Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->40 dni<!-- google_ad_section_end -->
40 dni
Autor artykułu: Szarik
29-01-2008
40 dni

Zachęcony ocenami popełniłem część drugą opowiadania Class Human. Jest to w zasadzie prequel.
Zaznaczam że jest to fikcja literacka. W żadnym razie nie było moim zamiarem obrażanie niczyich uczuć religijnych. Jeżeli ktoś się poczuje dotknięty z góry przepraszam!

Słońce paliło niemiłosiernie stojąc w zenicie. Powietrze falowało nad rozgrzanym piaskiem mamiąc i myląc zmysły. Piasek piekł przesypując się przez sandały. Wędrowiec nie dawał za wygraną. Szedł już od świtu. Owinięty szczelnie białym materiałem pozostawił jedynie szparę na oczy. Kierował się w stronę skał. Przynajmniej miał taką nadzieję, że te rozfalowane kształty to skały a nie kolejne złudzenie. Na szczęście po mniej więcej godzinie marszu podeszwy natrafiły na twardsze podłoże, a brązowe formacje skalne przybliżyły się na tyle by rozpoznać szczeliny, małe wąwozy czy nawisy skalne. Wędrowiec wszedł pod skalną półkę, rozejrzał się uważnie podnosząc mniejsze kamienie. Nie miał zamiaru siąść na skorpionie. Nie znajdując żadnego z tych niebezpiecznych pajęczaków usiadł opierając się o ścianę i odwinął materię z głowy. Wędrowiec miał około dwudziestu pięciu lat. Ogorzała twarz wskazywała na to, że nawykł do wędrówek i wielokrotnie wystawiał się na działanie słońca i wiatru. Twarz o wydatnym nosie okolona była czarną brodą a na głowie kłębiła się masa czarnych kręconych włosów. Mężczyzna wyjął spod odzienia skórzany bukłak i wypił łapczywie kilka łyków wody. Zapatrzył się w horyzont i czekał.
Ocknął się na dźwięk toczących się kamyków. Wielka czerwona kula słońca dotykała już linii horyznotu podpalając granatowe niebo krwistą łuną. Robiło się chłodniej a spomiędzy skał wypełzały już nocne cienie. Szuranie, kroki, kolejna lawina małych kamieni i zduszone przekleństwo. Po chwili z jednego z wąwozów wyłoniła się postać. Okalał ją czarny płaszcz. Człowiek krył twarz pod kapturem spod którego lśniły jedynie oczy odbijające szkarłat zachodzącego słońca. Wędrowiec wzdrygnął się widząc płonące czerwienią oczy w czarnej sylwetce. Wiedział, że to złudzenie optyczne, ale mimo to czuł nieprzyjemne ciarki chodzące mu po plecach. Człowiek podszedł bliżej i zsunął kaptur na plecy odsłaniając śniadą starannie ogoloną twarz. Proste czarne włosy spływały mu na ramiona. Wędrowca wierciły czarne jak węgle oczy rozdzielone orlim nosem. Po wąskich zaciętych ustach błąkał się szyderczy uśmieszek.
- Witaj wędrowcze. - Tembr głosu był głęboki i aksamitny mocno kontrastujący z pierwszym wrażeniem i drapieżną sylwetką. - Będziemy tak na siebie patrzeć czy powiesz co cię tu sprowadza?
- Wiedza. Poszukuję odpowiedzi.
Ostatnie promienie słońca znów zalśniły w oczach dziwnego człowieka. Podróżnemu wydało się że widzi w nich błysk szyderstwa. Ogarnęła ich ciemność. Człowiek w płaszczu kucnął i zbliżył twarz do twarzy wędrowca.
- Wiedza, powiadasz! - Syknął. - Wiedza kosztuje i to nie mało. Co możesz mi dać w zamian?
- Nie mam nic... - Wędrowiec zawachał się. - Jestem biedny. Mogę jedynie ofiarować ci swoje usługi.
Czarny człowiek prychnął niczym rozwścieczony kot.
- A na co mi twoje usługi? Co chcesz robić? Gotować, sprzątać? Zamiatać piasek sprzed wejścia do domu? - Mężczyzna zawiesił głos. - Za wiedzę żądam życia. We właściwym czasie przypomnę ci o naszej umowie. Zapłacisz za wiedzę bezwzględnym posłuszeństwem w wyznaczonym przeze mnie momencie. Wykonasz to co ci każę. To może być jutro lub za dziesięć lat. Co ty na to?
