Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy

« Smugglers! | Strata »

komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Utracona dusza<!-- google_ad_section_end -->
Utracona dusza
Autor artykułu: Andamant
08-02-2014
Utracona dusza

To będzie najszczęśliwszy moment mojego życia! Pomyślał młody człowiek, niespełna dwudziesto dwu letni, a już w ciemnozielonym mundurze podporucznika piechoty Imperium Rosyjskiego. Gdyby nie on to wyglądałby raczej na zwykłego poddanego jego carskiej wysokości Mikołaja Aleksandrowicza Romanowa. Nie był wysoki, ledwo przekraczał metr siedemdziesiąt, nie wyróżniała go też twarz o bujnych wąsach, które dosyć często nosili wtedy inni oficerowie na podobieństwo cara, on uważał że to mu po prostu nie pasuje, a na dodatek miał lekką nadwagę. Jedyne co by go wyróżniało z tłumu rosyjskiej szlachty to szerokie bary i wiecznie czujne spojrzenie bladobłękitnych, bystrych oczu.

Te oczy teraz patrzyły po pełnej przepychu wielkiej sali ozdobionej gobelinami i chorągwiami ze znakami Romanowów- dwugłowym, czarnym orłem, każda w koronie i jedną umieszczoną powyżej na znak godności carskiej. Dotąd nie mógł się przyzwyczaić do tego widoku, zwłaszcza że pochodził z... Polski. Tak właśnie był polakiem. To była jedna z głównych przeszkód na jakie się natknął w szkole oficerskiej ale nie jedyna. Jego ojciec pochodził ze zubożałej szlachty ale kiedy się przeniósł do Warszawy z wielkimi trudnościami udało mu się otworzyć sklep czerpiąc z tego spore korzyści finansowe aż do 15 sierpnia 1906 roku, tak zwanej Krwawej Środy, kiedy to został aresztowany przez to że ukrył jednego z rewolucjonistów na zapleczu swojego sklepu. Nie przewieziono go jednak do warszawskiej Cytadeli ale wraz z innymi buntownikami na daleki Sybir. W Polsce zostawił żonę i czwórkę dzieci, z których najstarszy był Jerzy, ten właśnie młody oficer, który samotnie stał wśród tłumu dworzan w pałacu cara w Sankt Petersburgu i patrzył po tłumie książątek wystrojonych w sprowadzane z daleka garnitury i francuskie suknie, hrabiów podlizujących się i płaszczących przed ważniejszymi od siebie, oficerów ozdobionych wszystkimi możliwymi do zdobycia orderami i popów, a jeden był świętszy i bardziej pobożny od drugiego, na jednym z niekończących się przyjęć zorganizowanych przez carycę Aleksandrę Fiodorowną.

W tym tłumie nie łatwo było znaleźć osobę której szukał ale on znany był ze swojej wytrwałości w dążeniu do celu i kiedy w końcu mu się udało wziął kilka głębszych oddechów i ruszył ku swemu przeznaczeniu. Ruszył w stronę kobiety swojego życia.

~~~

Piękny, lipcowy, słoneczny dzień. Można byłoby tak powiedzieć, gdyby nie wojna, która pożarła do dzisiejszego dnia, to jest do 20 lipca 1917 roku, miliony istnień. Wielka Wojna, ostatnia wojna w historii jak to ludzie mówili. Trudno im się dziwić, jeśli ludzie będą dalej bić się w ten sposób, to w następnych konfliktach już nie będzie komu walczyć. Jeśli ktoś w to nie wierzył wystarczało spojrzeć tutaj, na to poryte okopami i lejami po pociskach artyleryjskich pole w Galicji pod Złoczowem. Setki, a może nawet tysiące zabitych i rannych po obu stronach wypełniały ziemię niczyją i rosyjskie transzeje ale ich teraz nie obchodziła narodowość, obowiązek wobec cara czy cesarza, ani patriotyzm. Teraz liczył się tylko ból i cierpienie. Żołnierze niemieccy i austro-węgierscy zabierali teraz swoich rannych, dobijali wrogów i przeszukiwali ciała zabitych. Takie są prawa wojny. Co chwilę przez żałosne jęki, wołania do swoich matek zarówno tych ziemskich jak i tej w niebiosach we wszystkich zdawałoby się możliwych językach, było słychać pojedyncze wystrzały z karabinów.

Jerzy leżał wśród nich, oficer 11 Armii 5 Korpusu Armijnego Imperium Rosyjskiego. Nie dał rady już wstać. Rana w brzuch, najgorsze co może spotkać żołnierza. Wielu się modliło nie o to żeby przeżyć, bo w tym roku już mało kto w to wierzył ale o to żeby dostać kulkę w głowę i ponieść szybką śmierć. Jedni mówili że celny strzał w głowę między oczy nie boli alle czy to prawda? Trzeba by było spytać o to kogoś kto dostał ale oni już nie odpowiedzią na te pytanie. Kostucha im zakazała. Jerzy teraz czekał na swoją kolej i modlił się w myślach właśnie o taki koniec. Wtedy też podszedł do niego żołnierz w niemieckim mundurze bardzo ubrudzonym błotem. Bez chwili wahania, wycelował w niego ostry i ubrudzony jeszcze świeżą krwią bagnet przymocowany do lufy jego karabinu. Carski oficer spojrzał w oczy swojego oprawcy, przez co ten przez chwilę się zawahał. Niemiec był młody, chyba nie miał nawet osiemnastu lat ale w 1917 to nie było nic dziwnego, prawie nikt na całej wojnie nie był pełnoletni. Świerzy rekruci zaciągani i bez pełnego wyszkolenia wysyłani na front żeby walczyć za cara, kaisera, króla, czy republikę jak to było w przypadku Francji. Ginęli oni bardzo szybko, za szybko. Weterani, którzy przeżyli rok na froncie stanowili mały procent wszystkich walczących, zaś ci, którzy byli od początku wony byli ledwie ułamkiem tego procenta. Młodzik już miał pchnąć Jerzego prosto w klatkę piersiową ale stało się coś dziwnego, ktoś odepchnął go do boku.

-Nie widzisz że to oficer durniu!- powiedział do żołnierza niemiecki porucznik- Może mieć ważne informacje, a ty chcesz go zadźgać jak prosiaka!

-Prze... Przepraszam poruczniku- wyjąkał ze spuszczoną głową. To było coś niespodziewanego. Jerzy umiał całkiem dobrze mówić po niemiecku ale to nie był ten język. Oni rozmawiali po polsku, w jego ojczystej mowie. Może inaczej akcentowali słowa ale nie mógł się pomylić, to byli jego rodacy. Chciał coś powiedzieć ale słowa uwięzły mu w gardle i wyszły z tego jedynie jakieś niezrozumiałe jęki, a oczy zaczęła zasłaniać mgła.

-Się nie gap tylko leć po noszowych, bo zaraz się moskal nam wykrwawi w tym błocie!- porucznik pochylił się nad Jerzym, który akurat przymknął oczy i zaczął coś mówić o końcu wojny, obozie jenieckim ale to było jak echo. Kapitan Zobaczył wtedy czarne kropki przed oczami i stracił przytomność.

