Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > Zakątek LI-teracki > Artykuły, opowiadania, felietony > Opowiadania
Zarejestruj się Użytkownicy


komentarz
 
Narzędzia artykułu Wygląd
<!-- google_ad_section_start -->Arthorins: Zdrada<!-- google_ad_section_end -->
Arthorins: Zdrada
Autor artykułu: Prabar_Hellimin
12-02-2009
Arthorins: Zdrada

Kontynuacja opowiadania Arthorins: Głupiec nie pozostanie w piekle
---

Huguel pełnił nocną wartę przy wschodniej bramie Havallu, wraz z dobrym przyjacielem, Jarmem. Noc była pogodna. Do końca ich warty pozostała jeszcze godzina. Strażnicy umilali sobie czas rozmową.
-...i posłuchaj, jak myśmy wtedy z Arlanem byli eskortować tego maga, to się przypałętał jakiś pijak. Czepiał się, nie dawał spokoju nawet jak dostał po żebrach. No i chcemy skręcić w stronę rynku, ale ten natręt stanął na drodze i nijak nie dało się przejść, tośmy poszli dookoła. Tak sobie myślałem, że coś jest nie tak, no ale poszliśmy dalej. Przeczucie miałem dobre, bo jak weszliśmy w tą uliczkę, koło oberży Hertila, to wyszło kilkunastu obdartusów...
-Koleś udawał pijaka i zaprowadził was w pułapkę? I ty Huguel się dałeś nabrać?
-No cóż, byłem przekonany, że w mieście nie ma nikogo, kto mógłby być przeciwko gildii. No i wtedy jeden z nich wziął kamień do ręki, wywrzeszczał coś niecenzuralnego o gildii magów i rzucił w naszą stronę. No, ale mag, nie bez powodu był szychą w gildii. Kamień poleciał z powrotem do miotacza, rozłupując mu głowę. Pozostali złapali za żelastwo i się na nas rzucili. Kilku poleciało wzdłuż ulicy, wraz z silnym podmuchem wiatru, jeden się nadział na maszt na kaplicy...
-A to o to się kapłani obrazili na gildię i ganiali z protestami do namiestnika?
-W rzeczy samej. Potem jeszcze jeden się spalił żywcem, a dwóch przebiły fruwające halabardy. Reszta uciekła.
-To po co wy go w ogóle eskortowaliście?
-Nie mnie się pytaj. Ciii.... Słyszysz?
-Co?
-Ktoś się zbliża. Stać! Kto jedzie!
-Szybko! Wołajcie kapitana straży! - odezwał się jeździec, wiozący ze sobą kobietę. Mężczyzna był ubrany w strój typowy dla mieszczan, oraz poplamiony fartuch. Jadąca z nim ciemnowłosa kobieta była w nocnej koszuli.
-Niby po co? Kim wy w ogóle jesteście?! Macie glejt, żeby wjeżdżać nocą do miasta? - spytał się Huguel
-Przybywamy z Akshe-Dhill i nie chcemy koniecznie wjeżdżać do miasta. Jednak w waszym interesie jest zawołanie kapitana, lub kogoś z przełożonych – odezwał się drugi mężczyzna, ubrany w skórzaną zbroję straży miejskiej, nieco podpity. Z nim również jechała kobieta, również w nocnej koszuli, jednak wyraźnie młodsza.
-Jarmie, biegnij do garnizonu. A wy mówcie, co się stało.
-Jestem Artol Belerod, strażnik miejski z Akshe-Dhill. Oddawałem się, hmmm, degustacji piwa u, obecnego tu z nami, mojego przyjaciela, oberżysty Madona Ladgura, gdy do karczmy wpadł zraniony w czoło zwiadowca, czy też myśliwy, wieszczący atak orków... - wyjaśnił jeździec, dość nieudolnie próbujący utrzymać w miejscu konia.
-Dlaczego orkowie mieliby nas atakować? Przecież utrzymujemy z nimi dobre stosunki.
-Nas nie pytaj. – odpowiedział Madon – Człowiek wyzionął ducha, a my osiodłaliśmy konie i ledwie uszliśmy z życiem.

