Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - ogólnie > DnD i systemy d20 > Portal światów > Dragonlance > Artykuły i opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-11-2004, 20:38   #1
 
Fistus's Avatar
 
"Zwycięstwo"

Nie ja jestem autorem.
Cytat:
Autor opowiadania: Grzegorz "Frost" Nęcka

Rycerz wszedł na mur skąd miał dobry widok na okolice. Spojrzał w dal i głęboko westchnął.
-Widzisz to Syvricu? Zwrócił się do stojącego obok młodego porucznika. Za kilkanaście minut dotrą pod samo miasto. Armia Smoczego Władcy. Zgrzytnął zębami i splunął daleko.
- Ci na przedzie to ciężka konnica z Nordnaaru. Poznaje ich po charakterystycznych zbrojach z emblematem czerwonego smoka Dalej za nimi widać trzy oddziały pieszych smokowców. A tam na lewym skrzydle ogry i gobliny z Blode. Razem daje to ponad dwa tysiące żołnierzy.
-A my ...zaczął Syvric, dysponujemy tylko niecałą setką rycerzy solamijskich i dwustu najemników plus straż miejska. Krótko mówiąc.....nie mamy żadnych szans. Zwiesił smutno głowę i począł schodzić na dół.
-Więcej wiary młodzieńcze!! Zawołał mężczyzna, którego wszyscy znają jako Lorda Sigmunda Giscarda. Legendarnego solamijskiego dowódcę ,który nie przegrał jeszcze żadnej potyczki, choć częstomiał do czynienia ze znacznie od siebie potężniejszym przeciwnikiem. Którego imię każdy wymawiał z szacunkiem, a czyny jego znane były powszechnie.
Giscard powoli podążył za swym podkomendnym. Nagle zaczepił go posłaniec.
-Panie! Przybył wysłannik smoczej armii! Burmistrz Fezkel i reszta czekają tylko na twoje przybycie. Wysapał zmęczony chłopak.
-Dobrze. Udam się tam niezwłocznie.
-Syvric, Kistan! Do mnie! - Krzyknął aż poszło echo.
-Na rozkaz panie! Niemal równocześnie zjawiło się obok niego dwóch poruczników.
-Idę na spotkanie z posłem. Będą chcieli pewnie dać miasto bez walki, ale my się nie posłuchamy tych bredni .Na jego twarzy pojawił się przebiegły uśmiech. Oficerzy kiwnęli ze zrozumieniem.
-Dlatego każcie szykować broń i glancować misiurki! Migiem! Za pół godziny do przeglądu!!
-Tak jest!
Wyszedł poza teren garnizonu i podążył główną ulicą w stronę ratusza. W środku panowała atmosfera oczekiwania. Opróczburmistrza byli tu jeszcze kapłan Paladine'a i dowódca tutejszej straży.
-Achh witamy ! Lordzie Giscard! Zna pan tu obecnych więc pomińmy grzeczności i od razu przejdźmy do konkretów. Otóż sytuacja jest dramatyczna. Za chwilę przyjmiemy tu posła. Proszę panów o godną postawę. O właśnie już idzie!
Do sali wszedł wysoki mężczyzna w czarnej zbroi. Miał długie ciemne włosy, bladą twarz i paskudną bliznę na policzku.
-Witam wszystkich tu zgromadzonych. Odezwał się ciężkim, grobowym głosem. Reprezentuje Arkanosa .Smoczego władcę, sługę bogini Takhisis. Nawołuje on waszmościów do natychmiastowej i bezwarunkowej kapitulacji. Jednak w swym niezmierzonym miłosierdziu chcemy okazać wam nieco łaski. Jeśli poddacie się bez walki ostawimy miasto i mieszkańców, ograniczając się tylko do okupacji i kontrybucji. To tyle. Żegnam. Macie godzinę na omówienie tego między sobą.
Kiedy poseł wyszedł od razu nastała ożywiona dyskusja i krzyki.
-Pax! Pax!Panowie! Cisza!! Krzyknął Fezkel.
-No już lepiej. Pan poseł przedstawił stanowisko i warunki smoczej armii i muszę powiedzieć że nie jestem zaskoczony. Musimy teraz pomyśleć nad spełnieniem tych żądań.
-Coooo?? Jakie spełnianie żądań Ryknął Giscard. Jak wpuścicie ich do miasta to wyrżną wszystkich a chałupy spalą. Wierzysz burmistrzu tym kanaliom? Przecież to samo zło!
