Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->[Wampir: Maskarada]Dym i lustra. Część 2: Stara Opera<!-- google_ad_section_end -->
[Wampir: Maskarada]Dym i lustra. Część 2: Stara Opera
Autor artykułu: Mira
19-08-2007
[Wampir: Maskarada]Dym i lustra. Część 2: Stara Opera

Budynek Opery Narodowej już od kilkunastu lat zamknięty był z powodu remontu. Paradoksalnie w tym czasie zdążono wybudować jeszcze większą i bardziej wystawną – Wielką Operę. Spragnieni wysokiej rozrywki inteligenci przenieśli się zatem do nowego budynku położonego w centrum miasta, zapominając o starej ruderze. Już tylko od czasu do czasu jakiś staruszek wyrażał oburzenie z powodu ciągłego remontu, lecz pytania do władz o tą sprawę zawsze spotykały się z jedną odpowiedzią: „Inwestor nie ma na razie pieniędzy, ale już niedługo prace ruszą”. To była typowa odpowiedź urzędników, które sami nie wiedzieli, co dzieje się w starym budynku... no może poza kilkoma osobami, ale te zazwyczaj pracowały w zaciszu własnego domu…w nocy.

Tymczasem hol dawnej opery budził zachwyt i nic nie wskazywało na to, że wymaga on odnowy. Zarówno ściany, jak i posadzka urozmaicone zostały niewielkimi lustrami w kształcie rombów, które to odbijały blask kryształowych żyrandoli, tworząc tym samym niesamowitą grę świateł i odbić, wobec której zatracało się orientację w wielkości pomieszczenia. Jedynymi punktami odniesienia były tu wielkie dębowe drzwi prowadzące na zewnątrz budynku oraz schody po przeciwległej stronie. Właśnie czyjś zegarek zakomunikował godzinę 2.00 w nocy. Garstka ludzi, których ubrania wskazywały na to, iż pochodzą z każdej możliwej niszy społecznej, przybliżyła się do schodów. Dwóch rosłych strażników odsunęło się, aby umożliwić zebranym wejście na piętro. Tu urządzony z przepychem salon wyposażony w wielkie skórzane fotele sam zdawał się zapraszać na chwile wytchnienia. Zebrani ludzie szli jednak dalej do kolejnych drzwi, przy których znów stali dwaj strażnicy. Ci również posunęli się, umożliwiając wejście.

Oto milcząca grupa dotarła w końcu do sali koncertowej. Ta wyglądała raczej typowo – ciemna i wyposażona w rzędy rozkładanych fotelików… Niemniej nic tu nie wskazywało na to, żeby remont był potrzebny. Sala wyróżniała się jedynie brakiem instrumentów, zamiast których na scenie stało pięć krzeseł, gdzie to stojące na środku sprawiało wrażenie większego od pozostałych i bardziej zdobionego.

Goście rozproszyli się po widowni. Jedni zajęli miejsca blisko sceny, inni wyraźnie szukali samotności, zajmując te dalsze i bardziej zaciemnione. Było ich zaledwie dziewięciu: 6 kobiet i 3 mężczyzn.