Wędrowiec miał gardło wyschnięte na wiór. Nie wiedział już czy to pragnienie czy strach.
- Żądasz przysługi?
- Nie, nie przysługi! Absolutnego posłuszeństwa w wykonaniu jednego, jedynego polecenia. Taki cyrograf, który podpiszesz krwią. - Człowiek zahihotał najwyraźniej z siebie zadowlony.
- Zgadzam się.
- Doskonale! - Mężczyzna wstał. Teraz jego ciemna sylwetka zlewała się z tłem. Za plecami miał czarne jak smoła niebo usiane gwiazdami. - Jak się nazywasz wędrowcze?
- Jezus, syn Józefa.
- A więc chodź Jezusie, synu Józefa. Będziesz mi towarzyszem przez czterdzieści dni i w tym czasie odpowiem na każde twoje pytanie.
Wędrowiec wstał i ruszył za mędrcem.
- A jak ja mam się do ciebie zwracać?
- Możesz mówić mi Mistrzu.
- A więc od teraz odpowiesz na każde moje pytanie?
- Na każde.
- Kim jesteś?
- Sprytnie. - Mistrz odwrócił się w stronę Jezusa. - Ale nieprecyzyjnie. Musisz się szybko nauczyć zadawać właściwe pytania jeśli chcesz otrzymać oczekiwane odpowiedzi. Na zadane przez ciebie pytanie odpowiem: jestem człowiekiem.
- Jak masz na imię?
- O! Już dużo lepiej! Jestem Mariusz Scypion. Ha! Po twojej minie widzę, że oczekiwałeś innej odpowiedzi. Tak. Jestem Rzymianinem. Prawdziwym! Nie jakąś hołotą z prowincji. Jestem ekwitą, pochodzę z senatorskiego rodu. Co robię na tym odludziu, zapytasz? Musiałem się tu zaszyć na pewien czas. Polityka, te sprawy. Lecz to cię raczej nie będzie interesować. O! Jesteśmy w domu. - Mariusz zatrzymał się przed wykutym w skale portalem nad którym widniały zatarte przez czas napisy. Odwrócił się do Jezusa i wykonał zapraszający do wejścia gest. - Gość w dom, Bóg w dom. Jak to mówią w tych okolicach.
Weszli do mrocznej pieczary. Mariusz wyciągnął zza kamienia jakiś pakunek, nad którym przez chwilę maistrował. Gdy wstał grotę rozświetlił żółty blask wydobywająy się z niesionej przez niego lampy. Jezus uśmiechnął się na ten widok. Nigdy wcześniej nie widział takiej lampy ale nie był zaskoczony. Czuł, że nie powinien być. Z walcowatej podstawy lampy wystawała szklana bańka, z wnętrza której sączyło się światło. Bez płomienia. Bez dymu. Mariusz poprowadził w dół. Krętymi, kutymi w skale schodami. Na dole znajdował się krótki korytarzyk zamknięty mocnymi drewnianymi drzwiami, pokrytymi blachą z brązu. Gospodarz otworzył drzwi i weszli do rozległego pomieszczenia rozświetlonego podobnymi lampami do tej niesionej przez Mariusza. W sali stało kilka regałów i stołów. Wszystko było zawalone papirusami i księgami. W kącie stał stół zapełniony szklanymi słojami, butelkami i retortami. Wszystkie te utesynalia łączyły miedziane rurki.
- Musisz wybaczyć bałagan. Ostatnią gosposię zeżarły mi sępy. Proszę, nie krępuj się. - Mariusz zgarnął jednym ruchem papiery na spąg komnaty oczyszczając centralnie stojący stół. Zniknął za zasłoną skrywającą przejście do innego pomieszczenia. Wrócił po chwili stawiając na stole dzban i szmaciane zawiniątko.
- Wino i chleb. Nie byłem gotowy na gości. musimy na tym przetrwać kilka dni. Zaprzyjaźnieni pasterze dostarczają mi żywność raz na tydzień.
- Za darmo?
- Nie. Za leczenie zarówno ich jak i kóz.
- Powiedz mi, Jezusie, co pchnęło cię na pustynię?
- Wracaliśmy z Jerozolimy. Rozmawiałem tam z kapłanami. Mam mętlik w głowie. Jestem jednym z nazareńczyków. Faryzeusze nie uznają naszych przekonań. Uznają nas za sektę...
