Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Systemy RPG > Artykuły Postapokalipsa
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Wspomnienie Przyszłości<!-- google_ad_section_end -->
Wspomnienie Przyszłości
Autor artykułu: Nightcrawler
03-04-2007
Wspomnienie Przyszłości

Winą obarczając cieśniny swych myśli kulę się w kłębek tuląc mocniej kolana do brody i pragnąc tylko wpaść w stan katatonicznego odrętwienia zamiast snu, bo w snach wciąż słyszę płacz dzieci i czuje swąd spalonych ciał. Widzę sypiące się jak ulewa bomby, gdyż jacyś Homo Sapiens chcieli zburzyć budynki i wypłoszyć swych „braci” z ich domostw, bo w chwile później niebo zapłakało ogniem – płomieniami, które nawet stalowe uliczne lampy powykręcały temperaturą w groteskowe kształty. Dalej była już tylko rywalizacja między wirusem a maszyną, aż wreszcie ktoś osnuł świat całunem wiecznej nocy, by wymrozić z ludzkiej psychiki wszelkie przejawy oporu i pęd ku wolności...

Na początku tego chaosu miałem chyba fart. Siedziałem opleciony czarnymi ramionami strachu w strzępie betonowego bloku, który był kiedyś naszym domem. Gdzieś niżej w gruzach tej części budynku, która mieściła kuchnie – jedynej części która się musiała akurat zawalić, moja matka wydała ostatnie tchnienie ze zmiażdżonych płuc. Tylko za nią uroniłem łzę, ostatnią w moim życiu.
Po drugie gdyby nie ten magazyn na obrzeżach miasta, w którym znalazłem karton spodni, koszul flanelowych i jedną jasnoróżową puchową kurtkę skończył bym jak wielu innych, których zsiniałe od mrozu twarze wciąż widzę gdy zamykam oczy.
Teraz jednak znów budzę się w jakiejś jamie by kolejny raz wyczołgać się ostrożnie na ten smutny świat, który to, cicho kwiląc elegie o ludzkości, opuściła już moralność. Świat dla którego jestem wart tyle co szczur bo i mną, i tym gryzoniem nikt się nie naje. I wiem, że mój fart mnie opuścił...

* * *
Czasem tak marze, że to wszystko nie istnieje. Skoro sny mogą jawić się mi tak rzeczywiście to czemu to co widzę teraz wkoło nie może być jakąś iluzją, igraszką mojego umysłu - chorej solipsystycznej jaźni jak, u Kartezjusza ? Lecz twarde siedzenie i skrzypiące metalowe płyty krzywo przyspawane do okien autokaru zabijają tą nadzieje. Wstaję by podejść do drzwi, gdy furgon zatrzymuje się gwałtownie przy starym przystanku tramwajowym. Kierowca spojrzał tylko z zazdrością na moje buty. Nic dziwnego sam ma tylko trampki opatulone jakimiś szmatami nie umywają się do moich styranych dziurawych glanów...

Wysiadam jednak ponaglony wzrokiem innego pasażera i z lekkim żalem żegnam oddalający się szybko poraniony pociskami pojazd. Odrzucam jednak wspomnienie bezpiecznej ciepłej aury busa i kieruje się przez wydeptaną w śniegu alejkę na dworzec i mimo, że dziś jest wyjątkowo ciepło zastanawiam się czemu w ogóle ruszyłem się z mej nory.
Jedyny wniosek jaki mi się nasuwa to to, że straciłem punkt oparcia potrzebny człowiekowi do utrzymaniu się na powierzchni wielkiego oceanu smutku. Punkt który sprawia, że chcę się budzić następnego ranka – cholera, znów zamarzyłem, że Ją odnajdę.
Kiedyś miałem bardziej rzeczywiste zachcianki, np.: że może wreszcie umrę, a mój mózg rozpłynie się na skostniałym betonie. Nic to zamiast wykorzystać piękną pogodę na interesy czy zbieranie złomu, ja lezę goniąc jakiś cień mej przeszłości łudząc się, że może znów mnie przytuli. Oczywiście jeśli żyje...

