Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Zwiadowca<!-- google_ad_section_end -->
Zwiadowca
Autor artykułu: Regot
13-02-2008
Zwiadowca

1

--------------------------------------------------------------------------

2018 : Lipiec : 21


Słońce mozolnie i jakby niechętnie wznosiło się ponad horyzont. Zdawało się jakby w ogóle nie chciało wzejść jednak zmuszane naturalnym porządkiem rzeczy musiało w końcu ulec. Niebo dzisiaj było bezchmurne, prawie. Zazwyczaj to dobra wróżba, może uda się coś więcej upolować? Póki co jednak nikt nie myślał o pogodzie, już połowa obozu zdążyła wstać i zabrać się do pracy. Można by to nazwać monotonnym lecz na ich twarzach nie widać było znudzenia, zupełnie jak by robili to pierwszy czy drugi raz, a przecież minęło już 6 miesięcy od zakończenia wojny. Wszyscy uważnie doszukują się dziur w siatce okalającej obóz i grzebią w starej maszynce "Elektro" która dostarcza nam prąd, nie wiem jak działa, nie interesuje mnie to, ale ważne że wytwarza prąd. Część sprawdza zapasy żywności i stan broni, amunicji. Ataki mutantów nasilają się od jakiegoś miesiąca. Te paskudne kreatury z starego laboratorium czują się coraz pewniej, gdyby nie to że mamy siatkę pod napięciem dawno dobrały by się do nas jak do pozostałych. Ale mijają kolejne godziny aż w końcu czas wybrać kogoś. Nikt z reguły nie chce być myśliwym, większość bestii z lasu co prawda w nocy śpi ale to nie zmienia faktu że podczas polowania nigdy nie masz pewności czy jesteś łowcą czy ofiarą . Tym razem jednak nie było jak zazwyczaj. Ktoś zgłosił się na ochotnika, pierwszy raz od trzech lat. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna z długimi włosami związanymi w kucyk. Miał na sobie dżinsy, glany, bordową koszulkę i czarną bluzę. Nie widziałem go wcześniej, ale sądząc po tym ze z kieszeni wystawał mu klucz Francuzki czy jakiś inny domyśliłem się że pracuje przy "Elektro". Mogło by się jednak wydać dziwne że jako jakiś spec od maszyn nabawił się blizny na prawej dłoni, a w lewej nodze na wysokości uda krwawił przez co zabarwiło mu spodnie krwią. Wyglądał jak by ledwo co wrócił z polowania, tyle że nie trząsł się ze strachu. Co gościowi strzeliło do głowy ? Całymi dniami siedział przy maszynie a teraz chce polować? Bez doświadczenia? I z skąd te rany? Musiałem się dowiedzieć o co chodzi więc oczywiście zgłosiłem się żeby mu towarzyszyć. Pamiętnik tu zostawię, wole nie ryzykować że go zgubię czy w inny sposób utracę, swoją drogą, ciekawe jak nam pójdzie...

--------------------------------------------------------------------------

-Na co czekasz Jacek ? Musimy już ruszać, a nawet nie odebraliśmy broni z magazynu. Zostaw tą książeczkę i chodź
Michał stojąc w drzwiach starego szałasu czeka na Jacka kończącego coś pisać w swojej, jak to określił „książeczce” . Jacek z reguły nie lubił być poganiany ale tym razem musiał przyznać że jest już dość późno. Szybko schował pamiętnik do szuflady w starej komodzie i biegnąc w stronę wyjścia szybkim ruchem pochwycił szary płaszcz wiszący na ścianie. Bez słowa wyszedł przed szałas i założył go, od razu skierował się do magazynu znajdującego się w samym środku obozu. Michał ruszył zaraz za nim ale Jackowi coś się w nim nie podobało, miał złe przeczucia. Jako że obóz nie był duży szybko dotarli gdzie zamierzali. Magazyn był zdecydowanie największym budynkiem na terenie obozu, dawniej to była szkoła. Teraz każda klasa czy raczej każde pomieszczenie służy do przechowywania innego rodzaju towaru, na drzwiach jest stale aktualizowana lista dostępnego sprzętu. Jacek jeszcze nigdy nie był w środku toteż od razu rzuciła mu sie w oczy liczba strażników, praktycznie przed każdym pomieszczeniem stała uzbrojona osoba a niektórzy patrolowali korytarze. Jako że obóz był niezbyt wielki nigdy nie widział tylu ludzi na raz, może na wyższym piętrze były pomieszczenia mieszkalne? A może coś jest w piwnicy? Zaraz po wejściu zostali zatrzymani przez pewnego wysokiego mężczyznę w wojskowym moro i czerwonym berecie na głowie jednak bez żadnej broni.
- Kapral Łukasz ze straży magazynu. To wy jesteście tymi ochotnikami ?- gdy wypowiadał ostatnie słowo jego głos stał się bardziej surowy, ostrożnie zmierzył Jacka i Michała wzrokiem wyczekując odpowiedzi.
-Tak, to my- Odparł po chwili niepewnym głosem Jacek.
Nie wiedział o co chodzi, nie raz już był na polowaniu ale nigdy nie kazali musie zgłosić do magazynu, zazwyczaj odbierał broń od strażników przy wyjściu z obozu. To wszystko wydawało mu się dziwne i niepokojące
-Ale dlaczego nas tu wezwano?- dodał po chwili.
Kapral natomiast spokojnie rozejrzał się dookoła jakby na kogoś czekał
-To nie będzie zwykłe polowanie. Wczorajszej nocy wysłaliśmy zwiadowcę w stronę laboratorium by za pomocą ładunków wybuchowych zniszczył ostatnie wyjście, te bestie nie mogą sobie paradować po okolicy. Sami chyba rozumiecie- Łukasz najwyraźniej miał już dość ataków na obóz i chciał z tym skończyć lecz nie mogą ryzykować następnej próby bez poznania przyczyny klęski poprzedniej. Nie mają dużo materiałów wybuchowych do dyspozycji więc muszą być oszczędni i ostrożni jeśli chodzi o ich użycie.
-Więc czego od nas chcecie?- Odparł Jacek już pewniejszym głosem.
Wyprostował się i spojrzał Kapralowi prosto w twarz, wiedział już o co chodzi, są potrzebni. Może uda się coś z tego wyciągnąć dla siebie? Łukasz jednak z kamiennym wyrazem twarzy nie zdradzał najmniejszych emocji.
-Dostanie lepszą broń, najlepszą broń. Zgłosiliście się na ochotników to musicie wiedzieć co robicie. Zapomnijcie o polowaniu. Mamy dość zapasów na dwa tygodnie. Musicie udać się w kierunku laboratorium, odnaleźć zwiadowcę, macie wrócić tu z nim.
Kapral ciągle zachowywał pokerowy wyraz twarzy. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciał by iść do laboratorium, siedliska mutantów. Jednak nim Jacek czy Michał zdążyli zaprotestować Łukasz skiną ręką na jednego z przechodzących ludzi. Był to nikłej postury, można by powiedzieć cherlak. Miał w reku walizkę a z kieszeni wystawały mu śrubokręty. Miał okulary i nie wydawał się pasować do tego miejsca. Ten jednak na znak Kaprala podszedł do drzwi i bez słowa otworzył je jednym z kluczy. To co za nimi się znajdowało przyprawiło w osłupienie Jacka jednak Michał zdawał się być mniej przejęty. Cały pokój wypełniony bronią. Wszelki kaliber, wyrzutne granatów i pocisków przeciw pancernych wisiały zawieszone pod sufitem natomiast na stołach po środku mnóstwo pistoletów w tym i automatycznych. Na regałach i pułkach pod ścianami mnóstwo karabinów. Można tu było znaleźć wszystko od Glock 18 przez legendarną M16 i całą serię AK aż po wyrzutnie RPG-7.

