Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Dziwny cmentarz<!-- google_ad_section_end -->
Dziwny cmentarz
Autor artykułu: Seba
29-03-2007
Dziwny cmentarz

...Otworzyłem oczy...

Znajdowałem się na Cmentarzu. Na pierwszy rzut oka wyglądał bardzo zwyczajnie, szare nagrobki, osoby zajmujące się pielęgnacją mogił, kwiaty, palące się znicze dające małe promyczki światła.
Jednak po dłuższej chwili poczułem coś, co sprawiło, że zląkłem się...
Spoglądając w niebo, zauważyłem, że słońce nie naturalnie szybko chyli się ku zachodowi, a ludzie tu obecni zaczęli pospiesznie kierować się ku wyjściu.
Może dałoby się to zachowanie jakoś usprawiedliwić.
Nie wiem...

Rzekłem sam do siebie:
-nie mam ochoty czekać aż coś się stanie.
I szybko skierowałem się do wyjścia... Szukam, szukam.
-Boże, gdzie to jest- myślę.
Pytam się napotkanych osób -gdzie jest wyjście??? Cisza...
Czuję się tak, jakbym siedział w pułapce bez wyjścia. Nikt nie potrafi mi pomóc, jednak czuję, że osoby przeze mnie napotkane znajdują się w takiej samej smutnej sytuacji jak ja....
Szukam i szukam, czasu mam coraz mniej.
Słońce już przybrało kolor czerwieni.
Strach- jedno z uczuć, które mnie nawiedziło....
Zaczynam biec.Uciekać, w szalonym tempie, próbuje się wydostać z tego piekielnego miejsca...
-Co tu się do diabła dzieje?! - Spytałem samego siebie.
Biegając tak po tym cmentarzu dostrzegłem szansę, tajemniczą i przytłaczającą.
Wielką KATEDRĘ...

-BYĆ MOŻE W NIEJ ZNAJDĘ RATUNEK.

Z porażającą szybkością i strachem ściskającym serce dobiegłem do Wielkich wrót katedry...
Otwarłem je i ostatni raz spojrzałem za siebie.
To, co zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach. Jedno wiem na pewno, '' Nigdy'' już na zewnątrz nie wyjdę, chyba, że będzie to ostania deska ratunku....


...Gdy wszedłem do katedry, szybko zatrzasnąłem za sobą wielkie, stalowe i bardzo solidne wrota, po czym osunąłem się na kolana...
Serce biło mi jak oszalałe...
-Jak to możliwe??? - pytałem samego siebie.
Jednakże odpowiedz nie nadchodziła...

Po paru minutach, gdy już doszedłem do siebie, zauważyłem, że katedra, w której się teraz znajdowałem, nie była zwykłym budynkiem.
Pełno w niej było przedziwnych stojaków, krzeseł i stołów. Na ścianach wisiały proporce z tajemniczymi emblematami, natomiast w oknach, znajdowały się tak duże i grube kraty, że przedzierająca się pomiędzy nie poświata, była prawie niedostrzegalna.
Dostrzegłem palącą się pochodnie, wetkniętą w stary i zniszczony stojak.
Podszedłem do niej i szybkim ruchem, drżących dłoni podniosłem ją. Światło migotliwych promyków rozświetliło kąty budynku, w którym się znajdowałem.

Mroczna atmosfera wisiała nad tym ''chorym'' miejscem...

Czas uciekał, lecz nic nie wskazywało na to, aby miało być lepiej.
Właśnie rozmyślałem nad planem mojej ucieczki z tego przeklętego i opuszczonego przez Boga miejsca, gdy czystą i krystalicznie nie skazitelną ciszę, przerwał głośny huk...
Ktoś dobijał się do bramy.
Ostrożnie podszedłem do niej.
Hałas, z każdą chwilą się wzmagał.

Wezbrała we mnie nadzieja, lecz także i obawa...

Podbiegłem do bramy...
-Kto tam??? - padło pytanie z mojej strony.
-Błagam!!! Otwórz, to coś mnie goni! Nie chcę umierać, Nie teraz!!! - krzyczała nie znana osoba, piskliwym głosem.
-Błagam!!! Otwórz bramę!

Coś mnie jednak zatrzymywało z podjęciem tak prostej czynności...

-Kim jesteś?! - zadałem kolejne pytanie.
-Nie teraz...Szybko! Opowiem ci wszystko, tylko mnie wpuść! Błagam!!! -osoba ta niemal płakała.