Tak ciepło- aż - 2 stopnie w skali Celsjusza, roboty zabójcy czający się w strzępach niegdyś świetnej metropolii, a ja idę wciąż do przodu między zwałami śniegu sięgającego mi do pasa.
Ci na dachach z palcami przymarzniętym do spustów swych AK-47 wierzą pewnie, że Kolej pokłada w nich zaufanie, że są jedyną nadzieją na przetrwanie pasażerów i na to, że wszyscy zjemy dziś kolację. Może, ale już zbyt wiele razy widziałem jak odłączali wagony z ludźmi tylko po to by ratować lokomotywę sto razy wartościowszą od życia jakiegoś podrzędnego handlarza czy najemnika, właściwie wartościowszą od życia jakiegokolwiek człowieka.
Widziałem roboty śmiejące się stalowymi szczękami w twarz strzelającemu w nie z kałasza zaraz przed rozerwaniem go na krwawe strzępy. Ja już nie mam złudzeń, teraz każdy dba o swój interes...

Wkraczam na cichy peron otulony lekkim światłem dwóch lamp w którym wolno zaczynają wirować zimne płatki. Na nim tylko jedna osoba - dziesięciocentymetrowe koturny, grube czarne rajstopy, krótka spódniczka, czerwona kurtka i wściekły makijaż. Pewnie ma nawet licencje na swoje usługi, ale o tej porze to raczej przynęta na frajerów. Niedaleko stoi zapewne kilku miłych panów gotowych do wyperswadowania mi, iż oddanie całych swych oszczędności jest moim obowiązkiem, gdybym tylko przypadkiem zechciał ogrzać przy niej swoje skołatane zmysły uwięzione w zimnej bryle ciała.

Rozważania przerywają mi dwa krótkie piknięcia płynące z głośniczka przy lampie i wwiercające się dotkliwie w czeluści mojej czaszki- coś przejedzie przez peron i to zaraz. Nie mam nawet chwili by wrócić myślą do możliwości czających się za rogiem, gdyż na tory wpada, jak pocisk, z cichym gwizdem lokomotywa, ciągnąc za sobą dwa zaciemnione wagony. Wzburza przy tym wokół szyn skrzącą się, jakby drobinami diamentowego pyłu, mgiełkę przerażonych pędem drobinek śniegu. Nie zatrzymując się przemyka dalej zostawiając perony znów w ciszy, a ja żałuje, ze mój umysł, tak jak peron od stukotu kół, nie może choć na chwilę uwolnić się od natłoku myśli...

Tymczasem mija mi zaledwie sekunda, w której mieszczą się najwyżej dwa zmarznięte tchnienia i znów rozlega się pisk tym razem cichszy - inny pociąg z przeraźliwym dźwiękiem trącego o siebie metalu zatrzymuje się przy mnie jakby przez chwile panicznie próbując wygrać z prędkością. Wsiadam i od razu odwracam głowę od palących oczu człowieka w masce tlenowej stojącego za drzwiami, widzę w jego spojrzeniu to co zawsze znajduje w spojrzeniach obcych: pogardę. Nawet mnie nie zna jak może już mną gardzić ? Głupie pytanie oczywiście - teraz liczy się siła i wytrzymałość – gladiatorzy areny zwanej „życiem po apokalipsie” zawsze spoglądają tak na mnie. Tylko, ile to już razy widziałem ich śmierć ?

Nie czas na to, pociąg rusza bez ostrzeżenia zrywając się jak gepard byle tylko szybciej umknąć ze zrujnowanego miasta. Pasażerowie, którzy zostali w smutnym wagonie chcą zapewne gdzieś dojechać - jest w końcu jeszcze tyle miejsc w których można coś przehandlować, choćby siebie.
Bezsilność i rezygnacja - widzę je w ich smutnych, wbitych w brudną podłogę poszarzałych jakby martwych źrenicach. Kiedy zatracili, poprawka kiedy zatraciliśmy umiejętność uśmiechania się? Wracam więc do rozmywającego się w pędzie miasta za wąską, szklaną szczeliną w drzwiach, by przypadkiem nie udręczyć kogoś swym spojrzeniem. Zatapiam się powoli w swym jestestwie – własnej, ciasnej klatce z kości i ciała...

Z tępego wpatrywania się w pędzący za oknem krajobraz wyrywa mnie ostre szarpnięcie – pociąg staje, jak przerażone stworzonko wyczuwające obecność drapieżnika.
Zatopiłem się w mroku. Wszystkie światła gasną jednocześnie, tak samo nagle jak chwile temu odbyło się hamowanie. Czyli jednak drapieżnik się zbliża – wielki, pewnie model Search’n’Destroy, z detektorem ciepła i ruchu, z pazurami zdolnymi ciąć stal i może nawet z amunicją w swoim 12 mm karabinie. Cichy pociąg udaje martwy, zaprogramowany - maszynista liczy na to, że fałszywy przedwojenny sygnał naprowadzający pociągi transportowe, zmyli S’n’D-ka, przekona go, że nasza podróż to tylko krótkie spięcie czy inny błąd starodawnego systemu, a termiczna osłona ochroni ukrytych jak w metalowej trumnie pasażerów przed elektronicznymi zmysłami maszyny. Byle tylko nikt się nie ruszył...

