Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > Rozmowy przy kawce > Artykuły > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

« Piefki Wojny | - »

komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Pan Tadeusz - LastInn story<!-- google_ad_section_end -->
Pan Tadeusz - LastInn story
Autor artykułu: Kelly
05-07-2008
Pan Tadeusz - LastInn story

Jest to poprawiona i uzupełniona wersja tekstu, który ukazał się już w jednym z topiców forum. Ten „Pan Tadeusz” to wyraz sympatii do osób, z którymi gram oraz tych kilku, których sesje poczytuję sobie jako kawał niezłej lektury. Jednocześnie zakładam, ze całkiem możliwe jest poszerzenie go o kolejne osoby z biegiem czasu. Póki co, zapraszam wszystkich do czytania poematu o przygodach:

Kutaka, Behemota, Miry, Odysei, Discordii,Latilen, Lukadepailuki, Phantomasa, Johna5, Revana, Krakova, Nami, Helian, Almeny, Kitsune, Arango, Midnight, Liliel, Haela, Mataichiego, Redone i DrHyde'a. Przy czym John5 to dla mnie były dwie sylaby: Dżon – fajf, albo Dżon – pięć, a nie trzysylabowy Dżon – piątka, natomiast Mataichi składał się z czterech sylab: Ma-ta-i-chi. Dr Hyde jest przedstawiony w tekście, jako tzygłoskowy Dok-tor-Hajd.



Natenczas Kutak chwycił, przy pasie zapięty,
Swój miecz długi, stalowy, w ostrzu nieco zgięty.
Uniósł go ponad głowę dzierżąc jak buławę,
Krzyknął: Naprzód wojacy, za honor i sławę!
I pomknął niczym burza, albo i dwie burze
Poprzez gaj, pole, lasek, aż wpadł na podwórze,
Gdzie właśnie pośród grozy strasznego horroru
Pił, gwałcił i rabował pułk jegrów z Mordoru.
Ork pierwszy z dzikim wrzaskiem na Kutaka ruszył,
Lecz ten go swoim mieczem wnet pozbawił duszy.
O wy czasy straszliwe, które pamiętacie
Orków mordy ohydne i trolli postacie,
Strojne w czarne mundury i złote lampasy,
Guziki wysadzane, złociste kutasy,
Pamiętajcie na zawsze spośród wszystkich ludzi
Żyjących i na Litwie i na pięknej Żmudzi
Bohaterów największych, tych córek i synów,
Co to wielkich dowiedli swą dzielnością czynów.

Kutak wpadł na podwórze, a któż za nim stoi?
Jakiś mąż to straszliwy w szmelcowanej zbroi.
Uniósł gdzieś na pół chwili żelazną przyłbicę,
W oczach groźne płomienie, miota błyskawice
Nie zląkł się ani chwili, kiedy wrogów mnogo
Opadło go jak osy. Uśmiechnął się srogo.
Miecz uniósł się w powietrzu, mocno stal świsnęła,
Aż się kolumna orków od podmuchu zgięła.
To Lukadepailuka, walczy z wrogiem hardo
Swym szczerozłotym mieczem oraz halabardą.

