Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Chatka Puchatka 202<!-- google_ad_section_end -->
Chatka Puchatka 202
Autor artykułu: Mal
08-05-2014
Chatka Puchatka 202

Dawno już minęła zima. Puchatek spał po bardzo pracowitym dniu...

A gdy wstał, włączył pilotem przeglądarkę poczty internetowej i wnętrze jego przytulnej, choć wilgotnej jaskini wypełniło światło z projektora. Był rok 202 nowej ery - ery zwierząt, którym udało się przetrwać apokalipsę. Ludzkość opuściła tą planetę kilka tysięcy lat temu i udała się w kosmos w poszukiwaniu kolejnej. Ta część ludzi, która pozostała, już dawno wymarła zarażona jakimś nieznanym wirusem. Na zewnątrz upał jak zwykle palił lasy i topił skały. Historia lubi się powtarzać, dlatego tam gdzie niegdyś granice oddzielały od siebie ludzi, teraz oddzielały od siebie gatunki zwierząt.

Tutaj na dole w wielkich szczelinach w ścianach kanionu panowały całkiem przyzwoite warunki dla niedźwiedzi. Z ozdobnych stalaktytów raz po raz kapały krople słonej, oceanicznej wody, co wprawiało Puchatka w błogi, leniwy nastrój. Na dnie kanionu burzyły się fale oceanu, którego poziom stanowczo się podniósł. W gąszczu liści powykręcanych drzew i 10 metrowych grzybów, które wspólnie porastały skaliste ściany, darły się ptaki. "Z tymi to się nigdy nie można dogadać. Za dużo mają do powiedzenia i już od samego rana głowa pęka od tego ich szczebiotu." - pomyślał sobie Puchatek przeskakując klawiszem pilota z maila na mail. Z zaciekawieniem odczytał zawartość listu od Prosiaczka zatytułowanego "Ostatnia szansa". Prosiaczek pisał tak:

Drogi Panie Puchatku.
Po raz ostatni proponuję Panu zgodzić się na kompromis. To na prawdę uczciwa propozycja. Ja i moja rodzina przez cały rok będziemy dla Pana dostarczać miód z Północnej Kanady, a w zamian Pan pozwoli nam zamieszkać w jednej ze swoich jaskiń. Wie Pan, jak nam tutaj na powierzchni ciężko się żyje. Zbiory jabłek i ziemniaków w tym roku mieliśmy marne. Przez te upały moje dzieci i żona śpią w goglach. Niech się Pan nad nami zlituje. To wcale nie jest niedorzeczna propozycja. Nie zaproponowałem Panu ryb, bo wiem że macie ich tam na dole pod dostatkiem. Proponuję Panu miód najlepszej jakości, kanadyjski, nieskażony promieniowaniem i od niezmutowanych pszczół. Daję Panu ostatnią szansę na podjęcie szłusznej decyzji. Proszę się postawić w naszej sytuacji. Niech się Pan nie zachowuje samolubnie. Co by było, jak by wam tam na dole raptem przestała płynąć woda? Jeśli będziemy zmuszeni do drastycznych kroków, to zbudujemy tamę. Świński ród musi przetrwać! Proszę o szybką odpowiedź.

"A to skurwiel" - Pomyślał sobie Puchatek. "Ciekawe... czy te świnie na prawdę byłyby skłonne zrobić coś takiego?" - Mówił do siebie raz po raz zanurzając łapkę w baryłce miodu. "Swoją drogą... kiedyś miodek mojej babci smakował zupełnie inaczej... tak... naturalnie..." - mruczał do siebie idąc do łazienki. W łazience włączył filtr by odsolić oceaniczną wodę i napełnił sobie wannę. Już zanużał prawą nogę w lodowatej wodzie, gdy wtem usłuszał dzwonek do drzwi. Zanim nałożył na siebie szlafrok i doszedł do przedpokoju, drzwi otworzyły się z hukiem same. W drzwiach stanął uzbrojony po zęby kot bojowy. "Kim Pan do cholery jest?" - z oburzeniem zapytał Puchatek. "Bardzo miło mi Pana poznać. Jestem Tygrys. Firma przysłała mnie po zapłatę za czynsz." - powiedział kot bojowy rozchyliwszy płaszcz. W cieniu płaszcza zaiskrzyła mała, idealnie wypolerowana srebrna kula będąca końcówką miotacza jonów. Ale Tygrys nie sięgnął po miotacz, tylko po krótkofalówkę, przez którą nadał komunikat - "Klient jest sam. Poradzę sobie. Wsparcie nie będzie potrzebne." W odpowiedzi usłyszał pojedynczy, wysoki ton.

