Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy

« Ścieżka | Nemo »

komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Ty też możesz zostać Wybrańcem<!-- google_ad_section_end -->
Ty też możesz zostać Wybrańcem
Autor artykułu: Milly
29-03-2007
Ty też możesz zostać Wybrańcem

Ty też możesz zostać Wybrańcem


Na kamienistej, wiejskiej drodze słychać było chrzęst kroków. Mrok, rozjaśniany jedynie słabymi, rzadko rozstawionymi latarenkami, które rzucały pomarańczowe światło, zdawał się gęstnieć dookoła. W oddali zaczął majaczyć kształt postaci. Kiedy tylko wszedł w zasięg pierwszych zabudowań rozległo się przeraźliwe, wściekłe ujadanie psów. Te, które mogły wydostać się przez niedomknięte furtki i bramy, otoczyły postać i obszczekiwały ją zaciekle. Zdawało się, że za chwilę rzucą się na nią i rozszarpią ostrymi kłami. Postać nic sobie z tego nie robiła. Szła dalej bardzo powoli, lecz wciąż do przodu, a psy posuwały się wraz z nią skacząc i biegając dookoła. Wkrótce szczekały już wszystkie okoliczne kundle, a powietrze wypełniło się nieprzyjemnym jazgotem i wyciem tych, które nie mogły wydostać się ze swoich podwórek.
Nikka pomyślała sobie, że robią to dla niej. Próbują ją chronić, za wszelką cenę nie dopuścić, aby postać skryta w mroku zbliżyła się do niej. Serce zaczęło walić jej w piersi, a włoski na rękach i karku zjeżyły jej się od nieprzyjemnych, lodowatych dreszczy. Stała pośrodku drogi, nie mogąc nic więcej zrobić i patrzyła na tę przedziwną procesję, mozolnie zbliżającą się w jej stronę.
W akompaniamencie skowytu postać przekroczyła wreszcie pierwszą linię światła rzucaną przez pomarańczową latarnię. Nikka wciąż nie widziała zbyt dokładnie, ale mogła przyjrzeć się zarysom i kształtom, nim znowu wkroczy w mrok nocy. Był to mężczyzna średniego wzrostu, jednak odległość, jaka dzieliła go od dziewczyny mogła zniekształcać wrażenia. W jednej ręce trzymał niewielką walizkę, w drugiej – parasol. Na sobie miał sięgający do kolan prochowiec. Więcej nie mogła dostrzec, bo mężczyznę znowu pochłonęła noc. Jedynie coraz głośniejsze szczekanie psów zdradzało jego położenie. Powolnym krokiem zbliżał się do kolejnej latarni – tej, w obrębie której stała Nikka. Dziewczynie zaschło w gardle. Strach pełznął po jej kręgosłupie, kolejno odbierając jej władzę w nogach, rękach, odebrał jej głos i wszystkie myśli. Teraz już nikt nie zatrzyma przybysza. Dzielne psy powoli dawały za wygraną. Zamiast szczekać zaczęły skomleć i piszczeć, a tuż przed latarnią zatrzymały się, przeczuwając to co się stanie, gdy mężczyzna dojdzie do Nikki. Dziewczyna wiedziała, że teraz musi sobie radzić sama.
Już tylko krok dzielił przerażającego osobnika od jej latarni. Jeden niewielki krok. Jeszcze nigdy tak szybko nie biło jej serce. Nie mogła myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, co zobaczy kiedy jego twarz oświetli słabe, pomarańczowe światło. Widziała wszystko w zwolnionym tempie, jak powoli i upiornie mężczyzna wyłania się z ciemności – najpierw jego noga przekraczająca magiczną linię światła, potem ręka z parasolem i druga z niewielką walizeczką, następnie tors okryty staromodnym, szarym garniturem i wreszcie mogła zobaczyć jego twarz...