- Wybacz. Ale zupełnie nie rozeznaję się w lokalnych niuansach. Z grubsza wiem w co wierzą Żydzi.
- Kto ma rację? My czy oni? Czym jest Bóg? A może rację macie wy, Rzymianie, z waszą wiarą w wielu bogów?
- Ho! Ho! Powoli. Szukasz wiedzy czy religijnego natchnienia? Jak tego drugiego to idź na wschód, do Indii. Tam znajdziesz rośliny o długich wąskich liściach. nazbieraj sobie tych liści, wysusz i wypal. Od razu lepiej się poczujesz i Bóg do ciebie przemówi. - Kończąc mówić Mariusz już stał opierając się pięściami o stół i nachylając się nad Jezusem przestraszonym jego wybuchem.
Nastąpiła chwila ciszy. Mariusz usiadł na zydlu i bębnił palcami po desce stołu. Nagle huknął w blat całą dłonią.
- Czy wiesz, Jezusie, czym jest błyskawica?
- Gniewem Niebios.
- To jest właśnie religia. Zastępuje rozum. Nie znasz zjawiska, ale zamiast starać się je poznać szukasz w nim mistyki. Błyskawica, mój drogi, to wyładowanie atmosferyczne, wyrównanie potencjałów ziemi i atmosfery. Przy przeskoku elektronów wypromieniowywana jest energia pod postacią różnej długości fal. Zarówno świetlnych, dlatego ją widzisz, jak i dźwiękowych, dlatego słyszysz grom. Wiedząc czym jest błyskawica, wiesz jak się przed nią uchronić. Co więcej, wiesz jak ją wytworzyć. Chodż. - Mariusz wstał i podszedł do stołu z retortami. Wyciągnął zza nich dziwne urządzenie i czekał aż podejdzie Jezus. Na urządzenie składał się ustawiony pionowo dysk, nad który wystawaly dwie metalowe kule zawieszone blisko siebie. Sam dysk wyposażóny był w korbę. Całe urządzenie stało na drewnianej podstawie.
- Kręć korbą i patrz na kule. - Jezus wykonał polecenie. Korba stawiała opór. Dysk wydawał dziwny klekot. Po chwili kręcenia pomiędzy kulami pojawiła się na ułamek sekundy błyskawica, powietrze rozdarł suchy trzask. Jezus aż podskoczył. Dysk zatrzymał się po chwili.
- Widzisz? Kręcąc korbą dostarczyłeś do układu energię kinetyczną. Zmieniłeś potencjał kul. Przyroda jednak kocha równowagę. Kule wyrównały potencjał wytwarzając błyskawicę. To jest model. Wiedza, przyjacielu, to umiejętność eksperymentu i modelowania naturalnych zjawisk.
- Zdecyduj się teraz. Masz jeszcze szansę odwrotu. Szukasz wiedzy czy mistyki? Jeśli tego drugiego, to wiesz gdzie są drzwi, a naszą umowę uznam za niebyłą.
- Szukam wiedzy.
- To dobrze. Jeszcze jedna sprawa. Jesteś pierwszą osobą, która nie krzyknęła "czarownik!" lub "diabeł!" na widok lampy elektrycznej. Dlaczego?
- Ta dziwna lampa wydała mi się znajoma.
- Tak myślałem. Czy miewasz jakieś dziwne sny, fantazje o innych światach?
- Tylko o jednym. Widzę dziwne, gigantyczne, skąpane w słońcu, wieże. Pomiędzy tymi wieżami poruszają się rydwany i wozy, ale bez koni. po wysokich, podniebnych kładkach spacerują ludzie. Opowiadałem o tym śnie ojcu.
- I co?
- Twierdzi, że to wizje Nieba, że jestem Mesjaszem.
- Jesteś Wędrowcem, Jezusie. Człowiekiem, który świadomie przemieszcza się pomiędzy światami. Ale jesteś na początku swej drogi. Najprawdopodobniej obecne to dopiero drugie twoje wcielenie. Nie tylko odpowiem na twoje pytania Jezusie, ale rozbudzę w tobie Wędrowca na dobre. Ryczałtem. Bez dodatkowego cyrografu. - Mariusz się uśmiechnął.
Dni mijały. Jezus i Mariusz siedzieli w laboratorium lub spacerowali między skałami. Wszystko to o czym opowiadał Mairusz sączyło się do umysłu Jezusa powoli otwierając kolejne drzwi. Przypominał sobie kolejne epizody swego pierwszego życia. Odnajdywał znaczenia słów samolot, samochód, bankomat. Ogrom światów go zachwycił, ale świadomość wiecznej wędrówki przytłoczyła. Gdy zaspokoił głód wiedzy, gdy odkrył wszystkie swe wspomnienia pozostały pytania, które odkładał na sam koniec.