Tymczasem nieco dalej bije się niewiasta,
Co zamiast ostrej broni, wałek ma do ciasta.
Z fechmistrzowską finezją dzielnie nim wywija
I tłucze orki po łbach, po nosach, po szyjach.
I każdy kto ją ujrzał tej szczęsnej godziny
Równał ją do Samsona, co bił Filistyny.
Major Płut, co odstawił był piwa antałek
Podrapał się po głowie: Magiczny ma wałek!
Oręż jej to odbierzcie! Dalejże no chłopy!
Orków się zaroiło niemalże na kopy.
Dziewczyna się ogania, wałkiem ostro siecze,
Lecz orki wystawiają na nią srogie miecze.
Ów złapie ją za bluzkę, a ów za spódnicę,
Musiała się wycofać. Schwyciła miednicę.
Jak tarczą się osłania, zbija orcze ciosy,
A orki wrzask podniosły, krzycząc wniebogłosy:
- Huhu, gwałcić, rabować, dorwiemy ją zara!
Dziewczyna się obronić z wielkim trudem stara.
I kiedy już myślała, że się nie obroni
Tętent się na podwórzu rozległ kilku koni.
- Już pędzimy Latilen! – Słychać znane głosy.
Toż to nasi przybyli i zadają ciosy!
Pierwszy strojny młodzieniec w czysto chińskim stroju
I czapce mandaryna rzucił się do boju.
Obok zaś spięła konia, skoczyła na wrogów,
Niczym Freya za czasów wielkich wojen bogów,
Dziewczyna z miną Marsa, a urodą Diany,
Zbierając krwawe żniwo puściła się w tany.
- Odysejo, Haelu – Dzięki za przybycie.
Krzyknęła im Latilen, gdy wtem naraz skrycie,
Jakiś troll znów od tyłu chciał jej wrazić widły,
Co na nosie miał pypeć wielki i przebrzydły.
Zadrżało serce w piersi u Latilen mężnej,
Lecz nagle się rozległo świśnięcie potężne.
Głowa trolla odcięta od ciosu topora.
- Hm - stwierdził tak Arango. – Myślę, że już pora
By ostrze me włączyło się w całą zabawę.
Nie lubię, gdy ktoś obok zgarnia całą sławę.
I rzucił się na orków dumny i zwycięski
Szerząc swoim toporem najstraszliwsze klęski.
Próbował mu się stawiać dowódca plutonu,
Jednak Arango ciosy były jak ryk gromu,
Co z siłą błyskawicy uderza w szczyt wzgórza,
Kiedy niebo rozpala arcygroźna burza.
Kilka kolejnych ciosów, topór nagle spada,
A potem idzie ciało ubitego gada.
A topór się uśmiecha, cały krwią pokryty,
Szuka znów przeciwnika zabójstw wciąż niesyty.

W sukni alabastrowej, tuż przy orczych zbirach
Zza węgła nagle wyszła zadziwiona Mira.
Gdy wyszła zrywać kwiatki, myśleć o chłopakach,
Nie sądziła, że nagle będzie draka taka.
Sam major do niej podszedł: Jam nie troll, nie kłamię!
To tylko tak dla picu potrzebne przebranie.
Przystojny facet ze mnie, choć ze mną na ganek,
Bym mógł uszczknąć dziewictwa twego słodki wianek.
Dziewczyna popatrzyła nań z pogardą, z góry,
Wzrokiem, co gdyby trafił, rozkruszyłby mury.
A potem białą rączką dała mu po pysku.
Płut przeleciał przez folwark lądując na rżysku.
Tuż obok niej są orki, Discordia ją broni,
Karabelę srebrzystą dzierży w kształtnej dłoni.
Jak kapelmistrz wywija z gracją swą batutą,
Albo też jak mistrz Fidiasz, gdy miał w ręku dłuto,
Z takim Discordia wdziękiem szablą swą wywija,
Co jedno uderzenie, leci orcza szyja.
Obok znów Mataichi, jest Pantomas drugi,
Przed nimi się ustawił szpaler orków długi.
Niby smok ku nim idzie zbrojony żelazem,
Mataichi zamierzył się ogromnym głazem
I cisnął w czarną głowę żelaznego smoka,
Rozleciała się głowa, trysnęła posoka.
Skoczyli z Phantomasem oraz z Behemotem,
Który zamiast topora wziął w ręce garotę.
Niby żniwiarz na polu, tak sobie poczyna,
Gdy szereg za szeregiem równo orków ścina.

