Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Kaa'ghos – demon entropii<!-- google_ad_section_end -->
Kaa'ghos – demon entropii
Autor artykułu: Kaa'ghos
30-03-2013
Kaa'ghos – demon entropii

W dokumencie tym podejmę się spisania wszystkich znanych mi z pisma i ze słuchu informacji o potworze, demonie, sile lub po prostu zjawisku, znanym jako Kas, Kaas, Kass, Kagos, a oficjalnie określanym jako Kaa'ghos.

Kim lub czym jest Kaa'ghos?

Praktycznie niemożliwe jest dokładne określenie, czym ów potwór, demon, siła lub po prostu zjawisko, jest. Praca ta w żadnym wypadku nie może być brana pod uwagę jako dzieło naukowe, służy ona tylko wypisaniu faktów dotyczących omawianego tematu, jakie do tej pory są nam wszystkim mniej lub bardziej znane, z uwzględnieniem moich luźnych wniosków ich dotyczących. Pozwolę więc sobie odpowiedzieć na wyżej zadane pytanie na końcu tego dokumentu, gdy już przeanalizuję wszystkie zebrane przeze mnie informacje.

Kaa'ghos – historia zjawiska

Pierwsza wzmianka na temat Kaa'ghosa, do jakiej udało mi się dotrzeć, znajduje się w krótkiej notce psychiatry Bonny'ego Billsa, spisanej w roku 1974 i dotyczącej jednego z jego pacjentów, określanego w tym dokumencie jako "Billy". Pan Bills pisze:

Kolejny tydzień nie przynosi żadnych efektów. Ze smutkiem stwierdzam, że jest wręcz odwrotnie. Pacjent miewa coraz większe migreny, nie jest już chyba w stanie skupić się na tym, co próbuję mu powiedzieć. Leki działają, ale nie na długo i nie wystarczająco mocno. Wczoraj wieczorem przyprowadzili go do mnie, powiedzieli, że chce się ze mną widzieć. Poprosił mnie tylko o czarny flamaster. Nie chciał, czy może już nie potrafił wytłumaczyć, po co. Zgodziłem się, ale pod warunkiem, że użyje go przy mnie. Przez chwilę miałem wrażenie, że Billy się uśmiechnął. To było... odświeżające. Widzieć jego uśmiech po tak długim czasie oglądania jedynie jego zatroskanej twarzy. Pomyśleć, że był to ten sam Billy, który jeszcze trzy tygodnie temu przyszedł do mnie tylko z problemem lekkiego bólu głowy i małych trudności ze skupieniem. Nigdy bym nie zgadł, że już za niedługo będę aż tak bardzo tęsknił za tym uśmiechem, który wtedy znajdował się na jego twarzy.

Wróciliśmy z Billym do jego pokoju. Przyznaję, że z zaciekawieniem obserwowałem go i czekałem na to, co zrobi. A on obrócił się tylko do ściany i zaczął po niej malować. Wydawało mi się, że próbował narysować siebie, ponieważ zaczął od nakreślania swoich konturów. W połowie pracy jednak przerwał. Narysował jedynie połowę swojego ciała, po czym obrócił się do mnie i wymamrotał zdanie, które już zbyt dobrze zdążyłem poznać w ciągu ostatnich dwóch tygodni: To nie działa, ten cień jest nieproporcjonalny.


Osobom, które interesują się zjawiskiem Kaa'ghosa, od razu powinny rzucić się w oczy ostatnie słowa: Ten cień jest nieproporcjonalny. Zdanie to poddamy oczywiście dokładnej analizie w dalszej części tego dokumentu, na razie jednak skupmy się na przedstawieniu kolejnej sytuacji, z którą wiąże się omawiane przez nas zjawisko. Jest to fragment dokumentu pochodzącego z roku 1978, który spisany został przez tego samego psychiatrę, pana Bonny'ego Billsa:

Czy ja wariuję? Zdecydowanie nie jest niczym dziwnym dla psychiatry, aby zaraził się niektórymi przypadłościami swoich pacjentów. Choroby psychiczne są nie mniej zakaźne od tych przenoszonych przez wirusy i wie o tym każdy szanujący się psychiatra. Jest to pewna cena, którą każdy z nas zgadza się zapłacić. Teraz jednak jest inaczej.

Ja wariuję. Ale nie z powodu choroby. Jestem zdrowy. Tak, perfekcyjnie zdrowy. Zbyt długo pracuję w tym fachu, żeby tego nie rozpoznać. Coś mnie atakuje. Próbuje mnie zniszczyć od środka, wprowadzić zamęt w moim dotychczas całkiem nieźle ułożonym umyśle. Jakaś niebezpieczna myśl tli się w nim, nie daje mi spać, pracować, powoli także żyć. Nigdy nie powinienem był zgłębiać tajemnicy Billy'ego. Wiedziałem, że to jest coś większego. Coś ponad moje siły. Może właśnie dlatego tak bardzo chciałem to odkryć, odkryć i pokonać. Teraz już nie chcę, zajrzałem w otchłań, ale ona także zajrzała we mnie. I nie chce przestać patrzeć. A ja wiem, że nie zniosę dłużej tego spojrzenia, ono mnie... deformuje. I szepcze do mnie, tak, szepcze, a może raczej syczy? Trudno przenieść to słowo na papier, nie istnieje w żadnym alfabecie zbiór liter, który byłby w stanie odpowiednio je zaprezentować.