2


Jacek był niezwykle zaskoczony tym widokiem, początkowo nie mógł zbyt wiele powiedzieć. Dopiero po chwili jakby sam do siebie, wyszeptał
- Jak zdobyliście tyle broni?
Nie spodziewając się nawet odpowiedzi wszedł do pokoju w którym już kręcił się Michał ,zdawało się jakby szukał czegoś konkretnego. Łukasz nie ufał mu i bacznie obserwował każdy jego ruch, nie był zaskoczony a dostęp do arsenału ma tylko on i parę innych osób, on sam jak pierwszy raz zobaczył arsenał zaniemówił podobnie jak Jacek. Poza tym kapral zachodził w głowę czego szuka i czemu ma wrażenie że widzi go po raz pierwszy, nikt nowy do obozu nie przybył. Wszystkich obozowiczów znał, może nie osobiście ale z widzenia, w końcu często patrolował obozowisko i miał okazje poznać się ze wszystkimi ale nie z nim. Marek dyskretnie przywołał do siebie osobę której przed chwila kazał otworzyć arsenał
-mam co do niego złe przeczucia, zawołaj Filipa i tego drugiego, jak mu tam… Kościeja.-
Ten jedynie skinął głową i zaraz ruszył w kierunku z którego przyszedł. Jacek tym czasem dopatrzył się ciężkiego karabinu maszynowego M60. Stał pod stołami z pistoletami więc nie był od razu widoczny *Co za bestia, ale pewnie warzy swoje a i amunicji żre nie mało* Jacek miał w rękach co najwyżej strzelbę, tyle mu do polowania wystarczyło, nie spodziewał się że ma pod nosem taki arsenał broni. Na pułkach było dużo karabinów z serii M16. Jacek wziął jeden.
-To mi się podoba, dobry jest ?- Zapytał Jacek spoglądając w stronę Kaprala.
-Owszem, to M16 A4. Świetna broń, jeżeli ją wybierzesz pamiętaj… najlepiej strzelać krótkimi kontrolowanymi seriami.
-Zapamiętam, a…- Jacek nie zdążył dokończyć bo w tym Momencie odezwał się Michał.
-Macie tu może coś takiego jak M1 Grand ? nie mogę się go doszukać- Łukasz wyraźnie zaskoczony spojrzał w stronę Michała.
-Ty to chłopie wiesz co dobre, poszukaj tam za strzelbami powinien być- Wskazał półkę w rogu pokoju.
Jacek nawet nie wiedział co to jest, nie znał się na broni, jemu wystarczy wiedzieć gdzie spust i jak wymienić magazynek. Jacek podszedł do stołu, wizą pierwszy lepszy pistolet jaki mu wpadł w ręce (Walter P-99) i wyszedł z pokoju. Akurat w tym samym momencie przyszedł Kościej i Filip. Obaj dobrze zbudowani w podobnym ubiorze choć zasadniczo się różnili. Mieli ciemnozielone spodnie, szare koszule i czarne bluzy. Jednak Kościej był wysoki i szczupły, wręcz kościsty. Filip natomiast średniego wzrostu, dobrze zbudowany i o groźnym wyrazie twarzy. Gdy Filip staną przed wejściem, Kościej wszedł do zbrojowni. Michał wyciągał właśnie swoją ulubioną broń. *Solidna robota* pomyślał przyglądając się jej. Podszedł do stołu i zabrał Ten sam pistolet co Jacek. Dopiero w momencie gdy chciał wyjść zauważył że doszło dwóch nowych gości. Powoli podszedł w kierunku wyjścia nie wiedząc czego się spodziewać ale jako ze nikt go nie zaczepił wyszedł i dołączył do Jacka. Łukasz zamykając drzwi do pokoju z bronią zdążył jeszcze zawołać do odchodzących Jacka i Michała
-Nie zapomnijcie odebrać amunicji przed wyjściem.
Wymownie spojrzał na Kościeja i Filipa dając im do zrozumienia żeby ich jeszcze poobserwowali, przynajmniej do póki nie opuszczą obozu. Jacek i Michał tym czasem byli już nieopodal wyjścia z budynku. Podeszli do małego okienka w ścianie nad którym była przybita drewniana tabliczka z napisem „AMUNICJA” z drugiej strony siedział jakiś dziadek, staruszek o siwych włosach, w myśliwskiej czapce i w połowie obdartej koszuli z licznymi śladami błota, krwi i przypaleń. Pierwszy podszedł Jacek
-mogę tu odebrać amunicję do karabinu m16 ? i tego pistoletu ?- zapytał niepewnie.
-A możesz- Odparł niedbale starzec, wyciągając skądś jakaś konserwę, otworzył ją i zaczął jeść palcami pomimo że Jacek już z stamtąd widział że w pokoju, na parapecie z drugiej strony leżą sztućce.