Nie było chwili do stracenia.
Z przeogromną siłą, której po sobie bym się nie spodziewał, odsunąłem rygiel blokujący wrota.
-Wchodź!! - Wrzasnąłem, lecz w chwili, gdy brama została rozszczelniona to ''COŚ'' próbowało się przez nią przedostać...
Serce stanęło mi w gardle.
Głos owej osoby zmienił się w przeraźliwy charkot, a sama postać była taka...
...taka nieludzka.

Wyraz jej twarzy, ten grymas i czarne niczym otchłań piekielna oczy, okazujący ostre jak brzytwy zęby przeraził mnie.
Czułem się jakbym wpadał w studnie bez dna...
Coraz głębiej...
I głębiej...

- Zamknij te cholerne Wrota!!! -Usłyszałem czyjś głos.
Zebrałem siły i całym ciężarem ciała naparłem na rozchylone wrota.
Poczułem ból, lecz wrota nadal były rozwarte.
W ataku paniki, resztkami sił, naparłem na nie.
Usłyszałem przeraźliwy wrzask i dzwięk blokowanego zamka po czym ogarnęło mnie nieludzkie zmęczenie.
Słyszę odgłos zbliżających się kroków...
Tajemnicza postać, podchodzi do bramy katedry i z wysiłkiem rygluje je.
Spoglądam na nią, ale wszystko zasłania szara poświata.
Resztkami sił spoglądam na podłogę.
Widzę odrąbany od ciała okropny szpon.
Chciałem coś powiedzieć, lecz z moich ust wydobył się tylko słaby szept..

Wszystko spowiła szara i gęsta niby mleko mgła... Dźwięki ucichły...
Stoczyłem się w morze głębokiej i kojącej nieświadomości...

Nie pamiętam, jak długo leżałem nieprzytomny. Z resztą, nie obchodziło już mnie to.
Nieobecność ''duchowa'' była, jako takim, wybawieniem z tego przerażającego świata.

Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że już niebawem koszmar miał się zacząć na nowo.

Czerń i nieprzeniknione morze ciszy i spokoju zaczęło odlatywać, niczym zerwane rannym wietrzykiem kropelki rosy. Cienie zostały odepchnięte w głębiny nicości, a promyki światła docierające do mojej umęczonej duszy sprawiły, że duch mój strapiony przedziwną wędrówką w końcu odnalazł ciało, w którym mógł spocząć.

Świat zaczął się wyostrzać...

-Leż spokojnie, mały. -Usłyszałem ochrypnięty glos.
-Zaraz dostaniesz coś, co cię na nogi od razu postawi.

Nie czułem się najlepiej, z każdym uderzeniem mego serca miałem wrażenie, jakoby wielka i potężna kowalska dłoń z potworną siłą, spadała na moją umęczoną głowę.
Już chciałem spytać, ale przerwano mi.
-Zaraz ci wszystko opowiem, lecz zanim to nastąpi wypij to...- i podał mi małą buteleczkę z płynem koloru wulfenitu.

Nie byłem pewny czy zaufać nieznajomemu.

Wziąłem naczynie do ręki i z precyzją chirurga zacząłem się mu przyglądać.
Płyn owy był gęsty niczym budyń a zapach wydobywający się z owej buteleczki był tak odrzucający, że z niesmakiem ją odłożyłem.
Dziwna postać zauważyła to i rzekła.
-To nie jest trucizna i lepiej by było, gdybyś to wypił.
Na te słowa podniosłem naczynie i spojrzałem na swgo wybawiciela. Wszystko bylo mgliste i niewyraźne.
Chwcyciłem naczynie i duszkiem wchłonąłem zawartość.

Kształty i kolory stawały się coraz to wyraźniejsze, wszechogarniająca ciemność uległa pod naciskiem narastającego rozjaśnienia. Zdziwiłem się, gdyż nie potrafiłem dostrzec zródła światła, które spowodowało ten poruszający efekt.
Postać, która mi się przyglądała z cienia pozbawianego rzeczywistaści zmieniła się w krzepkiego mężczyznę ubranego w skóry. U boku nosił woreczek z tajemniczymi przedmiotami, natomiast z zza pleców wystawała mu piękna i solidnie wykonana rękojeść olbrzymiego, schronionego w pochwie miecza...

Z wrażenia zaniemówiłem....