Piękna kobieta ubrana w czerwoną suknię wieczorową bez pleców szła środkiem sali, zmierzając pełnym powabu krokiem na scenę. Za nią podążał ubrany w garnitur, chudy i wyraźnie starzejący się mężczyzna. Strapiona mina tylko dodawała mu wieku.
Piękność usiadła z gracją na krześle stojącym po lewej stronie tego największego. Mężczyzna zajął miejsce obok niej, mimo że cała jego postawa wyraźnie mówiła, iż nie jest on kontent z towarzystwa.
- Księżna była wściekła Malcolmie.
Pomimo ostentacyjnego odwrócenia się, kobieta zagadnęła do swego sąsiada. Na jej wargach igrał złośliwy uśmiech.
- Dziękuję Ci Lukretio, że mnie o tym poinformowałaś. – odpowiedział jej rozmówca pełnym zniechęcenia głosem.
- Ależ proszę bardzo mój drogi i nie rób takiej miny, powinieneś się cieszyć, że ktoś informuje cię o nastrojach Księżnej, której coraz bardziej jesteś niemiły. Zauważyłeś, że wpuszcza cię do siebie na pokoje tylko wtedy, gdy jest to konieczne?
- Posłuchaj kochana, - mężczyzna uśmiechnął się teraz równie drapieżnie – towarzystwo Księżnej jest mi równie niemiłe, co jej moje, więc mnie ten stan bynajmniej nie smuci. Rozumiem jednak, że dla takiej słodkiej przyssawki jak ty, kara ta zdaje się być gorsza od kąpieli słonecznej.
- Zważ na słowa Malcolmie! Wiem coś, co może ci się przydać i... powiem, jeśli ładnie mnie poprosisz.
- Nie licz na to. – uciął krótko mężczyzna na powrót przyjmując znudzoną minę.
- Wy Brujahy za nic macie sobie grę towarzyską! Dobrze, powiem ci, bo chcę, żeby ogarnął cię strach... – Lukretia zrobiła dramatyczną pauzę.
- Wątpię, by tak się stało. Również mam swoich informatorów kochana.
- Tego parchatego Nosferatu? Może on i potrafi świetnie podsłuchiwać i podglądać, ale czy wie, że w liście do księcia Sztokholmu Księżna zwróciła się z prośbą o wsparcie, by ten pomógł jej uporać się z problemem Sabatu.
- Bzdura! – mężczyzna podniósł głos, a zgromadzeni przy scenie podnieśli ciekawie oczy. Napotkawszy jednak jego wściekły wzrok szybko wrócili do własnych rozmów. Malcolm chrząknął, po czym rzekł już spokojnie:
- Przecież w naszym mieście nie ma takiego problemu.
- No a Horatio? Myślisz, że przemienił te szczeniaki bez wiedzy księżnej, bo nagle mu się zachciało zostać tatuśkiem?!
- Horatio zawsze był szalony....
- Malkavianie są z natury szaleni, a jednak nie robią takich numerów. Zresztą cicho. Widzę Mateusza i Ulva... Mój Boże czy ta kreatura nie może coś z sobą zrobić? Aż dziw, że brodawki nie zasłaniają mu oczu.

Faktycznie zza kurtyny, z lewej strony weszli dwaj mężczyźni. Pierwszy z nich był typem dobrze ubranego młodego biznesmena, drugi zaś... z trudem przypominał człowieka. Jego chude, powykręcane ciało oraz skóra, pokryta przeróżnej konsystencji bąblami, naroślami i zgrubieniami, sugerowały raczej, iż jest on nieudanym eksperymentem szalonego naukowca. Niemniej było to tylko skojarzenie. Tak naprawdę Ulv dawno, dawno temu był człowiekiem. Klątwa brzydoty spadła na niego wraz z dziedzictwem wampirzego rodu Nosferatu, którzy to zamiast kryć bestię w sercu, mieli swe piętno wypisane na twarzy i ciele. Przerażający wygląd Nosferatu budził obrzydzenie i przestrach u przedstawicieli innych klanów, którzy najchętniej odcinają się od ludzi-bestii lub też są wobec nich wrodzy. Niemniej jednak klan ten znalazł wśród ludzi nocy również popleczników. Nosferatu okazują się bowiem bardzo przydatni, jeśli chodzi o wywiad. Ich wrodzone umiejętności nie zwracania na siebie uwagi lub tez – wręcz – zmiany wyglądu oraz ogromna percepcja zapewniają im miejsce w wampirzej społeczności, klasyfikując jako speców od zdobywania informacji.

