Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->I'll see you in my dreams...<!-- google_ad_section_end -->
I'll see you in my dreams...
Autor artykułu: Lhianann
29-06-2007
I'll see you in my dreams...

Opowiadanie będące swoistym, rzec można wspomnieniem z pewnej sesji w Maga z niezwykłą Mistrzynią Gry.
O dziwnej i trudnej miłości pomiędzy Verbeną a Eutantosem...


***


Wir czarnych, smolistych motyli.
Spiralne sploty, wznoszące się gdzieś - ku nieskończoności, bo w tym miejscu określenie "góra" ma mniej więcej taki sens, jak próba nadania imienia Bogu.
Gdzieś na krawędzi świadomości - jakiś ślad pamięci, wymykająca się z palców nić. Cel rozmył się, przykryty przez warstwy kolejnych, doznań, nie do końca obejmowanych przez świadomą część umysłu.
Ale coś zostało. Coś, co każe w tym miejscu, z jakiegoś (jakiego?) powodu znajomym, uczynić krok w tym kierunku, gdzie granica jest nieco cieńsza.

Zimno. Coś skrzypi pod stopami. To coś jest białe, sypkie i lśniące. Zaraz. Jak to coś się nazywało?
Świadoma, wcześniej stłumiona część umysłu szuka odpowiedzi, zwykłego, ludzkiego słowa wśród miriadów innych, nieprzekładalnych na język znaczeń, którymi przez tak długi czas był bombardowany.
Ach, śnieg.
- Ja....
Cichy szept, jak westchnienie.
Zrobiła krok do przodu, pochyliła się, ku...tak, to śnieg.
Wtedy zobaczyła ręce.
Dłonie.
Swoje ręce, swoje dłonie.
Schwyciła w dłonie śnieg, roztarła zimną, lekko kłującą, lecz jednocześnie miękka masę pomiędzy palcami.
- Gdzie...?
Lodowaty, ale pachnący czymś świeżym i żywym wiatr niesie lekkie, suche płatki.
Dłonie prawie błyskawicznie robią się sine.
Biel, biel i biel...wszędzie.
Tylko ten zapach, jak zapamiętany sen, znajomy, ale równocześnie obcy.
Deja vu. A może nie?
Zamieć nie pozwala wzrokowi przebić się przez białą mgiełkę, ale zapach jest tym wyraźniejszy. Ciepły i odświeżający zarazem, jak roztarta w palcach igła sosny.
Znajoma zieloność, stary, zapomniany przez wszystkich dom.
Tam też często był śnieg...
Dom...Dom!!

Sol powoli, brnąc początkowo niezdarnie w śniegu ruszyła w stronę budynku.
Czuła zimno, ale...
W końcu coś czuła.
Pamięć powoli wracała, prawie rok w Cieniu.
Poszukiwania, rozmowy, umowy, podróże.
Było warto, ale już powoli tęsknota nie dawała jej żyć.
Tęsknota ciała i duszy.

'Najbardziej tęsknisz ciałem, najbardziej tęsknisz ciałem".

Tak to prawda, tęsknota cięła jak nóż, nie pozwalała spać, myśleć, żyć.
Już dłużej nie mogła...
Nagle zdała sobie sprawę z tego, że teraz prócz dojmującej tęsknoty czuje też dojmujące, wręcz parzące...zimno?
Dopiero teraz do niej dotarła, że brnie naga, w śniegu.
Mokre włosy z spiralek zmienione w mokre rozciągnięte sprężyny lepiły się do ciała.
Jeszcze kawałek, jeszcze tylko....