Lecz te nie ustępują, już nowa gromada
Na czele z oficerem, co kiścieniem włada,
Wpada jak pocisk działa, krzycząc głośno: Ura!
Lecz naprzeciw im stoi groźna niczym chmura
Z gromem w oczach, twardością, męstwem oraz siłą
Dziewczyna jak malina, w ręku z groźną piłą.
Najtwardsze orcze serce tam zadrżeć musiało,
Gdy zobaczyli Liliel, i jej boskie ciało,
Piękne i niebezpieczne, jak czarna pantera
Piłą ostro machając na orków naciera.
Żadne zbroje nie chronią przed jej ostrą piłą
I tak kroiła orki, że aż było miło.
Jatkę tam urządziła napastnikom zdrowo
Jak w „Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową ...”
Wszystkich pewnie w zagrodzie zaraz by pocięła,
Gdyby nie to, że nagle, o kół się potknęła
I wpadła pod wóz jakiś. To ją zratowało,
Ork jakiś cisnął dzidą, ledwo brakowało,
Dostałaby po głowie, wóz zadrżał od ciosu
Tak mocnego, że chwilę nie dobyła głosu,
Lecz po sekundzie drżenia, nadeszła odwaga.
Chwyciła dyszel wozu, niby wielka laga,
Tak zwijał się ów dyszel dłonią jej kręcony
Tłukąc orki zlęknione w wszystkie świata strony.

Discordia, która właśnie cios zadała taki,
Że trollowi z przeciwka wypróżniło flaki
Dziwiąc się wyskoczyła na drewnianą furę,
By lepiej widzieć orka lecącego w górę.
- Czyżby orki latały? – Wpadła w namysł długi,
Bowiem zaraz po pierwszym, wnet poleciał drugi.
Lecz orki nie latają, jednak jednym z gości,
Co to do Soplicowa, przybył był z grzeczności
Hael - mistrz karateka, z Chin się zjawił prosto,
Gdy go orki wkurzyły, zabrał się na ostro.
Lat naście tam trenując świetne miał wyniki
Studiując wszystkie tajne, prastare techniki.
Stąd właśnie to latanie, walił orki w szczęki,
Używając do tego wibrującej ręki.
- Hael sobie poradzi. I to całkiem spoko –
Pomyślała Discordia kopiąc trolla w oko.
Troll zawył, gdy mu oko właśnie w tej minucie
Białym śluzem kapało po Discordii bucie.
Wysłanie przez Haela orków na orbitę
Również przez Phantomasa zostało odkryte.
Gdy to ujrzał po rozum udał się do głowy,
Wymontował ze studni wielki wał korbowy.
Gdy ork się jakiś zbliżył, Phantomas się zmierzył
I niczym błyskawica, z całych sił uderzył.
Jak ptak ork poszybował, lecąc prosto w Słońce,
Tak zrodził się cios słynny, korby wibrującej.

- Każdy swą ma technikę – Mira pomyślała,
Gdy przez orki została otoczona cała:
- Ależ drodzy panowie, co wy? Na dziewczynę?
Wiem, że macie ochotę igrać odrobinę.
Izba jest tu przytulna zaraz obok właśnie,
Lecz jam biedna samotna, a was paręnaście.
W tak dużej grupie żaden związek się nie klei,
A chcecie się zabawić, chodźcie po kolei.
- Dobra! – orki krzyknęły. – Pierwszy idzie który,
Poznać żar boskich kształtów tej słowiańskiej córy?
- Ja, ja! – każdy zakrzyknął – Nie ty, lecz ja idę.
Jeden drugiemu nagle w plecy wetknął dzidę,
Ten nożem, a ten mieczem, ten szablą przywalił,
Ten muszkiet naszykował, celował, wypalił.
W ten sposób oddział orków obok Miry blisko
Zamienił się w walczące z sobą kłębowisko.
Dziewczyna widząc bójkę, wpadła w namysł krótki,
- Jaka łatwa robota, ale to są głupki!
Wreszcie ork co zwyciężył, znalazł się na górze
Bez oka, zakrwawiony, w starganym mundurze:
- Hehe, reszta nie żyje, mam prawo do ciebie
Chodź dziewczyno do izby. Będzie nam jak w niebie.
Lecz Mira, jak to czynią wszystkie piękne panie
Wygięła lekko wargę: Wiesz, zmieniłam zdanie.
Ork spytał: Więc walczyłem tutaj nadaremno?
Lecz Mira słodko rzekła: Kobieta jest zmienną.
Za zwycięstwo nagrodę będziesz miał uczciwą,
Twoi kumple nie żyją, ty zaś ujdziesz żywo.
Ork rzucił się do przodu, lecz dziewczyna mądra
Wiedziała co ma robić. Kopnęła go w jądra.
Piękną nóżką, w pończoszce, w złoconym trzewiku
Trafiła go w dziesiątkę, ów narobił krzyku.
Wił się, wył, ryczał, płakał, więc dziewczyna przeto
Spytała: Co się stało? Stałem się kobietą!
Bo to kop był straszliwy, taki jakich mało,
Że co miał ork męskiego, wszystko się urwało.
A Mira popatrzyła na orkową mękę
Radząc mu współczująco: Ubierz się w sukienkę.