Znów siedzieli przy stole. Tym razem jedli pieczoną wołowinę. Mariusz uzdrowił starszego pobliskiej wioski. Przygotował jakieś zioła, które tamten miał pić i pomogło. To był ostatni wieczór. Jutro Jezus miał ruszyć znów swoją drogą.
- Czy my, Wędrowcy, mamy jakąś misję?
- Miałeś unikać mistyki, Jezusie!
- Jaki jest sens tych reinkarnacji?
Mariusz wyprostował się i spojrzał głęboko w oczy Jezusa.
- Nie wiem. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Każdy musi sam wyznaczyć sobie cel. Ja mam proste cele. Wiedza, pieniądze, władza. Pierwsze implikuje drugie, a drugie trzecie.
- Jesteś hedonistą, drogi Mariuszu.
- Nie przeczę. - Mariusz parsknął. - Ta pustelnia to okres przejściowy. Nie doceniłem Rzymian i ich smykałki do polityki. Przejżeli moją intrygę i musiałem uciekać. Spróbuję na wschodzie. Tam będzie łatwiej. W Azji są mniej pragmatyczni, a bardziej religijni.
- Jesteś cynicznym hedonistą. - Zaśmiał się Jezus. Szybko jednak spoważniał. - Czy istnieje Bóg?
- Bo stracę do ciebie szacunek!
- Odpowiedz!
- Tego też nie wiem. Jednak opowiem ci pewną historię. Dawno temu, w tym właśnie świecie zdarzyło się coś dziwnego. Spotkało się tu w jednym czasie wielu Wędrowców. Szansa jedna na miliard! A jednak do tego doszło. Świat był prymitywny, ledwo wychodził z epoki kamienia. Większość z nas miała już za sobą przynajmniej kilkanaście, nazwijmy to, przeskoków. Zachłysnęliśmy się możliwością władzy, jaką dawała nam nasza wiedza. I stało się, zostaliśmy uznani za bogów. Wtedy nastąpił rozłam. Ja chciałem szerzyć wiedzę, tak by przyspieszyć rozwój tego świata i zapewnić ludziom wygody cywilizacji. Większość wolała jednak upajać się władzą. Nie chcieli marnować tak doskonałej okazji by przeżyć te kilkadziesiąt lat jako władcy absolutni. Nie pociągała ich idea pracy u podstaw. Odeszliśmy, ja i ci co myśleli podobnie. - Mariusz zawiesił głos. Zapatrzył się w żółte światło żarówki. - Nauczaliśmy. Pokazywaliśmy ludziom prawdę. Karmiliśmy ich zakazanymi owocami wiedzy. Owocami poznania dobra i zła. Tamci zaczęli na nas polować. Dopadli Charakuuriona. Dopadli Sigmanthara. moich najbliższych przyjaciół. Nie chcieliśmy czekać aż nas złapią i wyślą na inne światy wśród bólu tortur. Ci co ocaleli sami zakończyli egzystencję na tym świecie. Ja tu wróciłem, znów przypadkiem. Trzydzieści sześć lat temu, jako Mariusz Scypion. I wiesz co odkryłem? Historię piszą zwycięzcy. Powiodło im się! Zostali bogami, a ludzie czczą ich do dzisiaj. Z nas zrobili odrażające demony. Sigmanthara nazwali Azazelem! Nie ze wszystkim im się jednak udało. Ludzie przemycili pamięć o nas w mitach. Charakuuriona nazwali Prometeuszem. Mi nadali zresztą podobne imię. Wiesz już jakie?
Jezus powoli kiwną głową.
- Chodźmy spać. Jutro czas pożegnań. - Mariusz wychylił kubek do dna i odszedł. Jezus słyszał jak zwala się bezładnie na łóżko w drugiej komnacie. Sam został przy stole i myślał.

Za ich plecami wstawało słońce. Ich cienie układały się na piasku niczym dwa olbrzymy.
- Pamiętaj o naszej umowie Jezusie. I o jeszcze jednym. Wiedza którą posiadłeś jest jak atom. Możesz postawić elektrownię, ale możesz też zbudować bombę. Od ciebie zależy, którą drogę wybierzesz. Wiedza w służbie ludzkości prowadzi do rozwoju. Wiedza w służbie religii do wojen i mordów. Pamiętaj o tym.