***


Na zatłoczonym jak zwykle przystanku ludzie przyciskali się do siebie próbując ukraść sobie odrobinę ciepła i schronić się przed deszczem pod niewielkim daszkiem. Ciężkie, ołowiane chmury wisiały nisko nad dachami domów, zwiastując kolejny deszczowy dzień. W tym dziwnym mieście padało prawie zawsze, a ludzie, którzy tu mieszkali, byli nawet jeszcze bardziej dziwni niż samo miasto – nikt tu nigdy nie chodził z parasolem. Kiedy Nikka przyjechała tu pierwszy raz miała ze sobą długi, żółty parasol, pod którym bez problemu mogły schronić się dwie osoby. Wyrzuciła go po tygodniu, kiedy właścicielka stancji wystawiła jej walizki przed drzwi. Choć nie rozumiała niechęci mieszkańców do tego bardzo przydatnego urządzenia, nie chciała kłopotów. Nie mogła stąd wyjechać, ani zmienić stancji. Jej rodzice zbyt ciężko pracowali na to, żeby ich córka skończyła dobrą szkołę i wyrosła na dobrze wychowaną pannę, a w ich mniemaniu właśnie ta szkoła i ta stancja w Rainowie służą najlepiej temu celowi. Nikka nie miała wyjścia, chociaż kolejne szare i deszczowe dni, dziwactwa mieszkańców i narastająca bezsenność wpędzały ją w czarną rozpacz. Zaczynała z całego serca nienawidzić tego miejsca.
Autobus spóźniał się już kolejne pięć minut. Nie było już szans, żeby dziewczyna dojechała na pierwszą lekcję, najprawdopodobniej spóźni się też na drugą. Nikka bardzo źle sypiała, od kiedy przyjechała do tego miasta. Odgłos padającego deszczu i uderzających o parapet ciężkich kropel nie pozwalał jej zasnąć, choć bardzo się starała. Nie pomagało nawet zatykanie uszu poduszkami – wciąż słyszała szum wody. A kiedy organizm wycieńczony kilkudniowym brakiem snu wreszcie musiał odpocząć i Nikka zdołała zasnąć, śniła nieprzyjemne, mroczne sny, z których budziła się zlana potem i zesztywniała ze strachu. Nigdy nie pamiętała o czym są te upiorne koszmary, ale wydawało jej się, że pojawiają się w nich ujadające i wyjące psy. Nie lubiła psów. Nie lubiła wielu rzeczy, szczególnie po tym, jak musiała zamieszkać w Reinowie. Wszystko wprowadzało ją we frustrację.
Tej nocy Nikka właśnie miała jeden z tych strasznych koszmarów. Kiedy wreszcie się obudziła, ze zgrozą stwierdziła, że jest wpół do ósmej i znowu spóźni się na pierwszą lekcję. Aby dotrzeć do szkoły musiała przejechać prawie całe miasto. Choć nie było ono takie duże, to autobus jechał dziwną trasą, robiąc zawijasy wokół ulic i przejeżdżając prawie wzdłuż i wszerz wszystkie uliczki miasta. Trwało to niemal godzinę, co również działało na nerwy Nikki. Stojąc obok przystanku dziewczyna rozmyślała o wszystkim, czego tak bardzo nienawidzi w tym mieście, tracąc humor na cały dzień.
Po kolejnych pięciu minutach czekania na autobus, ze stancji, w której mieszkała Nikka, wybiegła rozczochrana, krótkowłosa i piegowata dziewczynka. W buzi trzymała kromkę chleba i w biegu zakładała marynarkę. Biegła w stronę przystanku i chyba tylko cudem nie przewróciła się nadeptując na rozwiązane sznurowadła. Gdy zobaczyła Nikkę uśmiechnęła się i pomachała do niej.
- Cześć Pietka. Zaspałaś? - zapytała Nikka gdy dziewczyna dotarła na przystanek.
- Yhym - piegowata przeżuwała ostatni kęs kromki. Buzię miała całą usmarowaną masłem orzechowym – Cześć Nikka. Wiesz, to nawet świetnie się składa, że obie zaspałyśmy. Mam świetny plan. Plan doskonały! Tylko musimy wysiąść kilka przystanków przed naszą szkołą.
- Chyba nie myślisz o tym, o czym ja właśnie myślę? - zapytała wesoło.
Pietka uśmiechnęła się szelmowsko. Najwyraźniej szykował się naprawdę ciekawy dzień, zupełnie inny niż wszystkie poprzednie pełne szkolnej rutyny i deszczu. Nikka miała na tyle dość wszystkiego, co spotykało ją od ostatnich kilku tygodni, że nie zważając na konsekwencje natychmiast zgodziła się na propozycję koleżanki.
Tak naprawdę nie znała tej ściętej - na chłopaka - dziewczyny. Chudziutka i drobna, była nie raz uważana za prawdziwego chłopca i nawet Nikka pomyliła się, gdy pierwszy raz ją zobaczyła. Pietka nie przejmowała się tym, najwyraźniej ją to bawiło. Mieszkała w tej samej stancji rok dłużej niż Nikka i na początku pomagała jej przystosować się do nowych warunków. To właśnie ona uprzedziła ją o dziwnej niechęci mieszkańców miasta do parasolek i uprosiła właścicielkę stancji, aby przyjęła z powrotem dziewczynę pod swój dach. Chociaż chodziły do jednej klasy, to nie miały wcześniej czasu, aby dłużej porozmawiać i poznać się bliżej. Nikka pomyślała, że skoro nadarza się taka okazja, a przy tym ma z kim zrobić sobie wolne od szkoły, to musi ją wykorzystać. Kiedy tylko zgodziła się z propozycją Pietki, piegowata dziewczyna wzięła ją za rękę i obie weszły do nadjeżdżającego autobusu.