Po chwili wrócił Jarm, z kapitanem straży i czterema halabardnikami.
-Co tu się dzieje? Kim są Ci ludzie? - spytał kapitan
-Przyjechali z Akshe-Dhill, które zostało zaatakowane przez Roolv, jak twierdzą Ci dwaj.
-Jak to, co wy za głupoty wygadujecie?
-Nie głupoty, a prawdę, za którą ręczę głową. – Artol zsiadł z konia – Orkowie spalili miasto, wymordowali ludność, a my ledwie uszliśmy z życiem z tego piekła. Wiem, że ciężko panu uwierzyć podchmielonemu strażnikowi po służbie, ale niech pan uwierzy oberżyście, który zabrał żonę i córkę, zostawiając wszystko na pastwę orków.
-Sierżancie, zawiadomcie namiestnika. Jeśli to prawda, to ratujecie ojczyznę, a jeśli zmyślacie, to...
-Nie musi nam pan przybliżać szczegółów. Nie traćcie lepiej czasu, tylko się przygotujcie, bo za parę dni orkowie mogą stanąć tutaj. - przerwał kapitanowi Madon

**

Chyba najsympatyczniejsza sala w garnizonie, kwatera kapitana Ulberta Johira, była dość obszerna, dlatego też, prócz łóżka mieścił się w niej także spory stolik jadalny, biblioteczka z dokumentami, oraz duże biurko, na którym leżał stos map i wszelkich zwojów. Z boku było miejsce na flakonik z inkaustem, pióro gęsie i stosik czystych kartek. Na biurku stały też dwa świeczniki – jeden na dwie, drugi na trzy świeczki. Na podłodze leżał ładny dywan, prawdopodobnie quarmejski, w czerwonej tonacji, w dobrym stanie. Ściany obwieszone były flagami Treemlandu. W rogu stał kufer, solidnie okuty, a obok niego stojak na broń, obłożony nią sowicie – od kilku kozików u góry, przez solidny pałasz i ozdobną szablę, aż po dwuręczny miecz. O stojak oparta była tarcza.
-Wejdźcie, usiądźcie i mówcie, co wiecie. - kapitan zaprosił Artola, oraz Madona i jego rodzinę
-Cóż powiedzieć. Wiemy tylko, że orków jest sporo, co najmniej jeden mingan, czy dwa. Możliwe, że więcej. - zaczął, znający się nieco na sprawach wojska Artol.
-Dwa tysiące? Jak oni minęli posterunek Akshdor? Już powinniśmy o tym wiedzieć.
-Może to tylko mniejszy oddział, kapitanie. Możliwe, że pułkownik Dalan jest odcięty przez oblężenie. Zwiadowca, który nas zawiadomił w karczmie, mógł być wysłany przez niego.
-Jeżeli orkowie zajęci są oblężeniem twierdzy, to nam zagrażają tylko Ci, co spalili Akshe-Dhill. Jeżeli zabezpieczymy miasto, ewakuujemy ludność i wzmocnimy garnizon, to powinniśmy się utrzymać przed nadejściem posiłków. Pozostaje nam czekać na namiestnika, bo sam nie mogę tego zarządzić.