~~~

Właśnie słudzy ogłosili że przyszła. Wybranka Jerzego, hrabina Aleksandra Jurijewna Woroncowa, najpiękniejsza kobieta na świecie, przynajmniej w jego oczach. Na ten widok jego twarz rozjaśnił uśmiech. Aleksandra była średniego wzrostu młodą dziewczyną o ciemno brązowych, niezbyt długich włosach, obwiązanych dookoła czarną wstążką. Je twarz zdawała się stworzona do uśmiechania się i tak wielu ludzi ją zapamiętywało, dzięki czemu zdobywała wielu przyjaciół, zaś oczy, ich szmaragdowo zielona otchłań sprawiała że można było w nich zatonąć, jeśli się zbyt długo w nie patrzyło. Na bal ubrała się w białą, nakrapianą jedwabną, sięgającą do ziemi suknie z odkrytymi plecami. Przywitała się z córkami cara, które pełniły obowiązek witania nowych gości i zamieniła z nimi kilka słów, po czym spojrzała na Jerzego, któremu serce stanęło w gardle. Żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Pomyślał, po czym odwzajemnił się jej lekkim ukłonem i poszedł w jej stronę, patrząc cały czas w jej oczy. Wielka księżniczka Olga Nikołajewna też spojrzała na niego uśmiechając się szczerze i gdy już był przy nich ukłonił się im nisko mówiąc:

-Wasze miłości, czy mógłbym porozmawiać z hrabiną Aleksandrą Jurijewną?

Księżniczka Olga nadal się uśmiechając wzięła hrabinę za rękę i podała ją podporucznikowi odpowiadając:

-Oczywiście, wszystko już załatwione. Mój ojciec car zgadza się na ślub.

Jerzy nie był człowiekiem, którego łatwo można było zaskoczyć, jednak w tym momencie go zatkało. Wiedział że Aleksandra jest w wieku najstarszej córki imperatora i się z nią przyjaźni, jednak nie spodziewał się że to właśnie ona pomoże w uzyskaniu zgody na ślub polskiego oficera i rosyjskiej arystokratki!

-Nie wiem co powiedzieć, pani- prawie krzyknął z radości- zrobiłaś dla nas bardzo wiele i nie wiem czy kiedykolwiek zdołam się odwdzięczyć!

-Służ wiernie mojemu ojcu i to będzie twoja zapłata, a teraz idźcie zanim pomyślę że zrobiłam błąd- mówiąc to zahihotała i zaczęła szeptać ze swoimi siostrami.

Aleksandra i Jerzy odeszli dalej na bok i długo patrzyli sobie w oczy nic nie mówiąc, aż w końcu ona się odezwała swoim wesołym głosem:

-Co tak się gapisz? Poproś mnie do tańca!

-Wiesz że nie umiem.

-Czego was uczą w tej szkole- przewróciła oczami i wyciągnęła go w stronę innych, tańczących par. Tańczyli długo zanim Jerzy w końcu przestał deptać swojej partnerce po palcach i zaczął wczuwać się tempo muzyki. Po prostu szło mu coraz lepiej i nawet sam zaczął prowadzić. Jest jednak takie powiedzenie: nic co dobre nie trwa wiecznie. To właśnie się sprawdziło, kiedy na schodach pojawił się Cesarz i Samodzierżawca Wszechrusi, Król Polski, Wielki Książę Finlandii, Wielki Książę Litewski etc. Gestem kazał przerwać muzykom i zaczął mówić do zebranych.

