Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - ogólnie > Kufer skarbów > Porzucone projekty > Opowiadania-archiwum
Zarejestruj się Użytkownicy

Opowiadania-archiwum Wasza twórczość


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-04-2005, 19:46   #1
 
Qbista's Avatar
 
Reputacja: 204 Qbista ma wyłączoną reputację
Dziennik

Geneza powstania tego dzieła jest aż zanadto banalna - napisane jako prca domowa z języka polskiego. Mimo to, nie sądzę, że jest złe. Tutaj utrzymane w czysto Lovecraftowskiej konwencji:

DZIENNIK

17 PAŹDZIERNIKA 1987 ROKU, CZTERDZIESTY SIÓDMY DZIEŃ REJSU


Zeszliśmy do kajut na najniższym poziomie, w kotłowni. Zgrzyty i buczenie, nawiedzające nas od tygodnia, nie ustają ani na moment. Prawdę mówiąc, do teraz nie wiemy, co je wywołuje. Wiemy natomiast, że to zabija.
Grockson i Terbut wyszli wczoraj na pokład, by sprawdzić, co się dzieje. Nie wrócili do teraz. Podejrzewam, nie, wiem, że umarli. To coś dopadło ich, pewnie jeszcze zanim wydostali się na powierzchnię.
A teraz, to coś, nienasycone, parło coraz niżej, kierując się w naszym kierunku. Pewnie ma tylko jeden cel. Dopaść nas, jeden po drugim, a potem wymordować. Niezbyt przyjemna perspektywa, jeśli mam być szczery.
Atmosfera nieuchronnej zagłady udziela się nam wszystkim. Powoli popadamy w obłęd, szukając w nim ratunku przed tym, co nadejść musi. Wczoraj Simons popełnił samobójstwo. Po prostu wyciągnął w pewnym momencie, podczas rozmowy, swój pistolet i palnął sobie w łeb. Ot tak, bez słowa. Jego śmierć pociągnęła nas jeszcze bardziej w ramiona szaleństwa.
Wariujemy. I nic tego nie powstrzyma. Załodze okrętu podwodnego S.S. Miriam nie zostało już wiele czasu...
Powoli końca dobiega moja warta. Za chwilę zmieni mnie Doobruck, pozwoli mi na kolejne sześć godzin zatopić w błogosławionym śnie. A sam będzie wyczekiwał. Przemilczeliśmy to, co zrobimy, gdy wreszcie jeden z wartowników zawoła – „To przyszło!”.
Nie warto marnować życia na takie rozważania. I bez tego jest nam ciężko.
Aż za bardzo.

19 PAŹDZIERNIKA 1987 ROKU, CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY DZIEŃ REJSU

Rotger nie żyje. W pewnym momencie wstał, i krzycząc, że dłużej tego nie wytrzyma, otwarł drzwi i wybiegł na korytarz. To coś go dopadło, poinformował nas o tym jego obłąkańczy krzyk.
Boimy się. Z każdą chwilą jeszcze bardziej. Hałasy nie ustają, wiemy, że to jest coraz bliżej, że zbliża się, by wreszcie wyciągnąć po nas swe łapska, jeśli je w ogóle posiada, a potem zabić nas, pożreć, rozszarpać...
Nie mogę o tym nie pisać. Jakże bym chciał złamać ten ołówek, wrzucić dziennik pokładowy w ogień buchający z pieca kotłowniczego. Ale nie mogę. Coś nakłania mnie do pisania, każe mi zapisywać kolejne karty za każdej wachty, opisywać to, co się dzieję, co czuję, wreszcie który z członków załogi opuścił już ten ziemski padół. Może mam nadzieję, że ktoś odnajdzie te zapiski, i zainteresuje się tym przeklętym miejscem, położonym gdzieś pomiędzy 34, a 35 stopniem szerokości południowej, a 152 stopniem długości zachodniej.
Pozostali mi nie wierzą, mówią, że już nas nie odnajdą, że pozostaniemy tu na zawsze, zatopieni pod wodą, martwi, zabici przez coś, czego nawet nie znamy. Sądzimy, że na wyższych pokładach wegetuje jakieś nieopisane monstrum, nieznane światu, głodne, nienasycone.
Zapewne przebudziły je do życia nasze torpedy, które w ramach testów odpaliliśmy w kilka okolicznych skał. Wtedy łupnęło po raz pierwszy, wtedy kapitan Georges i Falkwood pożegnali się z życiem. Wtedy zaczęły się hałasy. Każdego kolejnego dnia wycofywaliśmy się coraz bardziej, za jedyny dowód czającego się nieopodal niebezpieczeństwa mając krzyki konających w wielkich cierpieniach. Baliśmy się, ale niczym nie było to w porównaniu z tym, co odczuwam teraz.
Jestem przerażony, może już nawet obłąkany. Nie mogę spać, w snach nawiedza mnie widmo tego, co czyha na górze. To przychodzi do mnie pod postacią wielkiej, oślizgłej masy pokrytej setkami otworów gębowych, par oczu, rękoma, nogami. Potwór, powoli zbliżający się do naszego chronienia jest czymś w rodzaju protoplazmatycznej masy składającej się z członków swoich ofiar, w jakiś nieznany sposób rozumnej, a przynajmniej instynktownej. Może podpowiadają m to tylko moje omamy, może ten straszliwy obraz narodził się jedynie z mojego szaleństwa, ale znów coś wewnątrz podpowiada mi, że nie mylę się, że to coś posiada niesłychany dar telepatii, kontaktuje się ze mną, podsyła mi obrazy, każe mi pisać, pisać, pisać.
A potem śnić, znów widzieć to, budzić się po kilku chwilach z krzykiem, znów siadać w koncie, chwytać dziennik w dłonie, i spisywać to, czego doznaję.
Muszę pisać, choć niczego nie pragnę tak jak uwolnienia od tego potwornego obowiązku.
MILES! ZABIERZ MNIE STĄD! MILES, JA JUŻ NIE CHCĘ!
MILES! CZAS NA TWOJĄ WACHTĘ!

