![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Kufer skarbów Tutaj możesz dodać jakiś plik lub znaleźć coś dla siebie |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #111 |
![]() | „Porachunki” Już mi nie będziesz skrzydeł wiązać we śnie Bym robaczym pląsem wiódł życie larwalne Celulozę żując – to nazbyt przedwcześnie By ziemię do serca przyjąć za latarnię Istoto wyrodna – przyziemna ma Pani Która korodujesz we mnie gnuśnym cierniem Będę darł Twe kwiaty rdzawe słów garściami Póki będziesz ciążyć u szyi kamieniem Nie znuży już Ciebie zbyt odległa przyszłość Zanim zgaśnie dzień w krwawym obrzędzie Powierzę katu Twoją wiekuistość Przecież urzyna się chore gałęzie |
| | |
| Reklama |
| |
| | #112 |
![]() | A teraz zarzucę "Państwu" tandetą ;3 Wiersz pisany tak jakby...trudno określić. Kolega rzucał mi jakiś temat np "majteczki", a ja miałam ułożyć do tego wiersz. I tak oto powstał wiersz "Nicość" xP Zapewne nie jest on dobry, ale...utworów wstydzić się nie mam zamiaru. Ciemność. Tak pusta i bolesna. Nieznana, a jednak piękna. Tajemnica bezkresnej nadziei, zakamarek ludzkiej naiwności, ciche myśli zapomnienia. Dno śmierci nad przepaścią nostalgii. Pustka. Smutek. Nieme szepty. Całkowita nicość.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| | |
| | #113 |
![]() | Ten wiersz jest robiony na podstawie autentycznej sesji RPG, ja grałem tam druida/barda z rasy aasimarów. Znalazłem zdechłego smoka w środku bagien, a ponieważ nie mogłem go sam przetransportować dogadałem się z jednym magiem. Załatwiliśmy jednego trolla, który mieszkał obok w jaskini, a zyskami ze sprzedaży podzieliliśmy się. Ale jako bard nie mogłem przedstawić w wierszu takiej prozy. Stąd co nieco podretuszowałem sprawę i wyszedł poemat heroikomiczny, jak poniżej. O bogowie poezji, która sławi cnoty, Użyczcie mi swej mocy, bym mógł śpiewać o tym Jak para bohaterów dumnych i zuchwałych Zdobyła na wyprawie smoczy skarbiec cały. Od czegóż mam rozpocząć te fragmenty pieśni? Od smoka, co tysiące dziewic był zbezcześcił, Tysiące miast i wiosek zniszczył poprzez lata, Toteż go ludzie zwali najgorszą z plag świata. A któż jego siedziby z nas wyśledzić zdoła? Trzeba by skrzydeł orła i oczu sokoła, By dotrzeć w środek bagien, tam gdzie jego leże Gdzie stworów żyje krocie, wielkich niczym wieże O oczach tak okrutnych, jak sto abishai. Wszędy się groza wielka dookoła czai. Smokowi zaś służyło trolli całe krocie, Zaś gad ów ludobójca, w krwawym leżał złocie. A teraz bohaterów przedstaw pieśni moja Jednego czarodzieja i jednego woja Po trosze i druida, po trosze i barda. Obaj zaś to herosów wielkich awangarda. Jeden z nich był człowiekiem, drugi aasimarem O oby będą kiedyś śpiewać pieśni stare O męstwie i potędze i odwadze wielkie Co potrafi zwyciężyć przeciwności wszelkie. Kiedy do smoka doszły wieści o wyprawie, O sile bohaterów, oraz o ich sławie Choć, sam był nieustraszon, przestraszył się bardzo, Jak zając, którym ludzie, dla bojaźni gardzą. Poczuł, że nie dostoi, bohaterom mężnym, Co kroczą niewzruszenie, niczym pułk zaciężny I krocie pokonują i tysiące wrogów, Zbliżają się do niego, niczym para bogów. Próbował był