Mimo wszystko, mimo śniegu, jest ciepło.
Skóra czuje tylko lodowaty chłód, ale powietrze pachnie tutejszą, surową wiosną.
A może nawet latem?
Dla niej, zżytej z tą chłodną pustynią, nawet po dłuższym czasie jest to jasne.
Zza białej chmury wyłoniły się zarysy budynku, a płatki śniegu skropliły się niemal natychmiast w odpowiedzi na nagłe podwyższenie się temperatury.
Girlandy zieloności spływają po spatynowanym czasem drewnie, jak zawsze.
Mimo to, miejsce to tchnie jakimś rodzajem opuszczenia.
Rośliny wybujały, niektóre pędy uschły.
Spod warstwy śniegu wyzierają zbrązowiałe, martwe liście.

Norwegia...Tak, to Norwegia, jej dom...
Drżącymi rękoma oparła się o drewno drzwi.
Wspięła się na palce i sięgnęła do szczeliny nad framugą.
Palce napotkały na chłodną gładkość klucza.
Po chwili znalazła się już w środku, w nagłej ciszy bez wiatru....

Cisza, bezruch, zielonkawa, zakurzona ciemność pachnąca lekką stęchlizną.
Znajome, głęboko odciśnięte w pamięci kształty, znajoma droga, wydeptana setkami, tysiącami kroków.
Zamrożona chwila - przeszła, miniona chwila.
Nadtopione świece. Płatki kwiatów.
I znów, zapach. Zapach czasu - długiego, wypełnionego pustką czasu.
Drewno skrzypi cichutko pod stopami, gładkie, odrobinę ciepłe i pokryte ćwierć calową warstwą kurzu.

Tyle kurzu? Ale?
Próbowała się skupić na liniach czasu, ale nie była w stanie.
Jakby coś ją blokowało, nie pozwalało się do nich zbliżyć, zobaczyć, prześledzić ich biegu...
Dziwne.

Gabriel...
Gdzie jest Gabriel?
Szybko, odruchowo zaczęła szukać światełka jego życia na swojej ‘mapie światów”.

I...

Oparła się o ścianę, poczucie ulgi na chwilę odebrało jej dech.
Nagle poczuła jak bardzo jej zimno...

Łazienka.
Dom w tej części Norwegii jest błogosławieństwem...
Powoli zapalała zakurzone świece.
Skwierczały, syczały, lecz zaczęły rozjaśniać sporą łazienkę.
Przepłukała głęboką wannę z kurzu, wyciągnęła najmniej zakurzony i zleżały ręcznik z szafy, po chwili w rozgrzewającej się łazience po szybkim użyciu miotły nie było aż tak źle...
Koło wanny powiesił wytrzepany szlafrok i ręcznik, oraz niezbyt lubiane, tak trywialne, ale jakże czasem przydatne kapcie.
Z lekkim uśmiechem wyjęła z szafki jeszcze jedną rzecz.
Drewniane, długie, wąskie pudełko, metalowy krążek z dziurkami i zapałki.
Po chwili, zanim zanurzyła się w gorącej wodzie powietrze w łazience zaczęła przesycać woń konwalii.
Pozwoliła mu się opleść, unieść...

Powietrze nagrzewa się szybko, coraz mocniej przesycone zapachami.
Dom, cichy, pusty i zimny, stopniowo znów napełnia się obecnością jego właścicielki, stopionej z nim niemal w jedno.
Ale mimo to, mimo znajomego wnętrza, sprzętów, zapachów, wciąż czegoś brak.
Kogoś.
Tyle czasu. czy jeszcze pamięta? Co myśli? Bo ile właściwie minęło czasu - pół roku, rok? Na pewno dużo.
Ależ oczywiście pewnie rozumie, dlaczego tak.
Ale przecież człowiek jest tylko człowiekiem, bez względu na przebudzoną Jaźń, świadomość, możliwości.
Powinien być.
Oby wciąż był...


Gdzie jesteś, Gabrielu?
Przez chwilę poczuła ukłucie smutku i strachu.
A co jeśli...?
Jeśli ten rok to było zbyt wiele dla niego?
Nie!
Odsunęła te myśli.
Uśmiechnęła się sama do siebie.
Nie Gabriel....
Skupiła swe myśli, uczucia na nim.
Chciała zrobić mu niespodziankę.
Pozwoliła by fala jej uczuć, tęsknoty, właśnie tej głębokiej tęsknoty za nim, ją wypełniła a potem wysłała ją w stronę płomyczka jego duszy.