Tu między wagonami ja i „gladiator” również leżymy na zimnej stalowej podłodze zapominając o odwadze i godności. W środku, reszta pasażerów stara się też nawet nie drgnąć. Tylko, że ja marze by się ruszyć, bo ciągłe obumieranie mej duszy doprowadza mnie do szaleństwa - pragnę wreszcie umrzeć choć trochę fizycznie.
Chciałbym sprawdzić czy pierwszy zabije mnie maszyna rozdzierając liche drzwi obłożone materiałem termoregulującym, czy może kula z karabinu mężczyzny, który teraz wpatruje się we mnie.
Tym razem jednak w jego oczach nie widzę już pogardy, lecz zimne zdecydowanie, kalkuluje czy jeśli drgnę zdąży odpalić pocisk tak by mechaniczny drapieżca właśnie zbliżający się do drzwi od drugiej strony nie zauważył. Ale nie musi się martwić, dziś mam cel - musze jeszcze zobaczyć Jej oczy...

Długa chwila oczekiwania przywraca wspomnienie jej twarzy, kruczoczarnych włosów i ciemno błękitnej otchłanni gorejących oczu. To właśnie one przykuły moją uwagę gdy pierwszy raz się spotkaliśmy. W myślach przewijają mi się smutne obrazy szarych ruin, w których czekałem na spotkanie, z początku czysto zawodowe – była głodna wiedzy, a ja handlowałem starymi przedwojennymi dyskami- lecz gdy utonąłem w jej oczach, a słodki głos otulił mnie ciepłym puchem nawet ruiny nabrały barw i stały się przytulne.
Zacząłem jak oszalały szukać i skupować co się dało by jak najczęściej ją spotykać – w pewnym momencie odsłoniła mi swą wiedze i zaczęliśmy się wszystkim dzielić. Poznaliśmy radości wspólnej egzystencji kobiety i mężczyzny. Aż nadszedł czas smutków...
Bo chciałem być Tristanem, Romeem, Ableradem i Alkasynem lecz byłem tylko sobą, tak jak ona nie mogła być Izodlą, Julią, Helojzą czy Nikollettą. Bo ja przy niej nie potrzebowałem nikogo innego i chciałem by też tak czuła. Kochać już chyba nie można - tak szaleńczo na zabój, tak kompletnie narkotycznie i sennie.

Teraz trzeba być realistą, trzeba „pieniądze” wygrzebywać ze śmieci. Można najwyżej nie być samotnym i uprawiać seks - tu nie ma miejsca na miłość. Ten świat pokazuje ją wygłodniałym masom w szczątkach hollywoodu – nadpalonych, spłowiałych kadrach przedwojennych filmów - by je - nas dobić. "Miłość zabili poeci" pokazali ideał wcisnęli - mi go w głowę, a ja głupi uwierzyłem, że taki może być, a to tylko kłamstwa...
Jest tylko smutek – wspomnienie przyszłości ? Piekielnych słów palących nienawistnym ogniem, bo sączących się z naszych ust, milczących godzin niezrozumienia i pędzących minut złośliwego szału ? Czy to wszystko, co było ma zawsze powracać ?

Miłość to huragan namiętności tak pozytywnych jak i negatywnych – radość i smutek, miłość i zdrada, szczęście i nienawiść, Yin i Yang... Ta część moich wspomnień sprawia, że pragnę wysiąść z tego pociągu, wrócić do nory, którą zwę domem i skulić się w kłębek czekając aż zjedzą mnie psy.

Na szczęście słabe stłumione piśnięcie rozrywa wizje dawnych ciemności zwracając mnie światu pełnemu nadziei zapewne płonnych i niespełnionych. To pociąg śle w eter wiadomość, że rusza z wyimaginowanej stacji z rozkazu jakichś dawno już nie istniejących sił w zaprogramowaną podróż do nikąd. Śladu robota już nie zauważyłem, pewnie gdy tak tonąłem w głębi retrospekcji oddalił się zawiedziony lichością znaleziska – widać los za sprawą tym razem człowieka kolejny raz pokazuje jak łatwo zrobić z kogoś lub czegoś durnia...