K'SSSSSSSSSSSSSSSSSS

K'AAAASSSSSSSSSSS

KAS

Ten przeklęty syk. Gdyby tylko mógł zniknąć! Z każdym dniem zdaję sobie sprawę, że coraz bardziej go rozumiem. Oswajam się z nim. Wiem, co chce mi powiedzieć. Ale nie posłucham go. Odrzucam jego sugestie, mam nadzieję, że dzięki temu w końcu zniknie. A może jest odwrotnie? Może po prostu muszę robić to, co mi każe? Może wtedy da mi spokój? Ta myśl też zaczyna kiełkować w moim umyśle. A ja nie wiem już, czy wpadłem na nią sam, czy została mi podsunięta.

Nawet teraz piszę z dłonią przesłaniającą mi obraz przede mną. Nie spojrzę na niego, na pewno tego nie zrobię. Nie skończę tak jak Billy.


Oczywiście samobójstwo pana Billsa jest powszechnie znanym faktem dla każdego, kto próbuje zgłębić sekret Kaa'ghosa. Zagadka jego ostatnich słów także. Czy możemy powiedzieć, że wiemy już, jakie jest jej rozwiązanie? Na co tak bardzo bał się spojrzeć pan Bills kilka tygodni przed swoją śmiercią? I czy ostatecznie postanowił na to spojrzeć? Na te pytania również postaram się odpowiedzieć w dalszej części tej pracy.

Kolejny dokument to, jak to określa sam autor, recenzja pracy malarza o wdzięcznie brzmiącym pseudonimie Atharos. Anonimowy recenzent, określający się jako bliski przyjaciel malarza, tak opisał jedną z jego prac:

Byłem zaszokowany. Nie, więcej: przestraszony. Tak, przestraszony tak bardzo, że włosy zjeżyły mi się na głowie. Spojrzałem na mojego kolegę i spytałem, skąd wziął się u niego pomysł na ten obraz. Nie odpowiedział. Poprosił mnie tylko, żebym nikomu go nie pokazywał. Żebym schował go gdzieś głęboko, gdzie nikt go nigdy nie znajdzie. Ale żebym go nie niszczył. Spojrzałem na obraz raz jeszcze i nasunęła mi się tylko jedna myśl, jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego mam trzymać u siebie coś tak obrzydliwego, niepokojącego, odpychającego każdym swoim detalem. Jeśli nie chcesz, żeby ktokolwiek to widział, dlaczego tego nie zniszczysz, zapytałem. A on spojrzał na mnie tym swoim nieobecnym wzrokiem i powiedział ze spokojem: Kazano mi. On chciał, żebym wykonał jego portret.

Schowałem obraz na strychu. Dobrze go ukryłem, co ważniejsze: zamknąłem na klucz tak, żeby żaden z domowników, szczególnie mój syn, przypadkiem się na niego nie natknął. Muszę przyznać, że pierwsza noc była najgorsza. Świadomość, że coś takiego znajduje się zaledwie kilka metrów nade mną nie należała do najprzyjemniejszych. Ale jakoś dałem radę zasnąć. Tak samo było drugiej nocy, i trzeciej, i jeszcze podczas kilku kolejnych. W końcu obraz, tak jak chyba każda rzecz na każdym strychu w historii człowieka, dał o sobie zapomnieć. Przypomniałem sobie o nim dopiero kilkanaście lat później, kiedy w nocy usłyszałem dziwny dźwięk. Przypominał syczenie. Z jakiegoś powodu wiedziałem, kto może wydawać taki dźwięk. To było tak, jakbym go już gdzieś słyszał, jakbym... rozmawiał z istotą, która go wydawała. I wiedziałem, że tą istotą jest postać z obrazu, który znajdował się na moim strychu. Ale zanim jeszcze postanowiłem wstać, dźwięk zniknął, tak sam z siebie. Tej nocy już nie zasnąłem, ale nie potrafiłem się też zmusić do tego, żeby wstać i sprawdzić, co dzieje się na moim strychu.

Gdy rano otworzyłem skrzynię z obrazem, zobaczyłem na nim dokładnie to, czego się spodziewałem. Zobaczyłem siebie. Czułem się dziwnie spokojny. Dlaczego? Przecież wiem, że to nie jest normalne. Na obrazie był ktoś inny, nie ja. Taka jest obiektywna prawda, jestem tego świadomy. A jednak... czuję, że wszystko jest w porządku. Jeśli mogę powiedzieć, że coś mnie zastanawia, niepokoi, i to niepokoi coraz mocniej, to jedynie pytanie, czy przez te kilkanaście lat zmienił się obraz, czy może zmieniłem się ja?


Na pierwszy rzut oka tekst ten wygląda na jedną z wielu wymyślanych ciągle strasznych historii, takich, które pisze się z nudów i które nie mają najczęściej żadnego odbicia w rzeczywistości. Zawiera on jednak pewne subtelne wskazówki, które wskazują na to, że w sprawę zamieszany był Kaa'ghos. Do tej opowieści jeszcze wrócimy.