- A gdzie Księżna? – spytała słodko Lukretia, gdy obaj panowie zajmowali miejsca obok. Teraz już tylko środkowy fotel pozostawał wolny.
- Wysłuchuje raportu. – rzekł krótko Mateusz.
- My też byśmy chętnie posłuchali, co też nasz Horatio zmalował, nieprawdaż Malcolmie?
- I tak się dowiemy. Czy któreś z dzieci przeżyło?
- Tak – odezwał się Ulv głosem przypominającym nienaoliwione drzwi. Na samo jego brzmienie Lukretia skrzywiła się. – Jest dziewczyna, podobno dobrze wyrokująca...
- Wierzysz w to? – spytał ostro Mateusz. – Brujahy jak zwykle koloryzują, żeby tylko nie zmniejszyć swej liczebności.
- Wiem to od Łowcy. Na własne oczy widział jak szczenię odepchnęło Balbusa tak, że ten uderzył w ścianę.
- Już to widzę. – Lukretia parsknęła śmiechem. – Zapewne nasz poczciwy Balbus wpił się w jakiegoś ćpuna czy inną kanalię i po prostu nim zarzuciło. Ha ha ha, a to historia!
- Lepsza niż przemiana kurtyzany i zrobienie z niej artystki. – rzekł Ulv. Pozostali dwaj mężczyźni nawet nie starali się ukryć chichotu.
- Coś Ty powiedział Ścierwojaa...?!
- SPOKÓJ!- krzyknął nagle wąsaty mężczyzna stojący na scenie nieopodal prawej kurtyny. – Księżna idzie!

Po tych słowach zza zasłony wyszła drobnej budowy nastolatka, która zdawała się nie przeżyć jeszcze szesnastu wiosen. Uśmiechnęła się do zgromadzonych, lecz nie był to delikatny uśmiech dorastającej dziewczyny. Twarz Księżnej bowiem, mimo urody i wieku, przywodziła na myśl skamielinę. Rysy twarzy zastygły w wyuczonym wyrazie obojętności, a zimne niebieskie oczy zdawały się wypatrywać podstępu lub zdrady.
Młoda kobieta z wdziękiem zasiadła na tronie, rozglądając się uważnie i lustrując każdą twarz po kilka sekund.
- Moim mili, – przemówiła cienkim, lecz mocnym głosem. Wielu było takich, którzy bali się bardziej owego sopranu niż najgłębszego barytonu. – zebrałam was tutaj, aby przekazać wam ostrzeżenie: Strzeżcie się zdrajców! Strzeżcie się, bo los, jaki ich spotyka, z pewnością nie jest chlubny. Nie będę się rozwodzić nad tym, co się stało z Horatio, plotki zapewne już do was dotarły. Ten wampir miał czelność zignorować nasze prawa, przemieniając ludzi bez mojej wiedzy, aby służyli jego celom. Po co to zrobił? Nie wiem i oczekuję, że głowa klanu Brujah naświetli mi jeszcze dziś powody takiego zachowania.
Malcolm zacisnął wargi i spuścił oczy, jakby przygnieciony ciężarem spojrzenia wyraźnie niezadowolonej dziewczyny, którą nazywali Księżną.
- Niemniej bez względu na tłumaczenie, – kontynuowała – wezwałam już kompetentnych Kainitów spoza miasta, aby zbadali czy ze sprawą tą nie był zawiązany Sabat i co za tym idzie – czy aby na pewno jest to przypadek jednostkowy.

