Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Felietony
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->"Mój prywatny demon" - recenzja bardzo subiektywna<!-- google_ad_section_end -->
"Mój prywatny demon" - recenzja bardzo subiektywna
Autor artykułu: Sayane
25-11-2011
"Mój prywatny demon" - recenzja bardzo subiektywna

Pewnej nocy na Chicago spadł rudy śnieg. Wszystkim, których dotknął nadał magiczne moce. Jedni wybuchali jak przeładowane bateryjki. Inni stawali się potężnymi magami. Jeszcze inni dostawali zaledwie mało przydatne sztuczki. Jak Ezra, który mógł co najwyżej pstryknięciem palców zapalić papierosa. Lecz rudy śnieg zostawił na świecie coś jeszcze. Coś, co wniknęło w pijanego jak bela mężczyznę szukając bezwolnej, materialnej powłoki. Tyle że trzeźwy Ezra wcale nie był taki bezwolny, jakim się wcześniej wydawał. I zupełnie nie miał zamiaru poddać się woli swego prywatnego demona.

Jakiś czas później po mieście zaczyna grasować Dentysta - wzorcowy przykład mordercy-psychopaty, przed którym drży społeczeństwo. Policja dwoi się i troi by złapać go nim zarżnie kolejną ofiarę i w tym celu przywracają do służby właśnie Ezrę. Ale to nie Dentysta zajmuje myśli detektywa, nie zrzędzący szef czy jękliwy partner; nie dla nich przeczesuje ponure uliczki przestępczego miasta z uciętą męską głową pod pachą. Demon się niecierpliwi - i łaknie krwi.



***


Przyznam, że żadna książka nie zrobiła na mnie tak złego wrażenia od pierwszej strony. Pomijam fakt, że napisana jest w narracji pierwszoosobowej, której nie lubię (uważam, że jest ona Sztuką, która niewielu autorom się udaje) i czasie teraźniejszym, który wydaje mi się sztuczny. To moja osobista preferencja. Jednak pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy był chaos. Ni to relacja, ni refleksja. Niezborne skakanie pomiędzy opisami miejsca, ludzi i wydarzeń. Gdy między drugą a trzecią stroną okazuje się, że główny bohater, Ezra, to policjant-enfant terrible, ex-alkoholik i ex-detektyw - zamykam książkę po raz pierwszy. Nie znoszę schematów, a wymuszona - w moim odczuciu - narracja działa mi na nerwy. Ponadto mam wrażenie, że zamiast stopniowego wprowadzenia w fabułę autor stawia przed czytelnikiem bohatera ze słowami "Jaki koń jest, każdy widzi. Bierzcie i jedzcie...".

Gdy ponownie otwieram Demona chce mi się już śmiać. Kolejne schematy: upierdliwa cizia-dziennikarka, anielski partner naszego policjanta i seryjny morderca-psychopata - a wszystko to upchnięte zaledwie na jednej kartce. Kropką nad i jest fakt, że akcja powieści dzieje się w Chicago lat 30stych - kolebce policjantów i gangsterów, seksownych femme fatale i klimatycznych prochowców. Serial detektywistyczny w pigułce. Łykam opis przesłuchania (brutalnego, jakże by inaczej) i... opadają mi ręce. Pojawia się ON. Nie wiadomo jeszcze czym lub kim ON jest, ani skąd się wziął, ale wiemy już , że ON jest katastrofą zarówno dla detektywa jak i dla świata. Motyw rodem z podrzędnego anime. Styl wypowiedzi Ezry powoduje ponad to, że temu wątkowi brak napięcia. Ani przez moment nie zastanowiłam się, czy refleksje mężczyzny to poalkoholowe majaki schizofrenika, czy też ON naprawdę w detektywie siedzi. Odpowiedź była zbyt oczywista i szybko znalazła potwierdzenie w fabule. Trzask! - "Demon" wraca do torebki.

