Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Globalny Terror - Latawiec<!-- google_ad_section_end -->
Globalny Terror - Latawiec
Autor artykułu: Niles Elmwood
19-06-2007
Globalny Terror - Latawiec

Sayyed wyjrzał zza kubła na śmieci.
Zaułek był pusty. Zdyszany oparł się plecami o ścianę garażu. W oddali słychać było groźne krzyki mężczyzn wymieszane z płaczem i lamentem kobiet. Jeszcze kilka oddechów i schylony pod osłoną płotu pobiegł dalej. Dobiegając do ulicy usłyszał stukot ciężkich butów i wściekły warkot motoru, którego zniecierpliwiony jeździec nerwowo piłował gaz. Odruchowo odbił w prawo przez trawnik jakieś posesji. Obok pies sąsiada rzucił się z obnażonymi kłami do siatki, zajadle ujadając na intruza. Pot zalewał mu oczy. Zobaczył uchylone okno basementu.
Po chwili okienko zatrzasnęło się za znikającymi wewnątrz domu nogami chłopaka.
Rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu.
Kupa gratów, niewykończone murowane ściany i burcząca z cicha lodówka. Światło z jej wnętrza częściowo oświetliło mrok pomieszczenia. Zobaczył schody na górę. Ostrożnie wszedł po nich i stanął pod drzwiami nasłuchując odgłosów. Cisza. Z odruchowym grymasem na twarzy, który błagał „ciiiiicho” nacisnął na klamkę. Korytarz był pusty. Podszedł najciszej jak umiał do okna wychodzącego na ulicę. Nikogo tam nie zobaczył.
Po chwili biegł między kolejnymi domami, w jak mu się wydawało bezpiecznym kierunku. Właściwie nie wiedział gdzie biec. Chyba jak najdalej. Po dziesięciu minutach zatrzymał się zmęczony. Schylony w pół, wspierając ręce o trzęsące się kolana chciwie łykał powietrze. Nagle zza rogu wysypali się ludzie z kijami basebol’owymi. Rzucił się do tyłu wprost w objęcia dwóch policjantów.
- My zajmiemy się wszystkim od tego miejsca! – stary policjant krzyknął porozumiewawczo do wściekłych mężczyzn, którzy swoją postawą, bynajmniej wyrażali z tego powodu zadowolenia.
Drugi z policjantów, znacznie młodszy sięgnął po pistolet i mierząc w rosnący tłumek krzyknął poddenerwowanym głosem:
- Rozjedzcie się do domów! Ostrzegam! Jest dobrze, jak jest! – na jego czoło wystąpił obfity pot.
Masa ludzka na widok wyciągniętej broni zatrzymała się falując i wydając pomruk, niczym zawiedzione zwierzę, zaczęła się niechętnie przerzedzać.

Chłopak został siłą wrzucony do ciężarówki pełnej stłoczonych ludzi.
Wzrokiem szukał znajomych twarzy. Bezskutecznie. Meksykanie i biali, których mowa kojarzyła mu się tylko z jednym: językiem rosyjskim. Dla niego wszyscy, którzy mówili z tym dziwnym akcentem to byli Rosjanie, nielegalni emigranci. A on? On miał pecha być Arabem. Nikogo nie obchodzi, że się tutaj urodził.
Kiedy ciężarówka przejeżdżała jego ulicą zobaczył swój dom w płomieniach. Wydawał mu się, że na schodach leżała znajoma postać. "Mama!" Odruchowo rzucił się do burty auta. Ciężka kolba karabinu spadła na jego kark. Ciemność.

Obudził się w cuchnącym baraku. Leżał na pryczy, jednej z wielu jakie wypełniały podłużny drewniany barak. Jeszcze do dzisiaj widział takie łóżka tylko na filmach więziennych. W pomieszczeniu było duszno i gorąco. Jednak nie parno. Nie był przyzwyczajony do braku wilgotności w powietrzu, zwłaszcza w czasie tak gorącego lata, jakie było tego roku.
Najpierw usiadł z trudem, później ostrożnie wstał.
Ból w szyji promieniując na cały kręgosłup dokuczał mu niemiłosiernie. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał, było tępe uderzenie i szum zalewającej go ciemności. I przypomniał sobie płonący dom, a łzy momentalnie wypełniły po brzegi jego brązowe oczy. We wspomnieniu zobaczył matkę. Włócząc nogami przeciskał się przez tłum stojących w baraku mężczyzn. Sami Arabowie.
Dotarł do zakratowanego okna.
Na zewnątrz, daleko zielone palmy na tle niebieskiego nieba. Nieopodal kilka szarych murowanych i wiele drewnianych, które sprawiały wrażenie identycznych jak ten jego budynków. A wszystko otoczone wysokim murem i gęstymi kłębami kolczastego drutu.
Chciało mu się pić.
Dopiero teraz zauważył, że jego spodnie zalane były wilgotną jeszcze plamą. Domyślił się jej cuchnącego pochodzenia.
Z nadzieją rozglądał się na wszystkie strony patrząc po obcych twarzach.
Wszędzie widział żałość, smutek i beznadzieję. Gdzieniegdzie zaciętą i dumną nienawiść. Dookoła słyszał poddenerwowane arabskie słowa, te zrozumiałe i te, których dialektów nie rozpoznawał. Nie wyłowił ani jednego słowa po angielsku. Właściwie to umiał po arabsku tylko trochę, tyle ile nauczyła go matka. Sam nigdy z siebie nie wyrażał zainteresowania swoimi korzeniami. Ojciec też w ogóle nie używał ojczystego języka.
Wielu z obecnych przeklinało i pomstowało, monotonnie przyzywając w zapamiętaniu imię swojego Boga.
- Czy jest ktoś z Nowego Yorku?! – próbował krzyczeć po angielsku łamiącym się głosem, który grzązł mu w gardle – Z Brooklynu?! - większość mężczyzn w milczeniu odwracało wzrok lub opuszczało głowy. Ktoś podniósł rękę.
Chłopak obijając się o ludzi, dotarł do opartego o pryczę starszego mężczyzny.
- Jestem Sayyed! Sayyed Hassan. Z Brooklynu! Zna pan moją rodzinę?! Mój ojciec jest inżynierem, budował mosty... – chłopak widząc smutny zgaszony wzrok mężczyzny bez trudu odczytał jego niemą odpowiedź. Odwrócił się ponawiając wołanie.
Ktoś podniósł rękę. Sayyed z nadzieją rzucał się jego stronę. Bezowocnie. Zrozpaczony osunął się po drewnianej ścianie chowając głowę w ramionach. "To wszystko jest bez sensu. To nie może się tak skończyć." – chłopak nie mógł pojąć nowej rzeczywistości. Wszystko działo się tak szybko. Dlaczego tak się stało? Co jego rodzina miała wspólnego z wojną? Bezradność mieszała się w jego sercu z gniewem. Rodzice z powodów politycznych uciekli z Syrii zaraz po skończeniu ojca studiów. Zawsze byli prozachodni...
"Przecież na Boga jesteśmy chrześcijanami..."