Teatralna pauza umożliwiła zebranym na wymianę informacji szeptem, z którego dało się wyłowić oznaki zaniepokojenia.
- Księżno, - odezwał się elegancki mężczyzna w białym surducie – czy to nie przesada? To przecież tylko jeden wypadek.
- Nie lękaj się Lexusie. – głos młodej kobiety zabrzmiał teraz dużo milej – To nie Archontów wezwałam. Są to po prostu wampiry polecone mi przez Radnego Ventrue. Ci Kainici ponoć specjalizują się w śledztwie i mają spore rezultaty na kącie. Wracając jednak do sprawy Horatio… Został on wyklęty z naszej społeczności, a zatem jego prochy trafią zwyczaj do rzeki. Bez obrządku i bez łez, zrozumiano?
Wszyscy prócz Malcolma przytaknęli głowami. To jednak nie uszło uwadze Księżnej.
- Powtarzam pytanie: czy wszyscy zrozumieli? – rzekła, twardo wymawiając słowa. Tego nie można było zignorować, Brujah pochylił głowę na znak aprobaty.
- Dobrze, zatem ostatnia sprawa dzisiejszego wieczora. Jak wiecie tradycja nakazuje, aby miejsce zmarłego zajął młody Kainita. Nowy członek społeczności powinien zostać wybrany przeze mnie i w terminie 7 dni od przemiany wykonać zlecone zadanie. Jeśli przetrwa i ukończy misję, zostanie przyjęty do naszej społeczności, jeśli nie… wybrany zostanie następny kandydat. Ponieważ Horatio zostawił nam całkiem pokaźny zestaw młodych nie zamierzam wyznaczać odpowiedzialnego za przemianę. Wprowadzić ta wybraną!

Zza kurtyny wyszedł wysoki blondyn w czarnym stroju. Przed sobą prowadził dziewczynę w czarnej, potarganej sukience. Jej włosy zwisały w pozlepianych krwią strąkach, a nieprzytomny wzrok wpatrywał się w podłogę. Nie było więzów, które by ją krępowały. Mimo to jak zaczarowana słuchała rozkazów swego strażnika, który kazał jej stanąć na podeście obok foteli.
- Oto szczenię Brujah. – znów odezwała się Księżna, z wyraźną radością prezentując żałosną istotę akurat jako przedstawicielkę tegoż klanu. - Zrodzona została z przekleństwa i plugastwa, lecz nie jej to wina. Ja, Księżna Oslo, postanowiłam dać jej szansę. Nocy dzisiejszej niech wszyscy zgromadzeni dowiedzą się, iż oto narodziła się nowa krewniaczka - wierna swej Księżnej i ideałom Camarilli. Niech ojciec klanu Brujah wyznaczy opiekuna.

Malcolm uniósł się ze swego miejsca. Patrzył chwilę na nieszczęsną dziewczynę, która, choć nieświadoma tego, doskonale przedstawiała sytuację ich niegdyś dumnego rodu.
- Ja będę jej opiekunem. – rzekł mężczyzna z mocą w głosie. Zdziwienie malujące się przez ułamek sekundy na twarzy Księżnej była jego małym zwycięstwem.
- Dobrze zatem. – powiedziała po chwili zupełnie obojętnie – Dziś zajmij się swym... dzieckiem. Z wyjaśnieniami możesz poczekać do jutra, wtedy to dowiesz się, jakie zadanie wyznaczyłam dziewczynie. To wszystko na dziś. Pamiętajcie potomkowie Kaina, zdrajcy mogą być wśród nas! Bądźcie czujni... i wierni.
Autor artykułu
Mira's Avatar
Zarejestrowany: Jan 2007
Miasto: z piekła rodem
Posty: 5 504
Reputacja: 7270
Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację

Oceny użytkowników
Język
90%90%90%
4.5
Spójność
90%90%90%
4.5
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 2, średnia: 87%

Narzędzia artykułu

  #1  
Skin_Poznań on 21-08-2007, 02:41
W porównaniu z częścią I jest różnica jest jak między niebem, a ziemią.
Cały czas jednak widzę(może tylko ja :P ) dość sztampowe podejście oraz dość przewidywalny ciąg dalszy w opowiadaniu. A kończąc już marudzenie grzyba to podoba mi się.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Mira on 21-08-2007, 02:51
Opowiadanie jest napisane również pod kątem osób, które z WoDem styczności nie miały, stąd pewne utarte fragmenty i wyjaśnienia. Poza tym to ciągle jest wprowadzenie do mojego świata - im dalej, tym mniej będzie sztampy.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 07:34.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164