Kolejną godzinę trawiłam wątpliwej jakości rewelacje pierwszych kilkunastu stron. Stwierdziłam, że wywołanie tylu negatywnych uczuć u czytelnika li i jedynie pierwszym rozdziałem, to jest jednak sztuka. Mniejsza z tym, że efekt nie został zamierzony przez autora. Przede wszystkim konstrukcja protagonisty wydaje się zbyt oklepana. Chwilę przed emeryturą, znienawidzony przez szefa bohater miasta, zmęczony życiem, do bólu zgorzkniały i konkretny. Ile razy już to widzieliśmy? Czy naprawdę trzeba było upakować to wszystko w jednej osobie? Ponad to za nieskończoną liczbą problemów naszego policjanta nie idzie jego pogłębiona analiza psychologiczna. Brzydki, samotny, nielubiany, z zabitym zakładnikiem na koncie, alkoholizmem, utraconą pracą, zbyt odległą emeryturą… Lista nieszczęść ciągnie się niemal bez końca; niestety nie przekłada się na refleksje bohatera. A relacja bez refleksji jest w tym przypadku bezprzedmiotowa. Wydaje mi się, że gdyby wyciąć przeszłość Ezry, a zamiast tego zostawić pogłębione "tu i teraz" ostatnich kilku miesięcy nie zaszkodziło by to fabule. Zwłaszcza, że jedyne co wydaje się naprawdę martwić mężczyznę to jego własna "paskudna morda".

Mimo to zaczęło mnie nurtować pytanie: "Co będzie dalej?". Podjęłam lekturę.

Dalsze strony wprowadziły mnie w świat ludzi otaczających Ezrę oraz w tajemnicę jego demona. Z wolna zaczęłam czytać z coraz większym zainteresowaniem. Ale moje serce wykonało znaczące hop! dopiero w połowie tomu, przy opisie snu bohatera - snu, który przeniósł go do kolebki Awianina (demona), a ja miałam wrażenie, że przeniosłam się tam wraz z nim. Różnica w stylu i jakości opisów była powalająca. Nie było to fantasy, ani science-fiction, nie kojarzyło mi się ani z Cunningham, ani z Lumleyem, z Kossakowską, z Neuroshimą, czy z Lemem. Czysta, niczym nie skalana oryginalna twórczość Żytowieckiego. I to podobało mi się najbardziej. Wymuszona narracja przestała razić, stereotypy, które jak po sznurku prowadziły akcję do finału już nie przeszkadzały. Im bardziej autor odkrywał motywacje i cele demona, tym lepsza stawała się książka. Co prawda grande finale był mocno przesadzony, ale ostatnie dwa zdania dały mi nadzieję, na porządny ciąg dalszy, do którego "Mój prywatny demon" był zaledwie ćwiczebnym prequelem.


***

Pomimo zachwytu nad wątkiem samego demona, do lektury mam głównie uwagi krytyczne. W przeciwieństwie do innych osób, których recenzje czytałam, w książce Żytowieckiego nie czuję wcale klimatu amerykańskiej kolebki mafii, mrocznych, niebezpiecznych zaułków i podrzędnych barów, śmierdzących podwórek i skontrastowanych z nimi willowych dzielnic. Tak naprawdę akcja mogłaby rozgrywać się gdziekolwiek. Drobiazgi przypominające, ze jesteśmy w poprzednim wieku to również zbyt mało. Z powodzeniem można by pominąć umiejscowienie powieści w czasie i przestrzeni - historia jest tak uniwersalna, że mogłaby dziać się w dowolnym okresie i miejscu. Chicago zostało wybrane przez Żytowieckiego z czysto praktycznych powodów, niezbędnych by dopiąć fabułę. Autor świetnie konstruuje dialogi; sprytnie wplecione w nie opisy osób również nadają książce klimatu - jednak odnośnie kreacji świata określenie "urban" jest mocno na wyrost. Podobnie jak termin "kryminał" - owszem, mamy tu zbrodnie, policję i śledztwo, lecz autor nie daje czytelnikowi żadnych "haczyków", dzięki którym sam mógłby spróbować rozwikłać zagadkę Dentysty. Zresztą cała gonitwa za psychopatą wydaje się z lekka drugoplanowa (choć niezbędna) w obliczu tajemnicy demona.

W stu procentach zgadzam się z wnioskiem Dawida Lacha, recenzującego książkę na Katedrze: "Mój prywatny demon" to kompresja maksimum wątków i akcji na minimalnej ilości stron. W tej pozycji nie ma zbędnych opisów; nawet najdrobniejszy szczegół wprowadzony jest do książki z jakiegoś powodu. Czy jednak wszystkie na pewno są potrzebne? Nie każda tajemnica powinna być rozwikłana - zwłaszcza gdy autor nie chce się nad nią rozwodzić. Wątek romansowy pominę zaś litościwym milczeniem.