-Chcę odebrać z stąd amunicje- powiedział już bardziej stanowczo.
-A ja chcę zjeść- Powiedział starzec nie przerywając nawet jedzenia. Jacek oglądając się zobaczył jak Michał o mało się nie przewraca ze śmiechu. Widać że starał się powstrzymać ale nie wytrzymał.
-I co? Staruszkowi się tak dajesz?- mówił ciągle się śmiejąc -Czy to tak zostawisz? Odpowiedz mu coś. ciągnął Michał.
Jacek rozejrzał się i spostrzegł tych samych dwóch ludzi którzy pojawili się w zbrojowni. Oni jednak nie śmiali się.
-Słuchaj dziadku, jak mi zaraz nie dasz naboi to…
-To co? Zastrzelisz mnie? Ciekawe tylko czym …
Widać było że dziadek był pewniejszy siebie i wyraźną przyjemność sprawiało mu denerwowanie ludzi. Chwile po tym jak to powiedział nagle zerwał się z miejsca po czym wybiegł z pomieszczenia. Jacek zajrzał przez okienko i rozejrzał się, zobaczył jak jakaś inna osoba wchodzi do pokoju a dziadek bierze miotłę i zaczyna zamiatać. Osoba która właśnie weszła do pomieszczenia miała na sobie biały fartuch. Podeszła do okienka i nawiązała rozmowę z Jackiem.
-Witam, dziś Tamara nie stawiła się do pracy więc ja muszę ją zastępować, jestem Maciek. Coś podać?
-Tak, amunicję do M16 – Jacek odetchną z ulgą natomiast Michał ciągle nie mógł się opanować.
-Proszę bardzo, do tego pistoletu też ? a i przypominam że to czego nie wystrzelasz do zwrotu. – Maciek dał Jackowi trzy magazynki. I schylił się już zapewne po amunicję do pistoletu.
-tak, ale do pistoletu to podwójna ilość bo jeszcze kolega ma taki sam. Poproszę jeszcze amunicję do tego karabinu- dodał wskazując na broń Michała stojącego za nim.
-Nie ma sprawy- odparł Maciek wykładając do skurzanej torby naboje.
Teraz Michał i Jacek mogli już spokojnie ruszać, zgadzali się że lepiej będzie podzielić między siebie amunicje już po opuszczeniu obozu. Ruszyli więc w stronę jedynego wyjścia. Wzbudzili nie małe zaskoczenie, nikt z obozowiczów nie wiedział z jaką idą misją a do tej pory myśliwi ruszali tylko z strzelbami. Podczas drogi byli często zatrzymywani i wypytywani o broń oraz to czy na pewno idą polować na mutanty. Obaj zgodnie milczeli a ciekawskich przybywało. Dotarli w końcu do wyjścia którym była mała furtka, mogła się tam zmieścić jedna osoba wiec musieli wychodzić pojedynczo a tłum ciekawskich zaczął się zagęszczać. W końcu jedna z osób której Jacek nie mógł rozpoznać gdyż było zbyt tłoczno spróbowała mu wyrwać karabin a za nim ruszyli inni. Zaczęło się prawdziwe zamieszanie a ani Jacek ani Michał nie mogli nawet ruszyć bronią by wystrzelić w powietrze czy choćby odbezpieczyć. Rozległ się odgłos wystrzału, wszyscy odruchowo się odsunęli choć dźwięk nie pochodził od ich broni. Filip wystrzelił w powietrze. Teraz już Jacek zrozumiał czemu tak za nimi łazili od arsenału, a przynajmniej tak przypuszczał. Specjalnie by mogli wyjść odłączono na chwile napięcie w ogrodzeniu, zaraz po ich wyjściu jednak włączono je z powrotem. Ktoś z za ogrodzenia wyrzucił ponad siatką jakiś plecak. Jacek wiedział że zawsze tak się robi. Otworzył i sprawdził co zapakowali im na drogę. Często widział jak „Poszukiwacze” którzy odnajdują zabłąkane dusze i proponują im miejsce w osadzie tak właśnie otrzymywali prowiant na drogę. Nie wiedział dlaczego tak robią, może to jakaś tradycja? Symbol? Było tam kilka konserw i dwa bochenki chleba, poza tym woda w butelkach i zestaw pierwszej pomocy. Odeszli nieco dalej i zagłębili się w lesie, teraz czas rozdzielić amunicję bo potem może być już na to za późno. Poszło bez większych trudności gdyż amunicja do ich broni się różniła a do pistoletów było jej dużo. W milczeniu ruszyli w kierunku starego laboratorium, w którego okolicach mieli odnaleźć zwiadowcę.

