięki pitagorejskim obliczeniom". Zatrzymajmy się na chwilę nad tym cytatem. Co do jakiegokolwiek powiązania druidów z tym matematyczno - muzycznym, wielce tajemniczym bractwem trudno się wypowiadać. Drobne uwagi antycznych pisarzy zaznaczających, że istniał przepływ wiedzy od druidów do Pitagorejczyków, albo na odwrót, są zbyt skąpe, by można było na ich podstawie rozwiązać ten problem. Sama zresztą postać Pitagorasa jest wielką zagadką. Arystoteles na przykład nie wierzył w istnienie Pitagorasa, uważając jego osobę za legendarne upostaciowanie idei pitagoreizmu. A jeżeli postać teoretycznego założyciela ruchu jest wątpliwa, to co dopiero mówić o całej reszcie. Nie jest, w każdym razie, niemożliwe, że jakiś przedstawiciel Celtów miał dostęp do nauczania któregoś z nauczycieli nurtu pitagorejskiego, albo, że któryś z Pitagorejczyków zetknął się z nauką druidów. Mogło to nastąpić na przykład w Marsylii, gdzie istniała silna grecka społeczność, a jednocześnie była to już Galia. Natomiast jakieś głębsze powiązanie raczej jest wątpliwe, choć historia nie raz zaskakiwała nas takimi przypadkami.

Opinia Hipolita jednak przydaje druidom umiejętności astrologiczne. I tutaj uwaga: dla współczesnej osoby astrologia znajduje się zazwyczaj na granicy rozrywki i szarlatanerii. Zupełnie inaczej podchodzili do tego starożytni. Astrologia i astronomia stanowiły tą samą gałąź wiedzy. Nawet zresztą wielcy astronomowie odrodzenia, De Brache i Kepler stawiali horoskopy, a szczególnie ten drugi doszedł podobno w astrologii do wielkiej wprawy. W czasach antycznych Arystoteles wierzył w siłę oddziaływania gwiazd, podobnie jak Cyceron i Marcus Manilius. Wprawdzie z kolei Eudoksos z Knidos, pod względem zainteresowań prawdziwy człowiek renesansu - również astronom, nie wierzył, by gwiazdy miały jakikolwiek wpływ na ludzi, lecz niewielu podzielało to przekonanie.

Dla Rzymian najwybitniejszymi wróżami i przepowiadaczami przyszłości byli Etruskowie, lecz i Celtom przypisywano w tej mierze spore umiejętności. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w irlandzkich pismach z pierwszego tysiąclecia naszej ery, bądź w późniejszych opracowaniach, które na owe pisma się powołują. Zwyczajowo horoskop wyznaczał w Irlandii datę rozpoczęcia budowy domu, a także przy rozpoczęciu innych przedsięwzięć. Podobno również św. Kolumban Starszy zaczął naukę w terminie wyznaczonym przez druida na podstawie obserwacji nieba. Tak więc astronomię i astrologię celtycką musimy traktować jako jedność, tak jak oceniali ją ludzie starożytności i średniowiecza. Co więcej, w ówczesnych czasach w Irlandii wiedzę tę traktowano jako niezbędną dla każdego wyedukowanego człowieka. Potwierdza to "Psałterz kwartyn" (Saltair na Rann) z X wieku, w którym znajdujemy informacje, iż wykształcenie obejmuje również znajomość poszczególnych znaków zodiaku oraz daty, w których dniach słońce wchodzi w owe znaki. Podobnie przedstawiał tą sprawę "Glosariusz Cormaca" (Sanas Cormac) spisany przez Cormaca Mac Cuileannaina (836 - 908 ). Według tego pisma powszechna była znajomość wyznaczania godziny, na podstawie położenia gwiazd. Nawet Cuchulainowi zdarzyło się polecić swojemu woźnicy Loegowi, by przyjrzał się gwiazdom i ustalił w ten sposób czas nadejścia północy.

