Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Anders, czyli historia postaci<!-- google_ad_section_end -->
Anders, czyli historia postaci
Autor artykułu: Niles Elmwood
17-09-2008
Anders, czyli historia postaci

Gdzieś pomiędzy The Dragon's Maw a L'Anguille

Słońce kryło się już w połowie za równą linią morza, czerwienią barwiąc błyszczące grzbiety spokojnych fal i zawieszone w nad nimi bezchmurne niebo.
Mężczyzna w sile wieku zatrzymał się na łagodnej skarpie pokrytej kępami trawy, w którą zaczynał się wgryzać piasek wybrzeża.
"Cisza po burzy" - pomyślał człowiek pod nosem wygwizdując wojacką piosenkę.
Długą chwilę stał i mierzył wzrokiem ukołysujące się do snu morze. Następnie podjął sprężysty marsz wzdłuż lini brzegu, od czasu do czasu rzucając przelotne spojrzenia w stronę zachodzącego słońca. Szum fal zagłuszyło znajome ujadanie psa, który pojawił się wkrótce przy człowieku i obiegając go dookoła nieprzestawał szczekać.

- Co jest Dadil? Co jest piesku? - pytał ożywiony podekscytowanym zachowaniem psiego towarzysza.
W odpowiedzi Dadil odbiegał kilka metrów wyraźnie dając do zrozumienia o co mu chodzi.
Człowiek niemal biegnąc podążył za oddalającym się psem. Po kilkuset metrach mężczyzna zauważył poruszane przez powracające fale ludzkie ciało. Po odwróceniu na plecy postać okazała się być młodym chłopakiem, niemal dzieckiem o jasnych kręconych włosach, które wyraźnie kontarstowały z jego ciemną spaloną słońcem twarzą. Mężczyzna odnajdując lewdo zauważalne znaki życia w młodym ciele, ostrożnie ułożył sobie chłopca na barkach i żwawym krokiem ruszył przez wydmy spowrotem w stonę, z której przyszedł.

Marienburg, 5 lat później

Brudnej, portowej ulicy Marienburga zgiełk i zamieszanie towarzyszył od świtu do zmierzchu. Dwie młode dziewczyzny trzymając się za rękę przeciskały się przez tłumy. Tutaj kupcy, marynarze, podróżni, rzemielnicy i wszelakiej maci typy, wszyscy wymieszani z garstką mieszczan stanowili trzon ludności tej dzielnicy. W porcie zatrzymały się przy wysmukłej sylwetce kupieckiego statku, z którego młodzi chłopcy, schodząc po trapie, rozładowywali towar.

- Zobacz jest! - zachichotała blondynka wskazując ruchem głowy na długowłosego blondyna, zajętego załadunkiem drewnianej skrzyni na kupiecki wóz.
- To on? Przystojny... - wyszeptała brunetka nieodrywając wzroku od młodzieńca - Jak się nazywa?
- Anders.
- Anders co?

- Po prostu Anders. - wzruszyła ramionami blondynka i po chwili przeczesując dłonią włosy dodała. - To sierota. Ojciec mówili, że znaleźli go na brzegu na wpół nieżywego! Jak był jeszcze dziecięciem... Morze go wyrzuciło kilka lat temu w Bretonii! Romantycznie, co nie? - zapiszczała.
- Jego rodzina zginęła?
- Nie wiem. Nawet on tego nie wie, bo nie pamięta kim był i skąd... Tylko imię. Imię pamiętał. Zamieszkał ze starym kupcem Klausem, który go znalazł.
- Anders...
- zamyśliła się śliczna brunetka, z przymrużonym okiem obserwując młodzieńca.
- Przedstawisz mnie? - spojrzała na jasnowłosą.
- Jasne!

Dzień drogi od Kisleva, pół roku później

Ognisko wesoło trzeszczało palonym suchym drzewem i strzelało małymi iskrami ku czarnemu niebu.