-Dziś, 17 lipca 1914 Cesarstwo Austro-Węgierskie wypowiedziało wojnę Królestwu Serbii. Jako iż jesteśmy z królem Serbii związanii traktatem sojuszniczym, z jutrzejszym dniem, my car ogłaszamy częściową mobilizację naszych sił przeciwko siłom cesarza Franciszka Józefa. Wszyscy oficerowie wyższego i niższego szczebla mają dzień aby stawić się w swoich dowództwach w celu otrzymania rozkazów.

Większość zebranych zaczęło wiwatować, klaskać i chwalić wspaniałą dynastię Romanowów ze szczęścia. Niektórzy nawet chcieli ustanowić dzień 17 lipca, czyli 28 lipca według kalendarza gregoriańskiego używanego w większości krajów, świętem narodowym. Nie wszyscy jednak się cieszyli. Jerzy wiedział że wojna będzie prowadzona nie na ziemiach ruskich ale prawdopodobnie na w polskiej i ukraińskiej Galicji, zaś Cesarstwo Niemieckie na pewno nie pozostanie bierne gdy wybuchnie ta wojna i się dołączy do południowego sąsiada. Nie dość tego, teraz gdy ogłoszono mobilizację ślub odbędzie się prawdopodobnie dopiero po wojnie. Hrabina też to wyraźnie zrozumiała, gdyż patrzyła znów mu w oczy ale bez tej radości, bez tej iskry, którą było widać na co dzień.

-Nie martw się Ola- próbował pocieszyszyć zarówno ją jak i siebie- mamy ogromną przewagę nad wrogiem. Wojna może potrwać co najwyżej do świąt Bożego Narodzenia.

-Wiesz że nie lubię jak mówisz na mnie Ola- odpowiedziała spuszczając głowę, a łza popłynęła jej po lewym policzku- i nie o to się martwię.

-Obiecuję ci Alesia że wrócę i wtedy się pobierzemy- wyciągnął rękę by pogładzić ją po policzku po czym nachylił się składając pocałunek na jej ustach i wyszedł pełen smutku i złości na tych przeklętych cesarzy, królów i ich traktaty. Oby szybko skończyć z tą szopką. Pomyślał.

~~~

Latem 1917 roku wojna nadal trwała, w Imperium Rosyjskim odbyła się już rewolucja lutowa a zanosiło się na przynajmniej jeszcze jedną, a w dodatku przegrywali na całym froncie. W szpitalu za linią frontu leżało wielu ludzi, niemieckich żołnierzy ale jednym z nich był carski oficer z brzuchem owiniętym bandarzami. Poruszył głową i otworzył oczyna początku widział jedynie mgłę ale stopniowo się ona rosjaśniała i w końcu zobaczył nad sobą niewyraźną sylwetkę, która należała do kobiety.

-Ola?- zapytał niewyraźnie.

Kobieta wyraźnie poruszona zawołała po niemiecku:

-Doktorze! Panie poruczniku! Pacjent z łóżka 403 się obudził.

Wtedy nad nim pojawiły się jeszcze dwie sylwetki i jedna pokazała mu palec mówiąc:

-Proszę śledzić wzrokiem mój palec- Jerzy wykonał polecenie i już widział wszystko dokładnie. Kobietą nie była hrabina Aleksandra ale pielęgniarka, zaś te dwie postaci to lekarz i oficer w niemieckim mundurze.

-Nic panu nie będzie ale dla pana dobra lepiej się nie ruszać z łóżka jeszcze przez kilka dni. Miał pan szczęście że kula nie naruszyła żadnych organów ani kręgosłupa.

-Czy może nas pan zostawić samych?- spytał oficer, a lekarz odszedł do innych pacjentów.

Porucznik wysunął spod łóżka żelazny taboret, usiadł i zaczął mówić po polsku:

-Leżałeś tu bez ducha dziewięć dni, wiesz o tym?- nie czekał na odpowiedź- w twoich dokumentach wyczytałem że nazywasz się Jerzy Kurski i z Warszawy jesteś. Ja nazywam się Andrzej Wilk i jestem z Częstochowy- Jerzy dalej się nie odzywał, więc Andrzej kontynuował- Nieźle was tam przetrzebiliśmy, a ty masz szczęście że powstrzymałem szeregowego Konara. Coraz młodszych nam wysyłają na front i nic nie rozumieją durnie.

-Dziękuje- w końcu odezwał się Jerzy- co ze mną się stanie?

-Na początku dowództwo chciało przesłuchać pojmanych oficerów ale nasz atak tak was zaskoczył że front przesunął się prawie 250 kilometrów przez trzy dni! Wyobrażasz to sobie? Do tąd jak zdobywaliśmy pięć metrów uważaliśmy to za sukces ale taka ilość to zatrważające! Musi być z wami bardzo źle.

-Co się ze mną stanie?- powtórzył pytanie Jerzy.

-Pójdziesz do aresztu domowego jak każdy oficer, chyba że przyłączysz się do nas. Mamy całkowicie polskie formacje, a kiedy zwyciężymy utworzymy nasze własne państwo!

-Tak, pod czułą opieką Kaisera.

-Ale to będzie nasze państwo!

-My też mieliśmy Kongresówkę i niewiele z tego wyszło.

-Dlaczego walczysz dla ruskich? Wasze armie do niczego się nie nadają, nie macie zaopatrzenia, a w przeszłości napsuli wam krwi tyle przecież?

-Słyszałem że Niemcy dużo lepsi nie byli, więc dlaczego ty walczysz?

-O wolną Polskę!

-Pod protektoratem niemieckim i tyle z tej wolności!

-Od czegoś trzeba zacząć.

-Niemcy potrzebują was tylko po to żebyście dla nich walczyli. Kiedy wojna się skończy to nie będziecie już im potrzebni i powrócą stare porządki.

-Może mi powiesz że u ruskich to inaczej jest?

-Nie, wszyscy są tacy sami.

-Po co więc walczysz?

-Przysięgałem carowi i... Tak, Przysięgałem carowi.

-Więc są jeszcze inne powody?- spojrzał podejrzliwie porucznik na kapitana- Zostawiłeś coś dla ciebie ważnego w Rosji albo raczej kogoś.

Jerzy przez długą chwilę nic nie mówił ale w końcu bariera milczenia się przełamała i opowiedział o hrabinie Aleksandrze Jurijewnie Woroncow. Ten był zaskoczony tą niesamowitą historią, a szczególnie tym jak się poznali.