uciekać. Skrzydeł nie rozwinął, Gdy nadszedł atak serca. I tak smok ów zginął. Nie wiem, czyli ze strachu? Czy to były czary, Rzucone przez herosów na smoka z pieczary? Lecz wolno mi uwierzyć, wy również uwierzcie, Że magią pokonany został gad nareszcie. Lecz pozostało jeszcze trolli całe plemię, Co w jaskiniach mieszkają wrastających w ziemię. I hurmem wyskoczyli z swoich siedzib ziemnych Pędząc na bohaterów, niczym obłok ciemny, Dzierżąc maczug tysiące. Pał i proc – setkami. Śmierć dwojgu bohaterom wzeszła przed oczami, Lecz nie tracąc rezonu stawili jej czoła. Ach! Czyjeż pióro męstwo ich opisać zdoła? Druid siły natury wezwał ku pomocy. Ku trawom popłynęła fala wielkiej mocy Trawy miażdżone wielką stopą trollich łowców Oplątywały nogi swoich prześladowców. Mag puścił w nich natychmiast parę fireballi, Co zwaliły na popiół kila rzędów trolli. Potem za broń chwycili mordując potwory, Kilka zdołało tylko uciec o swej nory, Lecz i tam ich znalazła bohaterów para, I tak bestie spotkała sprawiedliwa kara. A potem zapuścili, w głębie się jaskini. Skarb odnaleźli smoczy. Złoto, srebro w skrzyni, Dwie kolie brylantowe, złocone półmiski, Dwa pozłacane rogi, cztery srebrne gwizdki. Diamentowy naszyjnik, zdobione czajniki, Szczerozłote pucharki, ze srebra imbryki, Buty, co miast obcasów, zdobiły rubiny, Figi średniej wielkości, odlane z platyny, Dziewięć futer sobolich podbitych atłasem, I tunikę z jedwabiu, spiętą srebrnym pasem. A co zwykłych pieniędzy, zliczyć nikt nie zdoła, Choćby liczył na skórze największego woła. Co było z nimi dalej, pieśń nie opowiada, Co zrobili herosi po zabiciu gada. Gdzieś na szlaku wędrowców może ich spotkacie, Dwóch zacnych bohaterów, wspaniałe postacie. Lecz wy, coście słuchali, mojej krótkiej pieśni Rzućcie mi trochę grosza. I niech wam się szczęści. |
| | |
| | #114 |
![]() | Obraz rzeczywistości stworzonej na wyspie - "Błędy i wypaczenia" Z początku spokojnie Lecz z wolna coraz gorzej Złe i niepotrzebne kłótnie Szumiące jak wzburzone morze. Ich błędy i wypaczenia. Dzikość i wściekłość w oczach Przemoc i groźby rzucane Masz wybór, w którym brak wyboru Po prostu musisz dołączyć do ich grupy. Odłącz się od innych Zapomnij o ich mądrościach Ważne jest polowanie i ważne zabijanie To przemoc nie siła przekonywania. Ich błędy i wypaczenia. Gdzieś w pobliżu słychać rój much W głębi lasu kroki myśliwych Oba te dźwięki jak omen. Żadne z nich nie jest pozytywne. Natłok negatywnych myśli Coraz więcej złych wspomnień Śmierć najlepszego przyjaciela I płacz chłopca, który miał być przywódcą. Ich błędy i wypaczenia. I w końcu zaczęło się to Nadszedł dzień polowania. Zwierzyną jest ten co zagraża Władzy drugiego przywódcy. Bieg dzikich myśliwych Słyszane na ziemi kroki stóp Nie pomoże tu żadna kryjówka Ofiara i tak zostanie zgładzona. Na twarzy szramy i ból Kilka potknięć bez upadku Oddech ciężki ze zmęczenia Oczy łzawe z przerażenia Obrazy z rzeczywistości. Ich błędy i wypaczenia. Błędy i wypaczenia Popełnione co niemiara Nie będą karane. Nikt nie poniesie za nie konsekwencji. W końcu to były tylko dzieci Chcieli być jak dorośli Chcieli pokazać swoją władzę Myśleli, że to tak musi być. Zapewne chcieli dobrze Tylko coś im się nie udało. Gdzieś popełnili błąd Potknęli się zbyt wiele razy Ich poślizgnięcia były zbyt bolesne. Jednak zrozumieli Swoje błędy i wypaczenia. 14.03.2oo6r. Na podstawie powieści Williama Goldinga "Władca much". Warszawa