Ubrana tylko w stanik, przepaskę biodrową,
Nader skąpą, rzec można, i dać na to słowo,
Że gdyby książę z bajki miał ją w swoim łóżku
Nigdy by nie pomyślał o jakimś Kopciuszku.
Jej oczy jak węgielki, bielą błyszczą kiełki,
Jakbyś na krasnym szalu złożył dwie perełki.
Chwyciła orka za kark, kiełki wbiła w żyłę,
Aż wyssała mu z ciała całą jego siłę.
Ktoś po włosku się ozwał tymi słowy: „Bella,
Bellissima signora Midnight wampirella.
Wyssany ork wydawał coraz słabsze jęki.
Krople krwi skapywały na dziewczyny wdzięki,
Stanik, piersi barwiły czerwoną purpurą,
Tworząc na bladej skórze mozaikę ponurą.
Ork pierwszy odrzucony, wnet chwycony drugi.
Z szyi mu pofrunęły krwi czerwonej smugi.
I głośno poleciały w górę brawa liczne
Wyssanie bowiem było to patriotyczne.
Ponadto chłopcy mieli radość niebywałą
Obserwując jej niemal obnażone ciało,
Zwłaszcza, że gdy chwyciła ją bitwy gorączka
Lekko się obsunęły stanika ramiączka
I choć je poprawiła od razu czym prędzej,
To zdołała pokazać, no ... troszeczkę więcej.

Nagle słońce zasłonił cień jakiś na górze,
W sailorkowym to była dziewczyna mundurze.
Na wysokim stanęła szczycie kalenicy,
Trochę jej figi było widać spod spódnicy.
Orkom oczy zabłysły na takie widoki,
Dziewczyna się rękami ujęła pod boki,
Potem chwyciła różdżkę, zaczęła zaklęcie,
Obróciła pięć razy się na lewej pięcie,
Potem znowu na prawej i dwa piruety
Plisowana spódniczka u owej kobiety
Wirowała jak fryga, kiedy właśnie Nami
W orki zaczęła ciskać swymi zaklęciami,
Które rwały im głowy i łamały kości,
A ona zapewniała: Czynię to z miłości,
W piękno i sprawiedliwość także jestem szczodra,
Zrozumcie, was zabijam dla waszego dobra.

Przy oborze, za stajnią, gdzie psia stoi buda
- Popatrzcie na Latilen! Córka Robin Hooda!
Wałek za pas włożyła, szlachetnej postawy
Widać rodu zacnego i niemałej sławy,
Cała w zieleń odziana, z cisu łuk uniosła,
Jak lilia delikatna, jak słonecznik rosła.
W ciżbę wrogów leciała wciąż za strzałą strzała,
W jej ręku niczym lutnia, tak cięciwa grała.
Na przykład pierwszy pocisk w orka pomknął prędko,
Co ryczał gromkim basem, wnet zaśpiewał cienko.
A jeśli który z orków uciekł przed jej strzałą,
Brała swój super-wałek. Z siłą niebywałą
Cios wtedy zadawała, po nosie, po głowie
W ten sposób położyła orków całe mrowie.

