Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Vampire cz. 2<!-- google_ad_section_end -->
Vampire cz. 2
Autor artykułu: Redone
20-07-2007
Vampire cz. 2

Część druga.

Nadal nie mógł uwierzyć, że był tak głupi! Myślał, że jest jedynym wampirem w okolicy a tak naprawdę było ich więcej niż się spodziewał. Gdy Vanguard mówił mu, że wyruszą na przygodę, nie przypuszczał by ta przygoda mogła być ciekawa lub by mogła ułatwić jego życie, ale tak właśnie się stało. Chłopak siedział właśnie w barze o wdzięcznej nazwie „Krwawa róża” i wraz ze swoim nowym mentorem podziwiał taniec młodych wampirzyc, które dosłownie szalały na parkiecie.


„Różyczka”, jak nazywały owy bar inne wampiry, okazała się być miejscem odwiedzanym prawie wyłącznie przez wampiry. W każdym razie trzeba było być wampirem lub przyjść z nim by dostać się do środka. Kerstal w najśmielszych marzeniach nie wyobrażał sobie, że jeszcze kiedyś będzie się czuł tak szczęśliwy. Podobało mu się w tym barze. Ciemnobrązowe obicia kanap i foteli oraz ciężkie, bordowe kotary na oknach dodawały temu miejscu swoistego uroku i tajemniczości. I ta dziewczyna… Nie schodziła z parkietu już od godziny, poddawała się dźwiękom muzyki jak stanowczym dłoniom kochanka. A z jej twarzy nie schodził figlarny uśmiech.


Dziewczyna chyba zauważyła, że się jej przygląda bo w końcu przestała pląsać i podeszła do jego stolika. Im bardziej się zbliżała tym większe wrażenie na nim wywierała. Nawet jej sposób chodzenia wydawał się Kerstalowi wspaniały. Chociaż podchodząc uśmiechała się do niego, będąc już przy stoliku zwróciła się do Vanguarda i podarowała mu gorący pocałunek. Młody w tym momencie był prawie tak zdezorientowany, jak gdy obudził się zaraz po przemianie.
- Vanguard, dobrze cię znowu widzieć stary draniu – powiedziała dziewczyna dając się objąć w pasie. Usiadła koło niego i spojrzała na Kerstala. – Czyżby to był twój nowy pupilek? Wygląda jak zagubione dziecko ale w jego oczach widzę niespożyty żar.


- Tak, można powiedzieć, że jestem tu nowy, jeśli to miałaś na myśli – odpowiedział ciemnowłosej. – Jestem Kerstal, a ty?
- Lorena.
- Ciekawe imię. Czemu wszystkie wampiry nazywają się tak dziwnie, a nie na przykład Paweł czy Marek jak normalni ludzie?
- A czy my kotku jesteśmy normalnymi ludźmi? – odpowiedziała dziewczyna z kpiącym uśmiechem. – Zresztą chyba o wiele lepiej pasuje do mnie imię Lorena niż chociażby Maryśka.


Kerstal doszedł do wniosku, że lepiej siedzieć cicho kiedy ta dziewczyna jest w pobliżu. Chociaż przedtem chciał podejść do niej i porozmawiać teraz marzył o tym by sobie poszła i najlepiej nie wracała. Trzeba jednak jej przyznać, że ciało ma niesamowite, i nawet ten kpiący uśmieszek jest ładny. A zdecydowanie pasuje do jej charakteru, pomyślał.


Po chwili miał dość patrzenia na tę parkę. Coś do siebie szeptali, pewnie jakieś czułe słówka bo oboje mieli zadowolone miny. Widać Lorena gustuje w bardziej dojrzałych mężczyznach. Ale chwileczkę, przecież wampiry nie zwracają uwagi na takie rzeczy jak wiek. Więc pewnie Vanguard jest po prostu niezwykle interesujący. Tak czy owak czuł, że trochę im przeszkadza, postanowił więc usiąść przy barze i dać im odrobinę prywatności.


Właśnie podnosił się z kanapy, gdy jego ciało przeszył ból. Nie był to ból silny, ani długotrwały, nie potrafił też go dokładnie zlokalizować. Jakby ktoś przestrzelił jego ciało tysiącami igiełek. Spojrzał na inne wampiry oczekując pomocy, ale wtedy zauważył, że kilku innym osobom również towarzyszy grymas bólu na twarzy, a wśród nich była też Lorena. Vanguard za to siedział zupełnie spokojnie, objął tylko mocniej dziewczynę pocieszając ją, że to wszystko zaraz przejdzie. I dokładnie tak się stało, ból zniknął równie nagle jak się pojawił, pozostała tylko gorycz w ustach i uczucie totalnego przygnębienia, bezkresnego smutku i niewypowiedzianego żalu.