- Jestem Tethan, opiekun miejsca w którym się teraz znajdujesz.- odrzekł i dodał.
-Miałeś szczeście, trafiając tutaj przed zachodem słońca.

Nastała chwila ciszy, czasami tylko przerywana hulającym, gdzieś tam w górze wiatrem.
-Opwiem ci teraz historię tego miejsca. Słuchaj uważnie, gdyż znajdziesz w niej odpowiedzi na trapiące cię pytania.

I po słowach tych, jakże prostych, tajemniczy Tethan opiekun katedry rozpoczął swe opowiadanie...

Była to prawdziwa, acz smutna historia. Rozpoczęła się w czasach, kiedy to bogowie przechadzali się pomiędzy zwykłymi ludzmi, nie bojąc się o swe życie.
Być może dalej by tak było, gdyby nie rosnąca ludzka zazdrość.
Uczucie to spowodowało ostatecznie, wybuch wielkiej i krwawej wojny, pomiędzy ludzmi a bogami a czyn ten spowodował pęknięcie czasu i przestrzeni, co w skutku doprowadziło do powstania wielu pod i nad światów.
Zapewne nie było by to tak straszne, jednakże w różnych światach zaczęły się dziać różne rzeczy.
W jednych światach panowało piękno i harmonia, w drugich chaos, ból i wieczny płomień. Być może, mówi ci coś okreslenie ''niebo'' i ''piekło''?? - spytał
Tylko Los decydował o przyszłości.
Wielu ludzi, słyszało tą historię, kiedy to bogowie walczyli z ludźmi, jednakże czas oddziaływuje na wszytsko i na wszystkim odciska swe piętno...
Parę tylko istot pamięta jak to naprwadę było.

Przerwał i po chwili zaczął dalej...

- Zapewne chciałbyś wiedzieć, jakie jest znaczenie i cel miejsca w którym się znajdujesz?? -spytał Tethan.
- Miejce to, jest próżnią, martwą strefą zdarzeń, które byly i będą. Każda istota, która tu trafi, musi dokonać pewnego wyboru, jednakże uważać muszą na pędzący czas i na zachód słońca.
Bo gdy już zajdzie słońce a ostani promyk opuści tą ziemię, rozpoczyna się czas polowania.

Ostatnie słowa dudniły w mojej głowie, niczym bijące dzwony kościelne. Wtrąciło mnie to w stan głębokiego zamyślenia.

Po słowach tych Wielki i włachaty stwór, forsując wrota z dziecinną łatwością, wleciał z dziką i nie zachamowaną prędkościa do pomieszczenia w którym się teraz znajdowaliśmy...
Wszechogarniający strach sparaliżował mnie dogłebnie.

Wszytko potoczyło się z prędkością udzerzajacej błyskawicy.

Tethan, dzierżący swój wielki miecz z prastarą pieśnią na ustach rzucił się na istotę dewastująca wnetrze katedry.
Błysnęło ostrze błekitnego miecza.
Szpony potwora rzucaly demoniczny blask.

Walka ta była krótka lecz piękna. Tethan tańcząc ze swym mieczem, raz za razem, ciął cialo włochatego i wielkiego stwora. Krew pryskała z rannej istoty, która zauważywszy, że walczy teraz o swe życie w ataku pełnym furii, rzucila się na Tethana zwalając go z nóg...
Jednakże był to jej błąd...

Wielki miecz przebił z wielką łatwaością czaszkę stwora, rozmazując jego mózg i resztki czaszki po pomieszczeniu.
Stwór padł martwy.
-Nie mamy czasu, mały. -rzekł do mnie Tethan - Za chwilę będzie ich tu więcej, podążaj za mną...

I po słowach tych podążyłem za nim w głąb ciemnego strasznego lochu.
Być może, to w nim jest ostatnia nadzieja.

Nie potrafię sprecyzować jak długo poruszałem się za Tethanem, opiekunem i wojownikiem. Loch ten był mroczny i ponury a każdy następny zakręt był podobny do poprzedniego.
Wszytsko oblepiała mała, szara i strasznie wilgotna mgiełka. Zapach unoszący się w około, przypominał mi stare rozkładające się drewno i czegoś, czego nie byłem w stanie rozpoznać.
Po pewnym czasie, przemoczone ubranie przylgło do mnie a złowieszczy podmuch, jakiegoś dziwnego wiatru sprawił, że zacząłem się cały trząść.
Tethan przystanął i rzekł:
-Jesteśmy na miejscu. Za chwilę otworzę bramę, przez którą będziesz musiał się przedostać sam. Mi, nie wolno opuszczać tego miejsca. Lecz uważaj, bo gdy wrota bramy staną otworem, może z niej wyłonić się coś z czym będziemy musieli sobie poradzić.