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| | |
| | #115 |
![]() | Zagadka: „O czym mowa?” Jeżeli chcesz się pobawić, to nie czytaj ostatniej zwrotki i zastanów się, czym są owe wojska opisywane w utworze? Dzień za dniem, za rokiem rok, W słońcu dnia, wśród nocy cieni, Wszędzie słychać głuchy krok Czterech armii królów ziemi. Dzień za dniem, za rokiem rok Idą armie przez skraj świata, Czy dzień jasny, czy też mrok Pora zimy, czy też lata. Wiele klęsk poniosły już, Wiele razy zwyciężały, Wiele im świeciło zórz W tej podróży przez świat cały. Pośród kwiatów, pośród drzew Z zielonymi sztandarami Tam, gdzie ptaków słychać śpiew Idzie pierwsza z czterech armii. Małe dzieci, lekki wiatr Pelerynki im rozwiewa Zieleń oczu, zieleń szat Pieśń zieloną im zaśpiewa. Druga armia złotem lśni. Idą pośród zbóż przez pola Aż do kresu swoich dni, Gdzie ich poprowadzi dola. Młodzież dzielna. Słońca krąg Aureole im zaplata. Tak za rokiem mija rok Złotej armii w złotych szatach. Trzecia armia dziwna jest: Mocni, silni weterani. Nas ich twarzach miesza się Radość z smutkiem, Śmiech ze łzami. Tarcze, zbroje - dziwów dziw: Kir z purpurą, brąz ze złotem. Armia pustych pól i niw Idzie w słońce w wiatr i w słotę. Kiedy się dopełni czas, Trzecia armia padnie w bojach, Wtedy zalśni biały blask Białej armii w białych zbrojach. Z północnego kraju tam, Gdzie zawieja, mróz, śnieżyca, Wyjdzie armia z białych bram Starców, o brodatych licach. Czterej władcy żądni krwi W bój prowadzą swe oddziały. I tak już miliony dni, Odkąd gwiazdy zajaśniały Odkąd pierwszy promyk dnia Przeciął mroki pierwszej nocy, Odtąd walka królów trwa, Walka gniewu, krwi i mocy. Kilka osób swego czasu zgadło bez problemów, że chodzi o to, co napisane jest poniżej, ale byli też tacy, co doszukiwali się rozmaitych podtekstów. I zapewne nigdy nikt Nie dotrzyma armiom kroku, Póki nie przeminą dni Będą trwały pory roku. |
| | |
| | #116 |
![]() | „Nie będzie Jutra” Nie będzie Jutra Choć już zmierzcha I wieczór skleił dłoń z dłonią Gdzie walczy ostatni płomień nadziei Czuję w kroplach Twych słów Niedopowiedziany w bezsilności wyrok Odejdź myśli niechciana Nie teraz... Tak zimno Wypowiedz ciepłe światło Kochana Słowa o zwrocie przeciwnym Zatrzymują czas Minuty rozwleczone do godzin Wkłuwają się w ciało do kości Cisza od środka pożarta Tak smutno Wlej w pustkę pamięć radości Usta bez końca kaleczą dzień Nie będzie Jutra |
| | |
| | #117 |
![]() | Zabiorę Cię tam gdzie jest tylko nasz świat. W ciemności słyszę płacz, więc idę by utulić Cię, a wtedy milkniesz ze wstydu, lecz nie bój się... Gdzieś daleko jest tylko nasz świat zabiorę Cię tam do wspólnego szczęścia i zalśnimy na niebie jak dwie stęsknione gwiazdy. Wiatr tak słodko szepcze naszą miłosną melodię. Niebo odsłoniło tylko nasze wspomnienia. Bo to jest nasz sen i nasz szczęśliwy świat, nasza słodka tajemnica. 12.02.2008r, 11:36 Warszawa.
