Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Bajka<!-- google_ad_section_end -->
Bajka
Autor artykułu: Fearqin
29-08-2011
Bajka

To nie było znowuż tak bardzo dawno temu. Nawet nie tak całkiem daleko i wcale nie za górami, za lasami. Właściwie to może za górami i za lasami, zależnie z której strony patrzeć. W każdym razie to żadna bajka, którą mogliby puścić na Disney Channel. Widziałem to sam, na własne oczy, serio! Nie wierzysz mi? Trochę słusznie, taki już los oszusta i kłamcy. Lecz tak naprawdę to jest to wszystko jedno. Nikt przecież nie stwierdzi, czy prawdziwsze są historie samodzielnie zobaczone, czy samodzielnie wymyślone. A było tak:

Na krótkiej, krętej, wiecznie zaśnieżonej ulicy mieszkał chłopiec, który Posiadał Rzeczy. Wszyscy go znali, chociaż nikt się z nim nie bawił i chyba nikt go nie lubił. Mieszkał tylko z tatą, którego wiecznie nie było w domu, bo wiecznie pracował w firmie, która robiła Ważne i Trudne Zadania. Podobno nigdy nie miał mamy. Podobno tata kupował mu wszystkie rzeczy, jakich chłopiec mógł zapragnąć, aby nadrobić to, że ani taty (bo pracuje), ani mamy (bo jej nie ma), nie było nigdy w domu. Przechodząc się po ulicy i grając na wygiętej harmonijce, zawsze widziałem jak pod jego dom podjeżdżały samochody, wypakowując całe sterty nowiutkich rzeczy. Były tam słodycze, konsole do gier, sterowane samochody, samolociki, ciężarówki, roboty, rycerze, figurki smoków, gry planszowe, komiksy, rowery, pluszowe misie, sklejane modele i wszystko, wszystko inne. To, co wymieniłem to tylko domysły, lub zgadywanki na podstawie naklejek na pudełkach, bo chłopiec nigdy nic nikomu nie pokazywał. Nie wiem dlaczego. Kilku innych chłopców zachodziło do jego domu, dzwoniło dzwonkami, żeby pobawił się z nimi. Nawet nie koniecznie jego zabawkami, przynosili własne. Lecz nikt im nigdy nie otwierał. Ja nie zaszedłem nigdy. Jakoś nie miałem mu za złe, że z nikim się niczym nie dzieli. Pomyślałem, że skoro rzeczy zastępują mu rodziców, to nic dziwnego, że nie chce ich rozdawać innym dzieciom. Do dziś nie wiem, czy miałem rację.

Widywaliśmy go czasem w sklepie, w pobliżu którego siedziałem z kolegą i jedząc batoniki na spółkę, rozmyślaliśmy i dyskutowaliśmy, co będzie w następnym odcinku naszej ulubionej kreskówki. Chłopiec wyglądał olśniewająco. Musieliśmy przerywać rozmowę, aby napatrzyć się na wszystkie rzeczy, które miał na sobie. Czasem przyjeżdżał na kolorowym, górskim rowerze, a czasem na odblaskowych rolkach. Miał amerykańskie czapki-bejsbolówki i ciemne okulary, jak gwiazdor filmowy. Na ręku nosił odlotowy zegarek, jak „Faceci w czerni”. Wchodził do sklepu i kupował wszystkie rzeczy, jakie tylko mu się chciało. Strasznie mu zazdrościliśmy. Czasem wracając do domu widziałem, że wyrzucił niektóre batoniki. Nie lubił ich, ale kupował, żeby mieć więcej.