Ogarnęła mnie panika.

Tethan odwrócił się do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
Zauważyłem jego twarz, w której malowalo się uczucie, którego nie potrafię zdefinoiwać.
Oczy jego koloru głebokiej zieleni, przebijały mnie na wylot a blizna, zdobiąca jego prawy policzek nadawała jej mrocznego wyrazu.
Po chwili, jednak odwrócił wzrok i podbiegł do małej, starej skrzyni, leżącej nieopodal nas, której przed chwila nie było...

Tethan otwarłszy skrzynie, zaczął w niej czegoś szukać.
Sekundy mijały a ja zastanawiałem się, kim on do diabła naprawdę jest.

Gdy wydawało mi się, że czas się zatrzymał, mój opiekun znalazł to czego szukał.
Ruchem szybim i zgrabnym, zatrzasnął wieko, mrócząc pod nosem niezrozumiałe słowa.
Podszedł do mnie i oznajmił.
-Proszę, oto przedmot, który pomoże ci w wielu niebezpieczeństwach.
Myślę że będzie ci odpowiadał.- i ze smutkiem na twarzy wręczył mi długie zawiniątko.

Wziąłem i rozwinąłem dar, który mi wręczono. Skóry w które było zawiniete odłożyłem na bok i oczom mym ukazał się przepiękny widok.

Leżał przedemną, długi lśniący, wykonany z perfekcyjną dokadnością miecz.
Ostrze jego, mieniło się wszystkimi odcieniami księżycowego pyłu, jednocześnie rzucając słaby, acz zapierający dech w piersiach blask.
Podniosłem go był lekki niczym morska bryza. Leżał w mych dłoniach idealnie.

-Miecz, który własnie trzymasz to Sallai Sulfur - Łza Północy - opiekuj się nią a nigdy cię nie zawiedzie. -rzekł Tethan i po słowach tych, podszedł do jednej ze ścian.
-Przygotuj się, czas nadszedł.

Na raz, otoczenie wydało się nierealne, każdy przedmiot leżący nieopodal, tracił swą materialność.
Zawiało a poruszające duszę światło, wyłoniło się z pojawiającej się bramy.
Błysnęło...

Magiczna brama stała otworem.

Na raz, wszystko skończyło się tak szybko, jak się rozpoczęło. Tylko rozwarta majestatycznie brama,
stała tam, gdzie się pojawiła.
Spoglądając oszołomiony, zauważyłem taflę przedziwnej materii, wypływającej z progów bramy.
Natała krótka cisza i nagle coś małego z niej wyskoczyło.
-Uważaj to imp. -rzekł Tethan- Niby to małe i niepozorne, ale rozszarpać potrafi.
Imp spojrzał na nasi głupio się uśmiechnął, okazując czarne, brzydkie i strasznie ostre żeby.

-Ja się nim zajmę. -odparł Tethan i ruszył ze swym wielkim mieczem w stronę potwora.
Naglę coś się stało.

Długie i okrutne łapy wyłoniły się zza tajemniczej bramy. Złapały impa i jednym ruchem, rozerwały go na dwa równe strzępy, rozbryzgując krew i flaki wokoło.
Zrobiło mi się niedobrze.
Przez chwilę łapska demona, szukały innego celu. Tethan ostrożnie podszedł do bramy z której wyłoniły się łapska.

-Kiedy ci powiem wskoczysz - rzekł - zrozumiałeś??
Kiwnąłem głową na znak zrozumienia.

Wtedy Tethan nastawił miecz i z całej siły ciął w jedną ręke mary.
Usłyszałem głośny wrzask stwora, po czym chlupnęła krew a ocalała łapa znów schowała się w głab magicznej bramy.
Odrąbany członek, leżał na ziemi.

-Teraz!!! -krzyknął Tethan.

Wskoczyłem do wrót z mieczem wyciagniętym przed siebie i znalazłem się w tunelu, który doprowadził mnie do miejsca do którego obiecywałem nigdy nie powrócić...