- Czy ktoś mi może wyjaśnić, co się właśnie stało?
- Wygląda na to, że już nie policzę się z Dewoq’em bo właśnie spotkała go śmierć. – Odpowiedział Vanguard. Widząc jednak, że chłopak nie za bardzo rozumie, kontynuował swoją wypowiedź. – Widzisz, każdy wampir jest związany ze swoim mentorem. Tak jak ludzki bliźniak potrafią czasem odczuć co czuje drugi bliźniak, tak samo bywa czasem z wampirem i jego mentorem. Jest to jednak bardzo rzadki przypadek. Za to każdy wampir czuje, gdy umiera jego mentor. Ja już przez to przeszedłem, uwierzcie mi, to uczucie smutku minie bardzo szybko.


Rzeczywiście chłopak z każdą chwilą czuł się trochę lepiej. Lorena jednak nadal nie wyglądała dobrze, wtuliła się mocno w Vanguarda i łkała cichutko. Zdziwiło to młodego, bo on sam czuł się prawie świetnie, a ona nadal kurczowo trzymała się ramienia swojego towarzysza. W każdym razie wie już kto przemienił dziewczynę.


- Czy w świecie wampirów istnieje coś takiego jak rodzina? To znaczy skoro ja i Lorena zostaliśmy przemienieni przez tą samą osobę to jesteśmy jakby rodzeństwem?


- Ależ skąd – roześmiał się jego nowy mentor. – Wampiry nie mają rodziny, jesteśmy raczej samotnikami. Każdy ma swoje miejsce i swoje sprawy, tworzymy jako takie społeczeństwo ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że jakiś wampir jest rodziną drugiego wampira.


Młody chętnie dalej drążyłby temat, szczególnie ciekawy był czy wampiry zdolne są do reprodukcji, jednak obecność Loreny peszyła go, tym bardziej, że właśnie otarła łzy i wyprostowała się na swoim siedzeniu.


- Vanguard, zostań dzisiaj przy mnie. Najwyższa pora trochę się przespać, przyda mi się taki pocieszyciel jak ty. – Poprosiła dziewczyna.


- Oczywiście moja droga, dla ciebie wszystko – wampir pocałował Lorenę i objął ją. Po chwili jednak oderwał się od niej i zwrócił się do Kerstala. – Załatwiłem pokój dla ciebie, numer 3, możesz tam na razie mieszkać. Od dzisiaj ten bar jest twoim nowym domem. Zobaczymy się jutro, a teraz wybacz, obowiązki wzywają.


Vanguard i Lorena podnieśli się od stolika i skierowali do wyjścia, pozostawiając chłopaka zupełnie zdezorientowanego. Kerstal rozejrzał się po barze. Wszelki oznaki odczuwanego niedawno przez kilka osób bólu teraz zupełnie zniknęły. Wampiry dalej tańczyły, śmiały się i dyskutowały.


Kerstal miał jeszcze tak wiele pytań, tymczasem Vanguard zostawił go jak gdyby nigdy nic. Chłopak postanowił więc porozmawiać z innymi wampirami, w końcu jest jednym z nich. Wstał i skierował się do pobliskiego stolika gdzie siedzieli dwaj chłopacy wyglądający jakby byli mniej więcej w jego wieku.


- Cześć, mogę się przysiąść? - spytał.
- W sumie wolelibyśmy żeby przysiadła się jakaś laska, ale dziś się na to nie zanosi, więc siadaj – odpowiedział jeden z nich.


Nie ma to jak dobre powitanie. Młody wampir przysiadł się do stolika i przy okazji przyjrzał się dokładniej swoim nowym towarzyszom. Tak jak w jego przypadku, mieli charakterystyczne, wampirze kły. Ten który się do niego odezwał to wysoki blondyn o szarych oczach i zadziornym uśmiechu. Przedstawił się jako Petrus. Drugi, Tarnel, jest niższy i ma ciemne oczy ale także jest blondynem. Kerstal zauważył, że wszystkie wampiry są smukłe i trochę blade. I w sumie nic w tym dziwnego. Dla zwykłych ludzi powinni wydawać się raczej atrakcyjni.