To było we wtorek. Jak na jesienne popołudnie było wyjątkowo ciepło. On we wtorki zawsze wsiadał na swój pozłacany, górski rower i jechał na tor, pojeździć na quadach i gokartach. Pytasz skąd wiem? Tak się mówiło na osiedlu, tak jest na małych uliczkach. Nikt konkretny nic nie mówi, po prostu przyswajasz sobie różne informacje. Ja poszedłem nad rzekę, porzucać kamieniami w wodę. Jeden z kamieni odbił się od tafli wody, przeleciał przez trzciny i nagle usłyszałem potworny trzask i skwierczenie. Z początku pomyślałem, że trafiłem w jakieś Dziwadło i chciałem to sprawdzić, lecz odgłosy nie ustawały, a dobiegały z zupełnie przeciwnego kierunku, niż wylądował mój kamień. Obejrzałem się za siebie i ujrzałem wysoką, czerwoną łunę ognia tuż nad miejscem, gdzie stał dom chłopca Posiadającego Rzeczy. Usłyszałem z oddali czyjeś krzyki, nawoływania i rosnące natężenie dźwięku strażackiej syreny. Pobiegłem ile sił w nogach, a potrafiłem wtedy biegać bardzo, bardzo szybko. Ścigałem się nawet z autobusem, zawsze na tej samej ulicy i po pewnym czasie kierowca, rozpoznając mnie, gdy wyjeżdżał zza zakrętu, natychmiast zapinał wyższy biegł. W krótkim czasie znalazłem się na uliczce, gdzie jasnym , pięknym i przerażającym zarazem ogniem, płonął dom chłopca z rzeczami. Wielkie, szklane okna spadały na ziemię z hukiem, a luksusowa, drewniana konstrukcja niszczała i słabła z każdą sekundą. Belki łamały się, przeżarte gorącym płomieniem i cały dom osuwał się coraz niżej. Ciepło owiało moją twarz i ciało, poczułem mrowienie i dziwne rozrzewnienie, takie, jakie towarzyszy ludziom tylko wtedy, gdy patrzą długo w ognisko. Strażacy byli już na miejscu, utworzyli bezpieczny kordon odgradzający gapiów od pożaru i dokładali wszystkich sił, aby ogień nie rozprzestrzenił się na dalsze budynki. Sam dom był już nie do uratowania.
Po chwili przyjechał drogi, czarny samochód i wysiadł z niego chłopiec, któremu palił się dom oraz jego tata, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Stali bardzo blisko mnie, patrząc na płonący budynek i bardzo wyraźnie słyszałem ich rozmowę. Tata chłopca mówił, że przeprasza go za wszystko. Że pomyślał, iż chłopiec mógł być w tym domu, a on nie mógłby go uratować, bo jak zwykle, byłby w pracy. Mówił, że chce poświęcać mu więcej czasu, być w domu. Powiedział też, że wyrzucono go z pracy, ale to nawet lepiej. Znajdzie taką pracę, która pozwoli mu spędzać więcej czasu z synem. Powiedział, że nie będzie już tak dużo zarabiał. Że nie będzie mu kupował wszystkich rzeczy, które on zapragnie, ale to nie jest najważniejsze, bo najważniejsze jest to, że będą razem. Że zabiorą mu samochód, a chłopiec nie będzie już jeździł na quadach.

Chłopiec patrzył beznamiętnie na swój gorejący domek, w którym trzymał wszystkie ulubione rzeczy. Nawet te, których tak naprawdę nie lubił, ale i tak były mu drogie, bo czuł, że ma dużo rzeczy. Wbijał pusty wzrok w płomienie i słuchał tego, co mówi ojciec. Na początku myślał, że w sumie nic się nie stało, tata odkupi mu wszystkie rzeczy i będzie tak jak dawniej. Jednakże w miarę, jak ojciec oznajmiał mu nowe wieści rosło w nim oburzenie. Że nie będzie miał wszystkich rzeczy? Że nie będzie jeździł na quadach? Że będzie jak zwykły chłopiec? Bez rzeczy? Tata nie chce mu nic kupować? Dobrze, to zobaczymy! Pomyślał, że nie chce już tego świata, w którym spaliły mu się wszystkie rzeczy, a głupi tata nie chce mu kupić wszystkiego, czego on zechce. Pomyślał, że co to za świat, gdzie nie dzieje się tak, jak on pragnie. Że durny to świat, w którym można coś stracić, a później nie odzyskać. Beznadziejny świat, który nie jest wystarczająco dobry, aby on zgodził się w nim żyć. Pomyślał, że poleci do świata, gdzie jest lepszy tatuś, który kupi mu wszystko. Do świata, gdzie znowu będzie jadł słodycze na każdy posiłek, gdzie będzie chodził spać po północy, gdzie wszyscy będą mu się kłaniać, spełniać zachcianki i gdzie będzie miał mnóstwo rzeczy. Do świata, gdzie z nikim nie będzie się dzielił, gdzie wszystko dzieje się od razu, gdzie nie trzeba na nic czekać, gdzie wszyscy są mu posłuszni a wszystko jest dużo piękniejsze.