- Klaus? - podjął młody mężczyzna ze wzrokiem utkwionym w koniec kija, na którym piekł się spory kawał boczku.
- Anders? - odpowiedział Klaus zajęty tą samą czynnością.
- Długo nad tym myślałem. - zaczął niepewnie blondyn i jakby przekonując siebie, ciągnął dalej bardziej stanowczo. - Chciałbym zaciągnąć się do armii.
- Po co? - skrzywił się starszy mężczyzna udając obojętność.
- Chciałbym się sprawdzić. Sam wiesz, że kupiec ze mnie... Nie chcę być...
- Jaki? Taki jak ja? - wtrącił w słowo Klaus.
- Nie! Wręcz przeciwnie! - odpowiedział Anders urażonym tonem. - Ty też służyłes przecież!
- I nic dobrego ani z tego nie było, ani nie ma. - dokończył Klaus spokojnie i spojrzał na Andersa. - Kilka ran i wspomnień, wszyscy przyjaciele na tamtym świecie... Ani żony, ani dzieci, tylko ciebie mam dzięki bogom...
- No i jest jeszcze Dadil!
- młodzieniec wyszczerzył białe zęby w szerokim uśmiechu.
Słysząc swoje imię, leżący między nimi czarny wilczur, otworzył oczy i podniósł łeb nastawiając uszu.
- Taaak. - mruknął przyjaźnie Klaus, kładąc rękę na głowie zwierzaka.
- Słuch ma jeszcze wyborny, ale ślepnąć staruszek poczyna... - dodał drapiąc za uchem układającego się do przerwanego snu psa.
- Chciałbym zostać zwiadowcą. Tak jak ty. - ciągnął temat Anders przygądając się z bliska jakości pieczeni.
- Taaak... - westchnął Klaus zdejmując boczek z kija.

Nuln, rok później

- Zbiółka rekłuci! W szełgu szybciołem, kułwa jego mać! - darł się gardłowo łysy olbrzym z kwadratową szczęką na środku piaszczystego dziedzińca.
Kilkunastu mężczyzn z obciętymi krótko przy skórze włosami, z czego większoć stanowiła wychudzona młodzież, ustawiło się w pośpiechu ramię w ramię naprzeciw kaprala.
Rozebrani do psa, ubrani byli wszyscy w jednakowe czarne spodnie i skórzane buty.

- Będziemy dzisiaj ćwiczyć strzelanie do celu z kuszy! - wrzeszczał przełożony mimo, że wokoło było cicho jak makiem zasiał.
- A co to jest do chuja?! - warknął zaskoczony Kapral wytykując palcem jednego z rekrutów.
Podszedł do wskazanego blondyna i zaglądając mu z odległości kilku centymetrów prosto w niebieskie oczy, zapytał z drwiną - Co to jest?
- Co jest co, panie kapralu? - śpiewająco odpowiedział pytaniem, równie zdziwiony i wyprężony jak struna blondyn.
- To! - bąknął żołnierz stukając rekruta palcem w klatkę piersiową.
- Melduję posłusznie, że to jest tatuaż panie kapralu!
- Slepy kułwa nie jestem! - wrzasnał mu nad uchem tamten i robiąc kilka kroków do tyłu, z rękoma splecionymi za plecami, zmierzył tatuaż krytycznym wzrokiem.
- Co znaczy ten łysunek, się pytam, nie? - kapral przekrzywił głowę lustrując wzory.
- To jest słońce... Chyba... - odpowiedział blondyn niepewnie.
- Jak to kułwa chyba? Ja mam wiedzieć? Ja kułwa moge! Może to jest w pizdu tałcza do celu, ha?! - kpił rechocząc kapral.
- Ja... Nie wiem co dokładnie znaczy ten tatuaż! Mam go odkąd pamiętam! - odkrzyknął młody mężczyzna patrząc w powietrze nad przełożonym. Widać jednak było, że młodzieniec zaczynał tracić cierpliwosć w tym temacie.
- A jak się nazywacie to pamiętacie?! - ryknął kapral.
- Anders! - odkrzyknął rekrut.
- Andełs?! - zapytał retorycznie żołnierz podchodząc bliżej do blondyna.
Anders przeniósł wzrok na pochyloną nad nim, pokrytą bliznami twarz kaprala.
- Nie, Anders! - ryknął ze złością, na swoje nieszczęcie opluwając go przy tym niechcący.
Po chwili, stracił przytomność lądując ciężko na plecach z połamanym nosem.
- Do ciupy na dwa dni! I do cyłulika! I w takiej kolejności! - warczał przez zacinięte zęby kapral do mężczyzn stojących po obu stronach pustego po Andersie miejsca.

- Andełs... - mruknął kapral sam do siebie ścierając rękawem krew z czoła.
Autor artykułu
Zarejestrowany: Mar 2007
Posty: 444
Reputacja: 0
Niles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znanyNiles Elmwood nie jest za bardzo znany

Oceny użytkowników
Język
80%80%80%
4
Spójność
70%70%70%
3.5
Kreatywność
70%70%70%
3.5
Przekaz
70%70%70%
3.5
Wrażenie Ogólne
70%70%70%
3.5
Głosów: 2, średnia: 72%

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:58.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167