- Poucza mnie stary cynik? - Jezus zaśmiał się.
- Ja mam swoją drogę. Doświadczenie pozwala mi na niedokonywanie wyboru i zadbanie o siebie. Ty musisz się pilnować by nie porwał cię wir wydarzeń i nie zmyliła ułuda kontroli nad własnym życiem. Żyj, Jezusie Nazareńczyku. Unikaj religii, zwłaszcza teraz, z twoją wiedzą!
- Dzięki. Żegnaj... Lucyferze.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, odwrócił się na pięcie i odszedł pomiędzy skały.

W jego stronę biegli ludzie. Kilka osób wysforowało się na przód. Ktoś z tyłu ciągnął za uzdy dwa wielbłądy. Rozpoznał osobę biegnącą jako pierwszą. To był Józef. Ojciec dopadł Jezusa i uściskał go z całej siły łamiąc mu niemal żebra. Maria padła na kolana. Płakała i śmiała się na przemian wznosząc ramiona ku niebu.
- Czterdzieści dni! Szukaliśmy cię tak długo, ale Bóg nie pozwolił zgasnąć nadziei! Jesteś z rodu dawidowego! Jesteś Mesjaszem! To nas trzymało na duchu. Teraz jesteśmy pewni! - Józef dalej ściskał syna i mówił przez łzy łamiącym się głosem - Przeżyłeś tak długo na pustyni. Bez jedzenia i picia. To cud! To znak od Boga! Co się działo? Powiedz, co się stało na tej pustyni?
Jezus odwrócił głowę patrząc wstecz. Wiatr niosący piach zasypywał powoli jego ślady. Linia ciągnąca się do rozedrganych na horyzoncie skał niknęła w oczach.
- Na pustynię zaprowadził mnie Duch Święty! - Zaczął łamiącym się głosem. - Tam spotkałem Szatana, który kusił mnie i chciał bym odszedł od prawdziwej wiary w Ojca. Wytrzymałem próbę, a moja wiara jest silniejsza. Chodźmy! Głośmy radosną nowinę!

Wieczór był ciepły. Powietrze wypełnione było grą cykad. Z domu dochodziły odgłosy wieczerzy. Jezus wyszedł na zewnątrz. Zaczerpnął w płuca ciężkiego od zapachów powietrza.
- Dobrze się bawisz?
Zamarł. Pamiętał ten głos. Teraz dojrzał ciemną sylwetkę stojącą pod murem. Człowiek opierał się o pień daktylowej palmy. Dlatego nie był widoczny od razu. Przy nodze miał podróżny tobołek.
- Wybrałeś się na Wschód, Lucyferze?
- Tak. I przy okazji zajrzałem tutaj. Do Jerozolimy.
- Cieszę się, że cię widzę.
- A ja nie bardzo. Wybrałeś drogę, przed którą cię ostrzegałem. Z której nie ma odwrotu.
- Nie prawda! Pomagam tym ludziom! Leczę ich!
- Nie leczysz tylko uzdrawiasz. Nie mówisz im na czym ich choroba polega, nie tłumaczysz dlaczego podajesz im takie a nie inne lekarstwo. Nie mówisz jak choroby uniknąć. Jesteś jak wioskowy szaman, nie jak lekarz. A miasto aż huczy o tym, że przywróciłeś życie martwemu człowiekowi!
- Łazarz nie był jeszcze martwy! Zastosowałem reanimację. Sztuczne oddychanie i masaż serca. Uratowałem mu życie korzystając z wiedzy!
Lucyfer w kilku krokach znalazł się przy Jezusie. Złapał go za szaty i uderzył nim o ścianę.
- Wskrzesiłeś go! - Wycharczał Jezusowi w twarz. - Ja wiem, że to była reanimacja! Dla nich to wskrzeszenie. Dla nich jesteś bogiem! A najgorsze jest to, że widzę, że ci się to podoba!
- Tak, Lucyferze! Masz rację! Podoba mi się cześć i szacunek jakimi ludzie mnie darzą. I tylko to. Nie chcę władzy tak jak ty. Nie chcę pieniędzy! Jesteś cynikiem, sam to przyznałeś. Nie masz prawa mówić innym co jest dobre a co złe! Wiem co cię boli. Żałujesz wyboru dokonanego te pięć tysięcy lat temu! Żałujesz swojego ówczesnego altruizmu. Teraz wybrałbyś inaczej. Teraz byłbyś oportunistą. Jesteś tchórzem Lucyferze! Tchórzem spraliżowanym dokonanym kiedyś wyborem i jego konsekwencjami.