~~~

Dwa lata przed wojną młody kadet Pawłowskiej Szkoły Wojskowej w Sankt Petersburgu nie miał łatwego życia. Było to głównie ze względu na jego nazwisko i pochodzenie. Jerzy Kurski, w szkole zapisany jako Jerzy Michaiłowicz Kurski, był Polakiem i to już wystarczyło aby inni kadeci z szlachetnych, ruskich rodów go poniżali i podkładali kłody pod nogi na każdym kroku, w dodatku był o wiele zdolniejszy od większości i to przysparzało mu jeszcze więcej wrogów. Gdyby jednak ktoś się dowiedział że trafił tu tylko dzięki matce, która aby zapewnić przyszłość najstarszemu synowi musiała sypiać z carskim pułkownikiem, byłby skończony. Wszystkie cierpienia znosił dla niej i dla ojca, który w 1906 trafił na Sybir. Może właśnie jeśli stanie się wzorowym oficerem i uda mu się coś osiągnąć, to wybłaga u cara łaskę dla niego. To był szczytny cel ale czy uda mu się go osiągnąć? Wszyscy, począwszy od instruktorów, a na kadetach kończąc nie ułatwiali już i tak ciężkiego życia ale największym wrogiem Jerzego był młodszy instruktor musztry, kadet Fiodor Jurijewicz Woroncow, syn hrabiego Jurija Nikołajewicza Woroncowa, kontradmirała carskiej Floty Bałtyckiej, który zginął w 1905 walcząc z Japończykami. Młody hrabia uważał Kurskiego za ścierwo, z powodu jego ojca rewolucjonisty, który wykorzystał tylko sytuację kiedy Imperium zdawało się osłabione przegraną wojną, za drobnego polaczka, który który nie miał szacunku dla bohaterów Cesarstwa Wszechrusi, tak jawnie obrażając ich pamięć samą swoją obecnością i myślą że może być lepszy od starej, rosyjskiej szlachty i arystokracji! Za każdy najdrobniejszy błąd wymyślał kary dla Jerzego, więc ten w końcu nauczył się ich nie popełniać, co jeszcze bardziej rozwścieczało młodego hrabiego. Jedynym, który uważał talent młodego Polaka za rzecz godną podziwu był komendant szkoły, generał porucznik Chabałow, który uważał że Imperium potrzebuje świerzej krwi z nowymi pomysłami i to nie ważne o jakim pochodzeniu.

21 stycznia 1912 to był mroźny dzień, chociaż i tak większość dni w Sankt Petersburgu jest akurat takich. Jerzy dostał karną wartę przy barakach kadetów za to że podobno znieważył starszego stopniem na oczach swoich kolegów z rocznika. W rzeczywistości wyglądało to inaczej, gdyż była ćwiczona walka na bagnety i hrabia Woroncow tłukł bez litości wszystkich po kolei aż wreszcie przyszła kolej na Polaka. Kiedy na rozkaz miał pchnąć instruktora za pomocą drewnianego karabinu, ten uderzył go po palcach.

-Jeszcze raz- powiedział hrabia. Jerzy wykonał polecenie ale tym razem przeciwnik odbił bagnet wraz z lufą Polaka w lewą stronę, po czym błyskawicznie wyprowadził pchnięcie w bok swojego ucznia. Gdy Jerzy rozmasowywał bolące miejsce usłyszał pełne jadu i szyderstwa słowa:

-Już nie tacy wspaniali jesteśmy, co polaczku? Jeszcze raz głupi lachu!

Jerzy znów pchnął Woroncowa tak samo jak wcześniej i on tak samo jak wcześniej odbił karabin na lewo, jednak tym razem młody kadet nie stracił równowagi i uprzedzając następny ruch i z całej siły uderzył Fiodora drewnianą kolbą prosto w szczękę, aż ten upadł z hukiem na ziemię. Młodszy instruktor zamroczony i zdezorientowany tak nagłym i niespodziewanym atakiem, padł na ziemię jak długi długo nie mogąc dojść do siebie. Kiedy w końcu dwóch kadetów pomogło mu wstać, wypluł wraz z krwią dwa zęby i krzyknął:

-Zapłacisz mi za to! Wszyscy rozejść się, zajęcia skończone, a z tobą jeszcze pogadam!

Kiedy wszyscy wrócili do koszar, Jerzy stał i czekał.

