Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Układ<!-- google_ad_section_end -->
Układ
Autor artykułu: Discordia
24-06-2007
Układ

Na początku zaznaczę, że jestem nowa na forum. To opowiadanie ma parę wad i parę miesięcy. Proszę o wyrozumiałość.
To jest początek cyklu. Końca jeszcze nie wymyśliłam, ale wiem, że kiedyś nadzejdzie.
P.S. Przepraszam za słownictwo w niektórych miejscach, ale wymaga tego realizm.
__________________________________________________ _______________


Kot najpierw miauknął przeciągle, a potem mruknął cicho, prawie leniwie. Słońce lekko przebijało się przez płótno, rozgrzane powietrze przyklejało się do wszystkich i wszystkiego. Do tego jeszcze zapach ziół i kadzidła rzuconych na rozpalone węgle. Tańczyła, dotykała skroni i rozcapierzała palce obracając się w kółko. Wirując. Dotykała skroni i rozcapierzała palce obracając się w kółko. Wirując. Coraz szybciej i szybciej. I szybciej. W rytm muzyki. Muzyki w jej głowie. W jej i tylko jej uszach. Słońce iskrzyło na cekinach jej sukni. Rozłożyła ręce łapiąc powietrze w objęcia. Uniosła twarz ku niebu i uśmiechnęła się nieprzytomnie do dachu namiotu. Dzwonki na jej kostkach dzwoniły szaleńczo. Jeden kolorowy oślepiający błysk. Była jak lśniący bąk, jak nieuchwytna gwiazda, która dopiero, co spadła z nieba. Jeszcze rozgrzana, jeszcze żywa jak płonąca żagiew. Wirująca, elektryzująca, zawieszona w swoim świecie: zimnej i niedostępnej dla nikogo, krainie mroku i szaleństwa istniejących w próżni Wielkiej Pustki, Kosmicznego Ładu okruchów boskiego światła.
Wyczuwała wibracje końcami palców, sięgała do głębi muzyki swoim umysłem, każdą częścią swojej istoty czytała wiadomość. Włosy rozwiane w tańcu, długie czerwone fale. Czerwone jak ogień. Ogień, który spala. Ogień, co oczyszcza myśli. Smukłe dłonie, długie paznokcie wymalowane w fantastyczne wzory niczym sztylety szukały celu. Wbić się i nie dać uciec. Nie uciekniesz mi. Nie uciekniesz. Nie uciekniesz... Wieszczba będzie moja. Odpowiem. Odpowiem, bo to moja rola.
- Wieszczba będzie moja!
Ostatnie słowa wypowiedziała, a właściwie wykrzyczała w ostrym zrywie osuwając się na dywan. Szata, włosy, dłonie obezwładnione wysiłkiem miękko opadły na chwilę. Oczy zamknięte, usta lekko rozchylone, pierś się ledwo poruszała.
- Umarła… umarła. Panie mój!- Służący, który nie był służącym, zwołał do rycerza, który nie był rycerzem. No, przynajmniej nie jego.
- Coo??!! Jak śmiała mi zdechnąć!- Rycerz ryknął tak, że zafalowały ściany namiotu.- To obraza majestatu!! To obraza bogów!! To obraza Królowej!! Króla!! Dworu!! Obraza całego naszego kraju!!
Rycerz darł się tak, że umarłego by obudził, ale nie dane mu było zobaczyć efektu, jaki wywołał na „umarłej” wieszczce.
- Panie, panie. Ciszej, jaśnie panie, bo nie godzi się tak krzyczeć przy niewiastach. No i przy posłach, oczywiście. – Dodał sługa, znacząco zerkając w stronę grupki pięciu wąsatych mężczyzn stojących nieopodal.
- A tak,… no… tak właściwie, Pannaweise, to masz rację… nie godzi się tak zachowywać.- A po chwili dodał już głośniej na użytek tamtych pięciu. - Nie godzi się tak zachowywać rycerzowi, żeby nie ugościł czymś skromnym i… zimnym czcigodnych Drakleńskich gości!
Odwrócił się plecami do swego sługi, a grymas wściekłości zmienił na szeroki uśmiech dla czcigodnych gości i ruszył w stronę stołu, przy którym tamci stali.