3


Jacek i Michał wędrowali póki co przez las w kierunku laboratorium, drogą jaką według nich obrał by zwiadowca. Obaj wiedzieli ze nie zdążą przed zmrokiem i będą musieli znaleźć schronienie, jednak jeszcze się za nim nie rozglądali, w końcu zostało trochę czasu. Stare drzewa, brak liści, uschła i zniszczona kora. Drzewa też zmieniły się jak zwierzęta, teraz nie potrzebują liści, ani kory. Kora chroniła je ale teraz gdy ich żywica stała się silną trucizną, same zniechęcają zwierzęta i ludzi do ich uszkodzenia. Stały się też dzięki temu bardziej odporne na pasożyty, teraz nigdzie nie rośnie jemioła a i mech na drzewach już nie wyrośnie, co znacznie utrudnia orientację w terenie. Krzewy też się zmieniły, niektóre stały się niczym drut kolczasty i tak są wykorzystywane, inne stały się niższe i nad wyraz giętkie, właściwie nie do złamania. Niektóre rośliny też są odporne na ogień co wcześniej było nie do pomyślenia. Tak czy inaczej najwyraźniejsze zmiany promieniowanie wywołało na zwierzęta. Koty chociażby, cztery łapy z ostrymi jak brzytwa pazurami i paszcza z zębami niczym dziurkacz. Poza tym ta zwinność, zręczność i precyzja. Widzą w ciemnościach i skradają się bezszelestnie, jedne z najgorszych plag naszych czasów, kiedyś ludzie trzymali je w domach a teraz wszędzie ich pełno. Z psami sprawa wygląda nieco lepiej, wyłysiały i stały się takie bardziej karłowate. Jedne łapy mają większe niż inne i tym podobne, łatwo takiego upolować ale już do jedzenia nie nadaje się za bardzo. Każde zwierze właściwie się zmieniło poza nielicznymi takimi jak krokodyle czy węże. Ścieżka powoli zanikała wśród roślinności, czerwonej trawy i grzybów „świetlnych” nazywanych tak z powodu gdyż w nocy świecą na zielono. Droga którą podążali w końcu znikła a Michał i Jacek musieli szybko znaleźć schronienie, gdyż zachód słońca nadszedł szybciej niż się spodziewali. Michał prowadził, szedł przed siebie rozglądając się aż w końcu coś zauważył. Pochylił się nieco i szepną do Jacka by zrobił to samo.
-Coś widziałem, tam chyba coś jest, jakiś budynek- Szepną Michał.
Powoli podniósł się i chwycił karabin, cicho podążał w stronę domu. Zasłaniany przez roślinność przenikał niczym cień nie wydając żadnych szelestów. Jacek chwile potem ruszył jego śladami, starał się iść dokładnie jak Michał, stawiać stopy w tych samych miejscach. Obaj podeszli dość blisko, na tyle przynajmniej by się przyjrzeć. Dom, a raczej drewniana chatka była sama, nie widać było w okolicy innych zabudowań prócz studni. Chatka była zrobiona z drewnianych bali a dach miała ze strzechy. Wyglądała jak chatka leśniczego. Okna co prawda powybijane ale drzwi za to całe. Wyglądała na opuszczoną. Michał wyszedł pierwszy z ukrycia a Jacek go osłaniał. Podszedł do jednego z okien i ostrożnie zajrzał do środka. Wnętrze w stanie idealnym. Na ścianach trofea z normalnych zwierząt takich jak dzik, jeleń, sarna i niedźwiedź. Na dywanie rozłożona skóra z tego ostatniego. Meble drewniane, dobrze zachowane. Stół i dwa krzesła, regał, szafa a i w rogu można było dostrzec łóżko. Michał bardzo się uradował i szybko machną ręką do Jacka by przyszedł tu i sam zobaczył. Tym czasem sam od razu popędził do drzwi. Otworzyły się z lekkim skrzypieniem czego można było się spodziewać ale nie przejmował się tym, od razu podbiegł do szafy zajrzał do środka. Komplet ubrań, buty i kilka czapek, jednak nic co zainteresowało by go. Potem podszedł do regału, wtedy kiedy wchodził Jacek zajrzał do szuflad, było tam trochę amunicji do strzelby, chyba śrutówki. Poza tym konserwy, suchary, zgniłe już mięso i również w nienajlepszym stanie chleb. To Michał bez wahania wyrzucił przez rozbite okno, znalazł się też słoik miodu. Jacek sprawdził w tym czasie pułki w tym samym regale, było tam mnóstwo fotografii i co ciekawsze pamiętnik. Schował go szybko do torby by nie zapomnieć go zabrać rano, po powrocie do obozu miał by się czym zająć, w końcu znalazł by coś na nudę. Poza tym chłopcy nic ciekawego nie znaleźli w chatce, najbardziej zastanawiające było że jest amunicja a nie ma broni. Tak czy inaczej robiło się późno, uzgodnili że gdy jedna osoba śpi w łóżku druga stoi na czatach. Teraz zasiedli do kolacji, najpierw po konserwie i sucharze a na deser miód. Dawno tak dobrze nie jedli ale co się dziwić. Pierwszy na warcie stał Jacek, wziął swój karabin i po zamknięciu drzwi staną przy oknie. Mozolnie mijały kolejne godziny spowite w absolutnej ciszy, nic podejrzanego, żadnych odgłosów mutantów czy szelestu w krzakach. Jacek wpatrywał się w przestrzeń, wsłuchując się w odgłosy. Sen go morzył strasznie, ale nie mógł sobie pozwolić na zaśnięcie. Podsuną krzesło pod okno i usiadł na nim, nie minęła nawet połowa jego warty, może z 2 godziny które w takiej ciszy zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Walczył jeszcze sam ze sobą lecz w końcu uległ, głowa opadła mu na parapet a oczy same się zamknęły. Próbował jeszcze raz czy dwa się ocknąć ale bez skutecznie.
Wnet obudził go wystrzał z bardzo bliska, gwałtownie poderwał głowę i pochwycił karabin, rozejrzał się. Spostrzegł za sobą Michała z jego karabinu natomiast wydobywał się jeszcze dymek. Michał miał poważny wyraz twarzy i wyglądał przez okno.
-Ile tak spałeś?!- Wrzasną zdenerwowany.
