Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Afirmacja - Walcząc ze Śmiercią część pierwsza<!-- google_ad_section_end -->
Afirmacja - Walcząc ze Śmiercią część pierwsza
Autor artykułu: AC.
15-09-2007
Afirmacja - Walcząc ze Śmiercią część pierwsza

Uczucie zdezorientowania, głębokie zastanowienie co się stało, kim, kiedy i gdzie jest. Miał wizję własnej śmierci. Bardzo dziwne uczucie. Grefin napełnił powoli i starannie swoją szklaną, zieloną fajkę specjalnym ziołem Hospitiusów i włożył końcówkę do ust. Rozpalił zapałką substancję i mocno pociągnął. Dym szybko wdarł wdarł się do jego płuc. Cała esencja niezwykłej mieszanki dotarła szybko do mózgu. Młody mężczyzna niezwykle długo trzymał opary w sobie, ale wreszcie z kaszlem wypuścił z siebie "truciznę" (jak niektórzy to nazywali). Kilkakrotnie powtórzył tą czynność aż poczuł, że jego umysł odlatuje do góry. Jego ciało powoli przestawało istnieć - stawał się czystym duchem. Odłożył fajkę na bok i wytężył wzrok, aby dokładnie przyjrzeć się zadymionemu pomieszczeniu, w którym właśnie przebywał. Siedział na starej drewnianej ławce, w której chyba zagnieździł się jakiś robaczek, w koło tego niezwykle niewygodnego siedziska było mnóstwo rozrzuconych otwartych puszek i kilka pustych butelek, po zapachu można wywnioskować, że był w nich trunek nazywany pospolicie "siarą" oraz kilka łusek po nabojach. Brak okna, wilgoć i zimno wskazywały, że jest to jakaś piwnica lub schron. W rzeczywistości było to jedno z pomieszczeń mieszkalnych zbudowanych specjalnie dla plebsu w miejskich kanałach. Prawdopodobnie podobnych pomieszczeń w całym mieście były tysiące. Teraz w czasie wojny wiele z nich opustoszało - większość mieszkańców została zabrana na wojnę i teraz pewnie ich zwłoki gniją gdzieś na ziemi niczyjej.
Grefin miał na sobie zniszczony, niebieski mundur północnej armii Afirmacji i zużyte sportowe buty Paris. Po prawej stronie, do jego pasa, była przymocowana kabura z rewolwerem. O drewnianą ławkę była oparta strzelba półautomatyczna z prawie pełnym magazynkiem. Jedynym źródłem światła w tym ciemnym pomieszczeniu był kaganek z Kryształem.. Drzwi na prawo, od jeszcze trochę kaszlącej postaci, były drewniane i okute, młody żołnierz zamknął je od środka zardzewiałą zasuwą. Zapewne kilka silniejszych uderzeń, a nie tylko zamek a i całe drzwi rozpadłyby się w drzazgi. Wilgoć była tu bardzo silna, powietrze było ciężkie i aż „lepkie”, może i trochę dawało się we znaki, ale żołnierzowi już wcale nie przeszkadzał klimat tego miejsca. Grefin teraz kompletnie naćpany śmiał się sam z siebie, a w jego umyśle kołatały się przerażające wspomnienia z niedawnych wydarzeń. Tydzień wcześniej uczestniczył w kolejnej przegranej ofensywie na miasto Gabriell. Kwadryci użyli nowej przerażającej broni - iluzji. Straszne zmary i koszmary pojawiły się dosłownie znikąd. Każdy żołnierz Afirmacji miał je 2 metry przed sobą. Zanim ktokolwiek się zorientował o co tak naprawdę chodzi, armia zaczęła strzelać, po kilku sekundach okazało się, że sami siebie zdziesiątkowali. Artyleria wroga dopełniła klęski. Grefin cudem uniknął tam śmierci, po powrocie do okopów powiedział sobie, że pieprzy tą całą wojnę i przy najbliższej okazji wycofał się. Jeszcze tej samej nocy zakradł się do ciężarówki wożącej amunicję artyleryjską i schował się na pace. Przez kolejne trzy dni, zupełnie nie przebierając się ani nie kryjąc, przeszedł do miasta po drodze zahaczając o jedną dość przyjazną wioskę. Będąc już w miejskiej dżungli szybko trafił do kanałów gdzie zamierzał przenocować. Traf chciał, że napadło na niego trzech półorkowych osiłków. Chcieli wszystko, a dostali jedynie jedną serię ze strzelby półautomatycznej, która dosłownie przecięła ich na pół. Zgniło zielona krew spływała jeszcze do szamba, gdy Grefin obrabował zwłoki. Znalazł zioło Hospitiusów, które właśnie wypalił, trochę Czerwonych Monet i trzy noże - ścierwa ogółem były biedne. I jak to półorki przeraźliwie paskudni - tak za życia jak i po śmierci. Zanim przybiegli gapie, żołnierz uciekł. Skręcał wiele razy, aż trafił do pomieszczenia, w którym teraz przebywał. Zjadł ostatnią rację i zapalił swoją fajkę... wspomnienia zaczęły mieszać się z teraźniejszością. Zaczął myśleć o istocie pamięci, ale dość szybko przyszła fala Jazdy. Czas się zatrzymał, a jego umysł przeniósł go do Nadświata.

Grefin powoli otworzył oczy. Znajdował się teraz w kolorowej wiosce stworzonej jakby się mogło zdawać wyłącznie z cukierków i słodkości. Wszystko było niezwykle oświetlone "miłośnikowymi" kolorami - różem i błękitem. Żołnierz Afirmacji od dawna nie widział słodyczy, więc szybko urwał sobie kawałek jednego z domków i łakomie zjadł. Zaczynał odłupywać kolejny fragment, gdy otworzyły się karmelowe drzwi i pojawiła się stara wiedźma ubrana w czarną, starą, podartą sukienkę. Machała dłońmi i mówiła w niezrozumiałym, bełkotliwym języku. Sprawiała wrażenie, że rzuca zaklęcie. Grefin nie miał zamiaru przekonać się, o co jej chodzi i błyskawicznie wyciągnął z kabury rewolwer i strzelił jej prosto między oczy. Specjalny wojskowy pocisk kalibru 9mm zabił ją na miejscu, obryzgując całe karmelowe drzwi kawałkami mózgu. Jej ciało, za odrzuconą w tył głową, upadło moment później na drażetkowy piasek. Grefin powrócił do swojego zajęcia, odrywania kawałeczków słodkich ścian, ale tym razem wszystkie łamał drobno i wrzucał do wolnych kieszeni. Postanowił przeszukać ciało wiedźmy, ale gdy na nie spojrzał okazało się, że jakiś czar prysł i zmienił się jej wygląd. Przy drzwiach leżały zwłoki czternastoletniej dziewczynki, ubranej w niebieską sukieneczkę, przepasaną dużą kokardą w pasie. Podejrzliwy Grefin wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni nóż i przy jego pomocy wyciął jej język. Przezorny zawsze ubezpieczony - skoro iluzja działała po jej śmierci to równie dobrze jej duch może przemówić i ożywić ciało. Grefin słyszał o tym, w którymś z barów, które swego czasu zwiedził. Następnie przewrócił zwłoki na brzuch i rozpiął guziki z tyłu sukni, ostrożnie zsunął ją przez nogi czarownicy by nie umazać cennego materiału krwią i obwiązał sobie zdobycz w pasie. Materiał miły w dotyku może być sporo wart. Pozostawiając nagie zwłoki za sobą wkroczył do ciemnego wnętrza cukierkowatego budynku. Wszystko wewnątrz podobnie jak i na zewnątrz było wykonane ze słodkich komponentów, jedynie przedmiot leżący na polukrowanym, na różowo stole z czekolady był stworzony z jakiegoś metalu. Był to granatowy klucz z wyrytym znakiem przypominającym drukowaną literę "E", ale pień był przedłużony w dół, a odnogi zawinięte trochę w górę. Żołnierz schował klucz do kieszeni, w której trzymał naboje do rewolweru. Przy okazji pomyślał, że powinien przejrzeć wszystkie swoje kieszenie i uporządkować trochę ich zawartość. Następnie objął cały stół i zamknął oczy, a gdy je otworzył był z powrotem w zwykłym świecie, w zadymionym i wilgotnym pomieszczeniu, w kanałach ze wszystkim co zabrał z Nadświata. Grefin podniósł z podłogi fajkę i włożył ją do kieszeni, przewiesił przez ramię strzelbę półautomatyczną i otworzył drzwi. Powoli wyniósł słodki stół na mroczny korytarz, ale poczuł, że niestety rozpuszcza się w jego dłoniach. Przeklął pod nosem i postawił go. Na domiar złego usłyszał zbliżający się odgłos bosych stóp, więc przygotował rewolwer. Na całe szczęście to był Dreblin - szczuroczłowiek, którego znał od bardzo dawna. To troszeczkę dziwne, że spotkał go w tych okolicznościach, bo ostatnio widzieli się dzień przed feralnym atakiem. Choć ze szczurzej mordy ciężko było wyczytać emocje, to Grefinowi wydało się, że jego stary kompan uśmiecha się, więc pomachał mu ręką i przywitał się:
- Hile ratunie, widzę, że dni ci sprzyjają, a front jest daleki. - po chwili usłyszał znajomy, trochę piskliwy głos:
- Hile człowieku, widzę, że dni ci sprzyjają, a front jest daleki. - zaśmiał się, a jego śmiech przypominał pisk myszy zmuszając Grefina do roześmiania się razem z nim - Mój krewniak widział jak zabiłeś tamtych trzech bandytów, dobrze żeś zrobił, to byli znani bandyci i kanibale. Po opisie zorientowałem się, że to ty, a potem swoimi sposobami znalazłem cię tutaj. Widzę, że potrzebujesz pomocy i trochę... handlu?