**

-Pułkowniku
-Tak sierżancie?
-Wieści z wieży. Mówią, że Akshe-Dhill stoi w płomieniach...
-Niech to szlag! Cholerne ścierwa zaatakowały miasto. Niech tylko król się o tym dowie, to inaczej będzie gadać z cesarzem. Kazał wzmocnić garnizony na granicy z Faramem... Ja mówiłem tym głupcom, że orkom nie można ufać! Mało sojuszu nie zawarliśmy z nimi, a oni nas atakują. Ciekawe co zrobi Dakmor. Ech...
-Pułkowniku, nie chcę Ci przerywać, ale jest jeszcze coś...
-Mów!
-Studnia jest zatruta.
-Psia krew! Tchórzliwe zgniłoskóre ścierwa!
-W moim mniemaniu to musiał być ktoś z zamku.
-Czemu tak sugerujecie?
-Cóż, według naszego maga mogliby to zrobić orkowi szamani, ale on by to wyczuł. Poza tym szaman, chcąc coś zakląć, musiałby to widzieć przed dokonaniem czarów.
-Więc mamy szpiega?
-Lub zdrajcę.
-Zadbasz, żeby warty przy zapasach pełnili zaufani ludzie. Musimy jak najdłużej przetrzymać orków i nie możemy pozwolić sobie na utratę zapasów. Odmaszerować!
-Tak jest! - sierżant Enaan Intarag zasalutował i wyszedł.

Wyszedłszy z kwatery pułkownika udał się do maga garnizonowego, Jorika Kaliasa. Mag czekał na niego, razem z dwoma strażnikami.
-I jak?
-A jak myślisz? Ufa mi. Kazał mi się zająć zabezpieczeniem zapasów.
-Świetnie. Wojna wreszcie się rozpęta – powiedział mag do siebie.
-Nie rozumiem – na twarz Enaana wstąpiło zdziwienie.
-Wreszcie jest szansa, żeby utrzeć nosa gildii – wyjaśnił zakłopotany mag.
-No tak, przecież o to nam chodzi.
-Teraz zadbaj, żeby zapasy zginęły. Niech orkowie zajmą wreszcie ten przeklęty posterunek i ruszą dalej, na Roffel. A i nie zapomnij przewiązać się żółtą wstęgą. To umówiony znak, żeby Cie nie zabili.
-Nie zapomnę. Bywaj!

Enaan czuł się dziwnie. W powietrzu coś wisiało. Gdy wychodził od maga poczuł dziwny chłód. Przeszły go ciarki. Stanął i obejrzał się. Jorikowi nie towarzyszyli już dwaj strażnicy, ale dwa duchy, rozmyte postaci uformowane z płomieni. Enaan usłyszał fragment rozmowy.
-Gdy orkowie zajmą zamek, postaracie się, żeby wymordowali wszystkich jeńców. Wypuścicie tylko tego promonarchistycznego głupca. Może się jeszcze przydać. Jak już załatwicie obrońców, to uszczuplicie oddziały orków. Wymyślcie coś, jakąś zarazę, wybuch, trzęsienie ziemi... cokolwiek. Ja teraz wracam do Dagorty. Tam mamy sporo problemów.
Jorik zniknął, zostawiając po sobie niknący płomień. Enaan stał przez chwilę, nie wiedząc, co ma robić. Wreszcie się zdecydował – pobiegł zawiadomić pułkownika o całym zdarzeniu.