Czas końca tysiąclecia to również okres działalności wybitnych irlandzkich astronomów. Jak przypuszczają niektórzy, św. Wergiliusz z Salzburga w rzeczywistości miał na imię Fergal i był irlandzkim zakonnikiem, opatem w Aghaboe. Wyrażał on opinie o innych światach zamieszkałych przez ludzi i mimo, że takie opinie potępiał św. Bonifacy, ówczesny papież Zachariasz odrzucał wszystkie skargi, a papież Grzegorz IX w XIII wieku kanonizował go. Św. Wergiliusz był bardziej filozofem i wizjonerem niż astronomem, za to astronomem w pełnym tego słowa znaczeniu był Dungal z irlandzkiego klasztoru Bangor. Jego to poprosił dwór cesarza Karola Wielkiego, by wytłumaczył władcy, na czym polega zjawisko zaćmienia słońca, które dwukrotnie miało miejsce w roku 810. Geografem, ale również astronomem był słynny Dicuil, autor "Computus lub Liber de astronomia". Przedstawiał on tam swoje koncepcje na temat ruchu gwiazd. Odnaleziono również inne rękopisy, które potwierdzają znajomość wczesnośredniowiecznych Irlandczyków nauki o niebie. W "Rocznikach Ulsteru", przedstawiających historię Irlandii od roku 444 n.e. pomiędzy rokiem 496 a 884 wspomniano o osiemnastu zaćmieniach słońca i przelotach komet podając przy tym dzień, a nawet przybliżony czas co do godziny. Daty owe zostały potwierdzone przez współczesną astronomię.
Jeżeli przyjmiemy, że prawdą jest sytuacja, w której Irlandczycy VIII - X wieku powszechnie posiadali znajomość podstawowych terminów astronomii, czy to oznacza, że mogli być spadkobiercami znacznie większej wiedzy, która była dostępna nielicznym, przede wszystkim druidom? A może jednak ich wiedza była zapożyczona: od Etrusków, Arabów, wreszcie Greków i Rzymian? Problem ten poruszali badacze specjalizujący się w słownictwie celtyckim wykazujący, że na przykład w języku irlandzkim, zarówno w formie współczesnej, jak i średniowiecznej, brak jest rodzimych odpowiedników kluczowych pojęć astronomicznych. Takie jak: astrologia, (astralaiocht), zodiak (stoidiaca), czy zaciemnienie (eiclips) pochodzą z greki. Również miana większości planet, to nazwy zapożyczone, tym razem łacińskie. W średniowieczu brzmiały one: Sathurn, Joib, Mearchair, Mars, Veineas. Stąd rodzi się pytanie: jeżeli dawni Celtowie interesowali się gwiazdami i planetami, to gdzie podziały się ich nazwy? Część badaczy odpowiada, że nazw tych nie ma, ponieważ przypisywane druidom zainteresowanie astronomią jest wymysłem pisarzy antycznych podchwyconym przez współczesnych łowców sensacji. Niewątpliwie prawdą jest, że niektórzy badacze starożytności przesadzają w swym entuzjazmie. W XVIII wieku na przykład z wielka pewnością twierdzono, że słynne Stonehenge jest blisko związane z cywilizacja Celtów, a szczególnie z druidami. Podobnie sądzono o innych megalitycznych budowlach na Wyspach Brytyjskich. Tymczasem wszystkie one powstały tysiące lat przed przybyciem Celtów na te tereny. Nawet więc, jeżeli zgodzimy się z posiadaniem wielkiej wiedzy przez ich twórców, nie możemy tego czynu przypisać Celtom.


Wisiorek z celtyckim księżycem
(za strony Wiccan Jewelry)

Jednak są również naukowcy przekonani o wyjątkowej wiedzy druidów w tym zakresie, którzy podchodzą do problemu czysto analitycznie. Zastanawiają się oni, czy jest możliwe, by taka liczba starożytnych i średniowiecznych opisów odnoszących się do umiejętności astronomicznych mówiła nieprawdę? Na logikę, nawet jeżeli założymy, iż autorzy wszystkich owych ksiąg mylili się, co do szczegółów owej wiedzy, to i tak fakt interesowania się mechaniką nieba przed druidów, powinien być bezsporny. Ogólny wniosek tych badaczy dziejów jest taki: druidzi posiadali wybitną znajomość astronomii, lecz mówienie o szczegółach tej wiedzy było objęte geis, czyli klątwą. Stąd na przykład brak jest spisanych irlandzkich nazw planet. Niektóre jednak funkcjonują w języku mańskim, który wyodrębnił się z irlandzkiego w V i VI wieku n.e. Merkury to Yn Curain lub Yn Crean, a Wenus oznaczają nazwy: Yn Vadlag i Yn Vaytnag. Być może więc na wyspie Man geis to nie obowiązywało. Nazwa Księżyca również miałaby być geis. Wysuwane są przypuszczenia, że na określenie Księżyca była używana specjalna nazwa boga lub bogini. Nigdy jej jednak nie wymawiano, w zamian stosując określenia zastępcze. Na przykład staroirlandzkim słowem określającym Księżyc było Re, a w języku mańskim "Rehollys" ("Światło księżycowe"). Geis zakazujące używania nazw astronomicznych utrzymały się długo. Podobno mańscy rybacy, nim dobili z powrotem do portu nie mogli nazywać Księżyca słowem "eayst", natomiast zawsze określali go jako "ben - reine ny hoie", czyli "Królowa nocy". Podobnie rzecz miała się w przypadku Słońca. W tym przypadku nie używano słowa "grain", lecz zawsze "gloyr naa laa", czyli "Chwała lata". Byłoby to więc wyjaśnienie, dlaczego w przypadku pojęć z zakresu astronomii w języku irlandzkim po prostu brakuje. Zresztą słowo "brakuje" niezupełnie oddaje istotę sprawy. Część z tych terminów znajduje się w dawnych manuskryptach, lecz są ona bardzo rozrzucone i dotarcie do nich wymaga bardzo szczegółowych analiz języków celtyckich. W każdym razie możemy dziś stwierdzić, że wbrew sądom niektórych językoznawców wspominanych wcześniej, znamy przynajmniej część pojęć astronomicznych używanych przez celtyckich mędrców. Staroirlandzki język określał zodiak, jako "reithes grian" ("koło słoneczne"), a średnioirlandzki, jako "crois greine" ("słoneczny pas"). W języku mańskim istnieje jego odpowiednik "cryss greiney", choć wspominane jest również starsze określenie "Cassan - ny - greiney" ("Ścieżka słońca").

