![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Kufer skarbów Tutaj możesz dodać jakiś plik lub znaleźć coś dla siebie |
![]() |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #11 |
![]() | "Niepewność złudzeń" Tak mało mielismy czasu na miłość, Tak szybko zabrano nam to prawo Tak niewiele do szczęścia nam brakowało Czyżby to dawno uciekło w niepamięć? Nie znajdziesz już nigdzie tamtego ognia Nie doszukasz się prawdy w tamtejszych słowach. To było jak wczoraj, a jednak tak dawno Zatracone wszystko w dwustu kilometrach. Tak daleko nam ku sobie Wydawać się mogło, że kilka kroków Kiedyś szeptałeś prawie codziennie A teraz zostało nieme pismo. Może to tylko moje złudzenia Być może to wcale nie tak jak myślę Możliwe, że tworzę coś czego nie ma Niewykluczone, że Ciebie tracę. Więc powiedz mi prawdę czy racje mam Lub zaprzecz tym słowom, kategorycznie Jeśli mam racje to powiedz "Dlaczego?" Lecz jeśli nie, szepnij mi czasem, że nadal mnie kochasz... 30.09.2006r godz. 01.16 Warszawa
__________________ "(...)Wirowała jak fryga, kiedy właśnie Nami W orki zaczęła ciskać swymi zaklęciami, Które rwały im głowy i łamały kości, A ona zapewniała: Czynię to z miłości" - by Kelly |
| | |
| Reklama |
| |
| | #12 |
![]() | Enjoy of Sorrow Srebrną falą spływa w dół ...słodki ból... Zmywając wszystko ...słodki ból Żadna myśl nie pozostała już ...słodki ból... .... A gdy pochłonie już wszystko Gdy rzeczywistość powróci... Jeden lekki ruch przywola go by zwnów srebrną falą splynął w dół ...słodki ból... Twardy Jedwab Zamykam oczy Banalnośc skrada się miekko na łapkach kota Tuż na granicy mej świadomości Podchodzi bliżej - lekkim muśnięciem ostrego weluru zadaje pytanie...znów takie samo Czy wciąż się łudzę? Czy ciągle szukam? ... Bramy już nie ma Tylko ściany z twardego jedwabiu A ja teraz nie mam nawet dłoni by drapać to giętkie więzienie...
__________________ Candles raise my desire Why I'm so far away No more meaning to my life No more reason to stay... |
| | |
| | #13 |
![]() | to sie ja mozę te sie dołoze Uraz mózgu tak bardzo Cię kochałem teraz troszkę nie żyje w trumnie mego ciała ułożyłem gnijącego ducha i oczy szkłem zatrute w szklance Martini piję. Nałóg przez duże M Bezdech milczenia w ciszy Twego ciała, w głuchym przyboju krwi, w sennych myślach samotnych kilometrów i w martwym punkcie wzroku. Pulsujące wspomnienia upojonych zmysłów odbitych od torów zimnej stali świata, a w światłach nocy tylko refleksy uczuć na twarzach hipokryzji. Radość istnienia w bezdźwięcznych minutach tępej rzeczywistości.