Coś drgnęło, wyraźnie zaskoczone. Coś nieświadomego, głęboko ukrytego.
Jak człowiek, który nagle doświadcza niezrozumiałego, ale intensywnego doznania, przekształconego w mili sekundowe wspomnienie.
Świadoma część istnienia jest jednak głęboko skupiona na czymś, co nie pozwala jej dostrzec tego impulsu.
Zamknięta. Zatrzaśnięta na głucho. Nieprawdopodobnie skoncentrowana.

Poczuła szczypanie pod powiekami.
Przecież nie mogłaś oczekiwać, głupia, że ciągle będzie tylko czekał na twój znak.
Ma swoje życie, swoje obowiązki.
Zachowuj się jak ktoś poważny, a nie jak dziecko!
Beształa samą siebie w myślach.
Ale bolało i tak...

Powoli wyszła z stygnącej wody.
Nawet nie wiem, gdzie on jest.
Zimny dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie.
Gabrielu, gdzie jesteś?

Daleko. Bardzo daleko. Tutaj, z tej strony, ale daleko - pod każdym względem.
W końcu, czym jest fizyczna odległość dla kogoś, kto potrafi przekroczyć niedostrzegalne dla innych granice.
Ale przecież to, co było, było zbyt wiele warte, właściwie nierozerwalne - i to nawet nie tym razem, ale wcześniej, mimo tego strasznego przeznaczenia.
Zawsze Cię znajdę.
Zawsze, ale nie wszędzie.

Poczuł ciężkie, słone krople łez spływające w dół po twarzy.
Stała oszołomiona pośrodku łazienki, przygnieciona uczuciami.
Nagle poczuła się tak rozpaczliwie sama.
Jakby nikogo prócz niej nie było na całym świecie.

Nagle sobie przypomniała.
Bez słowa, mokra, naga wybiegła z łazienki i popędziła na górę.
Telefon...
Tak, będzie ciemny, będzie pusty, ale ładowarkę też ma...
Niecierpliwie wetknęła zasilacz do gniazdka, usiadła na zakurzonej podłodze wpatrując się w ekran aparatu.
Działaj!!
Zaklinała go w myślach.
Ekran zapłonął miłym błękitem, cicha melodyjka dała znać, że działa.
Drżącymi palcami wybrała numer Gabriela...

Z drugiej strony - cisza.
Martwy numer.
Nie tyle - niewłaściwy, co nieistniejący. Ale przecież, takie rzeczy się zdarzają.
Tak, oczywiście można to sobie tłumaczyć na różne sposoby - praca, dekonspiracja, i tak dalej...ale co z tego, skoro boli dokładnie tak samo?

Spokojnie, spokojnie...
Wyszukał w książce telefonu inny numer.
Ananke...
Cicho, w myślach modliła się, by ‘szefowa’ nie zmieniła numeru....

-Halo? Z tej strony Sol... Solstice. Czy rozmawiam z Anną?
- Owszem.
- To zabrzmiało jak - "wiem, z kim rozmawiam i tylko dlatego odbieram".
Poza tym - lekkim zaskoczeniem? Nieprawdopodobne.
- Ja...ja chciałam zapytać, czy wiesz może, gdzie jest Gabriel. Głos Sol zadrżał lekko.
- Nie jestem w stanie stwierdzić dokładnie. Pracuje obecnie na własną rękę.
No tak - to się nie zmieniła. Sucho i rzeczowo.
- Aha...a czy może masz z nim jakiś kontakt? Numer telefonu?
Czepiała się czegokolwiek, jakiegokolwiek tropu.
Znów cisza.
- Tak, ale nie mogę go pani podać. A na pewno nie teraz.
W powietrzu zawisło jakieś niewypowiedziane pytanie.
- To znaczy? Ja...ja muszę się z nim skontaktować....
I nie wiem od kogo innego mogłabym dostać jego namiary...
-Wiele się zmieniło, odkąd ostatnim razem nawiązała pani z nami kontakt.