Mamy na przykład w staroirlandzkim zwrot "eolus reull an reltainn", czyli "wytyczenie kursu według gwiazd". Astrologa średniowieczne teksty irlandzkie określają, jako "naladoir", co oznacza osobę "wróżącą z chmur", ale również "wróżącą z gwiazd". Inna nazwa astrologa to "eaystrollach", od słowa "esca" będącego jednym z określeń Księżyca. Język mański nazywa astrologa "fysseree". Słowo to jest spokrewnione ze staroirlandzkim "fisatorir", czyli "tłumacz wizji i snów". W językach celtyckich takich słów jest wiele, jednak rękopisy z nimi powstały w okresie średniowiecza, natomiast w dokumentach późniejszych dominują już formy przejęte z innych języków. Stąd mogło wziąć się przekonanie o braku astronomicznych wyrażeń w językach celtyckich. A od astronomii blisko już do kalendarza. Przecież naturalny cykl dni, nocy, pór roku związany jest z obrotami ziemi wokół własnej osi i wokół Słońca. Słońce! Właśnie ono dla większości ludów starożytnych stawało się miernikiem czasu służącym za podstawę tworzenia kalendarzy. W przypadku Celtów było jednak inaczej. Cezar pisał: "wszelki podział czasu określają oni nie według dni, lecz nocy; dni urodzin oraz początki miesięcy i lat tak obliczają, aby noc zawsze poprzedzała dzień". A to oznacza, że powstał on we wczesnej fazie wierzeń celtyckich, kiedy dużą rolę w mitologii odgrywały kobiece bóstwa powiązane z naturalnym satelitą Ziemi. O kalendarzu celtyckim wiemy sporo: po pierwsze z przekazów, tradycji i legend, a po drugie z odkryć archeologicznych. Najgłośniejszym właśnie znaleziskiem w tym zakresie tematu była odnaleziona w Coligny we Francji (obecny departament Ain) tablica zawierająca dokładny kalendarz Celtów. Kalendarz z Coligny obecnie można zobaczyć w Palais des Arts w Lyonie. Na podstawie zachowanych fragmentów domniemywa się, że miał on postać płyty z brązu na ok. półtora metra szerokiej, a wysokiej na ok. metr. Badaczem, który wiele uwagi poświęcił temu niezwykłemu znalezisku był francuski archeolog J. Monard. Szczególnie dzięki jego studiom możemy szczegółowo odtworzyć system datowania.


Kalendarz z Coligny
(zdjęcie ze strony Calendar)

Nazwy miesięcy przedstawia poniższa tabela
Miesiąc - Miesiąc współczesny - Tłumaczenie celtyckiej nazwy:
Samonios - X/XI - Padanie nasion (Siew)
Dumannios - XI/XII - Najmroczniejsze głębie
Riuros - XII/I - Czas zimna
Anagantios - I/II - Czas przebywania w domu
Ogronios - II/III - Czas lodu
Cutios - III/IV - Czas wiatrów
Giamonios - IV/V - Ukazanie kiełkowania roślin
Simivisionios - V/VI - Czas jasności
Equos - VI/VII - Czas konia
Elembiuos - VII/VIII - Czas żądania
Edrinios - VIII/IX - Czas rozsądzania
Cantios - IX/X - Czas pieśni

Kalendarz ten spisany w języku galijskim powstał prawdopodobnie w pierwszym wieku przed naszą erą, a w każdym razie w czasie panowania Cezara Augusta Oktawiana. Tablica z kalendarzem podzielona była na szesnaście pionowych kolumn, w których zostały zapisane sześćdziesiąt dwa miesiące księżycowe (+ dwa dodatkowe). Poszczególne miesiące w dwunastomiesięcznym roku składały się z trzydziestu (siedem) lub dwudziestu dziewięciu (pięć) dni. W związku jednak z różnicami, jakie powstawały pomiędzy tym zestawieniem, a czasem obrotu Ziemi wokół Słońca mniej więcej co trzy lata dodawano jeszcze jeden miesiąc trzydziestodniowy o nazwie MidSamonios pomiędzy Cutiosem a Giamoniosem. W stosunku do kalendarza gregoriańskiego wielki cykl Kalendarza z Coligny trwa trzydzieści lat. Potwierdza to uwagę Pliniusza, który zanotował, że celtycki wiek trwa lat trzydzieści. Każdy miesiąc był dobry lub feralny, a wewnątrz dzielił się jeszcze na jasną i ciemną, trwające po piętnaście lub czternaście dni, oddzielone za każdym razem słowem "atenoux" ("noc wyznaczająca zwrot"). Wyjątkiem był MidSamonios, w którym wszystkie dni określano jako feralne. Natomiast w przypadku pozostałych: miesiące trzydziestodniowe uważano za pomyślne, a dwudziestodziewięciodniowe - nie. Na płycie kalendarza niektóre dni i miesiące oznaczono, jako "mat" lub "anm". To pierwsze określenie kojarzy się z irlandzkim słowem "maith" - "pomyślnością", a to drugie z "an-maith", czyli "niepowodzeniem". Jak więc widać wróżbiarstwo i astrologia odgrywały w rachubie dni istotną rolę, skoro z taką drobiazgowością obliczano stopień szczęśliwości poszczególnych dni i miesięcy. Nie ma jednolitych ocen, co do fazy Księżyca, w której miały zaczynać się poszczególne miesiące. Raczej była to pełnia lub okres zdecydowanie bardziej do pełni zbliżony niż do nowiu. Być może z powodów magicznych, a być może z praktycznych - duża tarcza Księżyca jest znacznie łatwiejsza do obserwacji niż wąski sierp.