***


Ogród botaniczny był bardzo pięknym i przede wszystkim bardzo ciepłym i przytulnym miejscem. Nikka nie miała pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje w tym zimnym i mokrym mieście. Od pierwszego wejrzenia zakochała się w ogrodzie i obiecała sobie, że na pewno będzie tutaj bardzo często przychodzić – chociażby po to, żeby się rozgrzać. Zarówno stancja, jak i reszta Reinowa zdawały się być w ogóle nie ogrzewane, tak więc Nikka miała wrażenie, że przemarzła do szpiku kości i jej ręce już zawsze będą chłodne. Jednak już po kilkunastu minutach spaceru po ogrodzie botanicznym rozgrzała się na tyle, że rumieńce wróciły na jej policzki, a ręce ogrzały jej się od ciepła rąk Pietki, która nie puszczała jej nawet na chwilę.
Przyjaciółki spacerowały razem po alejkach, podziwiały piękne egzotyczne rośliny i zwierzęta, co chwilę wydając z siebie zachwycone „achy” i „ochy”. W jednym ze sklepików kupiły sobie zapiekanki i w porze obiadu zjadły je z wielkim apetytem, nie przestając przy tym śmiać się i plotkować. Nikka była tak szczęśliwa, jak jeszcze nigdy, od momentu kiedy przyjechała do tego miasta. Poczuła, że nareszcie znalazła bratnią duszę, przyjaciółkę i powierniczkę swoich małych sekretów. Ten dzień spędzony z Pietką był po prostu piękny. Nawet jeden niezbyt sympatyczny incydent, który przestraszył Nikkę, nie popsuł chwil spędzonych razem z nową przyjaciółką.
W ogrodzie nie było zbyt wielu ludzi w ciągu całego dnia. Nikka pomyślała nawet, że przychodzą tu tylko przyjezdni, aby poszukać odrobiny ciepła, bo wszyscy mieszkańcy są już przesiąknięci chłodem oraz deszczem i nawet pewnie nie wiedzą o istnieniu takiego wspaniałego miejsca. Dziewczynki spotkały po drodze jedno młode małżeństwo z kilkuletnim synkiem, który na wszystkie rośliny pokazywał paluszkiem i wydawał z siebie odgłosy zachwytu. W sklepie z zapiekankami był jeszcze jeden mężczyzna, który bardzo chciał się dowiedzieć gdzie można sobie kupić roślinę, która żywi się mięsem. Dalej przy wielkim terrarium z groźnymi wężami stała starsza kobieta w czarnym kapeluszu z wielkim rondem i przyczepioną do niego białą różą. Dookoła kręciło się kilka osób z obsługi. I na tym już prawie koniec.
Kiedy dziewczynki szły trzymając się za ręce alejką z wodnymi roślinami, Nikka poczuła na plecach dziwny dreszcz, a kiedy odwróciła się, jej wzrok spotkał się ze wzrokiem młodego mężczyzny. Kilka alejek dalej ten sam mężczyzna idąc z naprzeciwka patrzał jej głęboko w oczy. Nikka zaczęła coś podejrzewać, gdy przeszedł obok podczas gdy one jadły swoje zapiekanki. Kiedy zaś obie siedziały na ławeczkach na niewielkim skwerku w samym środku ogrodu, a ten sam mężczyzna zbliżał się do nich z dziwnym cieniem w spojrzeniu, Nikka ścisnęła mocniej dłonie Pietki, bojąc się, że ten szaleniec gotów jest obie je napaść i zrobić im krzywdę. Mężczyzna jednak stanął o kilka kroków od Nikki i z bólem w głosie zaczął mówić coś, co dziewczyna wzięła za majaki szaleńca:
- Nie okazuj strachu i zawsze patrz mu w oczy. Kiedy zobaczy, że się go nie lękasz, zezłości się. Złość jest przeciwnikiem rozumu. Ty musisz być rozumem. Zapamiętaj.
Po tych słowach mężczyzna odszedł, zostawiając dwie zaszokowane dziewczyny same pośrodku pustego ogrodu botanicznego. Żadna z nich nie odezwała się na ten temat ani słowem, ale obie lękliwie rozglądały się później co jakiś czas, czy przypadkiem ten dziwny człowiek nie idzie za nimi. Nikogo jednak nie było. Ogród opustoszał, a dziewczyny znowu chichotały i wygłupiały się, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
To był bardzo dobry dzień, pełen śmiechu i ciepła, pierwszy z wielu takich, jakie Nikka spędziła wspólnie z Pietką.