**

-Widzi pan, kapitanie, mnie fakt, że orkowie zaatakowali Akshe-Dhill, nie dziwi aż tak, jak to, że zajęli miasto w jedną noc. Najgorsze, że w ich mniemaniu nie jest to atak na Treemland, tylko pomoc.
-Co też pan wygaduje, namiestniku?
-A no tak. Cesarz Roolvu bardzo nie lubi się z magami z Roffel, a gdy na miejsce zmarłego namiestnika Akshe-Dhill, miast następcy, powołano radę wykonawczą, zdominowaną przez magów, sytuacja stała się dużo bardziej napięta. Orkowie będą teraz uparcie twierdzić, że pomagają królowi utrzymać władzę.
-Śmieszne! - oburzył się kapitan
-Ale niestety to prawda. Nie mam pojęcia jak zareaguje król, dlatego najpierw musi się o tym dowiedzieć gildia.
-Dlaczego?
-Obawiam się, że król może nie podzielać naszego zdania, co do tego incydentu. Gildia podejmie odpowiedzialne działania.
-Ale to oznaczać będzie wojnę domową!
-I tak w końcu by wybuchła. Miejmy nadzieję, że król stanie po stronie gildii, a nie tych przeklętych zauszników.
-I mielibyśmy walczyć nie tylko z orkami, ale i z naszymi pobratymcami? To oznacza rychłą klęskę!
-Więc co pan proponuje? Pozwolić orkom zająć miasta z niewygodną dla nich władzą? Król im ulegnie i rozejdzie się po kościach. Bez interwencji gildii Treemland będzie pomiatany.
-A po jej interwencji przestanie istnieć. Gildia sama nie da rady wygrać wojny z Roolvem, poplecznikami doradców króla, oraz Dakmorem, jak mniemam.
-Sama gildia nie.
-Co ma pan na myśli?
-Myślisz, że Quarm, Gnohdar, Kurav i krasnoludy, będą czekać nie wiadomo na co? O nie, to są pewni sojusznicy gildii. Quarm wykorzysta okazję na osłabienie Dakmoru, Kurav ma do załatwienia porachunki z Roolvem, Dakmorem i Thezowią, a krasnoludy nie przepuszczą szansy na bitkę z zielonoskórymi.
-Oj nie sądzę. Jeśli naprawdę pan sądzi, że odważą się na kolejną wojnę, to grubo się pan myli.
-Panowie, jeśli można. - przerwał im Artol – Fakt, że jestem szeregowym nie upoważnia mnie do rozmów o tak ważnych sprawach. Jednak wysłuchajcie mnie, jeśli łaska. Popatrzmy na sytuację: Roolv nas zaatakował. Twierdzą, że pomagają królowi, ale król nie wołał do nich o pomoc. Oznacza to wojnę. Mamy prawo się bronić, a nawet obowiązek. Dlatego podejmijmy środki, które zapewnią nam najlepszą obronę.
-Co więc pan proponuje? - spytał namiestnik
-W moim mniemaniu powiadomienie wcześniej gildii, niż króla, nie będzie zdradą, a krokiem prowadzącym do ratunku państwa.
-Widzi pan, panie kapitanie? Chyba tylko pan jest odmiennego zdania.
-Naprawdę zdanie szeregowego znaczy dla pana więcej niż zdanie kapitana?
-Nie. Ale wierność przysięgałem najpierw ojczyźnie, dopiero w drugim wersie przysięgi królowi. Pan tak samo, zatem ślijmy posłańców do Roffel i przygotujmy się do obrony miasta.

**

-Chcesz mi powiedzieć, że to nasz mag jest zdrajcą, a ty z nim współpracowałeś?
-Tak
-Cóż, jedynie twoja szczerość przekonuje mnie, żeby Cię nie wtrącać do lochu. Co Tobą powoduje, że mi to wszystko powiedziałeś.
-Obawa. W końcu niecodziennie widuje się płomienne duchy.
-Właśnie. Te istoty są dla nas zagrożeniem. Jak mówisz mają oszczędzić tylko Ciebie? A żółty pas?
-To ma być ochrona przed orkowymi lochami. Jeżeli faktycznie ma przeżyć ktoś prócz mnie, to musimy się pozbyć tych demonów.
-Ale jak? Jedyny mag, który tu był, właśnie je przywołał.
-Pułkowniku, nie bez powodu jestem twoim najważniejszym podkomendnym i zastępcą.
-Do rzeczy, sierżancie, do rzeczy!
-Pobierając nauki w akademii bywałem często w bibliotece. Czytałem woluminy dotyczące podstaw magii i alchemii. Te demony mają związek z magią zła i ognia. Dlatego zwalczymy je dobrem i wodą.
-Nie mów, że potrafisz to zrobić.
-Niczego nie gwarantuję, ale postaram się.