Kerstal miał wiele pytań, ale nie chciał sie po prostu ośmieszyć przy nowych znajomych, zastanawiał się więc o co spytać by było to w miarę normalne pytanie. Vanguard wyjaśnił mu już, że podczas posilania się wcale nie trzeba zabijać swojej ofiary ponieważ przez to nie stanie się ona wampirem. Aby przemienić człowieka trzeba dać mu trochę wampirzej krwi. To ona jest kluczem. Dzięki tej krwi wampiry tak szybko się regenerują, rany zasklepiają się a zmęczenie mija jak ręką odjął. Ludzka krew jet dobra do posilania się, ale aby wampir szybko się wyleczył potrzebuje krwi swojego pobratymca.


To odrażające, co robiłem, pomyślał Kerstal. I trudno mu się dziwić. Zabijał niewinnych ludzi, tymczasem wcale nie było to konieczne. Kto wie ile jeszcze istnień ludzkich pozbawiłby życia gdyby w końcu nie pojawił się u niego Vanguard. A teraz siedzi tu, w barze, otoczony innymi podobnymi sobie. Bezpieczny, trochę oszołomiony, ale szczęśliwy. Ponownie jego życie zmieniło się w kilka chwil.


- No więc, może opowiecie mi trochę o byciu wampirem? Można powiedzieć, że ma spore zaległości.


- Od czego by tu zacząć – powiedział Tarnel. - Przede wszystkim, bycie wampirem to fajna sprawa. Jak już pewnie zauważyłeś posiada się lepsze fizyczne predyspozycje. Społeczeństwo wampirów jest dość luźne, że tak to nazwę. Nie znajdziesz wśród nas fanatyków religijnych, nie wierzymy w żadnego boga, bo czy mieścimy się w jakimś kanonie religijnym? Boga po prostu nie ma. Nie możemy się także podporządkować prawom ludzkim, bo te zabrania krzywdzenia ludzi, a myślę że wypijanie ludzkiej krwi właśnie podpada pod takie krzywdzenie. Ludzie powiedzieli by pewnie, że żyjemy amoralnie, ale cóż, taki już nasz los. Możemy co noc zmieniać partnerów bo przecież nie grozi nam choroba weneryczna, nie musimy się też obawiać, że zostaniemy tatusiami.


Chłopacy zaśmiali się równocześnie. Tarsen właśnie udzielił mu odpowiedzi na pytanie, które zadawał sobie już dzisiaj. Czyli wampiry nie mogą mieć dzieci. Dobrze wiedzieć.


- A jak zarabiacie pieniądze? Bo jednak trzeba czasem kupić coś do ubrania i tym podobne.


- A to różnie – odpowiedział Petrus. - Niektórzy znaleźli sobie normalną pracę, ale oczywiście na nocną zamianę. Da się tak zarobić pare groszy. My osobiście wolimy inny sposób. Jesteśmy podłączeni do policyjnego radia. Słuchamy od czasu do czasu różnych doniesień. Kierujemy się w wybrane miejsce, spuszczamy łomot panom przestępcom i zabieramy dla siebie ich pieniądze. Są też tacy, którzy lubią łamać prawo, czuja się bezkarni. Wtedy okradają sobie od czasu do czasu jakiś sklep. Jak widzisz, jest kilka możliwości. Jak chcesz możesz dołączyć do naszej dwójki, zawsze przyda się pomocna dłoń.


- Serio? Dzięki. To chyba nawet dobry pomysł. Przychodzicie tu często? - spytał Kerstal.
- Pewnie brachu, jesteśmy tu co noc. Najbliższy wypad zrobimy za jakieś dwa dni, damy ci znać.
- Ok. Dzięki za informacje. Będę się zbierał.


Kerstal wstał od stolika i skierował się do swojego pokoju. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, to że nie posiadał on okien. Łóżko, szafka, stolik i dwa krzesła. To i tak więcej niż miał do tej pory. Chłopak czuł się odurzony i przytłoczony nową sytuacją. Wygląda na to, że znajdzie sobie miejsce w tym nowym świecie. Rzucił się na łóżko i pogrążył się we śnie bez snów.


Koniec części drugiej.
Autor artykułu
Redone's Avatar
Lady Redone
Zarejestrowany: Jun 2005
Miasto: Grudziądz
Posty: 3 182
Reputacja: 273
Redone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skałRedone jest jak klejnot wśród skał

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164