***


Pomarańczowe światło, jakie sączyło się z małych, rzadko rozstawionych latarenek, coś przypominało. Coś, co musiało zdarzyć się bardzo dawno temu. Dawno – inaczej przecież Nikka pamiętałaby co to było. Jej kroki chrzęściły po kamienistej drodze. Ciemnoszare chmury wiszące tuż nad dachami domów przyspieszały już i tak szybko zapadający zmrok. W oknach domów jak na komendę gasły co kilka sekund światła. Wkrótce gęsty mrok rozjaśniały jedynie pomarańczowe latarnie.
Nikka przystanęła pod jedną z nich i spojrzała w górę. Dokładnie nad nią świeciła duża żarówka, przyciągając swoim blaskiem nocne, fruwające stworzonka. Nagle w oddali dało się słyszeć odgłos kroków, a po kilku sekundach z ostatniego gospodarstwa na końcu drogi wyskoczył wielki pies, ujadając wściekle na idącą po drodze postać. Nikka poczuła niepokój, jednak nie z powodu swojego lęku przed psami. Kiedy z kolejnych gospodarstw zaczęły wybiegać psy, a inne, które nie mogły wyjść ze swoich podwórek upiornie skowyczały, dziewczyna poczuła nawet swojego rodzaju wdzięczność dla tych stworzeń. One robiły to dla niej. Choć nie wiedziała dlaczego, była tego pewna.
Postać powoli zbliżała się do kręgu światła, jakie rzucała następna latarnia. Nikka nie wiedziała co robić, ogarniał ją coraz większy lęk. Bała się tego, co może zobaczyć, kiedy postać stanie tuż przed nią. Bała się też tego, że nie pamięta co ma robić, a nawet jeśli zdoła sobie przypomnieć, to ze strachu nie będzie mogła się poruszyć. Kiedy postać przekroczyła linię światła, Nikka zobaczyła mężczyznę ubranego w stary prochowiec, trzymającego w jednej ręce niedużą walizkę, a w drugiej parasol. Nie mogła dostrzec rysów jego twarzy, choć bardzo starała się wytężyć wzrok. Po chwili mężczyzna znowu zniknął w zmroku. Zbliżał się do kolejnej latarni, tej, pod którą stała Nikka. Dziewczyna zadrżała, powoli strach zaczął paraliżować jej wszystkie zmysły. Zanim mężczyzna przekroczył kolejną linię światła, psy przestały szczekać i wyć, zostawiły go w spokoju, skomląc i popiskując cichutko. Powoli, bardzo powoli mężczyzna zrobił ostatni krok. Nikka, niczym w zwolnionym tempie, obserwowała jak z mroku wyłania się postać mężczyzny – najpierw nogi, potem walizka i parasol, aż wreszcie linia światła przebiegła po jego torsie. Nikka zamarła z przerażenia. Za chwilę mężczyzna miał stanąć przed nią w całej okazałości. A ona nie mogła poruszyć nawet paluszkiem, nie mogła zebrać wszystkich myśli do kupy, nie mogła nic zrobić...