Doktor Hyde stanął z boku, strzelił sobie setę,
Potem zaś dziabnął orka w pośladki lancetem.
Ten upadł głośno krzycząc na dół na murawę,
A doktor jeszcze w tyłek wsadził mu strzykawę
I ork, co był się bronił oraz krzyczał srogo,
Usiadł najpierw na trawie, uśmiechnął się błogo.
Potem zaś, by dopełnić cały nastrój słodki,
Zaczął zrywać kaczeńce, fiołki i stokrotki.
Jakie to w tej strzykawce były czary - mary,
Że ork się uspokoił, Trudno rzec. Ofiary
Następnej doktor szukał, gdy pierwszego sprawił,
Lecz nagle wróg potężny z boku się pojawił.
Ork to wielki jak góra, groźny i paskudny,
Sam zapach jego mierził, bo taki był brudny,
Oczy małe, kaprawe, nochal niby klucha,
Gęba z żółtymi kłami od ucha do ucha.
Machnął ork aby użyć swojego kiścienia,
Huknął obok doktora. Zatrzęsła się ziemia.
Lecz wtedy na twarz jego, nagle wszedł skurcz bólu.
Obok stała dziewczyna z lewą macką Cthulhu.
Pewną dłonią Redone, silnie ją trzymała
I jako bicz niezwykły wprawnie używała.
Macka zaś się zwijała i kręciła młyńce,
Groźna jak szarżujące w lesie dwa odyńce,
Wydzielała mrocznego poblasku poświatę.
Jakiż kontrast to między dziewczyną i batem!
Między piękną brunetką oraz jej batogiem,
Którym się rozprawiła właśnie z owym wrogiem,
Wcześniej uderzającym prosto na doktora.
Trzaśnięty ork poleciał prosto do bajora.
Kilku innych zaznało także owej męki,
Bo im się spodobały tej dziewczyny wdzięki
I na sianku z nią chcieli zrobić bara-bara,
Lecz spotkała ich za to sprawiedliwa kara.
Podeszli, byli do niej niemalże w pół drogi,
Gdy zaszumiał w powietrzu nagle bicz złowrogi,
Aż orki zakrzyknęły: och, nam dzisiaj gorze,
Gdy lądowały jeden za drugim w bajorze.

Kitsune był nazwany w Żmudzi Ostrym Lisem,
Co zamiast szabli, miecza, wolał raczej spisę,
Bo chociaż owe bronie całkiem są dostojne,
Nie ma to jak wziąć spisę i nią toczyć wojnę,
Potężne ma ratyszcze, ostrze niczym brzytwa,
Co krwi łaknie niesyte, gdy nastaje bitwa.
Naskoczył był na orki z boku z flanki lewej
I najstarsi górale, co widzieli drzewiej
Mocarzy i siłaczy, niczym wyrwidęby,
Dziwili się, gdy z orków robił on otręby,
Niby sprawny gospodarz tnący snopy w sieczkę,
By ją później uklepać, ugnieść w wielką beczkę,
Tak spod spisy fruwały to głowy, to nogi,
Taki to rycerz spuszczał orkom łomot srogi.

Lecz wkrótce nadciągnęła fala orków nowa.
Otoczyli Kitsune, gdyby nie Krakova
Rapier jak żądło szybki i jak żądło groźny,
Który wokół roztaczał strachu zapach mroźny,
Byłoby bardzo cienko, lecz razem skoczyli
I kilka orków z przodu na ziemię zwalili.
Potem się wycofali pod ścianę obory.
Widząc, że wrogów idzie na nich tłumek spory
Już się przyszykowali drogo sprzedać skóry.
Krakov pod nosem nucił sobie marsz ponury,
Kitsune także włączył się w owo śpiewanie,
Kiedy tuż obok z boku zjawiły się panie:
Helian oraz Almena, obydwie pod bronią,
Dzierżąc tarcze, co każdą pierś mężną osłonią,
Hełm na głowie, a tułów chroni pancerz srogi,
Do tego zaś spódniczka, pod nią gołe nogi.
I wszystko wyglądało, jak w antycznych czasach,
Gdy Amazonek plemię chadzało po lasach.
Mógłbyś przysiąc spojrzawszy na obie dziewczyny,
Że stamtąd to przybyły właśnie w odwiedziny.
Tajemnicą to pewnie zawsze już zostanie
Skąd ów oręż pradawny wzięły obie panie,
Ważniejsze jednak to jest, że jak go użyły,
To żaden orczy wojak nie dawał im siły.