I podskoczył tak „hop” wysoko, wysoko, wysoko. Rozłożył ręce i wzbił się w górę tak ”fruuuuu” i poleciał, jak jaskółka, jak wściekły orzeł. I leciał tak „fruuuu” coraz wyżej i wyżej i wyżej, patrząc jak ziemia oddala się od niego, jak ludzie robią się maleńcy jak mrówki, którymi są wobec niego. Leciał „fruuuu”, aż Ziemia stała się mniejsza niż ziarenko groszku, wtedy przestał na nią patrzeć i leciał do lepszego świata, lepszego tatusia i do wszystkich rzeczy, które chciał pokochać.

Nigdy się nie wie, kogo można spotkać w innych, miejscach i światach. W innych czasach i okolicznościach. Niby zawsze coś tam sobie wyobrażamy, niby czegoś tam oczekujemy, lecz zawsze będziemy zaskoczeni, tym jak różne i niezwykłe rzeczy na nas czekają. W świecie, w którym niby żyjemy i od ludzi, których niby znamy. Chłopiec bez Rzeczy myślał, że spotka kosmonautów, kosmitów, UFO i Zieloną Latarnię, jak w komiksie. Zamiast tego spotkał Bajarza. Wyglądał on raczej zwyczajnie. Nie miał zielonego pierścienia, ani tuzina macek, ani nawet gwiezdnego hełmu.
Gdzie lecisz? - zapytał Bajarz.
I chłopiec opowiedział mu wszystko. O tym, jakie wredne i niesprawiedliwe było życie na Ziemi i że leci w poszukiwaniu nowych rzeczy. Powiedział, że teraz już wszystko będzie lepiej, że ma dużo planów i nadziei i że wszystko już mu się będzie w życiu udawać. Będzie najszczęśliwszy, nigdy nie będzie płakać, musi tylko znaleźć świat lepszy od tamtego.
A co Ty robisz? - zapytał Chłopiec bez Rzeczy
Ja też szukam innych światów. Krótkich i długich, pięknych i jeszcze piękniejszych, które pozwalają mi zapomnieć, że są jakieś brzydkie i niesprawiedliwe miejsca, że ludzie potrafią być podli i niewdzięczni. Takich, które można opowiedzieć i sprawić, że wszystko na chwilę wydaje się proste, łatwe, sprawiedliwe i bezbolesne. Zbieram bajki.
Co to są bajki? - zapytał zdziwiony chłopiec
Nikt Ci nigdy nie opowiadał bajek? To mogłoby wiele tłumaczyć. - Bajarz uśmiechnął się chytrze – Może jak usłyszysz ich kilka, to trochę zmienisz cel swojej podróży. Posłuchaj.