- Noga stołu za jak najszybszy transport do pasera.
- Dwie nogi i zamrożenie trochę stołu, i tempa koniecznego transportu.
- Dobra, masz proszek?
- Taaa... - ratun wyjął z kieszeni stalową szkatułeczkę, uchylił wieczko i wysypał na stół trochę jasnoniebieskiej substancji, która natychmiast zamroziła słodkości. Były nawet małe problemy z oderwaniem go od podłoża, ale dało radę. Kolejne dziesięć minut spędzili niosąc stół wśród mrocznych korytarzy na powierzchnię, przy okazji rozmawiając o sytuacji na froncie i ostatnich dniach. Okazało się, że Dreblin zdołał uciec zanim jeszcze pojawiły się zmary, i żołnierze zaczęli się mordować. W końcu dotarli do wyjścia i stanęli w ciemnej uliczce. Noc zapadła już dawno i różne mendy wyległy na ulice. Idąc ciemną, śmierdzącą alejką widzieli jak grupa Wilkołaków posilała się na jakichś biednych frajerach, jeden z Żywomorfów nawet spojrzał na Grefina i Dreblina, ale widząc strzelbę półautomatyczną uznał, że zdobycz nie warta jest walki i olał ich. W sumie mogli uratować jedną z ofiar, dziewczyna dość głośno błagała o pomoc i chyba nie była jeszcze bardzo pogryziona, no ale cóż. Życie bywa brutalne, sami sobie są winni, że łazili tymi zasyfionymi zakamarkami. Grefin i Dreblin zignorowali błagania o pomoc, walka z Żywomorfami była do wygrania, ale mogli sobie zrobić krzywdę. Kilkanaście metrów dalej dotarli do uliczki, z kilkoma kryształowymi lampami, troszeczkę oświetlającymi noc. Wzrok Grefina padł na czerwone zasłony pobliskiego burdelu
- Idziesz do burdelu? - spytał się ratuna
- Ale na to pójdzie cały ten stół... podzielisz się potem tym co masz w kieszeni?
- Skąd wiesz co mam w kieszeni? - przeciągliwe wciągnięcie powietrza wielkim nosem przez Dreblina odpowiedziało żołnierzowi na pytanie. - Zgoda, ale jak nie ma tam nikogo dla ciebie to możesz wziąć swoje dwie nogi i może spotkamy się innym razem.
- Znam ten burdel, jest tam ktoś dla mnie.
- No dobra, no to wchodzimy. - weszli do środka. Główny hol był pełen przepychu, na sofach siedziało pięć prostytutek - trzy ludzkie kobiety, jedna elfka i jedna ratuncka (morda trochę ładniejsza od tej Dreblina... bardziej płaska, futro ufarbowane na biało-czarne pasemka). Po chwili pojawiła się wprost przy nich ekstremalnie cycata burdelmama. Z pewnością jej biust był sztuczny... a może jednak prawdziwy? Niezależnie od naturalności kontrahentki Grefinowi udało się utargować za stół dwie kobiety dla siebie i ratunkę dla towarzysza. Żołnierz wybrał sobie trochę bladą blondynkę i elfkę z czarnymi włosami, tworzącymi długi koński ogon. Wybrał elfkę, bo wprost uwielbiał jak przedstawicielki tej rasy ssały go. Fizycznie nie różniło się to prawie niczym od ludzkich kobiet, ale... po prostu Grefin miał takie małe zboczenie. Udał się ze swoimi paniami do pokoju na piętrze, gdy jego kolega poszedł do innego. Noc była fantastyczna, obie kobiety były mocno wypielęgnowane i przepiękne tak w ubraniach jak i bez nich. Żołnierz dawno aż tak dobrze się nie bawił, po wszystkim pozwolono mu się wyspać razem z kobietami. Od równie dawna nie miał snów, ale akurat wtedy pojawił się jeden...

Grefin szybko otworzył oczy i spostrzegł, że stoi na dachu niebieskiego, dużego auta osobowego pędzącego po asfaltowej drodze przez trawiasty step. Lewą ręką kurczowo trzymał skórzanego pasa, dzięki któremu mógł stać. Przestraszył się, ale nie puścił - uklęknął, a następnie się położył. Powoli przeczołgał się w kierunku bocznej szyby i zobaczył, że kierowcą jest starszy człowiek z czapką lotnika na głowie. Zapukał w szybę, ale tamten nie zwrócił uwagi. Po kilku minutach jazdy wreszcie zatrzymał samochód, Grefin szybko zeskoczył z dachu wehikułu. Lotnik wyszedł z auta, które po chwili rozpłynęło się w powietrzu i przemówił, a jego głos był donośny, i chropowato niski
- Wojna toczy się już od dwudziestu lat, zapewne pamiętasz, gdy byłeś mały jak to było kiedyś. - Grefin poruszał głową pokazując, że nie bardzo pamięta - A więc młody jesteś. Bardzo młody, pewnie trochę starszy byłem od ciebie, gdy to wszystko się zaczęło. Mam teraz już... praktycznie to mam czterdzieści dziewięć lat. Dziś mam urodziny...
- No to wszystkiego najlepszego, co sprowadza cię do mnie? - Grefin przerwał Lotnikowi czując, że tamten ma zamiar się rozgadać o swoim dzieciństwie czy innych pierdołach
- No krótko mówiąc to mam przesrane. Rozbiłem się w lesie, daleko za linią frontu i potrzebuję pomocy.
- O kurde, to żeś źle człowieku trafił, bo ja staram się zmierzać w przeciwnym kierunku. - Lotnik wyjął z kieszeni kurtki mały, podłużny przedmiot i pokazał go Grefinowi, nie dając mu go do ręki. Było sporo przycisków, pokrętło i czerwony, cyfrowy wyświetlacz. W rzeczywistym świecie taka rzecz była rarytasem, prawie unikatem. Grefin dobrze znał jej wartość
- Dam ci to, gdy tu przyjdziesz.