Enaan poszedł do kuchni, gdzie zamierzał przygotować wywar, mogący wypędzić demony. Nie miał doświadczenia, ale to był jedyny sposób na pozbycie się przywołańców. Enaan potrzebował silnej esencji wody. Według ksiąg, które czytał, alchemicy pozyskują ją zazwyczaj ze świeżych roślin, ale najsilniejszym jej źródłem są skały – hydraty. Choć roślin na zamku było niewiele, to pod dostatkiem było hydratów. Rozkruszył i sproszkował miarę skały i zmieszał z oliwą. Następnie dodał do mieszaniny roztwór esencji magicznej energii, pozyskanej z pracowni maga, w alkoholu. Na końcu zmieszał i podgrzał, mając nadzieję, że preparat będzie skuteczny.

Teraz potrzebował tylko poświęconych przedmiotów. Doskonale powinny spełnić rolę miecze, martwych już niestety, paladynów. Enaan posmarował dwa ostrza przygotowaną miksturą i poszedł zaciągnąć demony w pułapkę.

-Jesteście mi potrzebni – Enaan zaczepił stworzenia, które przybrały postać strażników.
-Mów, o co chodzi.
-Chodźcie ze mną do kwatery pułkownika. Już chyba najwyższa pora się go pozbyć.
Demony poszły z sierżantem, nie podejrzewając podstępu. Enaan pozwolił im iść przodem. Weszli do kwatery dowódcy. Pułkownik już czekał. Ostrze miecza przebiło pierś demona, który błyskawicznie powrócił do naturalnej postaci, tak samo drugi. Istoty próbowały się bronić, ale na próżno. Sierżant dobył miecza i zaatakował drugiego demona. Po chwili na miejsce demonów pojawiły się dwa obłoki pary. Po demonach nie było śladu

**

-Coś tu jest jednak nie w porządku... - myślał głośno namiestnik – Nadal nie wiadomo, czemu orkom udało się zdobyć miasto w jedną noc.
-Fakt. Przecież miasto było dość dobrze bronione. Nie zdołaliby go tak szybko zająć. Chyba, że...
-Tak kapitanie?
-Chyba, że ktoś otworzył im bramy.
-Sugeruje pan zdradę?
-Owszem. – odpowiedział kapitan, spoglądając na Artola i Madona – Musimy odnaleźć zdrajcę, bo może on nam zagrażać.
-Ale jak pan chce go znaleźć.
-Pomyślmy. Skoro współpracuje z orkami, to go pewnie oszczędzili. Nie sądzę jednak, żeby został w ich obozie.
-Co pan sugeruje? - spytał zaniepokojony Artol
-Straż! Zabrać tych ludzi! Są podejrzani o zdradę królestwa.
-Ale jak to? Oszalał pan? - oburzył się namiestnik
-Musimy być ostrożni, a dowody prowadzą nas na nich.
-Nie dowody, tylko poszlaki. Kapitanie, Ci ludzie powiadomili nas o całym wydarzeniu. Czy sądzi pan, że robiliby to, gdyby faktycznie zdradzili.
-Jak już mówiłem, musimy być ostrożni.
-I uwięzimy ich? A w tym czasie prawdziwy zdrajca, będzie na wolności.
-Proszę wybaczyć, ale to ja decyduję w sprawach bezpieczeństwa. A teraz zadecydowałem, że lepiej będzie uwięzić tych ludzi. Jeżeli natkniemy się na kolejne akty zdrady, to będzie znaczyć, że są niewinni.
-Nie podoba mi się to, kapitanie, ale dobrze. Zróbmy jak pan mówi. Uwięzimy ich... u mnie w domu. Pan przydzieli oddział do pilnowania ich.

**

-Załoga, zbiórka na placu, rychło!
-Co się dzieje, pułkowniku? - spytał jeden z jego sierżantów
-Wiemy, jak uchronić część załogi przed śmiercią z ręki orków.
-O czym pan mówi?
-Wraz z sierżantem Intaragiem wykryliśmy i pozbyliśmy się zdrajców, którzy byli odpowiedzialni za zatrucie studni. Orkowie mieli ich oszczędzić, rozpoznając ich po przepasaniu żółtą szarfą. Wykorzystamy to. Rozlosujemy piętnaście żółtych szarf.
-To mało.
-Niestety, ale orkowie nie są na tyle głupi, żeby uwierzyć w zdradę całej załogi. Dlatego pozostali ufortyfikują się w donżonie i stamtąd będą się dalej bronić. W tym czasie ocaleni poślą do króla. Miejmy nadzieję, że przyjdzie z odsieczą. Przystępujemy do losowania...