I zaczął snuć historie. Opowiadał mu wszystkie bajki, jakie znał, wszystkie, które nazbierał podczas swojej nieskończonej wędrówki. Była bajka o drewnianym chłopcu, któremu nos wydłużał się, gdy kłamał. Była bajka o rodzeństwie, które zaznaczało drogę w lesie drobinkami chleba i których zła wiedźma złapała do klatki, w swoim domu zrobionym z cukierków. O malutkim chłopcu, który kupił magiczne fasolki zamiast jedzenia. O dziewczynce z zapałkami. I o dziecku z kapusty. I wszystkie przygody ze Stumilowego Lasu. I jeszcze te o trzech niedźwiadkach. I o wiosce niebieskich ludzików. I o rodzinie misiaczków pijących sok z gumijagód. O walecznych rycerzach, ratujących księżniczki z zamków. O czarodziejach, magicznych stoliczkach i czapkach niewidkach. Bajki o smokach, mówiących zwierzętach i siedmiomilowych butach. O młynarzu i osiołku. O dworze króla. I o niedźwiedziej skórze, dębie i trzcinie, nagim królu, złotym ptaku, złotej rybce, księciu zamienionym w żabę. Bajka o Śpiącej Królewnie i o siedmiu krasnoludkach. O wnuczce, która niosła babci lekarstwa. O dalekich krajach, wojownikach i latających dywanach. O dżinach, lampach i rozbójnikach. Wszystkie bajki, jakie tylko można znaleźć, jakie ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił. Bajki z najdalszych zakątków ludzkiego wszechświata i takie, których nikt nigdy jeszcze nie słyszał.
A chłopiec bez rzeczy już go nawet nie słuchał. Tylko nieustannie żądał nowych bajek, mimo że nie próbował ich zrozumieć. Po prostu chciał więcej i więcej, jak batoniki, których nigdy nie jadł, lecz czuł, że coś zdobywa. Chciał, żeby dawano mu coraz więcej, nieważne co, tylko więcej i więcej. Czekał, aż jego rozmówca skończy i krzyczał natychmiast: „Chcę nową bajkę!” „Chcę bajkę!”. I cieszył się, gdy ten spełniał jego zachciankę, a potem znudzony czekał do końca, marząc o nowych rzeczach, które wszyscy mu będą dawali. I budził się tylko by wrzasnąć: „Opowiedz inna!” „Chcę inną!”, a potem znowu oddalał się w swoje myśli.
Aż w pewnym momencie Bajarz stwierdził:
I to już jest wszystko. To wszystkie bajki, jakie znam. Opowiedziałem Ci naprawdę wiele, mam nadzieję, że coś z nich wyniesiesz. Zmęczyłeś mnie strasznie chłopczyku, lecz i tak opowiedziałbym Ci kolejną, gdybym tylko jakąś znał.
Nie! Opowiedz następną! Chcę inną, nową! - chłopiec bez rzeczy znowu poczuł się oburzony, że ktoś mógłby nie spełnić jego zachcianki. Albo, że musiałby na coś czekać.
Miło mi, że Ci się podobały – uśmiechnął się Bajarz – Ale nie znam już ich więcej
To wymyśl! Wymyśl mi nową bajkę! Chcę inną! Chcę, żebyś mi wymyślił! Wymyślaj, bo się obrażę! Nie dam Ci spać! Wymyśl mi bajkę!
Tak nie można. Bajek nie wymyśla się w moment, w jedną krótką chwilę. Gdy jesteś dorosły, to one nie przychodzą tak łatwo, lecz rodzą się opornie, powoli i starannie. Żeby wymyślić bajkę trzeba na nowo odkryć w sobie dziecko i wydobyć wszystko, co pozostało w Tobie z tamtych czasów. Trzeba sięgnąć do okresu, gdzie nie wiedziałem, że coś może być trudne. Gdy nie wiedziałem, że należy się starać, bo wszystko naturalnie robiło się ze wszystkich sił. Gdy do niczego nie trzeba było się zmuszać. Nikt nie wymyśla więc dorosłych bajek. Wymyślając bajkę musiałbym przypomnieć sobie, jakim byłem dzieckiem i ile chłopca we mnie pozostało. I musiałbym pomyśleć, jakim Ty, Ewo, byłaś dzieckiem i sprawić, abyś na chwilę znowu nim była. Bajki mogą być trudne, jeżeli zobaczymy, że gdzieś ucieka nam świat, w którym wszystko było jakby bardziej magiczne i niezwykłe. Mogą być smutne, jeżeli ukazują, jak bardzo się zmieniliśmy i że już nie potrafimy wrócić. Są piękne i fantastyczne, bo zabierają nas w ten świat, za którym tęsknimy. Bo pozwalają myśleć znowu dużo prościej i łatwiej. Bo dają nam uciec od zbyt wydoroślałych siebie. Bo w nich zawsze wszystko dobrze się kończy. Bo pomagają zasnąć. Bo ukazują, jak dużo z dziecka jeszcze w nas pozostało.


Opowiem Ci ostatnią, jaką znam. Najpiękniejszą bajkę na świecie. Chcesz?
Chcę bajkę, chcę bajkę, chcę bajkę! - krzyczał chłopiec klaszcząc w dłonie.
Słuchaj więc uważnie.