Kolejna historia jest dosyć znana i, jako jedna z niewielu dotyczących Kaa'ghosa, niekwestionowana przez środowiska naukowe jako zupełna fikcja. Dotyczy pana Wilsona i jego, jak to określają specjaliści, problemów ze słuchem. Chyba najlepiej będzie, jeśli przytoczę po prostu list pożegnalny pana Wilsona:

Nie potrafiliście mi pomóc. Dlaczego nie potrafiliście mi pomóc? Bo byliście, o ironio, głusi na moje prośby. Prosiłem was, błagałem was, krzyczałem: po prostu go aresztujcie! Zabierzcie go ode mnie, niech już mnie nie niepokoi. W odpowiedzi słyszałem tylko wasze wymówki i jego głuchy śmiech. Żal, rozgoryczenie, nie mam już nawet siły was nienawidzić. Przez was straciłem rodzinę. Moja żona nie potrafiła zrozumieć, że nie zakrywam uszu w odpowiedzi na jej głos, ale jego. Moja córka nie rozumiała, gdy tłumaczyłem jej, że musi znów powtórzyć to co powiedziała, bo ten niegrzeczny pan znowu ją zagłuszył. Ten niegrzeczny pan. Dlaczego już się go nie boję? Nawet teraz, gdy spojrzę za siebie, widzę go, widzę go dokładnie. Przypomina mi mnie, tylko że jest trochę nieproporcjonalny, poza tym nie ma twarzy. Mimo to wpatruje się we mnie, niemalże czuję jego rozbawienie. A może zadowolenie? Dlaczego on chce, żebym umarł? Co ja mu zrobiłem?

Oczywiście, że próbowałem z nim rozmawiać! Spojrzałem mu prosto w oczy, których nie ma, i spytałem: Kim jesteś? Dlaczego tu jesteś? Dlaczego nie możesz mnie zostawić?
Odpowiedział: jestem kaggsss'oooosy – cisza – jestem twoim cieniem.
Moim cieniem? Cieniem... znów to pojęcie, którego nie rozumiem. Znów to pojęcie, którym próbowaliście naprawić wszystkie moje problemy. To tylko cień, mówiliście! On nie mówi, on nie jest osobą! Jego spojrzenie doprowadzało mój umysł do chaosu. Zapytałem: Co muszę zrobić, żebyś mnie zostawił?
Odpowiedział: napraw mnie – cisza – jestem nieproporcjonalny.
Jest Cieniem, a do tego Nieproporcjonalnym Cieniem. I chce, żebym go naprawił. Ale ja nie umiem tego zrobić, dlatego umieram. Żegnajcie, nadal was wszystkich nienawidzę.


Pan Wilson powiesił się w swoim domu w roku 1994, jego ciało zostało znalezione dopiero kilka dni po jego śmierci.
Po tej dacie historie podobne do wyżej wymienionych zaczęły się pojawiać coraz częściej. Zjawisko było od tej pory wystarczająco popularne, żeby dostać swoją oficjalną nazwę, chociaż nadal nie jest ono w świecie nauki uważane za nic więcej niż jedną z odmian urojenia. Spróbujmy teraz zmierzyć się z tą tezą.

Kaa'ghos jako zwykłe urojenie – prawda czy próba ucieczki przed prawdą?

Zdanie świata nauki jest jednoznaczne: Kaa'ghos to myśl, bardzo zaraźliwa, że Twój cień jest tak naprawdę osobnym bytem. Osoby wystarczająco niezrównoważone psychicznie podłapią tę myśl i będą ją sobie powtarzać, powtarzać wystarczająco długo, aż sami w nią uwierzą. Bowiem mózg, zdaniem uczonych, jest w stanie wmówić sobie absolutnie wszystko.

Na pierwszy rzut oka brzmi to bardzo wiarygodnie. Osoba wystarczająco spostrzegawcza szybko jednak zauważy, że występują tutaj pewne luki. Zacznijmy od najważniejszej:

Jeśli to choroba psychiczna, dlaczego w badaniach jej nie stwierdzono?

Billy z notatek pana Billsa był co prawda leczony psychiatrycznie przez tegoż pana, jednak nigdzie nie mamy dowodów, że została u niego ostatecznie zdiagnozowana jakakolwiek choroba. Reszta przykładów jest już bardziej oczywista: pan Bills był psychiatrą, lepiej niż ktokolwiek inny potrafił stwierdzić, czy jest chory psychicznie, a jednak w swoim tekście sam potwierdza, że czuje się absolutnie zdrowy. U pana Wilsona również nigdy nie udało się stwierdzić żadnej choroby psychicznej. Oczywiście były podejrzenia, każdy był niemalże pewien, że pan ten ma urojenia, ale gdy już dochodziło do jakichkolwiek badań, żadne nie wykazywały najmniejszych nawet problemów. Ostatecznie jedyne, co dało się w przypadku tego pana stwierdzić, to problemy ze słuchem i może lekki szok spowodowany zaistniałą chorobą, który doprowadzał go do tak dziwnych myśli. Ale czy lekki szok może doprowadzić do samobójstwa?