-Wiesz że właśnie ocaliłem ci życie?! Co to za spanie?!- Był wyraźnie zdenerwowany i widać było że nie żartuje.
Jacek wyjrzał przez okno i spostrzegł leżącego tuż pod nim mutanta z… a raczej bez głowy która leżała kawałek dalej. Była nadzwyczaj mała, niczym zaciśnięta pięść, a mutant który leżał pod oknem miał ciało człowieka. Michał najwyraźniej odstrzelił mu głowę gdy ten już chciał zaatakować Jacka. Nieopodal jego zwłok leżał łom, z pewnością chciał go użyć. Z jednej strony Jacek cieszył się że jeszcze żyje, a z drugiej myśl że niektóre mutanty używają narzędzi przeraziła go. Przypomniał sobie o strzelbie której nie znaleźli, to go przeraziło do reszty. Czy mutanty umieją posługiwać się taka bronią? Lepiej żeby nie. Jacek już chciał się tłumaczyć przed Michałem gdy jednak usłyszał za sobą dziwne warczenie zapomniał o tym, odwrócił się powoli w stronę okna, spostrzegł całą watahę wilków. Szybko odbezpieczył broń. Wilków było około trzydziestu, miały pozlepianą brudną sierść czerwone ślipia i ociekający krwią pysk, wiele z nich miało jeszcze ślady po licznych walkach najpewniej miedzy sobą. Brak ucha czy nadgryziony ogon a także liczne szramy i blizny, jeden nie miał wcale dolnej szczęki. Może zwabione odgłosem wystrzału a może krwią martwego mutanta, tak cz inaczej pojawiły się szybko. Nawet można by powiedzieć za szybko. Oboje wiedzieli ze nie ma szans na ucieczkę, pozostaje tylko się bronić.
-Pilnuj okna – Powiedział Michał i skierował się ku szafie, wystarczyło ją przewrócić na bok by zablokowała drzwi.
Jakoś wcześniej nie zwrócił na to uwagi ale teraz zauważył to niemal od razu. Szafa upadając co prawda zablokowała całkowicie drzwi jednak narobiła też dużo hałasu, wilki jak na komendę ruszyły do ataku. Jacek nie myślał już o amunicji, zapomniał też rady jakie dostał od Marka, „najlepiej strzelać krótkimi, kontrolowanymi seriami” . Po prostu zaczął strzelać w stronę watahy. Wiele kul chybiło lecz były i takie które dosięgły celu, to jednak było za mało, te bestie były dość twarde. Mijały sekundy a bestie były coraz bliżej, już pod oknami. Jacek ciągną ostrzał lecz teraz znacznie skuteczniej, pod oknem padły chyba z trzy. Lecz stało się to czego najbardziej się obawiał, koniec amunicji, trzeba przeładować. Szybko sięgną po zapasowy magazynek i wtedy właśnie przez okno wskoczył wilk. Powalił on Jacka, lecz na szczęście wilk martwy osuną się na bok. To Michał z swoim M1 grand, Jacek dokończył przeładowywać, staną przy jednym oknie a Michał w głębi chaty. Dookoła rozlegały się odgłosy strzelaniny. Michał pilnował by każdy wilk który wskoczy przez okno zakończył swój żywot, natomiast Jacek ostrzeliwał te które za nadto się zbliżyły. Wilki jednak przestały atakować i zaczęły okrążać dom, szukając za pewne jakiegoś słabego punktu. Razem zabili koło ośmiu może dziewięciu ale najgorsze ciągle było przed nimi. Dom był o tyle dobry do obrony że drzwi znajdowały się w tej samej ścianie co okna. Na żadnej innej nie było okien przez które było by coś widać, były jedynie takie zabite deskami jednak dość solidnie. Wilki widać zauważyły w tym swoją szansę. Odeszły od okien i poczęły drapać w ściany chaty. Jacek i Michał zachowali jednak spokój, nie sądzili że uda im się tak szybko dostać. To co ich przeraziło to odgłosy wskazujące ze wilki zaczęły wspinać się po ścianach, przy pomocy swoich pazurów. Dach ich nie utrzyma. Zaczną spadać niczym deszcz i będą wszędzie nie dając im żadnych szans. Jacek i Michał wiedzieli że trzeba działać. Przewalili regał na bok i użyli go jak osłony, sami chowając się w jednym z rogów pomieszczenia. Pierwszy wilk spadł na środek, rozejrzał się i gdy ledwo dostrzegł Michała i Jacka schowanych w kącie za regałem, padł strzał. Chwile po nim spadły kolejne wilki a za nimi jeszcze więcej. Nie było czasu do namysłu pozostało jedno, strzelać. Kule tym razem niemal zawsze sięgały celu, z takiej małej odległości nie sposób było nie trafić. Krew lała się strugami z otwartych ran ciągle jeszcze szarżujących wilków, ranne potykały się o ciała poległych. Rozchodziła się wstrętna mieszanina zapachów, krew, pot i naturalny zapach mutantów który sam w sobie był ohydny. Niektóre bestie dochodziły tak blisko ze gdy Michał lub Jacek strzelali do nich, krew również i na nich poleciała. Jednak to nic w porównaniu z tym co usłyszeli, zwykłe „Klik” zamiast wystrzału. Koniec amunicji lub co gorsza broń się zacięła. Wilki nie tracąc chwili dopadły Michała który musiał bronić się uderzając raz po raz z kolby. Jacek dobył pistolet i zaczął strzelać jedynie gdy wilk był już za blisko i miał pewność ze trafi, jeden strzał w głowę wystarczał…
Tak minęła im noc, sami nie pamiętają kiedy zasnęli. Obudzili się w rogu za regałem, a dookoła mnóstwo wilczych trupów. Sprawdzili amunicje i stan broni. Zostało im mniej niż połowa naboi ale broń była w dobrym stanie. Odgarnęli ciała z środka chaty i przyrządzi sobie kolacje. Żaden nie był głodny ale jeść trzeba było choćby przez rozsądek. Konserwa i chleb. Standardowe śniadanie z obozu. Zabrali jeszcze miód i amunicje którą wczoraj znaleźli, może się im jeszcze przyda. Żaden też nie kwapił się do rozmowy, najwyraźniej woleli po tym co ich spotkało nieco ciszy. Ruszyli w dalsza drogę zostawiając za sobą chatę. Za kilka godzin powinni dojść do celu, jednak ciągle nie wiedzieli gdzie dokładnie jest Zwiadowca.