- Za to byś mógł sobie wynająć całą armię, każdą armię. Czemu mnie się pytasz?
- Czy ty jesteś idiotą czy tylko udajesz?
- Prawdę mówiąc to, to i to. Dobra, pewnie chodzi ci o Nadświat.
- Jakbyś nie wiedział jesteś jednym z nielicznych teraz osób mających tam całkowity dostęp. Po prostu przyjdź do mnie w Nadświecie i uratuj mnie.
- Na księżniczkę to ty mi nie wyglądasz, żebym miał cię ratować, ale dobra. Jak mam cię znaleźć?
- Słupek oznaczony numerem 162-2 przy drodze łączącej Bastion i Zarduzę, skręcisz w prawo i jakiś kilometr w linii prostej znajdziesz wrak mojego samolotu. W czaszce mojego martwego współtowarzysza znajdziesz dalsze instrukcje.
- Dobra, ruszę gdy tylko się obudzę. Żegnaj. - Lotnik zniknął natychmiast, a cały krajobraz powoli zaczął się rozmywać. Wreszcie zamknął oczy, a gdy je otworzył był z powrotem w zwykłym świecie, w dużym różowym łożu z dwoma nagimi kobietami.

Do Grefina dość szybko dotarły wrzaski i odgłosy wybuchów, zdaję się, że ktoś przerabiał w biały dzień burdel na krwawą łaźnię. W sumie to nie był nudny pomysł (a nawet całkiem intrygujący), ale zważywszy na dobrą, miłą i uczciwą obsługę to było zwykłe chamstwo. Tak właśnie kończą dobre interesy - zawsze jakiemuś idiocie się coś nie podoba i musi zniszczyć. Po prostu musi. Z każdym krzykiem Grefin odczuwał coraz większe zdenerwowanie pomieszane z irytacją. Wstał i szybko się ubrał, w tym momencie do pokoju wtargnął Dreblin, żeby oznajmić, że jakaś kobieta zabiła ochronę i zmierza właśnie na to piętro. Dziwki, które wynajął Grefin wreszcie się obudziły i trochę spanikowały. Żołnierz powoli odchylił drzwi, ale ludzka kobieta nie wytrzymała i z krzykiem wybiegła na korytarz. Wszyscy w pokoju zobaczyli jak kula ognia zgasiła jej młode, lecz bogate w doświadczenia seksualne ciało. Grefin szybko zamknął drzwi i z pomocą ratuna zabarykadowali je szafą i łóżkiem. Elfka w tym czasie otworzyła okno i wychyliła się, by zobaczyć czy ktoś nie stoi na ulicy. Kilka serii karabinów maszynowych, które w tym momencie ostrzelały pół budynku uświadomiły ją, że tam ktoś jest. Kilka pocisków świsnęło jej nawet koło głowy, ale żaden nie trafił. Byli w pułapce. Krzyki wokół wskazywały, że kobieta rzucająca kule ognia czyściła z życia jeden pokój po drugim, więc mieli jeszcze kilka chwil. Wreszcie Grefin nie mając lepszego pomysłu wystrzelił resztę magazynku strzelby półautomatycznej w podłogę dokładnie w miejscu, w którym wcześniej stało łóżko. Mocno tupnął i spadł na zakrwawione łoże piętro niżej. Zrobił sobie przy okazji kilka siniaków, ale na razie zastrzyk adrenaliny sprawił, że nic nie poczuł. Elfka i ratun też skoczyli i obojgu się nic nie stało. Grefin z przygotowanym do strzału rewolwerem stał na korytarzu i wyczekiwał niebezpieczeństwa, gdy przyszła już elfka spytał się jej czy jest tutaj jakieś tylne wyjście. Odparła, że w piwnicy jest wejście do kanałów. To, według elfki, była jedyna droga ucieczki. Dość szybko zeszli schodami na parter i równie szybko cofnęli się na pierwsze piętro, gdy zobaczyli wchodzących żołnierzy. To zapewne oni ostrzelali z zewnątrz budynek. W pokoju, w którym się ukryli, elfka zabrała strój swojej martwej koleżanki i ubrała się. Na nogi przywdziała sportowe buty Paris klienta, bliźniaczo podobne do tych, które miał na sobie Grefin. Niestety do tej pory już dość dotkliwie poraniła sobie stopy - wiedziała, że ból przyjdzie później, ale już sama myśl ją zabolała. Tempo odrobinę zmniejszyło się i cała trójka miała moment, żeby trochę się uspokoić. Żołnierze przeszli korytarzem pierwszego piętra i nie widząc nikogo zawrócili w kierunku schodów wyżej. Niestety jeden z nich został i pokój po pokoju sprawdzał czy ktoś żywy nie ocalał. Pech chciał, że zaczął od pomieszczenia, w którym przebywał Grefin, Dreblin i elfia dziwka. Pech, bo był mało spostrzegawczy i zobaczył tylko człowieka i elfkę nie widząc, że wchodząc do pokoju zostawia za swoimi plecami przyczajonego ratuna. Nie miał okazji jednak spostrzec swego błędu, gdy zakrzywiony sztylet szczuroczłowieka zagłębił się w jego czaszce rozcinając mu mózg na dwie części. To zadziwiające, ale wydawało się, że nie umarł od razu. Jego twarz przybrała przerażoną minę, strzelba wypadła mu z ręki, a następnie ciało upadło na kolana i dopiero potem na ziemię. Grefin szybko zabrał strzelbę bliźniaczą do jego, Dreblin wziął sobie rewolwer i amunicję amatora. Następnie powoli wyszli z pomieszczenia i po cichu zeszli na parter. Dwóch żołnierzy na zewnątrz nie zobaczyło ich jak po cichu poszli dalej schodami w dół do piwnicy. Tam leżały poćwiartowane szczątki burdelmamy, leżała przy otwartym włazie do kanałów. Jak wytłumaczyła elfka ten właz można było otworzyć tylko od strony piwnicy, więc zapewne tutaj rozpoczęła się rzeźnia. Pytanie, na które nie umieli znaleźć odpowiedzi, jednak brzmiało czemu burdelmama otworzyła wrota? Pozostawili to jednak na później i zeszli drabinką w mroki kanałów. Dreblin ze zdziwieniem spostrzegł, że są dosłownie parę kroków od meliny Grefina. Ratun wiedział o tym przejściu, ale nie wiedział, dokąd ono prowadzi, bo nigdy z tego, co wie nikt go nie otwierał. Dalsze oględziny pokazały, że melina została całkowicie zniszczona ogniem. Grefina w tym momencie szlag trafił i postanowił wrócić do hotelu i wytropić szmatę, która najwyraźniej na niego polowała.
- Nikt na mnie nie będzie polował! - krzyknął, ale elfka i ratun powstrzymali go od powrotu do burdelu
- A co ja mam powiedzieć? - odezwała się - Zniszczono mi moje schronienie, moją pracę, praktycznie całe moje życie...
- Jeśli chcesz, możesz się trochę ze mną poszwendać. Nie wiem, czego szukasz, ale chyba mamy na razie tą samą osobę ,na której chcemy się zemścić. A co ty na to Dreblin? Zostajesz teraz ze swoimi krewniakami, a potem jak sprawa trochę przycichnie to idziesz na trochę rozrywki?
- Taaa. To dobry chyba plan... w sumie jeszcze po badam sprawę, info dam ci za darmo, ale nie wiem jeszcze czy będę uczestniczył. Rozdzielmy się teraz. Spotkamy się później. Wystarczy, że będziesz dzień w jakimś pomieszczeniu w kanałach, na pewno się dowiem. Na razie. - Dreblin poszedł w swoją stronę, a człowiek i elfka w swoją. Po około godzinie weszli do pomieszczenia podobnego do tego, w którym Grefin już był i usiedli na ławce. Tutaj dodatkowo był duży drewniany stół. Przez całą drogę nie odzywali się do siebie, wreszcie Grefin przerwał ciszę jak tylko usiedli
- Jestem Grefin. - podał jej rękę, na co ona po chwili podała mu dłoń, rozchmurzyła się trochę i przedstawiła:
- Jestem Julia, a moje życie właśnie legło w gruzach. Miło cię poznać.