Ale chłopiec nie słuchał. Myślał, jak bardzo się już wzbogacił odkąd wyruszył w podróż. I o tym, jak wiele rzeczy jeszcze chciałby dostać i aby wszystko przychodziło mu tak łatwo jak teraz. Że nie ma zamiaru się nigdy starać, ani o nic prosić. Wszystko dostanie, jak te bajki, za darmo i od razu, bo przecież mu się należy.
Nie usłyszał więc najpiękniejszej bajki świata. Bajki, w której nie było ani księżniczek, ani smoków, ani latających dywanów. Bajki bez rycerzy, wróżek, elfów i gadających zwierząt. Bez czarów, bohaterów i potworów. Najstarszej bajki świata o tym, jak to nikt nikogo nie słucha. O tym, jak to nikt nikogo nie rozumie. Najsmutniejszej bajki świata o myślach, których nikt nie wypowiada i słowach, które nic nie znaczą. O tym, że ludzie o sobie nawzajem nie myślą. O tym, jak myślą, że jest inaczej. Ponadczasowej bajki, o tym jak ludzie między sobą próbują nie być samotni. I że czasem im się udaje. Najpiękniejszej bajki świata o tym, jak ludzie z ludźmi potrafią się czasem odnaleźć, jak potrafią się czasem oswoić i choć na chwile nie są sami. Naiwnej bajki o przyjaźni, która miała w sobie więcej magii niż wszystkie baśniowe stwory.

A kiedy bajka dobiegła końca, głowa staruszka zmieniła się w wielki dmuchawiec, który wraz ze wszystkimi baśniami wszechświata rozwiał się po kosmosie ,jak po bezkresnej łące.
Kilka z nich jest podobno tutaj, u nas, na Ziemi. Ale w świecie, w którym nikt się już nie bawi i nikt w nic nie wierzy, dawno przestaliśmy nawet próbować ich szukać.

W następnej chwili, do Chłopca bez Rzeczy podjechała przepiękna, oszałamiająca swoim bogactwem i rozmiarem karoca. Potężne, mosiężno-złote drzwi rozwarły się szeroko, a ze środka sprężystym i energicznym krokiem wysiadł karykaturalnie niski, w porównaniu do swego pojazdu lokajczyk. Wyglądał naprawdę elegancko. Miał na sobie długi, czarny frak, cylinder i schludnie zawiązaną muszkę.

Księżniczka zaprasza Pana do swojej willi – powiedział lokajczyk, kłaniając się nisko i grzecznie. - Zapraszam do środka – dodał wskazując dłonią wnętrze karocy.
Uprzejmie dziękuję! - odparł chłopiec i błyskawicznie wskoczył do środka. Pomyślał, że nawet zanim spaliły mu się rzeczy, nigdy nie doznał takiego luksusu. To nie była jakaś tam najnowsza hulajnoga, ani nawet durny służbowy samochód taty, który teraz musi oddać. Zachwyciły go zdobione siedzenia, słodycze w poręczach foteli, także nawet nie zauważył jak rumaki zaprzężone do pojazdu ruszyły i wprawnym, miarowym rytmem podróżowali do willi księżniczki, która zaprosiła właśnie jego! Rozkoszując się przytulnym środkiem karocy nabrał przekonania, że skoro osoba, do której należy ten piękny pojazd postanowiła go zaprosić, to z pewnością miał rację, gdy myślał o tym, że należą mu się wszystkie wspaniałości i że wszystko będzie mu przychodziło z jak najmniejszym wysiłkiem.
Księżniczka bardzo pragnie się z Panem zobaczyć. Sądzę, iż bardzo się tam Panu spodoba, skoro tak Pan lubi rzeczy
Uwielbiam – odparł z błogą miną i łechtał swoją dumę powtarzając w myślach „Pan, Panu, z Panem”
Jesteśmy na miejscu – oznajmił lokajczyk. Proszę się rozgościć na dziedzińcu, księżniczka lada moment do Pana dołączy.