***


Kilka dni po wspaniałej wycieczce do ogrodu botanicznego przestało padać. Od kilkunastu dni siąpiło bez przerwy, więc pierwszy bezdeszczowy dzień Nikka przyjęła jak błogosławieństwo. Ludzie z miasta zdawali się nie widzieć różnicy. Chodzili swoimi drogami nie zwracając zupełnie uwagi na to, czy są przemoczeni do suchej nitki, czy też nie. Tak, jakby deszcz w ogóle ich nie dotyczył.
Mlecznobiała powłoka rozpostarła się nad miastem nie pozwalając słońcu przebić się przez chmury i ogrzać spragnioną słońca ziemię. Miasto nie wysychało nigdy. Wielkie kałuże wciąż stały na chodnikach, a brzegami ulic płynęły potoki, wpadając do studzienek kanalizacyjnych. Nikka zastanawiała się nie raz dlaczego kanalizacja nie przepełnia się i gdzie dalej płynie cała ta woda. Wpadła nawet na pomysł, że może pod ziemią istnieje jakiś mechanizm, który przepompowuje to wszystko z powrotem do nieba, aby mogło cały czas padać. To nie odbiegałoby za bardzo od wielu dziwnych rzeczy, jakie zdarzają się w Reinowie.
Nikka i Pietka spotkały się po szkole. Zdecydowały się pójść razem na lody, a potem pouczyć się do klasówki. Spędzały ze sobą bardzo dużo czasu, chciały nawet poprosić właścicielkę pensjonatu, aby przeniosła ich do wspólnego pokoju. Były prawdziwymi przyjaciółkami. Nie mogły się sobą nacieszyć, mogły nawet przebywać w swoim towarzystwie cały dzień, a wciąż miały tematy do rozmów i żartów.
W Reinowie na rynku zawsze znaleźć można było budkę z lodami na gałki, które sprzedawał staruszek w starym haftowanym fartuchu i śmiesznej czapce na głowie. Choć niemal nikt nie kupował lodów w deszczową pogodę, staruszek wciąż stał w tym samym miejscu. Jednak dziś najwyraźniej wyjątkowo cieszył się zainteresowaniem, bo prócz dziewczyn w kolejce za nimi stała starsza kobieta w kapeluszu o szerokim rondzie z przyczepionym do niego długim, pawim piórem. Nikka i Pietka długo zastanawiały się jaki smak lodów wybrać. Przy okazji śmiały się i wygłupiały, aż przechodzący obok ludzie dziwnie się na nie patrzeli, a kobieta uśmiechała się dobrotliwie. Wreszcie przyjaciółki wybrały smak grapefruitowy.
Staruszek-lodziarz nakładając gałki dla swoich klientek wnikliwie przyglądał się Nikce. Na jego ustach błądził dziwny uśmieszek. Dziewczyna poczuła się bardzo dziwnie, tym bardziej, że lodziarz nie patrzał nawet co robi, a jedna gałka spadła mu na ziemię. Nikka przestraszyła się nie na żarty jego spojrzenia.
- Musisz być nie tylko odważna, ale i szybka – odezwał się staruszek - Nie czekaj na jego ruch, zaatakuj pierwsza, wtedy zyskasz nad nim przewagę. Zapamiętaj to sobie.
Nikka stała zaszokowana. Nie wiedziała co powiedzieć ani co zrobić, a wzrok staruszka nie opuszczał jej na krok. Wreszcie odwróciła się na pięcie i uciekła.