- Powinniśmy coś zjeść, mam przy sobie jedynie trochę tofi chcesz trochę? - kobieta wzięła połówkę i powoli zjadła, po czym podziękowała. Potem rozmawiali kolejną godzinę o przeszłości - głównie o wojnie, bo przecież wojna łączyła się z prawie każdym wydarzeniem w ich życiu.

Dreblin wrócił do swojej nory i chwycił kawałek mięsa, który któryś z krewniaków mu zostawił. Zamyślając się przez chwilę, ugryzł część porcji. W głębi serca był wyjątkowym tchórzem, dobrze o tym wiedział, ale mimo to pakował się w różne niebezpieczeństwa. Wszystko po to, żeby udowodnić, jaki to on nie jest twardy, ale właściwie, po co i komu? Czemu aż tak bardzo było mu to potrzebne do szczęścia? Odetchnął z ulgą: teraz przebywał w pomieszczeniu z ośmioma swoimi krewniakami, tutaj mu kompletnie nic nie groziło. Zwolnił tempo jedzenia i pociągnął nosem. Ktoś się zbliżał... silny zapach perfum wskazywał, że cokolwiek to jest to ma dostęp do drogich substancji. Wyciągnął rewolwer i gdy tylko drzwi wyleciały z zawiasów i pojawiła się smukła postać posłał w nią trochę ołowiu. Usłyszał wyraźnie kobiecy krzyk i zobaczył jak kobieta upadła do tyłu. Jego krewniacy, w tym czasie byli już na nogach, z zakrzywionymi nożami w łapkach. Dreblin wyszedł przed szereg i poszedł zobaczyć kogo upolował, ale gdy tylko przekroczył próg coś rzuciło nim o przeciwległą ścianę. Po chwili poczuł na swoim ciele jakby pajęczą sieć przyciskającą go do muru. Rewolwer upadł do rynsztoka pod nim, skóra ratuna powoli zaczęła pękać. Wisząc tak, słyszał krzyki krewniaków i odgłosy chlupoczącej, rozlewanej krwi. Krwawa łaźnia powtarzała się. Ktokolwiek to był to z pewnością był zawodnikiem z wyższej ligi. Ratuni byli w większości mistrzami w posługiwaniu się halwertami - zakrzywionymi, małymi mieczami. Uczono ich tego od dziecka, jeżeli ktoś bez broni palnej pokonał ośmiu z nich to mogło znaczyć, że jest to ktoś nad wyraz potężny. Wreszcie w drzwiach pojawiła się ta sama sylwetka, co wcześniej, machnęła dłonią i dawno nie działający kryształ w tej części korytarza zabłysł jak nowy. Dreblin dokładnie zobaczył, że to ta sama kobieta, którą wcześniej przez moment widział w burdelu. Wyglądała na arystokratkę, cerę miała trochę bladą, włosy jasne i długie sięgające z tyłu do pasa. Wściekłe oczy kobiety rozświetliły się żółtym światłem, które niby rzeką spłynęło w tył jej twarzy i ze złością, szybko spytała ratuna gdzie jest jego ludzki towarzysz. Poczuł jak magiczna pięść uderzyła go w twarz, krew pociekła mu z pyska i wydusił z siebie jedyne słowo, które mu przyszło na myśl:
- Spierdalaj. - użył całej siły mentalnej i sieć zniknęła. Upadł na kolana i błyskawicznym ruchem podniósł swój rewolwer. Wystrzelił pięć razy, ale żaden z pocisków nie dotarł do celu. Wreszcie kobieta zbliżyła się, sunąć jakby kilka centymetrów nad posadzką i wykopała mu z dłoni broń. Światło z jej oczu jakby zapłonęło jeszcze silniej, gdy spytała się
- Gdzie on jest?! - Dreblin błyskawicznie wyjął swój stary nóż i przeciął nim jej łydkę. Krzyknął przy tym tak, że z pobliskich (nor)pomieszczeń), w korytarzu wyszło kilku zaalarmowanych szczuroludzi, którzy wcześniej zignorowali strzały. Kobieta z prawej dłoni wystrzeliła w nich kulę ognia, w lewej stworzyła sieć, którą znów przymocowała Dreblina do ściany.
- Gdzie on jest?! - ratun poczuł jak kobieta zagłębia nóż w jego nos, jak go przecina a stróżki ciepłej cieczy spływają po futrze, kapiąc na podłogę.. krzyknąć, jednak gdy tylko otworzył pysk ból natężył się. Wreszcie po cichu powiedział
- Powiem. - sieć rozluźniła się, twarz kobiety, a zwłaszcza błysk żółtego światła w jej oczach, sugerowały zmniejszenie wściekłości. Dreblin ponownie wylądował na kolanach, jego węch przestał działać, bo zupełnie już nic nie czuł. Pomyślał, że teraz to już jest osobista sprawa i osoba przed nim musi umrzeć. Nie ma innej możliwości, nie miał już wyboru. Otworzył usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale w rzeczywistości wydał dźwięk, którego ludzka kobieta nie usłyszała. Po chwili zaczął mówić o tunelach, przeciągając czas aż rozpoczęła się strzelanina. Inni ratuni stają się bardzo drażliwy, gdy słyszą, że ktoś zamordował ich pobratymców w norze. Nora była sanktuarium i nikt za długo nie pożył, gdy zlikwidował jakiegoś szczuroczłowieka w jego melinie. Ale nora to coś znacznie więcej niż jakikolwiek człowiek mógłby zrozumieć. To była część kodeksu, którego każdy z tej rasy przestrzegał - odstępcy byli ścigani równie zajadle jak wrogowie. Dreblin szybko wskoczył do szamba i zakrył zakrwawionymi łapami głowę. Strzały zostały wstrzymane chwilę później. Dziesięciu silnie uzbrojonych ratunów wyciągnęło Dreblina ze ścieku, dali mu kilka medykamentów i przesłuchali. Okazało się, że kobieta zniknęła, ale została przynajmniej raz trafiona. Dreblin odpowiedział na wszystkie pytanie najlepiej jak potrafił, po kilku minutach śledztwa zobaczyli, że przez cały ten czas jej noga krwawiła i zostawiła wiele śladów na posadzce. Próbki zostały pobrane i wojownicy zniknęli kierując się do swoich nor. Dreblin poszedł do najbliższego kranu z wodą i umył się, ciągle będąc przygotowanym na atak. Jego nos był teraz czterema strzępami, kompletnie nie wiedział, co z tym zrobić więc udał się do pobliskiego kanałowego medyka. Po drodze bał się każdego cholernego zakrętu i każdego cholernego cienia, ale ukrywał to nawet przed sobą. Starał się być twardy, tak bardzo sobie to wmówił, że część jego jestestwa uwierzyła. Szedł nie zatrzymując się nigdzie, ściskając silnie swój zakrzywiony sztylet, z którego chciał czerpać energię i odwagę. Wreszcie po kilkunastu minutach dość szybkiego chodu, dotarł do drzwi prowadzących do dość dużej komnaty. Miejsce to było tylko odrobinę czystsze niż reszta kanałów, ale zdecydowanie bardziej zakrwawione. Dreblin pamiętał, że smród gnijącego mięsa był tutaj wprost zabójczy dla ratunów - zazwyczaj doktorek robił interesy ze szczuroludźmi na korytarzu. Łza mu się zakręciła w oku, gdy pomyślał, że nawet tego nie czuje. W środku było kilka wanien z poćwiartowanymi zwłokami, trzy stoły operacyjne, z czego jeden był przygotowany na położnictwo, dwa łóżka i mnóstwo szafek z różnorakimi przyrządami i słoikami. Ciężko było odróżnić przedmioty medyczne od przedmiotów okultystycznych, magicznych. Było tutaj też sporo przedmiotów normalnie używanych w budownictwie i w sztuce okaleczania innych istot potocznie zwanej torturowaniem. W ścianie wisiały metalowe, zardzewiałe kajdany, oblepione krwią nieszczęśników trzymanych tutaj na siłę. Po pomieszczeniu kręciło się kilka żywych trupów czyszczących szczotami podłogę, z wnętrzności walających się tu i ówdzie. Dreblin poczuł się bardzo dziwnie, gdy spojrzeli na niego, więc spytał nieśmiało