Pan Wilson prawdopodobnie nie słyszał o panu Billsie.

Historia pana Billsa może być aktualnie całkiem popularna, jednak w czasach pana Wilsona zjawisko Kaa'ghosa nie było jeszcze przecież wcale znane (dopiero śmierć tego pana miała to zmienić), a więc było praktycznie niemożliwe, aby pan Wilson, z zawodu muzyk, całkiem przypadkiem natrafił na prywatne notatki zmarłego już wtedy psychiatry, które jeszcze wtedy znane były tylko osobom zajmującym się sprawą śmierci pana Billsa oraz jego najbliższym. Jeśli faktycznie myśl ta jest tak zaraźliwa, to powinna raczej objawić się u kogoś z najbliższego otoczenia zmarłego psychiatry, a nie u muzyka żyjącego w zupełnie innym miejscu na Ziemi, prawda?

I nie, nie można uznać, że obaj panowie mieli po prostu nieszczęście wysnuć sobie dokładnie takie samo urojenie. Tu nie chodzi tylko o cień, który staje się osobą. Nie każdy cień bowiem syczy przedstawiając się, nie każdy też chce, aby naprawić jego nieproporcjonalność. Wiarę w to, że to tylko przypadek, nie można niestety uznać za nic więcej niż pobożne życzenie i próbę ucieczki przed straszną rzeczywistością.

Kaa'ghos jest więc moim zdaniem czymś więcej, niż tylko kolejnym urojeniem. Czy jest to jednak istota świadomie szkodząca nam, ludziom, czy może jedynie jakieś nowe zjawisko, którego nie potrafimy jeszcze zrozumieć, tak jak ludzie pierwotni nie potrafili zrozumieć burzy? Wrócimy do tego pytania na końcu tego dokumentu.

Kaa'ghos dzisiaj – kilka podstawowych faktów i wniosków

Znamy już pierwsze doniesienia o Kaa'ghosie, w tym to najbardziej przełomowe: historię pana Wilsona. Jednakże jak dzisiaj objawia się nam ten, który nazywany jest Nieproporcjonalnym Cieniem, i czemu po ponad dwudziestu latach od jego popularyzacji ciągle nie daje o sobie zapomnieć?

Na początku należałoby przytoczyć pewne statystyki: Według wielu w powszechnej opinii uznawanych za wiarygodne statystyk, chorych na "urojenia, które powodują, że chory zaczyna postrzegać swój własny cień jako osobny byt", jest z roku na rok coraz więcej. W roku 1996 było ich trochę ponad trzydzieści. Tymczasem ponad dwadzieścia lat później, już w roku poprzednim do aktualnego, było tych osób prawie dwieście. Są to oczywiście tylko oficjalnie zdiagnozowane przypadki, ile osób umiera w samotności, w zrezygnowaniu, wiedząc, że aktualnie medycyna nie jest w stanie im pomóc? Dlaczego to dziwne zjawisko ciągle się nasila? W tym jednym uczeni faktycznie mogą mieć rację: zjawisko to jest zaraźliwe. Nie wiemy dlaczego powstało, nie możemy mieć nawet całkowitej pewności kiedy powstało, wiemy jednak na pewno, że należy z nim walczyć. Nie stwierdzono bowiem przypadku osoby, która usłyszałaby w swojej głowie charakterystyczne syczenie i uszła z życiem.

Ale po kolei. Zacznijmy od określenia, jakie cechy są wspólne dla każdego przypadku zatrucia Kaa'ghosem:

Chory odczuwa coraz większy niepokój, nieład, chaos w swoim umyśle.

Różni ludzie opisują to uczucie inaczej, jednak zawsze sprowadza się do tego samego: niepokój, ciągły niepokój, tak jakby coś w nich lub wokół nich było nie tak, nie na swoim miejscu. Nie potrafią się przez to odpowiednio skupić na swoich codziennych zajęciach, ich uwagę ciągle przykuwa... no właśnie, co? Niektórzy mówią, że cień, nieproporcjonalny, źle wyglądający, własny cień. Chcą go poprawić, wydaje im się, że jest on niewłaściwy. Inni, tak jak pan Wilson czy pan Bills, mówią o syczeniu. Syczeniu, które każe im coś zrobić, dobrze rozumieją co, jednak nigdy, nawet pytani, nie określają, co to może być. Może nie chcą zwracać uwagi na to polecenie, a głośne jego powtórzenie przecież z pewnością by do tego doprowadziło?

Uczucie, że blisko nich jest ktoś jeszcze.