„Taak… Dobrze grasz, ty mój rycerzyku z Wypierdkowa herbu Kozia Dupa. Królowa, Król i Dwór będą ci za to bardzo wdzięczni. Baaardzo. Może nawet podarują tytuł hrabiowski, jakąś wiochę niedaleko Chwiejnej Granicy. Tak, mój ty kochaniutki rycerzyku, ślicznie grasz. Graj dalej póki ktoś nie postanowi inaczej. Ja natomiast pójdę do tej naszej smarkatej wieszczki.” Pannaweise tymczasem wszedł do przedsionka wewnętrznego namiotu, z którego wybiegł, niosąc wieści dla „swego pana”.
Siedzibę wieszczki tworzył obóz złożony z kilku namiotów, wozów oraz zagrody dla zwierząt tworzących czworokątny plac z jednym wejściem. I zaostrzonym palem wbitym na środku tegoż placu. Namiot wieszczki zawsze stał od północnego boku. Składał się właściwie z trzech namiotów rozbitych jeden nad drugim, zmniejszających się do wewnątrz. Zewnętrzny był dla gości i towarzyszących tym, co przyszli po wieszczbę. Środkowy dla pytających i służby osobistej wieszczki. Wewnętrzny był już tylko jej siedzibą. Tam nikomu nie wolno było wchodzić. Za taki afront, jak zajrzenie do środka przez szparę albo rozdarcie tkaniny można było mieć bliskie spotkanie ze strażą Widzącej. A tych, co weszli i dotknęli jej bez pozwolenia, wykorzystywano do sprawdzenia czy pal jest jeszcze ostry.
Pannaweise wszedł do średniego namiotu i chwycił za łokieć służącą niosącą wodę w misce dla swej pani.
- Będzie żyła? Będzie można z nią porozmawiać? Jeszcze dzisiaj?- Pytał przysuwając się do pokojowej.
- Ja nie wiem, szlachetny panie. Naprawdę nie wiem, bom nieuczona.- Widząc jego zimne spojrzenie, zastrachana dziewczyna na przemian kiwała i kręciła głową.- Ale medyk przy niej jest, jaśnie panie wielki.- Dodała szybko.
Za szybko by mógł uwierzyć. Fakt, widział dziś medyka. Wiedział, że zawsze jest w pobliżu, ale tym razem nie mógł przyjść. A wiedział, bo rozmawiał z nim rano. Przed transem. Stary cap dał się upić półkwaterką chrzczonej wódki. Staruch nie powinien przeszkadzać.
- Nie łżyj dziewko, bo pasy z ciebie drzeć każę.- Syknął przez zaciśnięte zęby.- Kto z nią jest? No?! Mówże! Kto jest teraz przy Widzącej??
Dziewczyna, prawie dziecko, sparaliżowana strachem tylko otwierała i zamykała usta, jak ryba wyrzucona na piasek. Pannaweise, już powoli tracący cierpliwość, strzelił służącą w lewy policzek, że aż głowa odskoczyła jej do tyłu.
- Psiakrew! Kurwa twoja mać!! Mów, bo jak nie powiesz to…
- Fanni.- Dosłyszał cichy głos z wewnętrznego namiotu. A po chwili głośniejsze zniecierpliwione słowa.- Fanni, dziecko, chodź tu.
Teraz już wiedział. Ta pokojówka nie była mu już do niczego potrzebna, więc puścił ją. Zastrachana weszła do środka podnosząc materiał. Przysunął się bliżej i mógłby słyszeć każde słowo tamtych dwóch w środku. Ale nie chciał. Nie musiał.
- Renne, ty stara wiedźmo.- Powiedział na poły żartobliwie, uśmiechając się i wchodząc do środka.
Pokojówka obróciła się natychmiast i zmartwiała z przerażenia. Bynajmniej nie dlatego, że wchodzący mężczyzna miał w ręku długi nóż. To, co miał przylepione do twarzy w miejscu uśmiechu, było wyrazem czystej wściekłości. Pannaweise wyglądał jak upiór, demon i najgorszy potwór w jednej osobie.
Jednak obiekt jego gniewu zdawał się być niewzruszony. Stara kobieta klęczała na zajmującym centralne miejsce w namiocie wzorzystym dywanie, poświęcając swoją uwagę leżącej na podłodze dziewczynie.
- Won stąd dziewko!- Warknął do pokojówki.- Wypierdalaj, bo ci zrobię sieczkę z brzucha.
Pod służącą nogi się ugięły, ale uciekła, wymawiając sobie, że chciała być kimś i służyć u Wielkiej Pani Rijnfere, Wielkiej Wieszczki Anwaru. Że już nigdy więcej, u nikogo, że wieś to jednak urocze miejsce, miłe, kochane, bezpieczne. Że nie trzeba było być ambitną i wyjeżdżać. Upuściła miskę, szmatki i dała nura za kotarę.