23 PAŹDZIERNIKA 1987 ROKU, PIĘĆDZIESIĄTY TRZECI DZIEŃ REJSU


Odcięli mnie od dziennika, związali i naszprycowali jakimiś prochami, usprawiedliwiając się moim obłędem.
Głupcy, czyż oni nie widzą, że także zwariowali? Dopiero dziś zostałem uwolniony, po czym natychmiast dotarłem do dziennika. Istota czyhająca na wyższych pokładach, kazała mi pisać. Piszę więc. Piszę. Piszę...
W ciągu ostatnich dni zginęło dwóch kolejnych marynarzy. Hatcock i Miles. Pokłócili się o jakąś błahostkę, po czym skoczyli sobie z nożami do gardeł. Oboje umarli, tutaj, na tej podłodze, krzycząc wniebogłosy, bezskutecznie próbując zatamować wylew krwi. Cięli się w jednym momencie. jakby specjalnie, jakby licząc na to, że skoro nie zaznali ukojenia we śnie, to może chociaż dostąpią go w królestwie niebieskim.
Potwór jest coraz bliżej. Już niemal czuję jego obecność, widzę, jak potworna masa wyłania się zza rogu, by podpełznąć do nas, zabić i wchłonąć do swojego piekielnego jestestwa.
O nie... Czymkolwiek to jest, nie poddamy się temu.
Nie mogę tak czekać, nie potrafię spokojnie wyczekiwać, aż nadejdzie nieuniknione. Z każdą chwilą coraz bardziej pogrążam się w ciemnościach, coraz bardziej pragnę pójść w ślady nieszczęsnych Simons’a, Rotger’a, Hatcock’a i Mils’a.
Nie chcę tu bezczynnie siedzieć.
Nie mogę!
Chwila działać. Muszę coś zrobić. Muszę!
TO PRZYSZŁO!
 
__________________
MG, P+, G++, SG++, SS, SD++, K, p, Z, S---, H, D+, K, f-, h, w-, cp--, sf+, L+, NS+++, SC -, Kon+, D++, Gaz+, T+, SU?; ZC, WoD, SW, GS
Qbista jest offline  
Stary 29-08-2005, 11:14   #2
 
Darken's Avatar
 
Reputacja: 256 Darken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie cośDarken ma w sobie coś
Krotkie, ale taka forma podoba mi sie. Czuc tutaj Zew, wiec jest dobrze. Jak przeczytalem TO PRZYSZLO przeszedl mnie dreszczyk wiec klimat jest.
Jak praca zostala oceniona?
 
__________________
Mroczna wydawnicza małpa przedstawia Gindie, czyli wydawnictwo fabularnych gier karcianych.
Uuuk.
Darken jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166