Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Pomarańczowy świat<!-- google_ad_section_end -->
Pomarańczowy świat
Autor artykułu: Redone
01-05-2007
Pomarańczowy świat

Nad domami unosiła się mgła, Grudziądz zdawał się tonąć w jej obłokach. Wczesne godziny poranne oddalały ją jednak coraz bardziej od czubków dachów i pewnie w ciągu najbliższej godziny zniknie zupełnie zastąpiona promieniami słońca. Zmieni się też zapach powietrza i ludzkie nastroje.

Paweł ruszył przed siebie szybkim krokiem, był już spóźniony na spotkanie z Marcinem. A Marcin nie lubił czekać, zawsze się wściekał o każdą minutę spóźnienia. Tymczasem Paweł był już spóźniony pięć minut co dawało pięciokrotnie wyższą dawkę wściekłości. Przez umysł Pawła przebiegła myśl „może lepiej w ogóle nie przyjść” i pierzchnęła gdzieś pomiędzy zwojami mózgowymi i synapsami, pozostawiając po sobie przyspieszone bicie serca. Przecież gdyby Paweł nie przyszedł, pewnie drogo by za to zapłacił.

Nie ma wyboru, trzeba iść na skróty, chociaż strasznie dziś wietrzno nad Wisłą. Idąc ulicą Pańską, potem pod Bramą Wodną i wzdłuż rzeki powinien dotrzeć na miejsce szybciej. Przyspieszył jeszcze bardziej kroku, choć był już to prawie bieg, ale na szczęście w pobliżu nie było ludzi, którzy mogliby podziwiać ten pół-chód, pół-bieg.

Przed oczami Pawła pojawiła się w końcu Brama Wodna, wydawała się jednak jakaś inna niż zwykle. Chociaż wszędzie obłoki mgły uniosły się już ponad miasto, brama była zasłonięta jej obłokami. Dziwne zjawisko meteorologiczne, ale czyż w czasach dziury ozonowej i efektu cieplarnianego taki widok naprawdę był dziwny? Nie do końca.

Chłopak nie zastanawiając się długo ruszył w stronę bramy z postanowieniem przejścia przez nią, ale gdy tylko dotknął pierwszych obłoków mgły, oblepiła go jak karmel oblepia łyżeczkę, a wtedy nawet zlizywanie nie wiele daje. Jego ruchy zostały spowolnione, jakby przechodził przez jakąś galaretę, a nie zwykłą mgłę. Na jego czarnych, krótkich włosach zaczęły krystalizować się obłoki owej pary i wtedy… po prostu przeszedł dalej i znajdował się już za bramą.

Pawła serce biło jak oszalałe. Co to kurna było? Ze strachem obrócił się za siebie. Oto stała sobie brama, taka jaką ją zawsze pamiętał, piętrzyła się dumnie nad brzegiem Wisły. Ale… coś jednak było inaczej. Światło! Chociaż słońce wisiało już dość wysoko na niebie, i nie było żadnej chmurki w ten późnowiosenny poranek, promienie słoneczne nie były ostre i jasne, nabrały dziwnego, pomarańczowego koloru, jakby świat był oglądamy przez okulary z pomarańczowymi szkłami.

A w koło nie było nikogo. Jak daleko Paweł sięgał wzrokiem, nie widział żadnej sylwetki. Most, tam na pewno widać jakieś samochody. Zwrócił głowę w stronę tej masywnej konstrukcji i… nie było jej tam! Most zniknął jakby go tam nigdy nie było. Chłopak rzucił się biegiem w stronę ulicy rybackiej, nawet o tej porze powinien tam byś spory ruch. Dobiegł na miejsce w kilka chwil, ale nadal nigdzie nie widział ludzi, nawet innych zwierząt, żadnych bezpańskich psów czy kotów. Teraz przestraszył się nie na żarty.

Może jednak to tylko moje złudzenie albo dziwny zbieg okoliczności, myślał. Postanowił jednak zobaczyć czy Marcin na niego nie czeka, umówili się pod Skalą. Szybko ruszył w tamtą stronę, ale tam również nie było nikogo. Spojrzał na zegarek, 8.35, zegarek stał w miejscu, powinno być już pięć minut później. Co się dzieje do diabła?

W tym momencie usłyszał jakieś głosy dochodzące z jednej z bram domów. Z nadzieją poszedł w tamtą stronę, kiedy jednak zobaczył kto prowadzi rozmowę, natychmiast się schował. Stały przed nim dwie istoty. Na pierwszy rzut oka może przypominały ludzi… a nie, jednak nie. Tylko ogólnym kształtem sylwetki byli podobni do ludzi. Ich głowy były łyse, ale błyszczące, pokryte jakąś dziwną substancją. Głowy nie posiadały nozdrzy i uszu, tylko coś przypominającego skrzela z boku głowy. Usta były blade, a za nimi kryły się spiczaste, ostre zęby. I te oczy! W niczym nie przypominały brązowych oczu Pawła. Ciężko właściwie to coś nazwać oczami. Były to wyłupiaste, czarne kulki, bez wyraźnych źrenic czy białek. Po prostu nieprzenikniona czerń. Przez to nie było do końca wiadomo, gdzie patrzą, jeśli w ogóle coś widzieli. Obaj mieli narzucony na ramiona długi, skórzany płaszcz.