Ciekawostką kalendarza jest zupełny brak użycia nazw wielkich celtyckich świąt. Wprawdzie są wyróżnione terminy, które odpowiadają świętom Beltine (lub Beltaine) i Lugnasand, ale nie ma jakiejkolwiek wskazówki dotyczącej Samain (lub Samhain). A przecież Samain w Irlandii wyznaczało początek roku. Kalendarz był przeznaczony do użytku publicznego, a duża liczba zastosowanych skrótów pozwala przypuszczać, że w ogóle znajomość rachuby dat i terminów z nią związanych była wśród Celtów bardzo duża oraz, że znaczna część osób potrafiła czytać.

Tyle o Kalendarzu z Coligny. Natomiast tu rodzi się pytanie, czy ten sam kalendarz odmierzał czas Galom, Irlandczykom, Szkotom, Bretończykom? By odpowiedzieć na to pytanie sięgnijmy do współczesnych nazw miesięcy i dni w językach gaelickich.

Miesiąc - irlandzki (iryjski) - szkocki - walijski – bretoński:
Listopad - Samhain an t-Samhain Tachwedd Miz Du
Grudzień - Nollaig an Dúbhlachd Rhagfyr Kerzu
Styczeń - Enáir an Faoilteach Ionawr Genver
Luty - Feabhra an Gearran Chwefror C\'hwevrer
Marzec - An Márta an Márt Mawrth Meurzh
Kwiecień - An t-Aibreán an Giblean Ebrill Ebrel
Maj - An Bhealtaine an Ceitean Mai Mae
Czerwiec - An Meitheamh an t-Og-mhios Mehefin Mezheven
Lipiec - lúil an t-luchar Gorffennaf Gouere
Sierpień - Lúnasa an Lúnasdal Awst Eost
Wrzesień - Meán Fómhair an t-Sultain Medi Gwengolo
Październik - Deireadh Fómhair an Damhair Hydref Here

Podobieństwa nazw miesięcy wskazują, że raczej tak, choć z pewnością były jakieś regionalne odmiany. Szczególnie dotyczyło to dat świątecznych, które mogły być charakterystyczne wyłącznie dla jednego konkretnego plemienia. Ponieważ wśród Celtów zdecydowanie dominowały bóstwa lokalne, opiekujące się poszczególnym skrawkiem ziemi, rzeką, czy pojedynczym szczepem, prawdopodobnym się wydaje, że daty świąt - ceremonii ku czci tych bóstw, mogły być bardzo różne. Czy jednak jest możliwe, że tak wydawałoby się ogólnoceltyckie święto jak Samain nie było uwzględnione na płycie Kalendarza z Coligny? Być może nasz dotychczasowy pogląd na ten temat trzeba będzie zrewidować, nie mniej można sądzić, że sama idea roku dwunastomiesięcznego w kształcie ukazanym w Kalendarzu z Coligny była raczej powszechna. Lecz kalendarz to nie tylko miesiące, ale także dni tygodnia. Popatrzmy na ich współczesne nazwy, podobnie, jak to uczyniliśmy wyżej z miesiącami.

Dzień - irlandzki (iryjski) - szkocki - walijski - bretoński
Poniedziałek - Dé Domhnaigh Di-Domhnaich Dydd Sul Disul
Wtorek - Dé Luan Di-Luain Dydd Llun Dilun
Środa - Dé Mairt Di-Mairt Dydd Mawrth Dimeurzh
Czwartek - Dé Céadaoin Di-Ciadain Dydd Mercher Dimerc\'her
Piątek - Déardaoin Di-Ardaoin Dydd lau Diriaou
Sobota - Dé h-Aoine Di h-Aoine Dydd Gwener Digwener
Niedziela - Dé Sathairn Di-Sathurna Dydd Sadwrn Disadorn

Jakże to ładnie wygląda. Tyle, że my nie mamy pojęcia, ile dni, a raczej nocy trwał tydzień celtycki. Celtolog John Rhys twierdził na przykład, ze dziewięć! Bracia Rees również ocenili, że liczba dziewięć ma bardzo duże znaczenie, jeżeli chodzi o podział czasu. Są w językach celtyckich specjalne nazwy na wyznaczanie dziewięciodniowych terminów. W języku walijskim okres dziewięciu nocy podczas żniw, kiedy księżyc był najbliżej pełni zwano "y nawnos noinden" ("dziewięć jasnych nocy"). Terminu "noinden" lub "nomad" używano również w dawnej Irlandii dla dziewięciu dni. Być może więc rzeczywiście celtycki tydzień nie był pod względem długości podobny do naszego.