-Znam takich jak ty, buntowników, nisko urodzonych i brudnych polaczków. Myślisz że przed tobą nie było tu żadnego z nich? Każdy z nich myślał że może być równy nam, a niektórzy nawet lepsi. Zupełnie tak jak ty! Widziałeś tu któregoś ze swoich?- kiedy Jerzy nic nie mówił Woroncow wrzasnął:

-Odpowiadaj!

-Nie, nie widziałem.

-Stawaj na baczność i odpowiadaj jak należy!

-Nie młodszy instruktorze Fiodorze Juriewiczu!

-Więc sprawię że usunę stąd ostatniego z tych śmieci- zaśmiał się upiornie po czym kontynuował- karna warta przy barakach 48 godziny! Tylko nie waż mi się usnąć!- po czym dodał z chłodnym spokojem- Możecie odejść kadecie, w końcu macie tyle obowiązków na głowie.

Jerzy już trzydzieści dziewięć godzin stojąc na warcie na zewnątrz baraków myślał tylko o tym jak bardzo nienawidzi Woroncowa i doszedł do wniosku że z całego serca. Kiedy miał już to za sobą zaczął się przechadzać, by rozruszać zesztywniałe od mrozu kości, wymyślając przy tym niezliczone plany zemsty. Jeden z nich szczególnie się mu spodobał, więc zatrzymał się opierając o ścianę i zaczął mówić do siebie w myślach: No tak, to jest genialne! Trzeba tylko…

-Mam cię Kurski!- usłyszał nagle Jerzy i otworzył oczy. przymknął oczy jedynie na kilka sekund, a teraz kiedy otworzył siedział na zimnej ziemi oparty plecami o ścianę baraku i z karabinem leżącym obok. Zasnął.

-Nie wywiniesz się już z tego, oj nie. Na wojnie zostałbyś oddany pod sąd polowy i rozstrzelany!- Woroncow aż promieniał z radości mówiąc to- Teraz oczekuje że zrezygnujesz z dalszej nauki na własne życzenie, a jak nie to pójdę do komendanta i jemu przedstawię sprawę! Spanie na warcie to bardzo poważny zarzut! Wiesz że w tym czasie złapałem Gratkina i Dołubowa jak się wymknęli do burdelu? Musieli przejść koło ciebie, gdy sobie tu chrapałeś!

Jerzy wstał, otrzepał się i wziął karabin.

-A co pan młodszy instruktorze Fiodorze Juriewiczu tam robił?- spytał patrząc jak twarz Woroncowa najpierw blednie, by po chwili zrobić się czerwoną ze złości.

-Zrezygnuj- powiedział przez zaciśnięte zęby.

-Myśli pan że to zrobię po tym co tu przeszedłem? Dwa lata ciągłych poniżeń, słuchania wywodów na temat że Polacy powinni znać swoje miejsce i wie pan co? Jestem lepszy niż inni kadeci! Lepszy niż ty! Lepszy we wszystkim!

-To nie prawda!

-Udowodnij to! Mógłbym pokonać się na wszystkie możliwe sposoby, nawet tu i teraz!

Patrzyli sobie w oczy z nienawiścią przez długą chwilę, po czym hrabia w końcu powiedział:

-Załatwię nam na pojutrze przepustki i spotkamy się o północy w pobliskim parku.

-Będziemy bić się na szable- odpowiedział Jerzy.

-Do pierwszej krwi- odparł Fiodor.

-Bez żadnych świadków.

-Jeśli wygram to odejdziesz.

-Jeśli ja, to przeprosisz mnie przed całym rocznikiem i przestaniesz się nade mną znęcać.

-Zgoda. Już po tobie lachu.

-Wątpię moskalu.

-Twoja warta się skończyła kadecie. Możecie odejść i przyślijcie tutaj Gratkina z Dołubowem.

-Tak jest młodszy instruktorze- odwrócili się do siebie plecami i Jerzy poszedł.

Przez cały następny dzień dało się wyczuć gęstą atmosferę. Nikt nie wiedział o co chodzi ale kiedy Jerzy przechodził obok innych kadetów, wtedy rozmowy cichły, zaś podczas ćwiczeń Woroncowem bali się jak nigdy w życiu, ponieważ ten nie krzyczał, nie bił, nie mówił prawie nic, tylko wydawał krótkie, rzeczowe rozkazy. Nawet się nie wyżywał na Polaku, nie dość tego, nie powiedział do niego żadnego słowa.

Kolejnego dnia Jerzy dostał przepustkę. Kiedy inni poszli ćwiczyć musztrę z innym niż dotychczas instruktorem, poszedł do zbrojowni, której o dziwo nikt nie pilnował. Wypróbował kilka z leżących tam szabel do treningów i wreszcie wybrał jedną, która jego zdaniem była najlepiej wyważona i pasowała mu do ręki. Po powrocie do swojego baraku, upchnął do dużego plecaka ubrania i koce, po czym wcisnął między nie broń. Musiał ją ukryć, ponieważ kadeci mieli zakaz wynoszenia jej poza teren szkoły. Po wyjściu na miasto szwędał się bez celu przez kilka godzin ale było zimno i w końcu wszedł do gospody o nazwie U Zimojedowa. Bardzo chętnie zamówiłby coś mocniejszego do picia ale wiedział że akurat dziś nie może tego zrobić, więc musiał się zadowolić czymś do jedzenia i herbatą. W pewnym momencie zauważył że kilku gości przybytku go obserwuję i po jakimś czasie zdecydowali się do niego podejść. Było to czterech ludzi, brudnych i z podziurawionymi ubraniami. Największy z nich, który wyglądał na przywódcę, w ręku miał flaszkę wódki.