4


Szli tak już dobrych parę godzin, powinni już być na miejscu ale ciągle nie było nic widać. Obaj wydawali się być zmęczeni i nie wyspani, choć trudno im się dziwić. Gdy dotarli na małą polankę postanowili sobie odpocząć. Jacka od niedawna zaczęła boleć noga to też chętnie usiadł pod drzewem.
-Cholera, nie mam pojęcia co jest grane. Powinniśmy już być pod laboratorium- Stwierdził ponurym głosem Michał. Przeglądał właśnie mapy chodząc dokoła całej polany. Jego plecak był położony obok Jacka.
-To przecież tajna placówka, dowiedzieliśmy się o niej dopiero pół roku temu z notatek martwego żołnierza, nie spodziewasz się chyba Drogowskazów i neonu z napisem „Do tajnej bazy wojskowej” . Jak nie jest zamaskowana to może być nawet pod ziemią.-
-Zamknij się! Jak taki mądry to bierz te mapy i sam szukaj. Po co ja łażę za jakimiś głupimi… Dobra, jeszcze raz. Odpocznijmy trochę i ruszajmy dalej.
-Przecież nie szukamy tej placówki tylko zwiadowcy który wyruszył przed nami.
-A, myślisz że gdzie jest? Na pewno gdzieś w okolicy tego laboratorium.
Jacek nic nie odpowiedział, wyją z plecaka chleb i kiełbasę. Podzielili się i w spokoju zaczęli spożywać posiłek. Obaj milczeli, od rana żaden z nich nie był w sosie, nerwy im puszczały a nie mogli sobie pozwolić na kłótnie gdyż tylko razem mieli jakieś szanse. Posiłek choć skromny był sycący. Nie odczuwali już głodu a problem pragnienia, rozwiązała woda z butelki. Dorzucono im ją do prowiantu na drogę, każdy wiedział jak trudno o czystą wodę lub choć by czas na jej przefiltrowanie, odkażenie w lesie pełnym mutantów. Słońce wzeszło już wysoko na niebie. Było około pierwszej po południu.
- Nie obchodzi mnie gdzie jest zwiadowca- Stwierdził spokojnie Michał.
Schował mapy do Plecaka i położył się na ziemi obserwując chmury mozolnie przesuwające się na niebie. Na jego twarzy pojawił się uśmiech lecz szybko znikną. Jacek błyskawicznie zerwał się na równe nogi i począł rozglądać się po okolicy jakby spodziewać się nagle że między drzewami dostrzeże kogoś.
-Spokojnie, i tak za późno-
-Jak to ?
Jacek nie rozumiał już absolutnie nic, postawa Michała wskazywała na pewność siebie i spokój. O te cechy trudno w takich warunkach, gdy w każdej chwili można zostać zaatakowanym przez dzikie zmutowane zwierzę. Michał powoli wstał i jeszcze raz obszedł polanę dokoła wolnym krokiem. Był taki pewny siebie że zostawił nawet broń obok Plecaka. Gdyby teraz miało się coś stać był by bez szans.
-Dobra, nie wygłupiaj się tylko gadaj, o co chodzi?- Jacek przybrał stanowczy ton i poważny wyraz twarzy.
Michał był całkowicie spokojny.
-Ciebie też boli noga? Hehe, powiem ci dlaczego. To przez tamte krzaki, te przez które niedawno przechodziliśmy. Ich kolce są nasączone trucizną. Skaleczyłeś się tak jak ja i zwiadowca zapewne. W przeciągu paru godzin umrzemy…-
-Co cię tak śmieszy?! Trzeba coś zrobić! Lekarstwo…-
Jacek podwiną nogawki i obejrzał bolącą nogę. Skóra rozcięta w dwóch miejscach, tak samo jak spodnie. Krew nie ciekła choć ran była głęboka. Jacek nie mógł zrozumieć czemu nie odczuł momentu zranienia. Może tak działa trucizna? Zrozumiał szybko jednak że są zbyt Daleko od obozu i ze nie maja najmniejszych szans, usiadł spokojnie starając się za wszelką cenę opanować panujące w nim emocje. Wiedział ze stres powoduje szybsze rozprzestrzenianie się trucizny. To dlatego Michał był taki spokojny i rozluźniony. Wolał już nie ciągnąć tematu. Michał usiadł i wyją z kieszeni zdjęcia, najpewniej rodziny. Jacek postanowił swe ostanie chwile poświecić na przeczytaniu znalezionego wcześniej pamiętnika. Otworzył i zaczął czytać wpisy. Osoby piszące w pamiętniku zmieniały się i mówiły o różnych rzeczach. Nie było czasu by przeczytać cały więc czytał co piaty wpis. Po kwadransie przeszedł od razu do połowy a to co tam wyczytał zaskoczyło go. Pomimo rosnącego bólu nogi całkowicie skupił się na czytaniu zapominając o wszystkim dookoła.