Grupa arcydruida i druidów, obraz Charlesa Knighta
(ze strony 15.&#x2014;Group of Arch-Druid and Druids [image 414x500 pixels])

Cały rok celtycki dzielił się na dwa okresy: letni zwany "samradh" i zimowy "geimhredh". Nie mniej, gdzie niegdzie na przykład w Irlandii okresy owe dzielono jeszcze na dwie części na podobieństwo do naszych kwartałów. Na przełomie każdego z kwartałów miało miejsce wielkie święto. Początek roku rozpoczynało Samain. W języku iryjskim "sam e fuin" oznacza "koniec lata" i wydawałoby się, że jest to właściwe tłumaczenie tego terminu. Tymczasem słowo to znaczy również "zgromadzenie". Tego bowiem dnia na wzgórzu Tary co trzy lata odbywały się wielkie zgromadzenia ludu - szlachty, królów, druidów, bardów w sprawach wspólnych dla całej Irlandii. Według legend owo zgromadzenie ustanowił król Ollam Fodla (Doktor Mądrości), który miał rządzić wyspą w VI lub VII w p.n.e. Wprawdzie w tym czasie Celtów jeszcze w ogóle nie było w Irlandii, lecz nie znaczy to, ze Ollam jest w ogóle postacią niehistoryczną. Tego po prostu nie wiemy, lecz z pewnością, o ile istniał, musiał żyć kilkaset lat później, niż wynika to z mitów. Samain trwało aż dziewięć dni i rozpoczynało się pierwszego listopada, aczkolwiek ważne obrzędy miały miejsce już w noc poprzedzającą święto. Były to ceremonie związane z kultem zmarłych. W tym dniu otwierały się wrota pomiędzy światami, a duchy zmarłych swobodnie chodziły po świecie. Na ich cześć, na cześć wielkich przodków odprawiano ceremonie i gotowano uczty, co w krajach anglosaskich przekształciło się z czasem w wesołe Halloween.

Czas, w którym obchodzono święto nie wchodził do rachuby dni, był poza wyznaczając koniec starego i początek nowego roku. Czas Samain był więc czasem rady. Nawet jeżeli nie zbierano się w Tarze, to poszczególne bliskie sobie tuath spotykały się, by zastanawiać się nad wspólnymi problemami. Był to również czas zabawy i uwielbianych przez Celtów uczt. Wreszcie był to czas magiczny, w którym poszczególne szczepy i ich członkowie mieli odradzać swe siły witalne. Nie znamy szczegółów odprawianych ceremonii, ani ofiar, które składano. Jeden z zapisków wspomina na przykład, że w owym czasie w miejscu Mag Slecht oddawano bogowi zwanemu Crom Cruaich pierwociny wszystkiego lub każdego trzeciego syna. Przy czym tekst nie wyjaśnia dokładnie, czy chodzi o ofiary z ludzi, choć jest to prawdopodobne. W owych dniach szczególnie istotną rolę miał do odegrania król plemienia. Obrzędy związane z jego osobą obejmowały symboliczną śmierć i odrodzenie się (co jest zapewne pozostałością po faktycznych ceremonialnych zabójstwach) oraz ślub z boginią danego regionu. Właśnie ślub dawał pewność, że tuath będzie pod opieką sił wyższych. Małżonka króla była jedynie zastępczynią bogini, a niekiedy uważano, ze w zasadzie wszystkie związki są tylko pewnym surogatem tego jedynego i prawdziwego ślubu króla z boginią. O związkach takich opowiadają mity, na przykład w Samain Dagda poślubił Morrigan (szczególnie często wymienianą, jako jego partnerkę).

Patrząc na charakter obydwu wyżej wymienionych bóstw mamy:
- patriarchę i opiekuna plemienia, znakomitego we wszystkim, co czyni,
- boginię natury łączącą w sobie symbolikę zniszczenia i narodzin.
I do takich bóstw: lokalnych, łączących w sobie wszystkie elementy niezbędne do przeżycia plemienia modlono się w Samain. Waga Samain dla Irlandczyków uwidacznia się szczególnie w tym, że w mitach właśnie podczas tego święta dokonywało się wiele niezwykłych wydarzeń. Weźmy samą "Leabhar Gabala": w Samain Nemedianie musieli składać Fomoraigom okrutną daninę (dwie trzecie plonów i dzieci), w Samain Tuatha de Danan zwyciężyło Fomoraigów pod Mag Tured przejmując panowanie w Irlandii.

Dość prosta jest interpretacja święta, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Irlandczycy byli ludem przede wszystkim pasterskim, a nie rolniczym. Samain stanowiło po prostu koniec wypasu stad w danym roku. Bydło i owce zganiano do zagród wybierając zwierzęta do zabicia i do dalszej hodowli. Wreszcie ludzie danego plemienia gromadzili się razem, był więc powód do uczt i zabaw. Ich tradycje sięgały neolitu i z czasem obrosły legendami i podaniami stając się właśnie Samain. Obecnie w języku irlandzkim nazwa tego święta zachowała się, jako nazwa miesiąca listopada.