- Żądam spełnienia obietnicy! - Wysyczał Lucyfer. Jezus zbladł. - Przyjdź do tego ogrodu jutro w południe. Sam. Będę czekał. - Lucyfer puścił szaty Jezusa, wrócił po swój tobołek i wyszedł na ulicę niknąc w wieczornym tłumie.

Jezus czuł się nieswojo. Stawił się na prośbę Lucyfera, chociaż w sumie ten nie groził żadnymi konsekwencjami odmowy. W samym jego głosie brzmiał rozkaz, którego nie można było zignorować. Nazareńczyk czuł, że jest obserwowany, że coś jest nie tak. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu by natychmiast rzucił się do ucieczki. Usłyszał kroki. Spiął się cały, po czym odetchnął z ulgą. Człowiekiem, który się zbliżał był Judasz Iskariota, uczeń Jezusa. Judasz podszedł do Jezusa i obiął go.
- Mariusz Scypion powiedział: wybrałeś drogę bez odwrotu. - Judasz wyszeptał te słowa do ucha Jezusa po czym pocałował go w policzek. Jezus zamarł. Do ogrodu wpadli legioniści. Chyba cała kohorta. Migały zbroje, miecze i czerwone tuniki. Judasz został odepchnięty a na Jezusa posypały się ciosy. Stracił przytomność.

Lucyfer siedział na skraju gaju. Nogi przycisnął do piersi i trzymał głowę na kolanach. Zachodzące słońce podpaliło Golgotę. Trzy krzyże wyglądały jakby wyrastały z płomieni. Jezus, Jahwe, Odyn, Zeus. Oni wszyscy mieli rację. Naturalnym odruchem ludzi jest strach i posłuszeństwo. Swoją przewagę można wykorzystać do sięgnięcia po władzę, i tylko do tego. Utopie nie mają sensu. Przyznaj się, Lucyferze, ile widziałeś społeczeństw utopijnych? Wszystkim według potrzeb? No ile? Ani jednego! Poległeś, Lucyferze. Prometeusz chociaż ma swój mit. Ty nie masz nic. Jezus mówił prawdę. Boisz się. Odrzuć strach. Przystąp do zwycięzców! Jest jeszcze tyle światów! A możesz zacząć już w tym! Lucyfer wstał i ostatni raz spojrzał na Golgotę. Na zdejmowane z krzyża ciało.
- Miałeś rację, a ja się myliłem. Spotkamy się jeszcze. Spotkamy w gąszczu światów i wtedy cię przeproszę.
Autor artykułu
Szarik's Avatar
Zarejestrowany: Jun 2007
Miasto: Kraków
Posty: 102
Reputacja: 19
Szarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znanySzarik nie jest za bardzo znany

Oceny użytkowników
Język
76.6%76.6%76.6%
3.83
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
80%80%80%
4
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Głosów: 6, średnia: 79%

Narzędzia artykułu

  #1  
homeosapiens on 29-01-2008, 15:25
Kontynuacja bardzo dobrego opowiadania. Ocena za całokształt. Czekam na więcej.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Angrod on 04-02-2008, 15:58
Ocena użytkownika
Język
100%100%100%
5
Spójność
100%100%100%
5
Kreatywność
100%100%100%
5
PrzekazBrak Informacji
Wrażenie OgólneBrak Informacji
Średnia:100%
Gdyby zainwestować trochę energii w ten pomysł, ma wszelkie zadatki by się sprzedać i pewnie być zekranizowanym: z wartką akcją, ale inteligentny, z obrazoburczy i kontrowersyjny bo tyczy historycznych postaci, ale w sferze bezpiecznej fikcji, porusza kwestie filozoficzne w sposób przystępny i skłania do refleksji, wizjonerski, widowiskowy, trzymający w napięciu i hm... Wiesz pewnie, że scenarzyści strajkują. To akurat niezły moment
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
Lhianann on 19-02-2008, 09:27
Naprawdę warte poznania.
Czemu nie wyślesz go do jakiejś gazety?
Naprawdę ma spore szanse na przebiecie się.
Rzec moge, ze podoba mi się bardziej od częsci pierwszej.
Czekam na więcej Twej twórczości.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:44.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166