A dokładniej – ich cień. Każdy z nas oczywiście zdaje sobie z tego sprawę, jednak nikt z nas nie utożsamia własnego cienia z inną, odrębną istotą, a więc nie czuje także, żeby ktoś się blisko niego znajdował. Ci ludzie jednak zawsze wspominają o cieniu. Różni się tylko sposób, w jaki go postrzegają: jedni po prostu go czują i się go boją – takiej reakcji chyba każdy z nas spodziewałby się także po sobie. Inni, jak pan Wilson, zapominają o istnieniu zjawiska cienia i uznają go za obcą im istotę. Nie boją się jej, ale nie chcą, żeby była w pobliżu, chcą się jej pozbyć. Co ciekawe, tacy ludzie nie są w stanie widzieć cieni innych osób. Jeszcze inni słyszą swój cień, a dokładniej jego syk, przy czym boją się na swój cień spojrzeć tak bardzo, że namawiani do tego wpadają w histerię. Ten przypadek zdaje się pasować do historii pana Billsa, który także słyszał syk, i który wspomina o zakrywaniu obrazu przed sobą ręką, aby czegoś nie widzieć. Czy mogło mu chodzić właśnie o cień?

Tutaj należy też dodatkowo nadmienić, że w mniemaniu osób zarażonych Kaa'ghosem, ich cień nigdy nie znika. To znaczy że nie ważne, w jakim oświetleniu są, nie ważne jak świeci słońce, oni zawsze widzą, czują lub słyszą swój cień. Podobno w najciemniejszą noc kolor cienia jest tak czarny, że wydaje się wciągać do siebie swojego właściciela.

Nieproporcjonalność własnego cienia.

Niezależnie od tego, czy zarażeni to widzą, słyszą o tym czy też to czują, ich cień zawsze wydaje im się nieproporcjonalny. Jest to też, jak wspomniałem wyżej, jeden z powodów, dla których czują się źle. Trudno określić, co chorzy mają na myśli, mówiąc o nieproporcjonalności. Cienie zdarzają się przecież być nieproporcjonalne, nikomu zdrowemu to jednak ani trochę nie przeszkadza. Ci ludzie jednak ostatecznie odbierają sobie z tego powodu życie.

Syk połączony jakoś z literą K.

Chorzy zawsze wiążą ten dziwny odgłos z imieniem "osoby", która przy nich jest. Tak jakby osoba ta próbowała im się przedstawić, jednak ostatecznie była w stanie wydać z siebie tylko ten dziwny, niemożliwy do opisania dźwięk. Ostatecznie za słowo najbliższe temu, co chorzy próbują przekazać (trochę uproszczone, aby zapis był łatwiejszy), uznano nazwę "Kaa'ghos".

Tak mniej więcej wyglądają wszystkie stwierdzone przypadki działania Kaa'ghosa. Teraz jednak chciałbym wrócić do jednej z historii, które przytoczyłem na początku, aby zasugerować kilka dodatkowych, chyba jeszcze nigdy wcześniej niewysuniętych wniosków. Są to tylko moje przemyślenia, Wam zostawiam decyzję, czy uznacie je za wiarygodne.

Kaa'ghos – dodatkowe hipotezy

Zanim przejdziemy do konkluzji na temat tego, czym lub kim może być Kaa'ghos, chciałbym jeszcze przeanalizować dokument, który mało kto wiąże ze zjawiskiem Nieproporcjonalnego Cienia, co moim zdaniem jest błędem. Chodzi tutaj o recenzję obrazu malarza Atharosa. Przytoczmy ją jeszcze raz, ale tym razem przeanalizujmy po kolei każdy jej fragment:

Byłem zaszokowany. Nie, więcej: przestraszony. Tak, przestraszony tak bardzo, że włosy zjeżyły mi się na głowie. Spojrzałem na mojego kolegę i spytałem, skąd wziął się u niego pomysł na ten obraz. Nie odpowiedział. Poprosił mnie tylko, żebym nikomu go nie pokazywał. Żebym schował go gdzieś głęboko, gdzie nikt go nigdy nie znajdzie. Ale żebym go nie niszczył. Spojrzałem na obraz raz jeszcze i nasunęła mi się tylko jedna myśl, jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego mam trzymać u siebie coś tak obrzydliwego, niepokojącego, odpychającego każdym swoim detalem. Jeśli nie chcesz, żeby ktokolwiek to widział, dlaczego tego nie zniszczysz, zapytałem. A on spojrzał na mnie tym swoim nieobecnym wzrokiem i powiedział ze spokojem: Kazano mi. On chciał, żebym wykonał jego portret.

W tym fragmencie należy wyróżnić przede wszystkim dwa fakty: kwestię samego obrazu i ostatnich słów malarza, jakie zostały tu spisane. Zacznijmy może jednak od stwierdzenia kilku innych faktów:

Przede wszystkim: nie wiemy, kim był Atharos. Nie mamy nawet dowodów, że osoba taka naprawdę istniała. Nie wiemy również, w jakich latach mogła zostać spisana ta recenzja. Zwracam na nią uwagę tylko dlatego, że przypuszczam, iż jej autor mógł całkiem przypadkiem spisać alternatywny dla ogólnie utrwalonego sposób oddziaływania Kaa'ghosa na nasz świat. Powiem więcej: istnieje podejrzenie, że mamy tu okazję poznać sposób, w jaki demon ten przyszedł na nasz świat. Ale po kolei:

Obraz. Obrzydliwy, niepokojący, odpychający obraz. Co mógł przedstawiać? Czyj portret może wywołać w dorosłym mężczyźnie tak silny strach? I dlaczego w ogóle obraz ten powstał? Dlaczego nie mógł, zdaniem jego autora, być zniszczony, ale także oglądany przez innych ludzi? Ostatnie słowa zdają się odpowiadać na przynajmniej niektóre z tych pytań: malarz po prostu wykonywał czyjeś rozkazy. I nie byle kogo, ale osoby, która została utrwalona na omawianym przez nas obrazie.