Odrobinę nerwowy oddech? Nie, to pewnie złudzenie.
- Jestem odpowiedzialna za bezpieczeństwo wielu osób. Nie jestem pewna, czy mu pani obecnie nie zagraża.
- Proszę?
Była zupełnie wstrząśniętą tym co usłyszała
- Ja? Gabrielowi zagrażać...? Cóż takiego się stało, jeśli można zapytać, przez ten ...chyba rok, kiedy mnie nie było?

Głos nadal jest spokojny, ale gdzieś pod tą gładką powierzchnią szaleje burza.
Przecież ona wiedziała. Była świadkiem tego wszystkiego.
- Czas nas zmienia, mademoiselle. A pani nieobecność trwała nie rok, a niemal sześć lat.
-Cco? Ile? Sześć lat? Ale to...niemożliwe...ja...niemożliwe....

Głos uwiązł Sol w gardle
-Oddzwonię. - Trzask odkładanej słuchawki i charakterystyczny sygnał.
Nie była w stanie wyda z siebie dźwięku.
Siedziała jak zaklęta a podłodze wpatrując się niewidzącym wzrokiem przed siebie.
Dłoń w której trzymała telefon opadła jej bezwładnie na udo.
Telefon wyśliznął się z zdrętwiałych palców.
Trwała tak nie czując nic.
Tylko jakby w jej środku coś powoli umierało. Zostawiła go na sześć lat.
Bez znaku życia.
Bez niczego.
Ale jak...?

Tak, sześć lat. Ale co to jest sześć lat? Zależy, jak na to spojrzeć.
Przecież obiecał - poczekam. Zawsze znajdę. I co, nie dotrzymałby słowa?
Chociaż, sześć lat to czas, w którym wiele może się zdarzyć.
To, kim, czym byli, ujęte w całości, mogłoby nie dostrzec nawet tego czasu.
Ale ten ułamek życia, zamknięty w ludzkim ciele - kierowany ludzkim umysłem, owszem.
Ale przecież póki się istnieje, zawsze można coś zmienić.

Zacisnęła nagle mocno powieki i pięści.
Ból paznokci wbijających się w wnętrza dłoni wyrwał ja z stanu stagnacji w jaki popadła.
Wstała, podeszła do niskiego, szerokiego parapetu okiennego.
Pewnym ruchem otworzyła stojącą na niej skrzynkę.
Wyciągnęła świece, pięć niewielkich lnianych woreczków, kadzidło w proszku, małe metalowe miseczki.
W niewielkim, kamionkowym moździerzu zaczęła mieszać ze sobą pokruszone rośliny, płatki, fragmenty liści i korzeni z kadzidłem.
Rozsypała mieszankę do pięciu miseczek.
Odsunęła dywan z środka drewnianej podłogi.
Wypalony w drewnie krąg.
Krąg życia, krąg istnienia.
Rozstawiła na okręgu miseczki, świece.
Zapaliła je.
Powietrze znowu napełniło się zapachem.
Tym razem nie był to ciężki, uspokajający aromat, tylko zielony, mocny, pobudzający, nieco ostry zapach.
Usiadła pośrodku kręgu.
Zsunęła z środkowego palca lewej dłoni pierścień.
Pierścień z szmaragdem.
Pierścień od niego.
Skupiła się na nim.
Już nie uczucia, już nie tęsknota.
Myśl.

Zawsze Cię znajdę.
Zawszę będą.
Cokolwiek by się nie stało, zawsze będę obok.
Twoje życie, moim życie, spletliśmy je razem już na zawsze.
I jestem.