Jedynie Beltine (Cetshamain) mogło konkurować z Samain pod względem ważności i rozmachu. To kolejne ze świąt pasterskich obchodzone pierwszego maja. Sięgnijmy znów do "Leabhar Gabala": w Beltine przybyło do Irlandii plemię Partholona i w Beltine wybiła je zaraza, w Beltine Nemenianie pokonali Fomoraigów i w Beltine przybyli na wyspę Milezyjczycy. Wręcz można powiedzieć, że cała historia mityczna Irlandii toczyła się wokół tych dwóch najważniejszych świąt. O ile jednak Samain było świętem magicznym, to w Beltine dominowała czysta radość. Prawdopodobnie nazwa święta jest związana z imieniem Belenosa, czczonego również w Galii i Italii boga pasterstwa, choć przyznawano mu również niektóre atrybuty związane z światłem i ogniem. Właśnie ogień jest znakiem charakterystycznym Beltine (Beltine - Ogień Belenosa). Ogień to symbol życia i światła: dnia, który staje się dłuższy niż noc. Wiemy, że druidzi próbowali przeszkodzić św. Patrykowi w jego misji właśnie przez rozpalanie ogni w Beltine. Ich czary jednak zostały unicestwione, gdy święty rozpalił ognie Wielkanocne na wzgórzu Slane. Wspomina o tym Muirchu Moccu Machteni z Armagh w "Żywocie Trójdzielnym św. Patryka", który częściowo zachował się w "Księdze z Armagh". Tak opisuje centralne uroczystości Beltine w Uisneach, choć w swoim tekście przeniósł je do Tary: "Tego roku tej samej nocy, gdy święty Patryk odprawiał misterium Wielkiej Nocy, odbywała się wielka uroczystość, którą poganie Irlandii obchodzili ze śpiewami i licznymi zaklęciami, a także magicznymi sztuczkami i wszelkimi bałwochwalczymi przesądami. Na uroczystości zbierali się królowie, satrapowie, wodzowie, książęta, przybywali druidzi, prorocy i wróżbici, mistrzowie sztuk wszelakich napływali do Laoghaire, jak ongiś do króla Nabuchodonozora, do Tary, ich Babilonu". Po swej klęsce dwaj druidzi, którzy próbowali przeciwstawić się świętemu Lucet Mael i Lochru przepowiedzieli klęskę swojej wiary, a król Laoghaire ochrzcił się (choć według innych źródeł pozostał przy pogaństwie).

Uroczystości centralne miały, jak widać, dużą pompę i brało w nich udział wiele znakomitości. Beltine odprawiano jednak w całym kraju, choć oczywiście nierównie skromniej. Podobno pierwszy magiczny ogień został zapalony przez druida Nemedian o imieniu Mide. Miało to miejsce w Uisneach, które było uważane za środek Irlandii. Rozpalone przez Mide ognisko paliło się aż siedem lat i od niego rozniecano wszystkie inne ogniska. Zwyczaj ten utrzymał się. W wigilię Beltine wygaszano ogień w domowych paleniskach, by później znów rozniecić go od szczapy zapalanej w obrzędowych ogniskach. Podczas Beltine, które rozpoczynało sezon wypasania owiec, przepędzano stado pomiędzy dwoma wielkimi ogniskami. Był to rytuał, który miał chronić bydło od chorób. Ale ogień chronił nie tylko stada. Również ludzie, którzy przygotowywali się do jakiejś długiej wyprawy skakali "na szczęście" przez ognisko. Czynili to również młodzi, co miało zapewnić znalezienie dobrego małżonka, jak również dzieci. Bawili się bowiem wszyscy: od najstarszego do najmłodszego. Swoje domostwa zdobiono kwiatami, również odwiedzano się przynosząc w darze kwiaty, za co obdarowany suto odwdzięczał się jadłem i napojem. Te wizyty przypominały więc nieco znany nam zwyczaj kolędowania. Inne zwyczaje przypominały nieco słowiańską Kupałę. Strojenie się w kwiaty, wspólne tańce, wreszcie wybór "króla i królowej" spośród młodzieży, którzy przewodzili obrzędom były charakterystyczne dla wielu miejsc w Europie. O ile w Samain ślub brali bogowie, to w Beltine robili to ludzie. Był to częsty okres ożenków, lecz także czas, w którym nawet nie mając ślubu pozwalano sobie na bardzo wiele. Beltine bowiem było świętem swobody, również seksualnej. Również nazwa tego święta zachowała się do naszych czasów w języku irlandzkim, jako oznaczenie piątego miesiąca roku.

Mniej znane jest Imbolc, święto obchodzone pierwszego lutego. Podczas uroczystych ceremonii odprawiano obrzędy oczyszczenia poprzez ogień i wodę oraz związane ogólnie z płodnością. Również ono wiązało się z cyklem pasterskim i oznaczało rozpoczęcie okresu mleczności owiec. Wprawdzie owce nie miały w Irlandii takiego znaczenia, jak bydło rogate, ale stanowiły również ważną część gospodarki. Zarówno, ze względu na produkcję mięsa, ale przede wszystkim dzięki wełnie. Wytwarzanie wysokogatunkowej wełny stało się zresztą, aż do czasów niemal współczesnych, wizytówką rolnictwa Wysp Brytyjskich. W mitach owca nie odgrywa znaczącej roli. Wystarczy dla porównania przedstawić tu choćby rogaciznę z utworu "Táin Bo Cuailnge" lub psa, który dał imię Cuchulainowi. Również świnie bywały świętymi zwierzętami. O owcach legendy nie wspominają w tak obszerny sposób. Jednak dzień, na który datuje się Imbolc zawiera związki nie tylko z owcami. Jeśli spojrzymy w kalendarz, to dostrzeżemy, że pierwszego lutego obchodzi imieniny Brygida. Św. Brygida z Kildare umarła pierwszego lutego 524 lub 526 roku. Ciekawe jest jednak, że w noc z 31 stycznia na 1 lutego obchodzono wcześniej inne uroczystości poświęcone pogańskiej bogini Brigit. W Kildare oddawano jej cześć, a samo "cill - dara" oznacza "dębowy kościół" lub "kościół pod dębem". Brigit znana również wśród plemion celtyckich jako Brigando, Brigantia, Brigan lub Brig jest uważana za córkę Dagdy, a jej specjalnością były: wiedza, poezja i wróżenie, a także płodność. Imbolc nazywano również Oimelg, czyli "Poród" i było ono poświęcone właśnie Brigit. Postać Brigit pod różnymi, lecz podobnymi imionami, była czczona przez znaczną część celtyckiego świata. Istnieje również teoria, że Imbolc było na początku świętem jednej grupy ludności, może szczepu, które powoli rozprzestrzeniło się w całej Irlandii wzbogacając się o nowe elementy. Zauważmy przy tym, że teoria ta nie stoi w sprzeczności ani ze związkami święta z boginią Brigit, ani z okresem mleczności owiec. Imbolc zawierało sobie wszystkie wyżej wymienione elementy, jednak pierwszeństwo jednych, a wtórność drugich stanowi dla nas zagadkę. Ciekawostkę stanowi fakt, że w niektórych regionach Szkocji w Imbolc palono słomiane kukły ubrane w kobiece szaty. Był to ogień oczyszczający, odpędzający zło i mający przynieść pomyślność. Być może z tą tradycją tą związany jest znany również w Polsce zwyczaj topienia płonącej marzanny w pierwszy dzień wiosny.