-Pułkowniku!
-Tak sierżancie?
-Niech pan ucieka! Ja oddam panu moją szarfę i zostanę.
-Nie, przyjacielu. Tak musi być. Ty najlepiej znasz ten spisek. Opowiedz o tym królowi. I idź już. Ja będę się bronił tak długo, jak będę mógł.
-Ale pułkowniku...
-To rozkaz!
-Tak jest! – Enaan z żalem wyruszył, wraz z czternastoma towarzyszami, do obozu orków, skąd udał się do Havallu.

**

-Jasna cholera, na co nam przyszło! Dobrze, że namiestnik się za nami wstawił. Wolałbym nie siedzieć w lochu „do wyjaśnienia sprawy”. - denerwował się Artol.
-No nie jest tak źle. Jak dla mnie, to lepiej, żeby tego zdrajcy jak najdłużej nie złapali.
-Tak. Szkoda tylko, że do karczmy iść nie mogę.
-Ech, ty tylko o jednym.
Nagle do ich uszu doszedł dźwięk kroków. Ktoś szedł do nich po schodach. Rozmowa umilkła. Po chwili drzwi się otworzyły.
-Jesteście wolni, ale możecie się nadal u mnie zatrzymać. – zawiadomił namiestnik

**

-Kapitan straży? - Artol podrapał się po głowie – Nigdy bym go nie podejrzewał.
-Widzisz szeregowy, pozory mylą. Ostatnio dobitnie się o tym przekonałem. - Enaan upił łyk piwa.
-Zastanawiam się, czy nie jechać razem z Madonem do stolicy.
-Ja tu zostanę. Mam do spłacenia dług wobec ojczyzny.
-Ja w zasadzie też. Zamiast walczyć w Akshe-Dhill, uciekłem.
-To nie to samo, ja...
-Wiem. Ale też jednak zostanę. Havall sam się nie obroni.
Posiedzieli jeszcze chwilę, w milczeniu pijąc piwo, po czym wyszli z karczmy, pożegnać Madona.
-Trzymaj się druhu!
-Ty, Artolu, nie martw się o mnie, a raczej o siebie.
-Czemu?
-To nie ja zostaje na drodze orkowej armii.
-Potrafisz pocieszyć!
-Znasz mnie przecież, a ja Ciebie. Zobaczymy się niebawem, jestem pewien.
-Bywaj!
Madon odjechał, wraz z rodziną, w stronę Norandiru.
-Zastanawiają mnie dwie rzeczy... - zagadał Enaan.
-Jakie?
-Kto ma bardziej odpowiedzialne zadanie: my, czy on?
-Zaślubiny z jego żoną były dla niego trudniejsze, niż nasze zaślubiny z armią, choć myślał, że jest inaczej. Co Cię jeszcze trapi?
-Czy ty zawsze tak łatwo znajdujesz sobie przyjaciół do kufla?
Autor artykułu
Prabar_Hellimin's Avatar
Zarejestrowany: May 2007
Miasto: Brodnica
Posty: 417
Reputacja: 77
Prabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znanyPrabar_Hellimin wkrótce będzie znany

Oceny użytkowników
Język
100%100%100%
5
Spójność
80%80%80%
4
Kreatywność
100%100%100%
5
Przekaz
100%100%100%
5
Wrażenie Ogólne
100%100%100%
5
Głosów: 1, średnia: 96%

Narzędzia artykułu

komentarz



Zasady Pisania Postów
You may Nie post new articles
You may Nie post comments
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 09:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site
artykuły rpg

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164