Zacisnęła prawą dłoń, już nie lekko, by tylko poczuć ból, by się otrzeźwić.
Z całych sił, czując jak w dół, na podłogę, w wypalenie kręgu zaczynają spływać krople jej życia, jej krew.

Przypomnij sobie moją twarz.
Kocham Cię
Zawsze Cię znajdę...



I wtedy przyszła myśl.
Nie, nadal nieświadoma - to za mało, by nawiązać aktywny kontakt, zwłaszcza, że znajomy cień po drugiej stronie usilnie stara się uniknąć tych myśli, z nią się wiążących.
Ale nie z gniewu, bynajmniej.
Ich podskórna warstwa, której - choć by się chciało, uciszyć nie sposób krzyczy teraz, krzyczy z całą mocą...
Ależ ja wiem, wiem, że Ty wrócisz.
My zawsze wracamy, do cholery...to, co robię, nie pozwala mi temu zaprzeczyć.
Ale ta wiara, to przekonanie - i pamięć nie zabiją tęsknoty.
Boli boli boli boliboliboliboliboli...wwiercająca się w umysł igła, nie pozwalająca skupić się, nie pozwalająca myśleć, ale im głębiej się wbija, tym bardziej on się stara.
Tym bardziej koncentruje się na tym, co robić musi.
Co go definiuje.
Czym się powoli staje.
Przecież tak ma być.
Ja poczekam.
Poczekam, aż tu wrócisz, Sol.
Tylko dlaczego to trwa tak długo?
Puste mieszkanie.
Puste łóżko.
Dlaczego tak długo?
Śmierć jest jak sen, tylko czasem udaje nam się otworzyć oczy. Chcę znów spać.

Ale jeszcze za wcześnie. Poczekam.

Cichy pokój
Puste łóżko.
Drewniana podłoga, na niej wypalony okrąg.
Nisko snujący się dym.
Drgające płomienie świec.
Prawie wszystko pokryte warstwą kurzu.
Pośrodku owego kręgu, zwinięta w embrionalny kłębek łkająca dziewczyna.
Tak, teraz już zupełnie wygląda jak dziecko.
Jak potwornie nieszczęśliwe, zupełnie zagubione dziecko.
Gabrielu dlaczego?
Wybacz mi, och wybacz mi...
Jak ja mogłam to tobie zrobić?
Gdybym tylko wiedział...
Czy będziesz umiał mi wybaczyć?
Ten ból, ta pustkę?
Gdzie jesteś? Gdzie mam cię szukać?

Och, nie odpowie, na pewno - skupiony na zabijaniu pamięci i jednoczesnym trzymaniu się jej.
Szaleństwo.
Jej sygnał uznał pewnie za wybryk nie utrzymanych w ryzach myśli.
Tak nie powinno być.
Pilnuj się. Ostrożność doprowadzona niemal do paranoi.
Ale tęsknoty nie jest w stanie zabić - do końca.
Przekleństwo tych, którzy wiedzą, że nigdy nie odchodzi się na zawsze.

Ciszę przerywaną łkaniem przecina ostry, świdrujący dźwięk telefonu.
Przenikliwy i jakoś straszny, bo osoba, która jest po drugiej stronie, może nieść bardzo różne wieści.
Jak oni wszyscy, dotrzymała słowa.

Chwiejnie, bardziej opierając się na łokciach i kolanach, niż idąc prawie upadła na podłogę koło telefonu.
Spojrzała na niego zarazem wrogim jak i błagalnym spojrzeniem.
Odebrała.
- Halo? Spytała schrypniętym, spłakanym, tak smutnym i zupełnie do siebie nie podobnym głosem, że aż sama się w pierwszej chwili nie poznała.