- Jest doktor? - jako odpowiedź usłyszał przeciągliwe "mrhmm" od jednego z nieumarłych, który wskazał mu trójpalczastą dłonią na zaplecze. Po chwili zza kotary wyłonił się doktor. Był to człowiek średniego wieku, miał krótkie, ciemne, lecz siwiejące na skroniach włosy, jego zarost sugerował, że nie golił się od kilku dni. Miał ciemnoszare oczy, którymi lustrował każdego, kto do niego przychodził. Jego niegdyś śnieżnobiały kitel, dziś przypominał bardziej fartuch rzeźnika. Cały był zbrukany skrzepniętą krwią i kawałkami różnych wnętrzności. Na stopach miał wojskowe, wzmacniane metalowymi płytkami buty, niektórzy podejrzewali, że pod lekarskim ubraniem ma ukrytą magiczną zbroję. W kanałach krążyło o nim wiele legend, najbardziej prawdopodobna była ta, która opowiadała, że we wczesnej młodości doktor był utalentowanym uczniem czarodziejskiej szkoły, ale został wyrzucony za nekromancję. W czasie wojny mógł zostać wzięty do wojska i nauczony podstaw medycyny. Mity, legendy - niewiele z tego było prawdą. Wracając do rzeczywistości jedyną naprawdę czystą rzeczą na doktorze były jego gumowe rękawiczki, były jednorazowe i zawsze je zmieniał dla każdego pacjenta. Nawet wokół tych rękawiczek urosły legendy, być może słusznie, zważywszy na totalny brak tych przedmiotów na rynku. Nie dało się ich ot tak kupić, więc skąd miał je doktorek? To dobre pytanie, jednak ratun sobie go w tym momencie nie zadawał. Zanim Dreblin przemówił, doktor już zanalizował jego stan zdrowia
- Rany na skórze możemy szybko uleczyć, z nosem będzie ciężej. Jeżeli chcesz mogę ci amputować, a gdybyś wrócił za tydzień mógłbym sprawić ci nowy. Bardzo nie lubię czytać w cudzych myślach (przynajmniej tych żywych), ale widok kobiety jest wyryty w twoich oczach. Widać też wspomnienia niedawnej masakry, powiedz gdzie to było i nie będziesz musiał płacić za nos. - przez chwilę oniemiały Dreblin wytłumaczył doktorowi jak dojść do jego nory, a gdy skończył wszyscy nieumarli wyszli z pomieszczenia. Ratun położył się na stole, medyk nasmarował specjalną maścią rany na jego ciele - najgłębsze zaszył kawałkami czarnej nici. Po zakończeniu tych czynności doktor zamknął oczy. Dreblin dostrzegł, że człowiek obok niego jakby zamigotał - na moment był nie widzialny. Słyszał już o tym, ale nigdy nie widział. Po minucie doktor otworzył oczy i powiedział, że płytkie rany już się zagoiły, głębsze zagoją się za kilka godzin, więc niech sobie sam wyciągnie nici. Spytał również czy ma amputować nos. Do Dreblina znów dotarł potężny ból i krzyknął, że tak. Medyk uśmiechnął się i powiedział, że to będzie bolało. Zaprowadził Dreblina do stołu i włożył mu głowę w imadło. Łapy i nogi przyczepił specjalnymi uchwytami do podłogi i stołu i wyjął piłę
- W sumie mogę ci dać znieczulenie, ale będziesz musiał za to zapłacić najlepiej tym rewolwerem, który masz przyczepiony do ubrania. To również da ci kredyt u mnie, więc kiedyś będziesz mógł mieć coś płatnego za darmo. Co ty na to? - ból był tak nie do zniesienia, że Dreblin zgodził się natychmiast. Po chwili zobaczył wielką igłę, która przebiła mu chyba cały nos - widok był straszny, ale nawet tego nie poczuł, jeden ból w tą czy w drugą, co za różnica. Medyk poszedł następnie na zaplecze ignorując krzyki ratuna. Wrócił z papierosem w ustach i usiadł na stołku. W tym czasie szczuroczłowiek wierzgał się i próbował uwolnić, ale w końcu ból minął, a on sam odczuł przyjemne otumanienie. Doktor nie wyjmując papierosa z ust wziął do ręki piłę, chwycił za kawałki nosa i przez kolejne dwadzieścia minut odcinał kawałek po kawałku, a następnie rozprawił się z dwoma centymetrami wydawałoby się nieuszkodzonej części. Po zakończeniu splunął papierosem do czerwonej miski stojącej obok, buchnął z niej ogień, zapewne była wypełniona materiałami łatwopalnymi. Medyk położył w ogniu sporej wielkości łyżkę i zanotował coś sobie w czarnym notatniku, powiedział przy tym do siebie "cholera". Minęły dwie minuty, doktor założył specjalną, srebrną rękawicę i wyjął z ognia łyżkę, którą szybko przystawił do krwawiącej dość obficie rany szczuroczłowieka. Dopiero teraz Dreblin poczuł kolejną falę bólu i wierzgał się niesamowicie nie mogąc zupełnie poruszyć głową. Po chwili został uwolniony i skierowany raz jeszcze na stół. Idąc w tamtym kierunku zauważył, że żywe trupy wróciły z tym co pozostało z jego krewniaków zabitych w ataku, z którego on wyszedł jakoś z życiem. Odwracając się od doktora nie widział, że ten mamrocząc coś pod nosem rzucił na niego jakiś czar. Przy takim ubytku krwi powinien mdleć, a jednak był w pełni zdrowia, no może nie licząc braku zmysłu węchu i braku nosa. Po wszystkim doktor powiedział, żeby Dreblin zgłosił się za tydzień to mu przyszyje nos i może nawet odzyska zmysł węchu, jakoś. Wychodząc odwrócił się na moment i zobaczył jak medyk dokładnie ogląda rewolwer. Żywe trupy już powoli odcinali jednemu z jego martwych krewniaków stopy.

W tym czasie Grefin i Julia spędzili kilka miłych chwil na stole i na ławce. Otoczenie może nie było zbyt przyjemne, ale robili to, na co mieli ochotę. Po wszystkim ubrali się i otworzyli drzwi. W ciemnym korytarzu usłyszeli odgłos spadania szlamowatych kropel na posadzkę i zbliżające się łapy ratunckie. Po chwili z mroku wyłonił się szary szczuroczłowiek ubrany w granatowe ubranie, na głowie miał hełm wojskowy, a w łapach trzymał karabin
- Hile człowieku i elfko, widzę, że dni wam sprzyjają, a front jest daleki. - zaczął miłym wstępem, Grefin i elfka odpowiedzieli, a on kontynuował - Według zeznań Dreblina to właśnie po ciebie przyszła czarodziejka, która zabiła kilku naszych krewniaków w ich norach. Czemu cię ściga?
- Nie mam pojęcia, w życiu jej nie widziałem, lecz widziałem co potrafi. W sumie mam ochotę ją zabić, pewnie tak samo jak wy. Gdzie ją ostatnio widzieliście?