-------------------------------------------------------------------------

18 Lipiec 2018 r.

Minęły długie godziny nim odnaleźliśmy laboratorium. Gdyby nie wskazówki na kamieniach z pewnością byśmy się tu nie dostali. Po drodze znaleźliśmy ciało jakiegoś człowieka. Miał ładunki wybuchowe. Został czymś zarażony ale widać nie znalazł lekarstwa. Pozycja wskazuje na to że się śpieszył, być może nawet biegł. Może wiedział gdzie znajdzie lekarstwo? Znaleźliśmy go przy starej chatce leśniczego. On jednak ją miną i biegł dalej. Nie wiem jak ludzie mogli wytrzymać do tej pory w tym skażonym świecie bez naszej pomocy.
W laboratorium było mnóstwo mutantów które musieliśmy przegonić. Teraz pewnie będą szukały nowego schronienia. Nie zdziwię się jeżeli teraz częściej będą atakować naszą placówkę ale jesteśmy na to gotowi.
W Laboratorium znaleźliśmy mnóstwo leków i odtrutkę jak i aparaturę do klonowania. Postanowiliśmy zabezpieczyć teren i poprosić o posiłki z bazy. Pamiętnik zostawiam w chacie myśliwego. Jeżeli ktoś jak tamten człowiek, ocalał katastrofę i gdzieś tam się błąka… niech nastawi radio na częstotliwość [tu podana częstotliwość] i słucha poleceń.

Sierżant Kotowski
-----------------------------------------------------------------------



Jacek niemal podskoczył, stanął na równe nogi i kopną leżącego na ziemi Michała.
–Rozglądaj się za wskazówkami na kamieniach!
-jakich kamieniach? Pogorszyło ci się?
-Tak, jest lekarstwo, musimy dostać się do laboratorium. Tam stacjonują żołnierze i doprowadzą nas do jakiejś większej ludzkiej koloni.
-Jesteś chory.
-Ty też, ale ja szukam lekarstwa a ty czekasz na śmierć.
Jacek zakończył rozmowę w momencie odnalezienia kamienia. Co nie było trudne, leżał nieopodal Michała więc Jacek nie miał problemu z dostrzeżeniem go. Była na nim zielona strzałka, jak domyślał się Jacek pozostawiona przez wojsko . Szybko chwycił plecak i ruszył we wskazanym kierunku. Michał chwile po tym również poszedł po rozum do głowy i bez słowa zabrał swoje rzeczy. Pobiegł za Jackiem który już rozglądał się kolejnymi wskazówkami. Minął kolejny kwadrans na błądzeniu i poszukiwaniu strzałek. Były zarówno na kamieniach jak i na drzewach. W końcu dotarli gdzie zamierzali. Stali przed wielkimi żelaznymi drzwiami prowadzącymi do betonowej fortecy. Jak można było się domyślić całość znajdowała się pod ziemią. W drzwiach otworzyło się małe podłużne okienko przez które widać było czyjeś oczy. Nim Jacek lub Michał zdążyli przemówić owe okienko zamknęło się. W zawiasach zaskrzypiało, ogromne drzwi stanęły otworem. Z środka było słychać radosne okrzyki w stylu „ludzie, odnaleźliśmy ocalałych” i im podobne a z głębi dobiegał chaotyczny odgłos biegu wielu osób. Wnętrze jednak pomimo nie tak późnej pory było bardzo ciemne, nie było za wiele widać. Odgłosy biegu ucichły a gdy zapalono sztuczne światło ukazujące wnętrze bunkra. Przed drzwiami stał człowiek w wojskowym mundurze i czerwonym berecie. Był wysoki lecz nie tak dobrze zbudowany. Na jego twarzy widać było radość.
-Baza został już zawiadomiona. Nie bójcie się, to koniec waszego koszmaru. Na dole czeka was ciepłe powitanie, a za godzinę przyjadą ludzie którzy odeskortują was do kolonii-
Żołnierz wprowadził Jacka i Michała do środka a następnie zamkną drzwi. Obaj próbowali powiedzieć coś, jakoś nawiązać rozmowę z mundurowym ale nie mogli nic przemówić. Czy to zatkało ich z emocji, wrażenia czy też trucizna . Żołnierz nie zwrócił na to jednak uwagi, doprowadził ich do końca korytarza gdzie znajdowała się winda, w tym samym czasie drzwi wejściowe same się zamknęły, najpewniej były sterowane elektronicznie. Winda otworzyła się, żołnierz jednak nie wsiadł z nimi tylko nacisną guzik „-4 Poziom” I wrócił przed wrota. Winda Zamknęła i się powoli zaczęła zjeżdżać na dół. Wciąż nie mogli wyjść z zdumienia, żaden z nich nie wiedział co czeka ich po dojechaniu na dół.