-Proszę mi wybaczyć poprzednia ostrożność. Zapewne rozumie pani jej przyczynę. Przesadnie uprzejmy, miękki głos, charakterystyczne, francuskie "r".
-Czy dobrze się pani czuje?
- Nie, nie czuje się dobrze, ale to w tej chwili nie ma większego znaczenia. ...
Czuła oschłość w swym głosie, ale to też nie było teraz ważne....
- Rozumiem. ... Ledwo słyszalne westchnienie.
- Gabriel czuje się dobrze, jeśli o to chce pani zapytać. Nie mogę jednak skontaktować go z panią bezpośrednio. Jego sytuacja zmieniła się nieco. Nie przebywa obecnie w Europie.
- A gdz...
zaschło jej w gardle.
-A gdzie aktualnie przebywa?
- Unité Fondation. Los Angeles. California. ...
- Ostatnie słowo wypowiedziała właściwie niepotrzebnie - ale w ten sposób objawiło się rosnące zdenerwowanie.
- Ja....dziękuję. Wiem, że proszę o bardzo dużo, ale gdzie dokładnie ta fundacja w Los Angeles się znajduje? ...
- Skontaktuję panią z jej członkinią. Nic więcej nie mogę zrobić. Musi pani zapamiętać numer. ...
- Odkaszlnęła.
- - Mam nadzieję, że wie pani, co robi? ... - Zdenerwowanie osiągnęło apogeum.
- Tak, wiem. Bardzo dziękuję. Ale ja muzę się z nim spotkać. Wiem co on czuje...ja...boje się, ale...nie mogę przecież inaczej. Chyba by mi serce pękło z bólu. ...
Kobieta po drugiej stronie przestrzeni milczy przez chwilę. Potem trzy razy powtarza kilka cyfr. Znów moment milczenia.
- Powodzenia. - Mówi w końcu, nieco ciszej.
-Dziękuję...Sol powoli odsunęła słuchawkę sprzed ucha. Popatrzyła na cyfry wypisane palcem w kurzu zalęgającym podłogę.
Wpisała je do telefonu.

Następnie wybrała kolejny numer.
Po pięciu minutach miała już zarezerwowany bilet lotniczy relacji Trondheim- Los Angeles.
Wyłączyła niepotrzebne myśli i skupiła się na swoim wnętrzu.
Ból ciągle trwał, ale odsuwała go od siebie.

Wybrała co z ubrań nadaje się do zabrania po ówczesnym wyczyszczeniu.
Z jej ilością czasu- nie wiele.
Na szczęście skrzypce całe i zdrowe.
Spakowała tą niewielką ilość rzeczy jaka zdecydowała się wziąć ze sobą.
Na szczęście nie zapomniała szału zakupowego jaki ogarnął ja i Gabriela właśnie na lotnisku w Trondheim...
Tak, dla tych wspomnień tam wróci...

I dla ich czasu, który jeszcze nie minął....

I tylko usta Sol ciągle szeptem, lub bezdźwięcznie powtarzały słowa piosenki.
Tej jednej.

I'll see you in my dreams,
Hold you in my dreams.
Someone took you out of my arms,
Still I feel the thrill of your charms.

Lips that once were mine,
Tender eyes that shine,
They will light my way tonight,
I'll see you in my dreams.

Autor artykułu
Lhianann's Avatar
Zarejestrowany: Mar 2006
Miasto: Bydgoszcz
Posty: 1 449
Reputacja: 446
Lhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetnyLhianann jest po prostu świetny

Oceny użytkowników
Język
90%90%90%
4.5
Spójność
90%90%90%
4.5
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 2, średnia: 87%

Narzędzia artykułu

  #1  
homeosapiens on 30-06-2007, 05:49
Lubie taki styl - nie ma piątki tylko przez błędy interpunkcyjne. Ciekawe. Przydatność nie na 5? Żebyś w samozachwyt nie wpadła + nie lubię super ocen wstawiać + w sumie przydatne to to nie jest(jakoś specjalnie).
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Mazurecki on 01-07-2007, 00:51
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:87%
Podoba mi się styl, orty po chwili przestają się rzucać w oczy, przydatność... Hmmm.
Ogólnie bardzo ładne, i jeszcze o miłości... Cud, miód.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 05:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164