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< Ostatnio edytowane przez Nami : 02-12-2008 o 14:01. |
| | |
| | #118 |
![]() | Wiersz napisałem kiedyś zafascynowany cyklem "Amber" Cień mej królowej, pierwszej z dam, Księżniczki wzorca i chaosu, Widziałem ją u zamku bram, Twierdzy Istnienia oraz Losu. I była piękna jak marzenie, Słodkie wspomnienie z kraju snu, Jak złote słońca ranne lśnienie, Kiedy nadchodzi dzień po dniu. Śliczna jak wiosna i jak dzień, Jak kropla rosy, płatek róży, A czarodziejska niczym cień Chmury niosącej grona burzy. Do dziś pamiętam oczu blask, Jej twarz radosną, włos rozwiany, Uśmiech promienny niczym brzask, Który zamyka nocy bramy. Wciąż głos jej słyszę w uchu mym Szemrzący niczym granie morza Wpleciony w szmerów lasu rytm, W pieśń falującą łanów zboża. W oddech natury, w puszczy zew, W niesiony wiatrem śpiew słowika Echem odbity od pni drzew, Co z czasem cichnie i zanika. I jak to echo, tak jej głos, Obraz w pamięci, rysy twarzy, Każde spojrzenie, każdy włos, Gdzieś odpływają w kraje marzeń. Stąd czas rozwiera macki swe, I niszczy dawne me wspomnienia, Ją mi odbiera ... jest mi źle Bez damy mego serca cienia. Lecz ciągle wierzę: dnia pewnego, Przyjdzie ów najszczęśliwszy dzień, Znów stanie u wrót zamku mego Mej świetnej ... najświetniejszej cień. |
| | |
| | #119 |
![]() | "(...)" Bo bez miłości byłabym prochem przelotnym cieniem, niemym podmuchem, czymś bez wartości, pustym słupem światła tym, co się wznosi lecz nigdy nie lata. 18.02.2008r., godz. 16:06 Warszawa. A teraz powiem, że z dedykacją dla luki, bo mnie męczył mały łotr, i prosił bym coś dla niego napisała XD (nie wiem, jak można chcieć by jakaś taka tandeta była dedykowana...straszne)
__________________ WYJECHAŁAM!! NIE WIEM KIEDY WRÓCĘ xd ;< |
| | |
| | #120 |
![]() | Z poniższym wierszem było trochę śmiesznie. Zamieściłem go w jednym z biuletynów na którąś z Szedariad (konwent we Wrocławiu) i wyobraźcie sobie, że jakiś czas temu na jednej ze stronie znalazłem ów wiersz z określeniem, iż napisał go Goethe. Zainterweniowałem u autora strony i obiecał to zmienić. Ale nie zmienił, więc stwierdziłem: „eee, tam. Dla Goethego to być może ujma, ale dla mnie ...”. Do Aojda: prośba o pieśń Powiedz nam wróżu z miasta chmur, Powiedz bajarzu z miast północy, Wskrześ zapomnianych dziejów wzór, Mroczne historie z Księgi Nocy, Gdzie sto rumaków pasie się Na szczerozłotych lakach słońca. W światy zaklęte przenieś mnie, Gdzie wszechświat swego nie ma końca. Mów mi o królach, których moc Bóstwom rzucała dumne słowa, O krajach, w których śnieżny koc I lód na wieki ziemie skował, O czarodziejce - Pani Zła Żyjącej w mrokach swojej wieży, O księciu, o odwadze lwa, Jadącym z pocztem swych rycerzy. Powiedz o smutku ludzkich łez, Które płynęły przy rozstaniach, Kiedy nadchodził życia kres W bitwach u dziejów gdzieś zarania. Mów o radości, dumie. Mów! Pokaż złotego wieku lata, Księżycowego srebra nów I gwiezdny pyl na krańcu świata. Serce me dotknij, albo nie! Zostaw swa lirę, swa kitarę, Chce dziś zapomnieć chwile złe, Moja zszargana w miłość wiarę. Błysk ciemnych oczu. Omam, cień, Gdy mi mówiła: "Kocham ciebie", I zdrady ów pamiętny dzień, Rozpaczy ból po szczęściu w niebie. Dość z tym! Karczmarzu wina daj, Przynieś kielichy, przynieś dzbany. Bajarzu, na swej lirze graj, W szalone się rzucimy tany. Śpiewaj nam, śpiewaj wróżu z gór, Aż utoniemy w twojej pieśni, W barwnej melodii śpiewny chór, Na krętych ścieżkach, w mrocznej treści. Wszystko się kreci. Tańca wir, Wir twojej pieśni umysł wsysa. Och wróżu, przestań! Dosyć mi. Do snu się pragnę ukołysać. Ty ... kołysankę zagraj mi, Niech spłynie cień na moja głowę. Ulga po mroku. Szare dni W sny niech się zmienia kolorowe. Przeprowadź mnie przez bramy nocy, Pokaz rozlegle marzeń wody, Pierwotnej niech zaczerpnę mocy, Z czasów, gdy świat był jeszcze młody. Proszę cię wróżu, dalej graj, Sen już zamyka me powieki, Przechodzę już w nieziemski kraj I wszechświat widzę już daleki. Twe pieśni będą drogą ma, Kiedy już snem głębokim zasnę, W miejscu, gdzie zloty stoi tron, Na którym siedzą wszystkie baśnie. A baśnie wstaną, dotkną mnie, I będę słuchał ich wśród nocy, A jedna bajka zacznie się: "Był w karczmie bajarz - wróż z północy ..." |
| | |
| Reklama |
| |