Znów zapada cisza... ludzie powoli wstają spoglądając jeszcze po sobie niepewnie, by po chwili usiąść na miejscach – bez słowa. Milczenie wychodzi ludziom moich czasów doskonale, opanowali do perfekcji trudną sztukę wyalienowanej ciszy.
W końcu trzeba wiedzieć kiedy i co powiedzieć inaczej nie idzie nic zarobić chyba, że kule w łeb...

Zryw metalowych odnóży i znów w ruchu... Uciekające za oknem krajobrazy po raz kolejny wciskają mi w myśli wspomnienia jej roziskrzonych oczu, w uszach prawie słyszę jej ciepły miękki głos, a nozdrza chłoną delikatny zapach jej perfum... prawie jak prawdziwa...

Po co właściwie Ci to ujawniam – moje myśli przetykane chwilami niepewnej ciszy, w której nie mogę ich sformować w żadną logiczną całość. Po co opisuje co się ze mną dzieje, co widzą moje zmęczone oczy - może jestem już szalony...
Drzwi się otwierają – to tu. Radośnie witam chłodne powietrze i schodząc po metalowych stopniach wagonu z ulgą żegnam jego zatęchłą aurę. Nie ociągając się ja i pociąg ruszamy, lecz tym razem w przeciwną stronę.

Odwracam głowę w prawo i dostrzegam znajomą łunę delikatnego światła, która sprawia, że chce pędzić na przełaj połaci zmarzniętego pola. Otoczona rozpadającą się palisadą z beli i drutu kolczastego wioska przyzywa mnie nikłym blaskiem rozpalonych w pięciu domach świateł i emanacją Jej ciepła.
Ciężko dysząc brnę jak najprędzej po ledwo widocznym trakcie z ubitego śniegu, który skrzypi pod moimi podeszwami. Chryste skrzypi tak głośno i mój oddech - jego mgiełkę widać w świetle małych latarenek poustawianych co kilkanaście metrów – włączających się gdy ktoś podchodzi....

Amantes amentes, zaiste zakochani są szaleni – to miłość, a właściwie jej brak, zabiła moją rozwagę. Głuchy odgłos wystrzału i piekąca rana w lewym boku natarczywie dają mi to do zrozumienia.
Chłód przechodzi w mrowienie i rozlewa po moim ciele fale odrętwiającego ciepła. Obraz rozmywa się i zdaje sobie sprawę, że lecę w dół.
Kolana amortyzują upadek na jedną chwile, bo oto już lecę twarzą w śnieg... nie czuje bólu - z daleka dolatują mnie stłumione odgłosy jakiejś rozmowy – to moi napastnicy przetrząsają moje odrętwiałe ciało i cieszą się ze znaleziska. Świat zalewa rozedrgana fala pomieszanych barw, która szybko szarzeje, gdy metaliczny posmak w ustach traci intensywność...

Widzę Cię... iskry Twoich oczu, rozchylone wargi prawie czuje ciepło Twego ciała ... błagam przytul mnie ten ostatni raz....

czemu ? czemu tak ciemno...
Autor artykułu
Nightcrawler's Avatar
Zarejestrowany: Feb 2006
Miasto: Kraków/Wieliczka
Posty: 1 130
Reputacja: 422
Nightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetnyNightcrawler jest po prostu świetny

Oceny użytkowników
Język
83.4%83.4%83.4%
4.17
Spójność
83.4%83.4%83.4%
4.17
Kreatywność
83.4%83.4%83.4%
4.17
Przekaz
80%80%80%
4
Wrażenie Ogólne
83.4%83.4%83.4%
4.17
Głosów: 6, średnia: 83%

Narzędzia artykułu

  #1  
Yaneks on 24-05-2007, 13:09
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Hmm, no więc rozłożę oceny i komentarze:
Styl - 5. Bardzo mi się to spodobało, dobre porównania, akapity itp. Dobrze przedstawiony świat oczami szarego, niczym nie wyróżniającego się człowieka.

Pomysł - znakomity, unikalny. 5

Przydatność - a jakby inaczej, 5. Daje pomysł, jak poprowadzić sesję w postapokach.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Hirin on 24-05-2009, 00:55
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:100%
Zainspirowałeś mnie, Nightclawlerze. Ach, moje ręce aż się rwą do pisania systemu postapokaliptycznego, tia, zima nuklearna, tragedia... Wszystko na 5! Naprawdę świetny artykuł.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Tasselhof on 16-01-2010, 22:11
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:100%
powiem tak w skrócie bo nie lubię się rozpisywać nad czymś co jest dla mnie perfekcyjne, stary to jest kapitalne !!!
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166