***


Kolejne dni spędzone w Reinowie wpędzały Nikkę w czarną rozpacz. Człowiek w ogrodzie czy stary sprzedawca lodów nie byli jedynymi osobami, które niespodziewanie podchodziły do niej i mówiły zupełnie bez sensu. Przyszła do niej jedna z nauczycielek w szkole mówiąc, żeby „nie pozwoliła powiedzieć mu ani słowa, bo w ten sposób może ją zaczarować i pokonać”. Jeszcze tego samego dnia kobieta na ulicy zaczepiła ją i błagała, żeby „nie zawiodła i nie dała się pokonać, bo to jedyna szansa”. Kiedy doszło do tego, że coraz więcej ludzi patrzało na nią tym dziwnym, nieco nieobecnym wzrokiem, przestała wychodzić z pensjonatu. Pietka była przy niej cały czas i głaskała ją po ręce. Mówiła, żeby się nie przejmowała, że na pewno to minie. Reinów znowu pogrążył się w chłodnym i nieprzyjemnym deszczowym płaszczu. Dni stały się dla Nikki straszliwą katorgą.
Nim przyszła do niej Daria, Nikka zdecydowała się wrócić do domu, do rodziców. Tego ranka, przy śniadaniu, właścicielka stancji podeszła do niej i wpatrywała się w nią z uwagą i tym dziwnym czymś, co widziała już w oczach wielu innych mieszkańców miasta.
- Tylko jedno może sprawić, że odniesiesz zwycięstwo. Zaklęcie. Poznasz je i musisz zapamiętać. Zaklęcie jest najważniejsze, tylko ono pozwoli ci wygrać!
Nikka wstała od stołu tak gwałtownie, że przewróciła krzesło, na którym siedziała. Miała absolutnie dość tego, że obcy ludzie zaczepiają ją, że plotą niezrozumiałe głupstwa, że ciągle pada i nikt nie chce wytłumaczyć jej co się dzieje. Do oczu napłynęły jej łzy, a czara goryczy, złości i frustracji przepełniła się właśnie w tym momencie, w którym podeszła do niej pensjonarka. Nikka miała ochotę krzyczeć i wyrzucić z siebie wszystko, co dusiła od kilku tygodni. Zamiast tego odwróciła się i pobiegła na górę. Zalewając się łzami wyszarpnęła z szafy walizkę i zaczęła pakować do niej swoje rzeczy. Po chwili do pokoju cichutko wślizgnęła się Pietka. Wyjęła z rąk Nikki ubrania, wytarła jej skrawkiem swojego rękawa zalane łzami oczy i pogładziła ją po głowie. Nie padły między nimi żadne słowa, ale Nikka od razu poczuła się lepiej.
Pół godziny później do pokoju dziewczynek zapukała starsza kobieta ubrana w czarny żakiet i kapelusz o szerokim rondzie. Przypięła do niego dużego, kolorowego motyla. Dziewczyna na początku przestraszyła się, ale nie odnalazła w spojrzeniu staruszki tego samego błędnego wyrazu, co u innych ludzi, którzy ją zaczepiali. Przypomniała sobie za to, że widziała ją w ogrodzie botanicznym. I przy budce z lodami. I w kawiarni, kiedy kelnerka zaczęła bredzić te głupoty. I w szkole, i na ulicy, i w bibliotece, i w parku, i... w wielu innych miejscach. Była zawsze tam, gdzie ludzie zaczepiali Nikkę. Nie trudno było odgadnąć, że musiała mieć z tym coś wspólnego. Dziewczyna poczuła, że nadszedł ten moment, w którym dowie się czegoś konkretnego.
- Moje drogie dziecko – zaczęła już w progu – Czy wiesz kim ja jestem?
Nikka pokręciła przecząco głową.
- Tak też myślałam. I na pewno chcesz dowiedzieć się dlaczego spotyka cię ostatnio tyle dziwnych rzeczy. Nieprzyjemnych na pierwszy rzut oka.
Tym razem dziewczyna przytaknęła. Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie i wzięła Nikkę za rękę. Poprowadziła ją przez uliczki deszczowego miasta i spokojnym, melodyjnym głosem tłumaczyła wszystko, a dziewczynka nie śmiała jej przerwać. Słuchała i choć nie było jej łatwo pohamować niedowierzanie i zdziwienie, coś w tej staruszce podpowiadało jej, że nie są to bajki dla dzieci.
- Nazywam się Daria. Jestem... czarownicą. Myślisz na pewno, że czarownice to złe stworzenia z bajek, które zjadają niegrzeczne dzieci. Masz rację, ale istnieją też takie czarownice, których dziecięce mięso nie jest niezbędne do życia, a za to wolą zajmować się ochroną swoich podopiecznych od wszelkiego... zła. Reinów to moje miasto, a wszyscy, którzy tutaj mieszkają, są moimi podopiecznymi. Przeważnie żyje się tutaj wszystkim spokojnie i bez żadnych zmartwień. To ja sprawiam, że wszyscy mogą spać bez zmartwień. Ale raz na kilkadziesiąt lat zbliża się do nas niebezpieczeństwo, którego ja nie mogę pokonać. Straszne, przerażające zło dla moich ludzi czai się w pobliżu i ja nic nie mogę zrobić. Tylko Wybraniec może nam pomóc. Mieszkańcy miasta nie chcieli cię przestraszyć, chcieli ci pomóc. Każdy z nich wie coś, co pomoże w zniszczeniu zła i każdy chce się z tobą tą wiedzą podzielić. Dlaczego z tobą? Nikko, zostałaś Wybrańcem. Tylko ty możesz nam pomóc i uchronić nas przed koszmarem. Wszyscy tutaj wierzą w ciebie i są pewni, że sobie poradzisz. Dla ciebie walka ze złem nie będzie trudna. Jesteś czysta, jesteś niewinna i jeśli nauczysz się zaklęcia, to wystarczy, że wypowiesz je pierwsza, zanim odezwie się on. Pomożesz naszemu miastu wygrać?
Nikka szła chwilę nie odzywając się. W jej głowie krążyły różne, sprzeczne myśli. Ci ludzie, mieszkańcy miasta, którego tak nie lubiła, potrzebują ją. Tylko ona może im pomóc. To ona została wybrana. Ona posiada siłę, która zniszczy zło. Dzięki niej zatriumfuje dobro. Nikka podjęła już decyzję, zanim nawet Daria zadała jej pytanie. Decyzja była oczywista i banalna.