Ostatnim wreszcie z wielkich świąt był Lugnasad, które w języku irlandzkim zostało zachowane do teraz w postaci nazwy miesiąca sierpnia. W nazwie święta bez problemu odnajdujemy imię wielkiego celtyckiego boga Luga. To jedno z bóstw ogólnoceltyckiego panteonu, a w pewnych regionach nawet największe. Był on najprawdopodobniej najpierw czczony przez Celtów na kontynencie i do Irlandii jego kult dotarł stosunkowo późno wraz z grupą osadników, co można wysnuć z tekstów mitologicznych. Z jego imieniem znaleziono liczne inskrypcje w Galii, Szwajcarii, w północnej Italii, no i oczywiście na Wyspach Brytyjskich. W Galii znany był pod imieniem Lugos, a w Walii - Llew, a być może również Lleu. Od jego miana pochodzą nazwy rozmaitych miejsc na mapie Europy: Lyon. Leon, Laon, Loudan we Francji, Lugano w Szwajcarii, Lejda w Holandii. Wśród miejscowości związanych z imieniem Luga mamy również akcent polski. Na Dolnym Śląsku istnieje bowiem miasto Legnica.

Lug walczył w szeregach Tuatha de Danan przeciwko Fomoraigom i to na jego korzyść zrzekł się tronu okaleczony Nuada zwany Argentlamem (Srebrnorękim). Również on był zabójcą złowrogiego boga Balora. Trafił go pociskiem prosto w jedyne oko. Nazywano go Simildanach, czyli Mistrz Wszech Sztuk. A w związku z takimi umiejętnościami w praktyce upatrywano w nim patrona niemal każdej sztuki. Na pewno był uważany za boga światła słonecznego, ale przypisywano mu też na przykład rolę opiekuna rolnictwa. W tym aspekcie podobny był do Dagdy, który również miał być doskonały we wszystkim, cokolwiek czynił. Nadawano mu w Irlandii przydomek "Find", czyli jasnowłosy, co na kontynencie zostało zniekształcone i przeszło w "Vindonus". A od "Vindonusa" bliziutko już do Wiednia - obecnej stolicy Austrii. Inny z jego przydomków to "Lamhfadh", czyli "Długoręki". W Walii nazywano go z kolei "Lleu Llaw Gyffes" ("Jasnowłosy o zręcznej dłoni"). Ciekawostką jest, że jednym z rzemiosł pod opieką Luga było szewstwo. Jeszcze na początku ubiegłego wieku Bretończycy mówiąc o słońcu używali słowa "sabotier", czyli "szewc". Lugnasad, mimo iż zawiera imię Luga, nie jest jednak poświęcone samemu bogu, lecz jego przybranej matce pochodzącej z plemienia Firbolg o imieniu Tailltu (faktyczni rodzice Luga to Cian i Ethlinn). Zginęła ona zamęczona pracą po zwycięstwie Tuatha de Danan nad Firbolgami. Gdy król - bóg, który nie wiedział nic o niewoli swej przybranej matki, dowiedział się o śmierci, jego żal był tak wielki, że zagroził swojemu ludowi klątwą. Wtedy właśnie ludzie dla przebłagania króla i uczczenia Tailltu ustanowili owo święto. Wedle badaczy postać Tailltu jest zniekształceniem dawnych wierzeń, w których pod imieniem tym występuje bogini ziemi w jej aspekcie matki - żywicielki wszystkich i dawczyni życia. Porównując z greckim panteonem nie była więc to Gaja, ale raczej Demeter. Być może jednak nie Tailltu była obiektem kultu w Lugnasad, ale Macha, szczególnie czczona w Ulsterze bogini wojny, która często występowała z siostrami Morrigan i Neman i była niekiedy przedstawiana, jako Badb, krucza bogini pola bitwy.