-Dzień dobry panie oficerze- przywitał Jerzego.

-Nie jestem jeszcze oficerem- odpowiedział.

-Ale pewnie wkrótce pan będzie. Przyszliśmy dziś świętować moje urodziny i zobaczyliśmy pana, więc pomyśleliśmy że my weterani z Mandżurii napijemy się z tak zacnym panem. Pierwszą flaszkę stawiam ja, potem się odwdzięczysz i kupisz następne- mówiąc to przysiadł się do stolika.

-Niestety ale dzisiaj nie mogę.

-Z nami się pan nie napije?- spytał marszcząc brwi osiłek- Myślisz młodzieńcze że my, prości ludzie jesteśmy gorsi od was nadętych dupków z tytułami i pieniądzami? Kiedy ty biegałeś sobie po podwórku z kolegami albo wylegiwałeś się w pierzynach, to my walczyliśmy z japońcami! Co nam z tego przyszło? Nawet nie wszystkim wypłacono żołd! Chodzie chłopaki, wszystkie te szlachetne gnidy są takie same!

Odeszli i usiedli przy innym stoliku, co chwile patrząc krzywo w stronę kadeta i widocznie się z niego wyśmiewając. Zabawne w tej sytuacji wydawało się to, że Jerzy podobnie myślał o swoich kolegach ze szkoły, o tych wszystkich synach arystokratów i wojskowych, którzy nade wszystko inne na świecie cenili swoje pochodzenie i bogactwa. W pewnej chwili spojrzał na wielki zegaz z kukułką ustawiony za barem. Było wpól do dwunastej. Trzeba było się zbierać. Zapłacił rachunek i wyszedł na mroźne podwórze ale nie zauważył, że czterech gości przybytku, którzy chcieli się z nim napić, podążyło za nim.

Centrum zaśnieżonego parku słabym, pomarańczowym światłem oświetlała pojedyńcza latarnia. Dookoła było pusto, jedynie ogołocone o tej porze z zieleni drzewa i żywopłoty tu były. Jerzy czekał, a minuty zaczęły się zmieniać w godziny. Nie wiedział ile czasu tu stoi i czy już minęła umówiona godzina, w końcu jednak zobaczył znajomą sylwetkę.

-Myślałem że cię tu nie zastanę- stwierdził Fiodor.

-To pewnie dlatego się spóźniłeś- odpowiedział Jerzy wyjmując z plecaka szablę.

Woroncow miał już swoją schowaną w pochwie przy boku. Jako kadet trzeciego roku mógł poza teren szkoły wynosić jedną sztukę broni białej i jedną broni palnej czyli rewolwer, którego wraz z kaburą odrzucił w bok. Może był wredny, pełen uprzedzeń i lubił poniżać niżej urodzonych ale braku honoru nie można było mu zarzucić.

-Chodź polaczku, pokaż na co cię stać!

-Zatańczmy!- obaj ukłonili się sobie i zaczęli wywijać bronią, by pokazać swoje umiejętności przeciwnikowi. W końcu stanęli w pozycji bojowej i czekaliwzajemnie na swoje ruchy. Pierwszy ruszył Jerzy zadając cios z góry, który z łatwością został sparowany, jednak Woroncow go nie skontrował i cofnął się do tyłu o krok. Polak znów zadał cios z góry. Ostrza się skrzyżowały, zaś rosjanin wykorzystując sytuację uderzył go pięścią w splot. Jerzy cofnął się i zaczął ciężko nabierać powietrze. Teraz przyszła kolej na arystokratę. Atakował raz za razem, zaś polak ledwo odpierał ciosy, nieustannie cofając się do tyłu, aż plecami uderzył o lampę. Wtedy Woroncow czując już zwycięstwo wyprowadził potęże uderzenie od siebie lecz Jerzy w ostatniej chwili uchylił się i szabla trzasnęła z obromną siłą w lampę, aż poszły iskry. Moc ciosu sprawiła że ręka Fiodora zadrżała i prawie upuścił broń. Polak chciał skończyć walkę w tym momencie lecz usłyszał pewien znajomy głos:

-No paniczyki, koniec zabawy! Rzucić broń i dawać wszystko co macie!- to był ten osiłek, który świętował urodziny. Normalnie zignorowałby go, jednak na poparcie swoich słów miał broń, pistolet Woroncowa. Kadeci tak skupili się na sobie, że nie zważali co się dzieje dookoła.

-Jeszcze nie widziałem jak bogacze walczą ze sobą. Chętnie poczekałbym aż się pozabijacie ale śpieszy mi się.

-Znaj swoje miejsce psie!- ryknął ze złością Woroncow.

-Milcz jeśli chcesz żyć- upomniał go Jerzy.

-No rzucać! Gawrił, Aleksy!- krzyknął na swoich towarzyszy- Zabrać im to!