- Wśród nor, zniknęła, gdy już ją otoczyliśmy.
- Dreblin jeszcze żyje?
- Taaa, poszedł do medyka, zdaję się, że stracił nos, z tego co widzieliśmy. Paskudnie wygląda. - ratun wyszczerzył nierówne i żółte zęby, Julia podobnie jak Grefin pomyślała, że oni i tak paskudnie wyglądają. Oboje odpowiedzieli na pytania szczuroczłowieka odnośnie wydarzeń w burdelu, za co podziękował im serdecznie, gdy już właściwie kończyli przyczłapał beznosy Dreblin i klnąc dużo i mocno opowiedział jak to wyglądało od jego strony. Zakończył przemowę
- Musimy dopaść tą sukę za wszelką cenę! - cała czwórka zgodziła się, ratuncki strażnik musiał jednak wrócić złożyć raport z przesłuchania. Na pożegnanie powiedział, że jeżeli będą jeszcze w kanałach to z pewnością się spotkają. Zgodzili się z nim i patrzyli jak pobiegł do swoich i dopiero, gdy zniknął Julia powiedziała, że zna kogoś kto może im tutaj pomóc. Poszli za nią i gdy zbliżyli się do schodów prowadzących na niższy poziom kanałów Dreblin zatrzymał ich i spytał czy naprawdę muszą tam iść? Julia odpowiedziała, że jeden ze stałych bywalców jej byłego miejsca pracy właśnie tam mieszka i on może mieć informacje na temat czarodziejki, Dreblina nie bardzo to przekonało, ale chcąc udowodnić swoją odwagę jako pierwszy podążył wzdłuż prostych, lecz stromych schodów w dół. Było tam bardzo ślisko, a mniej więcej od połowy schodów przy ścianach płynęła maź przypominająca śluz lub szambo. Oświetlenie chwilami było zerowe, a chwilami stare kryształy dawały całkiem sporo światła. Schody wydawały się ciągnąć w nieskończoność, ale po kilkunastu minutach ostrożnego schodzenia stanęli w szerokim korytarzu, w którym znajdowały się stare, zardzewiałe tory kolejowe na zbutwiałych drewnianych podkładach. Byli w starym tunelu kolejki podziemnej. Idąc przy ścianie, bądź pomiędzy szynami starali się omijać szlam i błoto aż wreszcie doszli do wielkich drzwi w bocznej ścianie. Julia powoli je uchyliła i cofnęła szybko głowę ze zmieszaniem
- Chyba przyszliśmy nie w moment(porę) - powiedziała i wskazała Grefinowi i Dreblinowi, żeby zajrzeli do środka. Tam w kole stało około szesnastu zakapturzonych, mrocznych postaci, a w centrum coś działo się na ołtarzu. Postanawiając nie przerywać ceremonii cofnęli się do jednej z dużych wnęk w ścianie tunelu kolejki podziemnej i usiedli. Nie minęło czterdzieści minut jak rozległ się krzyk kobiety przykryty szybko przez przeciągliwe "i-jah" zgromadzonych. Po kolejnej godzinie wszystkie dźwięki się uspokoiły i Grefin poszedł zajrzeć raz jeszcze. Przygotował strzelbę półautomatyczną, gdyby przypadkowo wpadł na wychodzących kultystów. Powoli zbliżył się do drzwi i zobaczył, że nie ma już kultystów. W środku pomieszczenia stał dużej wielkości, czarny ołtarz, na około niego chodził starszy człowiek w niebieskim, roboczym kombinezonie z miotłą w dłoniach. Sprzątał po niedawnym zgromadzeniu. Grefin odwrócił się i machnął dłonią do swojego towarzystwa, żeby przyszli. Stali chwilę jeszcze pod drzwiami, żeby upewnić się, że tamci już sobie poszli i dopiero weszli. Po prawej stronie, w niewidocznym od drzwi miejscu była drabina prowadząca zapewne na powierzchnię, z lewej zaś strony na ścianie było powieszone czarne płótno. Wyraźnie był odczuwalny przeciąg, Julia jako pierwsza przywitała starca nie napominając o ludzkich kościach leżących pod ścianą. Mężczyzna okazał się straszną jąkałą, z trudem zrozumieli jak opowiedział o wandalach, którzy co jakiś czas składają jakieś ofiary w tych starych tunelach kolejki podziemnej, oczywiście nikt z trójki nie uwierzył mu. To, że był częścią jakiegoś kultu było pewne jak to, że ta sala była niewiarygodnie jasno oświetlona. Jakby była nowa, a przecież zbudowano ją razem z tunelami. Julia w końcu przerwała mu jego bezsensowne tłumaczenia i spytała czy wie może o czarodziejce, która ostatnio przeczesuje kanały. Ciągle jąkając się przyznał, że rzeczywiście widział jedną. Miała na sobie arystokratyczne ubranie i co jakiś czas lewitowała w powietrzu - Dreblin krzyknął, że to ta, ale starzec nie zwrócił na to uwagi, opowiadając o przeróżnych osobliwościach, jakie swego czasu tu widział pracując w tunelach praktycznie od dzieciństwa. Grefin w pewnym momencie zauważył jak wzrok robotnika powędrował gdzieś za niego, nie myśląc wiele odwrócił się i wypalił ze strzelby w tego, kto się za nim skradał, zabił jednego z kultystów. Dreblin błyskawicznie wyjął swój zakrzywiony nóż i upewniając się, że nikogo nie ma za nim rzucił się na starca. Ten jednak odskoczył błyskawicznie, a jego oczy zapłonęły bardzo podobnie do oczu czarodziejki. Krzyknął kilka słów w niezrozumiałym dla trójki, lecz okropnie brzmiącym dialekcie i uniósł się w powietrze. Grefin wystrzelił w latającego maga, ale tamten zakrzywił tor lotu pocisków i siłą umysłu wyrwał strzelbę z dłoni żołnierza. Rzucony nóż szczuroczłowieka zawiesił się w powietrzu, starzec rzucił kulę ognia na Grefina, której ten zgrabnie uniknął. Nikt nie zwrócił uwagi na Julię, która wzięła rozbieg, skoczyła na głowę Dreblina i odbijając się jeszcze wyżej chwyciła w locie wiszący w powietrzu nóż ratuna i wbiła go miednicę latającemu magowi rozrywając natychmiast jego genitalia. Starzec zawył z bólu i spadł na ziemię chwilę po elfce. Mocno zdenerwowany Grefin dość szybko podbiegł do maga i kilkakrotnie kopnął go w klatkę piersiową łamiąc mu przy okazji kilka żeber. Kończąc krzyknął do skopanego
- Posłuchaj ty stary skurwysynu: moja cierpliwość już się wyczerpała. Gadaj gdzie widziałeś tamtą sukę, a może dożyjesz kolejnego zgromadzenia świrów.
- Ja nie wiem, o kim ty mówisz - starzec już się nie jąkał, przynajmniej to kłamstwo zniknęło. Wściekły Grefin wyjął z kabury swój rewolwer i uderzył rękojeścią w szczękę robotnika wybijając mu kilka przednich zębów
- A teraz pamiętasz?
- Ona zabije was wszyst... - Grefin nie dał mu dokończyć tłucząc niemiłosiernie rękojeścią twarz starca, aż cała przednia część czaszki zapadła się do środka. Po wszystkim wstał i wystrzelił z rewolweru w głowę swojej ofiary i jeszcze kilka razy go kopnął. Przy tym rzucał w zwłoki różnorakie wyzwiska. Julia i Dreblin stali obok i przyglądali się. Po wszystkim żołnierz zatrzymał się i kilka razy głęboko odetchnął, a następnie spytał się pozostałych
- I co dalej? - mówiąc to obszukał szmaty starca, w których znalazł jedynie zioło Hospitiusów. Schował mały woreczek do kieszeni i zwrócił uwagę, że Dreblin zaproponował, żeby iść drabiną w górę.