Było to najwspanialsze miejsce, jakie chłopiec bez rzeczy widział w całym swoim życiu. Nawet na wycieczce do Nowego Jorku nie oglądał takich cudów. Widział fontannę wyższą niż wieżowce, jednorożce, ogromniaste, rozłożyste drzewa, bujne trawniki, sady pełne owoców i słodyczy! Przechadzał się po złotym, brukowanym dziedzińcu i nie mógł się napatrzeć na wszystkie zabawki i inne rzeczy, które były w zasięgu jego wzroku. Wreszcie zdołał oderwać wzrok i popatrzeć przed siebie, gdzie ukazał mu się gigantyczne, przytłaczające swą potęgą zamczysko. Było tak wielkie, że patrząc na nie, nie widziało się niczego innego. Dlatego też mógł nie zauważyć osoby, która znalazła się tuż przy nim.
Witaj. Jestem tutaj księżniczką i wszystko, co oglądasz, należy do mnie. Zechciałbyś zwiedzić ze mną moje włości ?
Oczywiście! Chodźmy prędko! - zapalił się chłopiec.

Mimo że spacer trwał niemalże całe popołudnie, nie zdążyli zwiedzić nawet maleńkiej części posiadłości. Księżniczka pokazała mu tor wyścigowy z quadami i gokartami dużo lepszymi niż te, na których jeździł w domu. Podziwiał kino z najnowszymi kreskówkami i tory ze skoczniami na rowery. Przejechał się na odrzutowych deskorolkach i zbudował zamczyska z przedziwnych klocków. Pod wieczór, księżniczka oznajmiła:
Najwyższy czas, abyś trochę odpoczął. Przygotowaliśmy Ci pokój na zamku, a jutro będziesz mógł korzystać ze wszystkiego, czego sobie zapragniesz. Będziesz mógł się bawić, jeść i korzystać ze wszystkich dobrodziejstw mojego zamku, tak jakby był Twoim własnym. Musisz tylko obiecać jedno: że już nigdy go nie opuścisz. Pomyśl o tym przez noc, a rankiem dasz mi odpowiedź.

Chłopiec nie mógł spać przez całą noc. Wiercił się i kręcił, myśląc o pytaniu księżniczki. Nie myślał jednak, jak na nie odpowiedzieć, gdyż wiedział to od samego początku. Nie mógł się jednak doczekać, aż w końcu będzie mógł się pobawić wszystkimi rzeczami, jakie znajdzie.
Zgadzam się! Odpowiedział z samego rana, gdy tylko słońce zajrzało przez okna w zamku.
Doskonale – uśmiechnęła się słabo księżniczka. W takim razie idź się bawić do woli.

I patrzyła na niego, jak radośnie hasał po całej jej posiadłości, jak chichotał bawiąc się kolejnymi rzeczami, jak cieszył się każdą nową zabawą i niestrudzony zabierał się za następną. Przeżywał bez wątpienia najpiękniejsze chwile i był najszczęśliwszy we wszechświecie, wiedząc, że tak już będzie zawsze. Że już z nikim nie będzie się dzielił i że nikt nie ma tyle rzeczy, co on. Jednakże wieczorem, uznał, że jest już bardzo zmęczony. Że to był bardzo długi i męczący dzień. Że chyba chce już wracać do domu. Położy się w swoim łóżku i zaśnie, a tata przytuli go w nocy, przez sen. Że może wróci tu za kilka dni, ale teraz zwyczajnie nie chce już mu się bawić. Skorzystał już ze wszystkich zabawek i pomyślał: „To już wszystko?” Bo przecież nikt nawet go nie widział, oprócz księżniczki. Nikt mu nie zazdrościł i nikt nie chciał, aby się z nim podzielił. Powiedział księżniczce, że chce już wracać do domu.
Głuptasie, przecież nie może już nigdy wrócić. Zawarliśmy umowę, że będziesz tutaj bawił się na zawsze, a ja będę patrzyła na Ciebie i chłonęła Twoja radość z używania moich rzeczy. Nigdzie Cię nie puszczę.
Ale ja już nie chcę się bawić!
To trudno. Lokajczyk zabierze Cię tam, gdzie inne dzieciowe rzeczy, które mi się znudziły.