__________________ Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an. |
| | |
| | #14 |
![]() | a to Was jeszcze ciutek pomęczę Politykiem twórczy Tylko gwiazdy nad głową upadają cicho na szary chodnik szaleństwa bo nie słuchasz śniegu płynącego dnem milczenia wprost z mego serca upadłem twarzą w twój brudny świat martwej krzykiem idei którą już tylko ja noszę gdzieś pod zasłoną powiek płaczących grzechem uczucia „Twisted little fuck” Leżę tu sam zwinięty w śmierć Upadły na dno świadomej nicości Świecąc po trosze rozdartym uczuciem Na równiny niedoścignionych radości Prowadzony za twarz przez nienawiść Odrzucam żałosne spojrzenia Leżę tu sam – bezcielesny śmieć Umierający aktor komicznego stygmatu istnienia
__________________ Kandosii sa ka’rta, Vode an. | Coruscanta a’den mhi, Vode an. | Bal kote, darasuum kote, | Jorso’ran kando a tome. | Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an. |
| | |
| | #15 |
![]() | "Znicz" Wejdźmy w ciemność gdzie płomienie znicz. Pojdźmy razem tą niewielką ścieżką. Siądźmy w ciszy gdzieś blisko siebie Nie chowajmy wzroku pożądania. I zbudźmy wszystkich ze snu wiecznego Połączmy się na cudzym nagrobku. W delikatności fachu Twych rąk Pozwolę na wszystko, byś czuł się swój. Księżyc słodko spogląda ze wstydem Tak uroczo wyglądasz w tym tle. Mogę Cie dotknąć, pieścić, całować Tak wiele mogę i tak dużo chce. Lecz gdy będzie po wszystkim, odejdziesz Zostane sama, z zapałkami. Pójdę do grobu, opuszczonego Zapale znicz i odejdę jak Ty. 25.10.2006r godz. 13:13 Warszawa
__________________ "(...)Wirowała jak fryga, kiedy właśnie Nami W orki zaczęła ciskać swymi zaklęciami, Które rwały im głowy i łamały kości, A ona zapewniała: Czynię to z miłości" - by Kelly |
| | |
| | #16 |
![]() | „Pożegnania na Dzień dobry” Obejmij mnie dębem I klonem czerwonym Pięciopalczastymi Dłońmi raz do roku Jak człowiek spotkany Na bezkresie morza Pocałuj mnie w boleść Tuż pod trzecim żebrem Wrośniętym na przestrzał Prosto - na dzień dobry Jak gasi się smutek Dziecięcy po nocy Przywitaj mnie w małość Którą do Cię stąpam Przez pola chryzantem O zwietrzałych ustach Aleja dziewiąta Sektor jedenasty 29.04.2005 r. |
| | |
| | #17 |
![]() | I znów Ciebie widzę Wyciągam rękę…. Przepływasz obok…to tylko sen… Nie ma Cię tutaj… I znów tylko łzy wchłonie poduszka…. Więc snami żyje, nimi oddycham W słonecznym blasku za mrokiem tęsknię. Bo tylko wtedy, gdy zamknę oczy... I znów Ciebie widzę…
__________________ Candles raise my desire Why I'm so far away No more meaning to my life No more reason to stay... |
| | |
| | #18 |
![]() | „ * * * " Zmierzch podszedł do kory ciała Za ostrza gładką namową Na czole północ dojrzała Czas zerwać broczący owoc Nim zgnije świat w oczodołach Pamięć przez sito się sączy Jesień to najlżejsza pora By pień oddzielić od kłączy Krzykiem żywicy z topora Żegnaj Pani Bursztynowa W salonach ogrodów ciszy Po zmroku krótkie są słowa Blasków Twych nikt nie usłyszy Zachować uczuć drobiny Ciężko gdy dym serca sięgnął W słojach miłości trociny Rosną obusieczną pręgą |
| | |
| | #19 |
| Banned ![]() | * * * Proszę niczego bardziej nie potrzebuję jak twojego dotyku choć tego przypadkowego Niczego bardziej nie pragnę jak twojego jednego uśmiechu drżącego w piersi głosu O niczym innym tak nie marzę jak o twoim ciepłym oddechu na mym wilgotnym od potu ciele Błagam choć o jedno spojrzenie mówiące za wszystkie słowa Obiecuję że nic więcej nie chcę Resztę sobie dopowiem i zgrzeszę myślą swą nie ciałem |
| | |
| | #20 |
![]() | „ * * * " Nieustannie zbieramy Życia okruchy do żebraczej czapki Zapach włosów tamtej kobiety Spojrzenie dziecka wymierzone jak policzek Pusty śmiech siedzących gdzieś z tyłu Pielęgnujemy Dobre wspomnienia na przetrwanie dni Których już nie da się naprawić Zadowoleni zwłaszcza wyrwaniem Ciężaru dnia wczorajszego Hodujemy z pietyzmem Miłość na ranę w sercu Wstydliwe sanktuaria umysłu Odwiedzamy w skrytości chwili Składając drobne ofiary posianego „Ja” I obietnice poprawy W zapadłym wnętrzu Wyrzuty sumienia zaś Na rosnącej hałdzie za płotem Ostatecznie grabimy cudze uczucia Narzędziami wziętymi na kredyt - Pasażerowie teraźniejszości - Wpatrzeni w zgarbione postaci przystanków Napawamy się wygodnym siedzeniem Z głową uwieszoną przy brudnej szybie |
| | |
| Reklama |
| |