- A może lepiej najpierw sprawdzić, co kryje się za fałszywą ścianą? - zirytowana Julia rozdarła sztyletem czarne płótno, za którym ukazał się posążek dziwnej, słoniopodobnej istoty z ośmioma ramionami. Widząc szmaragdowe oczy elfka natychmiast zapragnęła je mieć, ale gdy tylko odłupała jedno zabłysło zielone światło oślepiając ją. Krzyknęła, że nic nie widzi i być może miała szczęście, bo szczuroczłowieczy towarzysz został dosłownie sparaliżowany grozą. Okazało się, że zmasakrowany i zabity mag powstał z martwych. Grefin pomyślał, że zapomniał obciąć mu język, ale wzruszył tylko ramionami i posłał w głowę żywego trupa kilka pocisków odrywając ją całkowicie. Bezgłowy jednak nie został zniszczony - rozpostarł ramiona i koncentrował moc , gdy już miał zadać ostateczne uderzenie, niebieski świetlny pocisk wystrzelony z głównego wejścia przemienił go w popiół. Do pomieszczenia wkroczył blond włosy młodzieniec ubrany w świecącą zbroję płytową bez hełmu. W prawej dłoni dzierżył krótki miecz emanujący podobnie jak jego cała postać. Minęła chwila, Grefin pomyślał, że przybysz buduje napięcie, ale nie chciał mu popsuć wejścia i uprzejmie nie odezwał się pierwszy. Dreblin i Julia praktycznie odzyskali pełnię zdrowia, gdy młodzieniec w końcu przemówił
- Nie bójcie się poszukiwacze przygód! Jestem jeno sługą Świętego Przymierza. Me imię to Zariel, jestem Paladynem. Przybyłem tu zniszczyć zgromadzenie zła, ale dotarłem za późno. Widziałem jak pokonujecie mrocznego kapłana, ale nie pomogłem wam wtedy, bo na korytarzu czaili się jego słudzy. Było ich dwudziestu i byli kierowani przez niewiastę wysokiego stanu. Broniąc się zgładziłem ich, ale niewiasta odeszła. - Grefinowi opadła szczęka, jeszcze tylko brakowało debila paladyna. Swoją drogą miał szczęście, że dupek nie widział jak żołnierz zamordował maga, zapewne teraz zamiast rozmowy zapragnąłby trochę ołowiu w czerepie. W tym czasie Julia ciągle trzymająca szmaragd w dłoni pomyślała o czymś zupełnie innym i powiedziała
- Czy ona była ubrana w bogate ubranie, cerę miała trochę bladą, włosy jasne i długie, sięgające z tyłu do pasa? - doskonale pamiętała opis jaki przedstawił im Dreblin
- Tak szlachetna pani. - odpowiedział z nutą naiwności w głosie, którą Julia spróbowała natychmiast wykorzystać udając zasmuconą
- To był demon, który wymordował nasze rodziny i zniszczył kamienicę, w której mieszkaliśmy. Zeszliśmy tutaj, żeby pomścić nasze rodziny i powstrzymać zło szerzące się razem z tym potworem.
- Nie rozumiem, ona wyglądała tak niewinnie.
- Zło używa różnych iluzji, tak samo mówili nasi krewniacy, gdy przyjmowali ją pod nasz dach. Nawet my nie mieliśmy nic przeciwko, ale w pewnym momencie pokazała kim naprawdę jest.
- Racje rzekłeś, a ja dałem się nabrać. Ciężko mnie oszukać, ale przyznaję, że teraz się dałem. Odpokutuję idąc z wami by zabić tego potwora... jeśli się zgodzicie. - trójka pokiwała głowami, że tak i postanowili, że powinni pójść tunelem dawnej kolejki w stronę, z której przyszła czarownica. Mieli jej już naprawdę dość, Grefin pomyślał nawet, że jeszcze nikt tak długo nie żył z jego osobistych wrogów. Fortel elfki był całkiem niezłym pomysłem, ale żołnierz wolał to zrobić szybciej - wystarczy przejść do Nadświata. Postanowił jednak przeczekać, miał tylko nadzieję, żeby jakiś inny odradzający się dupek nie stanął na ich drodze. Każdemu trupowi, który zdradzałby za życia oznaki magii odetnie język. Po kilku minutach szczuroczłowiek wpadł na trop, być może był pozbawiony węchu, ale na pewno nie zdolności do śledzenia jakiejkolwiek istoty. Wzrok, słuch, dotyk wystarczyły. Zwłaszcza w tych zakurzonych tunelach. Mijał czas, a oni szli i szli. Grefin wyjął swoją fajkę, napełnił ją tym, co znalazł przy magiku i zapalił. Wciągał dym do stopni, w których tracił powoli powietrze. Żarówki w tunelu zaczęły wirować, towarzysze jego podróży stawali się przezroczyści aż totalnie znikli. Dość szybko przyszła fala Jazdy. Czas się zatrzymał, a jego umysł przeniósł go do Nadświata.

Grefin powoli otworzył oczy. Stał na zielonym wzgórzu wśród bezkresnych, trawiastych równin. Gdzieniegdzie widać było duże drzewa, stojące samotnie. Przy najbliższym z nich coś się ruszało, więc podążył w tamtą stronę. Im bliżej był celu tym wyraźniej słyszał dźwięki rzeki. Przy drzewie stał blady mężczyzna. Miał może czterdzieści, może trochę więcej lat. Uwagę przykuwały jego ciemnoszare oczy, dawały wrażenie, że widziały nie jedno okropieństwo i tragedię. Nosił prymitywnie, zszyte skórzane spodnie koloru ciemnożółtego i dość podobną koszule. Buty jednak miał identyczne jak Grefin - widać ulubioną marką wszelkich podróżników była firma Paris.
- Hile żołnierzu, widzę, że dni ci sprzyjają, a zdrowie dopisuje. - pokazując prawą dłoń powiedział człowiek w szmatach, miał zwykły głos, może trochę zachrypnięty
- Hile wędrowcze, widzę, że znalazłeś trochę cienia w upale słońca, a jasność nigdy cię nie spala. Jestem Grefin. Masz ochotę na wymianę? A może widziałeś tutaj gdzieś czarodziejkę w bogatych szmatach?