Izba była szczelnie wypełniona zawieszoną w powietrzu ciszą. Na ziemi i na pietrowych łóżkach leżały nieruchome ciała ludzi. Na dziedzińcu pies.
Na wieży wartowniczej siedział z głową wspartą na ciężkim karabinie maszynowym nieruchomy strażnik.
I wszystko wskazywałby na sen, którego nie zdążył obudzić brzask nowego dnia, gdyby nie dwóch żołnierzy leżących na schodach betonowego budynku. Nigdzie nie było krwi. Ich twarze zdradzały cierpienie. Cały obóz był pokryty zastygłymi ciałami trupów.

W okolicznym miasteczku, jednym z wielu małych społeczności lokalnych, które tworzą ten poteżny kraj, wiatr podrzucał do góry toczącą się po ziemi stronę gazety. Zatrzymała się z trzepotem na przedniej szybie, stojącego na środku głównej ulicy samochodu, z rejestracją zaczynającą się na CA.
Data 9.19.2015
W falującym nagłówku strony:
„P.A.T.A. dementuje oskarżenia opozycji o nieludzkim traktowaniu uchodźców i więźniów politycznych, w obozach przejściowych Kalifornii i Nowego Meksyku.”

Wczorajsza prasa ze świstem wiatru oderwała się szybując ku słońcu. Odsłoniła wykrzywioną nieludzkim grymasem twarz młodego kierowcy.
Gazeta jak latawiec wzniosła się ponad miasto.
Na betonowych trotuarach, w groteskowych pozach, leżały nieruchomo rozpostarte ptaki.
Na okolicznych łąkach, grożąc w posępnym milczeniu przepastnemu niebu, sterczały ostre rogi setek tysięcy martwego bydła.
Autor artykułu
Zarejestrowany: Mar 2007
Posty: 444
Reputacja: 0
Niles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znany

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 6, średnia: 100%

Narzędzia artykułu

  #1  
merill on 20-06-2007, 11:53
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Bardzo ciekawa i pomysłowa wizja świata, żałuję że nie zdecydowałem się wziąć udziału w rekrutacji, bo zapowiada się znakomicie a te opowiadania jeszcze lepiej podsycają napięcie na sesji.Pozdrawiam i gratuluję wyobraźni.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Cold on 20-06-2007, 12:20
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Kolejny raz mogę wystawić trzy piątki (nauczyciel byłby ze mnie marny ). Tekst po prostu genialny, ale dlaczego znowu wszyscy zginęli (a przynajmniej tak wywnioskowałam)? Masz talent...
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Redone on 20-06-2007, 13:55
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Super! Podoba mi się, że chociaż nie jest napisane wprost co się stało, to można łatwo się domyślić. Naprawdę świetne opowiadanie, czekam na następne z serii Globalny Terror
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Latilen on 20-06-2007, 16:14
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
O tak, ja też czekam na dalsze opowiadania Świetnie pokazują z czym się mogą spotkać gracze, zresztą ubarwia i pomaga pisać posty.
A trzy piątki za to, że prosto z mostu należy jedynie argumenty prawić.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
Niles Elmwood on 20-06-2007, 21:15
merill, dzięki. Ja Cię dokładnie rozumiem. Startować w sesji u nieznanego MG, który jeszcze otwarcie przyznaje się , że nie ma doświaczenia w prowadzeniu, to spore ryzyko. Cieszę się, że GT zapowada się nieźle. Życzę sobie, żeby tak było z całą sesją

Dzięki Cold za kolejne dobre przyjęcie moich wypocin wszyscy zginęli, bo był to dzień ataku bronią biologiczną, który można znaleźć w Kalendarium, w pierwszym poście sesji.

Redone, Latilen fajnie, że się podobało. Dzięki. Z pewnością coś jeszcze napiszę.

Pozdrawiam
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
merill on 20-06-2007, 23:53
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Niles źle mnie zrozumiałeś, twoja sesja była na maxa profesjonalna i nie wiedziałem czy podołam przy tworzeniu postaci, a nie chciałem poczuć bólu "odrzucenia":P
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:56.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164