Szeroki, nieprzebyty i niebezpieczny cmentarz ponownie otaczał mnie ze wszystkich stron.
Tym razem nie otaczały mnie promienie zachodzącego słońca a łuna lśniacego księżyca.
Byłem calkowicie sam. Szare, rzucające demoniczne cienie nagrobki dodawały nieziemskiego klimatu ziemi po której stąpałem.

Nie byłem już niczego pewny.

Cisza i złowieszczy spokój otaczał wszytsko, po chwili doszedłem do wniosku, że bezczynnym staniem i tak nic nie zdziałam, więc ''Wyruszyłem'' obierając za cel jedną ze stron świata .
Miałem nadzieję że to gdzieś mnie doprowadzi...

Wędrowałem długo, mijając wiele mogił i grobowców, wielkich i masywnych. Z jednej części cmentarza trafiałem do drugiej, zakończonej ślepym zaułkiem, przez który nie można było przebrnąć.
Jednak cmentarz ten nie wyglądał wszędzie tak samo, gdyż podążając nieznajomą scieżką wygląd nagrobów zmieniał się.
Były to istne dzielnice, które odrózniały się od siebie, tak jak rózniły się od siebie religie zmarłych...
Po jednej stronie chrześcijanie, z drugiej Arabowie inne zaś nie przypominały niczego...Cmentarz ten posiadał nagrobki wszystkich kultór i religii...

Przeraziłem się.

Szybko zacząłem biec i jakimś dziwnym trafem dotarłem do miejsca w którym scierały się dwie strony, mroczna i świetlista. Już wiedziałem, że droga do domu prowadzi przez tą ciemniejszą stronę.

Bluszcz zwisający z mrocznych drzew nadawał porażającego klimatu brudnym i tak już zniszczonym nagrobkom.
Chłodny wiatr spowił wszystko.
Coś się zbliżało.
Ogarnięty strachem, puściłem się w szaleńczy bieg.
Odgłosy stawały się coraz głośniejsze.

-Nie daj się złapać - syknąłem sam do siebie i przyśpieszyłem.
W pewnym momencie odwróciłem się by spojrzeć czy nic mi nie grozi.
Mym oczom ukazała się zjawa.
Stanąłem nie potraciwszy się ruszyć.

Podleciała do mnie na wysunięcie ręki a czarne i pozbawiane wyrazu oczy, wwiercały się we mnie coraz to głębiej i głębiej, a uśmiech, który pojawił się na jej twarzy zmroził mą duszę.

Mijały minuty za minutą.
W pewnym momęncie zjawa podniosła dłoń i rzekła.
-Udaj się w tamtym kierunku. Może jest jeszcze jakaś nadzieja...-Po czym rozpłynęła się.

Ogarnięty potężnym uczuciem, którego nigdy nie czułem, skierowałem się we wskazanym kierunku.
Oczom mym ukazał się widok, którego nie zapomnę.

....Wyjście....

Niezmącony spokój pochodzący nie wiadomego i nieodgadniętego miejsca ogarnął mój umysł, niczym prastara ośmiornica, która pochwyca swą ofiarę swoimi ogromnymi, porażającymi mackami.

Czy uciec jak tchórz i zostawić to przeklęte miejsce??
Czy stawić czoło nieznanemu??
Wiele razy zadawałem sobie te pytania.
Egoizm, strach, trosk. Uczucia te mieszały i mąciły mój umysł wprowadzając mnie w stan głębokiego i niezrozumiałego zadumania.

Nie byłem tchórzem ani szaleńcem.
Tylko szaleniec z obłąkańczym uśmiechem i pieśnią bojową na ustach wkroczyłby w tak straszny i jednocześnie zdumiewający świat.

Wyjście stało otworem.

Wyjście, które doprowadzi mnie do miejsca, w którym skończy się strach, ból i zwątpienie, gdzie ciemność nie będzie miała wstępu a dusza dostąpi spokoju tak przez wszystkich poszukiwanego.

Jak wy byście postąpili, moi drodzy czytelnicy?
Czy zagralibyście bohatera, który wodzony za nos przez tajemniczą siłę robi to, co mu karzą???
Czy zostawilibyście to komuś innemu? Czy wróciliście by jak najszybciej do swojego świata, gdziekolwiek by to było??
Zadaliście sobie kiedyś te pytania, gdy byliście w podobnej sytuacji??

Wiele czasu spędziłem przed wrotami, które mogły doprowadzić mnie do krainy spokoju.