Jerzy i Fiodor rzucili szable na ziemię pod swoimi nogami i kiedy dwaj z wymienionych zbirów nachylili się by je podnieśćpolak kopnął jednego z nic prosto w twarz, łamiąc mu już i tak krzywy nos. Arystokrata rozumiejąc podstęp swojego towarzysza chciał zrobić to samo, jednak drugi złodziejaszek, który widać miał lepszy refleks przetoczył się po ziemi mijając zbliżający się but. Fiodor rzucił się na niego i kiedy ci zmagali się zapasach na śniegu, Jerzy chwycił swoją szablę i pobiegł w stronę dzierżącego rewolwer osiłka, jednak na jego drodze stanął czwarty, dzierżący drewnianą pałkę zbój. Walka z nim była krótka, nie wiedział jak uniknąć ciosu płazem szabli, który go ogłuszył. W tym czasie Fiodor skończył swoją walkę i wstał. Robiąc to ujrzał wycelowaną niego broń, którą tak bezmyślnie kilka minut temu rzucił na ziemię. Mógł tylko stać i czekać na niechybną śmierć. Zamknął oczy, usłyszał strzał i po chwili krzyk. To nie był jego głos. Otworzył oczy i z niedowierzaniem zobaczył jak jego niedoszły oprawca trzyma się za krwawiący kikut bez dłoni. Jerzy wyjął z okrwawionych palców pistolet i krzyknął w stronę Fiodora:

-W nogi!

Biegli nie oglądając się za siebie. Wiedzieli że ktoś usłyszał strzał i na miejscu zaraz na pewno pojawią sie służby porządkowe. W końcu dotarli do swojej szkoły i rozeszli się. Przez kilka pierwszych dni po pojedynku nie odzywali się do siebie i unikali na wzajem ale w końcu po porannej musztrze Woroncow kazał Jerzemu zostać. Kiedy wszyscy się rozeszli powiedział:

-Musimy porozmawiać o tym co się stało.

-Nie musimy.

-Wręcz przeciwnie! Poniżałem cię, wyzywałem od najgorszych, znajdowałem kary za byle co, a ty uratowałeś mi życie.

-Moje też było zagrożone.

-On celował we mnie i dobrze o tym wiesz! Dlaczego to zrobiłeś?

-Sam się nad tym długo zastanawiałem.

-I co wymyśliłeś?

-Jestem najlepszy w tym co robię i dobrze o tym wiesz.

-Znowu zaczynasz i dążysz do kłótni?

-Nie, posłuchaj! Wytykałeś mi wszystkie najdrobniejsze błędy i dzięki temu stałem się najlepszy, bo nauczyłem się ich nie popełniać- Fiodor Jurijewicz Woroncow nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Nic nie mówił, więc Jerzy odszedł nie mówiąc ani słowa więcej. Od tej pory młodszy instruktor się zmienił, zaczął dostrzegać zalety w swoim polskim uczniu i nie tylko w nim. Od tej pory stał się wzorowym nauczycielem, co jego przełożeni zaczęli dostrzegać. Jerzy wraz z Fiodorem byli chwaleni i ten pierwszy miał bardzo duże szanse aby za rok samemu zostać młodszym instruktorem. Każdy widział że nawzajem się uzupełniali, a oni stali się nawet przyjaciółmi.

Zbliżały się święta wielkanocne 7 kwietnia w kalendarzu prawosławnym. Wielu kadetów dostało przepustki, w tym Fiodor i Jerzy, który został zaproszony do hrabiów Woroncowów pod Sankt Petersburgiem. Posiadłość była zbudowana jeszcze za cara Piotra I i odznaczała się wyraźnymi zachodnimi wpływami w konstrukcji, nieduży pałacyk otoczony ogrodami, żywopłotami i żelaznym ogrodzeniem. Jerzy został ulokowany w całkiem sporym pokoju na piętrze. Nigdy nie widział tak dużej sypialni. Miał duże łóżko, wyścielone jedwabiem, nad którym wisiała ikona Najświętszej Panienki, pod dużym oknem stało dębowe biurko, a na podłodze leżał perski dywan. Fiodor poinformował Jerzego, że jego matka wraz z młodszą siostrą są z wizytą u kuzynów na wsi ale przyjadą na śniadanie wielkanocne, więc musi się przygotować, co też zrobił. W sobotę z rana założył garnitur pożyczony przez Fiodora i zszedł do sali jadalnej na dole. Fiodor zasiadł z boku przy głównym miejscu długiego stołu, gdzie zmieściłoby się spokojnie dwadzieścia osób, Jerzy usiadł z boku, a za nimi i przy wszystkich wyjściach stała służba. Przyjaciele rozmawiali w najlepsze, kiedy duży i barczysty lokaj oznajmił beznamiętnym głosem:

-Panie właśnie przyjechały i podążyły do swoich komnat aby się przebrać.

-Dziękuje Iwan, powiedz im że już czekamy przy stole- odpowiedział niepewnym głosem Fiodor, a kiedy sługa już zniknął szeptem dodał- Kiedy byłem mały to zawsze się go bałem i nawet szkoła wojskowa tego nie zmieniła.

Przez prawie całą godzinę, bo tyle zajęło dla pań przebieranie się, Jerzy podziwiał wystrój sali, szczególnie nieduże pianino i obrazy, które przedstawiały przodków Fiodora i carów Wszechrusi począwszy od Piotra I zwanego Wielkim, a za jego czasów rzeźnikiem i antychrystem przez wrogów politycznych, których było bardzo dużo. Przyjaciel wyjaśnił mu że na płótnach nie ma Woroncowów oprócz jego ojca, a reszta to przodkowie jej matki, gdyż hrabia Jurij Nikołajewicz Woroncow wywodził się z ziem pod Briańskiem.