5


Winda gwałtownie szarpnęła omal nie przewracając Jacka i Michała. Od trucizny powoli zaczynało im się kręcić w głowie i tym trudniej było złapać im równowagę. Drzwi otworzyły się nierówno i z zgrzytem. Pewne było że winda dawno nie była naprawiana. Wojsko zapewne niedawno zajęło to miejsce. Michał uświadomił sobie że może to mieć związek z licznymi atakami jakie ostatnio się nasiliły. Bestie nie mają schronienia i są zdesperowane. Od kiedy wojskowi wyrzucili je ze laboratorium. Ale co z tym zwiadowcą ? Przed wejściem stał jakiś wyższy rangą oficer w czerwonym berecie i typowym zielonym mundurze wojskowym. Uśmiechną się nieznacznie na widok gości jednak mina szybko mu zrzedła. Chwycił za krótkofalówkę przypiętą do kamizelki.
-Przynieście no odtrutkę C- 12 przed windę na poziomie 4-
Michał wiedział o co chodzi, widać wojsko też miało problemy z tą rośliną i szybko mogą rozpoznać objawy. Jacek był jednak bardziej podatny na truciznę. Ledwo orientował się co wokół się dzieje choć nie miał problemów z staniem czy utrzymywaniem równowagi, był po prostu otępiały.
-Witamy w naszej bazie chłopcy, jak tylko dojdziecie do siebie będę chciał z wami chwile porozmawiać.- Miał dość donośny głos a echo odbijające się od metalowych ścian korytarza zdawało się Jackowi rozchodzić w nieskończoność.
Michał nie mógł się doczekać aż ktoś przyjdzie z odtrutką, choć nie chciał tego okazywać ledwo trzymał się na nogach. W oddali słychać było kroki, ktoś szedł w ich stronę. To był jakiś młody chłopak w białym fartuchu, najpewniej ktoś w rodzaju lekarza czy medyka. Zgodnie ze spodziewaniem w walizce którą niósł w środku znajdowała się odtrutka i strzykawka. Wszystko przebiegło dość szybko i sprawnie a chłopcom zaczęło się poprawiać.
-Udajmy się może do stołówki, tam coś zjemy i porozmawiamy. Nazywam się Paszto, jestem tu najwyższy stopniem więc w pewnym sensie to ja tu dowodzę-
-Miło poznać, Ja jestem Michał a to Jacek- Od razu nawiązał rozmowę gdy Jacek dochodził do siebie. Szli wąskim korytarzem, prowadził Paszto z Michałem a Jacek z tyłu.
-Jak tu trafiliście? Jest więcej ocalałych?... - Widać było że Mogli być zasypani pytaniami i nie zdążyli by nawet na część odpowiedzieć dlatego Michał szybko zareagował.
-Spokojnie, wszystko opowiemy ale po kolei- Michał opowiedział o obozie, o tym jak sobie radzą i o tym jak został założony. Paszto przysłuchiwał się temu bardzo uważnie co jakiś czas dopytując o szczegóły. Gdy już Michał doszedł do momentu opuszczenia przez nich obozu. Jacek ciągną dalej. Wspomniał o chatce myśliwego i pamiętniku, mutancie używającym narzędzi i ich walce z wilkami. W końcu jak zostali zatruci aż do momentu gdy trafili do tej bazy. Podczas całej tej historii przemilczeli tylko jedno, nie wspomnieli o magazynie broni. Powiedzieli że w obozie jest mały składzik w którym przechowują pistolety, może karabiny i amunicję. Opowieść skończyła się akurat gdy doszli do Stołówki. Droga była wprawdzie długa i możliwe że trochę kluczyli ale gdy dotarli wszelkie objawy zatrucia, w tym zawroty głowy były jedynie wspomnieniem.
-Siadajcie, zaraz coś przyniosą. Jeżeli to co mówicie jest prawdą zaraz zorganizuję parę ciężarówek i przewiozę tych ludzi w bezpieczne miejsce. Wy o sobie opowiedzieliście to teraz moja kolej.
Do stolika przyniesiono trzy porcje jakiejś zupy, najpewniej grochówki. Do tego trochę chleba i przyprawy. Jacek i Michał zajadali się słuchając uważnie.
-Po tej całej apokalipsie państwo przestało istnieć ale wojsko trwało dalej. Jako że nie było granic sami musieliśmy je sobie wytyczyć. Zaczęliśmy od wielkich miast i naszych baz. Fortyfikacje i umocnienia. Niestety powstał problem z komunikacją. Tereny w mieście i okolicy były w porządku ale już wyprawa z miasta do miasta to samobójstwo. Dlatego powołano specjalne oddziały, coś w stylu wiedźminów z karabinami. Trochę po eksperymentowaliśmy w genach i stworzyliśmy nowych żołnierzy do walki z mutantami. Oczyszczają dla nas coraz to nowe obszary. My jesteśmy z Warszawy. Jednej z największych kolonii na terenie dawnej Polski. Możemy was tam przewieść już jutro razem z kolegami z obozu .Co dziennie dostawać będziecie racje żywnościowe i zostanie wam przydzielone jakieś pożyteczne zajęcie.
Michał z Jackiem już dawno skończyli jeść i wsłuchiwali się w wypowiedź oficera jak on wcześniej w ich.
-Chodźcie już powoli się robi późno a wy musicie odpocząć. Przydzielę wam pokoje-
Wstali i udali się za Paszto, już nie rozmawiali bo i nie mieli ochoty, teraz faktyczni myśleli tylko o tym by się położyć, zbyt wiele wrażeń jak na tak krótki okres czasu. Mieli jeden pokój ale z dwoma oddzielnymi łóżkami. Dopiero gdy kładli się spać i spojrzeli na małe nocne szafki na których stały zapalone lampki przypomniało im się ze nie mają swoich rzeczy. Broni ani plecaków. Nie mogli sobie przypomnieć gdzie mogli by je zostawić. W pokoju jak i na korytarzu zaczęło migać czerwone światło a jakiś głos dobywający się z głośników oznajmiał…
„Nieplanowane otwarcie włazu szóstego. Nieplanow… Uszkodzenie włazu ósmego. Uwaga na terenie bazy wykryto intruza. Uwaga na terenie bazy wykryto intruza”
Ostatnie zdanie powtarzało się bez przerwy. Na zewnątrz słychać było bieg i przeładowywanie broni. Michał z rezygnacją opuścił głową szepcząc pod nosem
-To będzie długa noc…-


[Trochę sie nad tym napracowałem i to wszystko na co mnie stać. Czekam na konstruktywna krytykę i oceny.]
Autor artykułu
Regot's Avatar
Zarejestrowany: Jan 2008
Posty: 72
Reputacja: 73
Regot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znanyRegot wkrótce będzie znany

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:56.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166