Zarzuciłem mój przepiękny miecz na ramię.
Spojrzeniem ogarnąłem tajemniczy cmentarz.
Podjąłem decyzję…
Odwróciłem się i zdecydowanym krokiem skierowałem w głąb świętego pełnego duchów miejsca.

Wędrowałem długo, raz po raz mijając uciekającą ku katedrze postać.
Długie cienie rzucające przez wszelakiej maści przedmioty zaczęły przybierać demonicznych i żywych kształtów, które utrzymywały i tak ponury klimat.
-Tym razem wszystko się zmieni. -szepłęm.

Taką miałem nadzieję…

Słońce przyspieszyło chowając się za horyzontem. Jak dotąd czyste niebo okryło się czarnym i ciężkim, niczym ołów płaszczem. Z poza nadciągających chmur błyskały duże i rozświetlające wszystko błyskawice, które z wielką chęcią sięgały ziemi.
-Już niebawem się zacznie. - Powiedziałem i wtedy zapadła ciężka, przytłaczająca ciemność.

Serce me zaczęło bić szybciej, dłonie pokryły się kropelkami potu i mimo, iż strach zaczął ściskać moje wnętrzności chwyciłem mocniej Łzę Północy.
Nie wiedziałem gdzie iść, ale czułem, że coś mnie prowadzi.
Coś, co nie było uczuciem towarzyszącym na pół obłąkanej, przestraszonej i zmęczonej osobie.
Było to coś więcej.

Zauważyłem starą budowlę stojącą nieopodal.
Stare deski odstawały we wszystkie strony. Wiatr z każdym podmuchem sprawiał, że rozpadająca się buda skrzypiała coraz głośniej.

Drzwi stały otworem.

Ściskany strachem wszedłem do środka.
-Stara komórka na grabie. -pomyślałem z płochym uśmiechem.
Odwróciłem się i niechcący strąciłem stary wieszak, który z wielkim hukiem spadł na drewnianą podłogę.
Nastała grobowa ciesz.
Po czym deszcz i błyskawice, w jednym momencie zaczął dąć z całych sił w stary domek.

Ktoś krzyknął...

W jedynym wejściu stała postać.
Chuda, ubrana w łachmany kobieta stała w przejściu. W jej dłoni błyszczała duża i ostra maczeta.
Obłęd w jej oczach płonął nienasyconym płomieniem, na twarzy gościł wściekły grymas.
- Oddaj mi to, co należy do mnie! - wrzasła kobieta. -Wiem, że ty to masz!!
- Nie mam nic, co należy do ciebie! - Odparłem ze spokojem, którego po sobie bym się nie spodziewał.

Kobieta spuściła wzrok i już myślałem, że odejdzie, gdy rzuciła się na mnie.
Była szybka i niebezpieczna. Jej ruchy przypominały ruch polującego zwierzęcia, który kierowany instynktem wyprowadzał cięcia swą bronią.

Cięła i parowała, lecz po chwili cos wpadło do szopy.
Było małe. Czarny, metalowy, ostro zakończony dziób błyszczał w mroku.
A szpony długie i ostre przystosowane były do szarpania i cięcie.

Kobieta wrzała, a zwierzątko usłyszawszy ten dźwięk rzuciło się na nią.
Jedno uderzenie.
Jedno uderzenie wystarczyło, aby rozłupać kobiecie czaszkę.
Czarny ptak szarpał i kłuł.
Po chwili do tego strasznego dzieła dołączyła większa liczba tych żelaznych ptaków, która po chwili zmieniła ta obłąkaną osobę w ciało pełne dziur.
Krew pryskała a kobieta w szalonej panice próbowało uciec od ostrych jak brzytwa dziobów i szponów.

Lecz po chwili padła martwa.
Jeden z Żelaznych spadł z wysokości wbijając się jej mózg.

Patrzyłem na to nie potraciwszy się ruszyć i to prawdopodobnie ocaliło mi życie.

Ptaki szybko nasyciły się krwią i ciałem kobiety, po czym odleciał tam skąd przyleciały.

Zmasakrowane ciało leżało nieopodal mnie. Wykłute oczy i mózg leżący niemal wszędzie.
Walające się wszędzie flaki i kawałki rozerwanych kończyn.

Żołądek wywrócił mi się na drugą stronę wyrzucając, ze mnie to, co się dało.
Szybko opuściłem to miejsce. Otwarłem małą klapę w ziemi koło szopy i wskoczyłem.