- Najpierw wymiana, widzę, że jesteś głodny. Mam tutaj trochę mięsa: głównie bydlęce, ale mam też trochę ratunckiego, jeśli ci to nie przeszkadza. - Grefin pomyślał o swoim przyjacielu, ale jednak głód był za duży, w końcu to przecież nie było mięso Dreblina ani tamtego żołnierza szczurzego, z którym gadał
- Mogę dać materiał sukienny, który mam przewiązany w pasie. Trochę brudny, ale nadal pierwsza klasa, ale chce za to jeszcze informacji. - żołnierz rzucił wędrowcowi suknię, którą niedawno pozyskał
- Rozmiar dziecieńcy... a informacje są dość drogie... ech, dorzuć do tego jeszcze Braterstwo i będzie dobrze. - Grefin chwilę się zastanowił, ten koleś pomimo swojego wyglądu sprawiał wrażenie kogoś potężnego, Braterstwo wcale nie było tak złym pomysłem, z drugiej strony mógł chronić czarodziejkę, a to już nie było dobre. Przemyślawszy za i przeciw odpowiedział
- Dobrze. - podeszli do siebie, podnieśli swoje prawice i dotknęli się dłońmi nad swoimi głowami. Obaj w jednym momencie wyrecytowali:
- Ja jestem twoim bratem. Ty jesteś moim bratem. Łączy nas Braterstwo. Twoje rodzeństwo jest moim rodzeństwem. Moje rodzeństwo jest twoim rodzeństwem. Krew jest inna, kości są inne. Braterstwo jest niżej niż Krew. Złamanie Braterstwa niszczy kości. Wiesz o tym. Wiem o tym. - granatowe światło powędrowało przez ich ciała i wymieniło się przez skórę dłoni. Stali się braćmi. Wymienili się następnie przedmiotami i Grefin jedząc łapczywie mięso, które dostał dowiedział się kilku informacji o czarodziejce. Najważniejszą wiadomością było to, że to jedna z przywódczyń Kwadrytów. Drugą ważną wieścią było, małe wyjaśnienie czemu tamta suka tak bardzo chce zabić Grefina. Okazało się, że jest siostrą dziewczynki, którą wykończył ostatnio w Nadświecie. Ładny bigos się narobił... nowy brat Grefina przedstawił się jako Ezekiel, był człowiekiem starającym się osiągnąć nieśmiertelność. Był temu całkowicie oddany, nie chodziło mu o bycie nie umarłym czy innym ścierwem, a normalnym, żywym, nie starzejącym się nieśmiertelnym. Ezekiel po chwili zniknął. Jego czas w Nadświecie się skończył. Grefin spokojnie zjadł mięso siedząc na trawie , poczym położył się. Poczuł się sennie, więc na trawie zdrzemnął się chwil kilka. W czasie snu dostał wiadomość, która brzmiała "Rusz dupę i uratuj mnie to dostaniesz mechanizm" - pewnie była od tego chama Lotnika. Niech sobie poczeka, przecież nie pali się... po chwili ocknął się. Nadal był przy drzewie na zielonej łączce. Niestety tym razem nie był sam. Ku niemu zbliżała się armia, której szerokość była dłuższa niż widoczny horyzont. Nad nią latały całkowicie widoczne terrory. Szaleńcze bębny wybijały tempo szarży. Grefin nie mając innego wyboru uciekł. Biegł aż do wyczerpania tchu, ale wcale nie oddalił się od wrogów. Wreszcie stanął, odwrócił się i gdy sięgał po swój rewolwer zobaczył ją. Czarodziejka biegła na czele tej olbrzymiej armii. Chwilę zanim pociągnął za cyngiel wszystko się rozmyło.

Żołnierz zatrzymał się w tunelu i całą swoją wolę skierował, żeby nie krzyczeć i żeby nie wystrzelać swoich towarzyszy. Kilka razy odetchnął głęboko. W końcu się uspokoił i podążył za nimi. Po kilku minutach dotarli do drzwi. Były drewniane, ktoś narysował na nich białą farbą różne kultystyczne znaki. Paladyn i Grefin dość szybko je rozpoznali i przetłumaczyli reszcie "Nie wchodzący a wychodzący na wieczność". Zastanawiali się, o co chodzi, ale zniecierpliwiony żołnierz wystrzelił w zamek, a następnie kopnął drzwi. Następne, co poczuł to ukłucie po prawej stronie klatki piersiowej, wystrzelił w mgnieniu oka wszystkie pociski z rewolweru na oślep w ciemność. Ratun Dreblin widząc jak strzała przebiła Grefina krzyknął ze strachu, Zariel i Julia błyskawicznie po strzałach wpadli do pomieszczenia, paladyn użył swojej mocy i rozświetlił wszystko. Na torach leżała czarodziejka, w którą trafiło sześć pocisków: dwa w głowę, dwa w serce, jeden w brzuch i jeden w podbrzusze. Obficie krwawiący Grefin podszedł do niej, upadł na kolana i wyrwał jej język, a następnie przeszukał dokładnie jej ubranie. Po chwili znalazł to, czego szukał i szybko schował do kieszeni. Był to różowy klucz z wyrytym znakiem przypominającym specjalnie kaligrafowaną literę "Ł". Żołnierz następnie chwycił z przodu strzałę i wyciągnął szybkim ruchem przy okazji zakrzywionym grotem wygrzebując z siebie porządny kawałek mięsa mogący być elementem płuc. Krztusząc się krwią padł obok ciała czarodziejki. Wszystko zaczęło się zamazywać. Powoli poczuł jak umiera, nie pierwszy raz zresztą to mu się zdarzało. Uśmiechnął się gorzko, choć jego usta prawie nie drgnęły. Stracił przytomność... ocknął się po czasie, który wydał mu się chwilą. Nie był w Nadświecie, był w tunelu, na końcu którego było złowieszcze światło. Pamiętał, że były tam tory kolejowe, ale później wszystko się rozmyło, gdy krzyknął "Nie!".
Autor artykułu
AC.'s Avatar
AC.
Zarejestrowany: Jun 2007
Miasto: WPR :)
Posty: 252
Reputacja: 13
AC. nie jest za bardzo znanyAC. nie jest za bardzo znany

Komentarz Autora
Język
80%80%80%
4
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:93%

Oceny użytkowników
Język
93.4%93.4%93.4%
4.67
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Głosów: 3, średnia: 98%

Narzędzia artykułu

  #1  
AC. on 22-09-2007, 13:43
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Średnia:93%
Nikt nie czyta?
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
John5 on 23-09-2007, 22:53
Czytają, a przynajmniej próbują. Zobacz ilość wyświetleń. Popracuj nad stylem, polonistą nie jestem ale błędów stylistycznych to tu jest tyle, że szkoda gadać.
Sam pomysł dobry i ciekawy ale wykonanie o wiele gorsze.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
AC. on 24-09-2007, 20:47
Ocena użytkownika
Język
80%80%80%
4
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Średnia:93%
No niestety tego nie zmienię. Mam własny styl i tyle i używając własny styl nie robię błędów stylistycznych. Logiczne. Nie wiem co to jest ten mityczny, polonistyczny styl. Ktoś umie to wyjaśnić?
Może to głupio brzmi, ale "No niestety tego nie zmienię."
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Szarik on 25-09-2007, 17:42
Każdy język rządzi się pewnymi zasadami. Dzięki temu ludzie mogą się porozumieć a także przenieść swoje myśli na różne nośniki. Błędy stylistyczne to takie, które łamią zasady pisowni/wymowy danego języka. Do takich błędów należy zła interpunkcja, błędne użycie czasów, przypadków, liczby pojedynczej/mnogiej, itd. I te błędy wytknął Ci John5.
Własny styl to z kolei taki układ zdań, wyrazów, użycie specyficznych zwrotów, który umożliwia rozpoznanie autora. Można posługiwać się krótkimi zdaniami, wręcz bezokolicznikami, lub budować długie i kwieciste zdania - to jest własny styl. Nadal jednak musisz się trzymać zasad rządzących danym językiem. Pewne odstępstwa są dopuszczalne w poezji, ale w prozie niestety nie.

Nie czytałem opowiadania, więc powstrzymam się od oceny. Rzuciłem tylko okiem na kilka ostatnich zdań.
Napisałeś dziecieńcy zamiast dziecięcy - błąd ortograficzny.
Napisałeś "kawałek mięsa mogący być elementem płuc". Mięsem potocznie nazywa się głównie mięśnie/tkankę tłuszczową. Płuca mogłeś opisać jako fragment tkanki, krwawy strzęp, itp. Błąd logiczny.
Napisałeś "szerokość była dłuższa". Błąd logiczny.
To są właśnie przykłady błędów językowych, a nie własnego stylu.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
MrYasiuPL on 25-09-2007, 21:56
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
Średnia:100%
Good, pisz nastęną część. Ogólnie jest dobrze ale opisuj niektóre rzeczy dokładniej.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
homeosapiens on 05-10-2007, 03:55
Zgadzam się z przedmówcą - błędów trochę jest, ale w trzeba też przyznać, że napracowałeś się i to całkiem sporo. Dlaczego więc nie miałbyś nam dać następnej części lub czegoś zupełnie z innej beczki. Styl i błędy to nie jest nic, czego nie można by poprawić, a trening czyni mistrza. Masz ode mnie najlepsze noty na zachętę.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:57.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166