W sukurs przyszła im Midnight, wyciąga pazury,
Tak ostre, że mogłaby kroić nimi mury,
Które nagle z paznokci jej się utworzyły,
Ze strachu orcze serca, w piersiach ich zawyły,
Bo widząc wampirellę straszną oraz piękną,
To poczuli, ze nagle kolana im miękną
I wzrok na sobie zimny niczym lodu sople.
Na ustach jeszcze miała krwi czerwonej krople,
Zmysłowo oblizała językiem swe wargi,
Skoczyła, zamachnęła, ork umarł bez skargi,
Bo nie zdążył nic szepnąć, kiedy go przecięła
Ostrymi pazurami, krew tylko bryznęła,
Zaraz potem następny poszedł też do piachu,
Zaś reszta uciekała kuląc się ze strachu.


John5 razem z Revanem zaszli orki z boku.
Przeszli pod żywopłotem, by im zejść z widoku,
A potem jak nie skoczą razem zza wygódki.
Ich nagłe pojawienie takie miało skutki,
Że przestraszone orki w strachu uciekały,
A po plecach ich szable szlacheckie siekały.
Zaś Kutak podniesiony tymi przewagami
- Bracia! – Krzyknął. – Do przodu! Zwycięstwo jest z nami!
Odyseja złożyła sprzeciw bardzo ostry:
- Dlaczego tylko bracia? Przecież są i siostry!
- Oczywiście, przepraszam. Wszak w jedności siła.
Dalej siostry i bracia, byle zgoda była.

Tymczasem by ratować swoim ludziom tyłki
Major Płut, troll – dowódca, wprowadził posiłki.
Awangarda to armii, elita wojskowa,
Pluton orczych żołnierek wszedł do Soplicowa.
Zdziwiony Mataichi aż otworzył usta,
Nie widząc nigdy wcześniej pań o takich biustach.
Mundur skąpy do tego, ze spódniczką mini,
Górę stanik stanowił wzięty od bikini.
A każda jego miska, co pierś okrywała,
Orderami pokryta była prawie cała.
Kozak na każdej nodze z wysokim obcasem,
I szabelka na biodrach przyczepiona pasem.

Naprzeciwko stanęli Kutak z Behemotem,
Mira i Odyseja tuż obok za płotem.
Discordia i Latilen, Lukadepailuka,
Phantomas swym toporem o podłoże stuka,
John5, Revan i Krakov stanęli przy wozie,
Nami na kalenicy w sailorkowiej pozie,
Helian oraz Almena zaraz obok stajni,
Kitsune i Arango tuż przy jadłodajni,
Doktor Hyde i Redone także niedaleko
Obok młyna, co stoi nad szumiącą rzeką.
Midnight już poprawiła ramiączka stanika,
Spojrzała na chłopaków: Który mi tu fika?
Przy niej Liliel kucnęła i ostrzy krzemieniem,
Piłę wspartą o twardą na podwórzu ziemię.
Zdumiony orczycami. Hael rzekł po chwili:
- Co robić z takim wrogiem w Chinach nie uczyli.
Lecz robi twardą minę. Mataichi obok
Patrząc na pozostałych uśmiecha się srogo.
Wszak elita to elit z Ostatniej Gospody
Każdy dzielny i silny, chętny do przygody.
Lecz nawet w takiej paczce robią się wyłomy,
Chłopcy oddech stracili, każdy jest zdumiony.
Wstrząśnięci obfitością kształtów pań orkowych
Jeden w drugiego wszyscy potracili głowy.
Major Płut widząc rejwach u swych adwersarzy,
Z uśmiechem, co okrutny, wyrósł mu na twarzy
Krzyknął: Dzisiaj padniecie z ręki orczyc moich,
Żadna z nich lęku nie zna i was się nie boi.