Poczułem chłód i zapach lekkiej stęchlizny rozkładającego się drewna.
Ból w lewej ręce piekł piekielnym płomieniem a ja leżałem na ziemi królewskiego pałacu.

Czy był to sen?
Nie sądzę.
A piękna klinga Łzy Północy leżała koło mnie roniąc kryształową łzę...
Autor artykułu
Seba's Avatar
Zarejestrowany: Mar 2006
Miasto: Disk World
Posty: 2
Reputacja: 0
Seba ma wyłączoną reputację

Oceny użytkowników
Język
50%50%50%
2.5
Spójność
70%70%70%
3.5
Kreatywność
20%20%20%
1
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 2, średnia: 47%

Narzędzia artykułu

  #1  
Seba on 05-07-2007, 12:02
w Ramach wyjasnien... na forum tibia.org.pl zarzucili mi plagiat za to, ze te opowiadanie wrzucilem na ich forum i niby to nie ja. wiec jeszcze raz ''mozecie sie teraz cmokna'' wyjasnialem ale jak widac chamstwo sie szerzy.

wiec jak widac to ja ten sam Oyzin tylko z innym nickiem :P
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Yaneks on 10-07-2007, 11:38
Ocena użytkownika
Język
40%40%40%
2
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
20%20%20%
1
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:40%
Średnio mi się to podoba. Umieściłeś to w dziale Opowiadania/, ale na opowiadanie mi to nie wygląda. Najbardziej zażenowało mnie to, że większość tekstu jest pisana w pierwszej osobie. A opowiadanie charakteryzuje się trzecią osobą, czyli zdanie:
Ściskany strachem wszedłem do środka.
wg. mnie powinno wyglądać:
Ściskany strachem wszedł do środka.

Druga sprawa to wg. mnie brak fabuły. Co chwila pojawiają się jakieś nowe zdarzenia, bez nawiązania do poprzednich. Nagle pojawia się na cmentarzu, wbiega do katedry i tak dalej i tak dalej, a to wszystko brzmi w moich uszach jak nieuporządkowany zlepek. To moja opinia.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Macharius on 10-07-2007, 16:45
Yaneks czy to wiesz co piszesz? Opowiadanie możesz pisać jak chcesz, w pierwszej czy trzeciej a nawet drugiej osobie. Ja sam preferuję pierwszą osobę bo wtedy dużo łatwiej oddać myśli i charakter bohatera niż pisząc w trzeciej.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Yaneks on 10-07-2007, 18:20
Ocena użytkownika
Język
40%40%40%
2
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
20%20%20%
1
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:40%
Dziwne, na lekcjach polskiego ZAWSZE nam wypominają, że opowiadania ZAWSZE pisze się w 3 osobie. Może kłamali... Tego nie wiem. Ja tylko piszę, czego mnie uczyli.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Kutak on 10-07-2007, 18:30
Cytat:
Dziwne, na lekcjach polskiego ZAWSZE nam wypominają, że opowiadania ZAWSZE pisze się w 3 osobie. Może kłamali... Tego nie wiem. Ja tylko piszę, czego mnie uczyli.
Ciekawe. Ja otwieram podręcznik z trzeciej gimnazjum i widzę pełno opowiadań w pierwszej osobie. Chociażby "Krążek" Borgesa, uważanego zresztą za mistrza opowiadań.

A co do opowiadania wyżej przedstawionego- strasznie dziwne formatowanie. Urwane zdania, co rusz nowa linijka... Mnie to zniechęca, w połowie opowiadania już w zupełności mnie odrzuciło.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
Macharius on 10-07-2007, 19:55
Cytat:
Napisał Yaneks Zobacz post
Dziwne, na lekcjach polskiego ZAWSZE nam wypominają, że opowiadania ZAWSZE pisze się w 3 osobie. Może kłamali... Tego nie wiem. Ja tylko piszę, czego mnie uczyli.
No to dziwnie cię uczyli... Piekara pisze w pierwszej osobie, Grzędowicz pisze w pierwszej osobie, Żamboch pisze w pierwszej osobie i wielu innych...
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Yaneks on 10-07-2007, 21:12
Ocena użytkownika
Język
40%40%40%
2
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
20%20%20%
1
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:40%
Ciekawe, dopiero skończyłem gimnazjum, i całą szkołę uczyli mnie w trzeciej osobie. W drugiej klasie dostałem lachę za pisanie w pierwszej osobie. Dziwna sprawa.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164