Jednak w przeciwieństwie do Lacha, któremu przypadła bardziej do gustu pierwsza część - realna, mnie spodobała się bardziej druga - nasycona fantastyką, wręcz horrorem, z wartką akcją pędzącą bezbłędnie do Wielkiego Finału. Nie bez kozery napisałam to dużymi literami. W finale mamy Wielkich Awian, Wielką Bitwę, Wiele Trupów, Wielkie Koło i Wielkie Bum. Zbyt wielkie, ale kto co lubi. Zresztą w mojej opinii prawdziwa dusza książki ukazuje się dopiero wtedy, gdy natrafiamy na opisy z perspektywy demona. Awianin jest najmocniejszym punktem powieści; niemal jakby te fragmenty napisała inna osoba. W tym aspekcie książka jest nieco "nierówna", jak gdyby autor nie mógł się zdecydować czy pisać o demonie, czy codziennej realności Ezry; a pierwsza połowa jest raczej wprowadzeniem do właściwej fabuły niż jej częścią. Taka dychotomia nie pracuje na korzyść dzieła. Niemniej jednak dużym atutem Żytowieckiego jest umiejętność zbudowania na sztampowej bazie zupełnie nowatorskiego zakończenia, którego czytelnik nie spodziewa się rozpoczynając lekturę. I za to składam mu hołd.

Od strony technicznej "Mój prywatny demon" ma swoje wady i zalety. Do zalet należy z pewnością grafika wewnątrz książki. Wielka szkoda, że okładka nie koresponduje z nią bardziej. Plusem jest, że zamieszczony tam rysunek koresponduje przynajmniej z treścią. Niestety okładka jest kiepska jakościowo - nie foliowana, łatwo się rozwarstwia i gnie. Wrażenie bylejakości potęguje szary papier (skądinąd rewelacyjny do beletrystyki, bo nie męczy wzroku), przy którego cięciu drukarnia się niezbyt postarała. Co prawda w mojej opinii dobrze pasuje do kryminałów zeszłego wieku, jednak w Polsce nie ma już kultury łączenia formy książki z jej treścią, więc obecnie takie połączenie działa raczej na niekorzyść publikacji. Skład książki jest bardzo porządny, wielkość czcionki dobrze dobrana do formatu, a interlinia czytelna. Redaktor mógł się trochę bardziej postarać, lecz brak błędów gramatycznych i ortograficznych jest również atutem "Demona". Cena - przy tej jakości druku i objętości powinna być raczej poniżej 30 złotych - ot, taka psychologiczna granica.

Czy polecam "Demona"? Patrząc na entuzjastyczne recenzje na innych portalach chyba powinnam. Na pewno polecam tę książkę jako studium autora który wie co chce napisać, jak chce to zrobić i konsekwentnie realizuje swój cel. Autora, który z pietyzmem i wyrachowaniem zbiera motywy i wątki mogące stworzyć interesującą lekturę, po czym zręcznie, podręcznikowo niemal łączy je w całość. Nie potrafię wyobrazić sobie tej książki jako napisanej pod wpływem natchnienia - w wyobraźni widzę punkty i podpunkty, które Żytowiecki odfajkowuje pisząc kolejne akapity i rozdziały. Może dlatego w moim odczuciu publikacji tej brak polotu, tego "czegoś" co sprawia, że powieść po prostu wciąga nawet jeśli nie ma genialnej fabuły. Gdyby była bardziej jednolita, skupiając się bardziej na głównym wątku, gdybym nie zmęczyła tak pierwszej połowy - na pewno poleciłabym "Demona" z czystym sumieniem. Recenzowana tu pozycja jest na pewno poprawna, świetna technicznie - ale czy dobra? To już rzecz gustu.

Dziękuję Wydawnictwu Ifryt za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.


Strona wydawnictwa: MÓJ PRYWATNY DEMON - MACIEJ ŻYTOWIECKI


Wydawnictwo: Ifryt
Data wydania: 30 czerwiec 2011
Wydanie: I
ISBN: 978-83-62980-04-8
Oprawa: miękka
Format: 130x200 mm
Liczba stron: 280
Cena: 32,00 zł
Seria: Moc Fantastyki
Autor artykułu
Sayane's Avatar
Zarejestrowany: Mar 2005
Miasto: The World
Posty: 10 141
Reputacja: 11703
Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację

References
Wydawnictwo: Ifryt
Data wydania: 30 Czerwiec 2011, Lublin
Wydanie: I
ISBN: 978-83-62980-04-8
Oprawa: miękka
Format: 130x200 mm
Liczba stron: 280
Cena: 32,00 zł
Seria: Moc Fantastyki

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

  #1  
Sileana on 26-11-2011, 00:48
Najpierw poczepiam się, jeżeli pozwolisz.

"Tyle że trzeźwy Ezra wcale nie był taki bezwolny" - akurat tutaj brakuje przecinka. "tyle że" to fraza, której się nie rozdziela tylko w środku zdania, na początku jest to raczej konieczne. W tym wypadku na pewno. W następnym akapicie tak samo.