Widząc, że teraz bitwa klęskę przypomina
Wielka odpowiedzialność legła na dziewczynach.
Discordia się ozwała: Wstydźcie się panowie,
Jakże brudne myślenie chodzi wam po głowie.
Ich piersi są z pewnością mocno dozbrojone,
Przez chirurgów plastycznych orczych silikonem.
Cóż, panie, chodźmy same, prędko do ataku.
Liczmy teraz na siebie, a nie na chłopaków!
- Hola! – rzekł Mataichi. – Hola, hola! Gdzie tam?
Nigdy mnie nie wyprzedzi w ataku kobieta.
Dalej, naprzód panowie! Idziemy z paniami!
Mężczyźni pozostali skinęli głowami.
Zawstydzeni Discordii bojowym okrzykiem
Na orczyce ruszyli zwartym, mocnym szykiem.
Te widząc, że ich urok na mężczyzn nie działa,
Zdziwione przystanęły, potem dały drała.

Za nimi Płut podążył: Wracajcie łajdaczki!
Tak pędząc przez podwórze, najpierw zdeptał kaczki
Potem upadł w koryto, potem w dół z kompostem,
Chciał przez płot się przedostać i przebiec pod mostem,
A potem do Modoru dotrzeć poprzez lasy.
Miał w chlebaku skradzione elfinom lembasy
I sądził, że wystarczą one mu na drogę.
Niestety uciekając stanął na stonogę,
Pośliznął się i wyrżnął, leżąc na podwórzu
Wśród ciał orków i trolli, w krwi, pocie i kurzu.

Chwilę później się zerwał. Drzwi ma jakieś z boku.
Widząc Latilen z wałkiem, zerwał się do skoku.
Klęska! Klęska straszliwa! Trzeba się ratować.
Skoczę w drzwi, no a później zdążę się gdzieś schować.
I skoczył, błyskawicznie, niby wicher bieży,
Skoczył za drzwi i zamknął, potknął się i leży.
Coś ostro zaśmierdziało. Popatrzył do góry,
Kilkanaście grzęd stało, a na grzędach kury,
Bo kiedy skoczył za drzwi, to w skoku wyniku
Znalazł się w pięknym, małym, folwarcznym kurniku.
Jedna z kur zagdakała mu do ucha słodko:
- Majorze Płucie, trollu, jestem patriotką.
Sprytny kogut zatrzasnął zamek w drzwiach pazurem,
A wszystkie inne ptaki, spojrzały na kurę.
W głosie kury żelazna pobrzmiewała wola:
- Za nasz kurnik i Litwę, dalejże na trolla!
I pierwsza na majora ruszyła w ataku,
A za nią popędziło stado całe ptaków.
Płut walczył i zabijał wśród gdakania, krzyku,
Tak się właśnie odbyła, słynna rzeź w kurniku.

Mira tamże podeszła, szarpnęła za wrota,
Ktoś je zamknął na zamek. Fachowa robota.
- Kutaku podejdź proszę i podaj mi klucze,
Bo Płut tam siedzi w środku. Ptactwo go zatłucze.
Lecz Kutak się uśmiechnął i tak jej odmruczy:
- Przykro mi droga Miro, lecz ja nie mam kluczy.
Gdy budyń waniliowy na deser robiłem,
To wpadły mi do mleka, i tak je zgubiłem.
- Żartujesz! A Płut siedzi w takim położeniu ...
Kutak nagle jej rękę złożył na ramieniu:
- Chlubą wielką jest litość w sercu cnej kobiety,
Stąd rozumiem twe słowa, ale dziś niestety,
Jeśli Płuta ktoś żywcem wypuścić pozwoli,
On w miesiąc tu powróci z zastępami trolli.
Teraz, gdy się urzędnik nas zapyta który:
Kto majora załatwił? Zadziobały kury.
Tu zwrócił się do wszystkich: Właśnie dowiedziono,
Że Kutak zgubił klucze pro publico bono.
Teraz wielkie zwycięstwo wszystkim się ogłasza,
Niech żyje Soplicowo i ojczyzna nasza!
Ucztę wielką sprawimy, bawmy się wesoło,
Niech cymbały nam brzęczą, grajki grają w koło,
Z beczek ciurkiem niech płyną wina, piwa, miody,
Wszystkie sproście z sąsiedztwa znamienitsze rody.
Polonezem, jak każe sławny zwyczaj stary
Biesiada się rozpocznie. Tańczą wszystkie pary!