***


Kamienista droga wyglądała znajomo, tak jakby Nikka już kiedyś nią szła. To jednak nie było możliwe – Daria poprowadziła ją jakąś starą, prawie zarośniętą leśną ścieżką, która miała swój początek za Reinowem, a kiedy wynurzała się z lasu, przemieniała się właśnie w ten kamienisty trakt. Czarownica i Wybraniec ominęły małą wieś i kierowały się w stronę kresów, gdzie domy i gospodarstwa są już rzadziej rozmieszczone. Nikka po raz pierwszy od kiedy zamieszkała w Reinowie zobaczyła wreszcie zachodzące słońce. Krwistoczerwona łuna rozciągała się nad polami. Ptaki powoli cichły i szykowały się do spania, podobnie jak właściciele gospodarstw.
Nikka po raz kolejny układała sobie wszystko w głowie. Powtarzała wszystko, co powiedzieli jej ludzie z Reinowa i co dowiedziała się od Darii. To nie powinno być nic trudnego, po prostu będzie musiała użyć zaklęcia w odpowiednim momencie. Upewniła się jeszcze, że je pamięta.
Pamiętała.
Zmrok szybko zapadał, a wraz z nim gasły światełka w kolejnych domach. Teraz drogę oświetlały jedynie rzadko rozstawione latarnie rzucające pomarańczową poświatę. Nikka zatrzymała się pod jedną z nich i spojrzała w górę. Wokół żarówki krążyły ćmy i inne nocne stworzenia. W pewnym momencie niewielki cień zatoczył bardzo szybko dwa koła wokół latarni i robaczki zniknęły. Dziewczynka zadrżała na myśl, że i ona musi być równie szybka jak ten nietoperz i musi pozbyć się zła nękającego Reinów.
Nagle Wybrana zorientowała się, że jest sama. Nie było już z nią Darii. W jednym momencie cała odwaga opuściła ją i Nikka poczuła, jak po kręgosłupie pełznie jej strach. W oddali, na końcu drogi, słychać było odgłos kroków stawianych na kamienistej drodze. Dziewczyna poczuła, że serce zaczyna walić jej w piersi. Pożałowała, że to ona tu stoi, że to właśnie ona została Wybrańcem. Przecież ona nie jest ani na tyle mądra, ani tak odważna, żeby walczyć ze złem, jak jakaś bohaterka z komiksów. Jest tylko zwykłą dziewczynką, w dodatku z daleka od rodziców i bezpiecznego domu. A z naprzeciwka zbliża się do niej przerażające zło!
Postać musiała już dojść do pierwszego gospodarstwa, bo nagle rozległo się wściekłe szczekanie i zza ogrodzenia wyskoczył ogromny pies. Zaraz przy nim pojawiły się następne, a z podwórek, na których psy były przywiązane, dochodziło upiorne wycie i piszczenie. Nikka znowu pomyślała, że już kiedyś była świadkiem takiej samej sceny, w której psy bronią jej przed wielkim niebezpieczeństwem. Wrażenie było tak silne, że zamiast przygotować się do starcia, pozwoliła ponieść się swojemu strachowi i stała wbita w ziemię, przyglądając się, jak zło zbliża się do niej.
Tymczasem postać, nic sobie nie robiąc z szalejących dookoła psów, szła dalej przekraczając właśnie linię pomarańczowego światła rzucanego przez latarnię. Nikka nawet z zamkniętymi oczami potrafiłaby powiedzieć, jak wygląda, choć nie miała pojęcia skąd to wie. Mężczyzna, ubrany w wysłużony prochowiec i staromodny garnitur, w jednej ręce trzymał niewielką walizkę, a w drugiej parasol.
Mężczyzna po raz kolejny pogrążył się w mroku. Już niewiele czasu pozostało dziewczynie do bezpośredniego starcia i właśnie w tym momencie uświadomiła sobie, że niewiele pamięta z tego, co mówiła jej Daria i jej podopieczni. Jedyne co teraz czuła, to niesamowity, wręcz bolesny strach i zimne dreszcze, które podnosiły każdy najmniejszy włosek na jej ciele. Łzy napłynęły jej do oczu i gdyby nie to, że bała się cokolwiek zrobić, z pewnością rozpłakałaby się z bezsilności.
Psy powoli przestawały szczekać, zostawały w tyle skomląc jedynie żałośnie, tak jakby przeczuwały, że za chwilę stanie się coś złego. Mężczyzna właśnie przekraczał graniczną linię, dzielącą mrok od światła, zło od dobra. Serce Nikki omal nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Patrzała tylko w ciemność, gdzie spodziewała się zobaczyć jego twarz, nie zwracała już uwagi na nic innego. W końcu wiedziała już jak to wygląda – najpierw krąg światła obejmie nogi mężczyzny, następnie tors i ręce, aż wreszcie dziewczyna zobaczy to, na co od dawna tak bardzo czekała. Stanie oko w oko ze złem.