-Spokojnie, spokojnie Lordzie. Chcemy tylko wynegocjować jak najkorzystniejsze warunki pokoju. Bo chyba nie wierzy pan w powodzenie obrony?! Widział pan jaką siłą tu przybyli. My mamy ledwie małą garstkę obrońców. Do tego mury miasta są w przebudowie i na razie nie zdadzą się na wiele. Nie przetrwalibyśmy nawet dnia oblężenia. Tym bardziej że bardzo prawdopodobne że mają w swych szeregach smoki.
-Ależ w każdej chwili może nadejść odsiecz! Wojska z Palanthas na czele Złotego Generała prą na południe i w każdej chwili mogą tu przybyć! Dlatego wystarczy nam choćby dzień ajestszansa na wygraną!
-Według najnowszych wieści, armia idąca nam z odsieczą utknęła jakieś 50 mil stąd okrążona przez niezliczone zastępy smokowców! Burmistrz odsapnął chwilkę, sprawdził czy wszyscy go słuchają i kontynuował. Pan mówi tu o jakiś szansach, które i tak według mnie są nikłe, ale to ja odpowiadam za to miasto do cholery!! Czy będzie pan Lordzie odważny na tyle by powiedzieć 10tys mieszkańców że oto przystępujemy do wariackiej obrony?! Zmęczeni ciągłym strachem i niepewnością, kobiety, dzieci i starcy bo przecież mężczyźni dawno już w poborze. Czy odważy się pan na to? Lordzie Giscard?
-Nie. Rozumiem pana sytuacje i nie zazdroszczę jej. Więc powiem tak. Radźcie tu nad warunkami kapitulacji, a ja wraz z moimi żołnierzami wyruszę w pole stawić im czoła.
-Myślałem że jest pan rozsądnym człowiekiem. Ale widzę że zaślepia pana chęć zemsty i szuka jej pan nawet za cenę śmierci. Do tego głupiej i niepotrzebnej. Powiedział Fezkel.
Czyż nie mam racji panowie? Spytał pozostałych.
-Nie mnie rozstrzygać kto ma tu rację. Odezwał się dotąd milczący kapłan Paladine'a. Wiem jednak że Lord Giscard nie posłucha pańskich rad. Bowiem honor to jego życie i nie będzie uciekał ani się poddawał w obliczu wroga.
-A więc rozmowa skończona. Znacie moje pobudki i to co chcę zrobić. I zrobię to z waszą zgodą lub bez niej! I niech Paladine nad wami czuwa! Dowidzenia panom! Spiesznym krokiem wyszedł z ratusza i ruszył w kierunku murów. Tam czekały już gotowe do akcji jego oddziały. Wszedł do swej kwatery i począł z pomocą pachołka przywdziewać zbroję.
Podszedł do srebrnego napierśnika i wziął go do rąk. Na nim wygrawerowane były słowa:
Paladine.Sularus.Solamina, Bóg, honor, ojczyzna. Jakże niewielu ludzi wierzy jeszcze w tą piękną maksymę. szepnął do siebie.
Kiedy skończył się ubierać wyszedł na zewnątrz i poszedł w stronę oczekujących go żołnierzy.
-Bracia!!Za tą bramą czeka na nas przeciwnik. Obrzydliwe smokowce, barbarzyński pomiot, i hordy goblinów. Jednak my jesteśmy rycerzami Solamijskimi!! Zostaliśmy stworzeni do walki z takim przeciwnikiem. Z imieniem Paladine na ustach wyruszymy do boju i zmeciemy tą przeklętą hołotę! Giscard zagrzewał rycerzy do boju. Widział że aż każdy gotuję się do walki. Czuł jak adrenalina uderza mu do głowy i poczuł uniesienie.
-Są dwie możliwości tego jak to się potoczy. Albo siła nieprzyjaciela zgniecie nas. Wtedy trafimy wprost przed oblicze Boga i uwita nas na wspaniałej uczcie gdzie sam Huma będzie nas ugaszaczał .Albo uderzymy z całą siłą i przebijemy się na tyły wroga by móc zabić samego Arkanosa. Kiedy stracą swojego dowódcę wówczas popadną w panikę i pójdą w rozsypkę. Więc w obydwu przypadkach czeka nas chwała i radość!
-Zaintonujmy naszą pieśń !!Niech Paladine nas prowadzi!
Żołnierze wydali gromki okrzyk aprobaty i ruszyli. Brama otworzyła się z piskiemi łoskotem i rycerze ustawieni w kolumnie wyszli poza mury śpiewając donośnie