W końcu usłyszeli stukot na schodach, dostojna i piękna mimo podeszłego wieku, Maria Pawłowna i jej najmłodsza córka, a zarazem siostra Fiodora Aleksandra Jurijewna właśnie zeszłym Młodsza z dam popatrzyła na młodego kadeta swoimi zielonymi oczami aż serce stanęło mu na chwilę, czuł się zahipnotyzowany i nie mógłby przestać się w nie wpatrywać, zdradzieckie wody tego szmaragdowego oceanu brały to co chciały i jeśli ich życzeniem byłoby porwanie bezbronnego rozbitka, jakim teraz był Jerzy, ten dla świata przestałby istnieć. Wiedział już za te oczy potrafiłby kłamać, kraść, zabijać. Za te oczy potrafiłby umrzeć.

~~~

Od wyjścia ze szpitala polowego minęły dwa tygodnie, Jerzy znajdował się teraz w obozie jenieckim dla oficerów pod Stargardem na Pomorzu. Obozem było to tylko z nazwy, gdyż przebywający tutaj porucznicy, kapitanowie, majorzy i i wyżsi stopniem, mieli tu tak dobrze jak przed wojną. Pili drinki, jedli co chcieli i tak dalej. Tylko szaleniec chciałby stąd uciekać. Szaleniec albo ktoś po uszy zakochany w rosyjskiej hrabiance. Kapitan siedział tam jak na szpilkach. Niemiecki sznaps go nie cieszył, jedzenie nigdy nie smakowało, łóżko było za miękkie, a meble niewygodne. Cały czas myślał w jaki sposób się stąd wydostać. Andrzej Wilk z Gniezna postanowił mu pomoc. Jego pułk został przeniesiony na tyły, więc mógł coś zrobić w tym zakresie. W liście napisał o żołnierzu ze Szwajcarii służącemu w Wermachcie, który miał wielki posłuch wśród zwykłych żołnierzy i podoficerów. To jednak nie było ważne. Liczyło się tylko to, że Niemcy chcieli go się pozbyć ale nie mogli tego zrobić otwarcie, gdyż przynajmniej w kilku pułkach podniósł by się bunt. Postanowiono zrobić co innego. Ueli Stich, bo tak miał na imię ten żołnierz, był członkiem szwajcarskiej partii komunistycznej i szerzył w armii swoje poglądy. Chwalił się też, że zna Włodzimierza Lenina, z którym często się spotykał, kiedy tamten był na wygnaniu w kraju Ueliego. Generałowie pomyśleli, że można temu Leninowi przysłać wsparcie, pozbywając i kłopotliwego szwajcara i innych podejrzanych elementów. Lenin teraz według doniesień wywiadu ukrywał się w Finlandii, po nieudanym przewrocie liżąc rany i zbierając siły na później. Andrzej go odszukał i powiedział o oficerze, bolszewiku, polaku, który jest pogardzany przez innych żołnierzy za swój stan społeczny i pochodzenie. Jerzy co prawda zgadzał się z niektórymi postulatami komunistów ale nigdy nie powiedział że jest bolszewikiem, mienszewikiem czy eserowcem. Żadni z nich nie mieli do końca racji i byli niebezpieczni dla innych i dla siebie. Jednak no cóż, tonący brzytwy się chwyta, więc się zgodził.

Dwa dni później Jerzy stał już na stacji kolejowej w Stargardzie i czekał na Ueliego w zwykłej czarnej marynarce i czapce z daszkiem typowej dla tamtych lat. Po jakimś czasie zobaczył znajomego porucznika Andrzeja Wilka, też w cywilu oraz niskiego lecz krępego jegomościa z krzaczastym wąsem i blond kozią bródką.

-To jest Jerzy Kurski, a to Ueli Stich- przedstawił ich sobie Andrzej, zaś ci podali sobie ręce.

-Witam rosyjskiego towarzysza komunistę- pozdrowił Jerzego Ueli, na co ten się skrzywił, wciąż nie mógł się do tego przyzwyczaić.

-Właściwie to jestem polakiem i..

-Po światowej rewolucji nie będzie już narodowości tylko rządząca klasa robotnicza i chłopska- szwajcar mu wszedł w paradę.Kapitan nie za bardzo wiedział co odpowiedzieć, więc postanowił zmienić temat, więc zwrócił się do Andrzeja:

-No to się rozstajemy, tu na tej stacji- on tylko machnął ręką.

-Chyba nie myślisz że pozwolę sobie przegapić powstanie robotnicze i chłopskie?

Te słowa podniosły trochę Jerzego na duchu, gdyż myślał że będzie musiał spędzić całą drogę w towarzystwie człowieka, którego nie myślał nawet polubić.Jednak nawet to nie mogło go powstrzymać przed powrotem do Rosji i do zielonookiej Alesji. Był w stanie dla niej przedrzeć się przez front jako komunista, chociaż nawet nie wiedział czy ma po co wracać do Piotrogrodu. Musiał jednak przynajmniej spróbować, a żeby mir cień szansy musiał zaprzedać duszę diabłu.

-Panowie na co czekacie?- spytał Ueli podnosząc z ziemi swój bagaż- Włodzimierz Ilicz Lenin czeka.
Autor artykułu
Andamant's Avatar
Zarejestrowany: Feb 2014
Miasto: Białystok
Posty: 173
Reputacja: 31
Andamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodzeAndamant jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz

« Smugglers! | Strata »


Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166