Kilkanaście uderzeń serca musiało minąć, nim do Nikki dotarło, że stoi przed nią dość niski staruszek w starym prochowcu i równie zniszczonym garniturze. Patrzał na nią łagodnym, bladobłękitnym spojrzeniem, uśmiechając się jak dziadek na widok ulubionej wnuczki. W starych, spracowanych dłoniach trzymał staromodny neseser i połatany, płócienny parasol. Nikka zupełnie nie tego się spodziewała. Zaskoczenie jednak bardzo szybko minęło i w jednej chwili Wybrana przypomniała sobie o wszystkim, co miała zrobić. Przede wszystkim nie mogła okazywać strachu - nie okazywała go, bo w ogóle nie bała się tego niewielkiego, pomarszczonego staruszka. Patrzała mu głęboko w oczy, tak jak trzeba było. Była szybka, choć nie musiała się nawet wysilać. Staruszek nie zamierzał nic mówić. Nikka wypowiedziała więc zaklęcie, którego nauczyła ją czarownica. Jedno proste słowo:
- Giń!
Wypowiedziała je z taką siła i radością, że walka ze złem okazała się tak banalnie prosta, że zdziwiła się nieco z efektu, jaki jej zaklęcie wywołało. Staruszek po prostu spojrzał na nią ze smutkiem i przewrócił się. Za jej plecami nagle rozległo się wycie, skrzeczący śmiech i inne szaleńcze odgłosy. Gdy dziewczynka odwróciła się, ujrzała przed sobą tłum ludzi – mieszkańców Reinowa, wydających z siebie drapieżne skrzeki, świszczące śmiechy i donośne, basowe pohukiwania. Nikka nie rozumiała z tego przedstawienia ani odrobiny. Ucieszyła się, kiedy spomiędzy demonicznych, deszczowych ludzi wyszła Daria. Staruszka jednak ją ominęła i podeszła wprost do ciała staruszka. Splunęła mu w twarz, czym wzbudziła jeszcze większą wrzawę i wycie.
- Wędrowiec został pokonany! Nasze miasto znowu zatriumfowało! – wrzasnęła czarownica, bez trudu przekrzykując szalejący tłum, po czym wskazała na kilka osób z tłumu – Wy! Natychmiast zabrać to truchło, rozszarpać na kawałki i rozrzucić we wszystkie strony świata! A głowę wbić na włócznię i zostawić przed wejściem do miasta. Tam gdzie wszystkie poprzednie...
Z szalejącej gromady wyrwało się dużo więcej osób, niż wskazała Daria. Nikka ledwo zdążyła się odsunąć i odbiec z dala od ciała staruszka. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Nikt nawet na nią nie spojrzał. Wybrana nie rozumiała...
Nagle ktoś delikatnie złapał ją za rękę. Pomimo załzawionych oczu rozpoznała drobną, piegowatą twarz Pietki. Dziewczynka była smutna, ale uśmiechała się do Nikki.
- Nie przejmuj się nimi. Jutro będzie tak jak dawniej – powiedziała przepraszająco.
- Pietka... – Nikka zaszlochała – Pietka, dlaczego mi nie powiedziałaś? Co ja właściwie zrobiłam? Co się tutaj dzieje?
- Pokonałaś Wędrowca. Tylko niewinna i czysta dziewczyna może to zrobić, ale musi tego chcieć, musi to zrobić z własnej, nieprzymuszonej woli. W ten sposób miasto Darii może istnieć dalej. A teraz i ty jesteś jego częścią. Zrozum, gdybym ci powiedziała, znowu zostałabym sama! Nie mogłam tego zrobić, choć wierz mi, jak nikt inny doskonale wiem jak się teraz czujesz.
Nikka ze zdumieniem spojrzała na Pietkę. Teraz dostrzegła w niej coś, czego wcześniej nie zauważała. Pewien specyficzny wyraz oczu, cień, który nieraz przebiegał przez jej oblicze.
- Ty też byłaś kiedyś Wybrańcem...
Pietka nie odpowiedziała. Chwyciła Nikkę mocniej za rękę i zostawiając za sobą szalejący z radości tłum upiornych mieszkańców, poprowadziła ją kamienistą drogą, z powrotem do miasta.
Ich miasta.






Milly®
sierpień 2006
Autor artykułu
Milly's Avatar
Zarejestrowany: Oct 2004
Miasto: Sosnowiec
Posty: 3 891
Reputacja: 626
Milly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemuMilly to imię znane każdemu

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz

« Ścieżka | Nemo »


Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:45.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167