Martyna bezmyślnie wpatrywała się w przemykające za szybą auta obrazy. Samochodowe radio brzęczało jakąś obcojęzyczną piosenkę. Myśli Martyny nie krążyły wokół szpitala, do którego właśnie jechała, ale wokół szkoły, a dokładniej czwartej godziny lekcyjnej. Powtarzała materiał na sprawdzian, na który na pewno nie zdąży.
Auto zatrzymało się przed ogromnym, szarym budynkiem. Martyna z krzywym uśmiechem przypomniała sobie, jak na sam widok tego szpitala kiedyś wymiotowała.
Szła za tatą, mijając tak znajome kioski, sale badań i rejestracje. Zeszli piętro niżej, a Martyna ucieszyła się, że tym razem idzie tu tylko na kontrolę.
-
Martynka! – usłyszała cienki głosik, którego dźwięk zawsze wywoływał na jej twarzy uśmiech.
-
Cześć Szymuś! Jak się czujesz? Co tu robisz? Chyba nie wracasz do szpitala? – dodała Martyna z obawą w głosie.
-
Witaj Martynko. Jesteśmy na szczęście tylko na kontroli. – usłyszała za sobą.
-
Dzień dobry. To bardzo dobrze. – rozpromieniła się Martyna.
-
Wiesz, przeszedłem już całą Kameo! I wiesz, tam na końcu był… - mówił podekscytowany sześciolatek, a Martyna z przyjemnością słuchała jego słów. Poczuła ukłucie gdzieś w sercu. Jednak szpital nie był taki zły. Przynajmniej miała tu przyjaciół. Nie to co w szkole. Wszystkim wydaje się, że klasa I d jest doskonale zgrana, ale Martyna wiedziała, że to tylko pozory. Było parę wiodących osób, klasowych przywódców, a reszta osób była „dodatkiem”. Czy ktokolwiek w ogóle zauważył, że jej nie ma? Martyna szczerze w to wątpiła.
-
Martynka, a wiesz, ja w tym roku jadę nad morze! Iwonka jedzie, Kuba jedzie i nawet Mikołajek jedzie! – głos malca przywrócił jej myśli na ziemię.
-
Tak? Organizują jakąś kolonię ze szpitala? – ucieszyła się Martyna.
-
Do Koło… Kołobrzegu!
-
Super! Chodź, powiemy mojemu tacie! Może uda mi się pojechać!
Pobiegła w stronę taty, jednak Szymek ją wyprzedził. Zaczął z przejęciem, bez ładu i składu tłumaczyć szczegóły kolonii. Nikt nie rozumiał, o co chodzi, więc Martyna postanowiła włączyć się w rozmowę. Po paru minutach wszystko było jasne.
-
Nie widzę żadnych przeszkód. – odpowiedział ojciec Martyny. –
Nie wyjeżdżamy w tym roku nigdzie. Porozmawiamy jeszcze w domu, z mamą.
-
Ekstra! – ucieszyła się Martyna. Wiedziała, że tą bitwę już wygrała.
-
Martyna Nowacka! – usłyszeli wołanie z gabinetu lekarskiego.
-
Pa, Szymku! – rzuciła wesoło do malca i udała się do pokoju za białymi drzwiami.
***
Martyna siedziała na twardym, tramwajowym siedzeniu. Bezmyślnie wpatrywała się w przemykające za oknem obrazy, słuchając muzyki z odtwarzacza MP3. Uśmiechała się, cały czas mając przed oczami rozradowane spojrzenie Szymka. W głowie dudniła jej myśl o tym, że w wakacje pojedzie z przyjaciółmi nad morze. Nie ważny był już dla niej sprawdzian, który przecież napisze w innym terminie. Był on niczym, w porównaniu z radością, jaką przeżywała.
***
Martyna, jak na skrzydłach wleciała do szkoły. Uśmiechnęła się wesoło do pani woźnej i pobiegła do szatni zmienić buty. Zadzwonił dzwonek na przerwę i poszła pod salę, w której mieli mieć lekcje. Z daleka ujrzała Kaśkę, koleżankę z ławki.
-
Hej! – Martyna zaszła ją od tylu i położyła jej rękę na ramieniu. Dawno nie była tak szczęśliwa.
-
O. To ty… - odparła jej niezbyt skwapliwie Kaśka. Martyna zdawała się jednak tego nie widzieć.
-
Wiesz, jadana kolonię ze szpitala. Do Kołobrzegu! Będzie tam Iwona, Szymek i Kuba. Pamiętasz, mówiłam ci o nich!
-
A co mnie obchodzi, że jedziesz do jakiejś wioski z grupą bachorów? Daj lepiej spisać zadanie.
Magia prysła. Łzy stanęły w oczach Martyny, ale się nie popłakała. Powoli wyciągnęła zeszyt i podała go Kaśce. Wróciła do Martyny zwykła, szara codzienność. Była sama, inna i gorsza. Odstawała od innych na każdym kroku. W większości spowodował to rok spędzony w szpitalu, ale Martynie wydawało się, że druga część jest przez nią. Usiadła, wpatrując w Katarzynę, przepisującą zdanie po zdaniu, wyraz po wyrazie opowiadanie o ludzkiej samotności. Poczuła, że nadawałaby się na główną bohaterkę takiej powieści. Wiedziała, że tak pozostanie przez co najmniej trzy lata i nic na to nie poradzi.
***
Zadzwonił dzwonek na lekcje…