Puchatek podszedł do kredensu i wyjął z niego cztery malutkie plastikowe pudełeczka zawierające mikroczipy. "Proszę bardzo" - powiedział. "Wedle umowy tu jest zapłata za ten miesiąc i za następny. I przecież płacę regularnie. Na prawdę, proszę następnym razem tak nie brykać. To nie jest wymagane." - dodał patrząc na leżące na podłodze drzwi wejściowe. Kot bojowy schował pudełeczka do wewnętrznej kieszeni płaszcza i grzecznie odparł - "Proszę wybaczyć. To z przyzwyczajenia. Taka praca. Poinformuję przy wyjściu ciecia, to naprawi te drzwi." Jak szybko się zjawił w gawrze Puchatka, tak szybko z niej zniknął. Przez chwilę jeszcze tylko było słychać echo, gdy skakał po schodach na klatce schodowej.

Puchatek zdjął z siebie szlafrok i poszedł się kąpać. Kilka minut później poprzez zamknięte drzwi łazienki usłyszał znajomy głos ciecia. "Panie Puchatek. Jest Pan tam? Przyszedłem naprawić drzwi. Mogę?!" "Tak, tak Panie Królik! Poradzi Pan sobie sam, czy mam wyjść i pomóc?!" Cieciowi trząsły się ręce z nerwów. Po pierwsze z tego powodu, że się przed chwilą spotkał z Tygrysem, który mu KAZAŁ wstawić drzwi, a po drugie dlatego, że to były już trzecie drzwi w tym roku. "Nie, nie trzeba!" - odkrzyknął Królik. "Poradzę sobie!"

Jakieś 15 minut później, gdy Puchatek wyszedł z wanny, te same drzwi wisiały znów na zawiasach, które Królik starannie malował sprayem. "Dobra. Dziękuję. Wracaj już Pan do swoich spraw Panie Królik, do swoich krewnych i znajomych. Strasznie daje Pan sobą pomiatać." - Powiedział z powagą Puchatek. "Łatwo powiedzieć!" - Odparł Królik. - "Jesteście więksi, silniejsi i lepiej przystosowani." "Owszem" - rzekł z powagą Puchatek - "Ale was jest więcej. Wspólnie sobie jakoś poradzicie." "Hehhh. A myśli Pan, że jak nam się udało przetrwać potop? Właśnie dlatego, że działaliśmy wspólnie, jeszcze istniejemy. Ale było ciężko. Wychodowanie prawdziwej marchwii w dzisiejszych czasach graniczy z cudem. Jesteśmy zmęczeni życiem..." - wzdychał Królik pakując swoje narzędzia do reklamówki z przezroczystego aluminium. Następnie pożegnał się grzecznie z Puchatkiem i delikatnie zamknął za sobą świeżo malowane drzwi.

Zchodził po schodach powoli. Knuł, jak by tu wreszcie skończyć w swoim życiu ten makabryczny etap, w którym pozwala sobą pomiatać i zarabia marne grosze. Przypomniał sobie telefon od Pani Sowy, która w Stumilowej Długości Lesie ciągnącym się wzdłuż przeciwległego zbocza wielkiego kanionu dorabiała się majątku jako paparazzi. Jej plan był okrutny. Otóż Puchatek ma stanowisko w światowym parlamencie, a Sowa chciała go tego stanowiska pozbawić umieszczając w jakimś popularnym pismaku zbereźne zdjęcia Puchatka dajmy na to z Kangurzycą. Sowa proponowała Królikowi pokaźną sumkę w zamian za udostępnienie jej kluczy do szeregu jaskiń. Królik mógłby nareszcie zrezygnować ze swojej poniżającej posady ciecia.

Tylko że Królikowi nie podobało się takie zlecenie. Po pierwsze zawieranie jakich kolwiek umów z ptakami nie było dobrym pomysłem. Sowy to mięsożerny gatunek zwierząt. To bardzo ryzykowne. Po drugie trochę żal mu było Kangurzycy. Czy to jej wina, że samotnie wychowuje swoje maleństwo i musi od czasu do czasu dorabiać jako prostytutka, żeby mieć na opłaty za czynsz? Zresztą Puchatek... nie wiadomo w sumie w jaki sposób dorobił się swojego stanowiska w parlamencie. Królik nigdy nie słyszał o żadnych aferach ani przekrętach finansowych mających powiązanie z Puchatkiem. Może więc jednak Puchatek dorobił się uczciwie? Ale ten jego brzuszek... widać, że dbając o dobro społeczeństwa, w szczególnej mierze przykładał uwagę do swojego własnego dobra. Nie, godność i sumienie nie pozwalały Królikowi zniżyć się do poziomu Pani Sowy.