Lokajczyk chwycił go wyjątkowo silnymi, jak na swój wzrost rękami i powlókł do zamkowych podziemi i zamknął w jednym z ciemnych, ciasnych pokoików. Z dwoma łóżkami. Na jednym z nich siedziała mała dziewczynka.
Kim jesteś? - zapytała
Chciałem się pobawić... A teraz nie mogę wrócić do domu.
Ja też.. a w tym pokoiku zupełnie nic nie ma. A ja jestem samotna bez żadnej rzeczy. Smutno mi.



„To prawda” pomyślał chłopiec. W pokoiku nie ma żadnej rzeczy do zabawy, nic do roboty. Nagle przypomniał sobie fragment bajki, którą opowiadał mu Bajarz. Tej najpiękniejszej, gdzie nie było rzeczy, a ludzie mimo to byli szczęśliwi. Chciał, żeby dziewczynce nie było smutno. Chciał być dla niej taki, jak ludzie byli dla siebie w tej bajce. Zapomniał tego słowa. Bardzo się starał, aby sobie przypomnieć. Coś na „p”. A może coś na „o”. Zaczął się smucić, że nie może go sobie przypomnieć i nic nie uda mu się powiedzieć, aby ją rozweselić.
Naprawdę bardzo Cię lubię – powiedział, bo pomyślał, że w życiu nie musi być tak jak w bajce.
Ja Ciebie też – uśmiechnęła się. - Chciałbyś się zaprzyjaźnić?

To chyba było to słowo. A może nie to. Słowa nie były już ważne, bo już mówił sobą, a nie bajkami.
Nie wiem jak się to robi. Nie wiem, czy mi się uda.
Ja też nie. Ale zawsze warto spróbować.




Dla Ewy
Autor artykułu
Fearqin's Avatar
Zarejestrowany: Jan 2010
Miasto: Białystok
Posty: 2 201
Reputacja: 1707
Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość

Oceny użytkowników
Język
50%50%50%
2.5
Spójność
50%50%50%
2.5
Kreatywność
50%50%50%
2.5
Przekaz
50%50%50%
2.5
Wrażenie Ogólne
40%40%40%
2
Głosów: 2, średnia: 48%

Narzędzia artykułu

  #1  
Tohma on 30-08-2011, 13:14
Noo to z Twoich opowiadań jest zdecydowanie najlepsze.
Błędów w ogóle nie widziałem, więc pewnie ich mało.
A co do treści to przypomina mi Małego Księcia i podoba mi się uniwersalizm tej historii. W końcu chłopiec z wieloma rzeczami, czy jak mu tam było, to było być każdy z nas z każdą negatywną cechą, która powoli nas pogrąży. I warto znaleźć sobie takiego kompana, jak chłopiec na końcu, by trochę rozświetlił nam życie.
Fajnie, fajnie, więcej takich.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Ziutek on 30-08-2011, 14:59
Ocena użytkownika
Język
0%0%0%
0
Spójność
0%0%0%
0
Kreatywność
0%0%0%
0
Przekaz
0%0%0%
0
Wrażenie Ogólne
0%0%0%
0
Średnia:0%
Ja to czytałem wczoraj przed spaniem bo wybłagałem, aby Fear mi to podrzucił. Przez te paręnaście minut wróciło mi dzieciństwo. Same piąteczki, za przekaz dałbym 6 ale nie ma tego. Tylko powtórzę jeszcze opinię z gadu-gadu:
Fear, zostaw w pizdu to rysowanie i zacznij pisać książki.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Eyriashka on 31-08-2011, 10:02
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
80%80%80%
4
Średnia:96%
Gdy przeczytałam, że ta bajka jest w stylu Małego Księcia, to mi się słabo zrobiło. Nie cierpię tej książki. No, ale lubię Feara i jego styl. Więc czytałam i naprawdę mi się spodobało Osobiste i uniwersalne zarazem.
Mam nadzieję, że Ewie też się spodobało ^-^

<<S P O I L E R>>
A na koniec kwiatek:
"Po chwili przyjechał drogi, czarny samochód i wysiadł z niego chłopiec, któremu palił się dom oraz jego tata, którego widziałem pierwszy raz w życiu."
Przez chwilę myślałam, że ojciec jest w środku o.O
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:07.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167