W bój! Idziemy w bój
Miecze z jasczurów,
Chorągwie w górę,
Za wzór mając legendarnego Humę
Nie znając trwogi,
Wyzwalając gniew srogi,
Idziemy w bój!
Niech Paladine nas prowadzi,

Na bój straszny,
Przelewając krew,
Za wszystko co nam bliskie...
Rycerze rozluźnili szyk i poszli w cwał. Do linii wroga mieli dystans kilkuset metrów.
-Ależ pięknie idą Zbroje błyszczą, chorągwie furkoczą! Achh piękny to oddziałek! Zachwycał się strażnik obserwujący całą sytuacje z baszty.
-Ino pikny! Ale nie za długo taki będzie bo zaraz siła wroga zmiecie panów rycerzyków. Odezwał się drugi.
-Nie kracz! Glisto jedna! To przecie nasi! Tamtych może więcej ale słabsi fizycznie i na duchu! Trza mieć wiarę!
Strażnicy ci nie mogli wiedzieć że kilkadziesiąt lat później w odbudowanej wieży najwyższego klerysta na ostatnim piętrze,zawisną piękne malowidła przedstawiające najbardziej bohaterskich z ludzi. I obok obrazu na którym Huma dosiadający srebrnego smoka przepędza wroga, zawiśnie inny którego tytuł to Ostatnia szarża Lorda Giscarda.
Tymczasem solamijczycy zbliżyli się do wroga na odległość strzału z łuku. Posypał się grad strzał. Część z nich trafiła jeźdźców ale większość odbiła się niegroźnie od płytowych pancerzy. Giscard pędząc na przedzie wywinął mieczem młynka dając tym samym znak do zmiany formacji. Błyskawicznie,niczym jeden organizm, rozproszona kolumna utworzyła zwarty i ostry klin, wycelowany prosto we wroga.
-Ataaaak!! Ryknął i popędził konia do jeszcze szybszego biegu.
Smokowcy przygotowywali się do przyjęcia natarcia. Wystawili długie piki, zaparli nogami w ziemię i czekali. I doszło do zderzenia. Potężny zgiełk, szczęk stali, kwik koni, jęki rannych. Wszystko to zlało się w jeden nie do opisania dźwięk. Siła ataku była potworna. Smokowcypadaliniczym zboże podczas sianokosów. Front groził przełamaniem ,lecz nowe smocze oddziały przychodziły już z pomocą. Wojsko Giscarda walczyło mężnie. Przedzierali się przez tabuny wrogów siekąc, rąbiąc i niszcząc coraz to nowe fale przeciwników. On sam zaś na czele uderzenia dzielnie stawał i bił się za dwóch. Jednak mimo tych tytanicznych wysiłków impet ataku ustał i zdawało się że Solamijczycy ugrzęźli w nie mogąc pójść już dalej. Widział jak kilka metrów od niego Kistan zostaje przebity na wylot piką i spada z konia. Zauważył jak Syvric odpędzając się od masy wrogów,łapie opadającą chorągiew.
-To chyba już koniec pomyślał rycerz. Poprowadziłem ich na bój,z którego wiedziałem że nie wrócą. Ale sądzę że zrobiłem dobrze. Nie splamiłem honoru i spróbowałem. Ale niestety...
Tylko cud może nas teraz uratować.
I stał się cud.
Zza pobliskiego wzgórza wyłoniły się sylwetki. Najpierw kilkanaście, po chwili już całe setki. Biegli z odsieczą z okrzykiem na ustach.
-To nasi!! Na wielkie słońce to nasi!! Krzyczał podniecony Syvric.
Wojska smoczego władcy zostały okrążone. Złamały się zwarte linie piechoty. Cofali się pod naporem konnych i pieszej odsieczy. Jednak Arkanos miał jeszcze kilka asów w rękawie. Dopiero teraz wypuścił w bój ciężką jazdę, chcąc odciążyć lewe skrzydło. Jednak w tej chwili na niebie pojawiły się smoki.Złote, srebrne i miedziane. Dosiadali ich rycerze uzbrojeni w lance. Przerażony tym widokiem władca choć miał w posiadaniu trzy czerwone smoki to wiedział że nie mają szans wobec tak liczebnej przewagi, postanowił ratować się ucieczką. Gdy miał dosiadać już swego smoka na drodze stanął mu Giscard.
-Dobądź miecza i walcz tchórzu! Krzyknął.
Arkanos uzbrojony w ciężką buławę rzucił się biegiem na niego. Machnął potężnie jednak Giscard sparował ten cios i posłał mu cios pancerną pięścią prosto w twarz. Smoczy władca zachwiał się,cofnął w tył i naparł ponownie. Z nieludzką wręcz siłą i szybkością zaczął zadawać uderzenia. Solamijczyk zwijał się jak w ukropie, parował, unikał lecz w końcu popełnił błąd. Ogłuszony buławą nie zauważył jak krótki miecz Arkanosa wbija mu się w bark. Zawył potężnie z bólu i upadł na kolana. Usłyszał złowieszczy śmiech przeciwnika i widział jak ten niespiesznie podchodzi do niego.
-Zacznij się modlić do swego boga .Zaraz się z nim spotkasz! Syknął smoczy władca.
Wziął głęboki zamach i już miał uderzyć kiedy to nagle Giscard błyskawicznie odwinął się i ciął mieczem wprost w niego. Ostrze przebiło kolczy kaftan chroniący szyję i rozerwało tętnicę. Arkanos zaczął bulgotać, krew lała się z rany strumieniami. Po chwili upadł na ziemię i kilka chwil drgał w przedśmiertnych konwulsjach po czym zastygł na zawsze.
Giscard odetchnął z ulgą i przystąpił do oględzin swojego boku. Zaklął cicho. Rana wyglądała bardzo poważnie.
-Jeszcze jedno zwycięstwo na Twoim koncie! Gratuluje Sigmund! Usłyszał obok siebie dźwięczny, wysoki głos. Obejrzał się zaskoczony i zobaczył że w jego stronę podąża kobieta. Ubrana w zdobioną zbroję z rozpuszczonymi blond włosami wyglądała cudownie.
-Generale..... szepnął.
-Oszczędź sobie ten oficjalny ton! Taki ze mnie generał jak z ciebie nie patrząc kender. Zaśmiała się kobieta. Mówiłam Ci już,że możesz mi mówić Lauranna.
Dopiero teraz zauważyła w jakim stanie jest mężczyzna. Podbiegła do niego i schyliła się.
-Nie wygląda to za dobrze. Powiedziała z troską w głosie. Zaraz wezwę medyka.
-Jest już za późno..... Rana jest głęboka, a ja czuje jak powoli ulatuje ze mnie życie.
-Do diaska, nie rób mi tego!! Nie umieraj!! Krzyknęła.
-To była wspaniała wiktoria...Odkaszlnął. Widziała że każde słowo wymawia z trudem.
Szykuję się już na spotkanie z Paladine w niebiosach. Pozwól mi odejść.
Po jej policzkach polały się łzy.
-Dobrze. Idź! Idź w stronę światła wojowniku! .
Na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Zamknął oczy i skonał.
Jeszcze długo siedziała tak, trzymając na kolanach jego głowę.
 