Ja, Kelly, w owym starciu udział także brałem
I co tu napisano, wszystko to widziałem.
Okiem woja, który też para się i piórem,
Widziałem garstkę dzielnych, wrogów całą chmurę.
Męstwo paru przyjaciół, co poszli na boje,
Musiało zrównoważyć orków, trolli roje.
Lecz zręczność, silna wola i odwaga w końcu
Błysły zwycięskim blaskiem w południowym słońcu.
I niewielu najeźdźców uszło z owej matni,
Tak na Litwie się zajazd zakończył ostatni.
Autor artykułu
Kelly's Avatar
Zarejestrowany: Aug 2007
Posty: 427
Reputacja: 2
Kelly ma w sobie cośKelly ma w sobie coś

Oceny użytkowników
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Głosów: 12, średnia: 100%

Narzędzia artykułu

Reklama
  #1  
Nami on 05-07-2008, 18:47
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
O matko, mogę to skomentować?
Bo kurczę...to jest genialne! XD
Jak to czytałam, to śmiałam się po prostu! Jestem pełna podziwu i dziękuję za wyróżnienie...choć Sailorka?! XD Hahaha, nie no piękne naprawdę!
Cudne i w ogóle...nawet nie wiedziałam, że coś takiego napisałeś ^ ^"

No po prostu słów mi brak, ach
Niesamowite.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #2  
Redone on 05-07-2008, 18:49
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
A mi się nie podoba bo mnie tu nie ma Żartuję, świetny pomysł, zdolniacha z Ciebie

EDIT:
Już jestem Teraz można w pełni podziwiać piękno utworu
Ostatnio edytowane przez Redone : 05-10-2008 o 18:17.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #3  
John5 on 05-07-2008, 19:41
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
No, no czuję się zaszczycony umieszczeniem wśród bohaterów
Wypada pozazdrościć talentu, kolejny świetny tekst. Bardzo zgrabnie napisane.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #4  
Revan on 05-07-2008, 20:49
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
Świetne, kawał dobrej roboty!
Odpowiedź z Cytowaniem
  #5  
kitsune on 05-07-2008, 21:29
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
Jestem pełen podziwu i zazdrości, ze ktoś z taką lekkością posługuje się mową wiązaną. Naprawdę.

Szacunek, bracie

Pozdr
Odpowiedź z Cytowaniem
  #6  
Arango on 05-08-2008, 09:21
Znacznie lepsze od tego co napisał ten...no...aaa... Mickiewicz.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #7  
Odyseja on 05-08-2008, 09:32
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
Ja też jestem zachwycona. Już kiedyś to czytałam w jednym z topików.

PS. Czuję się zaszczycona, że tam jestem
Odpowiedź z Cytowaniem
  #8  
traveller on 05-08-2008, 09:59
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
Brak mi słów, tylko ręce same składają się do braw i pokazują tabliczki z max notami.
Odpowiedź z Cytowaniem
  #9  
liliel on 05-08-2008, 13:39
Ocena użytkownika
Styl
100%100%100%
5
Pomysł
100%100%100%
5
Ogólne wrażenia
100%100%100%
5
Średnia:100%
Kelly, wiesz doskonale, że ja twoją fanką jestem. Wspaniale rymuje mi się z Tobą w Tadeuszu, z tym że mnie wychodzi to chyba nieco gorzej niż Tobie. Jak zwykle nisko chylę czoła. Powyższy tekst rewelacyjny, lekkość twojego pióra nie przestaje mnie zaskakiwać. I oczywiście czuję się zaszczycona, że mnie w nim uwzględniłeś.
Odpowiedź z Cytowaniem
komentarz

« Piefki Wojny | - »

Użytkownicy przeglądający ten artykuł: 1 (0 użytkowników oraz 1 gości)
 
Narzędzia artykułu
Wygląd

Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks are Wł.
Pingbacks are Wł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 05:09.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2008, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93