Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > Rozmowy przy kawce > Artykuły > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Arthorins: Głupiec nie pozostanie w piekle<!-- google_ad_section_end -->
Arthorins: Głupiec nie pozostanie w piekle
Autor artykułu: Prabar_Hellimin
04-19-2008
Arthorins: Głupiec nie pozostanie w piekle

Akshe-Dhil, niewielkie miasto na wschodzie Treemlandu. Spokojna letnia noc, chmury nie zasłaniają gwieździstego nieba. Srebrzysty księżyc w czwartej kwadrze oświetla uliczki miasta. Spokojny nastrój panuje także w jednej z karczem. „Pod Łbem Niedźwiedzim” to spory zajazd na uboczu miasta. Piętrowy budynek z bali, kryty strzechą, przybudowaną stajnią nie wyróżniał się zbytnio, wśród podobnej w konstrukcji i rozmiarach zabudowy mieszkalnej i rzemieślniczej. Otwierając drewniane, skrzypiące drzwi tawerny trafia się na ganek, a z niego na przepełnioną pomieszanymi zapachami dymu, mięsa i alkoholu salę. W pomieszczeniu tym stało równo piętnaście okrągłych stolików i jeden mebel, który jeszcze niedawno temu sprawiał, że w karczmie stało stolików szesnaście, przy każdym cztery krzesła. Gawiedź w karczmie była senna. Zdawałoby się, że pomieszczenie jest kolekcją szalonego maga, który zażyczył sobie mieć przedstawicieli wszystkich ras Arthorins. I tak: tu przy kominku elf przygrywa na lutni, a niziołek pochłania mięso z talerza, nieco dalej krasnolud śpi twarzą na trzonku topora, w rogu odpoczywa człowiek, a kolejny rozmawia przy ladzie z barmanem.
-... i widzisz, i ja wtedy tego graba w pysk. Nie wiedziałem co robię, toć zawsze łeb mam na karku, ale tak to jest jak piwo jest zbyt tanie. No i jak ten mnie za ramię nie złapie, jak mną na ścianę nie rzuci! W łapie to on miał chyba tyle co niedźwiedź! No ale co, ja pijany, to i honor zachowam – łapię za krzesło i mu przez kark. Zatoczył się, to mu z buta poprawiłem. No miałem szczęście, że mnie wyprowadzili i że go więcej nie spotkałem...
-Oj miałeś, miałeś!
-No właśnie mówię... polej mi no tu jeszcze – wtrącił podstawiając kufel od piwa – bo widzisz Madonie, alkohol głupca z człowieka robi, a głupi ma szczęście... I dla tego piję...
-Tyś i bez piwska głupi Artolu – roześmiał się oberżysta
-A być może, ale przynajmniej szczęście mnie nie opuszcza
Konwersację przerwało skrzypienie drzwi i kroki właśnie chwiejnie wchodzącego, zakrwawionego człowieka w stroju ze skór zwierzęcych. Niewysoki mężczyzna podpierał się nieokorowanym, krzywym kiju. Jego długie ciemne włosy były całe w błocie, liściach i różnych składnikach ściółki leśnej, zaś przez wysokie czoło przechodziła głęboka rana, z której wyciekała na twarz krew
-Po...ppo...moccy! – wypowiedział niewyraźnie i z wielkim trudem nieszczęśnik, po czym padł, ale zachował przytomność
-Na bogów co się stało! – wykrzyknął Artol, który już zdążył dobiec do rannego
-Ooo...ork...kowie!
-Co? Co ty pleciesz? Jacy orkowie!?
-Ork...kowie zz z armii Roolvu, ssą w pob...bliż...żu miasta!
-Niech to szlag! Nie bredzisz?
-Nnn...nie! Rra...atujjj...cie się! – powiedział ostatnie słowa, po czym zakończył żywot
-Hej! Wstawaj! – krzyczał Artol, bijąc trupa po twarzy – Szybko! Po medyka! – krzyknął do najbliżej niego stojącego – elfa
-Ja jestem medykiem – odezwał się obudzony wrzaskami, śpiący dotąd w rogu człowiek, po czym doskoczył do denata, obejrzał i zawyrokował – Zbyt późno, nie żyje!