Obchodzono Lugnasad 1 sierpnia i jest to jedyne święto z wielkiej czwórki, które nie jest związane z cyklem pasterskim, lecz rolniczym. W przypadku bydła i owiec mamy do czynienia z pełnią sezonu wypasu, natomiast dla rolników jest to początek żniw. W takim okresie prośba o dobre zbiory jest wskazana. Charakterystyczny dla Celtów był fakt, że po złożeniu prośby nie następowało późniejsze dziękczynienie. Same ceremonie święta miały bowiem charakter magiczny, a rytuały, o ile zostały dobrze wykonane, po prostu nie mogły zawieść. Stąd dobre plony przyjmowano, jako ich naturalny efekt, natomiast złe wiązały się z uchybieniami podczas obrzędów. Mamy tu do czynienia z takim bardzo "handlowym" podejściem do religii: my odprawimy odpowiedni obrzęd, a w zamian za to bogowie są zobowiązani nam sprzyjać. Więcej: jeżeli zrobimy to w odpowiedni sposób, to oni muszą nam sprzyjać, chcą czy nie chcą. Święto nazywano również "Bron trograin", co oznacza "Gniew Trograina". Sam Trograin jest nieznanym bogiem (boginią?), a składano mu ofiary z prośbą o dobre plony. Być może więc był on jakąś personifikacją matki - ziemi, podobnie jak Tailltu i został wyparty przez kult Luga. Jak wyglądało święto? Był to jeden wielki jarmark powiązany z zawodami sportowymi. Młodzieńcy mogli tu dowieść swoich umiejętności popisując się jeździectwem, bądź szermierką. Były tańce, uczty i mnóstwo pieśni. Podobnie, jak w Beltine Lugnasad należał do tradycyjnych okresów zawierania związków małżeńskich oraz ubijania interesów. Ponieważ, jak zostało wspomniane, Lub był bogiem kontynentalnym, prawdopodobnie wcześniej niż w Irlandii 1 sierpnia świętowano na kontynencie. W Lyonie tego dnia obchodzono prastare misteria Lugus. Wszakże w Irlandii długo zachował się jego dawny sposób odprawiania, podczas gdy w Lyonie już za czasów Cezara Augusta Oktawiana święto zmieniło swój charakter i przeobraziło się w obrzędy ku czci rzymskiego cesarza.

Wszystkie te święta w wymiarze praktycznym łączył fakt, że ich obchodzenie nie było sprawą indywidualną, ale dokonywało się całymi społecznościami. A zgromadzenia ludu powodowały, że czysto religijne ceremonie były uzupełniane o elementy praktyczne: zawiązywanie interesów, ustalanie związków małżeńskich, pokazywanie, kto lepszy, na rozmaitych zawodach. Również w owym czasie podejmowano wiele decyzji, jak byśmy to dzisiaj powiedzieli, politycznych, dotyczących wspólnych spraw poszczególnych tuath, a także decyzji o stosunkach międzyplemiennych. To, że na przykład Lugnasad jest szczególnie związane z dokonywaniem wymiany handlowej nie znaczy, że nie odbywała się ona także przy okazjach innych świąt. Może nie w takim natężeniu, ale również ta forma funkcjonowania społeczeństwa była obecna. Święta te łączy jeszcze fakt, że na każdym z nich elementem celebracji był ogień: jako symbol światła, ciepła, szczęścia, oczyszczenia i odnowy. Dlatego też w literaturze mówiącej o Samain, Imbolc, Beltine i Lugnasad można spotkać określenie "cztery wielkie festiwale ognia".


Współczesna statuetka Arianrhod (ze strony Celtic Jackalope Resin Arianrhod Statue: Maxine Miller Art)

Jak widać z powyższego, Celtowie głęboko interesowali się astronomią. Nocami oglądali Księżyc i planety, nadawali im swoje nazwy i zastanawiali się nad ich ruchami. Wprawdzie ciałom niebieskim przypisywali znaczenie religijne, ale któraż z dawnych religii tego nie czyniła? Elementem wiedzy astronomicznej był również celtycki kalendarz składający się z 355 dni. Jego dokładność swobodnie można porównać do kalendarza juliańskiego. Słusznie więc rzymscy autorzy w swoich pismach przyznawali Celtom duże umiejętności i wiedzę astronomiczną. Była to wprawdzie wiedza dla wybranych z klasy druidów, ale w pewnej części przeniknęła ona również do zwykłych ludzi. Jak wspomniane zostało wcześniej przeciętny Irlandczyk wczesnego średniowiecza miał całkiem spore pojęcie o gwiazdach na nieboskłonie. Po prostu to wypadało znać i tego uczono w szkołach. A cóż, jak nie nauka, jest dźwignią rozwoju i podstawowym elementem budowy cywilizacji?
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 2 646
Reputacja: 5009
Kelly ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

  #1  
Arango on 20-03-2009, 18:54
Jak zwykle pełen profesjonalizm.

O kalendarzu celtyckim odkrytym na terenach dawnej Galii (bardzo zresztą udanym) sporo było w jednym z odcinków cyklu
"Barbarzyńcy według Terry'ego Jonesa". Ale to chyba nie był kalendarz z Coligny akurat.

Serial zresztą wart polecenia.
Ostatnio edytowane przez Arango : 20-03-2009 o 18:56.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Ivar on 10-11-2015, 18:28
To wpis dotyczących wszystkich artykułów Kellyego.

Chodz trafiłem na jeden z Twoich artykułów na forum Druidyzm po nicku odnalazłem inne na LI.
Jako, że przygotowuje sesje, gdzie elementy celtyckie/druidyczne będą się pojawiać okazały się bardzo pomocne i oszczędziły mi wiele pracy w poszukiwaniach internetowych.

Gratuluję erudycji i dziękuję.

Chapeau bas Kelly
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166