"główny bohater - Ezra - to policjant-enfant terrible, ex-alkoholik i ex-detektyw - zamykam książkę po raz pierwszy. Nie znoszę schematów, a wymuszona - w moim odczuciu - narracja działa mi na nerwy" - tutaj, według mnie, jest za dużo myślników. Żaden błąd, ale można wstawić jednak przecinki gdzieniegdzie.

I "ponad to" - PONADTO! I tak w każdym miejscu...

" Trzask. "Demon" wraca do torebki." - Tutaj za to, można myślnika użyć, np. TRZASK! - "Demon" wraca do torebki. Myślę, że to bardziej podkreśla intencje.

Dalej, "Autora". Nie jest konieczne pisanie tego wielką literą, chyba, że to zabieg, w takim razie oddaję honor.

"Nie bez kozery napisałam to z dużych liter" - Dużymi, bądź wielkimi literami, co kto lubi, ale nigdy nie "z". Tego się używa, owszem, ale dość bezmyślnie, bo poprawne to to nie jest.
" Nie bez kozery napisałam to z dużych liter. W finale mamy Wielkich Awian, Wielką Bitwę, Wiele Trupów, Wielkie Koło i Wielkie Bum" - A, i to mogłoby zostać jednym zdaniem. Tutaj przydałby się myślnik, nie kropka.

"Na pewno polecam tą książkę" - TĘ, do diabła! TĘ!

Paru przecinków brakuje. Ale dosłownie paru, więc stawiam, że to nieuwaga.

Poza takimi niezbornościami, jakie wypisałam, więcej nie zauważyłam. Może jest ich, a może nie ma. Ogólnie, recenzja jest poprawna pod względem językowym, zatem nie ma co roztrząsać. Bogate słownictwo, porządne zdania. Logika zachowana.

Tematyka? Nie przepadam za polskimi pozycjami fantastycznymi ostatnich lat - większość z nich jest napisana potwornym językiem, toporna i mająca niewiele wspólnego z literaturą. Oczywiście, uogólniam, bo zdarzają się perełki. W każdym razie, pewnie i tak nigdy nie przeczytałabym tej pozycji.

W tej recenzji podoba mi się natomiast to, ze sprawia wrażenie obiektywności subiektywizmu. Nie jest pisana "na gorąco" ani podyktowana trendem. Autorka świetnie potrafi wyrazić własne odczucia, zachowując realizm. Analiza poszczególnych części książki jest kompetentna i ciekawa.

Moje wrażenia po przeczytaniu tekstu bardzo pozytywne.

<poza tym nieszczęsnym "tą", które przeszyło mą duszę, jako ten piorun gniewu bożego etc.>
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Asenat on 27-11-2011, 10:35
"Tyle że" na początku zdania zawsze bez przecinka. To ten sam przypadek co "mimo że". Mniej się czepiajmy może? To forum, a nie ogólnopolski konkurs ortograficzny.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Sileana on 27-11-2011, 12:01
Dokładnie ten sam, zatem na początku zdania z przecinkiem. I to błąd interpunkcyjny, nie ortograficzny.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Asenat on 27-11-2011, 12:17
Toś mnie ubawiła . Nie rozdziela się przecinkiem połączeń partykuł, spójników i przysłówków ze spójnikami. Zasady pisowni i interpunkcji

Przecinek ląduje na początku takiego wyrażenia... Chyba że jest to początek zdania. A dlaczego? Ponieważ na początku zdania (przed całym wyrażeniem) nie postawimy przecinka . Mimo że zaspał, zdążył na pociąg. A nie: , Mimo że zaspał, zdążył.

Owszem, jest część wyrażeń, w których przecinek jest lub go nie ma w zależności od tego, czy jest to początek zdania czy nie. Mimo że, mimo iż, tyle że (traktowane jako wyrażenie, a nie jak na przykład w zdaniu: Zjadł tyle, że bolał go brzuch) - do nich nie należą.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Mira on 12-11-2016, 14:06
Pamiętam tę książkę! Czytałam ją lata temu (z 15 chyba), a jednak utkwiła mi w pamięci. To chyba świadczy o tym, że coś w niej jest.
I chociaż zgodzę się w wielu punktach z Sayane, sama dodam, że coś w stylu pisania autora jest takiego, że czyta się czasem jak po grudzie, to sama postać demonicy i wątki jej dotyczące naprawdę mi się podobały. Duży potencjał fabularny trochę spaprany formą.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz


Narzędzia artykułu
Wygląd

Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169