Paweł schowany za bramą nie bardzo wiedział co ma teraz zrobić. Rozejrzał się, nigdzie nie widział kolejnych istot, tylko ci dwaj. Zastanawiał się, czy podejść do nich, to że wyglądają ohydnie, nie znaczy, że będą chcieli mnie skrzywdzić. Już miał się wychylić, kiedy usłyszał ich rozmowę.

- Trzeba będzie go zabić, Najwyższy nie wie jak udało mu się tu przejść, ale Strzegący będą mieli przez to kłopoty.

- Tak, ale nie wiemy gdzie on jest. Przechodząc przez portal, wydał na siebie wyrok. Prędzej czy później i tak go znajdziemy.

Oni mówią o mnie, pomyślał chłopak, o mnie! Już nie żyję!

Ruszył biegiem przed siebie, pędząc na oślep w stronę ulicy Marcinkowskiego. Biegł tak przez chwilę, kiedy doszedł do wniosku, że jest widoczny jak drzewo na pustynie. Jeśli chce zachować życie, musi się ukryć. Przemykając pod ścianami budynków, skierował się ulicą Toruńską z powrotem w stronę Bramy Wodnej. Miał nadzieję, że jeśli znów przejdzie przez nią, wróci do… no właśnie, gdzie on właściwie teraz jest?

Zobaczył trójkę tych istot na końcu ulicy Toruńskiej, szybko czmychnął w bramę. Nie zdążyli go zauważyć. Skierowali się na prawo wzdłuż alei 23-go stycznia. Znów ruszył do przodu aż doszedł do skrzyżowania. Pusto, trójka musiała gdzieś skręcić. A przed nim rozciągała się otwarta przestrzeń placu. Tutaj nie będzie miał jak się ukryć. Postanowił więc pobiec jak najszybciej w stronę ulicy Klasztornej by stamtąd skierować się do bramy. Zmysły wyczulone do granic wytrzymałości, trzymały jego organizm w napięciu. Udało się!

Przed Pawłem znów stała Brama Wodna, w pobliżu nie było nikogo. Przebiegł przez nią i nic. Żadnej mgły, żadnych lepkich obłoków, wciąż był w tym dziwnym pomarańczowym świecie. Z niedowierzaniem wrócił się i przeszedł przez nią ponownie. Nadal nic. Jeśli był tu jakiś portal albo działa jednostronnie, albo został już zamknięty. Cała nadzieja prysła.

Na domiar złego, jakby z nikąd, pojawiły się te paskudne istoty. Ich czarne oczy zdawały się przeszywać chłopaka na wylot. Nie miał gdzie uciec, otoczyli go, w rękach trzymali jakieś dziwne włócznie i był pewny, że ich groty są ostre jak kolce róży, ale o wiele bardziej wytrzymałe.

Jeden z nich, zdecydowanie wyróżniający się, gdyż miał na sobie czerwoną szatę, zbliżył się do niego.

- Przybyszu, będziesz musiał zapłacić za nasz błąd, tak samo jak zapłacą Strzegący, którzy dopuścili do ujawnienia się portalu. Twoje ciało zostanie oddane twojemu światu, abyś mógł zostać godnie pochowany. Przyjmij nasze przeprosiny, chociaż na nie wiele one się zdadzą.

Istota cofnęła się i dała znak komuś stojącemu z boku. Paweł nie zdążył nawet powiedzieć: nie. Włócznia wbiła się gdzieś w okolice jego nerki, przebijając skórę. Grot zanurzył się cały w ciele chłopaka. Osunął się na ziemię, wydając ostanie tchnienie. Martwe oczy zdążyły jeszcze zapamiętać pomarańczowy świat.

Pamiętaj, jeśli kiedyś zobaczysz dziwną, lepką mgłę, lepiej zacznij uciekać!
Autor artykułu
Redone's Avatar
Lady Redone
Zarejestrowany: Jun 2005
Miasto: Grudziądz
Posty: 3 224
Reputacja: 1642
Redone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłość

Oceny użytkowników
Język
93.4%93.4%93.4%
4.67
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
86.6%86.6%86.6%
4.33
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 3, średnia: 80%

Narzędzia artykułu

  #1  
Yarot on 05-05-2007, 21:06
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:80%
De ja vu?

Podobało mi się. A owo "podobanie" wzrosło przez podobieństwo do pewnej sytuacji z sesji jaką mieliśmy na zlocie pomorskim. Szaty, kultyści, portale i Bramy. Ech, bardzo, ale to bardzo miło powspominać. Dzięki!!!
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
homeosapiens on 05-05-2007, 22:29
Mam wrażenie, że końcówka jest podobna do zakończenia Milly "dokąd prowadzą tory". Poza tym lubię szczęśliwe zakończenia. Nie przejmuj się moją opinią-jest subiektywna jak diabli.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Latilen on 06-05-2007, 20:04
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
60%60%60%
3
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:80%
Ciekawe. Dobrze się czytało A do tego, kiedy go otoczyli mój winamp grał akurat "It's all over" Three Days Grace. Podobno nic, co dzieje się na świecie, nie jest przypadkowe :P
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Redone on 07-05-2007, 08:43
Dziękuję za wszystkie opinie Tak Yarot, to jest bardzo podobne do tej sesji W moim blogu napisałam coś na ten temat Jak mnie może najdzie wena to napiszę coś jeszcze, nie koniecznie związanego z tamta sesją
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:20.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166