__________________
"A flame which never dies, but brightens with the passing of time."
Fistus jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 16-04-2005, 18:12   #2
 
Hood's Avatar
 
Ciekawe. Choć zastanawiam się, czy nie dyktowane przygodą rpg. Laurana nigdy nie wydawała mi się w książkach tak ciepła (może lepiej: oddana) dla obcych...

Trochę nad tym myślałem. Jeśli mam się czuć uprawniony do wyrażenia własnego zdania (krytyki) - oto ona:
W kwestii języka, chwilami zbyt... Pospolity. Brakuje mu epickiego smaku. Przypomina razcej film dokumentalny niż... Opowieść czy legendę.
Styl "ciut" niedopracowany. Wymienianie z przecinkami, często przy użyciu synonimów, daje wrażenie maślanego masła i owocuje utratą dynamizmu i plastyczności opisu.
Archaizacja języka nie pasuje do klimatu DL - podobnie jak to zdarzyło się w Wojnie Dusz i Smokch Chaosu... "Tożto Sienkiewicz albo-li Henryk..."
Przypadkowe rymy.

Z drugiej strony, interesujące i z dobrym zakończeniem. Treść na "+".

To u kogo w ogródku twórzczości sobie ngrabiłem?? Nazwisko na początku, wiem...
 