Rozkaz. Wszyscy przecież wielokrotnie słyszeliśmy to słowo z ust osób zarażonych Kaa'ghosem. Ludzie ci słyszą syk, który każe im coś zrobić. Czyżby Atharos także słyszał ten głos? Czyżby rozkaz, jaki słyszał w swojej głowie każdy chory, brzmiał właśnie tak: Namaluj mnie, spójrz na mnie i przenieś mój obraz na płótno. A może chodzi o coś więcej? Może zadaniem chorych jest przekazanie swojego Kaa'ghosa komuś innemu? Może Nieproporcjonalny Cień jest tak naprawdę wirusem, który nie przenosi się na innych ludzi samoistnie, ale poprzez bardziej lub mniej świadome działania innych zarażonych? Dalsza część tej recenzji zdaje się wspierać tę hipotezę. Dalej czytamy:

Schowałem obraz na strychu. Dobrze go ukryłem, co ważniejsze: zamknąłem na klucz tak, żeby żaden z domowników, szczególnie mój syn, przypadkiem się na niego nie natknął. Muszę przyznać, że pierwsza noc była najgorsza. Świadomość, że coś takiego znajduje się zaledwie kilka metrów nade mną nie należała do najprzyjemniejszych. Ale jakoś dałem radę zasnąć. Tak samo było drugiej nocy, i trzeciej, i jeszcze podczas kilku kolejnych. W końcu obraz, tak jak chyba każda rzecz na każdym strychu w historii człowieka, dał o sobie zapomnieć. Przypomniałem sobie o nim dopiero kilkanaście lat później, kiedy w nocy usłyszałem dziwny dźwięk. Przypominał syczenie. Z jakiegoś powodu wiedziałem, kto może wydawać taki dźwięk. To było tak, jakbym go już gdzieś słyszał, jakbym... rozmawiał z istotą, która go wydawała. I wiedziałem, że tą istotą jest postać z obrazu, który znajdował się na moim strychu. Ale zanim jeszcze postanowiłem wstać, dźwięk zniknął, tak sam z siebie. Tej nocy już nie zasnąłem, ale nie potrafiłem się też zmusić do tego, żeby wstać i sprawdzić, co dzieje się na moim strychu.

Tutaj chyba nawiązanie do Cienia jest aż nazbyt oczywiste: syczenie. Czy raczej coś, co przypomina syczenie. Czyżby więc autor tej recenzji całkiem nieświadomie przez kilkanaście lat trzymał na swoim strychu czyjegoś Kaa'ghosa, demona pożerającego spokój umysłu? Czyżby przez te kilkanaście lat demon ten dojrzewał, aby w końcowym stadium zarazić osobę, która tak długo mieszkała z nim pod jednym dachem? Zobaczmy, co dalej pisze autor:

Gdy rano otworzyłem skrzynię z obrazem, zobaczyłem na nim dokładnie to, czego się spodziewałem. Zobaczyłem siebie. Czułem się dziwnie spokojny. Dlaczego? Przecież wiem, że to nie jest normalne. Na obrazie był ktoś inny, nie ja. Taka jest obiektywna prawda, jestem tego świadomy. A jednak... czuję, że wszystko jest w porządku. Jeśli mogę powiedzieć, że coś mnie zastanawia, niepokoi, i to niepokoi coraz mocniej, to jedynie pytanie, czy przez te kilkanaście lat zmienił się obraz, czy może zmieniłem się ja?

Ostatni fragment powinien być dla uważnego czytelnika ostatecznym potwierdzeniem, że mamy do czynienia z Kaa'ghosem. Jeśli nie rozumiecie dlaczego, spójrzcie jeszcze raz na wszystkie fakty, które są niezmienne dla osób zarażonych tą przypadłością. Wypiszmy je może raz jeszcze:

Chory odczuwa coraz większy niepokój, nieład, chaos w swoim umyśle.

Ostatnie zdanie to potwierdza: autor nie tylko przyznaje, że czuje niepokój, ale dodaje, że ten niepokój się nasila. To co wywołuje ten zamęt w jego umyśle może wydawać się ciekawe, jednak jestem zmuszony stwierdzić, że nie ma to aż takiego znaczenia dla całej sprawy. Ostatecznie dla Kaa'ghosa nie ważne jest to, jak wywoła zamęt, istotny jest tylko sam fakt jego wywołania. Może więc nigdy nie dowiemy się, dlaczego autor zobaczył na obrazie akurat siebie, wiemy jednak najprawdopodobniej, kto był za to odpowiedzialny.

Uczucie, że blisko nich jest ktoś jeszcze.

Fakt ten chyba najtrudniej jest zauważyć, jednak objaw ten również występuje. Autor bowiem pisze:

[...]usłyszałem dziwny dźwięk. Przypominał syczenie. Z jakiegoś powodu wiedziałem, kto może wydawać taki dźwięk. To było tak, jakbym go już gdzieś słyszał, jakbym... rozmawiał z istotą, która go wydawała. I wiedziałem, że tą istotą jest postać z obrazu, który znajdował się na moim strychu.