Ale z drugiej strony Królik przypomniał sobie również o swojej własnej rodzinie. W domu czekają na niego jego własne dzieci, które przecież musi wykarmić. Co prawda żona nie będzie na niego krzyczeć, że ją nie stać na kosmetyki, bo kilka lat temu puściła się ze Świstakiem, a dzieci są już prawie dorosłe i same już potrafią się o siebie zatroszczyć, ale Królik wiedział, że był dla nich winien coś więcej niż tylko mała zimna nora, w której ledwo można się było pomieścić. Do wyboru było więc albo dalsze klepanie biedy, albo mniejsze zło - kontrakt z Panią Sową. Oby tylko potem syn Kangurzycy się na nim nie mścił. Chłopak wyrósł na silnego młodzeńca. Tu Królik wyobraził sobie syna Kangurzycy w takim samym czarnym płaszczu, w jakim dziś widział Tygrysa i przeszły po nim ciarki. Ze strachu postanowił nie dzwonić na razie do Sowy i odłożyć to na inny dzień.

I wtedy właśnie Sowa zadzwoniła do niego. "Słuchaj mnie Królik." - zaczęła mówić nie dając mu nawet dojść do słowa. Intuicyjnie wyczuwała, jak Królikowi po drugiej stronie słuchawki coraz bardziej trzęsły się ręce. - "Twoja pomoc jest dla mnie bardzo potrzebna. I Tobie również zależy, żebyśmy wspólnie ubili interes. Masz ładne dzieci. Byłoby przykro, gdyby pewnego dnia nie wróciły ze szkoły, prawda?" - zaczekała chwilę na odpowiedź Królika. Nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić. Dlatego z drżącym głosem odpowiedział - "Dobrze, spotkajmy się."

Tego samego wieczoru pod wynajmowaną przez Puchatka i kilka innych zamożnych osobistości jaskinię podpłynęła czarna jak noc cztero-osobowa motorówka. Odgłos jej elektrycznego silnika ucichł i teraz bezładnie bujała się na morskich falach po środku "uliczki". W nieoświetlonych ścianach jednego z wielu tysięcy podmytych morską wodą kanionów jeszcze przez chwilę odbijało się światło jej przedniego reflektora. Po stromych, zewnętrznych, stalowych schodach potajemnie schodził zakapturzony cieć. Co jakiś czas wychylał się przez poręcz, żeby zobaczyć z góry czekającą na niego na dole osobę. Dopiero będąc już na dole na niewielkim molo Królik zauważył sylwetkę osobnika za sterem motorówki. Osobnik również był zakapturzony. Z przodu spod kaptura wystawał mu jedynie nos. Z tyłu był chyba garbaty... nie, to po prostu były jego tylne kończyny. Stał na czterech nogach. "Właź Pan, Panie Królik." - odezwał się sternik swoim ponurym głosem. - "Mam zadanie zawieźć Pana do Pani Sowy." - dodał zsuwając z głowy kaptur. Oczom Królika ukazały się pokaźnej wielkości oklapłe ośle uszy. - "Dobrze, Proszę Pana." - odpowiedział Królik gramoląc się na pokład motorówki. "Wołają na mnie Kłapouchy. Pani Sowa czeka na Pana w swojej dziupli." - odrzekł osioł podając Królikowi swoje kopyto.

Przez prawie godzinę płynęli pod prąd. Motorówka w regularnych odstępach czasu przeskakiwała burzliwe fale. Kanion stawał się coraz szerszy i szerszy i miał już w tym miejscu ze 30 metrów szerokości. Co jakiś czas można było dostrzec tryskającą spod powierzchni morskiej wody fontannę. To bawiło się małe, zaledwie kilkumetrowej długości potomstwo hefalumpów, czyli zmutowanego gatunku zwierząt powstałego z połączenia słoni i delfinów. Był to jeden z tych nowopowstałych gatunków zwierząt, które nie były wysoko rozwinięte intelektualnie i nawet nie potrafiły mówić. Całymi nocami pluskały się w świetle gwiazd odbijającym się od tafli wody. W dzień schodziły głębiej, albo wychodziły na skalisty ląd by schować się w cieniu przeciwległej ściany kanionu i pożywić się obrastającymi jej spód grzybami. Na górze kanion porastały w tym miejscu głównie drzewa zbrązowiałe od niemiłosiernego blasku świecącego za dnia słońca. W jednym z takich drzew, ciemnym i prawie bezlistnym, stojącym samotnie nad urwiskiem mieszkała Sowa. Jej dziupla z widokiem na wodę wskazywała na fakt, że obracała nielada majątkiem.

To, że Pani Sowa dorabiała się majątku jako paparazzi, było jedynie przykrywką dla jej czarnych interesów... CDN
Autor artykułu
Mal's Avatar
Mal
Zarejestrowany: May 2007
Posty: 197
Reputacja: 28
Mal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodzeMal jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
Język
60%60%60%
3
Spójność
90%90%90%
4.5
Kreatywność
80%80%80%
4
Przekaz
90%90%90%
4.5
Wrażenie Ogólne
80%80%80%
4
Głosów: 2, średnia: 80%

Narzędzia artykułu

  #1  
Revan on 08-05-2014, 21:09
Ocena użytkownika
Język
60%60%60%
3
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Średnia:92%
Podoba mi się, całkiem dobry warsztat. Tylko "cód" w oczy kole
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164