Hood jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-04-2005, 12:25   #3
 
Frost's Avatar
 
Opowiadanie to nie było dyktowane żadną przygodą RPG.Nigdy nie grałem w fabularne DL (choć bardzo bym chciał ) Uczestniczyłem w sporej liczbie sesji w róznych swiatach i systemach (Forgotten Realms,Earthdawn,Warhammer) ale wierz mi nie było tu ani krzty inspiracji żadną rozegraną przygodą.Piszesz że Lauranna nigdy nie była ciepła dla obcych.Zgoda.Ale kto powiedział że Giscard był jej obcy?? Mysłałem że dałem w opowiadaniu wyraźnie do zrozumienia że dobrze się znają.Jeśli juz jesteś taki ciekawski to prosze : Poznali się np. podczas zdobywania Kalamanu :P
Co do epickiego rozmachu.Hmmm To dwustronicowe opowiadanie a nie ksiązka.Gdybym takąwą pisał to napewno nie odniósłbyś wrazenia ze brak w niej epickosci.
Język zbyt pospolity i archaiczny?Jeśli masz na myśli krótki dialog pomiedzy straznikami to on miał taki być.Bo to były typowe 'buraki'(czyli coś powyżej krasnoluda żlebowego) i chciałem u czytelnika wywołać nawet mały uśmiech tą wymianą zdań.
Co do całości.Wiem że Zwycięstwo ma kilka niedopracowań ( najczęsciej wymieniana wada to to ze jest zbyt krótkie )Nie jestem profesjonalnym pisarzem i jak narazie popełniłem tylko kilka krótkich opowiadanek.
Obiecałem już Merlinkowi że niedługo zamieszcze następne opowidanie osadzone w świecie DL.
 
Frost jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17-04-2005, 14:51   #4
 
Hood's Avatar
 
Chyba się nie zrozumieliśmy...

Archizacja języka to stylizowanie go na język pochdzący z innej epoki. Poczytaj "Krzyżaków", dowiesz się o co mi chodzi. W DL nikt nie mówi:

"Znalsz-li tego męża??" czy "Cny a szlchetny pnie zechciej przyjąć ten oto bochen njprzedniejszego chleba y soli garść szczodrą" (poza rzeczonymi nieudolnymi próbami podjętymi w paru książkach przez tłumaczy).

Dalej,
Cytat:
Piszesz że Lauranna nigdy nie była ciepła dla obcych
czytaj uważniej... Piszę, że nie wydawała mi się ciepła, nie że nie była...
Co się zaś tyczy obcych...
Mój błąd, miałem na myśli innych poza Drużyną Lancy (szczególnie poza Tanisem, Sturmem i Tasem).

Piszesz 2stronnicowe opowiadnie... Gdybyś wyciął 2 strony z epickiej historii, wierz mi dałoby się wyczuć w nich klimat legendarnej opowieści. Tymczsem tu - ja wyczuwam styl reportera albo kogoś kto był, widział, a teraz zeznaje na policji...

A fakt, że ktoś pisze coś pod ntchnieniem przygody to jak dla mnie akurat duży plus, bo po pierwsze trzeba umieć przełożyć przygodę na język literacki (co niewielu ludziom się udało, (Kroniki DL są wspaniłym przykładem takiego sukcesu)), a po drugie istotnie wzbogaca opisy i charaktery postaci...

Nie czuj się urażony moją krytyką, skoro już zamieściłeś opowiadanie bez wyraźnych instrukcji to się wypowiedziałem. Poza tym (jak zpewne zauważyłeś po moich postach) jestem czepliwy i zdecydowanie częściej wyszykuję wady niż zalety. Przyczyna jest prosta, żeby zmienić wady trzeba je znać, zalet zmieniać nie trzeba

Pozdrawiam i czekam na kolejne opowiadania
 
Hood jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18-04-2005, 20:59   #5
 
Ched's Avatar
 
Warsztat, a zresztą już to mówiłam. Gdzieś i kiedyś. Po zakończeniu kwestii jakiegoś bohatera stawiaj myślniczek, a po myślniczkach w dialogach - spację. Ten kalwisz nie gryzie.
Co do miłej/niemiłej Laurany: Pisząc opowiadania wychodź z założenia, że czytelnik jest skończonym kretynem i wykładaj mu wszystko łopatologicznie. Dzięki temu unikniesz nieporozumień i przedstawisz wszystko co trzeba.
Bez obrazy dla czytelników oczywiście.
 
__________________
http://lastinn.info/members/ched.html
Ched jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168