-Więc ratujmy chociaż siebie! – krzyknął niziołek, po czym złapał za swoją torbę i wybiegł, jednak wrócił się po chwili – Mmmała poprawka: orkowie nie są w pobliżu miasta. Oni są w mieście!
-Idź do kuchni Artolu, za nią są drzwi do stajni. Osiodłajcie konie i uciekajcie do stolicy! – powiedział Madon, po czym wbiegł po schodach na piętro, budząc gości. Artol pobiegł do stajni, za nim niziołek, medyk i elf prowadzący pijanego krasnoluda. Osiodłali wszystkie konie, gdyż nie wiedzieli ilu Madon ma gości. Elf wsiadł na konia, trzymając przed sobą krasnoluda, zaś medyk dzielił siodło z niziołkiem. Po chwili do stajni wszedł Madon, jego żona Hara, córka Ida oraz dwóch gości – gnomi mag i elfi kupiec. Madon otworzył wrota stajni, po czym wraz z żoną na jednym koniu wyjechał i skierował się w stronę zachodniej bramy. Za nim pojechał Artol, wiozący Idę, goście na oddzielnych koniach i dalej reszta. Wyjechali na ulice miasta, gdzie rozpętane już było piekło. Miasto staje w ogniu, orkowie mordują uciekających ludzi a straż nieskutecznie próbuje odeprzeć atak. Madon skręcił w mniejszą uliczkę, jednak zawrócił się, ujrzawszy sporą grupę napastników. Pojechał dalej, wymijając leżące ciała. Ponownie skręcił w uliczkę, dojechał do głównego placu i znów skręcił w drogę prowadzącą do zachodniej bramy. Po drodze wyminął scenę walki garnizonu miejskiego z oddziałem orków. Obejżał się za siebie i zauważył, że kupiec opuścił ich już parę zakrętów temu, a bard z krasnoludem trafili w ręce oprawców. Pognał konia, wyjechał przez bramę i strasznie się przeraził. Widok obozu setek orków rozbitego zaraz przy murach miejskich nie mógłby nie przerazić. Wokół mordy, gwałty kobiet i grabieże – Madon myślał teraz tylko o tym, aby uchronić przed strasznym losem swoją rodzinę. Jechał dalej omijając szerokim łukiem biegnących w jego stronę orków. Jeden zginął pod kopytami konia Artola, drugi w wyniku ognistej kuli maga, trzeci utracił głowę dla niziołkowego miecza, a czwarty padł z sercem przebitym przez ten sam miecz. Wydawało się, że mag, medyk i niziołek starają się zwrócić na siebie uwagę orków, umożliwiając Madonowi ratowanie rodziny.

Madon i Artol popędzili konie, zostawiając towarzyszy, którzy niechybnie zginą. Zostawili za sobą orków, którzy nigdy jak tej nocy nie wydawali się im tak przerażający. Zostawili miasto, będące ich historią. Zostawili w końcu karczmę, do której byli przywiązani tak Madon jako właściciel i tak samo Artol – stały jej bywalec. Nie myśleli jednak o tym, dopóki nie znaleźli się w bezpiecznej odległości. Wtedy Artol roześmiał się
-Tak jak i szczęście, tak i humor cię Artolu w żadnej sytuacji nie opuszcza.
-Tak, tak. Ale widzisz Madonie, wychodzi na to, ze obaj jesteśmy głupi...
Autor artykułu
Prabar_Hellimin's Avatar
Zarejestrowany: May 2007
Miasto: Sumin, okolice Rypina
Posty: 194
Reputacja: 1
Prabar_Hellimin jest na bardzo dobrej drodze

Oceny użytkowników
 
Brak ocen. Dodaj komentarz aby ocenić.
 

Narzędzia artykułu

Reklama
komentarz


Użytkownicy przeglądający ten artykuł: 1 (0 użytkowników oraz 1 gości)
 
Narzędzia artykułu
Wygląd

Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wł.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 01:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93