-Renne… Znów na mojej drodze.- Powtórzył Pannaweise. Ale jakoś tak ciszej, ze skrywaną furią wycharczał to imię. O bogowie! Jak on jej nienawidził! Teraz miał okazję i nie zmarnowałby jej. Gdyby mógł.
- Gdybyś mógł. Ale nie możesz- pewnym głosem, nawet się nie odwracając odpowiedziała kobieta, dowodząc, że świetnie czyta w myślach. – Bo kto ci wtedy uratuje tę małą? A doskonale wiesz, że twoje życie to jej wieszczba.
- Co ty wiesz o Układzie, spróchniała sroko? Jej życie jest nic nie warte. A jeżeli nawet ją zabiję, to nikt się nie i tak nie dowie, co tu się stało. Nigdy. – Pannaweise wyprostował się i schował nóż.
- A co zrobisz z całym taborem? Ze swoim rycerzykiem na pokaz? Z posłami Draklenii?- Renne ciągle się nie odwracała, klęcząc przy Wieszczce i ocierając jej twarz mokrą szmatką. – Wybijesz ich wszystkich, co do nogi? Mnie też zabijesz?
Pannaweise pozwolił sobie na uśmiech bazyliszka i usiadł w fotelu stojącym na krawędzi dywanu. Nie opanował się całkiem, ale postanowił nie dać się sprowokować tej wiedźmie.
- Wiesz dobrze, że potem będziesz musiał wymyślić także wieszczbę. A jeżeli twoja wróżba się nie sprawdzi to co? Powiesz, że wieszczka się pomyliła? – Stara kobieta zaczęła chichotać. – To będzie pierwszy i ostatni raz.
– O bogowie… ty chyba nie wiesz, co chcesz zrobić. Przecież Królowa ci nie daruje. Zawiśniesz na haku jeszcze przed zachodem słońca. Albo spotka cię coś gorszego.
W końcu odwróciła się do niego. Patrzyli na siebie nawzajem prze krótki moment. Za chwilę Renne znów zajęła się dziewczyną leżącą na jej kolanach. Pannaweise drżał cały z tłumionej furii. Wiedział, że jeżeli tylko spróbuje zaatakować wieszczkę, Renne natychmiast zawoła straże. A wtedy to już tylko pal i haniebna śmierć sługusa- mordercy. Nienawidził tej kobiety z całej swojej mrocznej, zdradzieckiej duszy. Ale nie mógł jej zabić. Renne, Pani Suchych Ziem- czarownica niektórzy mówili, miała pewną pozycję na dworze, już ugruntowaną. Liczono się z jej zdaniem. Jeśliby ją tknął, skończyłby na haku lub palu. Pannaweise nie znosił, kiedy coś stawało na drodze jego planom.
Dziś miał proste zadanie. Rycerz i posłowie nie liczyli się. Miał wysłuchać wieszczby i zabić Widzącą. Jeżeli nie wypełni zadania, jego szef Nivve Hoergg, Minister Informacji, wydusi z niego życie metodami gorszymi od haka. A tu spotyka go niespodzianka. Okazuje się, że musi walczyć z siłami nieczystymi – czary i wiedźmactwo zostało zakazane dekretem Królowej. Zabicie Renne byłoby przysługą dla prawa. Ale Pannaweise nie chciał się narażać temu samemu prawu, które zrobiło ją Panią na Suchych Ziemiach.
„Szlachcianka, kurwa mać” – pomyślał wściekły Pannaweise. „A najgorsze jest to, że ona doskonale sobie zdaje z tego sprawę. Z tego, że nikt nie może jej tknąć.”
- Ta gówniara mogłaby się wreszcie ocknąć – warknął w kierunku wieszczki.
Autor artykułu
Discordia's Avatar
Zarejestrowany: Apr 2007
Miasto: Wrocław
Posty: 299
Reputacja: 29
Discordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodzeDiscordia jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
Język
80%80%80%
4
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 1, średnia: 80%

Narzędzia artykułu

  #1  
Lhianann on 14-01-2008, 10:21
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:80%
Też dobre.
Masz talent, rozwijaj go.
Kilka powtórzeń, niewielke błędy stylistyczne, ogólnie bardzo poprawnie.
Nie myślałaś nad zmierzeniem się np. z 'Kąciekiem Złamanych Piór' w SFF&H (Science Fiction Fantasy&Horror) prowadzonym, przez nota bene, Feliksa W.Kresa?
Może warto zaryzykować?
Powodzenia!
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:48.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167