Skoro autor rozmawiał z istotą z obrazu, rozpoznawał jej głos, mówiąc krótko: znał ją, to wydaje się logiczne, że musiał chociaż w niektórych momentach odczuwać jej obecność. Może czuł ją cały czas, ale z jakiegoś powodu nie uznał, że należy nas o tym informować? Możliwe także, że objaw ten miał się dopiero pojawić w późniejszym czasie. Niezależnie od tego jaka jest prawda, nie można zaprzeczyć, że recenzent już wtedy uważał postać ze swojego obrazu za osobny byt, który dobrze zna.

Nieproporcjonalność własnego cienia.

Ten punkt na razie zostawmy, wrócimy do niego trochę później.

Syk połączony jakoś z literą K.

Ten punkt chyba nie potrzebuje dodatkowych wyjaśnień. Autor zdecydowanie słyszał syk, dodatkowo z jego wypowiedzi wynika, że zdarzyło się to więcej niż jeden raz.

A teraz wróćmy do problemu Nieproporcjonalnego Cienia i tego, dlaczego w historii przyjaciela Atharosa się on nie pojawia.

Moja odpowiedź jest prosta: Kaa'ghos nie objawia się nam tylko pod postacią cienia. To, że zaczęliśmy wiązać z nim tylko takie przypadki nie oznacza wcale, że nie może on też oddziaływać na nas poprzez inne medium. I właśnie na obronę tej hipotezy poświęcę ostatni, główny rozdział tego dokumentu:

Czym lub kim jest Kaa'ghos?

Kaa'ghos nie jest tylko jakąś tam odmianą obłędu. Kaa'ghos jest wirusem. Jednakże wirusem nie organicznym, nie takim, którym możemy zarazić się przez wdychanie zanieczyszczonego powietrza lub przez ślinę. On atakuje naszą psychikę, i wymusza na nas, abyśmy rozprzestrzeniali go dalej. Właśnie tym jest ten przeraźliwy rozkaz, który chorzy tak panicznie boją się wymówić na głos: Zaraź ich, zaraź innych. Jeśli chcesz czuć się lepiej, spraw, żeby inni czuli się równie źle, jak ty teraz.

I Atharos poddał się tej sugestii. Zauważmy jeszcze raz, jak jego przyjaciel opisuje jego zachowanie po tym, jak już to zrobił:

[...]spojrzał na mnie tym swoim nieobecnym wzrokiem i powiedział ze spokojem: Kazano mi. On chciał, żebym wykonał jego portret.

Spojrzał nieobecnym wzrokiem. Do tego był w stanie odpowiedzieć ze spokojem! Takie zachowanie zdecydowanie nie pasuje do kogoś, kto zarażony jest Kaa'ghosem. Czy to możliwe, że malarz zawarł pakt ze swoim prześladowcą? Atharos namaluje Cień, a w zamian Cień da mu spokój, przynajmniej na pewien czas. Jak bardzo cierpieć musiał malarz, że zgodził się na zgotowanie podobnego losu swojemu przyjacielowi, byle tylko to cierpienie ustało?

A więc Kaa'ghos jest wirusem. Czy jednak zawsze potrzebuje naszej pomocy, żeby działać? Przecież nie każda osoba cierpi w ten sposób. Niektórzy nie słyszą żadnych rozkazów, zamiast tego mają obsesję na punkcie nieproporcjonalności swojego cienia. A więc należy zapytać: jaką korzyść uzyskuje cień z tego, że ktoś obsesyjnie próbuje go poprawiać?

Możliwe, że sami się już domyślacie, ale jeśli nie, to podpowiem: flamaster.

Flamaster. Ten, którym Billy próbował poprawić własny cień. Czy ten sposób walki z nim nie jest przypadkiem niebezpiecznie wygodny dla Kaa'ghosa, który do sukcesu potrzebuje najwyraźniej, żeby być widzianym? Czy to możliwe więc, że los pana Billsa był przesądzony już tego dnia, kiedy zobaczył dziwny malunek swojego podopiecznego?

Jest jeszcze trzecia sytuacja: ludzie, którzy uznają swój cień za obcą im osobę. Haczyk tkwi w tym, że ludzie ci nigdy nie wydają się zadowoleni z jej obecności. Co robią tacy nieszczęśnicy? Pragną pozbyć się swojego prześladowcy za wszelką cenę, oczywiście. Gdy jednak inni twierdzą, że nikogo wokół nich nie ma, chorzy próbują jakoś opisać tych, którzy ich prześladują. Prawda, że wygodnie? Ostateczny cel wirusa znów jest ten sam: dostać się do świadomości tych, którzy słuchają. Powstać w niej, stworzyć w niej swoją własną projekcję, a następnie przejąć ten umysł, w którym zamieszkali.

Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy w ciebie. I tym właśnie jest Kaa'ghos – Otchłanią. Nieproporcjonalnym Cieniem. Wirusem. Demonem Entropii, który pragnie tylko, żeby wszyscy wpadli w jego pułapkę. Dla każdego z nas ma odpowiedni plan. Całkiem możliwe, że potrafi on oddziaływać i oddziałuje na ludzi na wiele innych, mniej znanych sposobów. Czy możemy z nim walczyć? Chciałoby się powiedzieć – tak! Wystarczy tylko nie słuchać tych, którzy już są zarażeni, odciąć się od nich. Czy w dzisiejszym świecie jest to jednak możliwe? Czy w dobie tak dużego przepływu informacji, gdy w dziesięć sekund możemy sprawdzić, co mają do powiedzenia ludzie po drugiej stronie globu, możemy zamknąć się na wiadomości od tych, którzy są już jego marionetkami? Każdy obrazek, każda opowieść, każde nawet zdanie może sprawić, że staniemy się jego nosicielami. Możemy jedynie liczyć, że akurat na nas nie trafi to przekleństwo.

Ostatecznie, nawet jeśli to Ty nie chcesz spojrzeć w Otchłań, ona ciągle może chcieć spojrzeć w Ciebie. I możesz być pewien, że wykorzysta wszelkie dostępne jej środki, aby to uczynić.
Autor artykułu
Posty: n/a

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

  #1  
Aschaar on 31-03-2013, 00:11
Ciężko mi zakwalifikować to "dzieło" do jakiejkolwiek kategorii... Ciekawe, jaki był zamysł autora?

Powyższe dzieło nie może być, nawet gdyby chciało, być naukowym ponieważ nie zawiera żadnych faktów, żadnych źródeł... nic co pozwalaloby w jakikolwiek sposób zweryfikować stawiane tezy czy przytaczane liczby... może nie o to jednak idzie? Pseudonaukowa forma może być ciekawym przykładem i wzorem dla innych zwłaszcza obracających się w klimatach Cthulu, czy szerzej - horroru.

W kilku miejscach zgrzyta styl, czasami składnia - tak jakby coś w ostatniej chwili było edytowane nie do końca dokładnie...

A, no i cały czas pozostaje pytanie... Co ja właśnie przeczytałem???
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Kaa'ghos on 31-03-2013, 00:24
Cytat:
Napisał Aschaar Zobacz post
Ciężko mi zakwalifikować to "dzieło" do jakiejkolwiek kategorii... Ciekawe, jaki był zamysł autora?

Powyższe dzieło nie może być, nawet gdyby chciało, być naukowym ponieważ nie zawiera żadnych faktów, żadnych źródeł... nic co pozwalaloby w jakikolwiek sposób zweryfikować stawiane tezy czy przytaczane liczby... może nie o to jednak idzie? Pseudonaukowa forma może być ciekawym przykładem i wzorem dla innych zwłaszcza obracających się w klimatach Cthulu, czy szerzej - horroru.

W kilku miejscach zgrzyta styl, czasami składnia - tak jakby coś w ostatniej chwili było edytowane nie do końca dokładnie...

A, no i cały czas pozostaje pytanie... Co ja właśnie przeczytałem???
Już wyjaśniam. : )
To miała być taka właśnie pseudonaukowa publikacja pewnego pana, który żyje w wymyślonym przeze mnie świecie zmagającym się właśnie ze zjawiskiem, które tu opisałem. Możliwe, że jednak o zbyt wielu faktach nie poinformowałem, zbyt wiele zostało tylko w mojej głowie, stąd to niezrozumienie.

Dziękuję za Twój komentarz, zamieściłem tu ten tekst właśnie po to, żeby się takich rzeczy dowiedzieć.

Szkoda tylko, że nie wypisałeś choć niektórych przypadków tych zgrzytów, to by mi się na pewno bardzo przydało. Może jednak się na to zdecydujesz?
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Aschaar on 31-03-2013, 14:44
Według wielu w powszechnej opinii uznawanych za wiarygodne statystyk, chorych na "urojenia, które powodują, że chory zaczyna postrzegać swój własny cień jako osobny byt", jest z roku na rok coraz więcej. W roku 1996 było ich trochę ponad trzydzieści.

Chorych było ponad trzydziestu - gdy podmiot miałby być domyślnie przeniesiony z poprzedniego zdania lub w ostatnim zdaniu brakuje słowa "osób".

Nieco niżej konstrukcja na uwage zasługują dwa fakty (...), zwróćmy jednak uwagę na inne fakty".

Ciągłe powtórzenia "pan Bilis" zamiast "pacjent", "badany" - które to okreslenia dodałyby jeszcze naukowego wydzwięku... Podobnie ciągle Kagoos zamiast zastępczo "istota", "demon" czy nawet "Cień"...

Podobnie ciężko czyta się tekst z jedbej strony pocięty na maleńkie, jednozdaniowe często, akapity, równocześnie z masą logicznych odnośników typu wrócimy di tego...

Jak napisałem - naprawdę świetna pomoc do sesji CoC czy jakiejś psychodramy - taki tekst pisany przez szalonego naukowca / dziennikarza bedąca powodem dla którego bohaterowie zaczynaja się interesować sprawa... Jednak jako typowe opowiadanie - hmmm. Nie ma akcji, nie ma bohaterow... taki ambient
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:40.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167